MITYNG 10/112/2006
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
„Niezbędne
dla
wzrostu” Te służby, czy to wykonane przez
poszczególne osoby, grupy,
regiony, czy przez AA jako całość, są całkowicie niezbędne dla naszej
egzystencji i wzrostu. Nie możemy też uprościć AA przez zaniechanie
takich
służb, bo napytalibyśmy sobie tylko komplikacji i konfuzji. W odniesieniu więc do każdej
konkretnej służby zadajemy sobie
tylko jedno pytanie: „Czy ta służba jest rzeczywiście
potrzebna?”
Jeśli jest, musimy ja utrzymać, albo ponieść klęskę w naszej misji na
rzecz
tych, którzy potrzebują i poszukują AA.
Najistotniejsze i jednocześnie najmniej zrozumiałe grupy służb AA to
te, które
pozwalają nam funkcjonować jako całość, a mianowicie Biuro Służb
Ogólnych (GSO),
A.A. WS
Inc, A.A. Grapevine,
Inc. (Winorośl AA),
oraz nasza Rada Powiernicza oficjalnie znana jako Centrala Służb
Anonimowych
Alkoholików. Nasza światowa jedność i znaczna część naszego
wzrostu od
początkowego okresu wywodzi się bezpośrednio z tej wiązki życiodajnych
działań.
Do 1950 roku te ogólne służby były
wyłącznie w gestii szeregu weteranów AA, kilku
przyjaciół niealkoholików,
Dr. Boba i mojej. Przez
wszystkie niemowlęce lata AA,
my weterani byliśmy samozwańczymi powiernikami Anonimowych
Alkoholików.
Wreszcie w 1950 roku pobudzeni żelazną logiką sytuacji, powiernicy upoważnili Dr. Boba i mnie do opracowania planu powstania Konferencji Służb Ogólnych AA, plan przy pomocy którego nasza Wspolnota mogła przejąć pełną i trwałą odpowiedzialność za prowadzenie swoich najbardziej żywotnych spraw. Konferencja miałaby rotację zachowując ciągłość . Aby tego dokonać ustalono, że do wybrania delegat potrzebuje 2/3głosów, jeśli wybory są bardzo zacięte, co wtedy? Wtedy być może należałoby losować spośród dwóch lub trzech z listy, a może nawet z całej listy. Wylosowano by jedno nazwisko i wygrany w takiej bezbolesnej loterii zostałby delegatem. W statucie naszkicowanym dla Konferencji ustalono, że delegaci będą mogli wydawać powiernikom bezpośrednie dyrektywy, jeśli przegłosują je większością 2/3 głosów. A nawet zwykła większość stanowiłaby bardzo silną sugestię. Pierwsza Konferencja została zwołana na kwiecień 1951 roku. Delegaci zajęli się kilkoma twardymi orzechami do zgryzienia, które dostarczały nam wątpliwości w GSO, czasami dając rady sprzeczne z naszymi własnymi wnioskami. Niemal w każdym przypadku widzieliśmy, że mają rację. Tam na miejscu delegaci udowodnili, że Druga Tradycja AA ma rację. Sumienie grupy może spokojnie występować jako wyłączna władza i pewny przewodnik dla Anonimowych Alkoholików.
Napisał Bill W.
25 lat Wspólnoty
AA
na Dolnym Śląsku.
1-3
września uczestniczyłem w Zlocie Radości Dolnego Śląska we Wrocławiu z
okazji ich święta. Hasłem przewodnim było: „Nasze wspólne dobro”. Nie pozostało ono pustosłowiem. Pierwszy raz nie
czułem się samotny w
otoczeniu mało znanych mi ludzi. Sprawiła to bardzo serdeczna atmosfera
i
wielorodność spotkań tematycznych podczas zlotu. Dodatkowo, starałem
się pomóc
przy stoisku z naszą literaturą AA, więc na snucie się po kątach nie
miałem
czasu. Ani chwili nie byłem sam. Tematem mityngu „Nie jestem sam” rozpoczęła Intergrupa
ODRA. Po raz pierwszy zaprezentowano piękny
kalendarz AA na 2007r z ofertą naszej literatury i planszą 12
Kroków. Być może
zebrane w nim daty Zlotów rocznicowych Regionów
pomogą rozplanować je tak, abyśmy
mieli szansę odwiedzić wszystkie. Swoją
literaturę oferowały także nasze dzielne „siostry”
z Al.-Anon.
Z tej okazji nie
skorzystały
zaprzyjaźnione Wspólnoty oparte o program 12
kroków AA.
Wiem, że
mają
już własną literaturę. Pozostałe wydawnictwa oferowały swoje publikacje
w
niekrępującej salce poza głównym miejscem spotkania. Piękny
obiekt Akademii
Ekonomicznej pomieścił ok. 600 akredytowanych osób. W piątek
uczestniczyłem w
spotkaniu organizatorów. Jestem pewien, że trudno im było czuć samotność przy tak wysokim zaangażowaniu służby
Regionu. Wśród gości byli pracownicy i dyrektor BSK AA.
Przybyli przyjaciele z Kanady, USA i Niemiec.
W kuluarach
można było sobie pogadać do woli, rozwiać wątpliwości, poznać poglądy i
opinie
wdzięcznych Wspólnocie AA alkoholików. W sobotę
kto
ma trzeźwość 1 dzień – niech
usiądzie! (była jedna
kobieta dostała największe
gorące brawa i kwiaty, niektórzy ocierali sobie łzy
wzruszenia) to było
powitanie!, kto ma
trzeźwość krótszą jak tydzień, miesiąc, rok, dwa, pięć, itd
– niech usiądzie! itd…
doszliśmy
tak do pytania: kto
ma trzeźwość krótszą jak 23 i ½ roku?...
Pozostała
jedna osoba - przyjaciółka zamieszkała obecnie w USA
– Katarzyna.
Dwanaścioro „weteranów”
z najdłuższą trzeźwością, pomiędzy 19
lat a 24 opowiadało: Jak
obecnie wygląda ich życie? Czy obecnie czują się uczniami,
czy
nauczycielami?
Wspomniano
organizatorów AA na Dolnym Śląsku tych, co odeszli na
wieczny
mityng i tych nadal zaangażowanych w życie AA.
Z
Katarzyną - „23
latką” odbyłem
osobną długą rozmowę przy
kawce. Postaram się ją streścić. Od przyjaciół z Kanady
otrzymałem pamiątkowy
medal wydany na 70lecie AA z Toronto. Tam i z powrotem
podróżowałem z moją
żoną, Kolporterem Krajowym, Łącznikiem internetowym i psem. To materiał
na
odrębny artykuł. W każdym bądź razie było wesoło i wróciłem
w doskonałym
nastroju, choć zmęczony i złożony zaziębieniem jeszcze przed wyjazdem.
Nie czułem
się samotny!
PS: U góry
zamieściłem okolicznościową pieczęć rocznicy Dolnośląskiego Regionu AA!
Wspólnocie
AA Regionu Dolny Śląsk życzę tradycyjnie 100lat w imieniu
Redakcji
Biuletynu
”MITYNG”
lechu02
redakcja „ Mityng”
Było to 23 lata i
5 miesięcy temu,
kiedy przestałam pić.
Co
się stało
w twoim życiu, Katarzyna że
trafiłaś do AA?
Katarzyna:
Jestem alkoholiczką
i mam na imię Katarzyna.
Wyjechałam z kraju, uciekałam przed komuną, alkoholizmem mojego
otoczenia i
mojego ojca.
Wyjechałam do USA tam
poznałam swojego męża.
Prowadziliśmy życie towarzyskie. Takie małe spotkanka, niewinne
popijawy. Ja
się nie upijałam. Musiałam, jako gospodyni wszystko kontrolować.
Rozwoziłam
nawet gości do domów po imprezie. Zawsze wydawało mi się, że
pije tylko mój mąż
i że robimy to towarzysko, no może on trochę przesadzał.
Ja
podejrzewałam u siebie chorobę psychiczną.
Na
swój
pierwszy mityng AA trafiłam w trakcie pobytu w szpitalu. Lekarze nie
wiedzieli,
co mi jest. Byłam rozstrojona nerwowo. Ktoś doradził mi abym poszła na
mityng
AA przy tym szpitalu. To był mityng spikerski. Występowało trzech
spikerów.
Przez półtorej godziny mityngu płakałam. Każdy z nich
mówił coś, co było mi
bliskie. Bardzo mocno go przeżyłam. Pod koniec pewna kobieta wzięła
mnie za
rękę i powiedziała do mnie łagodnie:
Catrina
- Ty coś dzisiaj dostałaś!
Ponieważ
mój
mąż pił doradzono mi abym zadzwoniła do Al-Anon.
Tak
zrobiłam. Przyjechała po mnie do domu kobieta i zabrała mnie na mityng Al.-Anon. Powiedziano mi tam, że
ja nie mogę wyleczyć
swojego alkoholika, że ja tej choroby nie spowodowałam, ja mu jej nie
dałam, że
to choroba a nie grzech. Było tam ze 30 kobiet, które
wydawały mi się
strasznymi egoistkami. Mówiły jak to nie obchodzą ich pijący
mężowie, jak się
od nich odseparowały. Nie bardzo mi to odpowiadało, bo ja chciałam
ratować
swoje małżeństwo. Wówczas wydawało mi się, że przyczyną
rozpadu mojego
małżeństwa jest mój pijący mąż. Zadzwoniłam do AA, bo
chciałam się więcej
dowiedzieć o alkoholizmie, ale żeby leczyć swojego mężą.
Telefon odebrał Marc alkoholik. Poprosił mnie o mój numer
telefonu –
podałam mu. Za 10 minut oddzwoniła do mnie kobieta z AA.
Mówiłam jej o swoim mężu i jego piciu. Zadała mi w końcu
takie pytania:
a
czy ty pijesz? „Gdybyś
ty była na moim miejscu też byś piła „–
odpowiedziałam. Nie
dostrzegałam tego, że ja też piję. Nawet mój mąż tego nie
dostrzegał.
Czy
ty
pijesz sama? Zapytała moja
rozmówczyni.
„Tak,
bo mam strasznie niskie ciśnienie! Nawet teraz pije kawę z Wisky bo mi zimno”
A
czy po
wypiciu zmienia ci się osobowość?
„No
pewnie, że tak – po to piję”! Odpowiedziałam.
Przyjadę po ciebie dzisiaj o 20-oo, zabiorę cię na
mityng AA- zaproponowała, a ja się zgodziłam.
Były
to trzy
pytania, które zakwalifikowały mnie jako alkoholiczkę.
Zaliczyłam 6 mityngów w
tydzień. Byłam wtedy w ciąży. Upierałam się, że to mój mąż
potrzebuje pomocy a
nie ja. Zapytano mnie wówczas:
A ty możesz przestać pić
przez rok? No tak,
tyle mogę! A nie umrę? Spytałam.
Uważałam alkohol za
lekarstwo na przeziębienie,
nadciśnienie i na różne inne dolegliwości.
Umrzesz
jak
będziesz piła! Powiedziano mi.
A
potem po
roku? Potem jak chcesz możesz dalej pić!
Spodobało
mi
się to i zostałam. Po 14 dniach dostałam sponsorkę
„z urzędu”. Ona była 8 lat trzeźwa. Ona była w
więzieniu ja nie.
Czułam się trochę lepsza od niej. Nie piłam
bo się
bałam, że mnie wyrzucą z AA.
A
czy jeszcze
pamiętasz
ile
to lat temu było?
K:
Było
to 23 lata i 5 miesięcy temu, kiedy przestałam pić.
Pamiętasz
jak
pierwszy raz powiedziałaś o sobie „Jestem alkoholiczką?
K:
Tak,
powiedziałam to po sześciu miesiącach w AA.
Moje imię
jest Catrina i jestem alkohololik (bo tak to brzmi
w angielskim). Początkowo mówiłam o sobie uzależniona. Szlak
mnie trafiał jak sponsorka
pytała mnie „powiedz kim
ty jesteś Catrina”?
Ty
musisz się
zdecydować, co jest twoim głównym problemem? Bo wtedy
jeszcze równolegle
chodziłam na Al.-Anon i
tam też miałam sponsorkę
od pierwszych dni. Ale tak naprawdę poczułam, kim
jestem – tu gdy
przyjechałam po 5,5 roku
abstynencji do Polski i pierwszy raz w życiu powiedziałam po Polsku „mam
na imię Katarzyna i jestem alkoholi … – czką,
wtedy trafiło to
głęboko do mojego serca.
Mówione po Angielsku nie robiło to na mnie tak wielkiego
wrażania. Od tego dnia
moja trzeźwość nabrała innego znaczenia.
A
czy tam w
Ameryce służby w grupie pomagają w trzeźwieniu?
K:
Tak,
od razu podjęłam się robienia kawy, sprzątania, mycia po mityngu.
Zachęcamy do
tego już po trzech miesiącach. Potem już po roku podjęłam się
sponsorowania
drugiej nowoprzybyłej kobiecie. Miałam dwie podopieczne: Dunkę i
Włoszkę.
Wszystkie byłyśmy emigrantkami, więc nie przeszkadzała nam
niedoskonałość
języka. Dziś mam pięcioro podopiecznych. Nie liczyłam ile ich miałam
przez cały
okres w AA. W moim
mieście jest grupa
homoseksualistów alkoholików. Jednemu z nich też
sponsoruję. To zmieniło mój
stosunek do innej orientacji seksualnej człowieka. Nauczyło mnie też
poprawnych
relacji z mężczyznami.
Katarzyna
powiedz ile razy tygodniowo chodzisz na mityng? Czy nadal musisz to
robić? Może
już wystarczy?
K:
Kiedyś
chodziłam 4-5 razy w tygodniu. Teraz nawet
i 7 razy w tygodniu jestem na mityngu. Jestem alkoholiczką i do końca
życia nią
będę. Wielu AA u nas odchodzi po paru latach gdzieś na bok. Uważają, że
jak nie
piją 10, 15 lat to już nie muszą. Dużo się teraz u nas o tym
mówi. Ja wolę nie
sprawdzać. Tu w AA czuję się potrzebna. Jestem u siebie. Jak nie jestem
na
mityngu, jak nie wezmę literatury do ręki to mi się coś włącza, biorę
kierownicę do rąk i Boga już nie ma a wszystko co złe wraca! Kierowałam
tak całe życie. Zawsze wiedziałam, że On jest a tak kierowałam aż
rozpadło się
moje małżeństwo.
Czy
teraz
służysz swojej grupie?
K:
Tak
znowu robię kawę na mityngach tradycji, których dawniej nie doceniałam!
Byłam zbyt dumna i byłam samotna. Kiedyś radziłam ludziom
dzisiaj im
służę!
Na początku powiedziałaś mi,
że ty już jesteś po
drugiej stronie. Co miałaś na myśli?
K:
Zidentyfikowałam
wszystkie swoje uzależnienia. Dziś
tylko nad nimi
pracuję. Mam cechy i Al.-Anon,
AL-Atinu i
DDA z
mojego dzieciństwa, jestem alkoholiczką, a po trzynastu latach w AA
dostrzegłam
u siebie chorobliwą, obsesyjną potrzebę miłości mężczyzny. Ten problem
pomogli
mi pokonać we wspólnocie SLLA.
Wplątywałam się w nowe
związki, tracąc je po kolei. Bo wydawało mi się, że jak będę sama, to
znaczy samotna.
Dziś mam Boga, grupy AA, sponsorowanie, nie dorobiłam się majątku
o którym marzyłam, nie spotkałam księcia z
bajki, którego całe życie
szukałam, mam małe wygodne mieszkanie i jestem szczęśliwa. Czasem
wyłączam
telefon żeby pobyć w ciszy sama.
Mówiłaś
o
uczestnictwie w innych wspólnotach Al-Anon,
SLLA, nie przeszkadza ci
to, nie wprowadza zamieszania?
K:
Te
wspólnoty działają w oparciu o program 12 Kroków AA.
Ja tego nie mieszam. Kiedy idę na mityng SLLA,
czy Al-Anon to tam nie
mówię o alkoholizmie i na odwrót.
Ale pamiętam, że głownie jestem alkoholiczką.
Niektórych swoich problemów nie mogłam rozwiązać
jedynie w AA.
Co
powiedziałabyś dzisiaj „nowej” kobiecie w AA, żeby
przyszła i
została?
K:
Powiedziałabym
jej tak: Witaj dobrze, że jesteś. Jeśli
z nami
zostaniesz to wybierzesz życie. Może będzie ci ciężko na początku, ale
my tu po
to jesteśmy, aby ci pomóc i zrobimy to
jeśli tylko
zechcesz przyjąć pomoc. Będziemy cię tu wspierać. Bóg nie da
ci na jeden dzień
więcej niż zdołasz udźwignąć. I ty też spróbuj myśleć tylko
o jednym dniu.
„Wczoraj” to już historia a
„jutro” niewiadomą.
Trzeźwienie boli, nieraz długo boli, będziesz nieraz płakać, ale potem
przejdziesz na drugą stronę. Zobaczysz wówczas to światełko
w tunelu do wolności.
Mnie tak obiecano, że uwolnię się od obłędu alkoholowego, poczucia winy
i żalu
i to się spełniło.
Gdybyś
dziś
znowu mogła zmienić drogę swojego leczenia to
jaką byś
wybrała?
K:
Nic
bym nie zmieniła. Mnie pomogło AA.
Dziękuję
ci
za rozmowę i życzę kolejnych lat w trzeźwości.
Z
Katarzyną rozmawiał lechu02, Wrocław
Nie
czyń drugiemu, co tobie nie miłe, lecz swoim przykładem
pokaż, czego oczekujesz od innych.
Zagadnęła mnie niespodziewanie. – Jak to jest, znamy się tyle lat, a właściwie nic o tobie nie wiem? To prawda. O niej też nie mogłem się pochwalić wiadomościami. Ot, koleżanka, którą czasami widuję na mityngu. Spotykaliśmy się, nie wykazując wzajemnie żadnego szczególnego zainteresowania. Nie było w tym ani odrobiny jakiejś niechęci ani urazy. Odnosiłem wrażenie, że uczestniczy w swoim indywidualnym programie i tylko to ją interesuje. Natomiast ja swoje największe zainteresowanie od lat kierowałem na ludzi, którzy biorą udział we Wspólnotowych służbach, swoich podopiecznych i ich podopiecznych, na ludzi, których raczej systematycznie spotykam w naszym PIKu. Jednak zagadnięty pytaniem obiecałem, że napiszę na ten temat w MITYNGU.
Razem z koleżanką znaleźliśmy się w jednej grupie omawiającej kroki 8 i 9. Oczywiście wspólna praca pozwoliła nam na bliższe poznanie naszych problemów. Szczególnie trudno było roztrząsać swoje wady i postępki, którymi nie można było się chwalić. Jednak wytworzyła się aura szczególnej serdeczności, wzajemnego zrozumienia i popłynęły zwierzenia a w ślad za nimi łzy. Gdy ból ustał, pojawiał się najpierw nieśmiały uśmiech i za chwilę uczucie ulgi. Nikt mnie nie odrzucił. Staję się gotowy do nowego życia. Ktoś nazwał kiedyś kroki 8 i 9 „Krokami przebaczenia”. Właśnie teraz mogłem sobie uświadomić jak wiele potrzeba mi tego przebaczenia. Słyszałem też opinię, że przy tych krokach wypowiedzi sięgają wyżyn człowieczeństwa. Zgadzam się z tą opinią może, dlatego tak serdecznie dziękuję członkom mojej grupy.
Przy okazji ponownie zauważyłem, że najczęściej to ja sam wyznaczam poziom szczerości rozmowy. Kiedy spotykam kolegę i już z dala on lub ja rzucamy pytanie – Jak leci? To właściwie nikt nie oczekuje odpowiedzi. Wystarczy, że usłyszę – okej, i idę dalej. Zupełnie inaczej wygląda takie spotkanie, gdy padają bardziej osobiste słowa: Wiesz, nie mogę porozumieć się z żona, dzieckiem. Czy mógłbyś mnie wysłuchać? itp… Ileż to razy takie spotkanie trwało godzinami. Moja szczerość wyzwalała szczerość rozmówcy i odwrotnie. A potem obie strony czują się wzbogacone wzajemnymi doświadczeniami. Dobrze, że mamy siebie. Na zakończenie chciałbym przypomnieć końcowe słowa
Modlitwy św. Franciszka, często nazywanej w AA Modlitwą Kroku 11. Spraw ( Panie ),abym zamiast pociechy szukać, pociechą wspierał; zamiast szukać zrozumienia, zrozumienie ofiarowywał; zamiast szukać miłości, miłość ofiarowywał. Albowiem dając – otrzymujemy, wybaczając – zyskujemy przebaczenie; a umierając – rodzimy się do życia wiecznego.
Są one specjalną wskazówką dla mnie. Nikomu łaski nie robię wybaczając, sam potrzebuję wybaczenia. Szukając zrozumienia – a mam teraz większą świadomość - wiem ile narobiłem ludziom kłopotów. Nie chcę już powtarzać starych błędów i dlatego częściej swoim zachowaniem pokazuję co mi potrzeba. Kiedyś szukałem przyjaciół, dziś zastanawiam się, czy jestem przyjazny innym. Mówię o sobie, / choćby na mityngu/ kiedy oczekuję, że inni opowiedzą mi swoją historię.
Pozdrawiam pogodnie Marek
Warszawa
Z
korespondencji meilowej
Było kiedyś tak,
w okresie mojego
totalnego chlania, że byliśmy naprawdę biedni. Ja zarabiałem grosze, a
i tak
prawie wszystko wydawałem na piwko, knajpy
i inne
zbytki. Jedliśmy na śniadanie
rzodkiewkę
krojoną w plasterki, ale pomimo tego i tak chadzałem regularnie na "browarek".
Któregoś
dnia zaniosłem do lombardu nasze ślubne obrączki. Miałem nadzieję, że
je
niedługo "odkupię", jak tylko się "odkuję"... Nie odkupiłem
już nigdy i na zawsze zapamiętałem tę cholerną
wagę,
na której właściciel lombardu odważał złoto i banknoty,
które biorę do drżącej
ręki. To zostało cierniem w moim sercu i w sercu mojej żony. Już w
latach, w
których nie piłem sprawa obrączek, tkwiła zadrą w mojej
trzeźwości. Nie
mieliśmy obrączek, a ja zastanawiałem się, jak te sprawę załatwić i
kiedy,
czekałem na jakiś moment - może na jakąś rocznicę ślubu?
Któregoś ranka, w Pontremoli,
w małym włoskim miasteczku, zanurzonym w
dolinie Magry, w
północnej części Toskanii,
siedzieliśmy w małym barku, na niewielkim ryneczku tuż przed katedrą,
pijąc cappucino,
zagryzając ciasteczkiem i mrużąc oczy przed porannym
słońcem. Nad nami wznosiła
się wybudowana w XIII wieku dzwonnica. Kot leniwie obchodził doniczki z
kwiatami. Na stoliku leżała torebka z owocami, które kupiłem
u
"Rzymianina". "Rzymianin" miał pracownika z Rumunii i
nazywał go barbarzyńcą, pokazując wymownie
jakie rogi
mieli na hełmach jego przodkowie. Mi też, jako barbarzyńcy sprzedawał
taniej
morele, brzoskwinie i winogrona. Spojrzałem na serwetki unoszone lekkim
podmuchem wiatru, na "Il
Corriere
della Sera",
przyciśnięte talerzykiem od kawy,
uniosłem się
na chwilę i
powiedziałem Magdzie, że na chwilkę pójdę coś załatwić. Na
rogu był złotnik.
Patrzyłem przez szybę, jak Magda siedzi przy stoliku, ale mnie nie
widzi.
Jeszcze raz obejrzałem wybrane wcześniej obrączki. Wróciłem
do stolika i
wziąłem moją żonę za rękę. Złapałem siatkę z owocami i gazetę.
Weszliśmy do
jubilera. Magda najpierw otworzyła szeroko oczy, nie rozumiejąc
co się dzieje, a potem założyła na palec obrączkę, żeby
sprawdzić, czy
jest dobra. Była dobra. Jakaś pani stała w tym sklepiku i widząc, co
się z nami
dzieje sama zaczęła płakać ze wzruszenia. Wyszliśmy na zalany słońcem
placyk
przed katedrą, a ja ściskałem pudełeczko z obrączkami. I poszliśmy
dalej,
bocznym wejściem do kościoła, a potem na zakrystię. Tam czekał już
wysoki,
szczupły ksiądz, kapłan z powołania, mówiący wspaniałe,
gorące kazania,
gestykulujący żywo i uśmiechający się do wszystkich na ulicy. Byłem
wcześniej u
niego u spowiedzi, więc wiedział o mnie dużo, wiedział, że jestem
alkoholikiem,
i dlaczego to wszystko się dzieje. Magda płakała, a łzy kapały jej po
policzkach.
W zakrystii pachniało starym drewnem, kadzidłem, ornatami i
Słowem Bożym.
Postawiliśmy torby z owocami pod ścianą. Ksiądz stał tyłem, pod
wielkim, wąskim
oknem, tak że poranne
światło, podświetlało całą jego
postać, czyniąc ją tak nierealną, jakby wszystko to było namalowane
przez
włoskiego mistrza malarstwa, a nie dziejące się przed nami naprawdę.
Wyjęliśmy
obrączki. Nastąpiła krótka ceremonia odnowienia sakramentu
małżeństwa, w której
ponownie wymienialiśmy swoje imiona, a potem zakładaliśmy sobie na
palce
obrączki. Tak jak staliśmy, z rana, w zgrzebnych ciuchach, z tą torbą z
zakupami pod ścianą. Wszystko odbyło się po włosku. Tommaso,
Maddelena. E con il
spirito Tuo.
I ksiądz też miał łezkę w oku, gdy nas uściskał. Jak mogę wyrazić swoją
wdzięczność Bogu za taką chwilę? Co mogę powiedzieć? Jak napisać? Nie
potrafię... Wiem tylko, że dzięki AA i dzięki interwencji Boskiej w
moje życie,
dotknąłem rzeczy, o których mi się nawet nie śniło...
Dlatego otwarcie
rozmawiam o Bogu z moimi bliskimi, dlatego też nie wstydzę się
świadczyć, że w
Niego wierzę. To on pozwala mi zadość uczynić moim bliskimi sobie
samemu,
naszej rodzinie…Jestem szczęśliwy, dziękuję
Wspólnocie Anonimowych
Alkoholików, za powrót do normalności
– Tomek AA
Tak
miało być, tylko ja śmiałem myśleć inaczej.
Kiedy mówimy na temat duchowości, o przebudzeniu, nasze myśli łatwo kierują się do czegoś większego niż my sami. Do czegoś, co sprawiło, że nasze życie się zmieniło. Przypominamy sobie pierwsze chwile w grupie AA - a więc moment, gdy Siła Wyższa zaczęła ujawniać swoją obecność w naszym życiu pomagając w osiągnięciu trzeźwości. Z tą chwilą stwierdzamy, że duchowość na dobre rozgościła się w naszych sercach. Jednak kiedy zaczynamy doświadczać służb, może się zdarzyć, że zapomnimy o naszym pierwszym doświadczeniu, zapomnimy, że służba, jedność i zdrowienie są razem ze sobą powiązane, albo jak niektórzy weterani dodają, że tak naprawdę to z siebie wynikają. Możemy raczej tylko w sobie i własnym myśleniu, niż w Sile Wyższej, szukać inspiracji do działania. Od razu przypomniałem sobie hasło, które widziałem na 50leciu AA w Finlandii: Zdrowienie = Służba + Jedność, oraz powiedzenie: - Gdy dla wspólnego dobra /jedność/ podejmuję aktywność / służba / to robię pierwszy krok na drodze swego zdrowienia.. Właśnie podjęcie służby stało się najlepszym sygnałem dla wszystkich, że chcę trzeźwieć i oczekuję pomocy. W ten sposób mogłem pokazać, że jestem gotów zrezygnować z wielu własnych poglądów ponieważ w moim życiu nie sprawdziły się i teraz z ufnością chcę przyjąć nowe. Gdy rozmawiam ze swymi nowymi przyjaciółmi, podejmującymi służbę "herbatkowego", wyjaśniam, że choć osobiście do tej pory nie widzę związku logicznego między moją trzeźwością a myciem szklanek, to wiem, że ci, co przede mną trzeźwieli, - szklanki myli, - ja myłem, a teraz oni mają swój dzień. To w jakiś niepojęty sposób działało dawniej i pewnie będzie działać dziś. I oczywiście to jest tylko początek. Ufne naśladowanie rozpoczęło moją szkołę trzeźwości. Zobaczyłem wtedy, że we Wspólnocie już nie jestem sam, a trzeźwienie jest nie tylko moim celem. Znalazłem się wśród ludzi, którzy pragną tego, co ja - powrotu do zdrowia. Dobrze wykonywana służba "herbatkowego" zaowocowała powierzeniem mi służby mandatariusza. Zostałem obdarzony zaufaniem. Byłem zaufanym sługą. Z ramienia grupy, zacząłem brać udział w spotkaniach intergrupy. I wtedy rzeczywiście okazało się, jak trudno być zaufanym sługą. W "12x12" w kroku 2 możemy przeczytać: "..wobec innych (...) wykazywaliśmy naszą skromność, a w głębi duszy wierzyliśmy, że górujemy nad szarą masą" Bardzo szybko zacząłem szukać zaszczytu, prestiżu, podziwu otoczenia. Bardziej szukałem okazji udowodnienia innym własnych przewag niż okazji do podziękowania Wspólnocie za pomoc w trzeźwieniu. Popełniłem w tym wiele błędów i nieraz raniłem innych ludzi swoim sposobem działania. Szybko zorientowałem się, jak bardzo chcę dominować i przewyższać innych, lękając się równocześnie przy tym jakiejkolwiek krytyki i kontroli. Tylko ja mogłem mieć rację, a zabierałem głos we wszystkich sprawach, wszędzie zazdrośnie strzegąc swej "pozycji". Chciałem innych ograniczyć jedynie do roli wykonawców pozbawionych własnego zdania. Zapomniałem, że Wspólnota to miejsce, gdzie każdy czuje się wolnym, śmiało wyraża swe poglądy i z pełnym zaufaniem dzieli się tym co myśli i odczuwa. Oczekiwałem, że właśnie moje poglądy będą natychmiast wcielane w życie. Te skłonności, choć ukrywane pod płaszczykiem słusznej sprawy, szybko pojawiły się i to niezależnie od sprawowanej służby. Szczególnie łatwo pokazał to udział w naszych zespołach regionalnych. Bardzo dużo się tam nauczyłem. W praktyce zobaczyłem jak straszliwie niszczącą siłą może być zazdrość, rywalizacja czy niespełniona ambicja. Ale jednak mimo moich błędów, braków czy pychy, wydaje mi się, że to Bóg prowadził mnie poprzez te wszystkie ułomności i niedoskonałości. Pomógł przetrwać najtrudniejsze momenty. Nie zapiłem, choć wielokrotnie myślałem o tym. Zawsze było coś do zrobienia dla Wspólnoty, coś ważniejszego niż moje chęci czy nastrój. I w tym chyba zawiera się różnica między wzrastającym duchem służby a duchem władzy. Wiemy, że ani indywidualnie ani zbiorowo, członkowie AA nie podlegają jakimkolwiek nakazom, nawet jeśli dotyczy to służb. Program AA działa bez stosowania jakiegokolwiek przymusu, natomiast ci, którzy odbyli służby, mówią o wielkim zadowoleniu. A choć we Wspólnocie AA każdy może znaleźć ogromną ilość duchowej satysfakcji, to jednak żadna nie może być większa niż satysfakcja płynąca ze służby dla innych. Sądzę, że ma to swoje korzenie w przebudzeniu duchowym, o którym mówi Krok 12. Jest też pewnie najwymowniejszym obrazem tego przebudzenia. Dla mnie osobiście ma to bardzo praktyczne znaczenie. Nieraz uczestniczyłem w zdarzeniach, na których podjęto decyzje, z którymi się nie zgadzałem, bądź myślałem inaczej. Przypominając sobie: "Tak miało być, tylko ja śmiałem myśleć inaczej". Przestawałem być dla siebie własnym Bogiem i mogłem nadal czerpać z Najwyższego Źródła. Musiałem sobie jeszcze tylko przypomnieć, że sumienie grupy jest siłą większą ode mnie, że "sam z siebie jestem nikim", że nieraz sam mam znaleźć chęć poznania rozwiązań odmiennych niż moja wola, ale w jedności z innymi. Miałem w ten sposób szansę poznać Jego wolę wobec siebie. Mamy też taki fragment w naszej literaturze, który mówi, że po etapie wprowadzania w swoje życie Kroków, nawet częściowym, nasze wyobcowanie zaczyna znikać i zaczyna się etap integracji. Wtedy to właśnie zapominamy o naszym egocentryzmie. Warto tu przytoczyć słowa Bill'a na temat Pierwszej Tradycji: "Bez jedności serce AA przestanie bić a nasze światowe arterie przestaną być kanałami Łaski Bożej. Ten dar Jego dla nas nie spełni swego przeznaczenia. Alkoholicy zaś mogliby wtedy zauważyć w swych wymówkach do nas: widzicie jaką wielką rzeczą mogłaby być Wspólnota AA". A więc mam pełnić służbę - co to znaczy? Co robić i jak robić, jak utrzymać jedność? Celem naszej służby jest nieść posłanie trzeźwości tym, którzy tej trzeźwości pragną i zachować je niezmienione dla wszystkich potrzebujących w przyszłości. Stąd stało się jasne, że aby służba mogła być efektywna, jej uczestnicy powinni mieć nie tylko solidną trzeźwość, ale i solidną wiedzę dotyczącą Tradycji czy Koncepcji Służb Światowych AA. Warsztaty, spotkania robocze na te tematy są niezwykle pomocne, bo właśnie tam mamy okazję pokazać, na ile z naszego programu zdrowienia AA zdołaliśmy przyswoić w praktyce, czy własne wyobrażenia o sobie nie prowadzą czasem w krainę Utopii. Nieraz jesteśmy świadkami, jak członkowie naszych służb są wybierani w grupach. W miarę osiągania przez nich różnych poziomów służby widzimy, że to ku nim są zwrócone oczy Wspólnoty. Wspólnota obdarza ich swym wsparciem i zaufaniem, aby dla nas wykonywali zadania, których niektórzy nie mogą, a inni nie chcą wykonywać. Zwalczyć egoizm i egocentryzm - to nie jest proste zadanie. Ale ten, kto podejmuje się służb, może przy tym, jak na dłoni, zobaczyć wiele istotnych cech swego charakteru. A ponadto, niezależnie od poziomu służby, czy to "herbatkowego" czy powiernika, jeśli jest podejmowana ze szczerego serca i w dobrym celu, pozostaje niekwestionowana satysfakcja. Poświęciłem tu kilka słów na temat służb, ludzi w niej uczestniczących, ale jest jeszcze jedno ważne spojrzenie. Są w naszych szeregach ludzie, którzy nie służą jako ważni funkcyjni. Chyba nie są stworzeni do aktywnego uczestnictwa w życiu Wspólnoty. Ale mają coś, co ma dla mnie szczególne znaczenie. To wrażliwe i kochające serce. Natychmiast spostrzegają, kto przeżywa trudności; jednym spojrzeniem czy słowem dają do zrozumienia: JESTEM Z TOBĄ, NIE OBAWIAJ SIĘ. Dlatego, gdy nieraz kieruję swe myśli, aby wyrazić wdzięczność za dar trzeźwości, wyrażam też wdzięczność i za takich ludzi, za ich cudowne serca.
Pozdrawiam
pogodnie. Barmin
WARSZTATY
12 KONCEPCJI
AA W REGIONIE WARSZAWA
Warsztaty
Koncepcji trwają w
naszym regionie już ponad pół roku. Na razie odbyło się
dziesięć spotkań (w
październiku jeszcze XI Koncepcja i w listopadzie kończymy, warsztatem
dotyczącym XII Koncepcji).
Spotkania warsztatowe odbywały się w PIKU, a
licznie pojawiający się Przyjaciele
byli dowodem na to, że 12 Koncepcji to temat ciekawy, choć nie dla
wszystkich
jeszcze bliski i zrozumiały. 12 Kroków i 12 Tradycji naszego
Programu wydają
się dzisiaj rzeczą oczywistą, spójną, jasną i zrozumiałą dla
naszej Wspólnoty,
stanowiąc niejako bazę i podstawę naszych dwóch
Legatów (dziedzictw) –
ZDROWIENIA i JEDNOŚCI. Starsi Przyjaciele pamiętają, jak na podstawie
spotkań
warsztatowych Wspólnota AA w Polsce przybliżyła sobie temat
Tradycji, które
potem na stałe zadomowiły się w naszej świadomości. Teraz stanęliśmy
przed
nowym wyzwaniem: zgłębieniem, przyswojeniem i wprowadzeniem do naszej
zbiorowej
świadomości kolejnej, ważnej „dwunastki”
– Dwunastu Koncepcji
AA, które dotyczą trzeciego legatu, czyli SŁUŻBY. Temu służą
prowadzone w PIK-u
warsztaty.
Podstawą
naszych spotkań
warsztatowych były materiały przygotowywane przez Przyjaciół
z Zespołu
Literatury: fragmenty artykułów dotyczących Koncepcji, a
zamieszczanych wcześniej
w biuletynie MITYNG,
teksty z przygotowywanego
„poradnika służb”, oraz
– jako podstawy naszych warsztatowych spotkań –
ankiet
zawierających pytania dotyczące różnych aspektów
postrzegania Koncepcji.
Odpowiedzi na pytania służyły nie tylko bieżącym wypowiedziom w trakcie
warsztatu, prowokując do ciekawych przemyśleń i wypowiedzi, ale też
stały się
kanwą materiałów drukowanych co miesiąc w Biuletynie MITYNG. Te
„wkładki” umieszczane w
MITYNGACH docierały już do każdego AA w naszym Regionie, do każdej
grupy, a co
za tym idzie warsztaty Koncepcji stały się drogą do pogłębiania
świadomości
całej naszej zbiorowości. Uwieńczeniem tej pracy może stać się zebranie
tych
wypowiedzi w specjalnym wydaniu przygotowanym przez Zespół
Literatury.
Dwanaście
Koncepcji przyjęło się
uważać za 12 prawideł dotyczących jedynie funkcjonowania Służb
Światowych,
czyli dalekich od spraw dotyczących przeciętnego AA.
Nasze spotkania warsztatowe rzuciły nowe światło na ten pogląd i na
same
Koncepcje. Okazało się, ze to nie jest wcale taki zbiór praw
odległych i dotyczących tylko „tych na
górze”, może jakichś
„delegatów narodowych”, lecz że jest to
kompletny, wypracowany na
bazie wieloletnich doświadczeń Wspólnoty, zbiór
najbardziej praktycznych
„prawideł” działania służb, nawet na poziomie grupy.
Odkrywcze
wydaje się to, że
posiadamy we Wspólnocie spisane prawa, które
pozwalają lepiej funkcjonować
naszym służbom i to na każdym poziomie struktury – doskonały
przykład to
„Prawo decyzji”, przyznające skarbnikowi grupy
możliwość dokonywania
zakupów według własnego uznania. To skarbnik decyduje, jaką
herbatę kupić i
jakie ciasteczka. Grupa obdarza go zaufaniem, a on kierowany poczuciem
odpowiedzialności sam przechodzi do działania. Wydaje się to logiczne i
jest
stosowane w większości naszych grup, nawet intuicyjnie –
warto jednak
przyjrzeć się temu, iż nawet działania skarbnika można zobaczyć w
świetle
naszych wewnętrznych regulacji „prawnych” w AA, w
świetle Koncepcji.
W czasie
Konferencji Służb, spotkania tylu mandatariuszy, z tylu grup w naszym
Regionie,
warto zwrócić uwagę, iż jest to wielkie spotkanie
„przedstawicieli służb
światowych”, bo według tego, co wypracowali uczestnicy
warsztatów
Koncepcji, mandatariusz to jest już „służba
światowa”. Jakże
bliskie jest więc
Dwanaście Koncepcji Światowych Służb
każdemu z nas.
Wielką
radością napawa także fakt,
że z naszego doświadczenia korzystają także Przyjaciele z innych
Regionów, a
warsztaty Koncepcji są obecnie organizowane w różnych
miejscach Polski, dając
wyraźny sygnał, że i w tym wypadku naszymi działaniami kieruje duch
jedności.
Sprawozdanie
sporządził
Tomek AA, prowadzący warsztaty Koncepcji
Tradycje
wymagały perswazji!
Pierwszy
odbiór Tradycji był interesujący i
zabawny. Reakcja była mieszana, najdelikatniej mówiąc. Tylko
grupy w wielkich
kłopotach odebrały Tradycje poważnie. Z niektórych
stron nastąpiła gwałtowna
reakcja, szczególnie ze strony grup, które już
miały długie listy "ochronnych"
przepisów
i regulaminów. Wiele było obojętności. Szereg
spośród naszych
"intelektualnych"
członków głośno
wołało, że Tradycje po prostu odzwierciedlają sumę moich własnych
nadziei i
obaw dotyczących Anonimowych Alkoholików.
Zacząłem więc
podróżować i wiele rozmawiać na temat nowych
Tradycji. Ludzie byli z początku uprzejmie uważni, chociaż musze
wyznać, że
niektórzy zapadali w drzemki w czasie moich wczesnych tyrad.
Po jakimś jednak
czasie zacząłem dostawać
listy zawierające takie oto wyznania: "Bill,
bardzo byśmy chcieli, żebyś do
nas przyjechał przemawiać. Opowiedz nam, gdzie kiedyś
chowałeś swoje flachy i
o tym swoim wielkim nagłym duchowym olśnieniu,
którego doznałeś. Ale na litość Boską nie mów już
więcej o tych nieszczęsnych
Tradycjach!"
Czas
to wszystko odmienił. Zaledwie w pięć lat później kilka
tysięcy członków AA,
spotkało się na
Konwencji w Cleveland w 1950 roku, zadeklarowało, że Dwanaście Tradycji
AA
stanowi platformę, na której nasza Wspólnota może
najlepiej funkcjonować i
trzymać się razem w jedności po wsze
czasy.
Bill
W.
Punkt
widzenia
– Zlot
Radości
Święto
ZDROJU 8-10
września
w
Olsztynie.
Czasem marzę, by sprzedać, co
tylko się da i kupić wóz kampingowy i
jeździć po świecie. Na początek zacząłem poznawać Polskę przy okazji
różnych
Zlotów AA, aby nie popełnić błędu jak Koziołek Matołek,
co to szukał
biedaczysko tego, co jest bardzo blisko. Podróż do Kortowa pod Olsztynem odbyłem
zachęcony tydzień wcześniej
udziałem w rocznicy 25 lecia
AA Regionu Dolny Śląsk.
To była uczta!
Natomiast
Zlot Radości z okazji 21 lecia
Święta Zdroju odbył się w obiektach uczelni
Olsztyńskiej. Obiekt położony nad samym jeziorem, bardzo ładny,
również
rozległy. Zakwaterowano nas w różnych częściach osiedla
studenckiego. Muszę
przyznać, że czułem się trochę zagubiony w marszach pomiędzy
stołówką a
kwaterą, salami spotkań mityngów tematycznych, a ofertą
turystyczno-religijną.
Dopiero na drugi dzień udało mi się odnaleźć kolegę z Warszawy.
Osobiście
namówiłem go na przyjazd z żoną i dziećmi i trochę się
czułem zakłopotany, bo
mógł się zgubić. Jest na początku „naszej
drogi” i może dlatego
bałem się go spytać o wrażenia. Pytałem za to
innych uczestników i organizatorów Zlotu. W
większości uwiedzeni
urokami Mazur dostrzegali jednak braki organizacyjne. Niestety
rezygnowali też
z poszukiwania mityngów.
Był jednak „plus”.
Oczarowani zostaliśmy bogactwem
oferty literatury wydawnictwa spoza AA, które wywiesiło
bardzo widoczny plakat
informujący o 15% obniżce cen literatury AA.
Pewnie
to oni najlepiej zarobili podczas imprezy. Zaraz pojawiły się pytania,
czy
zostanie obniżona cena książek wydanych przez BSK
AA. Nasze stoiska
literatury zniknęły gdzieś w morzu
literatury parapsychologicznej, dewocjonaliów
wielbłądów, czy płyt promujących
„wybitnych alkoholików”. Sobotnie
spotkanie rozpoczął mityng
ZDROJU, na którym Redaktor Naczelna i kolegium redakcyjne
zaprezentowało
historię tworzenia się „Zdroju” w kontekście
tematu: „Literatura
AA – pomocą w
zdrowieniu”!
I był to chyba największy wspólnotowy akcent kojarzony z
celem tego
Zlotu. Wieczorem mieliśmy fajną
taneczną
muzykoterapię. Okazało się wówczas, że jest olbrzymia sala
sportowa wraz z
wieloma przyległymi pomieszczeniami, gdzie moglibyśmy skoncentrować
swoje
spotkania mityngowe i długie rozmowy alkoholików, gdybyśmy jako
członkowie Wspólnoty AA
byli bardziej odpowiedzialni. Organizatorzy z Regionu
Warmińsko-Mazurskiego nie
wynajęli tej sali z obawy o wysokie koszty. Na tydzień przed zlotem
dokonaliśmy
jedynie około 50 - 60 rezerwacji wobec planowanych około 1000
osób. Ja też
czuję się w tej kwestii nieodpowiedzialny, dokonałem rezerwacji po
wyznaczonym
terminie. Teraz rozumiem decyzję organizatorów lokujących
mityngi w ciasnych
salkach w różnych budynkach. Nie mieli szansy wcześniejszego
poznania ilości
chętnych do udziału w zlocie. Ostatecznie przyjechało około 500
niespodzianych
gości. Trudno się dziwić, że zabrakło odpowiedniej ilości
posiłków a bary
akademickie podjęły w tym czasie imprezy weselne. Czasem podchmieleni
goście
weselni mylili się z naszymi przyjaciółmi z AA, co
powodowało ucieszne sytuacje.
W programie przewidziano warsztaty Kroków, Tradycji,
warsztaty tematyczne,
wycieczkę do Gietrzwałdu. Szczególnie ta ostatnia okazała
się nadzwyczaj ważna
dla naszych przyjaciół AA z Warmii i Mazur, może dlatego,
że tam miała na nich czekać lokalna telewizja. Wycieczkę zaplanowano w
trakcie
warsztatów i wzięli w niej udział chyba wszyscy gospodarze,
bo momentalnie
zostaliśmy bez prowadzących mityngi. Wprowadzało to zamieszanie. Chylę
czoła za
wkład pracy gospodarzy - mimo wszystko chcieli jednak
„dobrze”
– a wyszło jak wyszło. Liczy się gotowość i chęć szczera. Nie
popełnia
błędów, kto nic nie robi. My też musimy dla siebie wyciągnąć
wnioski.
Doświadczenia z tej imprezy wzbogacą wiedzę kolejnych
organizatorów.
„NASZE
DOŚWIADCZENIA PRZEKAZUJEMY DALEJ” - mawiał weteran Bill W.
Odbyło
się wiele rozmów kuluarowych. Najczęściej powtarzanymi
postulatami były:
*Aby Zlot Święta Zdroju
odbywał się zawsze w maju
*Abyśmy
zakładali udział około 500 osób i tylko dla tej ilości gości
gwarantowali
organizację, która spełni wymóg wcześniejszej
rezerwacji. Pozostali
niezapowiedziani goście będą musieli sami zadbać o siebie.
*Abyśmy
nie musieli konkurować z ofertami literatury różnych
wydawnictw spoza AA
kierującymi myśli sposobami poza aowskimi.
*Potrzeba nam mieć do
dyspozycji jedną dużą i
dwie, lub trzy przyległe sale na spotkania tematyczne i towarzyskie.
Abyśmy
mieli szansę spotkać się.
*Abyśmy
zapraszali do udziału w miarę możliwości Wspólnoty Al- Anon,
Alateen wraz z
upoważnionymi kolporterami tych
Wspólnot, przypominając im o wniesieniu odpowiednich opłat.
*Abyśmy podczas negocjacji
cen wynajmu obiektu
mogli zastrzec sobie prawo decyzji, oraz wyboru
rodzaju handlu, ilości
obwoźnych barów gastronomicznych, itp.
*Abyśmy
od wszystkich jednakowo egzekwowali obowiązek wniesienia akredytacji.
Zdarzyło
się, że kilku „naszych” upominało się o znaczek
zlotu i udziału w zabawie choć
nie widzieli potrzeby wniesienia wpłaty
akredytacyjnej. Może dotąd nie słyszeli o 7 Tradycji?
Spotkanie
w Kortowie zakończyliśmy na wspomnianej sali sportowej
wspólną modlitwą o
Pogodę Ducha. Jurek, główny reprezentant
organizatorów z Regionu Warmińsko
Mazurskiego. Na początku podał komunikat: „redaktor naczelny biuletynu
Zdrój,
Basia -
podobno
wczoraj wyjechała” więc sam poprowadził. Potem
wysłuchaliśmy uroczego okolicznościowego wierszyka. A
później już tylko słowa
pożegnania. Dziękujemy Jurku!!!. Mimo różnych niedogodności,
było to dobre i
twórcze doświadczenie. Choć myliłem drogę i kilka razy
plątałem się po ulicach
dojazdowych, to przyjadę do Olsztyna jeszcze raz, choćby tylko na
mityng. To
piękne miasto. Podróże kształcą, a czy nie o tym właśnie marzyłem?
Lechu02
…miło
szaleć,
kiedy czas po
temu.
Parę dni temu miałem okazję
uczestniczyć w dyskusji, która
uświadomiła mi konieczność dalszego porozmawiania o naszej
Wspólnocie.
Wypowiedziałem się wtedy, że często wysiłek aowców
jest kierowany na organizowanie imprez mających
abstynencki/zabawowy/religijny charakter
przez co informacja o samej Wspólnocie AA, a
także
jej wizerunek jest zagłuszany bądź zniekształcany. Gdyby mały fragment
tej
aktywności był skierowany na udział w życiu AA, to przyszłość naszej
Wspólnoty
pewnie byłaby świetlana. Niestety, do tej pory szalenie trudno zapewnić
odpowiedzialność za dyżury w PIKu,
zebrać członków
służb, wyeliminować porzucanie podjętych obowiązków.
Osobiste cele wydają się
ważniejsze niż całej Wspólnoty. Jakby zostały zapomniane
słowa z Tradycji
Pierwszej, czytane bodajże na każdym mityngu - …
wyzdrowienie każdego z
nas zależy od jedności Anonimowych Alkoholików. Ale to
trzeba chcieć słyszeć.
Przypomniałem
sobie słowa o. J. Salija: Rak
polega na
tym, że część komórek organizmu się buntuje:" nie będziemy
służyć całości,
będziemy pilnowały tylko swojego dobra" I na krótką metę te
komórki dobrze
na tym wychodzą, wspaniale się rozwijają. Nie zauważają tylko, że
uległy biologicznemu uprymitywnieniu, że
niszczą komórki wokół, że przyczyniają się do
słabnięcia całego organizmu i w
gruncie rzeczy do unicestwienia także siebie...
.....Katastrofa
zaczyna się
wtedy, gdy te cząstki organizmu społecznego, które
dotychczas zachowywały się
przyzwoicie, widzą, że przyzwoitość nie popłaca:" to my też będziemy
pilnowały dobra własnego"
Pojawia się bardzo
smutny
obraz przyszłości AA.
Myślę jednak, że jeszcze nie
wszystko stracone. Mam nadzieję, że ktoś się obudzi. Tak już w historii
bywało.
Pamiętamy słowa: - … żeby Polska była Polską. Od razu
wszyscy wiedzieli,
co jest najważniejsze. Piękne słowa. Za nimi kryje się miłość do Polski
i
równocześnie obawa, że coś jest nie tak jak trzeba. My dziś
możemy tylko
westchnąć: - żeby AA było AA!!! Ale kto to ma
zrobić? Piękne hasło Billa
W. – Bądźmy przyjaźni dla naszych przyjaciół -
jest tak wypaczone, że brakuje ludzi odpowiedzialnych za AA.
Na
każdym kroku możemy natknąć się na
entuzjastów działalności klubowej, wyznaniowej,
towarzyskiej, którzy nawet nie
mają pojęcia, że Wspólnota AA posiada swoje zasady,
swój przez lata sprawdzony
program powrotu do zdrowia cierpiących alkoholików. Z jakim
zdziwieniem słyszę,
że cierpi ktoś o kilkuletniej abstynencji, kto do tej pory nie zna
Wielkiej
Księgi, 12x12; nie zainteresował się Tradycjami AA, ani ich
przydatnością.
Równocześnie widzę ambicję, brylowanie na mityngu AA. /nie
dziwiłbym
się, gdyby robił to ktoś w jakiejś grupie, nie ujmowanej w spisie
mityngów AA/ Kiedyś
doszło do tego, że na mityngu usłyszałem deklarację odrzucania
wszelkich
zaleceń AA. Liczy się
on i tyle. W moim rozumieniu
wstępując do Wspólnoty AA wyraziliśmy chęć stosowania zasad
AA we wszystkich
naszych poczynaniach, wierząc, że są nam pomocne w zdrowieniu. I tego
oczekuję
od siebie a także mimowolnie od ludzi uczęszczających na mityngi AA. Szczególnie,
jeśli chodzi o mityngi zamknięte.
Rzeczywistość niestety okazuje się zupełnie inna. Stąd zaniepokojenie.
Trudno
mi sobie wyobrazić zadowolenie na twarzy księdza katolickiego
informowanego z
wielkim zapałem na spotkaniu jego
„trzódki” o wspaniałej
działalności w innym ośrodku wyznaniowym. Gdy dowiaduje się, jak
ciekawe są tam
koncerty, wykłady i spotkania ze znanymi ludźmi, że ksiądz/pan/mistrz
tak
ładnie gra na mandolinie i do tego rozumie postawę każdego nowego,
który się
tam pojawi. W końcu wiara jest zawsze wiarą.
Chyba
podobnie nie przynosi zaszczytu ani
radości zachwyt pacjenta przed terapeutą na temat działalności innego
ośrodka
reprezentującego odmienne sposoby pomocy dla alkoholików
albo nawet tej czy
innej prywatnej terapii. Czy to kwestia przyzwoitości czy uczciwości
wobec tych,
którzy chcą nam pomóc? Nie wiem. To nie moja
sprawa.
Może
teraz będzie łatwiej zrozumieć jak
czuje się członek AA atakowany zewsząd przez kolegów
deklarujących się jako AA,
informacjami o imprezach towarzyskich, wykładach, zabawach, koncertach,
za to z
pobłażaniem wyrażających się o naszych służbach. W sercach mniej
zaangażowanych
pojawia się wahanie a wtedy nawet nie dziwi wybieranie „łatwiejszej,
łagodniejszej drogi”.
Na mityng po prostu zabraknie czasu.
Ale czy taka droga prowadzi do celu? Dlaczego
„zabawowicze” tak
często znikają z mityngów i to przy byle
jakiej
okazji? Czy aktywność poza aowska
nie stanowi realnej
konkurencji dla wartości AA? Jak AA ma reagować? To nie jest sprawa
tylko dla BSK,
powierników czy służb, to sprawa postawy każdego z
nas, jaki obraz AA sobą przedstawiamy?
Mnie interesuje Wspólnota AA, jej obecna kondycja i jej przyszłość. I tu pragnę wyraźnie powiedzieć. Nie jestem wrogiem religii, przeciwnikiem zabaw, spotkań z ciekawymi ludźmi, koncertów itd… Lubię spotkać się z przyjaciółmi na pogaduszkach w lokalu, gdzie nie podają alkoholu, lubię muzykę. Mogę nawet powiedzieć, że jestem melomanem. Mam swoje ideały religijne, które przypominają, że jeśli Siła Wyższa sprawiła, że znalazłem się w AA to znaczy, że mam tu choć raz w życiu zrobić coś z maksymalnym wysiłkiem, aby następnie to złożyć jako dar dla mego Boga. Nie będę przeciwstawiał się Przeznaczeniu. Dlatego mam na uwadze słowa mistrza Jana - …miło szaleć, kiedy czas po temu. A gdy dołożę do nich hasło - najważniejsze najpierw - wiem, co jest najlepsze dla mojej trzeźwości. Musi być zachowany umiar, aby czasu i odpowiedzialności starczyło dla każdej dziedziny życia. Bym wybierając przyjemności nie musiał rezygnować z pogłębiania trzeźwości. Już dawniej nadmierna pogoń za uciechami doprowadziła mnie do katastrofy życiowej. Nie chcę do tego wracać. W MITYNGU nr 8/110/2006 zamieściliśmy listę najczęściej spotykanych odpowiedzi wobec zachęty do służb w AA. Tak naprawdę jest ich daleko więcej. Nie wolno mi zapominać, że zaangażowanie w życie AA pomaga utrzymać trzeźwość. Zresztą jest to temat najbliższej Konferencji. Pamiętam stale, że mamy do czynienia z „wrogiem podstępnym, potężnym i przebiegłym”. Jak nigdy przedtem w życiu potrzebuję pomocy innych alkoholików, by przez jedność z nimi odnaleźć w swoim sercu drogę do Boga. Innego nie mam. Potrzebuję Wspólnoty i jej duchowych wskazówek. Zaś każdego traktującego z pobłażliwością program AA pytam się: W imię czego odrzucasz AA? Czy pamiętasz czas, kiedy nie było religii, zabaw, kiedy w pijackim cierpieniu umierałeś? Myślę, że sam odnajdziesz właściwą odpowiedź.
Barmin
Z
archiwum MITYNGU pięć lat wstecz
10/52/
2001
„Dlaczego
potrzebujemy
Konferencji?”
Potrzebujemy
jej by się upewnić, że zmiany wewnątrz AA wypływają tylko z
potrzeb i z chęci całego AA, a nie tylko nielicznej garstki.
Potrzebujemy jej
dla zapewnienia, by drzwi do AA nigdy nie zostały zamknięte, tak by
wszyscy
ludzie, którzy mają problem alkoholowy, mogli zawsze przyjść
do nas bez pytań,
z poczuciem serdecznego przyjęcia niezależnie od rasy, wiary czy
pozycji społecznej ."
„Jak
to z tym WARSEM było?”
W 1984r, w
przedziale pociągu zebrała się nas grupa kilku osób. Z
tego, co pamiętam byli wśród nich: Felek, Adam S., Adam B.,
Wiktor O. i ja. Byliśmy
pełni radości i zapału bo
ten zjazd był pierwszy a co za tym idzie historycznym wydarzeniem w
naszym
ruchu. Z kontaktów z alkoholikami w Poznaniu wiedzieliśmy
już, że gdzieś w
świecie Grupy AA łączą się w Intergrupy
aby ułatwić sobie działanie i dlatego uznaliśmy iż w
Warszawie dobrze
byłoby powołać taką „instytucję". Miałaby nazywać się
„Wars"
10/64/
2002
„Wspominki
mityngowe”
Jest rok 96.
Powstało już Biuro Służby Krajowej, zbliża się VI Kongres AA w
Warszawie. W
redakcji sporo zmian i nowych zadań. Na wyraźne życzenie
czytelników MITYNG
przybrał nową szatę graficzną w postaci zeszytu A5. Niby niewiele, to
jednak musieliśmy
to inaczej robić. Mój kontakt z literaturą AA
był taki jak moje
trzeźwienie - chaotyczne i powierzchowne. Nie pamiętam
kiedy
zetknąłem się z biuletynem MITYNG. Kiedy zaczynałem, jeszcze go nie
było;
później, przez moje rozstania i trudne powroty, nie
zauważyłem, kiedy się pojawił. Pełny
buntu i swoich racji nie przyjmowałem tego,
co było w literaturze AA, unikałem jej. Pierwszy MITYNG kupiłem w piątą
rocznicę jego istnienia.
10/76/
2003
„Trudne
początki”
Zastanawiam
się tylko, czy dużo wysiłku będzie mnie kosztowało uczenie się
od kogoś? Mam paskudną
wadę..., do
swojej wiadomości przyjmuje tylko te informacje, które są
dla mnie wygodne lub
zgodne z moimi wyobrażeniami. Inne odrzucam!
10/88/
2004
„Dobrze
zorganizowana, ale Wspólnota”
Wcześniej
pełniłam inne służby takie jak: skarbnik, prowadząca mityng.
Każda z nich pomagała mi w trzeźwieniu. Dzisiaj do moich
obowiązków należy
przenoszenie informacji między grupą a intergrupą.
Jest to pierwsza ze służb, która pozwoliła mi uświadomić
sobie, że poza moją
grupą jest jeszcze cały świat Wspólnoty AA.
10/100/
2005
„Obrazki
z pewnej Konferencji”
Na
Konferencji toczy się wiele dyskusji, polemik, czasem dość ostrych
kontrowersji. Nic w tym dziwnego, tu jest na to miejsce. Ale jest
pewien
moment, kiedy wszyscy delegaci, powiernicy, pracownicy BSK,
kibice i ciekawscy - wstają podają sobie ręce i odmawiają
wspólnie Modlitwę
o Pogodę Ducha. Nie umiem tego opisać. Kto to przeżył, ten wie.
„A
co słychać w służbach”
…"te
całe służby" są niepotrzebne, to przerost ambicji
"działaczy", za ich czasów tego nie było i temu podobne
opinie.
Wygląda na to, że niektórzy starzy członkowie /weterani/ nie
za bardzo chcą
odnaleźć sens nowej rzeczywistości. Niby nic w tym tragicznego, choć
szkoda, że
te opinie znajdują posłuch u nowych, którzy już na początku
swej drogi są
niechętnie nastawiani do służb. Zdaję sobie sprawę jak wiele wysiłku
musiałem
włożyć, aby przebić się przez sferę własnych wyobrażeń, czym jest AA,
ile
trzeba było trudu, aby stworzyć system poznawania doświadczeń AA z
całego
świata. Jak często doświadczenia alkoholików z macierzystego
mityngu stawały
się dla mnie niewystarczające.