MITYNG 05/107/2006
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
Kupiłem udziały w AA
Kiedy po raz pierwszy znalazłem się na Konferencji Regionu, to zgłupiałem, całkiem jak Koziołek Matołek, co „gdy wyszedł na ulicę i gdy zoczył ludzi mrowie, wszystko mu się pomieszało w jego biednej koziej głowie”: tylu ludzi, tyle twarzy, tyle tematów, jakieś warsztaty, wyłożona literatura, jak na zlotach, na jakich byłem do tej pory, dyskusje kuluarowe, forsowane poglądy. Gdy zbliżała się oznaczona pora głosowań zacząłem odczuwać zdenerwowanie, bo po prostu nie wiedziałem, na czym one polegają i czy mam prawo brać w nich udział, czy nie. Odnalazłem więc mojego sponsora i ze skrywanym wstydem podpytałem go czy mam prawo głosować. Nie wiedziałem, że jako mandatariusz swojej grupy mam nie tylko prawo, lecz moralny obowiązek oddać głos. Czym prędzej poleciałem wpisać się na listę i odebrać kartki, które później wrzuca się do zaimprowizowanych urn. A potem już nie siedziałem jak widz w tej wielkiej auli, ale poczułem spływający na moje barki ciężar odpowiedzialności – oto mam uczestniczyć w zbiorowym podejmowaniu ważnych decyzji, lecz zadałem sobie pytanie, czy rzeczywiście mogę to zrobić, czy mam prawo, jeśli tak mało jeszcze wiem, a kandydatów do służb właściwie nie znam w ogóle, lub słabo? Jednak na szczęście okazało się, że głosowania były właściwie jednomyślne, a zatem mogłem ze spokojem wrzucać kartkę, jak inni, a poza tym gdy zobaczyłem np. Tereskę przed mikrofonem, już wiedziałem, że moje serce pozwala mi oddać głos, bo po prostu czuję, ze w tej właśnie chwili, wobec takiego ducha wiszącego w powietrzu po prostu mam tak zrobić i tyle. Ktoś mógłby rzec, że to mało rozsądne, lecz tak naprawdę, gdy głosuję nad kandydaturą na służbę na mojej grupie, to robię podobnie – znam trochę tego kogoś, kto kandyduje, ale i tak kieruję się kredytem zaufania, jakim obdaruję większość osób chcących objąć służbę. Tak samo zrobiono głosując na mnie, gdy postanowiłem spróbować być mandatariuszem. To mnie jeszcze bardziej zobowiązuje, ten kredyt zaufania jaki wziąłem.
Później, w trakcie warsztatu dotyczącego 12 Koncepcji dowiedziałem się, że jest wśród nich taka, która mówi o Prawie Udziału, a najwyraźniej dotyczyło to też mojego pierwszego w życiu głosowania na Konferencji – tam też dostałem prawo oddania głosu, jako przedstawiciel jednej grupy AA. Ten mój głos zlał się z głosami innych AA na Sali i stał się proporcjonalnym wkładem w podjecie zbiorowej decyzji. Jaśniej dotarło do mnie, co znaczy owo Prawo Udziału, czyli obdarzenia głosem proporcjonalnym do odpowiedzialności, gdy właśnie przyjrzałem się tej mojej „przygodzie” na Konferencji, na której o mało brakowało a bym w ogóle nie głosował.
Gdy przyszedłem kiedyś na spotkanie Zespołu Literatury, z przeświadczeniem iż wiem więcej niż ci redaktorzy siedzący w ciemnej piwnicy na Berezyńskiej, to też przekonałem się o tym Prawie Udziału. Nie tylko bowiem mogłem uczestniczyć w tym spotkaniu, ale też udzielono mi głosu, to znaczy pozwolono mi wypowiedzieć się krytycznie na temat biuletynu, co skwapliwie wykorzystałem, popisując się fachową wiedzą z zakresu wydawania czasopism. Zupełnie nie wziąłem pod uwagę jednak, że ludzie którzy tam byli, mają o niebo większą świadomość celu powstawania biuletynu i o niebo większe doświadczenie w jego robieniu ode mnie. Pomimo tego jednak wysłuchali ze spokojem moich tyrad, a potem i tak we własnym gronie podjęli ważne decyzje dotyczące dalszych działań edytorskich i redaktorskich. I tu też zadziałało to Prawo Udziału, całkiem proporcjonalne do mojej odpowiedzialności, czyli na tym etapie: żadne. No, może poza takim Prawem Uczestniczenia w spotkaniu i po prostu możliwością pogadania sobie.
Żeby lepiej zrozumieć istotę tej Koncepcji, mówiącej o Prawie Udziału, o głosie proporcjonalnym do odpowiedzialności, odwołałem się dla siebie samego, to takiego obrazu wielkiej firmy, jakiegoś powiedzmy Holdingu, jako takiego symbolicznego przykładu, gdyż słowo Udział, albo Udziały, kojarzy mi się nie tylko z udziałem w spotkaniu, byciem na mityngu, czy Radzie Regionu, gdzie ja po prostu mogę przyjść i być, ale też przede wszystkim wiąże mi się to z pojęciem Udziału w Spółce. Otóż wiem, że w firmie, gdzie pracuję, podzielono jej majątek proporcjonalnie według wkładu finansowego, zaś siła głosu jest podzielona proporcjonalnie do tych udziałów. Jeśli ktoś ma ponad 50 % udziałów, to znaczy, że przeforsuje swoje zdanie na jakimś ważnym Zgromadzeniu Udziałowców. Tak też i wyobraziłem sobie naszą Wspólnotę, jako rodzaj takiej firmy, gdzie wypuszczono takie udziały, tyle że jest wielka, istotna różnica między firmą rynkową a Wspólnotą AA – w naszej Wspólnocie te Udziały nie są „kupowane” za pieniądze. Te Udziały, a zatem prawo głosu z nich płynące – to wynik brania na siebie odpowiedzialności za różne działania. A zatem – gdy byłem na swojej pierwszej Konferencji Regionu, pojawiłem się tam jako mandatariusz swojej grupy. W ten sposób, niejako „kupiłem” udziały w AA, uzyskałem Prawo Głosu – Prawo Udziału, bo wziąłem na swoje barki ciężar odpowiedzialności za podejmowane decyzje.
Tomek AA, grupa m. „W drodze”
Obrazek z mityngu
rocznicowego / 17 lat
Teksty wstępne przeczytały nasze
panie - J... i D... Potem „Refleksje” i oczywiście gaszenie
świeczek na okazałym torcie. Za chwilę okazało się, że tortów i słodyczy było
więcej. Pierwszy zabrał głos F..., któremu wóda
zabrała wszystko. 12 lat temu, 23III rozpoczął walkę o
trzeźwość prosząc w modlitwie o łaskę wiary. Wrócił ze Strzyżyny, chce zwrócić
się do proboszcza o większą salę na mityngi. Dzisiaj trudno się pomieścić
wszystkim chętnym. Następnie A... stwierdził, że jest
chory na alkoholizm. Zazdrości „F”, był w Zakroczymiu podziękować za 7 lat bez papierosa. Jest
trzeźwy, choć dawniej nie wierzył w to. Wychował się na Stalowej, modlił się,
ale nie wierzył. Dzisiaj nie potrafi żyć bez Boga. Gdy wyznaje przed drugim
alkoholikiem swoje błędy, to jest jakby spowiedź. Nasza T.... nie umiała się
modlić, dlatego prowadziła rozmowę wyznając swoje problemy. Przyszła do
KONTAKTU na 12 rocznicę i tu znalazła swoje miejsce. Pamięta jak serdecznie
zapraszał ją F. Zobaczyła przyjażń, jak w rodzinie.
Polubiła myć szklanki i zaczęła coś robić ze sobą. Czuje się doceniona, potrafi
zrobić rozliczenie finansowe, jest kolporterem. W grupie ludzie się
wypowiadają, ale nie rozczulają. Kolejny A… był jednym z założycieli
grupy, choć związany był wtedy z abstynentami. Pamięta wiele przeprowadzek. W
grupie jest wielka siła; ludzie odchodzą a grupa trwa. Następnie zabrał głos
J…, który stwierdził, że najważniejsza jest modlitwa o Pogodę Ducha, tak
przypadła do serca. W trudnych chwilach powtarza ją, jak mantrę i złe uczucia
odchodziły. 5lat temu powrócił do wspólnoty, pamięta
piwnicę na Solidarności; potem rok prowadził mityng. Odszedł czasowo od AA ze
względu na pracę i szkołę, ale od czerwca wróci. I znów A…. Jego droga
naprawdę tu się zaczęła. Po zapiciu podjął się służby mycia szklanek. Przeżył
trudne chwile rozstania z rodziną, utratę bliskiej osoby - grupa pomogła.Powtarzał modlitwę czekając na mityng. Zachowuje
wdzięczność. Dziś nie pije, jest zadowolony, był z synem w kościele. B…
powrócił w to miejsce po 38 latach; od chrztu nigdy nie był ponownie. Zaszywany
był 6 krotnie, leżał w szpitalu, przestraszył się, że umiera. Ksiądz kazał mu
czytać Psalmy i prosić o Łaskę. Ma w domu obraz "Jezu, ufam Tobie" Ma
problem, bo nie rozumie modlitwy. Gdy wstydził się swojej niewiary znalazł 100
zł na giełdzie. Sł… 17 lat temu zaczął mocno
tracić życie. Nie wierzył, że w całej Polsce są mityngi. Najbardziej do tej
pory duchowym przeżyciem dla niego było mycie podłogi. To niezwykłe. Po
przerwie P… powiedział nam, że był wychowywany w tradycji katolickiej,
ale bez wiary. Jest agnostykiem, doświadcza czegoś, czego nie rozumie. Modlitwa
o PD pozwoliła przetrwać szkodę, gdy został okradziony. AA kojarzy mu się z tym
miejscem. Bał się odrzucenia, chciał być lepszy. Bał się przyjąć służbę
prowadzącego mityng, bo bał się odpowiedzialności. AA to KONTAKT. D… była
całe życie wierząca. Modliła się, ale też piła. Zauważyła, że Pan Bóg nie jest
szybki w realizacji próśb. Nauczyła się medytacji, wyciszania. Kiedyś w KONTAKCIE
dużo się klęło, to minęło.Wiele osób bierze udział w
służbach, bo jest wsparcie, zrozumienie i atmosfera. Znów A…. wypił w okolicy morze wódki. Po terapi
w Tworkach z euforią przyjął się do wspólnoty widząc cud trzeźwienia. AA
kojarzy się jako Aktywna Abstynencja. Częścią jego pracy jest modlitwa, dawniej
rozczeniowa. Modlitwa to wdzięczność; bezsilność
wobec wielu zdarzeń, ludzi itd… Z modlitwy
rodzi się wiara, z wiary siła, z siły miłośść. Bóg czyni to, czego sami nie jesteśmy w
stanie uczynić. St…obwiniał Boga za swoje klęski, nie umiał modlitwy
ani próśb. Zmieniła to siostra zakonna zmieniając obraz Boga na pełnego
miłości. Wrócił do wiary, a nawet pojechał wraz z innymi, aby się wspólnie z
nią pomodlić. Droga trzeźwości L…związana jest z KONTAKTEM, tu, jeszcze w
suterynie po raz pierwszy jadł tort. Pokonuje swoją nieśmiałość. Pytał się ile
trzeźwości potrzeba, aby podjąć się służby.Myślał, że
nie nauczy się modlitwy, teraz to historia. Wie, że nie może oddalać się od
mityngów. T.. gratuluje grupie jubileuszu. Odkąd, na pierwszym mityngu usłyszał
– Dobrze, że
jesteś –
życie się zmieniło. Zaczął dzwonić telefon. Początkowo nie lubił modlitwy, ale
to się zmieniło. W pracy miał kłopoty, bo na 60 pracowników on jeden nie pił.
Często modlił się o pomoc. Gdy składał syna do grobu przyjaciele zmówili razem
z nim modlitwę o PD. Czyta książkę „Uwierzyliśmy”. Jeśli go coś
huśta odmawia modlitwę o PD. An... stwierdził,
że modlitwa jest aktem wiary; im mniej modlitwy tym mniej wiary. Był w
Częstochowie chcąc rozwiązać swoje problemy z alkoholizmem. Zobaczył wielu
chodzących z różańcem modlących się o trzeźwość. Poznaje wolę Bożą. Spłacił
alimenty. Modli się specjalną modlitwą o 7 uzależnieniach. Założył grupę
macierzystą. St...od 13 lat korzysta z modlitwy. Podstawą
jest msza, osobiste rozeznanie. Nie daje dostępu diabłu, złości, pysze. Dla
K... grupa pasuje. Był na Marywilskiej, zapił, ale wrócił. Tylko on się liczy.
Odwrócił się od wódy, „dinksu”, wychodzi na prostą. Sł.. jest
zadowolony, że dba o anonimowość. Modlitwa zawsze jest intymna. Poza Warszawą
na mityngu ktoś myślał, że ma więcej trzeźwości, bo dobrze wygląda. Na
zakończenie padły informacje organizacyjne i wspólna modlitwa o PD.
Relację spisał
Można żyć inaczej
Jestem
alkoholikiem. Moje perypetie z alkoholem zaczęły się w 6-tej klasie szkoły
podstawowej. Nie będę opisywał swojej pijackiej kariery. Dość, że ocknąłem się,
gdy miałem za sobą 39 lat życia, wieloletni pobyt w wiezieniu, żonę i dzieci,
które mnie nie mogły pamiętać za to czuły piętno swojego dzieciństwa. Próbuję
sobie jedynie wyobrazić ich krzywdę i oswoić się z faktem, że nie jestem w
stanie za to wszystko bezpośrednio im zadośćuczynić. To konsekwencje mojego
picia. Nie da się ich uniknąć, mogę próbować jedynie z nimi żyć i żyć inaczej.
Z takim właśnie pragnieniem opuściłem 14 lat temu mury więzienne: będę żył
inaczej!
Było to w lutym. Dookoła szaro zimno, mglisto a ja w sercu miałem maj, w
głowie masę pomysłów i złudzenie, że jestem wolny. Teraz będę żył inaczej
– myślałem sobie. Odkuję się i udowodnię wszystkim, ile jestem wart!
Przede wszystkim będę pił inaczej i mocno trzymał w ręku swoje nowe życie!
Przecież nie piłem tyle lat, mam za sobą tyle koszmarnych doświadczeń, przecież
nareszcie zrozumiałem!
Dziś z perspektywy czasu i nowych doświadczeń mogę powiedzieć, że tylko mi
się wówczas wydawało, że cokolwiek rozumiałem, a moje niezrozumienie nie
wynikało ze złej woli albo naiwności, a raczej z niewiedzy o „uśpionym
robaku”, który razem ze mną wyszedł na wolność. Budził się we mnie wraz z
myśleniem o zaczarowanej dla mnie kontroli, której zawsze pragnąłem. Ten
pierwszy zaczarowany zawsze dla mnie kieliszek, po którym już nic ode mnie nie
zależało. Cała reszta mojej filozofii okazała się bajką w zderzeniu z fatalną
rzeczywistością mojego alkoholizmu. „Robak” obudził się i odzyskał
wolność a ja nadal byłem dla niego skazany. Szkoda miejsca na opis moich
pijackich perypetii. Wspomnę jedynie konsekwencje: padaczka poalkoholowa,
delirium i pobyt w szpitalu psychiatrycznym. A przecież chciałem żyć
inaczej, miałem takie ambitne plany i tyle dobrej woli! Czy nie potrafię
żyć inaczej? Jak to się stało? Czy nigdy nie nauczę się pić umiarkowanie i
kontrolować swojego życia? To było dobre pytanie, w świecie, w którym żyłem nie
było na nie odpowiedzi. Odpowiedzi czekały w innym świecie, o którym wówczas
nie miałem zielonego pojęcia, lecz trzeba było narodzić się na nowo, aby je
odnaleźć. Dzięki Bogu odrodziłem się i zacząłem żyć inaczej! Może nie
tak jak marzyłem. Piszę to po 12 latach trzeźwienia w AA. Mojego nowego innego
świata, który uczynił ze mnie innego człowieka. Kiedyś byłem hardy, trudno
zginał mi się kark a jeszcze trudniej kolana. AA pochyliło się nade mną,
pomogło mi inaczej, aniżeli ja sam byłem sobie w stanie pomóc. Pomogło mi
naprawdę.
Pokazał mi to Damian, mały chłopiec, którego kilka miesięcy temu spotkałem
żebrzącego pod kościołem. Początkowo chciałem go ominąć. Bulwersował mnie fakt,
że musi to robić. Nie umiałem, już nie potrafię być taki jak kiedyś - obojętny.
Wrzuciłem mu do kubka monetę i zamierzałem iść dalej. Wydawało mi się, że mam
wiele ważnych spraw do załatwienia. Wtedy on zapytał: czy mógłbym mu
przynieść coś do jedzenia i gorącą herbatę, bo jest głodny i jest mu zimno.
Odmówiłem. Nagliły mnie moje ważne sprawy, lecz nie potrafiłem iść dalej, jak
kiedyś. Po kilku coraz trudniejszych krokach stanąłem jak wryty, nie potrafiłem
odejść. Poczułem, że jestem inny, jest mi dane żyć inaczej. Klęknąłem obok tego
chłopca. Obiecałem przynieść jedzenie i herbatę. Nogi mnie same niosły a w
oczach miałem łzy. Zapamiętałem Damiana wyraz oczu, kiedy mnie prosił o
jedzenie, kiedy mu odmówiłem i kiedy wróciłem z jedzeniem. Widziałem brak jego
zainteresowania pieniędzmi wrzucanymi przez ludzi do kubeczka. Nie zapomnę tych
oczu, i nie chce zapomnieć tego niemego wołania, zapisanego na jego warzy
– pochyl się nade mną, pomóż mi, pomóż mi naprawdę!
Nie znam recepty na przemianę, jaka się we mnie dokonała i na to inne życie, o którym zawsze marzyłem, które jest dziś moim udziałem. Nie mam wątpliwości, że to, co zapisano na tej mojej recepcie „sympatycznym atramentem”, mogłem dostać tylko w AA.
pozdrawiam
- Krzysiek
Zdziwił się lekarz patrząc na wyniki moich badań, aż w
końcu zapytał, czy systematycznie przyjmuję zaordynowane leki. Wyjaśniłem, że
czułem się dobrze i dlatego przestałem je używać.
Reakcja lekarza była
charakterystyczna.
W ostrzejszych już słowach
przypomniał, że moje dobre samopoczucie zależy od systematycznego przyjmowania
leków; nie wolno mi samowolnie rezygnować z terapii bo
może skończyć się to tragicznie. Zupełnie podobne reakcje zauważyłem, gdy
zacząłem zaniedbywać uczestnictwa w mityngach. Choroba alkoholowa wymaga ode
mnie stałego, aktywnego kontaktu z AA; wtedy dopiero mam gwarancję dobrego
samopoczucia.
I za to jestem
odpowiedzialny.
Pozdrawiam