MITYNG 06/108/2006
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
Przyszedłem do AA. Potem ukończyłem kolejny kurs terapii. Sądziłem, że wystarczy przestać pić a wszystko w życiu „samo się” wyprostuje. Trudno o większą naiwność. Choć bywałem na „fajnych grupach”, na zabawach, zlotach i pielgrzymkach, to jednak nie czułem czegoś najcenniejszego w naszej wspólnocie - wiary. Mimo zewnętrznych objawów poprawy samopoczucia, w głębi duszy nadal czułem się „inny”. W osłupienie wprowadziła mnie wypowiedź pewnego aowca: „nie wykonał pierwszego kroku ten, kto nigdy nie stanął przed drugim alkoholikiem i nie poprosił o pomoc”. To był cios! Byłem przekonany, że ja już mam za sobą większość Kroków, a zwłaszcza 12ty. Lecz nigdy nie miałem sponsora. Wielokrotnie z uporem fanatyka przekonywałem nowych do AA – taka „pustomowa”. A więc rezultaty mizerne. Jedna z prawd AA mówi - wiara bez uczynków jest martwa. Kolejna dodaje...nie reklamujemy się, a przyciągamy…- oczywiście - własnym przykładem. Mój przykład był chyba nienajlepszy. Dopiero podjęcie pracy ze sponsorem otworzyło mi oczy. Więcej dokonało podejmowanie kolejnych służb, gdy w praktyce zobaczyłem - jak to działa? A działa!!! Najwięcej uporządkowania dostarcza mi udział w zespołach Regionalnego PIKu. Angażuję się w coraz to nowe, nieznane przedtem przedsięwzięcia i szczerze przyznam, że znów mam motywację, by nauczyć się czegoś nowego i przydatnego. W trakcie pewnego spotkania zespołu nauczyłem się, że nie uzyska się poparcia dla własnych idei, gdy rozpoczyna je krytyką, wyzwiskami, obelgami. Konieczny jest umiar i umiejętność wsłuchania się w głosy innych. Często mówią to, czego i my pragniemy, choć trochę inaczej. Gdy wspomnę, ile lat zmarnowałem odmawiając pomocy grupie robi mi się przykro. Ogłaszanie swojej niegotowości nie zmieniało sytuacji. Dręczony depresją, sparaliżowany poalkoholową bezradnością, apatią, pychą, lękami bałem się nawet przejść do sklepu na drugą stronę ulicy. Koszmar. To podstępna choroba, nie możemy walczyć z nią sami. Bałem się też, że sobie nie poradzę, że tylko się ośmieszę. Są lepsi. Ja mam teraz pracę, rodzinę. AA nie może kierować moim życiem. I tak wkoło Wojtek. Gdyby ogłoszono zawody pewnie bym został mistrzem łgarstwa. Tylko czy byłbym trzeźwy? Wspólnota AA uratowała mi życie. Mam prawo trwonić je według własnego „widzimisię”, albo swą wdzięczność okazać działaniem. Byłem na mityngu w ZK, Białołęce - tam rzeczywiście potrzeba wiele wdzięczności. W 2 godziny poczułem, co to jest pokora! „Samotność to trucizna dla alkoholika” Kiedyś pragnąłem mieć przyjaciela, albo chociażby psa? Marzyłem, żeby choć trochę mnie ktoś lubił? Wspólnota sprawiła, że nie jestem sam. Program działa.
lechu02-
MITYNG
12x12
Niebawem
minie 12
lat zaniku mojego głodu
alkoholowego. Nomen-omen program składa się z 12
kroków a więc 12x12 -
symbolika narzuca się sama.
Zostawmy
w spokoju mój głód. Niech nadal mieszka sobie
gdzieś daleko ode
mnie. Bardziej interesuje mnie to, co też się wydarzyło przez ten tuzin
latek.
Myślę,
że udało mi się uniknąć rankingu odliczania ilości lat niepicia,
a skoncentrowałem się na rzeczywistej relacji z moimi zadaniami,
marzeniami i
celami, czyli ominąłem rafy, pułapki dominacji nad innymi niepijącymi.
Udało
mi się również uniknąć koncentracji tylko i wyłącznie na tak
zwanej
mojej Sile Wyższej. Zawsze żartobliwie stwierdzam, że Bóg
jest dobrym
strategiem i inwestuje w akcje rozwijających się "firm". Udało mi się
uniknąć NARZEKANIA! To jest dla mnie podstawa rozwoju. Przecież moja
duchowość
ma się opierać na radości a nie na konsumpcji "cytrynowych myśli" i
prezentacji skwaszonego oblicza. Tak na prawdę to moje obecne życie
przybrało
postać geometrycznej figury - kuli opartej na trzech nogach: jedna noga
to ja
sam, druga to ludzie, z którymi się zadaje, a trzecia to:
Bóg, magia,
przeznaczenie, kosmos, los (niepotrzebne skreślić).
Więc jakość mojego
życia zależy od harmonii biegnącej w trzech kierunkach, niekoniecznie
procentowo równych. Również umiejętność śmiania
się z samego siebie powoduje,
że żyje mi się lżej (śmieszniej. Tak, więc powoli
otworzyły mi się oczy
na samego siebie i zaczynam patrzeć przymrużonym okiem na innych.
Oby
życie moje zgodne było z tym, co jest dla mnie najważniejsze - z
CZŁOWIECZEŃSTWEM. Obym również nie robił tylko
obrachunku moralnego, ale
również zachowywał się etycznie, miał zdrowy osąd i
uruchomione sumienie. A
aniołem i tak nie będę bo nie ma na razie wolnego etatu w niebie i na ziemi .
PS.
A co z kulą, której geo-metaforycznie
użyłem jako porównania? - to
moje życie, które
niezależnie od wszystkiego i tak toczy się dalej.
Staszek
Ś...
List do alkoholu
Piszę do
ciebie ten list
bo dłużej nie mogę wytrzymać twojej obecności.
Zaprzyjaźniłem się z tobą
32 lata temu, towarzyszyłeś mi od najmłodszych lat. Pomagałeś mi we
wszystkim,
dzięki tobie czułem się pewniej, świat nabierał kolorów
tęczy, pryskała gdzieś
moja nieśmiałość do kobiet, w bardzo szybkim tempie wprowadziłeś mnie w
„dorosłość”. Lecz powoli stawałeś się strasznym
egoistą, nie
pozwalałeś mi na trwalsze związki, wciskałeś się w moje życie, nawet
naukę
potrafiłeś mi odebrać. Miałem do ciebie słabość, ale ostatnio już przegiąłeś. Za twoją namową
skrzywdziłem najbliższe mi
osoby, zniszczyłeś mnie doszczętnie, odebrałeś żonę
Ale
mówię
ci po raz drugi to już koniec, musisz przegrać. Do pomocy mam całą
armię, a
dowodził będzie Bóg, który niósł mnie
już na rękach w najgorszych chwilach
mojego życia, armią będą przyjaciele z AA, terapeuci i rodzina,
której nie
zdążyłeś mi zabrać w całości. Z takimi pomocnikami już wygrałem, od początku gdy na mojej drodze
stanęli ludzie, którym
uwierzyłem, że mogę żyć bez ciebie, a ja chcę jeszcze godnie pożyć, a
nie
umrzeć w pohańbieniu...Żegnaj już dla mnie nie istniejesz.
Na imię mam Wiesław i jestem alkoholikiem, ale także
szczęśliwym
człowiekiem.
Napisałem
ten list będąc na
terapii u „Worona”.
Gotowość do zmian!
Realizując
zalecenia Regionu Warszawa,
MITYNG
drukujemy za pośrednictwem
BSK AA. Materiały do kolejnego numeru naszego
biuletynu musimy
dostarczać na tyle wcześnie, aby dać szansę drukarni zdążyć przed
rozpoczęciem
kolejnego miesiąca. Nasz
nakład to
jedynie 500szt, trudno zatem
oczekiwać, aby nasze
zlecenie było traktowane priorytetowo.
W związku
z tym nie jesteśmy w stanie zamieszczać bieżących raportów z
intergrup. Tę czynność
przejął „Informator”
rozpowszechniany
przez łączników intergrup.
Szeroko wyjaśniałem tę
reorganizację i jej skutki podczas KReg.
Warszawa.
Nikt nie przewidział konsekwencji tak zwanej
„legalizacji” MITYNGU
w tym pomysłodawcy i zagorzali zwolennicy. Dziś wyrażają jedynie
krytykę
tradycyjnie pozostając z boku. Wiara bez uczynków jest
pusta. Smutne to. Zapraszam do
wspólnego redagowania.
Niniejszym
deklaruję gotowość do zmian. Pokornie czekam na konkretne
wnioski!
lechu02
- „MITYNG„
SUMIENIE
Przysłuchując
się wypowiedziom na mitingach oraz
zgłębiając literaturę AA doszedłem do wniosku, że mój
alkoholizm jest przejawem
głębszej rzeczywistości tkwiącej w moim duchu. Pijaństwo tylko
uzewnętrzniło
osobistą moralną niegodziwość, wchodząc na tą ścieżkę rozumowania
czułem dobrą
przynaglającą moc, która zdawała mi się mówić:
”idź do światła prawdy,
ponieważ jego blask uczyni cię wolnym”. Przyznam się, że
towarzyszył temu
lęk, zwiastujący perspektywę doświadczenia odczucia niegodziwości moich
uczynków, obnażonych blaskiem prawdy. Lecz gdy spojrzałem
wstecz na niedawne
życie natychmiast ogarnęła mnie zbawcza myśl: „nie lękaj się
idź tam jest
życie odnajdziesz godność i szacunek do siebie masz przykład
braci ze wspólnoty AA jak
promieniują
wolnością i wewnętrzną siła duchową”. Poczułem nieodpartą
konieczność
spotkania się oko w oko z moim sumieniem, które przedtem
chciałem zagadać,
zmanipulować, zagłuszyć, zaślepić, przytępić i zapić na śmierć. Gdy to
się nie
udawało postanowiłem zepchnąć je na odległą granicę mojego bytu,
ponieważ im
był dalej jego głos tym mniej mi dokuczał wezwaniami do opamiętania.
Czułem w
duszy nieusuwalny głos składający świadectwo o niegodziwości moich
czynów,
konsekwencją była niechęć do siebie, niepokój i smutek.
Najprostszym sposobem
usunięcia owego przykrego stanu ducha, czyli wyrzutów
sumienia był alkohol.
Siłą napędową łamania sumienia była pożądliwość oczu i ciała oraz pycha
żywota,
wówczas nazywałem to ładnie pragnieniami i ambicjami.
Jak ja się z sobą zmagałem, ile
racjonalizacji, ile zabiegów intelektualnych, aby oszukać
ten nie odstępujący
głos potępienia moich uczynków.
Całą potęgę mojego
intelektu, zaangażowałem na zakłamywanie sumienia. Teraz jestem
przekonany, że
był to dialog z Siłą Wyższą. To głos Boga przenikał moje wnętrze do
najskrytszych tajników duszy, uciekając od niego brnąłem w
niedostępną
samotność. Mimo to jego cichutki głos zawsze wzywał mnie do
nawrócenia i
dotykał sumienie argumentami prawdy, jak ja tego nienawidziłem, miałem wrażenie że oszaleję w duszy
czułem ogień a od myślenia
miałem wrażenie że mózg za chwile mi pęknie. Alkohol dawał
coraz mniejsze
okresy ulgi od wyrzutów sumienia, rezultatem pijackiej drogi było
coraz większe brzemię grzechów,
aż doszedłem do miejsca gdzie alkohol nie dawał ulgi od coraz
donośniejszego
głosu sumienia. Wtedy w ucieczce przed sumieniem poszedłem za
przewrotną myślą,
abym wyzbył się uczuć, ponieważ jest to sfera mojego cierpienia a dalej
mam
kierować się wyłącznie myślami. Uczucia zaczęły jawić mi się jako
przypadłość
ludzi niższego poziomu, być tym czym
jest instynkt dla
zwierząt. Ja miałem być ponad tym-czysty rozum- brnąłem w
najmroczniejszy
koszmar mojego alkoholizmu. To właśnie w sumieniu jest swoisty kompas
duchowy
na Boga i w konsekwencji moje dobro a ja z lucyferyczną uporczywością
odrzucałem zaproszenie Boga do życia w godności i wolności. Pewien
starszy
przyjaciel z AA na początku mojej trzeźwości powiedział mi, że
praktykując w
życiu zasady dwunastu kroków i dwunastu tradycji moja
duchowość obróci się o
sto osiemdziesiąt stopni. Zrozumiałem to po jakimś czasie, że
Bóg
udziela mi swej mocy
kreacyjnej, abym wzrastając duchowo nadawał każdego dnia lepszy kształt
swojemu
życiu.
Adam
Bogusław AA
Życie rodzinne
wypowiedź
alkoholika Tekst pochodzi z nieautoryzowanego przekładu Big Book
str 439 - 452 roz.dz..7
(wersja angielska, wyd
III), tytuł od redakcji.
Rzecz
jasna, że miałem różnego
rodzaju problemy. "Gdybyście mieli takie problemy jak ja, też
byście
pili", tak myślałem.
....Najistotniejsze
problemy miałem w małżeństwie.
„Gdy byście mieli taką żonę jak moja, też byście
pili".
Byliśmy z Max dwadzieścia osiem lat po ślubie, kiedy wylądowałem w AA
Na
początku zapowiadaliśmy się na dobre małżeństwo, lecz w miarę upływu
lat i
pogłębiania się mego alkoholizmu, żona coraz bardziej kwalifikowała się
do Al-Anonu. Na
początku mówiła, "Nie kochasz mnie.
Dlaczego nie chcesz się do tego przyznać?" Później
mówiła: „Ty
mnie nie lubisz. Dlaczego nie chcesz się do tego przyznać?" A
gdy jej
choroba zaczęła osiągać punkt kulminacyjny, krzyczała: „Ty
mnie nienawidzisz! Dlaczego
nie przyznasz się, że
mnie nienawidzisz?" Więc przyznawałem. Pamiętam bardzo
dobrze jak
powiedziałem jej: „Jest jeszcze tylko jedna osoba
na świecie, której
nienawidzę bardziej niż ciebie. Jestem nią ja sam". Popłakała
trochę i
poszła do łóżka; to była jej jedyna reakcja na problemy,
jaka jej pozostała. Ja
również popłakałem sobie trochę, po czym przyrządziłem sobie
kolejnego drinka.
(Dzisiaj nie musimy już żyć w taki sposób)....Z Max działy
się takie rzeczy
bynajmniej nie, dlatego, że się o nią nie troszczyłem. Wręcz
przeciwnie,
mogłoby się wydawać, że troszczyłem się aż zanadto. Wysyłałem ją do
czterech
kolejnych psychiatrów i żaden z nich nie uczynił mnie
trzeźwym. Wysyłałem do
psychiatrów również i swoje dzieciaki.
Przypominam sobie, że pewnego dnia nawet
nasz pies doczekał się diagnozy psychiatrycznej. Wrzasnąłem na Max:,,Co
masz na myśli: „Pies po prostu
potrzebuje więcej miłości?" Powiedz temu kretynowi, lekarzowi od
kotów i
psów, że nie jest psychiatrą z Beverly
Hills. Jedyne, co chcę
się dowiedzieć, to, dlaczego nasz
pies moczy się za każdym razem, gdy biorę go na kolana?" /Nasz
pies
nie zmoczył moich spodni nawet raz, odkąd przystąpiłem do AA, tak samo
jak ja/
....Im
usilniej pracowałem nad Max, tym bardziej
była ona chora. Tak, więc, gdy skończyło się to na oddziale
psychiatrycznym,
nie byłem nawet bardzo tym zdziwiony. Ale zdumiałem się dopiero
wówczas, kiedy
zatrzasnęły się stalowe drzwi i to Max była tą osobą, która
poszła do domu.
Wyglądało na to, że najpierw potrzebna mi będzie konsultacja. Tak się
akurat
składało, że byłem wówczas najlepszym diagnostą, jakiego
znałem, a już na pewno
znałem swój własny przypadek lepiej, niż ktokolwiek inny.
Tak, więc usiadłem
sam ze sobą i zacząłem ustalać fakty związane z owymi konwulsjami:
zmiany
osobowości, codzienne bóle głowy, poczucie zagrożenia,
uczucie zagrażającej mi
choroby psychicznej. Nagle wszystko to było jasne: mam guza
mózgu i umrę, a
wszyscy będą mnie żałowali. Klinika Mayo
wydawała mi
się odpowiednim miejscem do potwierdzenia mojej diagnozy. Po dziesięciu
dniach testów
w Mayo, zostałem
przeniesiony na oddział zamknięty -
niesłychane! To był właśnie ten moment, kiedy zatrzasnęły się za mną
metalowe
drzwi, a Max była tą, która pomaszerowała do domu. Max
przejęła opiekę nade
mną, po tym jak obiecałem, że już nigdy więcej nie będę pił alkoholu,
nigdy nie
wezmę żadnej tabletki, nigdy nie przeklnę i nie będę uganiał się za
dziewczynami. Ledwie wsiedliśmy do samolotu, rozpoczęła się awantura o
to, czy
wolno mi wypić darmowego drinka, czy też nie. Max wygrała, nie wypiłem.
Ale na
Boga, nie odzywałem się do niej i odmówiłem
również jedzenia! W takiej właśnie
atmosferze Max, ja i nasze dwie córki spędziliśmy Święta
Bożego Narodzenia
przed ośmiu laty.
....Wiele
czasu poświęcałem na pisanie listów,
robienie notatek, spisywanie poleceń i spisów zadań do
wykonania dla Max, która
była nadal oficjalną pielęgniarką w moim gabinecie, odpowiedzialna za
to, żeby
wszystko szło swoim torem, gdy ja byłem odizolowany. Trzeba być
naprawdę
chorym, żeby robić coś takiego, ale trzeba być nie mniej chorym, by
przychodzić
codziennie po te moje polecenia, jak robiła to Max.
Dzisiaj nie musimy już tak żyć. Max nadal pracuje ze mną w moim
gabinecie, lecz
naszą wolę, nasze życie i naszą pracę powierzyliśmy opiece Boskiej.
...W swojej
obecności przerabialiśmy na głos
Trzeci Krok - właśnie tak, jak nakazuje to robić Wielka Księga A życie
staje
się prostsze i łatwiejsze, gdy próbuję zmienić moje stare
myślenie i zająć się
raczej swoim wnętrzem poprzez Dwanaście Kroków, pozwalając
by świat zewnętrzny
troszczył się sam o siebie.
.... Wydawało
mi się, że jedyne, o czym oni gadali
na mityngach, to było picie, picie, picie. Aż miałem pragnienie. Ja
chciałem
rozmawiać o swoich „wielkich" problemach; picie było jednym z
mniejszych. I wiedziałem dokładnie, że zrezygnowanie z
„jednego drinka
każdego dnia niczego szczególnego nie wniesie w moje życie.
W końcu, po siedmiu
miesiącach, postanowiłem spróbować. Aż do dnia dzisiejszego
nie mogę wyjść z
podziwu, jak wiele moich problemów, z których
większość, w moim przekonaniu,
nie miała nic wspólnego z piciem, udało mi się rozwiązać,
lub po prostu
przestały one istnieć - odkąd przestałem pić.... Przed naszym ślubem,
kiedy Max
była nieśmiałym, szczupłym podlotkiem, dostrzegałem w niej cechy,
których inni
być może nie dostrzegali: urodę, wdzięk, radość życia, łatwość w
nawiązywaniu
kontaktów, poczucie humoru i wiele innych pięknych cech. To
wyglądało tak,
jakbym miał, zamiast dotyku Midasa, jakiś powiększający wszystko zmysł,
który
potęgował wszystko, na czym się skupiałem. W miarę upływu lat, te dobre
cechy
Max rosły i rosły w moich oczach a potem pobraliśmy się i wszystkie te
cechy
stały się jeszcze bardziej oczywiste i byliśmy coraz bardziej
szczęśliwi razem.
Lecz w miarę, jak zacząłem coraz bardziej pić, alkohol wydawał się
wpływać na
to, co oglądałem. Zamiast nadal dostrzegać pozytywne cechy swojej żony,
widziałem już tylko jej wady. A im bardziej przyglądałem się tym jej
wadom, tym
stawały się one większe i pomnażały się. Ilekroć
mówiłem jej, że jest nikim,
ona wycofywała się coraz bardziej w nicość. Im więcej piłem, tym
bardziej ona
przygasała...Aż któregoś dnia w AA powiedziano mi,
że soczewki w moich
okularach działały odwrotnie; „odwagi, aby zmienić"
w
Modlitwie o Pogodę Ducha znaczy tyle, co zmień siebie,
a nie swoje
małżeństwo i naucz się akceptować swoją żonę, taką,
jaka ona jest. AA
podarowało mi nową parę okularów. Ponownie mogę skupiać się
na zaletach mojej
żony i obserwować jak one się mnożą i mnożą, i mnożą. To samo mogę
zrobić z
mityngiem AA. Im bardziej skupiam się na tym, jaki jest zły - za
późno się
rozpoczął, zbyt długie piciorysy,
palenie
papierosów-tym gorszy wydaje się być z każdą chwilą. Ale
kiedy skupię się na
tym, co mógłbym ja sam wnieść do tego mityngu, niż co w nim
jest złe - to ten
mityng staje się lepszy z każdą chwilą. Dzisiaj, staramy się z Max
mówić, co
czujemy, a nie, co myślimy. Kłóciliśmy się dużo przez nasze
różne poglądy, ale
nie możemy się przecież sprzeczać o to, kto co czuje. Mogę jej
powiedzieć, że
nie powinna myśleć w pewien sposób, lecz zdecydowanie nie
mogę jej zabrać prawa
do odczuwania, tak jak ona to czuje. Kiedy bazuje- my na uczuciach,
poznajemy
siebie samych i drugiego o wiele lepiej?
...Nie
było łatwo
pracować nad naszym związkiem z Max.
Wręcz
przeciwnie, najtrudniejszy odcinek pracy na programie był przerabiany w
moim
własnym domu, z moimi własnymi dziećmi i rzecz jasna, z Max.
Sądzę, że najpierw
powinienem był nauczyć się
kochać moją żonę i dzieci, a dopiero w drugiej kolejności nowego
członka AA. Stało
się jednak inaczej. W końcu, musiałem przetworzyć
każdy z Dwunastu Kroków specjalnie pod kątem Max, poczynając
od Pierwszego,
który mówi: „Jestem
bezsilny wobec
postawy Max, a moje życie domowe jest poza moją kontrolą", aż do Dwunastego, w którym to starałem
się myśleć o niej jak
o chorym członku Al-Anonu
i traktować ją z
miłością, jaką obdarzyłbym nowo
przybyłego do AA., Kiedy
tak postępuję, układa nam się
bardzo dobrze. Im
większe mam oczekiwania wobec
Max i innych ludzi, tym
mniejsza
jest moja pogoda ducha.
Sam wyraźnie dostrzegam, jak poziom
mojej pogody ducha podnosi się, gdy zmniejszam
swoje oczekiwania.
MITYNG 3/22/97
UWAGI SPONSORA
*
Nie
czekaj z Krokiem IV, aż będziesz lepszy, bez IV Kroku trudno być
lepszy. Jeżeli
coś ci się wydaje, że jest niezgodne z Tradycjami AA pamiętaj, że
najważniejsza
jest miłość a ty nie musisz brać udziału w wątpliwym przedsięwzięciu.
*
Nie
zaniedbuj uczestnictwa w mityngach, lecz jeśli już zaniedbałeś, to
pamiętaj, że
w każdej chwili, bez zbędnych wyjaśnień, możesz znów zacząć
aktywny udział.
*
Jeżeli
wydaje ci się, że wspólnota AA wymaga od ciebie czegoś
niemożliwego czy zbyt
trudnego, to sprawdź dokładnie, czy są to zalecenia AA.
*
Jeżeli
ktoś cię zrani, pomyśl, że uczynił to ktoś, kto jest takim samym słabym
człowiekiem jak Ty, a może nawet słabszym.
*
Każdy
mityng jest ważny, ale jeżeli drażnią cię wypowiedzi innych i nie
możesz wytrzymać,
spróbuj, przynajmniej na jakiś czas, poszukać innego
mityngu.
*
To
nieprawda, że jesteś sam. Szukaj wspólnoty. W samotności
alkoholik produkuje
złudzenia. Łatwiej przetrwać z innymi niż samemu.
*
Dopóki walczysz o
trzeźwość, masz szansę. Każdy dzień jest ważny.
W Wiązownej
koło Warszawy
Zespół
do spraw Informacji Publicznej
Regionu
Początek
spotkania urozmaiciły tańcem i recytacją dziewczęta z domu
dziecka. Przedstawienie zilustrowało wzruszające listy dziecka do
zmarłej mamy
i życie z ojcem – pijakiem – to było głębokie
przeżycie. Gratuluję
odwagi.
Miejscowe władze Urzędu
Gminy wraz z Parafią zmotywowały do udziału około 50 osób
zawodowo mających
kontakt z jeszcze cierpiącymi alkoholikami.
Proboszcz miejscowej parafii
wstępnie przybliżył nam, w oparciu o Ewangelię i przesłania religii
katolickiej, potrzebę niesienia nadziei chorym i samotnym. Jego
zaangażowanie
podnosiło na duchu. Spotkanie jak sądzę, zostało przygotowane i
poprowadzone
sprawnie i rzeczowo. Wzbogaceni doświadczeniami z poprzednich tego typu
przedsięwzięć nie popełniliśmy tych samych błędów.
Ze strony Regionu
Kolporter Krajowy
i
Regionalny – przedstawili ofertę literatury oraz biuletyny i
broszury AA.
Zaproszeni goście otrzymali teczki zaopatrzone w podstawowe ulotki
informacyjne, ofertę naszych książek i broszur, cenniki, sposoby
zamawiania jej
i płatności.
Za
to jesteśmy odpowiedzialni.
Wypowiedzi
alkoholików rotowały wokół istoty
głównego celu AA –
niesienia posłania jeszcze cierpiącym na chorobę alkoholową –
naszą
programową potrzebę dawania nadziei na godne życie bez alkoholu.
Podkreślono
nie odpłatność uczestnictwa w AA. Mówiliśmy o
samofinansowaniu się AA poprzez
własne dobrowolne datki, oraz o nie zwalczaniu czegokolwiek lub
kogokolwiek,
nawet własnej żony. Nieco bardziej przybliżyliśmy sobie znaczenie
anonimowości
(jednej z naczelnych zasad) w AA przy okazji pamiątkowych zdjęć.
Mówiliśmy o
wielkim znaczeniu dla duchowości zdrowiejącego alkoholika, podejmowania
nieodpłatnej służby w AA
dla innych współuczestników. Opowiadaliśmy o
sposobach przezwyciężania istoty
choroby alkoholowej – egoizmie i egocentryzmie,
charakterystycznych dla
tej przypadłości. Sposobem na wyzbycie się wad powinna być praca i
poświęcenie
dla dobra innych ludzi.
Mgr. Jerzy Jechalski
profesjonalnie wyjaśnił różnicę pomiędzy działaniem i celem
terapii a celem AA.
/ rozwinięcie można przeczytać w relacji z 18 Światowego
Mityngu Służb str.9
Art. „Wyłączność celu”/ „Terapeuci
kształtują charakter
przez poprawienie poczucia własnej wartości, podczas gdy AA
mówi o obniżaniu
ego.” Tradycja pierwsza mówi nam, że nie my
jesteśmy najważniejsi”.
Byliśmy zgodni, co do potrzeby wzajemnej współpracy,
rozwijania jej i
uzupełniania się wzajemnie w staraniach, aby niesiona pomoc przyszłym
pacjentom
i uczestnikom AA była najskuteczniejsza. Wraz z osobami obecnymi na
sali
odczułem chęć czynienia dobra i obecności Siły Wyższej,
jakkolwiek ją
pojmowaliśmy. Reakcje słuchających nas osób
– poruszenie, szczerość i
głębia wypowiedzi upewniły mnie że
było to ważne i
potrzebne spotkanie zarówno dla nas alkoholików
jak i dla słuchaczy,
profesjonalistów uczestniczących w tym mityngu. Potwierdziła
się duchowa prawda
AA: „czym
więcej dajesz, tym więcej
dostajesz”. Przy okazji poinformowaliśmy zebranych
o możliwości
szukania pomocy dla dzieci i rodzin alkoholików w Al.- aten
i Al.- anon. Ja
szczególnie wiele skorzystałem z tego
spotkania, spisałem i utrwaliłem ważniejsze spostrzeżenia, a dodatkowo
miałem
okazję przełamać tremę i skrępowanie wobec takiej ilości
znawców tematu.
Spotkanie zakończyliśmy łącząc się w tradycyjnym zamkniętym kręgu
uściśniętych
dłoni wraz z zaproszonymi gośćmi i odmówiliśmy, powtarzając
za prowadzącym,
deklarację AA:
„Jestem
odpowiedzialny”.
Chyba
nie tylko mnie udzieliła się serdeczna i rodzinna atmosfera?
Pozdrawiam – lechu02,
Redakcja biuletynu „MITYNG”
Regionu AA Warszawa.
Zapiski z
sanatorium w Nałęczowie.
Wybrałem
się na spacer. Dotarłem do głównej ulicy i na chwilę
zatrzymałem się przy
wystawie kwiaciarni. Kusiła swym wystrojem, przyciągała bogactwem
wystawionych
kwiatów. Szczególnie agresywną uwagę przyciągały
sztuczne kwiaty. Sprzedawca
zachęcał do zakupu. Mówił, że sztuczne kwiaty nie wymagają
stałej opieki a
jednak wyglądają jak żywe. Sytuacja ta uświadomiła mi jak wielka jest
różnica
między samym niepiciem a duchowym rozwojem z programem AA.
Przypomniałem sobie słowa
z październikowej SKRYTKI 2/4/3 z 2003 roku:
Jeśli trzeźwość
nie rodzi trzeźwości oznacza, że pewnie jej nie było, albo umarła jak
drzewo,
które uschło
pozbawione życiodajnego środowiska.
Alkoholik
trzeźwiejący dla samego
siebie czasami osiąga swój, egoistyczny cel, nawet jest
przydatny do stworzenia
pozorów niczym sztuczne kwiaty. Niestety życie nie polega na
pozorach. Dobrze
jest mieć komu przekazać
duch trzeźwości, który
odnalazłem w AA. Dziękuję Wam Przyjaciele, że jesteście i jesteście
żywi.
Póki żyjemy wszystko jest możliwe.
######### ZZA
KRAT ###############################
Żytkowice, dn. 07.04.2006r.
Ostatnimi
czasy mam sporo zajęć, choć nigdy nie narzekałem na nudę.
Również stawałem na
warunkowe zwolnienie i na razie jestem nadal
mimo, że
z 15 lat odsiedziałem 13 lat i 2 miesiące lecz widocznie tak musi być w
tej
schizofrenicznej Polsce gdzie z jednej strony mówią o
katastrofie więziennictwa
a z drugiej nie chcą dać szansy takim jak ja – bo nie jestem
w tym
odosobniony – aby zaczęli naprawiać to co w pijanym amoku
zniszczyli.
Odnośnie
grupy to są jak wszędzie wzloty i upadki,
ale najważniejsze, że działa i wszystko to jakoś się kręci. Wystarczy
tylko
powiedzieć, że ja ze swojej strony spełniłem w 100% obietnice
jakie składałem na 15-tej rocznicy naszej grupy, a jeżeli
chodzi o
administrację więzienia to z nimi jest strasznie ciężko coś załatwić, a
wyjścia
na mityngi na wolność też okazały się nie możliwe (mimo że jesteśmy na
oddziałach półotwartych R-2) i to jest paranoja, z
którą nie potrafię się
uporać. Dobrze, że odwiedzają nas systematycznie alkoholicy z zewnątrz
tak z
garbatki jak też z Radomia bo
to zawsze pomaga w tym,
aby mityngi nie były takie schematyczne typu: że jeden mówi,
a reszta słucha,
itp. Doszedłem do tego, że robię już dwa kroki w przód i
jeden w tył.
A obecnie
jestem w lekkim odwrocie i to nie
dlatego, że czegoś się boję lecz z rozsądku bo nie
rozbiję gołymi rękami muru i muszę się na razie z tym pogodzić.
Lecz
dobrze, że to co
osiągnęliśmy zostało bo to jest najważniejsze.
Nie
mogę się doczekać mityngu na wolności
bo od
13 lat nie piję, lecz tutaj i dlatego nie miałem sposobności być na
wolnościowym mityngu.
Mam
nadzieję, że u Was tylko takie są problemy, a nie macie nic
poważniejszego.
Pozdrawiam
grupę „NIMB” od grupy
„SKARABEUSZ”
POGODY DUCHA
Zmiany
Warszawa
31.03.2006
Witam wszystkich
czytelników
„MITYNGU”
Mam
na
imię Krzysztof i jestem alkoholikiem. W chwili obecnej przebywam na
terapii
odwykowej „Atlantis”
w AS Warszawa
Mokotów. Bardzo się cieszę, że mogę napisać do was kilka
słów i podzielić się
swoimi doświadczeniami zarówno z życia jak i terapii. W
swoim dotychczasowym,
trwającym 31 lat życiu, poszukiwałem szczęścia.
Gdzieś
tam
się o nie ocierałem, ale nigdy go nie doświadczałem w takim stopniu jak
teraz.
Uważam, że szczęście to nie coś, co możemy osiągnąć, do czego możemy
dojść
dzięki materialnym zdobyczom, czy tez przez wykonywanie dobrych
uczynków.
W
pewnym
stopniu może, to dać nam szczęście, ale tą drogą nie uzyskałem pełnego
szczęścia.
Moje życie było jednym nieszczęściem. Jako młody chłopak straciłem rodziców. Mama zmarła kiedy miałem 8 lat, a zaraz potem zmarł mój tato. Wychowałem się w domu dziecka, w którym nauczyłem się pić i kraść. W moim życiu wszystko potoczyło się bardzo szybko. Z domu dziecka musiałem uciekać bo groził mi poprawczak. Jakiś czas ukrywałem się u cioci we Włocławku. Potem zamieszkałem w Nieszawie, gdzie przyszedłem na ten zwariowany świat. Otrzymałem kawalerkę od Pana Burmistrza i czułem się panem wszystkiego. Totalny luz i swoboda. Nikt mi nie mówił jak mam żyć i co robić. Pasowało mi to, bo lubiłem być „wolnym” człowiekiem. Prawda była zupełnie inna, gdyż wtedy właśnie piłem coraz więcej i z dnia na dzień stawałem się więźniem alkoholu. Alkohol tak silnie wpływał na moje życie, że sam nie umiałem sobie z nim poradzić. Stawałem się coraz bardziej bezradny. Mój alkoholizm nabrał gigantycznych rozmiarów. Piłem ciągami nawet do 10 miesięcy. Nawet wymuszone przerwy abstynencji, kiedy lądowałem na Detox, nie odstraszyły mnie od picia. Piłem cały czas nie zwracając uwagi na straty wynikające z tego w moim życiu. Straciłem dziewczynę po 5 latach. Powiedziała, że nie chce żyć z alkoholikiem, który wynosi z domu rzeczy na chlanie. Stało się to na wiele lat dobrym powodem do picia. Straciłem mieszkanie, wolność, przyjaciół, którzy mi ufali. Zostałem sam z alkoholem i kumplami od picia, którym były potrzebne moje pieniądze. Dzisiaj jestem wdzięczny mojej Sile Wyższej, Bogu i Jezusowi Chrystusowi oraz przyjaciołom z AA. Bogu, bo otworzył mi oczy na alkoholizm i straty z tego płynące. Przyjaciołom z AA (Włodkowi), który daje nam wsparcie przychodząc tu do nas. Wojtkowi, Zbyszkowi, którego polubiłem za jego pokorę, Arturowi, Darkowi i wszystkim których nie wymieniłem – dziękuję i jestem wdzięczny za wasze „żywe” świadectwo trzeźwego alkoholika, że można być szczęśliwym bez alkoholu. Dziękuję wam i róbcie to dalej bo to naprawdę pomaga innym osiągnąć trzeźwość (przynajmniej mnie pomaga). Dziękuję Bogu, że znalazłem się w ZK i na „Atlantisie”, bo dzięki temu żyję. Wiedza, którą zdobyłem na terapii jest dla mnie bardzo cenna. Jestem wdzięczny terapeutom za okazanie mi „twardej miłości”. Wierzę głęboko w to, że nabyte przeze mnie doświadczenia zaowocują w przyszłości i że moja wiara w Siłę Wyższą w Jezusa Chrystusa na pewno mi w tym pomoże. Dzisiaj jestem szczęśliwym człowiekiem, gdyż ogromne szczęście daje mi Bóg, przyjaciele ze wspólnoty, mimo że byłem na dnie. Nie chcę pić alkoholu, bo nie chcę wrócić do tego bagna z którego wyszedłem i nie chcę tak młodo odejść z tego świata. Nie chcę spędzić całego życia za kratami więzienia i stracić to, co już osiągnąłem. Życzę wszystkim wam drodzy czytelnicy tego szczęścia, które jest darem od Boga. Moim szczęściem jest J.CH, wspólnota AA i Trzeźwość. POGODY DUCHA NA CO DZIEŃ I SIŁY W ZMAGANIACH – życzy przyjaciel na szlaku.
Krzysztof
AA
Moim marzeniem jest wrócić tu jako wolny
człowiek i
oddać to, co tutaj dostałem.
Drodzy przyjaciele!
Bardzo
chciałem napisać ten artykuł, ale długo to odwlekałem. Dzisiaj moim
postanowieniem było to, że w końcu go napiszę.
Mam
na imię Mariusz, jestem alkoholikiem, narkomanem, który
pisał już do
biuletynu MITYNG-jako pensjonariusz Zakładu Karnego. Dzisiaj jako WOLNY
człowiek chciałem podzielić się tym, co dało mi to, że trafiłem do
wspólnoty AA
w ZK. Na pewno nie będzie to kłamstwem, gdy napiszę, że przełomowym
momentem w
moim życiu było właśnie to, że trafiłem na mityng na Białołęce. Duży
wpływ na
moją pozytywną reakcję miało to, że spotkałem tak wspaniałych ludzi,
którzy
nieśli posłanie. Byli to ludzie, którzy z takim poświęceniem
przychodzili z
zewnątrz. To dzięki nim mój wypaczony umysł i zdegenerowana
hierarchia wartości
zaczęła ulegać zmianom. To dzięki temu, że ich słuchałem zaczynałem
zrywać ze
swoim starym tak koszmarnym życiem.
Dzisiaj
w pełni świadomie mogę napisać, że dzięki tym ludziom zacząłem
stawać się szczęśliwym człowiekiem. Muszę się pochwalić, że wtedy
gdy byłem jeszcze po tamtej stronie muru, powiedziałem na
mityngu coś
takiego:
„Moim
marzeniem jest wrócić tu jako wolny człowiek i oddać to, co
tutaj dostałem”. Drodzy przyjaciele to marzenie
już spełniłem. Byłem
na mityngu w ZK jako WOLNY człowiek. Nie będę ukrywał, że gdy to piszę,
to na
samo wspomnienie tamtych chwil łzy cisną się do oczu i na pewno w miarę
swoich
możliwości będę tam wracał. Oczywiście jako WOLNY człowiek nie jako
pensjonariusz. To Białołęka była przysłowiowym kamieniem węgielnym
mojej
trzeźwości i wspaniali ludzie, którzy tam przychodzą. Tu
kieruje wyrazy
wdzięczności dla Henia, Krzysia, Eli, Grażynki, Tadzia,
Zygmunta-jesteście
kochani. Miałem też szczęście trafić na fantastyczne panie psycholog
Małgosię i Marzenkę.
Drodzy
przyjaciele, nie zapominajmy o takich miejscach jak ZK, bo ludzie którzy tam
przychodzą przynoszą nadzieję.
Może
czeka tam kolejna dusza, która krzyczy o pomoc. Zdaję sobie
sprawę,
że ciężko jest się przebić w takim środowisku gdzie lepiej zbudować
sobie
wizerunek twardziela, ale można i tak jak ja, zrzucić maskę i zawalczyć
o
siebie, może kolejny raz uda się komuś to zrobić.
Jestem
na wolności od 7.12.2005. Jednym z moich pierwszych kroków,
było
to, że trafiłem na grupę AA, tutaj na wolności. Ma ona wspaniałą nazwę
OPOKA i
taką właśnie dla mnie jest. To w niej umacniam się i uczę życia na
nowo.
Napiszę wam, że życie wcale nie jest kolorowe, ale dzięki temu, że są
wokół
mnie wspaniali przyjaciele, przyjmuję życie takie
jakim
jest. Tutaj nie mogę zapomnieć o szczególnych
podziękowaniach mojemu kuzynowi
Zbyszkowi i jego żonie Dorocie, mojej kochanej siostrzyczce Magdzie i
mojemu
bratu Piotrkowi i jego rodzinie oraz grupie AA OPOKA. To właśnie tym
ludziom
zawdzięczam to, że stopniowo odzyskuję sens życia. Wielkie
dzięki za
wsparcie, które od Was otrzymuję!
Oczywiście
cały czas wielkim oparciem nadal są dla mnie przyjaciele z
Warszawy i jak Bóg da, to spotkamy się 7.05 na mojej
II rocznicy.
Moi
drodzy, fajnie jest być
trzeźwym i wiem jedno
– warto być trzeźwym człowiekiem, nie
wstydzić się ludzi, z
podniesioną głową, patrzeć drugiemu człowiekowi w oczy.
PS:
Byłbym zapomniał. Droga Elu wielkie dzięki za tak prawdziwe
kuchenne rozmowy.
Cieszę
się, że Cię poznałem.
POGODY
DUCHA
-
Mariusz alkoholik, narkoman.
Dziś na moim macierzystym mityngu trzy osoby zgłosiły chęć zaprzestania picia. Młody nieśmiały chłopak, atrakcyjna młoda kobieta i sterana życiem (i piciem) staruszka. Wzruszający i skłaniający do refleksji moment… Wzruszam się gdy widzę kolejnych ludzi, którzy próbują wyrwać się z tego wciągającego coraz głębiej bagna samotności, upokorzenia i wstydu. I ciągłej złości. Złości na ludzi, ale przede wszystkim na siebie. Wzruszam się bo widzę siebie przed zaledwie i już dwoma laty...
Piliśmy (żona i ja) nawzajem obarczając się winą za wszystkie nasze niepowodzenia. Strasznie dokuczało mi picie mojej żony i nakłaniałem ją do podjęcia terapii. Zgodziła się w końcu, ale pod warunkiem, że pójdziemy na nią razem, żeby przy ludziach wreszcie mogła wygarnąć mi jaki to ja jestem. Zgodziłem się. Nieważne co dalej. Byle przestała tak pić. Ale w poradni, podczas pierwszej rozmowy, wówczas jeszcze nie Ania tylko Pani Psycholog powiedziała, że dostrzega u mnie "osiowe objawy uzależnienia"! Poczułem się tym mocno urażony, ale skoro obiecałem, zostanę na terapii. Niezależnie od tego co tu się będzie na mój temat mówić. Przecież to dla dobra żony! Nie chciałem wtedy słuchać nikogo, doskonale, lepiej niż ktokolwiek inny wiedziałem co jest dla mnie dobre, czego mi potrzeba, a co jest zbyteczne. Kiedy opuściłem jedno spotkanie grupy, terapeutka określiłem to wtedy "za karę", zaproponowała mi w zamian dwa mityngi. Tak więc na pierwszy mityng nie poszedłem tylko zostałem wysłany. Nie wiedziałem co to jest mityng, na czym to polega, ale wiedziałem, że to raczej zajęcie nie dla mnie. Cóż, wtedy nie czułem się alkoholikiem. Potrafiłem jedynie ulegając wymowie faktów przyznać w myślach: "niech wam będzie. w pewnym stopniu można mnie uznać za alkoholika".
Do wspólnoty zostałem przyjęty u "PI M-a". Mityngi odbywały się wtedy jeszcze w dawnej kawiarni. Zgłosiłem się jako nowicjusz, powiedziałem. że chce przestać pić. Byłem trochę rozżalony, trochę zły, że obcy ludzie wtrącają się w moje sprawy. Nie rozumiałem dlaczego mam o tym mówić i to publicznie, skoro nie piję już kila miesięcy i świetnie sobie radzę i poradzę! Poza tym wszyscy się tam znali, pozdrawiali, witali... Czułem się obco.
A kiedy rozległy się oklaski poczułem już wręcz niesmak. "Po co ten cały teatr? Kogo to obchodzi, że ja nie chcę pić? Wam to dobrze. nie pijecie już długo, poustawialiście się w tym waszym AA - pomyślałem. Czułem się gorszy i odnosiłem się z lekceważeniem do, jak uważałem, napuszonego ceremoniału mityngu, do ludzi którzy w nim uczestniczyli. Wtedy wszystko, co było przyjazne proste budziło we mnie nieufność. Nie umiałem wierzyć sam sobie jak więc miałem ufać innym. Nie lubiłem siebie jak więc miałem lubić innych. Zbroja którą sobie zafundowałem wtedy, kiedy piłem była trochę już sfatygowana, ale leżała na mnie jeszcze całkiem nieźle. Później zachęcony przez przyjaciółkę z grupy terapeutycznej zacząłem bywać na innym mityngu. Nie byłem do końca przekonany, że tego chcę, ale chodziłem bo nie chciałem na terapii wysłuchiwać, że nie uczestniczę w mityngach. Zacząłem pomagać jej w myciu szklanek. Odzywałem się rzadko bo uważałem, że nie mam zbyt wiele do powiedzenia. I nagle zaskoczenie! Pada propozycja, abym to ja poprowadził ten mityng! Tydzień wahałem się czy ją przyjąć. Zdecydowałem się dopiero wtedy, kiedy uświadomiłem sobie, że pierwszą moją myślą było: Jeśli się zgodzisz i cię wybiorą to na rok jesteś "przylutowany" do tego mityngu. Bardzo szybko moja hipokryzja wyparła tę myśl. Zastąpiła ją wykrętem w rodzaju: Czy ja na to zasługuję? Czy nie wbije mnie to w pychę? Czy dostatecznie długo trzeźwieję?
Prowadzę ten mityng już klika miesięcy i cały czas peszy mnie kiedy zabierający głos mówi patrząc na mnie. Tak jakbym był kimś ważniejszym od innych w sali.
I łamie mi się ze wzruszenia głos, kiedy czytam 3 tradycję i pytam nowo przybyłego:
Czy chcesz przestać pić?
Piotr Alkoholik
Ta
wiedza, ta cenna znajomość metody działania była wciąż w rękach zbyt
małej
liczby z nas. Czy każdy alkoholik musi przyjechać do Nowego Jorku czy Akron, aby wydobrzeć? Nie, taki
warunek nigdy nie mógł być
spełniony
-
po prostu to było nie realne. Jak więc rozpowszechniać nasze
posłanie?”
„AA Wkraczają w
dojrzałość” str
99
Niesiemy posłanie
do
Zakładów Karnych
06-maja w naszym
Piku,
odbyliśmy spotkanie warsztatowe. Poprowadził
Darek z „Warsu”.
Celem było wysunięcie wniosków, jak , zachęcać
kolejnych przyjaciół do odwiedzania ZK, jak możemy
podziękować służbom
więziennym za dotychczasową współpracę i okazane nam
zaufanie, jak możemy
podnieść naszą skuteczność niesienia posłania?
Przyjaciele
o wieloletnim stażu w tej służbie podzielili się z nami bieżącymi
doświadczeniami:
* Często
mityng nie odbywa się, gdy nie ma nikogo z zewnątrz (brak chętnych).
Indywidualne rozmowy w swojej grupie AA o wsparcie, przynoszą lepsze
wyniki niż
suche ogłaszanie apelu do wszystkich bezosobowo.
* specyfika
miejsca pobytu, nie pozwala więźniom zabierać głosu, uczestniczą ciągle
te same
osoby z wolności nie wnosi to urozmaicenia w przebiegu mityngu.
* mała
dostępność literatury i plakatów informacyjnych o AA w ZK.
Ginąca literatura w
grupach zakładów karnych wskazuje na zainteresowanie nią.
Nie wystarczy ją
tylko nosić
lepiej
ją znać i wskazywać na sposób korzystania z niej, wskazywać
zawarte w niej treści wówczas posłanie nie przybiera wymiaru jedynie
„spikerki”.
*
regulaminy ZK utrudniają często uczestnictwo w mityngu AA
skazanym, wymianę
korespondencji, do naszych biuletynów, ale nie możemy
domagać się na to wpływu,
jedynie możemy się jak najlepiej się do nich przystosować. Nikt w ZK
nie jest w
nagrodę.
A
my korzystamy jedynie z przychylności służb ZK, za co jesteśmy
wdzięczni.
* wiele
utrudnień ze strony ZK udało się złagodzić dzięki zmianie postawy
łącznika
opiekującego się danym ZK. Można czasem zadbać o podziękowanie
naczelnikom
nawet za najdrobniejszy gest życzliwości i przychylności. Być może,
niechęć
wynika czasem z przypadków nadużywania jej w przeszłości.
* czym się
różni mityng wolnościowy od takiego w ZK
? Padło
ciekawe pytanie.
Pozostawmy
to do wyjaśnienia „wprowadzającym” na mityngi w ZK, ponieważ różnice
mogą się znacznie zmieniać w każdym
przypadku. Warto przełamać obawy i lęk przez osobiste sprawdzenie.
W
trakcie ponad 2 godzinnego spotkania uformowały się konkretne wnioski,
których realizacja, może dać nam mądrość i siłę do
spełnienia założeń tego spotknia.
1.
Zespół ds. ZK i RR zwróci się z prośbą do BSK AA
o wznowienie
wydruku ulotki, wkładki ze Zdroju - „AA w Zakładzie
Karnym”.
2.
W porozumieniu z zespołem Informacji Publicznej spróbujemy
zorganizować pojedynczo na terenie konkretnych ZK spotkania
informacyjne o AA
dla terapeutów i służby więziennej. Łącznicy Intergrup
proszeni są o gromadzenie spisu zainteresowanych osób ze
środowiska ZK i
przekazanie ich do zespołu.
3.
Zwracamy się do łączników intergrup
ds.
ZK o przedyskutowanie potrzeby ustalenia stałej kwoty w intergupach
na zakup potrzebnej literatury i ulotek. I przedstawienie głosu na
najbliższej
Radzie Regionu .
4.
W porozumieniu z innymi Regionami spróbujemy zorganizować
Ogólnopolskie Spotkanie
ds. ZK, w formie warsztatów dla
AA. Za przykładem kolporterów.
5.
Następne spotkanie warsztatowe, w tym temacie ustaliliśmy na 02
września, sobota, g. 15-oo, PIK. Zapraszamy
wszystkich
zainteresowanych.
Łącznicy
intergrup ds. ZK
spotykają się w
każdy czwarty czwartek w PIK o godz. 18-oo.
Relację
przygotowała Redakcja Mityngu
Gotowość do zmian
Wiele
lat temu już widziałem, że coś jest nie tak, że muszę coś zmienić, lecz
tylko
obiecywałem i nic nie robiłem. Nawet wtedy, gdy życzliwi ludzie
podpowiadali,
wskazywali a nawet prosili - zrób coś ze sobą bo masz
problem – nie reagowałem a nawet uważałem ich za
frajerów. Nie byłem
jeszcze gotów. Wiele cierpień i bólu musiałem
zadać najbliższym i męczarni
sobie, by stać się gotowy do zmian. Gdy to się stało - kilka lat temu
tak tego
nie nazywałem. Po prostu nie umiałem. Z miesiąca na miesiąc, z roku na
rok
powoli rozpocząłem odbudowę pokory, tolerancji i akceptacji. Gdy
zaczęła
nabierać wartości myśl zawarta w tekstach kroków i tradycji,
powoli rozpoczął
się tworzyć we mnie proces gotowości do zmian. I tak krok I - uznałem,
że
jestem bezsilny wobec alkoholu i co dalej? Tu pomogła mi tradycja III,
która
mówi, że trzeba spełnić tylko jeden warunek (chęć
zaprzestania picia). Tak więc
stałem się gotów do zmian. Początkowo z
konieczności, a dziś z przyjemnością dążę do zmian. Pamięć o tych
wszystkich
męczarniach i cierpieniach oraz przykrościach wyrządzonych najbliższym
dodaje
mi chęci, ale i sił by być gotowym i czujnym dzień po dniu. Dziś moja
gotowość
do zmian, choć z oporami ale
postępuje. Jeżeli wchodzi
coś nowego dla mnie Staśka
alkoholika, coś
nieznanego, owszem wyrażam swoje obawy, a nawet czasami
próbuję oponować w
końcu ustępuję, po prostu trzeba spróbować tego nowego.
Zawsze można powrócić
do starych rozwiązań. Tak na dzień dzisiejszy wygląda moja gotowość do
zmian.
Tekst kroku VI – czytamy na każdym mityngu. Przez długi czas był tylko tekstem. Nie zastanawiałem się w ogóle nad znaczeniem jego treści. Kiedy uczciwiej wgłębiłem się w znaczenie kroków od I do V, wtedy krok VI nabrał znaczenia. Dziś wiem, że bez pokory, prawdy moja droga do gotowości byłaby niemożliwa. Nie byłoby gotowości do pracy nad sobą, a bez pracy nad sobą przy pomocy kroków i tradycji nie byłoby Trzeźwienia. Przyjemność trzeźwego życia sprawia, że przyjemnie jest być gotowym do życia.
Gotowy do zmian „StAA”
....Wiele
czasu poświęcałem na pisanie listów,
robienie notatek, spisywanie poleceń i spisów zadań do
wykonania dla Max, która
była nadal oficjalną pielęgniarką w moim gabinecie, odpowiedzialna za
to, żeby
wszystko szło swoim torem, gdy ja byłem odizolowany. Trzeba być
naprawdę
chorym, żeby robić coś takiego, ale trzeba być nie mniej chorym, by
przychodzić
codziennie po te moje polecenia, jak robiła to Max.
Dzisiaj nie musimy już tak żyć. Max nadal pracuje ze mną w moim
gabinecie, lecz
naszą wolę, nasze życie i naszą pracę powierzyliśmy opiece Boskiej.
...W swojej
obecności przerabialiśmy na głos
Trzeci Krok - właśnie tak, jak nakazuje to robić Wielka Księga A życie
staje
się prostsze i łatwiejsze, gdy próbuję zmienić moje stare
myślenie i zająć się
raczej swoim wnętrzem poprzez Dwanaście Kroków, pozwalając
by świat zewnętrzny
troszczył się sam o siebie.
.... Wydawało
mi się, że jedyne, o czym oni gadali
na mityngach, to było picie, picie, picie. Aż miałem pragnienie. Ja
chciałem
rozmawiać o swoich „wielkich" problemach; picie było jednym z
mniejszych. I wiedziałem dokładnie, że zrezygnowanie z
„jednego drinka
każdego dnia niczego szczególnego nie wniesie w moje życie.
W końcu, po siedmiu
miesiącach, postanowiłem spróbować. Aż do dnia dzisiejszego
nie mogę wyjść z
podziwu, jak wiele moich problemów, z których
większość, w moim przekonaniu,
nie miała nic wspólnego z piciem, udało mi się rozwiązać,
lub po prostu
przestały one istnieć - odkąd przestałem pić.... Przed naszym ślubem,
kiedy Max
była nieśmiałym, szczupłym podlotkiem, dostrzegałem w niej cechy,
których inni
być może nie dostrzegali: urodę, wdzięk, radość życia, łatwość w
nawiązywaniu
kontaktów, poczucie humoru i wiele innych pięknych cech. To
wyglądało tak,
jakbym miał, zamiast dotyku Midasa, jakiś powiększający wszystko zmysł,
który
potęgował wszystko, na czym się skupiałem. W miarę upływu lat, te dobre
cechy
Max rosły i rosły w moich oczach a potem pobraliśmy się i wszystkie te
cechy
stały się jeszcze bardziej oczywiste i byliśmy coraz bardziej
szczęśliwi razem.
Lecz w miarę, jak zacząłem coraz bardziej pić, alkohol wydawał się
wpływać na
to, co oglądałem. Zamiast nadal dostrzegać pozytywne cechy swojej żony,
widziałem już tylko jej wady. A im bardziej przyglądałem się tym jej
wadom, tym
stawały się one większe i pomnażały się. Ilekroć
mówiłem jej, że jest nikim,
ona wycofywała się coraz bardziej w nicość. Im więcej piłem, tym
bardziej ona
przygasała...Aż któregoś dnia w AA powiedziano mi,
że soczewki w moich
okularach działały odwrotnie; „odwagi, aby zmienić"
w
Modlitwie o Pogodę Ducha znaczy tyle, co zmień siebie,
a nie swoje
małżeństwo i naucz się akceptować swoją żonę, taką,
jaka ona jest. AA
podarowało mi nową parę okularów. Ponownie mogę skupiać się
na zaletach mojej
żony i obserwować jak one się mnożą i mnożą, i mnożą. To samo mogę
zrobić z
mityngiem AA. Im bardziej skupiam się na tym, jaki jest zły - za
późno się
rozpoczął, zbyt długie piciorysy,
palenie
papierosów-tym gorszy wydaje się być z każdą chwilą. Ale
kiedy skupię się na
tym, co mógłbym ja sam wnieść do tego mityngu, niż co w nim
jest złe - to ten
mityng staje się lepszy z każdą chwilą. Dzisiaj, staramy się z Max
mówić, co
czujemy, a nie, co myślimy. Kłóciliśmy się dużo przez nasze
różne poglądy, ale
nie możemy się przecież sprzeczać o to, kto co czuje. Mogę jej
powiedzieć, że
nie powinna myśleć w pewien sposób, lecz zdecydowanie nie
mogę jej zabrać prawa
do odczuwania, tak jak ona to czuje. Kiedy bazuje- my na uczuciach,
poznajemy
siebie samych i drugiego o wiele lepiej?
...Nie
było łatwo
pracować nad naszym związkiem z Max.
Wręcz
przeciwnie, najtrudniejszy odcinek pracy na programie był przerabiany w
moim
własnym domu, z moimi własnymi dziećmi i rzecz jasna, z Max.
Sądzę, że najpierw
powinienem był nauczyć się
kochać moją żonę i dzieci, a dopiero w drugiej kolejności nowego
członka AA. Stało
się jednak inaczej. W końcu, musiałem przetworzyć
każdy z Dwunastu Kroków specjalnie pod kątem Max, poczynając
od Pierwszego,
który mówi: „Jestem
bezsilny wobec
postawy Max, a moje życie domowe jest poza moją kontrolą", aż do Dwunastego, w którym to starałem
się myśleć o niej jak
o chorym członku Al-Anonu
i traktować ją z
miłością, jaką obdarzyłbym nowo
przybyłego do AA., Kiedy
tak postępuję, układa nam się
bardzo dobrze. Im
większe mam oczekiwania wobec
Max i innych ludzi, tym
mniejsza
jest moja pogoda ducha.
Sam wyraźnie dostrzegam, jak poziom
mojej pogody ducha podnosi się, gdy zmniejszam
swoje oczekiwania.
MITYNG 3/22/97