MITYNG 12/102/2005
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
Wesołych
Świąt
Wieczór długi, ten z Pasterką
Stół i sianko i opłatek
Wielkie nieba,
Już
nie łażę za butelką
Uśmiechnięte buzie dziatek.
Żona żwawo się uwija
Też się cieszy
Któreś Święta mąż nie pije
Jakoś lekko jest na duszy
Przy opłatku są życzenia
Świeca płonie, lampki świecą
Nie ma wzroku omijania
Gdzieś w niebiosa dzięki lecą.
Za to wszystko, co się dzieje
Za ten spokój, co istnieje
O mój Boże niech się dzieje
Głowa domu wciąż trzeźwieje
Z łaski Boga na piechotę
Tam gdzie Jedność niepojęta
Odnalazłem swą Wspólnotę
Tam się uczę: Święta znaczy Święta
Stół
przybrany i choinka rozświecona
Żona, bliscy i dziecięta
Boże niech trwa
łaska nieskończona
Znów
przeżywam trzeźwe Święta
Wesołych Świąt
St
A
Kończący się rok, nastraja mnie do osobistego
obrachunku: co zrobiłem dobrego, co mi się mniej udało, co mogę zrobić
lepiej
następnym razem? Był to dobry rok mimo wielu trudności - a mimo to
kolejny w
trzeźwości! Wszyscy jesteśmy
zwycięzcami! Wiele się działo w naszej
wspólnocie. Odbyliśmy
liczne spotkania warsztatowe w PIK, pozyskaliśmy
powiernika kl.
„A” nie alkoholika, opracowano nową formę
dyżurowania - Internet.
Rotowały służby Regionu. Urządziliśmy kilka spotkań informacyjnych z
duchownymi, dziennikarzami, psychologami, z pracownikami służb
więziennych i
mundurowych. Każde z tych działań może pomóc nam „nieść
posłanie
nadziei” na satysfakcjonujące życie tym którzy
jeszcze cierpią. Obchodziliśmy rocznice
wspólnotowe: 70 lecie AA w Toronto,
25 lecie AA w naszym Regionie i te osobiste. Była to okazja do spotkań,
radości, wymiany doświadczeń.
Uczyliśmy się nie być samotny, być lepszy dla innych, tolerancji,
miłości
partnerskiej, odpowiedzialności i pokory. Najłatwiej idzie nam w AA,
gdzie
wszyscy znamy nasze tradycje, znacznie trudniej zastosować to samo w
rodzinie, lecz
i to przyjdzie z pewnością, wcześniej czy później, jeśli
będziemy nad tym pracować.
Pogody
Ducha
Inwentura grupy
Wiele grup
okresowo przeprowadza "mityng inwentury grupy", aby ocenić jak dobrze
spełniają swój główny cel: pomoc w zdrowieniu
alkoholikom poprzez sugerowany
przez AA program zdrowienia Dwunastu Kroków.
Niektóre grupy przeprowadzają inwenturę
badając nasze Dwanaście Tradycji, nie więcej niż jedną naraz, aby
ustalić, w
jakim stopniu żyją zgodnie z wymogami tych zasad.
Następujące pytania, zebrane ze
wspólnego doświadczenia AA, mogą być
użyteczne przy dochodzeniu do wykształconego sumienia grupy. Grupy
prawdopodobnie zechcą dodać swoje własne pytania:
l. Co
jest podstawowym celem grupy?
2. Co więcej
może grupa uczynić,
aby nieść posłanie?
3. Czy grupa
przyciąga alkoholików z różnych środowisk? Czy
widzimy przedstawicieli różnych
warstw społecznych?
4. Czy nowi
członkowie zostają z nami, czy ich rotacja wydaje się nadmierna? Jeżeli
tak to dlaczego? Co
możemy zrobić jako grupa?
5. Czy
podkreślamy wagę sponsorowania? Na ile skutecznie? Jak możemy osiągnąć
lepsze
wyniki?
6. Czy dbamy o
zachowanie anonimowości uczestników grupy i innych aowców
poza mityngami? Czy także pozostawiamy dla siebie powierzone nam na
mityngach w
zaufaniu tajemnice?
7. Czy z
cierpliwością wyjaśniamy wszystkim uczestnikom znaczenie wykonywania
przez
grupę na bieżąco prac w kuchni oraz prac porządkowych i innych ważnych
służb,
które są nieodłączną częścią naszych wysiłków w
niesieniu posłania Dwunastego Kroku.
8. Czy
wszystkim uczestnikom grupy dana jest możliwość mówienia na
mityngach i
uczestniczenia w innych działaniach grupy?
9. Zważając na
to, że pełnienie służb jest wielką odpowiedzialnością, na
którą nie można
patrzeć jak na wynik testu popularności, czy wybieramy z rozwagą osoby
do
pełnienia służby?
10. Czy robimy wszystko, co w naszej mocy, aby
zadbać o czystość i wystrój miejsca
mityngów?
11. Czy grupa
ma swój sprawiedliwy udział w uczestnictwie w celu AA - tak
jak odnosi się on
do Trzech Legatów: Zdrowienia, Jedności i Służby?
12. Co grupa
ostatnio zrobiła, aby zwrócić uwagę na posłanie AA
profesjonalistów lekarzy, duchowieństwa,
urzędników sądowych, wychowawców i innych,
którzy często jako pierwsi widzą, że
alkoholicy potrzebują pomocy?
13. W jaki sposób grupa wypełnia swoją
odpowiedzialność wobec
Siódmej Tradycji?
Z
ulotki „Grupa AA- gdzie wszystko się zaczyna”
Warsztaty Kroków w
Woźniakowie
Na przełomie września i
października, w Woźniakowie koło Kutna, odbyły się trzydniowe warsztaty
poświęcone krokom 2 i 3 naszego Programu. Organizatorem była
internetowa grupa
„Krok po Kroku”, będąca platformą wymiany
doświadczeń w pracy nad
Programem 12 Kroków Anonimowych Alkoholików. Ta
internetowa wymiana myśli,
tekstów, doświadczeń, wypowiedzi pomiędzy AA z
różnych zakątków Polski, od
Zakopanego po Gdańsk, od Poznania po Tarnów, a nawet Londyn,
czy New Jersey, ma
swoje oparcie w spotkaniach twarzą w twarz, przy stole mityngowym.
Pierwszy
warsztat odbył się w maju tego roku i dotyczył Kroku Pierwszego, a
teraz na
jesieni doszło kolejnego, bardzo udanego spotkania. Uczestnicy
przyjechali z
różnych stron Polski – z Gdańska, Warszawy,
Poznania, Kalisza, Tarnowa,
Łodzi, Opola, a nawet przyjechał do nas przyjaciel z Litwy.
To był prawdziwy maraton mityngów –
przez trzy dni, z przerwami na
posiłki i krótką sjestę poobiednią, grupa spotykała się przy
stole, by w blasku
świecy, obdarowywać się nawzajem swoimi doświadczeniami. Na piątkowych
mityngach skoncentrowaliśmy się na tematach dotyczących Kroku Drugiego
i
postaraliśmy się wypowiedzieć na następujące tematy: „Wiara –
zastanówmy się, czy i jak rozumiem
pojecie wiary, jaką rolę odgrywa wiara w moim w procesie zdrowienia?
Jak
podczas pobytu w AA kształtował się mój obraz Siły wyższej?
Jak obecnie pojmuję
swoją SW? Zdrowie, zdrowienie, wyzdrowienie, - jak to rozumiemy, tę
obietnicę?”. Postanowiliśmy, że po to, aby każdy z
uczestników miał równą
szansę na wypowiedź, ograniczymy czas do pięciu minut. Te techniczna
zasada
doskonale się sprawdziła, a osoby prowadzące kolejne mityngi dyskretnie
stukały
długopisem w kubeczek, albo machały wymownie zegarkiem, gdy
któryś z uczestników
zbytnio rozpalił się w krasomówczych wygibasach.
Kolejną „techniczną” zasadą, która
zbliżyła tę formę mityngu do
czegoś, co moglibyśmy nazwać warsztatem, było udzielanie głosu zgodnie
z
kolejnością siedzenia, zaznaczając oczywiście, że jak ktoś nie ma
ochoty, to
może podziękować za głos i przekazać go następnej osobie. Ta zasada
spowodowała, że „milczki” jednak zabierały głos,
obdarowując nas
swoimi doświadczeniami i czynnie korzystając z warsztatu. Czyli
–
robiliśmy pełne „kółko” wypowiedzi, po
czym następowała przerwa w
mityngu, a po przerwie siadaliśmy znowu do stołu i wypowiadaliśmy się
na
następny temat. W zgodzie z tym, iż nie ma w naszej
Wspólnocie innych
autorytetów poza miłującym Bogiem, postanowiliśmy, iż każdy
mityng będzie
prowadziła inna osoba z chętnych uczestników. W ten
sposób gościł wśród nas
cały czas fantastyczny duch AA – czuliśmy się naprawdę
członkami jednej
Wspólnoty. Wypowiedzi na tematy wiary były tak
różne, tak migotliwe, każdy
wnosił do tego wspólnego kociołka wypowiedzi coś swojego
– począwszy od
wątpliwości, pytań, poszukiwań, buntu, przez ustabilizowaną pewność
poglądów i
jasne rozeznanie w swojej ścieżce duchowej, aż do kolejnych pytań,
wątpliwości
i różnych znaków zapytania. W tym wszystkim, w
tych różnicach doświadczeń, myśli
i emocji była jednak jedna wspólna cecha, jeden łączący cel
–
poszukiwanie drogi do trzeźwości poprzez kontakt z Siłą wyższą....
A
mityngi przenosiły się i dalej – trwały właściwie
nieprzerwanie,
nawet w pokojach, do późnej nocy, tematy były na nowo
podejmowane na schodkach,
gdzie gromadzili się palacze, albo na ławeczce w małym parku, albo na
stołówce
w trakcie posiłków.
Potem
nadeszła sobota – dzień poświęcony Krokowi Trzeciemu i takim
tematom, jak: „Co
dla mnie oznacza
powierzenie woli i życia opiece Boga? Egocentryzm i samowola
źródłem naszych
kłopotów – przykłady. „Bóg,
jakkolwiek Go
pojmujemy”? Moje wyobrażenie Boga.” I
znowu, zaraz po śniadaniu
usiedliśmy przy stole mityngowym i zapłonęła świeca. Tego też dnia,
wieczorem,
miał miejsce specjalny mityng – mityng rocznicowy Adama z
Gdańska, a na
torcie zapłonęła liczba 19. Było wesoło i mityng przebiegał w
kapitalnej,
lekkiej atmosferze – odśpiewaliśmy Adamowi „sto
lat” i
„niech mu gwiazdka”, która w wersji awoskiej
nie gani za nie picie zasypianiem pod stołem, ale „na drodze
abstynencji
świeci coraz jaśniej”. Gdy na koniec, w czasie niedzielnego,
pożegnalnego
mityngu, wypowiadaliśmy się o tym, co wynosimy z tego wyjazdu, wszyscy
nie
kryli swoich wzruszeń i radości z tego, że spotkaliśmy się po to, żeby
w
warunkach wyciszenia, spokoju, w takim bezpiecznym
„gnieździe”,
obdarować się nawzajem doświadczeniami. W tym takim bliskim,
trzydniowym
kontakcie, w takim byciu w AA, czuć było to
co w AA
najpiękniejsze – tworzyła się jakaś nić braterstwa, duch
Wspólnoty.
Okazało się też, iż taki długi, „wyjazdowy”
warsztat ma swoje
zalety – umożliwia pełną koncentrację na pracy nad Krokami
naszego
Programu i czerpanie nawzajem ze swoich doświadczeń, zarówno
przez tego, co ma
19 lat trzeźwości, jak i tego, co parę miesięcy. I daje możliwość
takich
swobodnych rozmów, właśnie tych w pokojach, czy na przerwach
– to było
równie ważne, co same mityngi. Ustaliliśmy, iż kolejny
warsztat organizowany
przez grupę „Krok po Kroku” odbędzie się w drugiej
połowie maja i
będzie poświęcony Krokom Czwartemu i Piątemu. Tymczasem,
żeby te warsztaty miały rzeczywiście sens głębszy, a nie ograniczyły
się do
tego, co się zadziało w małej grupce Anonimowych Alkoholików
z różnych stron
Polski, z różnych Regionów, Grup, Intergrup, możemy
nieść posłanie dalej – spróbować zorganizować
podobne wyjazdowe warsztaty
np. w swoich Intergrupach.
A wtedy idea „Przekaż dalej”,
idea „darmo dostałeś
– darmo daj” nabierze w przypadku tych
warsztatów jeszcze
pełniejszego wymiaru.
Tomek Grupa macierzysta
„W drodze”
Warszawa
Moje
poznawanie
i nauka jedności
Słowo jedność nie było mi
obce, ale pojmowałem je swoiście. Dostrzegałem siłę
wspólnego działania, ale
dla osiągnięcia własnego celu. Bywało tak, że cel grupy był także moim
celem,
ale to Ja dla Siebie akceptowałem ten cel. Bywało, że cel grupy był mi
obojętny, ale dzięki uczestnictwu mogłem zrealizować swój
własny cel –
choćby akceptację, czy możliwość dalszego bycia w grupie. Bywało w
końcu i tak,
że nie zgadzałem się z celem grupy, ale mój, moje własne
cele powodowały, że
zawierałem kompromis – sam ze sobą
- biorąc pod uwagę własne
interesy,
oczywiście zgodnie z własnym
ich
rozumieniem. Z tego, co tu słyszycie rysuje mi się obraz następujący.
Jeden
ośrodek– Ja, drugi – grupa, czy też grupy. Ale to
ja starałem się
ustalać relacje, tworzyć zasady czy przynajmniej relatywizować
istniejące - w
miarę swoich potrzeb, czy możliwości.
Nie piłem już parę lat,
ale nadal tak funkcjonowałem. I zadziało się tak: po paru latach
obstrukcji
zacząłem uczestniczyć w mityngach swojej grupy, dotychczasowy
mandatariusz
kończył swoją służbę – chętnych nie było –
zgłosiłem swoją kandydaturę,
która została przyjęta. W mojej ówczesnej
sytuacji życiowej formalne
wypełnianie tej służby, czyli raz w miesiącu - dojechanie, dokonanie
wpłaty do
rąk skarbnika, pobranie „Skrytki”, „
Mityngu” i
dwugodzinny udział w spotkaniu Intergupy
– nie
było żadnym problemem. Miałem za to poczucie, że jestem użyteczny, że
daję coś
z siebie grupie. Na spotkaniach Intergrupy
poruszane
były i są problemy grup jak i całej wspólnoty. Słyszałem,
docierało do mnie, że
inni mandatariusze o wielu tych sprawach w sposób obszerny
informują swoje
grupy, podobało mi się to, byłem pełen uznania a nawet zazdrości, że
takie
grupy istnieją. Ja – grupę informowałem w wyjątkowych
wypadkach, nie
czułem takiej potrzeby, presji ze strony grupy - ale nie podjąłem nawet
próby
wprowadzenia takiego zwyczaju.
Uczestnictwo w Intergrupie
pokazało mi jak może być pełniona służba mandatariusza. Na pewno
inaczej jak
moja. Miałem w związku z tym jakieś uczucie nie dosytu, jednak
skutecznie je
zagłuszałem poczuciem, że i tak wpisywałem się w potrzeby, oczekiwania
swojej
grupy. Inaczej sprawa wyglądała z samą Intergrupą.
W
grupie byli ,,głupsi i
mądrzejsi”, ale
„moi”. Przyjmowałem swoją grupę z
„dobrodziejstwem
inwentarza”. W Intergrupie
byli tak jak i ja
alkoholicy, lecz na ich działania, na problemy, na sposób w
jaki do nich podchodzili /może nie wszystkie, ale na pewno
dużą ich
część/ patrzyłem co najmniej z mieszanymi uczuciami. Patrzyłem,
koncentrując
się na nieporadności ludzi przy rozwiązywaniu różnych
technicznych problemów,
dyskusje, które przedłużały lub oddalały od finału. Pisząc
to dzisiaj
dostrzegam, że nie miałem świadomości, co to jest: Intergrupa,
Region, tak naprawdę nie wiedziałem co
jest Wspólnota
AA tzn. wydawało mi się, że wiedziałem - na swój własny
sposób.
Moje bycie w Intergrupie
w roli obserwatora / w życiu też miałem taką
postawę/ trwało rok, poznawałem ludzi, stałem się mniej krytyczny, a co
ciekawe
zacząłem zauważać ludzi ciekawych, interesujących, pomału zacierała się
granica
między ja i oni. W tym okresie jeden z tych ciekawych ludzi
zwrócił na mnie
swoją uwagę zadał mi pytanie: czy znam Preambułę. Byłem zdziwiony, o co
mu
chodzi tego tekstu słuchałem wiele razy nawet sam go czytałem, ale
właściwie o
treści nie byłem w stanie rozmawiać, brakło mi wiedzy szybko zmieniłem
temat
tłumacząc sobie, że nie muszę znać tekstu na pamięć chciałem trzeźwieć
praktycznie a nie być teoretykiem trzeźwienia. Zaowocowało to tym, że w
niedługim czasie został moim sponsorem. Spotykaliśmy się w gronie
ludzi, z
którymi i wśród których chciałem być,
oni mieli wspólne sprawy i tematy w
ramach służb AA. Czułem, że aby ten kontakt mógł trwać, to
nie mogłem stać z
boku. I stało się tak: kolporter Intergrupy
kończył
służbę, znowu nie było chętnych i tym razem z duszą na ramieniu
zgłosiłem swoją
kandydaturę, która została zaakceptowana. Mój
sponsor często odwoływał się do
filmu „Siedmiu wspaniałych” w kontekście ze każdy
robi to co potrafi, ale
wszyscy dla wspólnego celu. O celu miałem
co najwyżej mgliste pojęcie, ale poczucie, że jestem
z tej bandy dodawało mi skrzydeł. Z chaosem w głowie / to nie moja
opinia, ale
dzisiaj w pełni się z nią zgadzam/, ale i z wielką ochotą jeździłem
regularnie
na nasze spotkania. Cieszyłem się, że jestem, sponsor
próbował uczulać mnie jak
jestem. Przypomina się mi mój okres szkolny, kiedy tylko
byłem, albo robiłem
niewiele. Moje funkcjonowanie przed laty celnie oddanie określenie
mojego sponsora „jakiego
mnie Panie stworzyłeś takiego mnie
masz”. Co prawda także dzisiaj często reaguję według starych
zasad i
tłumaczeń typu: „takiego mnie Panie stworzyłeś, jakoś to
będzie, przecież
nie muszę...” i
wielu, wielu innych podobnych,
lecz; już to dostrzegam, zaczyna mi też zależeć, jak jestem w tym co
robię i
czasami próbuję inaczej.
Tę parę lat we Wspólnocie, gdy nie stałem z boku, gdy nawet z wygody, na pół gwizdka (czasem na 1/1000), aby się nie czepiali, ale „coś dłubałem” z innymi dla innych - owocuje. Chociaż nadal często, nawet bardzo często, gdy „nie dzieje się MOJA WOLA”, miewam odruch ślimaka „iść do swojego domku”, to wspomnienia: (zadowolenia, jeśli już nie szczęścia, gdy udało się zrealizować jakiś wspólny projekt uczuć, których właściwie nie potrafię opisać, gdy pragnienie bycia w grupie i to nie jako „piąte koło u wozu” pomogło mi pokonać kolejną barierę) pomagają mi odejść od myśli o tym domku, czasem nawet (o zgrozo) zaczynam zastanawiać się, co ja jeszcze mogę zrobić dla „tych swoich”. Ten tekst to jest moja kolejna bariera a sposób w jaki powstawał lekcją współdziałania.
A+B
INFORMACJA O ODBYTYM
WARSZTACIE.
Dnia 22.10.2005r. w PIK w
Warszawie przy ul.
Berezyńskiej 17, odbył się warsztat na temat: ”Służba, gdzie
wszystko
wyraża się wdzięcznością”.
Rozwinięciem do tematu były pytania:
1. Co rozumiem po pojęciem wszystko wyraża się wdzięcznością?
2. Czy służba jest dla mnie formą zadośćuczynienia
Wspólnocie Anonimowych
Alkoholików za przynależność do niej?
3. Jak służba jednoczy nas w dążeniu do wspólnego celu,
jakim jest niesienie
posłania cierpiącym alkoholikom?.
4. Co możemy osiągnąć w swoim trzeźwym życiu poprzez służby?
5. Czy służba sprawia mi radość i jakie ma dla mnie znaczenie?
6. Czy służba pomaga mi w odnalezieniu swoich zdolności?
7. Jakie ma dla mnie znaczenie organizowanie warsztatów
tematycznych, czy
pomaga mi lepiej zorganizować się w grupie macierzystej?
8. Czym jest dla mnie Wzrastanie w służbie?
Spotkanie poprowadził w imieniu grupy NIMB, Andrzej
„Sandomierz”. Rozpoczęto spotkanie tekstem „Jestem
Odpowiedzialny”, a następnie Andrzej przeczytał
ulotkę „Wzrastanie
w służbie”. Prowadzący opowiedział o swojej drodze
w służbach grupy:
mandatariusza, skarbnika, prowadzącego i rzecznika. Przypomniał o
przekazywaniu
służby w trakcie jej pełnienia, (czyli szukaniu swojego cienia). Dzięki
służbom
14 lat jest w AA, dzieli się doświadczeniem, siłą i nadzieją z innymi
AA,
pomaga wyjść na zewnątrz grupy w służby udział w pracach Intergrupy
i zespołach służb AA.
Wypowiedzi uczestników warsztatów:
Służba, dlaczego ważna jest rotacja w służbach? Weterani powinni w porę
wycofać
się ze służb, aby ci, co przychodzą po nich, poczuli odpowiedzialność,
mogli
się rozwijać. Poprzez służby uczę się pokory, wyzbywam się pychy
przestaję się
użalać. Pomaga mi w odnalezieniu swoich zdolnści
zaczynałem od mycia szklanek, prowadzenia mityngów
później wycofałem się ze
służb. Straciłem pracę i zastanawiałem się, co dalej (nuda, niepewność,
lęk).
Przypomniałem sobie o służbach w AA. Wybrano mnie łącznikiem
internetowym,
bałem się czy sobie poradzę, w służbie tej uczę się odpowiedzialności i
pokory,
której brakowało mi przez całe życie popełniam błędy, ale
dziś staram się
przyznać do nich, naprawić je i przeprosić. Z początku dopadał mnie
profesjonalizm chciałem w tej służbie zabłysnąć, usłyszałem gdzieś na
mityngu
Tradycję V zrób jedno, a dobrze, czyli nieść posłanie
alkoholikowi, który wciąż
jeszcze cierpi. Dzisiaj staram się to robić, czuję się potrzebny (dyżur
internetowy), odczuwam satysfakcje, jak ktoś dziękuje mi za pomoc.
Dzięki
służbom mogę nadal pogłębiać swoją trzeźwość i być użyteczny dla
innych.
Następny uczestnik warsztatów wspomniał jak ważne dla niego
było zmywanie
szklanek, akceptacja poprzez drugą osobę, kiedy po 4 latach
wrócił do wspólnoty
AA z poczuciem niższej wartości. Uczę się odpowiedzialności, pokory,
chcę robić
coś bez żadnych oczekiwań. Pozytywne działanie dla drugiego alkoholika
pozwala
mi na rozwój duchowy. Uważam, że służba, jaka by nie była
jest zaszczytem, będę
starał się ją wypełniać godnie, mam wielu nowych przyjaciół.
Wykorzystywałem
swoje zdolności robiąc kiedyś rysunki do MITYNGU, chciałbym
również wykorzystać
swoje zdolności organizacyjne dla wspólnoty AA. Niedawno
zdałem służbę
mandatariusza reprezentowałem grupę w Intergupie,
przekazywałem doświadczenia grupy macierzystej. Ważne było dla mnie
przeniesienie wiadomości z Intergrupy
na grupę.
Służąc innym doświadczam uczucia aowskiej
miłości i
odzyskuję wiarę. Rotacja w służbach pozwala na większe zaangażowanie
nowicjusza
w życie wspólnoty. Kolejny uczestnik wspomniał jak ważne są
służby; przestałem
się bać, akceptuję ludzi takimi, jakimi są, nauczyłem się tolerancji,
wyzbywam
się egoizmu przyczyny wszystkich moich niepowodzeń. Chcę być użyteczny
i
potrzebny w miarę swoich możliwości.
Udział w służbach, to udział w jedności wspólnoty AA. Na
koniec dodam trochę
swoich wypowiedzi jako uczestnik powyższych warsztatów: do
AA przyszłam na
ugiętych nogach po dwukrotnym trafieniu na Kolską, to ja odsunęłam się
od
rodziny, od przyjaciół. Tak bardzo pragnęłam akceptacji i
uzyskałam ją na
swojej macierzystej grupie. Służba skarbnika pozwoliła mi na zdobycie
uczciwości, rzetelności, gospodarności i odpowiedzialności.
Przyglądałam się
bacznie wszystkim służbom, zostałam zauważona przez grupę, przed końcem
swojej
kadencji mandatariuszka zaproponowała mi wspólne
uczestnictwo w Intergupie
jako wprowadzenie w służbę i tak zostałam
mandatariuszem, starałam się rzetelnie wypełniać powierzone mi zaufanie
przez
sumienie grupy. Uczestniczyłam prawie we wszystkich spotkaniach Intergrupy poza 2 spotkaniami(
złamałam kręgosłup i
przebywałam w szpitalu), starałam się przekazywać wszystkie informacje
z Intergrupy o:
warsztatach, warsztatach kłopotach na innych
grupach, o literaturze AA.
Dzieliłam się doświadczeniami grupy macierzystej na spotkaniach. Było
we mnie
trochę niepokoju i niepewności, ale służba pomogła mi zmienić przykre
uczucia,
doświadczyłam przynależności do AA, poczułam się użyteczna. Dzięki
służbie
przestaję się użalać, czuję miłość i szacunek do drugiego człowieka.
Rezygnuję
z egoizmu i egocentryzmu, już nie jestem najważniejsza. Staram się
nieść
posłanie alkoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi, poprzez
swoje zachowanie i
postawę. W zeszłym roku zdałam służbę mandatariusza, jestem rzecznikiem
grupy,
czuwam nad przestrzeganiem Tradycji AA- reprezentuję grupę poza AA,
utrzymuję
kontakt z proboszczem parafii gdzie mamy mityngi. Od kwietnia 2004 r.,
otrzymałam zaufanie od Intergrupy
i jestem
sekretarzem. Staram się być na zespołach na Berezyńskiej, na razie się
przyglądam i doświadczam. Od zeszłego roku mam sponsora,
współpracujemy ze
sobą, poprzez służby i wszystkie moje poczynania wyrażam wdzięczność
wspólnocie
AA. Dziś mam wielu przyjaciół i odzyskałam rodzinę i dużo
darów od Boga
jakkolwiek go pojmuję. Spotkanie warsztatowe zakończyliśmy
wspólną modlitwą o
Pogodę Ducha.
Sekretarz Elżbieta
Z
korespondencji mailowej
Jedność
w AA, jak ją
rozumiem?
Jedność w AA? Dobre sobie, może w innych krajach, ale nie u
nas w
Polsce. Służby się kłócą, Intergrupy
obrażają,
grupy się migają od wpłat pieniędzy
...Byłem
kolporterem literatury i po kilku miesiącach zrezygnowałem. Rozumiem,
służba
nie domaga się wdzięczności, lecz aby ją pełnić niezbędne jest wsparcie
innych
- tutaj rzecz rozbiła się właśnie o finanse na
książki. Zbliżał się
mityng rocznicowy, gdzie poczułem się / wywołany /do zaopatrzenia grupy
w
literaturę. Właśnie dyskusje w sprawach organizacyjnych wyzwalają
emocje, że
pryska atmosfera (dyscyplina) mityngu. Pokłócić się nie
unikam, lecz jeśli
oponent nie dąży do kompromisu, to pozostaje tylko bezsilność wobec
egocentryzmu. Pozdrawiam: mimo wszystko.
sympatyk
Wspólnoty.
Z
korespondencji mailowej
Witam,
Marek alkoholik
Gratulacje Janusz z
okazji 3 rocznicy urodzin. Na jednym z pierwszych mitingów
opowiedziałem o
moich relacjach z teściami - moich urazach do nich. Parę dni
później żona
opowiedziała mi o tym, co mówiłem na mitingu AA, albo prawie
to, co mówiłem.
Dowiedziała się tego od oburzonych z tego powodu teściów. Ci
znowu od mojej
koleżanki z AA, która była obecna w trakcie wypowiedzi. Jak
się później
dowiedziałem robiła to z zazdrości i złośliwości.
Zazdrościła
mi i nie tylko mi radości z bycia trzeźwy, gdyż ona wciąż zapijała.
Wybaczyłem
jej i właściwie, nigdy nie miałem do niej o to pretensji a to, dlatego
iż
rozumiałem to, ja nie jestem doskonały i popełniam błędy. Tylko
"doskonali" się nie mylą. Nie mogę odpowiadać za to, co robią inni,
ale mogę za siebie. Więc stosuję się do zasad obowiązujących na
mitingach AA.
Kiedyś ktoś, kogo zachęcałem do chodzenia na miting AA zapytał, kto tam
chodzi?" Odpowiedziałem mu: przyjdź to zobaczysz? Nie przestraszyłem
się
"wycieków na miasto" i chodzę 12 rok na mitingii
AA, czytam literaturę, stosuję program AA w życiu z rożnym
powodzeniem, bo tak chcę i mam taką potrzebę, mimo że jedynym warunkiem
przynależności do AA jest chęć zaprzestania picia. Robię to, bo program
AA
służy mojemu zdrowiu. Robię to wciąż, choć czasami mam tego dość
szczególnie
wtedy, gdy wiem, że powinienem się przyznać do własnych
błędów przed drugim
człowiekiem, bo przyznanie się uzdrawia mnie. Nie wyobrażam sobie
mojego
powrotu do zdrowia bez bezpośredniego kontaktu z drugim trzeźwym
alkoholikiem.
Inaczej jest "wirtualnie" a inaczej bezpośrednio. Wirtualne
trzeźwienie przypomina mi sex przez telefon. Można o nim pogadać i
tyle. Ja
zaufałem tym, którzy wyciągnęli do mnie pomocną dłoń,
zaufałem i zawierzyłem
tym, którzy wskazali mi drogę do grupy AA. I niczego nie
żałuję. A moje
stosunki z teściami są obecnie bardzo dobre. Nigdy takie nie były. Ten
miting
traktuje jako dodatek do spotkań w „realu”,
którym o wiele więcej czasu poświęcam. Sporo tu ostatnio,
zauważyłem narzekania
na frekwencje. Gdy mnie przychodzą takie myśli do głowy to się sam
siebie pytam
"a co ja zrobiłem, aby było nas więcej?". Czy ja niosę posłanie tym,
którzy jeszcze cierpią? Czy moja grupa niesie posłanie?
Mityngi są takie, jacy
ludzie w nich uczestniczą. Ale jak się ma trzy latka to się o tym już
wie, jak
to pisał swojego czasu pewien gościu z Gdańska. No i jeszcze jedno ten
internetowy mityng, który co prawda nie jest w
socjologicznym rozumieniu (też
miałem zajęcia z socjologii). Ta grupa jak na razie nosi jeszcze w swej
nazwie
określenie "AA" i sugeruje program zdrowienia "12 kroków
AA". No, więc ci, co tu piszą czytają, a nie czują jak na razie
przynależności do "realnej" wspólnoty AA, z czym mają
kontakt? Chyba
jedynie z wirtualną rzeczywistością - nasuwa mi się sugestia. Skoro
"radzą
sobie sami" to niech się nie dziwią, że tak mało aowców
tu pisze. No i jeszcze jedno: jak się ma trzy latka to się też wie, że
nie
należy srać do
łódeczki, którą się płynie.
- Marek alkoholik z Zakopanego
##### Zza krat #####
„Butelka”
Pierwsza butelka
alkoholu zmieniła mi obraz świata. Z nastroju smutku i przygnębienia
przenosiła
mnie w radość. Butelka nadawała
ton pewności siebie i odwagi w
przedsięwzięciach: żeby nie odstawać od innych i królować w
towarzystwie, żeby
„być sobą”. Rozpocząłem częstsze obcowanie z butelką.
Następnie częstotliwość wypijanego alkoholu zwiększyła się do
wielodniówek.
Potem z dnia na dzień, chęć napicia się alkoholu z butelki
– wzrastała i była silniejsza ode mnie samego. Przeminęło
życie na sucho.
Butelka z alkoholem niezbędna
była dla załatwienia spraw tak
prywatnych jak i urzędowych. Ja i butelka
tworzyliśmy zgraną parę
alkoholową, jak pięć palców u dłoni, jak para nóg
w marszu. Zatraciłem kontrole
nad emocjami, notabene drogo musiałem zapłacić za wyrządzone krzywdy
rodzinie i
ludziom z otoczenia. Wówczas ponownie zwracałem się do butelki
szukając w niej ukojenia, aby zapić rozpacz własnego nieszczęścia,
które
stworzyłem ja sam przy udziale butelki.
Butelka
stała się nierozłączną towarzyszką w moim pijanym życiu. Zabierałem butelkę
ze sobą, aby pić w rozpaczy i samotności z daleka od ludzkich spojrzeń wyżalając niedole
młodego pijaka. Dlaczego tak dużo
piję i nic nie osiągnąłem w dotychczasowym życiu? Na wiele zadawanych
sobie pytań
nie potrafiłem odpowiedzieć. Zwracałem się do butelki
„alkoholiczki”
– jak dużą posiadasz moc, że owładnęłaś moim ciałem, duszą,
umysłem?
Okręcony wokół szyjki butelki stałem
się jej niewolnikiem.
Zmieniła moje zachowanie i nastawienie do otaczającego mnie świata.
Stałem się
chodzącym „promilem” alkoholu. Moje picie otwierało
się i zamykało
w jednej dobie. Stałem się bezradny wobec alkoholu. Pewnego dnia: w
pokoju pod
ławą leżało całe towarzystwo pustych butelek,
ale tej jednej,
jedynej butelki wypełnionej
alkoholem brakowało w zasięgu mojego
wzroku. Tak bardzo chciało mi się pić. Byłem obezwładniony niemocą.
Leżałem jak
zdechły pies przy drodze. Gdzie jesteś butelko
życia? – pomyślałem.
Błądziłem wzrokiem wokół ławy i nagle doznałem
ulgi, na twarzy poczułem spontaniczny uśmiech na widok stojącego
„lekarstwa” – w butelce.
Wstąpiła we mnie
euforia. Trzęsącymi rękami podniosłem wypełniona butelkę,
przytuliłem do siebie, wycałowałem, pogłaskałem.
„Wzmocniłem” się i
odstawiłem na bok. Chwila nieuwagi sprawiła, że przewróciłem
butelkę.
Jak bym dostał cios nożem w plecy. Łączyła
nas teraz
wieź płynu wylewającego się z butelki.
Pospieszyłem jej na
ratunek. Zlizałem z ławy rozlany alkohol i wysączyłem resztki z butelki.
Butelka „postawiła mnie
na nogi”. Poczułem się
wzniesiony duchowo. Czas w drogę po zapasy. Wsunąłem w kieszeń banknot
–
receptę i zatrzasnąłem drzwi mieszkania.
Kilka lat później wybiła godzina rozstania z butelką. Pokochałem Pana Boga i wspólnotę AA. Staram się żyć w trzeźwości, zapragnąłem przemiany duchowej. Butelkę z alkoholem zamieniłem na butelkę z mlekiem.
ozdrowiały - Leszek