MITYNG 12/114/2006
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
Zespół redakcji Biuletynu MITYNG
życzy Wam wszystkim
drodzy przyjaciele, zdrowych, spokojnych i radosnych świąt Bożego Narodzenia i
Szczęśliwego Nowego 2007 Roku .
Niech się spełnią Wasze marzenia, pragnienia
- a mogą „jeśli
nad nimi pracujemy”.
Abyście w te dni nie byli samotni, abyśmy wszyscy
znowu w styczniu spotkali się trzeźwi i wygrani. Zadbajmy już dziś o to, by
zaplanować sobie każdy z tych świątecznych dni, trudnych dla nas alkoholików.
Zamieszczaliśmy w naszym Biuletynie 12 Propozycji
spędzenia radosnych i bezpiecznych świąt. Zachęcam do przejrzenia ponownie tego
opracowania.
Możemy też zadbać o naszych samotnych przyjaciół,
może warto zaprosić do siebie kogoś nieśmiałego? Każdy sposób jest dobry, aby
tylko nie pić.
Na trzeźwo wszystko jest możliwe! Redakcja MITYNG
Mam na imię Edward, jestem alkoholikiem. Przypominam sobie, że w
początkach mojej drogi nie myślałem o niepiciu do końca mojego życia. Jedyne na
co mnie było stać, to nauczenie się picia kontrolowanego. Niestety, moje
oczekiwania nie spełniły się, bo po pięciu miesiącach na odwyku, w tym samym
dniu już piłem. Kolega, do którego wstąpiłem, postawił flaszkę na stół i
powiedział: „wiem, że byłeś
na odwyku no to chyba już cię wyleczyli”. Nie zaprzeczałem, bo
chciało mi się pić. Przecież tęskniłem za kielichem! Najgorzej, że
Po pół roku zapytałem kolegę z "branży",
czy potrafi wyobrazić sobie, siebie nie pijącego do
końca życia? Nie potrafił, a ja już tego bardzo chciałem i uwierzyłem, że może
mi się to udać. Dzisiaj nie potrafię wyobrazić sobie, siebie pijącego, ale wiem że w życiu alkoholika wszystko jest możliwe. Nawet
niepicie do końca udanego i pięknego życia, w czym chcę już wytrwać, aż do
chwili, kiedy udam się w podroż do "Domu
Mojego Ojca".
Nie jestem w niczym lepszy od Ciebie i wierzę, że wytrwasz na tej naszej pięknej choć czasem wyboistej drodze. Pozdrawiam i życzę wiary w siebie.
Edward z Lublina.
Data trzeźwości :
Służba wyciągnie nawet z „doła”
Do AA przyszedłem 2 lata
temu. Myślałem, że przychodzenie na mityngi pomoże mi zachować trzeźwość. Po
niedługim czasie na pytanie, czy mogę myć szklanki, zgodziłem się. Byłem pełen
obaw, bo w mityngu na Zgierskiej uczestniczyło wiele osób. Poczułem się ważny,
a za pulpitem miałem swoje własne miejsce. Ujawniła się moja pycha, która
sprawiła, że nawet nie chciałem przyjąć pomocy innych. Jednak musiałem się z
tym pogodzić. Na mityngu usłyszałem o programie 90x90, nie przebywaj z pijącymi
i wielu pomocnych rada. Po około 5 miesiącach poszedłem do szpitala, a tam
trafiłem do salki, gdzie lał się alkohol. Momentalnie zapomniałem, że to
„wróg podstępny i przebiegły”. Już po trzech dniach od operacji i
ja wypiłem. Lekarze wychodzili ze szpitala około 15 tej a sklep był blisko. Nie
jestem twardzielem, zacząłem kombinować od żony i syna pieniądze na alkohol
tłumacząc potrzebą zakupów bo taki jestem głodny.
Podejrzewali coś ale przyjeżdżali. Dobrze, że
wcześnie. Czekałem tylko na pieniądze i już byli niepotrzebni. Chciałem aby jak najszybciej odjechali tłumacząc bólami
kręgosłupa. Po wyjściu ze szpitala piłem całymi dniami przez około 2 miesięcy.
Chciałem się zapić co nie było takie proste, piłem
kasacyjnie. Tylko interwencji żony i córki zawdzięczam życie po próbie
samobójczej. Ponownie trafiłem do AA. Zacząłem
uczęszczać zgodnie z sugestiami 90x90 itd.. Poczułem się lepiej; w miłej
atmosferze dzieliłem się swoimi słabościami a w zamian otrzymywałem sugestie,
jak trzeźwo przetrwać kolejny dzień. Mimo krótkiej abstynencji po 8 miesiącach
grupa powierzyła mi funkcję mandatariusza. To był przełom. Zacząłem uczęszczać
nie tylko spotkania intergrupy, ale również inne
spotkania w naszym PIKu. Tam zobaczyłem, że obok
mojej grupy istnieje jeszcze cały świat AA. W zespole
finansowym zobaczyłem jaką drogę robią pieniądze
wrzucane do kapelusza. A warsztaty Koncepcji pokazały mi jak mało wiem o
przydatności służb. Zadawałem coraz więcej pytań i choć nadal wielu spraw nie
rozumiałem to miałem świadomość, że znajduję się w bezpiecznym miejscu. Choć
raz wyszedłem z któregoś spotkania roboczego. Były wyzwiska, obelgi. Emocje
zaczęły mną targać i wyszedłem prosto na zwyczajny mityng. Dopiero następnego
dnia przyjaciel wyjaśnił mi, że tak wygląda choroba alkoholowa, chorzy ludzie
tak się zachowują. Obrazem zdrowienia jest spokój wobec różnych zaczepek, a
tego było w większości. Z nich mam brać przykład dla siebie.
Chyba coś w mojej postawie się zmieniło na lepsze bo ostatnio powierzono mi funkcję prowadzącego w innej grupie. I tu znów trudności. W tygodniu tuż przed Konferencją Regionu Warszawa wziąłem do pomocy w pracy alkoholika. Zionął gorzałą aż przykro. We wtorek odczułem niepokojący wpływ na mnie. Czułem rozdrażnienie. Jakiś wewnętrzny bunt na wszystko wokół mnie. Najwięcej się dostało synowi … bo był pod ręką. Źle zarządzał firmą, a potem dostało się jeszcze żonie. Konflikty trwały do czwartku. Wtedy położyłem się, nie chciałem z nikim rozmawiać, nie odbierałem telefonów. Cierpiałem i znów przeszła mi myśl o samobójstwie. I wtedy telefon. Odebrała na szczęście córka. Dzwoniła przyjaciółka z AA. Rozmowa nasza trwała długo. Powoli zaczęło do mnie docierać, że po prostu chciało mi się pić. Wziąłem do ręki książkę „Anonimowi alkoholicy” i zacząłem czytać. Nie mogłem zrozumieć, co czytałem ale z kolejnym razem coś do mnie dotarło. Odłożyłem książkę. Co ja robię? W sobotę jest Konferencja Regionu, otrzymałem mandat zaufania od grupy. Ludzie wierzą w moją trzeźwość i pozwolili mi siebie reprezentować. Nagle przyszło opamiętanie. Zbyszek – co robisz? Bliskość alkoholu już dawniej kazała łamać przyrzeczenia. Dziś tak nie zrobię. Znów wziąłem książkę do ręki. Czas szybko mijał i przyszła pora na mityng na Ostrobramskiej. Tego dnia „Refleksje” mówiły o mnie. Zabrałem głos i opowiedziałem o zdarzeniach. Potem usłyszałem, że nie ja pierwszy miałem chwile słabości. Broszura „Życie w trzeźwości” szczególnie jasno o tym mówi, jak również jak sobie poradzić. Na grupie był kolporter, mogłem wiec ją zaraz kupić. Z mityngu wyszedłem zadowolony. Znów chciało się żyć. W sobotę na Konferencji dostałem kolejny zastrzyk wsparcia. Z radością w niej uczestniczyłem. Potwierdziło się, że najlepszym sposobem na utrzymanie trzeźwości jest jej przekazywanie, a wdzięczność za nowe życie ujawnia się podjęciem służb. To stale działa.
Zbyszek /
Gawęda o koledze,
„polu minowym” czyli parę słów o AA.
Odwiedził mnie w pracy kolega jeszcze z
młodzieńczych lat. Dużo mógłbym o nim opowiadać ale
nie to, że ma skłonności do alkoholu. Wspominał, ile troski swego czasu
wzbudzałem w nim swoim pijanym zachowaniem. Teraz cieszył się wraz ze mną
wyraźnymi postępami w trzeźwieniu. Równocześnie wyrażał podziw dla naszego aowskiego programu. Był głęboko zszokowany zmianami jakie na własne oczy mógł zobaczyć zarówno w mojej
postawie jak i wielu przyjaciół, którzy akurat często mnie odwiedzali. Były
momenty, że aktywnie włączał się w nasze aowskie
rozmowy i widać było zadowolenie na jego twarzy, że mógł w nich uczestniczyć.
Widziałem, że te pogaduszki pomagają mu w lepszym zrozumieniu jego własnej
sytuacji domowej. W pewnym momencie zadał pytanie – czy ja też mogę
korzystać z programu AA? Przed oczami przesunęły mi się różne przypadki z życia
wspólnoty. Po chwili mogłem odpowiedzieć. Nasza Trzecia Tradycja właściwie
praktycznie przed nikim nie stawia bariery zabraniającej korzystania z Programu
AA, nadmienia tylko o pragnieniu zaprzestania picia. Z tej furtki korzysta
wielu. Na mityngach AA - szczególnie
otwartych - możemy spotkać przyjaciół o najróżniejszych dolegliwościach, którzy
uważają, że obecność na tychże mityngach pomaga im w rozwiązaniu swoich
problemów. Nie mam najmniejszego prawa aby w to
wątpić. Różnica między kolegą a mną - wobec Programu AA - polega na tym, że aby
z niego skorzystać ja musiałem przestać pić, on zaś już nie pije. Deklaracja o
zaniechaniu picia nie sprawi więc najmniejszych
kłopotów. Niestety, ja miałem jeszcze jedną trudność w rozpoczęciu pracy z
Programem AA ( nie mylić z programem 12 Kroków, który jest tylko fragmentem
Programu AA !!!). Póki byłem uwikłany w pytania - pić czy nie pić? czy
jestem alkoholikiem? może jestem inny? może dzięki swej inteligencji nie muszę angażować się w
życie AA a i tak osiągnę wyniki? – nie mogłem
skierować swych pragnień w kierunku rozwoju wskazywanym przez AA. Tak naprawdę nie interesowałem się Programem - albo co
najwyżej częściowo - liczyło się jedynie zachowanie abstynencji. Cały czas moje myśli związane były z
alkoholem a każda łudziła, że jak przestanę pić, to wszystkie problemy życiowe
też ustąpią. Rzeczywistość okazała się zgoła odmienna. Dopiero pełna akceptacja
mojego uwolniła niezbędny potencjał sił aby rozpocząć
zmagania z cechami, które w dużej mierze ujawniły się dopiero po zaprzestaniu
picia. Nie można jednocześnie zdążać w dwóch przeciwnych kierunkach. Oczekiwać
spełnienia Obietnic AA i równocześnie unikać zaangażowania w życie naszej
wspólnoty. Skoro jestem alkoholikiem, to mam dziś nie pić, iść na mityng,
czytać naszą literaturę, i aby zrozumieć zawarte w niej treści porozmawiać ze
sponsorem. A sponsor wskaże dzień, w którym mam podjąć służbę zgodnie z
osobistymi kwalifikacjami, bo służby nie można odwlekać latami. Pewnie w tym
momencie odezwą się głosy – po co te służby? Po
co sponsor? No właśnie. - Abyśmy wreszcie poznali i nauczyli się stosować kilka
prostych zasad godziwego życia. Lubię takie porównanie.
To życie, które mam przed sobą, to
faktycznie „pole minowe”. Dla alkoholika, jak ja, szczególnie na
początku było gęsto najeżone pułapkami. Wiele z nich doświadczyłem, i tylko
dzięki wyjątkowemu szczęściu mogę zawdzięczać, że żyję. Mam świadomość, że
alkohol zabija. Wielu znajomych już odeszło z tego świata. Ja dziś stoję przed
decyzją, gdzie mam skierować swoje kroki aby godnie
przeżyć kolejny dzień, jakimi mam kierować się zasadami? Oczywiście mam prawo
kierować się własnym wyczuciem. Lecz pamiętam, że dotychczas w życiu to się nie
sprawdziło. W konsekwencji musiałem wstąpić do AA . Wydaje mi się, że wyjątkowo trafnie
wyraził tę myśl Bernard Smith, były przewodniczący Rady
Powierników AA : - Tragedią naszego życia jest to, jak głęboko musimy
cierpieć, nim nauczymy
się prostych prawd, według których trzeba żyć. (Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość str.331) Dotarło do mnie,
że nadszedł czas aby zacząć postępować według nowych
prawd, a te dopiero miałem poznać. Gdy sięgnąłem do
podręczników psychologii czy poradników doznałem pewnej niespodzianki. Chyba
wszystkie z nich podkreślały, że najlepszym sposobem przyswojenia sobie nowych
zasad jest aktywne uczestnictwo w życiu ludzi, dla których stosowanie tych
zasad jest skutecznym sposobem na życie. Wspólnota okazała się wspaniałą
receptą na moją trzeźwość,
pozwalając w działaniu zobaczyć wszelkie niuanse programu AA.
W
atmosferze poświęcenia, przyjaźni czy wyrozumiałości … egoizm i
egocentryzm bledną. Gdy podejmowałem się kolejnych służb miałem okazję oglądać
przyjaciół w najróżniejszych momentach życiowych. Nie dość, że zupełnie
swobodnie poruszali się pośród pułapek „pola minowego”, to jeszcze
czerpali zadowolenie ze wspólnego przebywania. Niczym w
wielopokoleniowej rodzinie starsi przekazywali swe umiejętności nowym
członkom Wspólnoty. W naturalny sposób stawali się sponsorami nowych. Ale jeden
warunek. O sponsorowanie, a więc pewnego rodzaju przewodnictwo w trzeźwieniu
trzeba poprosić. Dla mnie pochylenie głowy
stało się dużo łatwiejsze, gdy zobaczyłem, że inni już posiadają swoich sponsorów. Ta odrobina pokory, pochylenie głowy przed
drugim człowiekiem sprawia, że łatwiej już skłonić się przed Bogiem. A dopiero to jest najważniejszym celem w AA. Odnalezienie
własnej drogi . Odkrycie w sercu pragnienia Boga. Jak stwierdza Wielka Księga, to ON może nam pomóc
zmienić swoje życie. A co się stało z przyjacielem z
młodości? Przy całej sympatii do AA, przyjaciel nie zdecydował się poświęcić
czasu, drobnych pieniędzy ani pogłębić zainteresowania Programem AA, ale jak
mówią – póki nie
pije, wszystko możliwe. Choć już od pewnego czasu nie widzieliśmy się, to sobie pomyślałem - a
może w życiu już mu się poukładało? Oby tak było. A może AA działa tylko dla
alkoholików?
Pozdrawiam pogodnie Marek Warszawa
Fragment z
listu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej z
„….. AA pomaga ludziom uzależnionym, często zagubionym i
nieszczęśliwym. Tym spośród nas, którzy utracili poczucie sensu życia. Program
AA uczy nie tylko tego, jak żyć bez alkoholu, ale także odpowiedzialności za
swoje życie mimo ciężkiej, nieuleczalnej choroby.
Okazuje się, że
alkoholicy mogą być takimi ludźmi jak inni, o ile przestaną pić.
I właśnie dzięki AA
takich ludzi jest coraz więcej…”
Po
dziesięciu latach wstrzemięźliwości spotkałem lekarza, który wystawił mi
pierwszą diagnozę. Siedział w kawiarni. Nie pamiętał mnie. W swojej karierze
zetknął się z ponad 40 000 alkoholików. Jednak pogratulował mi, gdy
powiedziałem mu, że od 10 lat nie wypiłem drinka. „Mam do pana jedno
pytanie" – rzekłem. „Dlaczego powiedział mi pan od razu, że
jedynie diagnozuje alkoholików i nigdy ich nie leczy? Wielu lekarzy zarabia
olbrzymie pieniądze usiłując leczyć alkoholików." Jego odpowiedź była
prosta. „Nie udaję, że
rozumiem alkoholizm. Mogę go rozpoznać, ale nie wiem dlaczego
ludzie odczuwają potrzebę picia. Posyłam ludzi do AA, ponieważ to działa. Nigdy
nie mógłbym zaoferować leczenia, jakie oferuje AA."
Czy miał rację? Po 14 latach trzeźwości dałbym krótką odpowiedź: tak. Wciąż mam tą samą rodzinę, tą
samą pracę, tych samych sąsiadów ale dużo lepsze życie.
MITYNG
styczeń 2001
Opłatek
Był
to kolejny mityng „opłatkowy” (choć
znam jedynie zamknięte i otwarte). Każdy starał się wypowiedzieć inną,
bardziej wymyślną kwestię życzeniową. Siedzący obok mnie alkoholik wziął do rąk
talerzyk z opłatkiem i zaczął jak poprzednicy składać życzenia szczęśliwych i
pogodnych… Mówił nawet ciekawie,
Tego dnia było słonecznie a kilka promieni
zimowego słońca padało na jego twarz.
W tym świetle zauważyłem jak rozpylają się
drobniutkie cząsteczki śliny z jego ust. Opadały wprost na talerzyk z opłatkiem
trzymany w rękach mówcy. Przed nim głos zabrało już z 15 osób. Każdy potem
odłamywał kawałeczek „Bożego chlebka” i wkładał do ust. Ogarnęło
mnie przerażenie bo za chwile talerzyk miał trafić do
mnie. Przestałem słuchać życzeń a zacząłem szukać sposobu na pominięcie mojej
kolejki. Aby tylko tego nie jeść! Tłukło mi Się po głowie. Przykro powiedzieć ale czułem obrzydzenie.
A w Wielkanoc ten sam cyrk z jajem! Potem tydzień mozolnie leczę wątrobę.
lechu02
Z korespondencji meilowej
Skąd ja niby mam wiedzieć?
Chciałbym
skupić się na tym elemencie Kroku XI, który dotyczy poznawania woli Boga.
Bardzo długo ten temat albo mnie irytował, albo przygnębiał, albo wprawiał w
zakłopotanie, albo...
W każdym razie coś mi robił i nigdy nie było
normalnie. Jak ja niby mam poznać Jego wolę wobec mnie? To co
niby? Przemówi do mnie? Zapali mi krzak na skwerku? Skąd ja mam wiedzieć, co On
chce ode mnie?
Czego oczekuje?
Kiedy mi podpowiadano, że Bóg może przemawiać
przez innego człowieka, dalej się stawiałem" twierdząc, że ludzie mówią
różne rzeczy, czasem sprzeczne i skąd ja mam wiedzieć, czy to słowa Boga, czy
tylko złośliwość sąsiada? To tylko próbka z pewnego okresu. Wiele w tym było
arogancji i niezrozumienia, ale także bezsilności i bezradności wobec spraw dla
mnie nowych. Kiedy w miarę trzeźwienia coraz częściej udawało mi się nie
uruchamiać komplikatora w głowie, zorientowałem się,
że te najważniejsze sprawy tak naprawdę są proste. Bóg
nie musi (choć oczywiście może i pewnie czasem to
robi) się ze mną porozumiewać w jakiś skomplikowany, alegoryczny sposób,
przekazując mi pewne treści czy zalecenia w niezbyt jasnych i rodzących
wątpliwości słowach innych ludzi. Bóg dal mi 10 Przykazań. Prostych, jasnych i
jednoznacznych instrukcji odpowiadających na pytanie: jak żyć?
Ciekawe jest to, ze nie trzeba
być katolikiem, żeby z tych rad móc korzystać...
Ale to inna sprawa. W książce
"Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość" na str. 331 napisano:
" Tragedią naszego życia jest to, jak głęboko musimy cierpieć, nim
nauczymy się prostych prawd, według których należy żyć".
Jedno z moich "wielkich
odkryć" w Strzyżenie - latem tego roku - to historia Koziołka Matołka. Koziołek wędrował po całym świecie pakując się w
coraz to większe tarapaty i przeżywając rozmaite nieprzyjemne przygody, żeby
wreszcie to, czego szukał znaleźć w punkcie, z którego wyruszył. Ja błąkałem się i komplikowałem sobie życie co najmniej 30 lat (nie mówię tu o piciu, a przynajmniej
nie tylko). A wszystkie rozwiązania i odpowiedzi miałem pod nosem. Słuchałem
niedawno opowiadania alkoholika z kilkumiesięczną abstynencją. Mówił o tym, że
w piątek wyniósł z pracy jakieś drobne artykuły biurowe, jakieś koperty,
koszulki czy coś w tym stylu. No i przez weekend zastanawiał się, myślał,
rozważał, i w końcu postanowił odnieść w poniedziałek te rzeczy. W niedzielę
podzielił się swoimi wątpliwościami oraz decyzją z żoną i... usłyszał,
że mu szajba odbiła. Że teraz z jednej skrajności popada w drugą. I żeby się
nie wygłupiał. Człowiek ten śmiał się z siebie i cieszył, że żona
"postawiła go z powrotem do pionu", bo najwyraźniej zaczynało mu
odbijać. Słuchałem tej historii ze smutkiem i myślałem o tym, że w Dekalogu
napisane jest "nie kradnij". NIE KRADNIJ, a nie "nie kradnij
powyżej 3,50 PLN", prawda? Napisane tam jest
"NIE KRADNIJ", a nie "nie kradnij, ale pracowników Microsoftu,
swoich ulubionych piosenkarzy i pracodawcę, to możesz", prawda? Wszyscy
jesteśmy równi przed Bogiem. Jeśli jednak ja ustalam, że do pewnej wartości
kraść mogę, albo, że mojej uczciwości nie narusza okradanie określonych osób
lub instytucji, to ja już nie gram roli Boga... Ja jestem ważniejszy, wyższy od
Boga. On ustalił zasady, a ja przydzieliłem sobie prawo do ich
korygowania… No,
pięknie…
A to tylko jedno przykazanie, jedna
z zasad, według których należy żyć…
Pozdrawiam serdecznie,
Witold Opole
Moja Pierwsza Rocznica.
Marzyłem o
tym, aby swoją pierwszą rocznicę trzeźwości zrobić na Detoksie w Szpitalu
Praskim, na swojej macierzystej grupie „Przemienienie”, gdzie to 24-go
października 2005 roku zacząłem nowe życie. Życie, o jakim nawet nie śniłem . Na łamach biuletynu „Mityng” chcę się z
Wami podzielić nie tyle samą rocznicą , ile było osób
i czy smakował tort z tą jedną świeczką, co chcę napisać pokrótce jak do tego dnia
doszło i co się zadziało w tym pierwszym roku. Na Detoks trafiłem prawdę mówiąc
nie po to aby się rzucić w ramiona Wspólnoty AA,
lekarzy i terapeutów. Mój cel był zgoła całkiem inny niż zamierzałem. Po prostu
już nie wiedziałem, gdzie się podziać i co dalej ze sobą zrobić. Takim sposobem
znalazłem się na odtruciu. Na ścianie oddziału szpitalnego w zaleceniach dla pacjentów wyczytałem
taką oto informację : „ OBECNOŚĆ PACJENTÓW NA MITYNGU ANONIMOWYCH
ALKOHOLIKÓW o godz. 18:30 , OBOWIĄZKOWA!!!” Co jest grane? - nawet
w szpitalu nie dadzą spokoju, tylko jakieś dziwne NAKAZY ! Włos mi się zjeżył
na głowie. Przecież ja nie jestem żadnym alkoholikiem. Piwoszem to może tak,
ale nałogiem absolutnie nie! To, że przesadzałem w ilościach wypitego trunku
nie znaczy, żeby kierować mnie od razu na jakieś tam dziwne spotkania AA. Co
ludzie powiedzą, jeśli to wyjdzie na jaw? Wściekły i rozgoryczony, choć udając
spokój, żebym w oczach innych towarzyszy niedoli nie wyszedł na słabeusza i mięczaka, poszedłem. SKORO KAŻĄ ! Jakie
było moje zdziwienie kiedy zobaczyłem „TYCH”, co wchodzą na odział na kilkanaście
minut przed rozpoczęciem się mityngu . Normalnie czysto ubrani i zadbani
ludzie. Patrzyłem z niedowierzaniem. Nikt nie miał „sinego nosa”
ani podartych gaci ! ( bo takie było moje wyobrażenie o
alkoholikach ). Nagle weszło kilka kobiet. Pomyślałem, że to jakaś prowokacja ze strony
personelu oddziału . W tym momencie już nie tylko z NAKAZU
ale i z ciekawości poszedłem. Czekałem kiedy się zacznie mityng i co
takiego Ci alkoholicy mają mi do przekazania , jak i w jaki sposób mogą mi pomóc?
Usiadłem w kącie, gapiłem się i słuchałem, czasami pokazywał mi się na twarzy
ironiczny uśmieszek. Przecież obok mnie siedzieli koledzy z sali. O dziwo nikt
z obecnych „gości” nie nakazywał mi abym kategorycznie zaprzestał
picia, usłyszałem, że jeśli nie uważam się za osobę mającą problem z
nadużywaniem alkoholu mogę w każdej chwili iść i spróbować dalej powalczyć z
tym „wrogiem”, ale w każdej chwili mogę wrócić. Nikt mnie nie
wygoni i nie będzie zakazywał wstępu. Te słowa nie były skierowane bezpośrednio
do mnie. Zapamiętałem fragmenty zdań : „ w
bezsilności siła” , „ poddałem się, ja już nie walczę”. W
moim i tak już skołatanym umyśle zrobił się jeszcze większy rozgardiasz. Co to
wszystko znaczy? Te słowa, sugestie i ta modlitwa na koniec, nie mogłem tego
wszystkiego pojąć. Dzisiaj wiem, że ten dzień, w którym Wspólnota Anonimowych
Alkoholików stanęła mi na drodze był przełomowym dniem w moim życiu. Od kiedy
zacząłem stosować te zasady, słuchać sugestii innych alkoholików abym chodził
na mityngi, podjął służbę, czytał literaturę i znalazł sobie sponsora - pomogło. Te wszystkie porozrzucane
klocki powoli zaczęły się układać w taki normalny kształt. Godzina po godzinie,
dzień po dniu, życie zaczęło nabierać sensu i wiary w to, że jednak można żyć
bez alkoholu. Anonimowi Alkoholicy przyszli do mnie podzielić się swoim
doświadczeniem, siłą i nadzieją,.. i ja z tego
skorzystałem. Cieszę się, że żyję inaczej. W zgodzie z naturą i drugim człowiekiem. Potrafię
docenić to co dzisiaj mam.
Przed trudnymi sprawami życiowymi nie uciekam, bo i dokąd
…? Staram się je rozwiązywać na bieżąco, nie robię projekcji … co
to będzie jeśli?,
darmo się denerwował i wypalał energię? Powierzam się swojej Sile
Wyższej i to pomaga. Tego wszystkiego doświadczam we Wspólnocie AA i staram się
to wszystko wdrażać w swoje TRZEŻWE ŻYCIE .
Nie zapominam też o swoich terapeutach, którzy od początku przyczynili
się do ugruntowania mojej świadomości, abym pozostał na tej drodze, którą
obrałem. Z tego miejsca chcę podziękować Kasi Dolińskiej, Radkowi Kościjańskiemu oraz pozostałym terapeutom ze Szpitala
Praskiego, oraz wspaniałej i serdecznej Elżbiecie Bojemskiej
z Poradni Uzależnień w Wołominie, do której trafiłem zaraz po wyjściu z
Detoksu. Dziękuję Tobie Elu, że przekazałaś mi tyle wiedzy na temat choroby jaką jest alkoholizm. Do tego w sposób taki
zrozumiały.
I tak oto minął pierwszy rok mojej trzeźwości, dwanaście miesięcy,
które nie poszły moim zdaniem na marne. Ktoś powiedział, że
„doczłapałem” do tej rocznicy. NIE ! Ja na
ten dzień ciężko pracowałem. Uwierzyłem drugiemu alkoholikowi, posłuchałem się
terapeutów. Od Wspólnoty AA dostałem program sposób na godne życie bez alkoholu i
radzenia sobie w trudnych sytuacjach . Wiem , że to ja sam zdecydowałem o
swojej trzeźwości ale sam
nie mógłbym tego dokonać bez Waszej pomocy drodzy przyjaciele.
Jeśli ktoś się zapyta czy już czuję się pewnie? - odpowiem NIE, jeśli chodzi o alkohol
- ale za to czuję się bezpiecznie w otoczeniu innych trzeźwiejących alkoholików
. Mój przyjaciel często
mówi tak: „polubiłem trzeźwe życie”. Ja zamiast tego „polubiłem” powiem POKOCHAŁEM
.Wiem, co znaczy Pogoda Ducha , widzę ją u przyjaciela
, który jest moim sponsorem. Pomimo ciężkiej choroby jest w nim pełno radosnego życia. To jest
właśnie urok AA . Utkwił mi w pamięci artykuł ze
styczniowego biuletynu „MITYNG” Jestem trzeźwy … I co
dalej?
Dzisiaj znam odpowiedź na to pytanie . Jeśli
ktoś się mnie spyta, gdzie są wskazówki aby odnaleźć drogę do Boga, odpowiem -
najszybciej będzie
przyjacielu, jak otworzysz
drugą stronę tego biuletynu ( patrz obok spisu treści ) .
A wracając do samej rocznicy, to tortu starczyło wszystkim i nawet
smakował. Pochwalę się, była nawet moja kochana żona Marzenka. Po raz pierwszy na mityngu AA, a
jednak i jej się spodobało ( przynajmniej tak mówi ). Pozdrawiam
wszystkich bardzo serdecznie i życzę kolejnych 24 godzin. Warto spróbować
trzeźwości. Nie kosztuje zbyt wiele, a rezultaty przechodzą najśmielsze oczekiwania.
Andrzej alkoholik (z Zielonki)
Granice Niezależności
– czy istnieją?
Inicjatywy grup w wychodzeniu z niesieniem
posłania, organizacja rocznic, uroczystości, wyjazdów, spotkań o charakterze
religijnym.
Kiedy się zastanawiałem nad powyższym tematem, doszedłem do wniosku że jest
on bardzo trudny do jednoznacznego określenia, a jakiekolwiek interpretacje
niezależności wybiegają poza przyjęte w AA tradycje. Jeden
z naszych przyjaciół alkoholików, zapytany przeze mnie jak określić granice
niezależności podał mi zasłyszaną poza AA kwestię:
Ile wody można dolać do wina, aby nadal było
winem?
Od pierwszych dni mojego
uczestnictwa w AA słyszę „ja nic nie muszę”. Ja też
przyjąłem tą niebezpieczną dla mojej trzeźwości postawę która
zepchnęła mnie ku samowoli i ignorancji. Tak wypaczona „wolność” w
moich poczynaniach zaprowadziła mnie po krótkim czasie odejścia od wartości
duchowych do powrotu do alkoholizmu. Pochłonięty sobą nie spostrzegłem
logicznych konsekwencji, uczestnictwa w AA, odwrotnie niż moi poprzednicy,
Alkoholicy, którzy trwale wrócili do zdrowia. Zasady którym
„muszę” się podporządkować są wielokrotnie mocno akcentowane
i podkreślane w poszczególnych rozdziałach książki „Anonimowi
Alkoholicy” i nie tylko. Po przykrych konsekwencjach przebudowałem na
własne potrzeby powiedzenie „Ja nic nie muszę” Nic nie muszę – jeśli chcę wrócić do nałogu, lecz do
odzyskania zdrowia MUSZĘ stosować się do zasad AA, skoro jestem w AA”. Ale
jakie one są? Z tym miałem najwięcej trudności. Moją niezależność
określa 12 Koncepcji w
służbie a w życiu wspólnotowym jak i osobistym, poza AA - 12 tradycji.
Analogicznie zasady regulują istnienie każdej
grupy AA, która przyjmuje nazwę Anonimowych Alkoholików. Choć wiele razy mocno
podkreśla się „niezależność każdej grupy”, to dla mnie w
domyśle zawsze znaczy, że nie mogą poczynania tej grupy wychodzić poza Tradycje
i Koncepcje AA. W innym przypadku - nasze
doświadczenia mówią o zaniku sumienia, braku służb w tych grupach i ostatecznym
ich upadku, bądź podporządkowaniu ich ambicjom osobistym uczestników, wpływom
lokalnej Religi lub innym organizacjom abstynenckim. W każdym przypadku
odejścia od zasad AA wszyscy stajemy się odpowiedzialni wobec tych, którzy
przyszli do AA i nie otrzymali szansy wyzdrowienia.
W Regionie Warszawa poznałem
grupy, które niosą posłanie na oddziały odwykowe, detoxu,
do zakładów karnych solidnie wypełniając swój główny cel. Są też grupy AA
silnie związane z miejscowymi parafiami, realizują posłanie lokalnego kościoła,
związane z ośrodkami leczenia terapeutycznego i pozostające pod ich wpływem.
Czasem w mityngu AA przy ośrodku, uczestniczy terapeuta narzucając swoje
wymogi. Ale jeśli udaje im się zdrowieć? – to
szczęść im Boże! Obawiam się jednak, że w ten sposób grupy AA izolują się od
wielorodności doświadczeń członków AA, fałszując tym samym obraz AA jako
całości. Mogą one sugerować nowoprzybyłym, że tak jak ich grupa wygląda całe
AA, zamykając szansę wyjścia z alkoholizmu propagowaną przez AA. Odpychają czasem fanatyzmem.
Podczas pewnego Mityngu Zlotu
Radości AA, gdy gospodarze nagle opuścili salę i udali się na obchody Religijne
poczułem się mocno zdezorientowany i prawdę mówiąc straciłem ochotę na dalsze
uczestnictwo - wyszedłem. Czy byłem na mityngu AA? Nadal zadaję sobie to
pytanie. Mam wątpliwości. Nie czułem się tam potrzebny! Coraz rzadszym
zjawiskiem jest dawanie tak zwanych świadectw Alkoholików, mówiących o AA
podczas mszy we własnej parafii i podczas uroczystości kościelnych. Obok spektakularnego emocjonalnego uniesienia
słuchaczy spotkałem się z łamaniem anonimowości mówców i olbrzymim ryzykiem
utraty dobrego wizerunku całego AA. W przypadku
ewentualnego, późniejszego zapicia mówcy, potencjalny „nowicjusz”
być może powie – AA nie
działa, po co mi to AA skoro ten co wczoraj chełpił
się trzeźwością, dziś leży pijany? W moim odczuciu przekroczono granice niezależności w podanych wyżej
przykładach. Nie staram się piętnować nikogo lecz
przyglądam się uważnie poczynaniom grup i jest to moje doświadczenie
pozwalające mi nie popełniać tych samych błędów. Podczas naszych Zlotów Radości
obserwowałem równoległą sprzedaż literatury parapsychologicznej prywatnych
wydawnictw. Konflikt interesów dla oferty literatury BSK
AA wydaje mi się rażąco oczywisty Moim zdaniem wprowadza to sugestię, że AA
oferuje wiele różnych sposobów powrotu do zdrowia, a z moich doświadczeń
wynika, że to nie jest prawda. W moim odczuciu to samowola służb niewiele
mająca wspólnego z niezależnością i odpowiedzialnością jeśli
dopuszcza się tego typu praktyk.. Czy w tym wymiarze niezależności mamy prawo
dawać przyzwolenie wydawnictwom pożytkującym swoje zyski na własne cele nie związane z niesieniem posłania AA? Czy sami nie
prowokujemy w ten sposób rozmydlenia naszych zasad i dezorientacji?
Być może warto zastanowić się nad formą i zgłosić wniosek do
Konferencji o określenie zasad sprzedaży literatury podczas Zlotów i
uroczystości AA?
Znam grupy AA kumulujące przez cały rok duże kwoty
pieniędzy, na przyszłą rocznicę i zabawę taneczną. Wiem, że uczestnicy tej
grupy corocznie organizują huczne obchody i to ich prawo do niezależności i
sposób na trzeźwość, ale gdy jednocześnie utyskują na wysokie koszty dojazdu do
naszego Regionu czy na Konferencję, oczekując od Regionu dopłat do akredytacji
i przejazdów dla swojego mandatariusza? Wydaje się to przekroczeniem granicy
niezależności a wręcz nadużyciem. Niektóre grupy nie wnoszą swojego udziału do
produkcji spisów adresowych mityngów AA, a jednocześnie żądają umieszczenia
adresu grupy w tym spisie. Czy warto tak funkcjonującą grupę propagować, gdy
nie wykazuje ona ochoty do współuczestnictwa i nie manifestuje swojej
przynależności do AA w duchu7 tradycji?
Te wątpliwości
sprawiły, że zadaję sobie pytanie: Kiedy w grupie AA, zostaje
przekroczona granica niezależności? Czy ja mogę mieć na to wpływ?
Podobne wątpliwości nasuwa mi pytanie od którego zacząłem. Ile wody można dolać do wina...?
Wychodząc tym
problemom naprzeciw w Regionie Warszawa organizowaliśmy w 2004 roku sesje
warsztatowe poświecone wypełnianiu podstawowych służb w grupie. W ciągu 2005
roku przeprowadziliśmy comiesięczne warsztaty 12 Tradycji AA.
W bieżącym roku kończymy już sesję warsztatów poświęconych 12 Koncepcjom. Ze
wszystkich tych spotkań warsztatowych sporządzamy szczegółowe sprawozdania i
zamieszczamy wypowiedzi uczestników, które publikujemy w Regionalnym Biuletynie
„MITYNG”. Spisujemy je w poczuciu odpowiedzialności i z nadzieją,
że posłużą one jako materiał startowy wszystkim
zainteresowanym do odbycia kolejnych warsztatów. Być może nasze doświadczenia
posłużą innym, a w przyszłości pomogą poszukującym, łatwiej odróżnić granice niezależności od samowoli? Planujemy rozpoczęcie pracy nad poradnikiem
służb Regionu zapewne wykorzystamy zdobyte doświadczenia z odbytych warsztatów.
Zaskakująca dla mnie jest mała ilość sprawozdań z sesji warsztatowych w
pozostałych regionach Polski. Wiem że odbywa się ich wiele. Z chęcią bym je
poznał. Ale czy są zapisane? Odczuwam wielki niedosyt wypowiedzi i doświadczeń
naszych funkcyjnych przyjaciół ze służb wszystkich szczebli. Jeśli to możliwe
zamieszczajmy je w naszych biuletynach. Może ten sposób, między innymi, da nam
szansę przyczynienia się do wzrostu świadomości w wyznaczaniu niezależności
przy jednoczesnym zachowaniu Jedności.
Lechu02-alkoholik
KRÓTKA
HISTORIA PREAMBUŁY AA
Anonimowi Alkoholicy są Wspólnotą
mężczyzn
i kobiet, którzy dzielą się nawzajem
doświadczeniem,
siłą i nadzieją
aby
rozwiązać swój wspólny problem
i
pomagać innym w wyzdrowieniu z alkoholizmu.
Jedynym warunkiem uczestnictwa we
Wspólnocie
jest
szczera chęć zaprzestania picia
AA nie pobiera żadnych składek.
Nie jest związane z żadną sektą,
wyznaniem, działalnością polityczną,
organizacją
lub instytucją.
Nie angażuje się w żadne polemiki.
Nie popiera ani nie zwalcza żadnych
poglądów.
Naszym podstawowym celem jest trwać w
trzeźwości
i
pomagać innym alkoholikom trzeźwość osiągać.
Tak
mniej więcej – w surowym i nie zatwierdzonym tłumaczeniu – brzmiał oryginalny
tekst Preambuły, kiedy to w 1947 roku, po raz pierwszy ogłoszona została w
czerwcowym wydaniu GRAPEVINE. Zredagowana i wydana
wówczas, jako notatka informacyjna, mająca przybliżyć wszystkim czytelników pisma, nie
będącym Uczestnikami Wspólnoty AA, cele i metody działania Wspólnoty, stała się
w międzyczasie stałą częścią literatury AA. W końcu
nadano jej nazwę PREAMBUŁA, gdyż na większości mityngów jest ona czytana przed
rozpoczęcie tychże.
Większa część
sformułowania wzięta została z przedmowy do pierwszego wydania książki
„Anonimowi Alkoholicy”, w której to właśnie „szczera chęć
zaprzestania picia” określona została jako „jedyny warunek
przystąpienia do wspólnoty”. Preambuła wkrótce zaczęła pojawiać się w
zatwierdzonej przez Konferencję literaturze, jak i w wielu innych pismach AA.
Podczas
Wspólnej Konferencji Służb w 1958 roku, jeden z delegatów zapytał, co należy
rozumieć pod pojęciem: „szczera chęć zaprzestania picia”, dając
zarazem do zrozumienia, że słowo „szczera” mogłoby zostać
wykreślone z treści Preambuły, gdyż nie występuje ono w treści Tradycji Trzeciej.
Podczas dyskusji, wielu uczestników Konferencji stwierdziło, że po tym, jak AA
uzyskało już dojrzałość, prawie niemożliwym stało się rozstrzygnięcie tego, co
naprawdę można określić mianem: „szczera chęć zaprzestania picia”.
Poza tym uznali także, iż niejednego, który mógłby zainteresować się Programem,
wyrażenie to mogłoby wprowadzić w błąd. Tak więc, na
wskutek rozwoju AA wyrażenie to zostało w ogólnym stosowaniu opuszczone.
Wspólne posiedzenie Służb, które odbyło się latem 1958 roku zatwierdziło to
skreślenie i od tej chwili w Preambule używa się jedynie zwrotu: „chęć
zaprzestania picia”.
Na tym samym
posiedzeniu wyjaśniono też, że zwrot: „nie pobiera żadnych składek”
powinien brzmieć tak, jak brzmi on dzisiaj, tzn.: „Nie ma w AA żadnych
składek ani opłat, jesteśmy samowystarczalni poprzez własne dobrowolne
datki.” Obecną oficjalną wersję
Preambuły możemy przeczytać w zasadzie na pierwszej stronie każdego pisma czy
książki AA.
Jak
korzystamy z literatury AA?
Aprobata Konferencji Służb Ogólnych AA powoduje jednolitość
treści, szaty graficznej, a nawet układu akapitów wszystkich publikacji w
Polsce i na świecie. Jak bardzo jest to ważne, uzmysłowiła mi opowieść o Polaku
i Włochu, którzy na mityngu we Włoszech, porozumiewali się zaznaczając i
pokazując sobie fragmenty polskiego i włoskiego wydania Wielkiej Księgi. Wszyscy mówcy przyznali, że literaturą AA są
publikacje zaaprobowane przez Konferencję Służb Ogólnych AA, a wydawane przez BSK.
MOJE KONFERENCJE - refleksje nad nimi
Pamiętam tez konferencję
gdzie miałem wyjść na salę i powiedzieć TAK! Stanąć przed mikrofonem spojrzeć
na moich przyjaciół i podziękować IM za ZAUFANIE. NIEWAŻNY był już STRACH,
BIJĄCE SERCE, TRZĘSĄCE SIĘ NOGI. WAŻNA BYŁA ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Ogarnęła mnie
jakaś nieokreślona wdzięczność i wzruszenie. Na XV konferencji stanąłem już dwa
razy przed mikrofonem, a kiedy zobaczyłem moją przyjaciółkę, która to zrobiła
po raz pierwszy tak jak ja wcześniej, na przerwie uścisnąłem ją serdecznie.
Dziś jestem głęboko wdzięczny konferencji za to, że trwa ..
dzięki czemu i ja mogę budować nową świadomość w sobie i z wdzięcznością
przekazywać ją dalej tym, którzy też tego zapragną.
MITYNG 12/66/2002
Żyję jednym dniem i jedną
myślą, by powolutku i ostrożnie zajmować się tym, co najważniejsze - nigdy
więcej nie wracać do tego, co było! A moje usta, nieraz mokre od śliny, szepczą
O
BUTACH...
„Najbardziej przerażał mnie moment, kiedy sięgałeś po buty. Nigdy
nie wiedziałam czy jeszcze wrócisz, a jeśli, to kiedy,
w jakim stanie i po jakich przejściach. Nienawidziłam każdej pary twoich
butów”.
Jeżeli masz urazę
od której chcesz się uwolnić i jeżeli się modlisz za osobę lub za to coś
co cię zraniło, to zostaniesz uwolniony. Jeżeli w modlitwie prosisz dla tej
osoby o to wszystko czego byś chciał dla siebie, to
zostaniesz uwolniony. Proś dla niej o zdrowie, powodzenie, szczęście, a zostaniesz
uwolniony. Nawet jeśli naprawdę tego nie chcesz a
twoja modlitwa to tylko słowa – trwaj w niej i nie ustawaj.
MITYNG 12/78/2003
Mam 50 lat i jestem alkoholikiem,
który ma za sobą kilkanaście lat spędzonych w więzieniu. Te słowa również piszę
z więzienia, ponownie odsiadując kolejny wyrok. Zawsze była pustka wokół i
potworna pijana samotność. Podzielę się tylko swoją radością, że o samotności
myślę już w czasie przeszłym. To radosne odczucie, i wiem, że to było możliwe
dzięki wspólnocie i przyjaciołom z AA.
Zadanie...
Otrzymałem zadanie, by napisać to, co chciałbym
powiedzieć nowemu.
Sam dochodziłem latami, a przecież mogłem popełnić
mniej błędów. Byłem zbyt zadufany w sobie by starać się o sponsora. Nikt mi nie
powiedział, że tej naszej literatury się nie czyta, a raczej studiuje. Teraz
wiem, że wystarczy otworzyć spis treści w książce np:
JAK TO WIDZI BILL i mamy po kolei: złość - str.., służba - str.., rodzina - str..., obrachunek - str... . itd. Nic nie trzeba wymyślać w długich dywagacjach.
Jest gotowiec.
Czytając mogę się jedynie zastanowić, o ile mnie
to dotyczy? Miłej lektury.
„Uczestnik
mityngu”, członek grupy, członek Wspólnoty AA,
dokąd prowadzi ta droga?
UCZESTNIKIEM MITYNGU byłem - siedząc z
boku. Przecież powiedzieli że mogę brać i to za
darmo.
UCZESTNIKIEM GRUPY stałem się niechcący –
wrobili mnie. Zaproponowali funkcję skarbnika - to wziąłem. Na intergrupę trzeba polecieć, nie ma sprawy, lecę, może
będzie fajnie? Może, znowu się czegoś dowiem?
Wcale nie jest tak źle być alkoholikiem. Rozumiemy się! No, nie przypuszczałem,
że tylu ludzi jest zaangażowanych w pracę dla AA. Jacy są pogodni?
Czy mają te sławną Pogodę Ducha?
MITYNG 12/90/2004
Nauczył mnie pokory i modlitwy
Z korespondencji meilowej
Nie ma znaczenia, jak wyglądam, ważne, jak dużo serca, miłości w tę
modlitwę wkładam. Już nie proszę o trzeźwy dzień. Dziś przychodzę i mówię: daję
Ci mój trzeźwy dzień, zrób z nim, co Ci się Boże podoba. Ściskam w
ten pełen zadumy i modlitwy dzień. Wspominam przyjaciół, którzy odeszli
trzeźwi, ale także tych, którzy dopiero po drugiej stronie wytrzeźwieli.
Być albo nie być?
Dziś wiem
że więzienie uratowało mi życie. Wolę być trzeźwy w więzieniu niż
pijany, poniżony na wolności. Gdy piłem alkohol robiłem rzeczy niegodne
człowieka, pozbawiłem się wartości moralno-fizycznej stałem się egoistą i
samolubem. W areszcie śledczym zwróciłem się do Boga o pomoc w odnalezieniu
własnej drogi, zapragnąłem miłości, wiary i nadziei na odzyskanie wartościowego
odnowionego duchowo - Leszka. Wstąpiłem do wspólnoty AA.
Przeszedłem terapię odwykową na Warszawskim „Mokotowie”, aby
zagłębić się i poznać tajniki własnej choroby. Minęło 6 lat mojego bycia w AA. grupa wspiera mnie i pomaga przezwyciężać trudne okresy
słabości.
MITYNG 12/102/2005
Moje
poznawanie i
nauka jedności
Tę parę lat we Wspólnocie, gdy nie
stałem z boku, gdy nawet z wygody, na pół gwizdka (czasem na
1/1000), aby się nie czepiali, ale „coś dłubałem” z innymi
dla innych - owocuje. Chociaż nadal często, nawet bardzo często, gdy „nie
dzieje się MOJA WOLA”, miewam odruch ślimaka „iść do swojego
domku”, to wspomnienia: (zadowolenia, jeśli już nie szczęścia, gdy udało
się zrealizować jakiś wspólny projekt uczuć, których właściwie nie potrafię
opisać, gdy pragnienie bycia w grupie i to nie jako „piąte koło u
wozu” pomogło mi pokonać kolejną barierę)
Inwentura grupy
Wiele grup okresowo przeprowadza "mityng inwentury grupy", aby ocenić jak dobrze spełniają swój główny cel: pomoc w zdrowieniu alkoholikom poprzez sugerowany przez AA program zdrowienia Dwunastu Kroków. Niektóre grupy przeprowadzają inwenturę badając nasze Dwanaście Tradycji, nie więcej niż jedną naraz, aby ustalić, w jakim stopniu żyją zgodnie z wymogami tych zasad.
Archiwum przygotowała Gosiali