MITYNG 07/109/2006
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
Rozpoczęły się kolejne wakacje w trzeźwości. To czas kłopotliwych sytuacji w trakcie wypoczynku i podróży. Naszpikowane budkami piwnymi plaże, wagony restauracyjne, przepełnienie, tłok, nerwowość. Trudno oczekiwać, że ktokolwiek zadba o nas lepiej niż my sami. Warto pamiętać o zabraniu kieszonkowych wydań naszej literatury, czy broszur. Być może w miejscu wypoczynku odbywają się mityngi AA może warto mieć taki wykaz, numery telefonów zaufanych przyjaciół? Codziennie od 16-oo dyżurują przy Regionalnym telefonie PIKu nasi przyjaciele. Wielu z nas planowało i oszczędzało pieniądze na letnie wyjazdy. Tego nauczyło nas AA. Usłyszałem niedawno jak jeden ze skarbników każdą zbiórkę z kapelusza dzieli na dwie części: jedno pudełeczko 60% na wydatki grupy (sala, kawa, paluszki, itp…), drugie 40% na pozostałe potrzeby (intergrupa, region, BSK, ulotki, itp..). Daje to jawność i przejrzystość gospodarowania skarbnika grupy powierzonym dobrem, przybliża cel każdej grupy AA, uczy odpowiedzialności. Gdy przyszło do zakupu kwiatów na święto kościelne, które ta grupa tradycyjnie, co roku przekazywała, okazało się, że w pierwszym pudełku jest zbyt mała kwota na ten cel. Padły propozycje, aby dobrać brakującą część z drugiego. Zgodnie z sugestiami do 7 tradycji „sumienie” grupy postanowiło jednak zwiększyć bieżące datki, a odłożoną kwotę w drugim pudełku pozostawić w całości na wyznaczony cel - posłanie AA. Ta opowieść przypomniała mi jak trudno było nauczyć się planowania wydatków i gospodarowania posiadanymi środkami. Mandatariusze naszego Regionu relacjonują nieraz zupełnie przeciwstawne przykłady zatracenia „sumienia” swoich grup: brak chętnych do niesienia posłania, brak chętnych do służb, brak pieniędzy w „kapeluszu” na podstawowe wpłaty, czy zakup literatury AA, a równocześnie huczne obchodzenie rocznic często za dotacje miejscowych Urzędów. Z tego też powodu przełożyliśmy w ostatniej chwili termin i miejsce ostatniej Regionalnej Konferencji Służb AA. Cóż, każda grupa jest niezależna… brzmi znajomo, ale wygląda jakby inaczej. „Osobiste ambicje składamy na ołtarzu wspólnego dobra”. Też fajne! Przypominam, że funkcjonuje plan urodzinowy dla poszczególnych AA i Grup AA obchodzących swoje święto. Darowizny można przekazywać nawet anonimowo. BSK AA wydaje na życzenie ofiarodawców okolicznościowe laurki!
Lechu02-MITYNG
Anonimowe dawanie?
“Anonymous
giving?” AA Grapevine,
july1980
Jako
nowy w AA, pojmowałem tradycję siódmą bardzo prostolinijnie.
To miało sens - na moich spotkaniach kupowano literaturę, napoje i
ciastka, więc łatwo było podejść i wrzucić do kapelusza pieniądze na ten
fundusz.
Uczestniczyłem w tym jarmarku, jadłem, piłem, więc poczuwałem się do
składki na te cele - dostawałem wówczas coś w zamian.
Gdy nauczyłem się więcej o tradycjach AA pojąłem znaczenie
„niezależności finansowej”. Nikt w związku z naszymi datkami czy
darowiznami nie mógł nam mówić, na co mamy przeznaczać swoje pieniądze,
ograniczać „Nas”- komu i jak możemy pomagać. W związku z tym żadna
instytucja ani organizacja nie mogła wstrzymać finansowania. Byłem przekonany,
że zrozumiałem treść siódmej tradycji. Podczas jakiejś wypowiedzi dotarło do
mnie, że moje wcześniejsze pojmowanie tej tradycji było, w prawdzie zgodne z
przesłaniem, lecz bardzo niepełne. Nie usłyszałem dotąd końcówki tradycji
siódmej, która mówi o mojej odpowiedzialności jako jednostki i mojej
odpowiedzialności wobec AA jako całości.
To była ważna lekcja, która pokazała mi moją wcześniejszą
nieodpowiedzialność i niedojrzałość. Teraz dostrzegłem na pewno, czemu służy
siódma tradycja. Dziś mam inny pogląd na ideę przesłania, które ona niesie.
Podczas podróży drogą nowego szczęśliwego życia
W
latach mojego picia alkoholu uchodziłem za hojną osobę. Nie pamiętam, abym
kiedykolwiek poświęcał czas, pieniądze, uwagę, albo jakiekolwiek rzeczy i nie
myślał wówczas, co otrzymam w zamian - choćby podziw czy poparcie. Chciałem,
aby ludzie lubili mnie lub, chociaż tolerowali. Gdybym zrobił dla nich więcej,
może interesowaliby się mną bardziej? Dawanie utwierdzało mnie w przekonaniu o
mojej nieomylności i poczuciu wyższości i władzy nad innymi.
Dawanie w zgodzie z duchem siódmej tradycji było dla mnie całkowicie nowym
doświadczeniem, bo to było anonimowe dawanie. Nikt nie wiedział ile
dałem. Stawałem się równy z tym, który być może w ogóle nie dał. Nie jest
ważne, czy dostanę jako jednostka coś w zamian za swój wkład, ważne jest
jedynie, aby zostały zaspokojone potrzeby grupy. To doświadczenie pokazało mi
jak mogę dawać na zewnątrz - nie oczekując uznania. Przyjmowanie darowizn o
znacznej wartości nie jest pochwalane wśród AA, najczęściej przyjęcie tych
darowizn jest odmawiane. Podobne doświadczenia mam w poznawaniu innych Tradycji
i Kroków. Moje rozumienie ich ciągle pogłębia się, a wraz z tym próbuję
wprowadzać je w życie. Z wielką ciekawością i zapałem oczekuję na poznanie
kolejnych poziomów świadomości, które zostaną mi ujawnione.
Mickey H.,
Otrzymuję tak wiele za tak niewiele.
Z
zamiarem napisania do MITYNGU, nosiłem się od dawna, ale nie miałem okazji
(może odwagi), teraz się nadarza 7 tradycja, a
o pieniądzach
potrafi mówić „każdy”.
Gdy
trafiłem na swój pierwszy mityng zobaczyłem grupę zadowolonych z życia ludzi,
mieli gdzie się spotykać, były paluszki, ktoś poczęstował mnie kawą a na stole
stał kapelusz. Na koniec prowadzący przypomniał, że utrzymujemy się z
własnych dobrowolnych datków, a wiec do kapelusza wrzuciłem „za
kawę” tak wtedy myślałem. Później się dowiedziałem jaki
jest główny cel AA. Trzeba utrzymać punkt kontaktowy,
BSK, wydrukować literaturę i podjąć wiele ważnych
działań a do tego potrzebne są pieniądze i ja mogę w tym uczestniczyć poprzez
wrzucenie kilku monet do kapelusza. 7 Tradycja uczy mnie zachowania w życiu
codziennym. Gdy piłem i zdarzało mi się dysponować większą gotówką niż dziś, to
i tak mi zawsze brakowało i żyłem na kredyt. Dziś uczę się dysponować tym, co mam
i tak gospodarować pieniędzmi, aby mi starczało. Korzystając z doświadczeń
grupy przenoszę je w swoje życie poza AA. Tradycja ta
daje mi poczucie godności i niezależności bo dobrze
jest mieć świadomość tego, że jestem odpowiedzialny za swoje trzeźwienie,
dzięki tej tradycji mam poczucie przynależności do grupy. Uczestnicząc w
ostatniej Konferencji Regionalnej w Otwocku ogarnęło mnie przyjemne uczucie, że
ja też mam swój udział w jej tworzeniu poprzez wrzucanie dobrowolnych datków do
kapelusza, który stoi w mojej macierzystej grupie.
Otrzymuję tak wiele (trzeźwość) za tak niewiele.
Życzę
wszystkim Pogody Ducha – Robert
Zrzuta na trzeźwość
Pamiętam,
jak zrzucałem się na flaszkę – „ile masz?”, „co kupimy?”, „wchodzisz?”,
„brakuje”, „do nocnego?”, wyciągnięte ręce, drżące palce, niedopicie pod czaszką,
które było gorsze, niż urwany seks. Pamiętam te „zrzuty” w
mieszkaniach, to szukanie w portfelu, to przetrząsanie przegródek, liczenie
monet, to stanie pod bankomatem i wyciąganie banknotów, to słuchanie, czy
maszyna zaszeleści pieniędzmi, za które się dopiję, czy też wyświetli
przerażający napis: brak środków na koncie!
Bo kasa równało się picie.
A ostatnio zastanowiłem się, czy ja rzeczywiście tak dobrze i do głębi
pamiętam gdzie byłem, a gdzie jestem teraz? Czy daję temu wyraz, wrzucając
kilka złotych do kapelusza w przerwie mityngu, czy też…
”zapomnę” wrzucić… Bo... „ i
tak ważne, że jestem i dzielę się doświadczeniem”… Kiedy zacząłem
myśleć o tej chyba najczęściej „wymawianej” przez prowadzących
mityngi Siódmej Tradycji, to zadałem sobie pytanie
– co
tak naprawdę ta Tradycja dla mnie oznacza?
Odpowiedziałem sobie, że w niej właśnie wyraża się wiele wartości, o
jakich z takim zapałem opowiadam przy mówieniu na mityngu na
„zadany” temat, np. dotyczący Kroków i
Tradycji...
Po pierwsze – wdzięczność – najprostsze wyrażenie tego,
że ja tej Wspólnocie i temu Programowi zawdzięczam trzeźwość (życie). Dlaczegóż
to w czasie pijackich eskapad nie miałem oporów przed wydaniem jednej nocy
całej pensji, a teraz mi niejako „żal” wrzucić datek do kapelusza?
Czy potrafię wyrazić swoją wdzięczność poprzez najzwyklejsze dodanie swojego grosza
na potrzeby Wspólnoty, która uratowała mi życie?
Po drugie – pokorę – przez wrzucenie pieniędzy, uznaję
się słabym i nadal potrzebującym pomocy, ja dorzucam się do tego
„garnka”, bo wcale nie obrosłem w piórka, i zdaję sobie sprawę z
tego, jak blisko mogę być do dna...Jak blisko do takiego kapelusza, który
musiałbym już trzymać sam na własnych kolanach, siedząc na ulicy i żebrząc…
Dzieli mnie od tego jeden kieliszek.
Po trzecie - poczucie Jedności –
przez dorzucenie się do kapelusza uznaję się członkiem Wspólnoty Anonimowych
Alkoholików, daję swój wkład finansowy w utrzymanie się grupy, Intergrupy, Regionu
Po czwarte – anonimowość – pieniądze wrzucam anonimowo,
w małej kwocie. Nikt nie zapisuje mnie w złotych księgach, ani nie wystawia
kwitu, nikomu nie mogę się pochwalić moimi datkami do kapelusza – one są
proste i zwykłe… Skromne… Jak całe AA.
Po piąte wreszcie i chyba najważniejsze – miłość. Przez
wrzucanie tych drobnych datków do kapelusza dokonuję pewnego ważnego czynu.
Włączam się w niesienie posłania przez Wspólnotę Anonimowych Alkoholików i w
jej dążenie do głównego celu, jakim jest trwanie we własnej trzeźwości, ale
przede wszystkim zanoszeniem tej trzeźwości innym, cierpiącym alkoholikom. To z
moich złotówek wrzucanych do kapelusza utrzymuje się Punkt Informacyjno
Kontaktowy, albo BSK. To ja „zrzucam się”
na ulotki i literaturę, to między innymi z moich datków, tak jak z datków
wszystkich przyjaciół z AA, wydrukowano kalendarze i to moje grosiki mogły
pomóc wydrukować ten właśnie numer biuletynu Mityng. A zatem każda złotówka
wrzucona przez mnie do kapelusza to taki dar płynący z serca…
Który kiedyś trafi do innego serca. Tego kogoś, kto wciąż jeszcze
cierpi...
Dobrze się stało, że kiedyś Pan Bóg postawił na drodze założycieli AA
milionera – to w końcu Rockefeller przekonał Billa
i Boba, że tak świetna rzecz, jaką jest AA nie może być zbabrana
przez żądzę pieniędzy i władzy. Że pieniądze by nas zepsuły. Jako milioner
wiedział, co mówi. I to jest wskazówka dla mnie – VII Tradycja przypomina
mi, kim jestem i do czego mogę dojść, gdy dam się powodować własnymi ambicjami,
pychą i pędem do zaspokajania materialnych oczekiwań i innych instynktów.
Nie przyjmowanie dotacji z zewnątrz i utrzymywanie się z własnych, dobrowolnych datków daje nie tylko całej Wspólnocie, ale też mi osobiście, jeszcze jedną wartość, o jakiej nie wspomniałem wcześniej – wolność. Bycie w zgodzie z tą Tradycją zapewnia mi, alkoholikowi… bycie wolnym. Jako wolny człowiek zrzucam się teraz na trzeźwość, a nie tak jak kiedyś – na flaszkę.
Tomek
AA, grupa „W drodze”
Gdy wszystko zawiedzie......
We
wczesnych dniach trzeźwości często zachęcano mnie abym wziął udział w służbach
grupy. Nie miałem ochoty, ale byłem zbyt przestraszony, by odmówić. Jednak
szybko zauważyłem, że zawsze zyskiwałem wykonując drobne prace dla innych, nawet kiedy robiłem to z niechęcią. Aby myć szklanki
musiałem wracać do domu dużo późniejszym tramwajem. W domu często czekała żona
z kolejną porcją wymówek. Znalazł się sposób. Jak czasami kupiłem żonie
kwiatek, wtedy zarzuty były słabsze a z czasem wygasły. Za
to przy pracach porządkowych mogłem do woli nagadać się o swoich troskach.
Czułem ciepłe zainteresowanie; przyjaciele, z którymi razem braliśmy udział w
przygotowaniu mityngu kibicowali w moich dążeniach a ja w ich. Razem
przeżywaliśmy porażki, wtedy było łatwiej, a każdy sukces był świetną okazją do
radości. Oczywiście wszyscy na mityngu są przyjaciółmi ale
tych pierwszych zapamiętałem najlepiej. Do dziś cenię sobie wtedy zawarte
przyjaźnie. Równocześnie kto wie, czy doświadczenie
służby nie stało się dla mnie najważniejszym elementem mojego rozwoju, a nawet
pomogło odnaleźć sens w życiu. Ilustruje to pewien obrazek. Mam przed sobą
pustą kartkę.
Ona symbolizuje te życie, które mam przed sobą. Nie wiem, ile to jest ale mogę to życie zmarnować, jak dotąd się zanosiło,
albo rozsądnie wykorzystać. Wybór należy do mnie.
W czasie, gdy rozmyślałem nad tymi słowami minął kawałek życia. Odrywam
kawałek kartki. Mam też przeświadczenie, że gdy świadomie uczynię coś złego z
kartki ubywa większa część. I znów stoję przed wyborem. Mogę swoje życie
zmarnotrawić albo nadać mu sens, a czas upływa, kartki coraz mniej; już
upłynęła kolejna chwila, drugi raz jej nie dostanę..... Czy starczy życia by
jeszcze dokonać właściwego wyboru?
Kilka lat, które spędziłem we wspólnocie AA i jej służbach pozwalają mi
przedstawić taką drogę. Najważniejszym zadaniem na mityngu jest trzeźwość jego
członków, pomaganie sobie wzajemne w jej osiągnięciu, wzniecenie atmosfery
współpracy. Chętni przychodzą na mityng i słuchają wypowiedzi innych upewniając
się kim są. Następuje proces utożsamiania, ale co
zdarza się nie tak rzadko, bez przekraczania bariery przynależności do AA. Stąd wielu alkoholików na tym etapie kończy swą edukację . Niektórzy wracają do picia lecz inni nie piją i to im wystarczy.
Zresztą taki był również mój cel wstąpienia na pierwszy mityng, z tym, że
miałem chyba szczęście. Dosyć szybko stałem się członkiem grupy. Pewnie dlatego, że poczułem smak trzeźwości. Bo dla tych, co
chcą aktywnie podziękować za swą trzeźwość otwiera się możliwość służby w
grupie. Początkowo, są to zwykle prace porządkowe, potem skarbnikowanie,
prowadzenie mityngu, mandatariuszowanie, itp..
Okazuje się, że wspólnota AA jest daleko większa niż można zobaczyć z poziomu
grupy a Program AA to zupełnie coś innego niż pogaduszki na temat picia.
Funkcja mandatariusza pozwala na kontakt z Intergrupą,
w której stykamy się z problemami spoza macierzystej grupy. Zadaniem Intergrupy jest niesienie posłania AA, a więc przybliżenie
każdemu potrzebującemu pomocy alkoholikowi informacji o tym, że można żyć bez
alkoholu, jak znaleźć i zgłosić się po pomoc, a potem przekonanie, że Program
AA działa. Jest to trochę coś innego niż 12 Krok, gdy opowiadamy osobistą
historię. Tym razem bohaterem jest Program. Roznosi się ulotki informacyjne,
organizuje dotarcie do tych, którzy sami nie mogą do nas przyjść. Np. do
Zakładów Karnych, detoxów, ośrodków pomocy itp.. Lecz kto wie,
czy nie najważniejszy jest udział w dyżurach lokalnego punktu informacyjnego.
Na tę służbę jest bardzo duże zapotrzebowanie. Przedstawienie Programu wymaga
materiałów informacyjnych obowiązujących w całej naszej wspólnocie / oprawa
kolorystyczna jest
jednakowa na całym świecie/. Te materiały przygotowują służby
kolejnego szczebla.
Zadaniem Regionów, Służb Krajowych i Światowych jest umożliwienie
komunikacji między członkami AA. Wszystkie formacje
AA mają ten sam cel - niesienia posłania AA, ale tym razem służby zastanawiają się, jak czynić to
lepiej, skuteczniej; aby posłanie ogarnęło cały świat, niezależnie od wiary,
koloru skóry, stanu majątkowego itp.. ; aby każdy potrzebujący otrzymał pomoc.
Korzystamy z różnych sposobów. Musimy wybrać najskuteczniejsze a zadanie nie
jest proste. W ostatnim okresie wiele pomocy przyniósł internet.
Chodzi też o to aby infomacje
o sposobach niesienia posłania mogły poprzez delegatów dotrzeć do Konferencji
pozwalając na ujawnienie się świadomego sumienia naszej wspólnoty. Z drugiej strony aby treści osiągniętego porozumienia mogły dotrzeć do
chętnych aż w grupach AA. Służą temu biuletyny, internet, informatory, specjalne spotkania okresowe
poszczególnych obszarów, regionów itp... a przede
wszystkim ludzie poświęcający swój czas i wysiłek życiu wspólnoty AA. Udział w tej drabince służb stwarza chyba najciekawszy
obraz przemian zachodzących w zdrowiejącym alkoholiku. Szczególne znaczenie ma,
jeśli ten udział jest honorowy; dodatkowo wzbudza szacunek i sympatię. Na
każdym etapie alkoholik może zaprzestać uczestnictwa we wspólnocie, nikt nie
będzie czynił pretensji. Ale może również, nie teoretycznie, ale praktycznie
poznać smak dalszej służby. Żadna książka czy wykład nie zastąpią osobistego
poznania, którym po zakończeniu działalności może dzielić się z nowymi
przyjaciółmi. Sponsorowanie jest naturalnym sposobem przekazywania najcenniejszych doświadczeń.
Kiedy zacząłem
sponsorować nowicjuszom w Programie, ku własnemu zdziwieniu
zauważyłem, że zawsze dowiaduję się o sobie dużo więcej niż mógłbym się
spodziewać. Nie zawsze są to przyjemne informacje. Tym bardziej cenne. Choćby
słowa podopiecznego ...
i przestań wreszcie udawać wszystkowiedzącego Boga kazały mi inaczej spojrzeć
na siebie. Musiałem sobie przypomnieć, że jestem tylko posłańcem wiadomości
dobrej nadziei a nie Siłą Wyższą. Pokory nigdy za dużo.
Sponsorowanie ma swoje własne nagrody. To piękne widząc, jak ludzie
wzrastają i zakwitają dzięki Programowi AA. Ale bywa
i tak:
Gdy trzeźwość nie rodzi trzeźwości, to pewnie jej nie było albo
umarła, jak drzewo pozbawione życiodajnego środowiska.
Czasami rozmowy sponsorowane wyglądają jak marnowanie czasu. To chyba nie
tak. Mam nadzieję, że w umyśle słuchacza pozostaje nasienie, które przypomni w
czasie wyznaczonym przez Boga, że można żyć bez alkoholu i to życie można
polubić. Póki nie pijesz wszystko możliwe – mówi znane
powiedzenie. Taki alkoholik jak ja, którego zainteresowania kiedyś
koncentrowały się jedynie na zdobyciu kolejnej butelki alkoholu dzisiaj z
wielkim zainteresowaniem uczestniczy w wydarzeniach kulturalnych, społecznych,
jest pełnoprawnym członkiem rodziny. Rozszerzają się horyzonty myślowe. Wracają
dawne zainteresowania.
Byłem ostatnio na ciekawym spotkaniu, na którym zastanawiano się, czym jest prawda.
Między innymi padło tam pytanie : ile wody dolać,
aby wino można było jeszcze nazwać winem? Tak na marginesie - coś mi się tu
skojarzyło z Programem AA. Uśmiecham się do siebie.
Czy byłoby możliwe, żebym przyszedł na takie spotkanie w okresie
gdy piłem? Czy bym zrozumiał, o czym mówią dyskutanci? Na pewno nie.
Wtedy świat koncentrował się na gorzałce.
Do istotnych zaleceń programu AA należy zrobienie osobistej inwentury,
sporządzenie listy swoich braków i zalet a następnie podjęcie aktywności
mającej na celu usunięcie tych cech charakteru, które przeszkadzają w
szczęśliwym życiu.
Jakże nasuwają się słowa z naszej Wielkiej Księgi : Tragedią naszego życia jest to, jak głęboko musimy cierpieć, nim nauczymy się prostych prawd, według których trzeba żyć. "Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość" str.331 Oczywiście nie mam prawa oceniać ludzi, którzy stykając się ze wspólnotą nie chcą, bądź nie potrafią realizować wskazówek naszego programu, ale tym, którzy się wahają chciałbym przytoczyć słowa: Gdy wszystko zawiedzie – powiedział pewien stary, wiejski lekarz – Zacznij postępować według dawanych ci wskazówek.
Życie
w trzeźwości str 125
Wiele lat mego życia straciłem usiłując żyć utopią bez związku z
rzeczywistością. Liczyłem się tylko ja i moje spostrzeganie. Nie obchodziło
mnie, co inni myślą o
mnie i moim postępowaniu.
Zbyt
dumny, by poprosić o pomoc - cierpiałem.
Dopiero kiedy sam zacząłem uczestniczyć w służbach wspólnotowych moja trzeźwość utrwaliła się i nabrała smaku. Czułem się zobowiązany i zaszczycony, że mogę innym przekazywać moje zaangażowanie. Czasami przychodzą chwile zwątpienia a wtedy telefon, list, słowa dawnego podopiecznego a dzisiaj przyjaciela, szybko przywracają wiarę. To jest część magii AA, że kiedykolwiek oddam to, co za darmo dostałem, wróci do mnie w największej potrzebie. Tak przy okazji, droga służby pozwoliła mi osiągnąć spokój daleko większy niż sam z siebie mógłbym osiągnąć.
Dziękuję.
Pozdrawiam
pogodnie
Siódma Tradycja
To było wiele lat
temu. Staliśmy na korytarzu wśród tłumu czekając po mityngu rocznicowym na
rozpoczęcie zabawy. Weteran, przyjaciel „X” i ja, jeszcze
początkujący. Rozmawialiśmy o wszystkim, jak to we wspólnocie, ale najwięcej o
trzeźwieniu, mityngach, kłopotach ze służbami itp… Gdy rozmowa utknęła, „X”
odszedł do innej grupki a ja zwróciłem się do weterana mówiąc o „X”
bez odrobiny szacunku, o tym, że „X” ma kłopoty psychiczne, że nie
powinien się wypowiadać o wspólnocie, że
nie ma racji i takie tam dyrdymały. Reakcja weterana była zupełnie inna od
oczekiwanej. Z wyraźną ostrożnością przypomniał mi, że obmawiam kogoś, kogo
bardzo mało znam. Za chwilę usłyszałem opowieść o życiu trudnym do wyobrażenia.
Ten człowiek sobie poradził mimo wszystkich przeszkód. Ma pracę. Nie obciąża
nikogo swoimi rachunkami. Żyje skromnie nie będąc ciężarem dla bliskich. Do
tego już wiele lat nie pije, chodzi regularnie na mityngi, a jeszcze od czasu
do czasu uczestniczy w mityngach rocznicowych w całej Polsce. Zmieszałem się.
Spojrzałem w kierunku „X”; akurat częstował cukierkami swoich
rozmówców. Nagle nasze spojrzenia się zetknęły. Uśmiechnął się do mnie,
podszedł i poczęstował nas. Gdy „X” ponownie odszedł, weteran
kontynuował. Zobacz, - „X” nie prosi nikogo o pożyczki ani inną
pomoc, jest nawet dumny ze swej samowystarczalności, do tego potrafi podzielić
się tym, co ma.
W tym zdarzeniu
zobaczyłem wykładnię naszej Siódmej Tradycji. Członkowie wspólnoty AA są dumni
z osiągniętej samowystarczalności, płacą swoje rachunki, nie obciążają kosztami
leczenia swojej choroby żadnych placówek. I co najważniejsze, potrafią się dzielić
z nowicjuszami tym, co sami posiadają.
Jest jeszcze jednak pewien problem. Długo nie potrafiłem przyjąć pomocy od
innych, bo zapatrzony tylko w siebie nie potrafiłem wykrzesać dla nich odrobiny
szacunku. Wolałem widzieć ich niedoskonałości i wady, zupełnie zapominając, że
wspólnota AA nie jest wspólnotą świętych. Do nowego spojrzenia na rzeczywistość
„X” przyczynił się wyraźnie. Dziękuję mu za to. Dobrze, że jesteś.
Taki, jaki jesteś. Nadal trzeźwy.
Pozdrawiam
pogodnie
############# WIKTORIA ###############3
Krzysztof: kim Ty jesteś?
Michał: nazywam
się Michał i jestem alkoholikiem
K: ile lat spędziłeś w wiezieniu?
M:
około 12.
K: przyszło Ci kiedykolwiek do
głowy coś takiego, że te twoje wyroki mogą być spowodowane przez to, że pijesz?
M:
myślałem czasem o tym kiedy siedziałem w więzieniu,
ale nie dopuszczałem tych myśli do głosu, bo zabrałoby mi to komfort picia, i
gdy wychodziłem na wolność, piłem nadal.
K: czyli
żyłeś trochę w więzieniu, trochę na wolności i z powrotem do więzienia?
M:
jednak więcej w więzieniu niż na wolności
K: a ile ty masz lat?
M: 36
K. to nie wystarczy już tego siedzenia?
M. no
myślę, że wystarczy
K. w tej chwili jesteś na oddziale Atlantis? To
jest twój pierwszy oddział odwykowy?
M. nie,
będąc na wolności chodziłem na terapię grupową w Pruszkowie. Wszystko zaczęło
się tak, że kiedy zdychałem w szpitalu, [a wtedy już nie tylko piłem, ale
brałem też amfetaminę] przypomniałem sobie, że kiedyś w więzieniu byłem na
mityngu AA. Wtedy poszedłem tylko po to, żeby
„wyrwać przepustkę” – liczyłem na to, że to może być moja
droga do wolności. Słuchałem ludzi na tym mityngu i jednak cos zostało w mojej
pamięci, bo po 10 latach gdy leżałem w szpitalu
przypomniało mi się to. Powiedziałem wtedy kobiecie, z którą za parę dni będę,
tu w więzieniu brał ślub, że „jest za dobrym człowiekiem żebym psuł jej
życie i spróbuje z tym coś zrobić”. Po wyjściu ze szpitala, przemogłem
się, chociaż nie było to łatwe i poszedłem do Poradni. Trafiłem do Klubu
Victoria i kiedy opowiedziałem im o sobie, dostałem skierowanie do Monaru.
Pojechałem do tego Monaru i pracowałem z ludźmi w hospicjum. Bardzo mi ta praca
pomogła, w ogóle ten Monar bardzo mi pomógł. Praca z ludźmi, którzy zachowywali
się jak roślinki, bardzo mnie poruszyła. Zrozumiałem, że ja też mogę tak
skończyć. Jedno co mi przeszkadzało, to fakt, ze
przypominało mi to trochę więzienie i dlatego postanowiłem wrócić do Pruszkowa.
Wróciłem, poszedłem znowu do Klubu Victoria, ludzie przywitali mnie bardzo
serdecznie i zaproponowali żebym poszedł do poradni odwykowej, gdzie są
specjaliści-psycholodzy. W tym czasie nie brałem już psychotropów,
nie piłem – od momentu pójścia do Monaru czyli od
czerwca 2003 roku jestem całkowicie „czysty”. We wrześniu 2003 r zgłosiłem się do ośrodka odwykowego w Pruszkowie, ale nie
chciano mnie przyjąć…….
K: bali się, że coś kombinujesz?
M:. znali
moja przeszłość i tak mogli pomyśleć, że pewnie nie chcę iść do więzienia, a
poza tym w grę wchodziły też narkotyki. Ale może dlatego,
że rozmawiałem z nimi pierwszy raz w życiu szczerze, tak jak nakazywało mi
sumienie – zostałem przyjęty. Odbyłem prawie całą 2-letnią terapię
zaawansowaną, którą przerwałem miesiąc wcześniej, bo przyszedłem do więzienia,
gdzie odsiaduję wyrok. Ale ja wiedziałem, że będę musiał wrócić do więzienia
K. to jakiś „stary” wyrok?
M.
tak, to są jeszcze stare „sprawki”. Wiesz, że od czasu
kiedy zacząłem się leczyć nie mam problemów z prawem? Teraz będę musiał
odsiedzieć pewnie łącznie około 4 lat, ale pierwszy raz z tego mojego siedzenia
będzie jakiś pożytek - chcę skończyć szkołę, czego na wolności pewnie bym nie
zrobił, za parę dni żenię się w więzieniu ze wspaniałą kobietę, z którą mam
dziecko i która uczestniczy w spotkaniach dla współuzależnionych
i zna tę chorobę. Jeżeli to, o czym rozmawiamy ma się ukazać, to powiem dlaczego chciałem tu przyjechać. Między innymi dlatego, że kiedy poprzednio szedłem do więzienia to
mnie przyjmowano zupełnie inaczej: zawsze było „sie
masz, sie masz”, pełno narkotyków, wódy
„do oporu”. Mnie to przeszkadzało, źle się czułem, wiedziałem już
że dla mnie to śmiertelne zagrożenie - ale to jest więzienie i jedyne co
mogłem zrobić to siedzieć cicho i cierpieć w ukryciu. I siedziałem cicho. W tym
czasie napisałem książkę, która gdzieś, kiedyś zostanie wydana. To książka w której opisałem swoje poprzednie życie. To było
zawsze moim marzeniem. Cieszę się, że zostanę w tym zakładzie, że skończę
szkołę i że nie muszę jechać „w transport” do innego ośrodka.
K. powiedz mi czego
się spodziewasz teraz po tej terapii? Do czego ci ona była potrzebna?
M. do czego mi była potrzebna? Do tego abym posiadł wiedzę, na
temat choroby alkoholowej, żebym mógł popracować nad sobą. Kiedy odkryłem
wreszcie, że nie jestem maszyną ani cyborgiem, kiedy spodobała mi się praca nad
sobą i odkryłem że ta praca pomaga mi poznawać siebie, spotkałem fachowców,
którzy pomagają mi w tym moim nowym życiu. Wiem teraz,
że jeżeli jestem szczery wobec terapeutów i wobec innych ludzi to mogę znaleźć
pomoc i tę pomoc wykorzystuję, bo dziś już chcę nie tylko nie pić - bo to
potrafię, ale chcę być trzeźwy.
K. no dobra, nieźle to zabrzmiało, ale
powiedz mi taką rzecz: ty jesteś kawał chłopa, podejrzewam, że dawniej wtedy kiedy bywałeś w więzieniu to należałeś do kategorii
tych którzy „rządzili” w więzieniu - nie boisz się na przykład, że
stracisz twarz wśród „złodziei”?
M.
nie, nie boję się, że stracę twarz wśród ludzi. Często rozmawiam o tym ze współosadzonymi, pisząc książkę
nie wstydziłem się też tego co robię. Na samym początku tak – bywało, że się
wstydziłem „pod celą”, że piszę książkę, ale w pewnym momencie
zobaczyłem, że zaczęli mi zazdrościć. Z moich obserwacji wynika, że problem
alkoholizmu i narkomanii dotyczy 90 % więźniów, tak że
jeżeli komuś się udaje się z tym poradzić, to może być fajna rzecz. Dziś
na terapii spotykam kolegów, z którymi rozmawiałem pisząc swoją książkę,
których spotykałem w innych więzieniach – może to mój przykład ich tu
zaprowadził? Nie wiem.
K. spróbuj sobie wyobrazić taką sytuację, że
tę naszą rozmowę, przeczyta któryś z chłopaków, takich co
to któryś już raz „ wpadł do puszki” - on nigdy w życiu mnie nie uwierzy,
że można żyć bez alkoholu, bo jak ci mówiłem ja nigdy nie siedziałem, gdyby to
on siedział naprzeciwko ciebie a nie ja, co byś mu powiedział, jaką prawdę
chciałbyś mu przekazać?
M.
jest to niezwykle trudne - pamiętam że kiedyś sam
nikomu nie wierzyłem, nikomu nie ufałem, uważałem że świat należy do mnie i
właściwie tylko mój świat „miał rację”. Dopiero
kiedy życie dało mi strasznie „popalić”, kiedy osiągnąłem
swoje dno, zacząłem nad tym poważnie myśleć. Dziś często na terapii spotykam
kolegów, którzy mi dziękują, mówią, że czują że jest
nadzieja, że mogą sobie dać radę z chorobą i wierzą, że coś można z tym zrobić.
Może są to tylko słowa, ale mam nadzieję, że nie. Swoim przykładem chcę im tę
nadzieję dać. Tylko przykładem swoim i przykładem ludzi przychodzących z
zewnątrz. Rozmowa nic nie pomoże. Człowiek w więzieniu nie słucha tego, co się
do niego mówi, bo on nie potrafi słuchać - ale jeżeli zobaczy
że mnie się udało, jeżeli przeczyta o tym w mojej książce, jeżeli trafi
kiedyś do tej Victorii, o której Ci mówiłem – to może to do niego dotrze.
Dziś do Klubu Victoria przychodzi wielu chłopaków ze „starej
recydywy”, którzy siedzieli w więzieniach – jedni radzą sobie
lepiej inni gorzej. Niektórzy pierwszy raz kupili sobie samochody i rzeczy jakich nigdy wcześniej nie mieli. Zaczynają żyć
normalnie i na trzeźwo, chociaż kiedyś nie mieli żadnej szansy na takie życie,
bo nikt im tej szansy nie dał. Nie wiem czy mogę być dla innych przykładem, ale
cieszyłbym się, gdyby moje doświadczenie przydało się młodszym kolegom.
K. wierzysz, że teraz już twoje życie się
zmieni?
M. wierzę,
chociaż podchodzę do tego nowego życia bardzo ostrożnie, bo uważam
że pewność siebie w moim przypadku nie jest wskazana. Więc jestem ostrożny ale znam też mnóstwo ludzi, którzy mi nie wierzą.
Córkę, którą spłodziłem kiedy już nie piłem [nie mówię
kiedy byłem „trzeźwym” bo to jest bardzo wielkie słowo], nazwałem
WIKTORIA [ZWYCIĘSTWO] i niech tak zostanie.
K. I to tego ci życzę. Dziękuję
za rozmowę.
W
Areszcie Śledczym Mokotów
Rozmawiali: Michał AA i Krzysztof, zwany Napoleonem
maj 2006 r
Pofatygowałem się do spowiedzi
Choć jestem w więzieniu uważam się za człowieka szczęśliwego!
Kolejny raz przekroczyłem
bramy więzienia, teraz na 2 lata. Zostaję sam na sam ze swoimi myślami
troskami, niepewnością złością. Znowu zaczynam szukać w myślach, gdzie był
błąd, bo znowu siedzę i choć wiem, że wszystkie moje niepowodzenia ściśle
wiązały się z moim piciem alkoholu to mimo wszystko szukam innych wytłumaczeń.
Tłumaczę to złośliwością losu, czystym przypadkiem, że miałem pecha, albo że zaszkodziła mi wódka. Wszystkie konsekwencje, które
ponoszę przez moje picie alkoholu zganiałem na kogoś lub na coś, ale ja nigdy
nie byłem winien. Nie dopuszczałem myśli, że już od dawna nie kierowałem
własnym życiem, nie dopuszczałem myśli, że jestem uzależniony od alkoholu. Przez
moje długoletnie picie alkoholu zatraciłem wszystko, co normalnemu człowiekowi
jest potrzebne do życia. Jako młody chłopak miałem swoje plany życiowe,
ambicje, pasje, lecz wzmagające się we mnie dążenie do picia alkoholu
unicestwiły moje plany. Nie dostrzegłem nawet zagrożenia wtedy, gdy moje
małżeństwo rozpadło się przez moje picie. Lata mijały mi, a ja piłem i robiłem
się coraz bardziej odporniejszy na tłumaczenia osób mi bliskich- otoczyłem się
„murem” od wszystkich bo dawało mi to
pewność że zawsze znajdę wytłumaczenie i sposób żebym mógł się napić.
Kilkakrotne pobyty w ZK nie zmieniły mojego chorego
myślenia. W 2004 znalazłem się w AS w Lubiwie.
Postanowiłem coś wreszcie zrobić ze swoim szarym, zakłamanym brudnym, biednym
życiem. Postarałem się o leczenie odwykowe, chęci i zamiary mam bardzo dobre. Z
chwilą, gdy znalazłem się na terapii antyalkoholowej w Warszawie- po prostu
zacząłem targować się sam ze sobą. Moje pijane myślenie zaczęło dawać znać o
sobie. Nie potrafiłem się utożsamić z choroba alkoholową. Zacząłem ze sobą
walczyć, zadając sobie pytanie – po co starałem
się o terapię, z którą nic nie robię? Wiedziałem gdzie można znaleźć odpowiedź
na nurtujące mnie pytania, zacząłem chodzić na mityngi. Ze wspólnotą AA miałem
możliwość zetknięcia się kilka lat wcześniej i choć wstyd mi o tym pisać, bo
uważałem, że to „nawiedzeni ludzie” to teraz sam chodzę na mityngi
i szukam pomocy. Jedna myśl mi tylko przychodzi, że nic nie zrobię, jeżeli nie
wejrzę w siebie. Poprosiłem o rozmowę z księdzem Andrzejem- kapelanem w AS
Mokotów. Pofatygowałem się do spowiedzi. Przed samą spowiedzią zrozumiałem, że
w tym miejscu nie ma sensu, żebym udawał, grał, zmyślał. W uczciwy sposób
odgrzebałem w sobie egoistę, wywlokłem na światło swoje okropne fakty, których
dokonałem. Inaczej mówiąc przyznałem się, że tym złym wydarzeniom w moim życiu
winny byłem ja. Po spowiedzi poczułem ulgę. Pojawiła się we mnie nadzieja i
ufność. Z chwilą, gdy szczerze przyznałem się przed Bogiem i innymi ludźmi do
swojej bezsilności wobec alkoholu moje podejście do terapii uległo zmianie.
Zacząłem pracować nad zmianą swojego chorego myślenia, chorego zachowania i
chorego odczuwania. Na mityngach AA, których jest tylko 3 w tygodniu dostaję
(ja to nazywam) lekarstwo nam moją chorą duszę. Dzięki wspólnocie AA dostaję
rzeczywistość, która jest za murem, uczę się już tutaj na przykładach
trzeźwiejących alkoholików jak mam sobie radzić z trudnościami życia na
trzeźwo. Choć jestem w więzieniu uważam się za człowieka szczęśliwego, bo to,
co się zadziało w mojej duszy – więzienie nie przysłania mojego
szczęścia. Cieszę się, że mogę odczuwać myśleć, rozumieć, przeżywać jak
normalny człowiek. Bóg daje mi, na co dzień dowody tego, że jest największą
miłością dobrocią prawdą. Moja terapia dobiega końca i choć wiem, że jeszcze
wiele pracy jest przede mną to mam ufność, że narzędzia, jakie dostałem będą mi
bardzo przydatne, a z pomocą Boską umiejętnie będę się nimi posługiwał. Nie
jest ważne, że mam 48 lat i chce mi się żyć inaczej. Ja się cieszę, że
jeszcze zdążyłem się przebudzić. Korzystając z okazji pragnę przesłać
pozdrowienia księdzu Andrzejowi, Marzenie, Włodkowi, Wojtkowi, i wszystkim
szczęśliwym alkoholikom.
- Witek
Ja tylko chciałem
odpocząć…
Mam na imię Andrzej i
jestem alkoholikiem (trzeźwiejącym alkoholikiem) tego zwrotu używam od niedawna
i tak naprawdę, dobrze mi z tym, weszło mi to w krew i już kilka razy na
naradach w pracy, jak przychodziła kolej na mnie, chciałem się w ten sposób
przedstawiać, lecz przecież jestem anonimowy!
No dobrze, do rzeczy - moja „przygoda” z AA zaczęła się
ubiegłego roku na detoksie - ja chciałem tylko odpocząć od picia, nie w
głowie było mi jakieś AA, przecież ja nie miałem żadnego problemu, byłem
tylko troszkę zmęczony podnoszeniem puszek z piwem, a od dźwigania kilkunastu
sztuk dziennie miałem prawo się zmęczyć. Ale, czy miałem prawo karać i
upokarzać swoją kochaną żonę za to, że zwróciła mi uwagę, że piję za dużo i to
codziennie, wyrzucać z pokoju swoje kochane córeczki, kiedy mi przeszkadzały w
chwili mojego „relaksu”, one chciały tylko zwrócić uwagę swojego
tatusia, żeby się nimi zainteresował, poświęcił chociaż
chwilkę jedyne pięć minut? Nie! Alkohol był ważniejszy od dzieci, żony, którą
nie raz zostawiałem bez pieniędzy na zakupy, żeby później mieć pretekst do
picia - bo nie ma obiadu, bo zwraca mi uwagę! Boga znienawidziłem
bo dał mi taką kobietę (jakąś taką, niecywilizowaną), której nijak nie
mogłem wytłumaczyć, że piwo to nie alkohol, to tylko... no właśnie?
Żona modliła się, żebym przestał pić, dzieci płakały, były wystraszone.
Dziś mam w pamięci ten strach w oczach mojej starszej
pięcioletniej córeczki, błagalne spojrzenia, gdy wychodziłem z domu -
mimo to dalej piłem! Koszmar! Dużo można by pisać. Dzisiaj jest całkiem
inaczej. Zaczęło się inne nowe, lepsze życie. Stało się
coś nieprawdopodobnego. Tam na
detoksie te „dziwolągi” z AA (wtedy was za takich miałem), pokazali
mi drogowskaz na dalsze życie. Życie w trzeźwości, życie pełne wiary, nadziei,
pełne wartości i sensu. Nie pij tylko dziś, mówili! Coś tu nie tak,
żadnych nakazów, obowiązków, żadnego sypania głowy popiołem, bicia się w pierś
i powtarzania moja wina, moja wina. Tylko przychodzenie na mityng i jakieś dość
łatwe 12 Kroków programu AA! Wydawało się proste. Skoro im pomogło? Czemu by
nie spróbować, pokazać żonie i najbliższym, że ja też jak chcę to mogę!
Eureka!!! Pomogło! Po
wyjściu z detoksu, byłem tak zafascynowany wspólnotą AA, że każdego spotkanego
człowieka będącego „pod wpływem” chciałem nawracać, kierować w trybie pilnym na
detoks do szpitala, w którym ja byłem pacjentem, wiedząc, że tam są spotkania
Anonimowych Alkoholików. Pomogło mnie, to pomoże i innym,
po co mają się męczyć sami, tam jest pomoc i to
skuteczna.
Już po miesiącu może dwóch przerabiałem dwunasty krok. Po co męczyć się
latami nad programem? – Myślałem. Szkoda było mi tych alkoholików, którzy
mając kilka, a nawet kilkanaście lat trzeźwości „dłubali” dopiero w
trzecim, czwartym Kroku AA.
Ponownie na ziemię sprowadzili mnie przyjaciele alkoholicy mówiąc, że w
osiąganiu trzeźwości nie decyduje pośpiech, nie na tym to polega. A raczej na
wdrażaniu w życie programu AA. Co okazało się trudniejsze. Coraz uważniej zacząłem
słuchać tego, co mówią inni i wyciągać dla siebie wnioski.
Właśnie ze swoim sponsorem pracuję nad pierwszym Krokiem, codziennie
doświadczam nowych, jakże radosnych postępów, po prostu chce się żyć.
Pozwolę sobie, w tym miejscu podziękować swojej żonie: za to, że
przestałaś mnie niańczyć, pozwoliłaś mi ponosić konsekwencje mojego picia.
Przepraszam Cię za te wszystkie lata pijaństwa. Dziękuję, że jesteś ze
mną..
Kocham Cię Marzenko!
Od córek słyszę teraz: tatusiu, tatusiu kochamy ciebie. Zamiast strachu w
oczach małych dzieci widzę nadzieję i miłość. Warto nie pić i warto pielęgnować
trzeźwość! Gdzie ja byłem tyle czasu? Cieszę się z każdego trzeźwego dnia. Zmieniam
to, co mogę zmieniać i stosuję te zasady we wszystkich codziennych
poczynaniach. Nie tylko na mityngach AA. Jestem wdzięczny Bogu za łaskę. Temu samemu, na
którego kiedyś byłem wściekły, że nie chciał spełniać moich zachcianek, za to,
że postawił mi na drodze Anonimowych Alkoholików. Dziękuję Wam przyjaciele, że
obdarzyliście mnie zaufaniem powierzając pełnienie służby, która tak dużo mi
daje.
Redakcji Biuletynu MITYNG życzę, żebyście byli „odporni” na
krytykę. Trzymajcie tak dalej. Pozdrawiam Was, Pogody Ducha .
A tylko
chciałem odpocząć od alkoholu, co najwyżej, żeby ktoś „ pomógł” i
pokazał mi jak pić kontrolowanie, lub żeby pić i nie krzywdzić innych i siebie
samego i nie ponosić żadnych konsekwencji.
Andrzej alkoholik – Zielonka.