MITYNG 05/95/2005
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
Redakcję
mityngu tworzymy My wszyscy, którzy piszemy i czytamy. W
szczególności kilka osób bezpośrednio i stale
dbających o to by się ukazał.
Moja praca jest tylko małą częścią. Wykonywanie tej służby ma jedynie
sens w
zespole. Służbę redaktora Mityngu, objąłem od zeszłej, jesiennej
konferencji. W
miarę upływu czasu odnoszę z niej coraz więcej korzyści. W ramach tej
służby
uczestniczę w warsztatach i spotkaniach zespołów. To dla
mnie możliwość
własnego rozwoju i wielkie wyzwanie dla ćwiczenia odpowiedzialności,
tolerancji, praktycznego zastosowania tradycji AA. Dziękuję Wam za tę
szansę.
Służbę staram się wypełniać w zgodzie z kierunkiem prac zespołu
literatury i
regionu, z poszanowaniem dotychczasowych założeń, a więc informować Was
o
sposobach niesienia posłania przez Nasz region, regiony w Polsce,
Służby
Krajowe i Światowe. Aby
nasz główny cel
był bardziej widoczny już w Grudniowym numerze 2004 zamieściliśmy
propozycje
tematów na 2005 rok. Są one nadal dostępne i aktualne. Rada
Regionu podjęła
decyzję o zwiększeniu objętości „Mityngu” o cztery
strony. Koszt
jednego „numeru” nie uległ zmianie. (Zachęcam do
prenumeraty). Dało
nam to miejsce na dodatkowe informacje. Załączamy, co miesiąc
opracowania
pomocnicze do 12 tradycji AA, aby ułatwić pracę grupom ( w formie
wkładki).
Zmieniliśmy wygląd strony tytułowej biuletynu, aby czytelniej
wyeksponować
temat miesiąca. W Biuletynie zamieszczamy relacje z
warsztatów tematycznych
organizowanych w PIK-u. To niezwykle cenne spotkania. Dokonujemy
tłumaczeń
materiałów z czasopism obcojęzycznych, aby przybliżyć
doświadczenia AA z innych
regionów świata. Przekazujemy relacje i raporty ze spotkań intergrup
i zespołów Regionu. Zbieramy doświadczenia
przyjaciół z wypełnionych służb, być
może będą one pomocne przy tworzeniu poradnika i wypełnianiu ich przez
naszych
następców. Dotyczy to służby prowadzącego, skarbnika,
mandatariusza. Roli
sponsora w trzeźwieniu, powitania
w AA
nowoprzybyłych. Karty Konferencji. Wiele miejsca poświęciliśmy
duchowości
programu Anonimowych Alkoholików. Niezwykle ciekawy i
wartościowy okazał się
warsztat kolportera i znaczenia literatury AA w realizacji nowego
sposobu
życia. Obecnie opisujemy przebieg warsztatów 12
kroków AA, aby w przyszłym 2006
roku zamieścić relacje w kolejnych numerach biuletynu. Wiele
zainteresowania
wzbudza ostatnio 12 koncepcji AA. To doskonały wskaźnik, że wkraczamy w
dojrzałość. Ogłaszamy terminy lokalnych rocznic grup i zmian
mityngów AA, jeśli
takie powiadomienia otrzymamy odpowiednio wcześnie. Zachęcam
do zaplanowania
już dziś rocznic grup i powiadomienia redakcji Mityngu. Wraz z zespołem
literatury opracowaliśmy terminarz uroczystości regionalnych i
krajowych w
formie kalendarza wywieszonego w PIK-u przy ul. Berezyńskiej.
Pomogło nam to
skuteczniej organizować i planować posłanie w duchu jedności i 12
kroku.
Zaczyna już brakować terminów na spotkania warsztatowe. W
każdym z numerów
zamieszczamy doświadczenia AA z wypełniania służby. Są to
szczególnie potrzebne
i ważne relacje, mając na uwadze przesłanie trzech
legatów. Stała rubryka to
„Z za krat”. Dziękuję Wam za listy. Zachęcam
wszystkich do wzięcia
czynnego udziału w pracach zespołów regionu Warszawa, oraz
redagowaniu MITYNGU.
Nieustannie potrzebujemy nowych ilustracji do medytacji. Każda pomoc
jest nam potrzebna..
Dzięki poświęceniu się tym służbom, nie pijemy. Tak
to działa od prawie 12lat.
Lechu02,
alkoholik
Koncepcja
trzecia!
Każdy
członek AA wie, że 12 Kroków o ile przyjmiemy je z
pokorą i
uczciwie zastosujemy, prowadzą nie tylko do wyzdrowienia z alkoholizmu
ale są
także przewodnikiem życia duchowego Niektórzy w AA są
świadomi również tego, że
12 Tradycji, to zbiór zasad opartych na doświadczeniu,
którymi każda grupa jak
i Wspólnota w całości powinna się kierować w działaniu.
Niewielu natomiast jest
świadomych roli 12 Koncepcji w działaniu światowych służb AA/
światowych - to
znaczy działających na całym świecie - przypis redakcji/. W
przeciwieństwie do
Kroków i Tradycji, będących dziełem zbiorowym, Bill W.
napisał sam Koncepcje.
Sądzę, że Bill był bardzo świadomy odpowiedzialności leżącej na każdym
szczeblu
służb. W 1955 roku Bill i Bob w imieniu "weteranów"
przekazali
odpowiedzialność i nadrzędny priorytet świadomych służb AA w ręce
zbiorowego
sumienia całej Wspólnoty (1 Koncepcja). Nieco
później, w 1958 roku na cztery
lata przed powstaniem Koncepcji Bill napisał artykuł do GRAPEVINE
zatytułowany
"Konferencja Służb Ogólnych - strażnik AA", z
którego przebija troska
o przyszłość Wspólnoty. Zacytujmy: "Każdy
członek AA chce mieć
pewność, że zostanie uratowany, a jego rozwój duchowy będzie
mógł przebiegać
dalej. Nie ma w tym nic niewłaściwego. Co więcej każdy w AA pragnie
działać
według swoich możliwości, by nieść ratunek i pomoc innym alkoholikom. W
tym
miejscu ciągłość istnienia i dobra kondycja całego AA staje się żywotną
potrzebą nas wszystkich. Wiemy, że zarówno indywidualne jak
i grupowe
posłannictwo wymaga ufności, ofiarności, czujności i pracy - to co jest
prawdą
dla indywidualnego alkoholika czy grupy musi być też prawdą w
odniesieniu do
całości AA. Mimo to, wielu z nas nigdy nie uwzględnia tej oczywistej
tezy. W
swych działaniach przyzwyczailiśmy się, że AA jako całość będzie
działać bez składek
czy bez potrzeby specjalnej pomocy.
Być może nawet połowa grup nie interesuje się naszym bezpieczeństwem AA
jako
całości. I nie jest to zaniedbanie grup, one po prostu nie dostrzegają
swych
potrzeb". Powyższe słowa Bill’a
pozostają dziś równie aktualne jak wtedy, gdy były pisane. W
każdej organizacji
czy społeczności zawsze istnieje grupka ,,działaczy i większość
przyzwalająca" by ,,kto inny się tym zajął". Spróbujcie
znaleźć
ochotników do zrobienia czegokolwiek w grupie AA - nawet
herbaty. Usłyszycie ciszę.
Dlatego trzeba było stworzyć Koncepcje. Koncepcja trzecia ujmuje
,,prawo
decydowania" w grupie w relacji między grupą, mandatariuszem oraz jej
bezpośrednimi kontaktami z intergrupą,
regionem..
Choć grupa jest dla siebie ostatecznym arbitrem w podejmowaniu decyzji /
tylko dla siebie - przypis redakcji/, to jej punkt widzenia
jest zwykle
ograniczony. Umykają jej szersze korzyści widoczne z perspektywy kilku
grup.
Grupa może nakazać głosować swemu mandatariuszowi w ściśle określony
sposób,
jednak bardziej realistyczne podejście to przekazanie „prawa
decyzji
reprezentantom/mandatariuszom/ - zaufanym sługom, gdyż często, w
dyskusji 20-30
takich reprezentantów kształtują się zupełnie nowe
rozwiązania. Podobnie z
regionem, gdzie reprezentanci intergrup
mogą jeszcze
przedyskutować problem i dojść do nowych rozwiązań. Na Konferencji
przedstawiane są decyzje regionów; jeżeli te decyzje są nie
do przyjęcia dla
większości zarejestrowanych grup muszą zostać zweryfikowane przez
Konferencje.
Ten mechanizm sprawia, pomimo że grupy posiadają najwyższą władzę we
wszystkich
sprawach dotyczących AA to, jedynie Konferencja ma prawo występować w
imieniu
AA jako całości. Skoro na każdym szczeblu działają ,,zaufani
słudzy” to
po co pojedyncza grupa ma zajmować się sprawami AA jako całości? Może
dlatego,
aby każdy członek AA zawsze pamiętał słowa: „Jestem
Odpowiedzialny”. Jesteśmy odpowiedzialni, bo oddaliśmy nasze
życia
Wspólnocie i Sile Wyższej. Jeżeli nie przyjmujemy tej
odpowiedzialności to jak
mamy być pewni, że AA będzie działać i realizować testament Bill’a? Musimy
pamiętać, że nawet trzeźwi,
nadal mamy umysły alkoholików - dopóki nie zmieni
nas duchowa pokora.
Czyż więc może zaskoczyć nas sytuacja, gdy w desperacji jakaś grupka
powie
sobie: ,,odwalamy całą robotę - więc skoro inni stoją z boku, my
będziemy robić
to, według własnego uznania, bez konsultacji z innymi
grupami”. Bill W.
znał sposób myślenia alkoholika, wiedział jak słaba jest
nasza trzeźwość i
dlatego zostawił strażnika, broniącego przed nadużyciem władzy, gdyby
taka się
pojawiła. To był jego dar miłości wobec Wspólnoty. Sam Bill
przyznawał, że we
wczesnych latach AA często bywał pod wpływem ,,uroku władzy”
co zresztą
pamiętali i inni weterani. Podejmując, po licznych konsultacjach
decyzję o
stosowaniu 12 Koncepcji miał za sobą 27 lat ciągłej służby. Dobrze
wiedział,
jakiego spustoszenia mogą dokonać w AA alkoholicy. Myślę, że
pojmował
Koncepcje jako najlepszy środek, jakim mógł uchronić
Wspólnotę przed tym, aby
żaden jej członek, nadużywając zaufania, nie zranił jej śmiertelnie.
wg.
SHARE
Jak
to działa
Pewnego jesiennego dnia pełen bólu, wstydu, nieufności, lęków, totalnej apatii i zrezygnowania pojawiłem się „Tam”. Było to ostatnie miejsce, w którym według podpowiedzi i dywagacji snutych przez moje rozdmuchane i wyolbrzymione wówczas „Ja” - mogłem się znaleźć. Tak samo jak nie mogłem dopuścić do swojej świadomości bezspornego faktu, że jestem alkoholikiem. Ale chyba dzięki Bożej Opatrzności, gdy już nie tylko moje ciało, ale i dusza była na dnie Tam właśnie się znalazłem. Bóg postawił na mojej ścieżce życia Basię, Anię i Ewę. Do dziś nie wiem jak do tego doszło, ale usłyszałem cichy głos tych trzech kobiet wydobywający się spoza "muru" mojej nieczułości i obojętności, które były chyba wówczas silniejsze ode mnie, bogatsze w wiedzę i doświadczenie a może po prostu lepiej ukształtowane duchowo? To Tam nastąpił szereg moich - zdziwień: światem, przyrodą i ludźmi. W przepięknym parku, lesie delektowałem się tym, czego wcześniej nie dostrzegałem - otaczającą przyrodą, barwną paletą kolorów liści, zachodzącym i odbijającym się w stawie słońcem, niekiedy kolorami tęczy, śpiewem ptaków, pluskiem ryb w rzece, zapachem traw czy też ożywczym powiewem wiatru. To „Tam” właśnie spotkałem inną Ewę, która stała się dla mnie na parę tygodni drugą matką. Tak ciepłej i wyrozumiałej kobiety nie spotkałem chyba w dotychczasowym moim życiu. Od pierwszych chwil urzekła mnie ona i stworzyła swoiste bezpieczeństwo emocjonalne, które pozwoliło mi nawiązać kontakt ze sobą. Byli Tam też inni moi przewodnicy, którzy każdego dnia wyposażali mnie w niezbędne narzędzia do dokonania zmian w moim życiu i moich przekonaniach. Był też tam cmentarz z powstańczymi kwaterami i uroczy kameralny kościółek, w którym często modliłem się i medytowałem. Czekał tam na mnie mój Bóg tak jak ojciec wypatrywał marnotrawnego syna. Były też tam spotkania Wspólnoty AA. Na mitingach spikerskich, na które uczęszczałem systematycznie wypowiadali się Grażyna, Piotr, Basia, Kazik, Teresa, Ryszard. Wielce identyfikowałem się z ich życiem i doświadczeniami. Pomyślałem wtedy - Jak im się udało wyrwać z tej matni, to dlaczego mnie ma się nie udać? To wtedy powoli, będąc w tak sprzyjających warunkach zaczynałem czuć fundamenty naszego programu – „Ja nie mogę - On może - Ja Mu pozwolę". Z dnia na dzień zaczynałem wskrzeszać swą duszę - niejako na nowo narodziłem się do życia. Uznałem swoją bezsilność i zaakceptowałem żal po stracie alkoholu. Uwierzyłem we Wspólnotę, w samego siebie i w drugiego człowieka. Pojąłem wtedy, że w każdym z nas jest jakieś dobro, które jeżeli będzie pielęgnowane rozkwitnie przepięknym kwiatem trzeźwości, odpowiedzialności, godności i miłości. Trzeba tylko dużo pracować nad swoim egoizmem, samowolą, pychą i innymi wadami charakteru. Kiedy alkohol praktycznie, rzucił mnie na kolana stałem się gotów poprosić o dar wiary. Otrzymałem: Wspólnotę AA, grupę terapeutyczną i Program. Ten prosty, wspaniały i przepełniony duchowością Program gorliwie i bez reszty realizowany naprawdę działa. Wierzę w to, że dzięki niemu bezpowrotnie wyzbyłem się obsesji picia. Jedynym warunkiem jego skuteczności jest konsekwentne stosowanie jego zasad, uczciwość i szczerość wobec siebie i innych, życie „Tu i Teraz” oraz powierzanie rezultatów działań Bogu. Dziś wiem, że w jakimś stopniu przebudziłem się duchowo do życia. Powierzam się opiece Boga, nie lękam się prosić innych o pomoc mając świadomość, że „Program 12 Kroków” jest dla mnie jedyną drogą duchową do osiągnięcia szczęścia w życiu.
Andrzej
AA.
św Grzegorz: Dobra
materialne wydają się najcenniejsze, gdy się
ich nie ma; dobra duchowe przeciwnie, dopóki się ich nie
zakosztuje, wydają się
nierzeczywiste. Lecz radości materialne, kiedy się już ich doświadczy,
z wolna
przestają smakować, podczas gdy duchowe, raz posmakowane, okazują się
nie do
wyczerpania
Refleksje
trzeźwiejącego alkoholika, czyli jak to działa?
Po
mityngu długo jeszcze dyskutowaliśmy na temat wiary, Boga, duchowości.
Rozmowa
powoli przeniosła się do prywatnego mieszkania. W pewnym momencie jeden
z
kolegów zwrócił naszą uwagę na figurkę stojącą na
kredensie. Najpierw upewnił
się, że wszyscy ją widzą, pstryknął palcami i autorytatywnie
stwierdził, że
figurki nie ma. Lekko zdziwieni dalej prowadziliśmy nasze dyskusje aż
do
chwili, gdy kolega powtórnie pstryknął palcami i orzekł, że
figurka jest, co
dla nas cały czas było oczywiste. Ale wtedy pojawiło się pytanie - Czy
Bóg
istnieje? Przez moment zapadła cisza. Padły różne słowa,
nawet próby
dowodzenia. Usłyszałem, że ktoś przypisuje wiele zdarzeń opiece Siły
Wyższej,
którą nazywa Bogiem. Pełne żarliwości i wdzięczności za
otrzymane dary słowa
nie pozostawiały miejsca na wątpliwości. A potem ktoś zapytał, czy
jakieś
istnienie może zależeć od przychylności (bądź nie) naszego myślenia.
Spojrzeliśmy
na figurkę. Jej istnienie ani na moment nie zależało od naszego
myślenia.
Trzeba nam było inaczej sformułować pytanie. Jednak ta dyskusja
pozwoliła mi
nieoczekiwanie uświadomić sobie całą zuchwałość postawionego pytania.
Gdy
zapytałem się siebie, jakie znaczenie ma dla mnie taka czy inna
odpowiedź, co
przez nią chcę osiągnąć - poczułem zmieszanie. Pozbawić się
uniwersalnego
źródła siły - mało rozsądne. A jeszcze cytat:
„Jedno odważne spojrzenie w
lustro wystarczy za odpowiedź każdemu….”. (12x12 str 39
). Przypomniały się słowa usłyszane na jednym z
mityngów AA, a które
do tej pory dźwięczą mi w uszach –
„bluźniercza pycha”.
Wspomniana
dyskusja miała jednak zupełnie niespodziewane rozwiązanie. Kilka dni
temu
czekałem na ulicy na przyjście córki, gdy ogarnął mnie
ogromny głód. Obok
alkoholizmu choruję również na cukrzycę. Po zastrzyku
insuliny takie pragnienie
jest naturalne. W pobliskim sklepie kupiłem bułkę i kryzys został
zażegnany.
Gdy z apetytem oddawałem się jedzeniu naszły mnie refleksje. Jeśli jestem spragniony,
nie zadaję sobie
pytania czy istnieje balsam dla duszy i ciała, bo to strata czasu,
raczej
natychmiast kieruję się w poszukiwaniu ukojenia. Był taki okres, gdy
nie
potrafiłem sobie wyobrazić nawet dnia bez alkoholu. A dopiero spotkanie
ze
wspólnotą AA sprawiło, że pojawiło się pragnienia
trzeźwości, początkowo
nieśmiałe, a potem z całą determinacją. Powiadają ludzie: Wiara czyni
cuda. To
wspólnocie uwierzyłem, że pomoże mi uporać się z cierpieniem
alkoholizmu
… i zadziałało. Pragnienia się ziściły. Ja tylko wypełniałem
zalecenia
programu AA, najlepiej jak potrafiłem, a dzisiaj mogę się cieszyć ponad
dziesięcioletnią trzeźwością Efekty przyszły same.
Działa to, w co wierzysz!
Powstał
mi w myślach obraz kogoś, nawet
siebie, zadającego ciągle pytanie, czy istnieje sklep, czy jest tam to,
co
potrzeba - nadal stojącego i umierającego z głodu, bo niezdolnego do
ruchu.
Chcącego przez myślowe dywagacje osiągnąć to, co wymaga działania.
Dzisiaj już
nie zadaję sobie zbędnych pytań typu, jak działa program AA albo czy
działa? Pytam
się, czy pragnę, aby działał dla mnie? Podobną zasadę
stosuję przy innych
pytaniach. Wtedy ważne robią się słowa: „po owocach
mnie
poznacie”. Na
zakończenie,
uwaga. Wydaje mi się, że nareszcie mogę stawać się sobą, często nawet
wbrew
własnej woli. Ktoś mi pomaga!
Marek
Poniedziałek
wielkanocny Warszawa 28
III 2005 r
Służyć po służbie
!
Kiedy
przyszedłem na pierwszy mityng poczułem ulgę, spotkanie dało mi wiele
radości.
Potrzebowałem i potrzebuję AA jak powietrza do życia. Wdzięczność,
która
zaczęła się pojawiać po pierwszych spotkaniach nie pozwalała i nie
pozwala mi
stać z boku i nic nie robić. Pierwsza służba w AA „parzyciela”
herbaty i zmywającego szklanki wyzwoliła we mnie chęć służenia w AA.
Każda
następna służba, a było ich wiele dawała mi szansę rozwoju. Czyniła
mnie
bardziej dojrzałym i odpowiedzialnym, rosło moje zaufanie do ludzi.
Kiedy
zostałem wybrany prowadzącym na grupie zacząłem jeździć na intergrupę,
na Wileńską. Spotkania odbywały się jeszcze w górnej sali.
Usłyszałem i
zobaczyłem wiele nowych twarzy i mądrych wypowiedzi, zapragnąłem być
taki
trzeźwy jak inni. Po paru spotkaniach przyjaciel zgłosił mnie na
zastępcę
Rzecznika. Zastrzelił mnie tym, nie umiałem wypowiedzieć się. Bałem
się, żeby
mnie tylko nie wybrali, miałem się zastanowić do przyszłej intergrupy,
nie przyjechałem na dwie kolejne, żeby zapomnieli o mnie. Wiem, że na
tamten
czas nie byłem zupełnie gotów do takiej służby. Po roku
uczestnictwa w intergrupie
zostałem wybrany na skarbnika intergrupy,
czułem się zaszczycony, z entuzjazmem i
radością latałem na intergrupy,
czułem się taki
wdzięczny i potrzebny. Przez cały czas dwuletniej służby tylko raz nie
byłem na
intergrupie. Ta służba
wyrobiła we mnie
odpowiedzialność, sumienność, wytrwałość, której bardzo
potrzebowałem. Potem
zostałem skarbnikiem Regionu a jednocześnie byłem mandatariuszem i
współzałożycielem grupy w moim miasteczku. Potem służba
delegata Służby
Krajowej. Do tej służby przygotowywałem się wcześniej. Uczestniczyłem w
Konferencji w Zielonej Górze by przyjrzeć się wszystkiemu i
być gotowy, gdy
nadejdzie mój czas. Wiele czasu poświęciłem
wspólnocie, nawet powiedziałbym, że
trochę przegiąłem, na czym ucierpiała moja rodzina i moja praca. W tym
czasie
znalazłem sponsora i sam sponsorowałem, zacząłem przekazywać swoje
doświadczenie i do dziś to robię. Po dwuletniej służbie delegata
zostałem
powiernikiem służby krajowej. Czułem się wyróżniony,
doceniony przez AA. Służba
ta ugruntowała moją trzeźwość wręcz nabrałem dystansu do wielu spraw.
Moja
miłość do AA nie wygasła, ale stała się bardziej dojrzała nauczyłem się
współdziałania i zaufania. Służba powiernika zrobiła ze mnie
oddanego sługę,
który nawet w trudnych chwilach nie zachwieje się a będąc w
służbie Powiernika
Służby Krajowej współuczestniczyłem w trudnych chwilach BSK,
czasem odpierając
wiele ataków. Niejednokrotnie wtedy modliłem się o otwarty
umysł, mądrość.
Kiedy wróciłem do grupy macierzystej nie bardzo wiedziałem
co dalej, ale
czułem, że należy odejść w cień. Tak się stało, sponsorowałem i
sponsoruję do
dziś „a-owcom”, oni są moim głosem.
Równocześnie, gdy siedziałem na
mityngu swojej grupy macierzystej, usłyszałem, że nie ma, komu chodzić na detox.
Najpierw pomyślałem, to taka mało ciekawa służba, efektów
nie widać, trochę
przyzwyczaiłem się do bycia w centrum uwagi. Zacząłem chodzić. To
trudna służba
zwłaszcza gdy zobaczyłem, że ci co ze mną chodzą raz są z posłaniem
jako AA, a
raz jako pensjonariusze. Zauważyłem, że odwaga, wiara jaką dostałem
służąc do
tej pory umocniła i umacnia mnie w tym co robię i jak służę.
Wytrwałość,
sumienność, odpowiedzialność - teraz się przydają. Wielki sens
trzeźwienia
zawarty w służbie nie jest dziś dla mnie tylko frazesem czy
pustosłowiem. Modlę
się dziś, aby nie zabrakło mi sił służyć do końca swoich dni.
Służyć
po służbie - dla mnie znaczy, abym
po służbie został w służbie.
Marek
Jak to działa?
Po piętnastu latach
picia i kolejnych upadkach, postanowiłam skończyć tę mękę.
Powierzyłam
swoje życie i swoją wolę opiece Boga. Był to sierpień, miesiąc
trzeźwości w
1996 roku. Stałam na końcu w kościele i płakałam rzewnymi łzami,
wołałam całą
duszą: „Boże pomóż mi bo tonę”.
Bóg natychmiast podał mi rękę.
Przyjaciel z AA dawał świadectwo trzeźwości w naszym kościele. Po mszy
Św.
pobiegłam na plebanię, gdzie czekali AA z serdecznym przyjęciem i
ulotkami.
Przestudiowałam program spotkań AA i najbardziej polubiłam mityngi w
Falenicy i
Wiatracznej. Dzięki przyjaciołom, którzy zawsze mieli dla
mnie czas, mogłam
wylać całą gorycz poczucia winy, widząc w ich oczach pełne zrozumienie
i
pocieszenie. Z całą mocą przylgnęłam do AA nadal powierzając początki
swojego
trzeźwienia. Przez pierwszy rok było mi trudno zrozumieć, że już nigdy
nie mogę
pić alkoholu. Dlatego miałem jeszcze zapicie, które
doświadczyło mnie, że
ponownie się staczam coraz głębiej i niszczę tę drogę, którą
zaczęłam kroczyć.
Moi najbliżsi dokuczali mi, nie wierzyli w moje dobre intencje.
Pojechałam z
przyjaciółmi na pielgrzymkę do Częstochowy. Padłam na kolana
i prosiłam M.
Bożą, aby czuwała nade mną i moimi codziennymi poczynaniami. Po roku
„przebrnęłam przez bezsilność”, uwierzyłam w Siłę
Wyższą i
powierzałam się Bogu, oczywiście z pomocą przyjaciół AA,
których Bóg postawił
na mojej drodze. Po woli wracało zdrowie psychiczne i fizyczne.
Małżeństwo z AA
pomogło mi, tak jak innym zrozpaczonym. Niektórzy już nie
żyją, lecz są w moim
sercu pełnym wdzięczności. Dziś jestem szczęśliwą, trzeźwą matką,
babcią, żoną.
Pomagam dzieciom osiągnąć trzeźwość i choć jest czasem ciężko i źle to
wiem, że
Bóg mnie nie opuści nigdy. „W
najcięższych chwilach będzie mnie niósł
na swych ramionach”.
wdzięczna
wspólnocie AA - Stenia
J
Jak dobrze wygląda odkąd
przestał pić!
Fragment
wypowiedzi Clarenca S.
z 1966 roku zarejestrowanej na taśmie na
Konwencji Północnej Kaliforni.
Miał wtedy 29 lat
nieprzerwanej trzeźwości.
Kiedy tak
patrzę na tłum jak ten, kiedy wszyscy są
porządnie ubrani, wystrojeni, gdy wyglądacie wspaniale, przypominam
sobie pewną
historyjkę o jednym zwykłym pijaczku. To zawsze wywołuje we mnie
dreszcz.
Mógłbym nazwać go Vern,
ale jego prawdziwe imię było Jerry.
Jak długo sięga pamięć w mieście zawsze pił. Zawsze
brudny, rozczochrany, nieogolony, nogawki poszarpane; po ziemi chodził
boso.
Zawsze pił, za dużo, za wiele, nieprzerwanie, raz po raz. W końcu przyszedł dzień,
kiedy Jerry wyciągnął
nogi i umarł. Wszystkich nas to czeka. Ale
w mieście powstał pewien problem. Trzeba było zorganizować jego
pogrzeb. Ktoś
musiał przyjąć za to odpowiedzialność i ktoś to zrobił. Rozpoczęto
wędrówkę.
Wiejski fryzjer zaoferował się ogolić go i doprowadzić do kultury.
Jeden z
krawców dopasował garnitur, ktoś dał koszulę i krawat, tak,
że wszystko zostało
przygotowane, łącznie z fryzurą. Miejscowy właściciel zakładu
pogrzebowego
zaoferował się dokonać pochówku. Pozostało tylko znaleźć
kaznodzieję aby
wygłosił kazanie pogrzebowe, ale i to też zostało załatwione. Więc
pogrzeb się
odbył i całe miasto miało w tym udział. Tylko kaznodzieja nie bardzo
wiedział,
co powiedzieć. Zaczął: "Przyjaciele, zebraliśmy się tutaj, aby
towarzyszyć
w ostatniej drodze Jerry`ego.
Znaliśmy go wszyscy, i
wszyscy wiemy, kim był. Teraz nie wiem, co powiedzieć, jak zacząć, ale
jest
jedna rzecz, którą chciałbym abyście zrobili - zapraszam
każdego tutaj,
wejdźcie i spójrzcie na Jerry`ego.
„Zobaczcie jak dobrze wygląda odkąd przestał pić!"
Na
podstawie SHARE marzec 1998r
Ja i mój łeb
Żyłem w domu
siostry, w
piwnicy, dzieląc ją ze stołem bilardowym. Bezrobotny z
powodów zasadniczych:
umówiłem się na parę spotkań w sprawie pracy, ale coś mi nie
szło - prace te
budziły jakąś mglistą niechęć. Coś jest nie tak - podpowiadał mi
mój genialny łeb.
Łeb mówił tak „jak zidentyfikujesz problem to
uzyskasz nad nim
kontrolę”. Potem następny i następny - tak po kolei
zapanujesz nad
wszystkim i będzie cacy. Próbowałem. Ale nie wychodziło. Jak
tylko zaczynałem
wszystko sprzysięgało się przeciw mnie? Ręce opadały. Klnąc wszystkich
świętych
byłem przekonany, że to sam Pan Bóg sabotuje moje wysiłki. Ale tym razem łeb
mówił„ uda
się". Więc usiedliśmy razem przedyskutować, co jest najgorszym
problemem.
Palenie! Tak! Trzeba rzucić palenie! Od jutra rano rzucamy palenie! A
za dzień,
dwa, jak palenie będzie pod kontrolą, to zastanowimy się z łbem, co
dalej?
Następnego dnia nie paliłem cały dzień. No, prawie szło dobrze. W
ogóle mi się
nie chciało. Przy obiedzie klepnąłem się po łbie - nieźle to
wymyśliłeś, działa!
Nieszczęśliwie, tego dnia były moje urodziny ( 43). Siostra z rodzinką
kupili
mi - łajdaki - karton fajek!
I jak tu
cholera coś zrobić? Chyba sam Bóg chce, żebym palił!
Wieczorkiem usiedliśmy
sobie z łbem na schodkach. Zapaliłem. Doszliśmy do wniosku, że mi
odbiło.
Znaczy się, trzeba iść do psychiatryka.
Niech mi
dadzą jakieś prochy, elektrowstrząsy, czy co? Albo zamkną na parę lat
daleko
stąd. Tak zrobimy! Jutro do psychiatryka!
Tej nocy
spałem snem sprawiedliwego. Rano wparowałem do kliniki Bellevne.
Od razu im powiedziałem, że mam kompletnego fioła i należy mnie
zamknąć!
Spojrzeli z ukosa i zaczęli zadawać głupie pytania, w stylu
„jak dużo
pijesz, jak często pijesz„ i inne takie dyrdymały. Wnerwiłem
się.
„Co to? - już piwka sobie od czasu do czasu wypić nie można?
Na co oni,
że mnie nie zamkną, ale mogę uzyskać pomoc inaczej. No tak, znowu się
porąbało!
Byłem zdołowany. Jak się tak wszyscy uwezmą przeciwko mnie to strasznie
mnie to
dołuje. A teraz się zdołowałem potwornie. Urwał mi się film. Ocknąłem
się u
wuja Jima. Wuj Jim jest terapeutą od alkoholu. Nie wiem, czemu go
lubię,
chociaż strasznie mnie onieśmiela. I tenże wuj Jim, terapeuta od
alkoholu
znienacka zapytał mnie - „Masz problem z alkoholem, prawda?
Jak
powiedziałem lubię Jima. Nie chciałem mu wstawiać kitu, więc
odpowiedziałem: z
alkoholem - pierwsze
słyszę! A on się uczepił: Jak często pijesz? Ja?...Eee,
tam, parę piwek, co parę dni… Wiesz, gdyby nie istniało
słowo
„parę” ,to alkoholicy mieliby wielkie trudności by
odpowiedzieć na
takie pytanie! Miałeś kiedyś jakieś kłopoty przez alkohol? Zaraz,
zaraz,
pierwszy raz w
* Listeryna
- syrop eukaliptusowy , oczywiście na spirytusie.
(MY MIND AND I) GRAPEVINE 1.09.1997.
Z listów do
redakcji
Po
służbie mój wujek jechał na ryby i służył
własnemu hobby! Umiał się cieszyć z tego, że po służbie może także
odpoczywać
czynnie.
Po
co te zabawy i wysiłki dla doskonałości intelektu? Czytałem
artykuł „Służyć
po służbie” i nadal nie odnajduję istoty, a czytam
o przemyśleniach,
poradach, rzeczoznawstwie i zwykłym pojęciu sensu tego, co nazywamy
„Służbą po służbie”. Istotą kroku piątego jest
wyznanie, czyli
rozeznanie istoty błędów. Błędem jest nazywać doświadczeniem
coś, co jest
czyimś przemyśleniem. Błędem jest nazywanie zamianą się służbami jako
coś, co
ma dawać wzrost, chyba że, chodzi o wzrost w przemyśleniach. Mogą one
się
udoskonalać jako przemyślenie dla przemyślenia. Widziałem i słyszałem
prowadzącego
w grupie „przemówienie”,
który sam odczytał 12 kroków i 12 tradycji
ludziom z detoksu uważając siebie za doświadczonego. I tak tam się
dzieje, że
ludzie sami uznają się za doświadczonych i stawiają warunki na
zasadzie,
których będą prowadzili mityngi. Ludzie obudźcie swoje
sumienia i zaprzestańcie
bawić się legatami, upiększeniami swoich przemyśleń, a zacznijcie
stosować
program 12 kroków i 12 tradycji stosując zasady i zachowując
tradycje. czy na
mityngu gdzie czyta się tylko „Refleksje” na dzień
dzisiejszy, mogą
być służby, które będą pokazywały swoje eksperymenty jako
doświadczenia? Czy w
ogóle obudzicie sumienia innych alkoholików do
pracy nad programem AA? Czy nam
brakuje rzeczywistych doświadczeń, które traktuje się, jak
coś mało istotne, a
wybiera się własne zabawy słowami? Przypomina mi to zmianę alkoholi na
słabsze
albo skuteczniejsze. nie słowa leczą ludzi uzależnionych od obsesji ich
stosowania. Po czynach ich poznamy, a nie po uczynkach jednorazowych,
do
których należą służby bez przekazywania ich już w trakcie
ich pełnienia. Nie
„Mityng” jest materiałem programowym AA dla
zdrowienia ale 12
kroków w różnych formach przekazu. To jest
literatura służąca do wymiany swoich
spostrzeżeń i refleksji. Drugim podstawowym błędem jest sadzenie, że
wspólnota
AA potrzebuje wzrastania. Wspólnota AA już wzniosła się na
taki poziom, który
broni nas i wspólnotę przed nadmiernym intelektualizowaniem
życia. Życie jest
do przeżywania i opowiedzenia drugiemu alkoholikowi o sposobie, w jaki
to
trzeźwe życie przeżywam, jaki jest mój odbiór
tego, co życie niesie ze sobą, a
nie na sobie. Teoretyzowanie o służbach nigdy nie osiągnie wzrostu i
wzrastania. Służba jest wyrazem wdzięczności za zaufanie i czyniąc ja w
sposób
godny powinienem, a nie „muszę”, starać się w myśl
12 kroku
zainteresować drugiego alkoholika mówiąc mu o tym, co mi ta
służba dała, co
mogę przekazać i umocnić siebie we wzrastaniu do życia w zdrowym
społeczeństwie, które może mi pomóc widząc moją
chęć naprawy swojej sytuacji.
Ja przynajmniej tak doświadczam i wzoruje się na tym w AA, co jest
sprawdzone w
przekazywaniu służb. Każda służba ma klucz, którym możemy
się posługiwać. Jest
to istota i zasadność pełnienia jej z korzyścią dla innych. Dobry
sposób jest
gwarancją bezpieczeństwa dla tych wszystkich, którzy będą
chcieli pełnić swoje
służby w grupach bo tam wszystko się zaczyna. Nie potrzeba wyliczać
służb jakie
są konieczne dla zachowania trzeźwości. Nie ma także
„wpadek” w AA
i łamania zasad tymi określeniami. Jest zachowanie i utrzymanie
trzeźwości, która
należy do tradycji AA. Powrót do picia oznacza łamanie zasad
i brak gotowości
do przyjęcia programu zdrowienia 12x12. Najpierw zdrowiejemy dzięki 12
krokom i
także warsztatom, które służą nam do wymiany doświadczeń i
umacniania tradycji.
Tradycją staje się tylko to, co wysłużone, sprawdzone i umiejętnie
przekazane w
sposób zrozumiały, oparty na wierze, nadziei i miłości.
Przestańmy teoretyzować
i tracić energię. Wspólne wzrastanie opiera się na rzetelnym
przekazywaniu
tego, co sprawdzone w doświadczeniach, naszych cierpieniach i miłości
do Boga,
Siły Wyższej. To Bóg nas powołuje do życia w trzeźwości i
Jemu zawdzięczamy
uwolnienie od wszelkich uzależnień związanych z obsesjami
zbankrutowanych
idealistów. Nie zapominajcie o tym, że upadliśmy, a
Bóg nas podnosi.
Andrzej
AA.
Migawka z konferencji.
XXIII
konferencja regionalna już za nami. Odbyła się w Mordach/k
Siedlec. Pogoda Ducha dopisała. Rozpoczęliśmy
od przegłosowania
złożonych wniosków do poprzedniej Konferencji.
Niektóre z nich dostarczyły
ponownie emocji. Nieobecność niektórych
wnioskodawców i brak komentarza, co do
intencji wniosku sprawił być może, że zostały odrzucone. Widać nie były
aż tak
ważne i przydatne! Być może doczekam Konferencji bez zmian karty
konferencji.
Zastanowiło mnie to jak łatwo i pochopnie dokonujemy zmian tak, że
trudno odbyć
dwie kolejne konferencje na tych samych zasadach. Pojawiła mi się taka
refleksja: czy mamy zmieniać zasady, czy uczyć się dostosować
do życia w
społeczności choćby
aowskiej?
Po krótkiej przerwie przystąpiliśmy do
warsztatów na wiodący temat Konferencji: „Służyć
po służbie”. Temat
początkowo oczywisty okazał się dość trudny. Wypowiedzi
weteranów nieco go
przybliżyły. Część wyborcza przebiegała sprawnie. Wątpliwości pojawiły
się przy
wyborze delegata do Krajowej Komisji Literatury. Głosowano na
dwóch kandydatów
w 3 turach. Ostatecznie wybrano Kazika. Trudny okazał się
wybór
przewodniczącego do spraw informacji publicznej. Wybrano kandydata na
delegata
narodowego – Jacka. Głosem doradczym poparło go BSK. Wybrano
także zastępcę
opiekuna PIK-u, zastępcę do spraw archiwum, delegata do krajowej
komisji
finansów. Nie wszystkie służby zostały powierzone
– być może jest to
lepszy wybór niż stosowanie metody
„łapanki”. Po przerwie
przedstawiono sprawozdania ze służb regionu, zespołów
tematycznych, i służb intergrup.
Rzecznik Rady Regionu zaapelował o wsparcie
finansowe przygotowań do obchodów 25-lecia Warszawskiego AA.
Janeczka –
skarbnik regionu dała informacje o spadających wpłatach. Odnalazłem w
jej
sprawozdaniu odpowiedź na wcześniejsze pytanie o wysokość cen
literatury!
Apelowała do odpowiedzialności skarbników intergrup o
uczestnictwo w zespole ds. finansów. Przy sprawozdaniu
redakcji MITYNGU podano
temat czerwcowego wydania: „Moje pierwsze wakacje (urlop) w
trzeźwości!
Konferencja odcięła się, podobnie jak Rada Powierników i
Rada Regionu od
konferencji informacyjnej organizowanej przez Intergrupę
Mokotów, rzecznik tejże nie umiał powiedzieć nic bliższego,
kto w niej ma
uczestniczyć, w czyim imieniu występuje, mimo iż finansuje ją intergrupa.