MITYNG 04/118/2007
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
Służba Herbatkowego
może być frajdą
Niedawno na mityngu
naszej grupy kolega z niesamowitym wdziękiem pełniący służbę Herbatkowego powiedział mi o
swoich spostrzeżeniach związanych
z Jego służbą. Najpierw zapytał mnie, czego się napiję? Gdy
odmówiłem, wtedy
powiedział „Wiesz przychodzą tu różni ludzie.
Zauważyłem, że jedni
przychodzą, nie chcą się nic napić, siadają jakby z boku, czasem coś
powiedzą
albo i nie, …i znikają, już więcej nie przychodzą, można
powiedzieć, że
wpadają na chwilkę i wypadają. Ale są też tacy
co
przychodzą, pija herbatę lub kawę rozmawiają z innymi i czują się jak u
siebie
w domu, w towarzystwie przyjaciół.”
Poprosiłem
o herbatę i usiadłem przy stole. Jego słowa brzmiały w moich
uszach jeszcze przez długi czas. Zacząłem zastanawiać się kim
ja chcę być przychodząc na mityng, czy ja chcę być i uczestniczyć, czy
tylko
wpadam i wypadam.
Obecnie
pełnię służbę skarbnika grupy, dbam o to by pieniądze z kapelusza
były odpowiednio dzielone. Staram się być na każdym mityngu naszej
grupy. Na
każdym spotkaniu składam raport o stanie finansów grupy i na
co zostały wydane
pieniądze.
Grupa
mi zaufała ja robię wszystko żeby nie zawieść zaufania Grupy.
Dla
mnie Alkoholika to duży sukces mieć czyjeś zaufanie, do nie dawna sam
sobie nie ufałem.
PS.
Zapytano mnie, czemu piszę Herbatkowy
z
dużej litery? Odpowiedź prosta:
Każdemu
tak napiszę jeśli będzie
pełnił swoja
służbę z takim wdziękiem i pogodą jak nasz przyjaciel.
Pozdrawiam
Piotr AA
Warszawa
01.03.2007 r.
Kierunek Słowacja . Podhajska 2-4 lutego 2007r.
Co
mnie podkusiło żeby jechać kilkaset kilometrów do innego
kraju na jakieś
warsztaty AA Kroków i Tradycji I-III?
Tak
myślałam gdy wstawałam o
5 rano w czwartek, a przede
mną był ośmiogodzinny dzień pracy, a potem od północy
podróż w samochodzie z
trzema pijakami anonimowymi i Al-anonką?
Tymi
pijakami byli były Powiernik z naszego Regionu, były Redaktor
„Mityngu” i Andrzej przyszły Łącznik Internetowy
Regionu Warszawa
(zapalony internetowiec)
, oraz Ania - żona naszego obecnego łącznika
internetowego i
oczywiście ja,
najtrzeźwiejsza alkoholiczka w Warszawie. Doborowe towarzystwo! Nie ma co! Zastanawiałam się, kiedy
ta mieszanka ambicji i
temperamentów wybuchnie? I co po tym wybuchu zostanie!?
Już
w połowie drogi było pewne, że nie będzie łatwo. Spałam prawie całą
drogę.
Otwierałam oczy jedynie na postojach i oczywiście na golonce u Mirka z
Tychów.
Minuty opóźnienia zamieniały się w godziny i w
końcu po 14 godzinach
podróży dotarłyśmy do słowackiej miejscowości
uzdrowiskowej Podhajska
.
Mogłabym
ciągnąć te narzekania i krytykę jeszcze długo, ale przecież nie po to
jechałam
by wytykać błędy innym. Z pijanego życia i początków
trzeźwienia pamiętam takie
stany i totalne łamanie HALT-u.
Zmęczenie, złość,
izolowanie się psychiczne głód (z tym się udało-GOLONKA),i
do czego mnie te
stany doprowadziły.
Gdy
tylko zobaczyłam Emila – Słowaka,
współorganizatora całego
przedsięwzięcia (poznaliśmy się w październiku ubiegłego roku, gdy był
na
polskiej Konferencji Krajowej Służb AA jako gość ze Słowacji) po raz
pierwszy
od wyjazdu poczułam autentyczną radość i całe zmęczenie, rozdrażnienie
prysły
jak bańka mydlana. Zaczęłam się w końcu szczerze uśmiechać.
Po
zakwaterowaniu udaliśmy się do wód termalnych. Z pewną obawą
przebierałam się w
kostium kąpielowy. Całe szczęście, że Ania również była
pierwszy raz i brałam
niej przykład,
z jaką odwagą wychodzi bez wierzchniego okrycia na zewnątrz
(temperatura
powietrza była koło zera) i zanurza się w gorących źródłach.
Wcześniej szczerze
wątpiłam, że kąpiel w siarczanej
wodzie zimą może tak
odprężyć i skłonić do rozmów tak szczerych i przejmujących.
Kąpałam się jeszcze
trzy razy, brałam bicze wodne i gadałam, gadałam, gadałam i nawet
czasem udało
mi się wysłuchać Ani z którą stałyśmy się jak papużki
nierozłączki. Uczepiłam
się jej i nigdzie (chyba, że na papierosa) nie oddalałam się.
Uczestniczyłam
w każdym z 6 mityngów. Były to ok. 100 osobowe spotkania.
Organizatorzy zadbali
o to by każdy mógł się wypowiedzieć. Raz głos zabierał Polak
raz Słowak.
Rozumiałam doskonale wszystkie wypowiedzi, nawet, gdy nie wiedziałam,
co znaczy
jeden z wyrazów sens zawsze był zrozumiały i oczywisty.
Myślę, że nasze
wypowiedzi też były ważne dla gospodarzy, bo w przerwach dyskutowaliśmy
zawzięcie.
Już
mityng na temat I–szej.
Tradycji dał mi odczuć
siłę pierwszej Tradycji, jak ona działa, (gdy jest przestrzegana) na
pojedynczego AA.
Poczułam jak ważna jest Wspólnota
dla mojego powrotu do zdrowia, poczułam, jaką wielką jest siłą i że
Bóg na
pewno jest z nami, a jedynie od nas zależy czy jesteśmy z Nim. Nie było
takiej
możliwości żebym została na chwilę sama, cały czas były tematy do
rozmów, wręcz
brakowało czasu na sen.
Była
możliwość udania się na wycieczkę krajoznawczą. Już całą naszą piątką
byliśmy w
samochodzie, ale zrobiliśmy grupowy rachunek sumienia. W jakim celu tu
przyjechaliśmy? Przecież po to by UCZESTNICZYĆ w życiu Wspólnoty
która, mimo że nie w naszej Polsce to przecież
nasza jest.
Dawno
nie czułam takiego ducha jedności i działania Siły Wyższej. Nie było
chwil
straconych. Zarówno spotkania w dużych jak i w małych
grupach przyniosły mi
wiele refleksji nad moim życiem i poczucie sensu mojego istnienia. Nie
była mi
do tego potrzebna ani telewizja z gadającymi głowami, ani
komórka czy komputer
lub Internet. Wystarczyły żywe słowa płynące z serca drugiego człowieka
prosto
do mojego serca. I nie ważne było czy wypowiadał je alkoholik, czy Al.-anonka , mężczyzna
czy kobieta, katolik czy ateista.
Poczucie
wspólnoty dusz było wszechogarniające...DOPUKI oczywiście coś nie
zadziało się nie po mojej myśli!
Ale to moja pycha, brak tolerancji i wytykanie cudzych
błędów, zamiast zająć
się swoimi. Dobrze, że nie umiem już zawziąć się i trzymać uraz zbyt
długo.
Kawa i chwila rozmowy z pokoju z Anią rozpędziła burzowe chmury. Tak
żal mi
było wyjeżdżać, rozstawać się z nowymi, a już znajomymi twarzami. Ale
przecież
nie muszę rozstawać się ze sobą tą nową, mającą zdrowy dystans do
siebie i
innych Gosią, nie muszę wracać do starych nawyków: telemaniactwa,
uzależnienia od komórki i Internetu. No, może z umiarem. Mam
nadzieję, że choć
trochę udało mi się zatrzymać w sobie tego ciepła, powierzenia,
poczucia
jedności i przynależności.
Jedenastogodzinny powrót, bez mapy, po nocy nie zrobił na mnie większego wrażenia. Położyłam się spać o 2:30, a już na punkt siódmą rano byłam w pracy uśmiechnięta, gotowa do pomocy nie tylko alkoholikom, ale także każdemu, kto jej potrzebuje i komu mogę pomocy udzielić. Może jednak ten wyjazd zadziałał? Przyszłość pokaże...
Margot
O
pieleniu ogródka
W
„Codziennych refleksjach” z 4 marca
czytamy o pieleniu ogródka. Zamyśliłem się. Pamiętam jak
kiedyś po wzejściu
roślin wypieliłem na działce grządkę. Perfekcyjnie. Było to przedmiotem
mojej
dumy. Zadowolony z siebie miałem motyw do przedstawiania słuchaczom
jaki jestem dzielny. Trudno zliczyć, ile gorzały
poszło na to konto, a jeszcze za każdym razem wyczyn ten stawał się
coraz
bardziej bohaterski. Nie zmienił mojego myślenia fakt, że znalazłem się
w Izbie
Wytrzeźwień, może nawet upewnił, kto wie?. Rano
bowiem,
gdy wychodziliśmy z przypadkowymi koleżkami, jeden przez drugiego
bardzo
rozsądnie tłumaczyliśmy jak można zdobyć gorzałę, co sprzedać i komu?
Jak się
ma zdrowy rozsądek to i w takich warunkach znajdzie się flaszeczkę - mówiłem. Rozsądek
górą, gorzałka była. Jeśli nieraz mówi się
we wspólnocie AA o cudach, to niewątpliwym cudem było, że
tego dnia wróciłem
cało do domu. Tak pijany już dawno nie byłem, nawet poprzedniego dnia
zakończonego pobytem w Izbie ale
i tak nie
przychodziło mi do głowy, że coś jest nie tak z moim zdrowym rozsądkiem.
Gdy po
dwóch miesiącach wróciłem na działkę nie wiedziałem co zbierać. Widziałem
jedynie dorodne chwasty.
Sąsiedzi tylko z politowaniem spoglądali w moim kierunku. Już niewiele
czasu do
picia miałem przed sobą. Zmiana życiowa zbliżała się nieuchronnie. I
nastąpiła.
Przestałem
pić. Niczym lokomotywa zwolna zacząłem
uczestniczyć w mityngach, nieśmiało sięgałem do lektur AA.
Sensacją dla
mnie było, gdy zacząłem czytać
„ANONIMOWYCH ALKOHOLIKÓW”. Już na
stronie 11 znalazłem słowa, które
„wzbudziły mój niepokój”. „Świadomość
istnienia Boga miała
stać się probierzem naszego myślenia. Oznaczało to, że zwykły zdrowy
rozsądek
miał się stać „niezwykłym” rozsądkiem”.
Znaczyło to dla
mnie tyle: że to, czym
się dotąd szczyciłem, a więc
swój zdrowy rozsądek mam odrzucić. Miałem odrzucić myślenie
zaczynające się
– według mnie – a zastanowić się, jak lepiej
wypełnić wolę wobec
siebie. W myśleniu pojawiło się coś „świętego”, co
stoi na straży
poczynań. Miałem „w spokoju oczekiwać na sygnał od Niego, w
jaki sposób
mam sprostać swoim problemom”
ale
„Bóg” miał mieć wartość w mym życiu. To
nie pustosłowie. Musiałem
nadstawić przysłowiowego ucha, być gotowym do innego niż dotychczas
życia.
Dzisiaj jest ważne, czy to co
robię, mogę ofiarować
Bogu? Gdy znajduję chwilę czasu na taką myśl, często rezygnuję z
robienia
czegoś złego. Bóg nie potrzebuje złego.
Działka
została sprzedana, pewnie i tak już nie
mam potrzebnych sił,.. ale
czasami, gdy spaceruję
parkową alejką, wyrywam w klombie chwasty, by nie przeszkadzały
nasadzonym
kwiatom. Za drobny wysiłek nagradzają później swoim
wdziękiem.
Pozdrawiam
całkiem wiosennie
Mam na imię Piotr
i
jestem Alkoholikiem
Przychodząc
na pierwsze mityngi, wszyscy mówili „przychodź nie
musisz wszystkiego
rozumieć, ale przychodź, samo przyjdzie”. Łatwo powiedzieć
przychodź a samo
przyjdzie. Nawet nie wiedziałem co
ma przyjść ale
przychodziłem, słuchałem co inni mówią, i czekałem aż
„przyjdzie”
to cos na co czekam.
Po około
pół roku uczęszczania na mityng nadeszły
wakacje i upragniony wyjazd z rodziną na wczasy. Myślałem sobie będzie
pięknie.
Ja już nie pije żona normalnie ze mną rozmawia, odpocznę od pracy. I
wtedy się
zaczęło wyjście na plaże a tam wszyscy spacerują z piwem, kolacja w
smażalni
ryb i tam też wszyscy raczą
się piwkiem. Wszędzie
gdzie się nie obróciłem widziałem alkohol. Stałem się
nerwowy, zaczęła męczyć
mnie ta sytuacja. Zrozumiałem, że coś jest nie tak. Pomyślałem sobie
pójdę na
mityng AA. Dowiedziałem
się gdzie odbywają się
mityngi AA, ale nie poszedłem. Nie miałem odwagi, myślałem sobie obcy
ludzie
nikogo nie znam będę się tam źle czuł. Jakoś wytrwałem do końca pobyty
na
wczasach i wróciłem szczęśliwie do domu. Ale postanowiłem
już nigdy nie znaleźć
się już w takiej sytuacji.
Na pierwszym
mityngu po powrocie zadzwoniłem do
jednego z uczestników i poprosiłem o rozmowę. Zgodził się
być moim sponsorem.
Zaczęliśmy spotykać się częściej, i rozmawiać o Wspólnocie AA.
Pewnego dnia
zaproponował mi wspólny wyjazd na
Konferencje Regionu. Zgodziłem się. Na konferencji siedziałem jak
zaczarowany
Słuchałem ludzi którzy
pełnia służby w swoich grupach
i nie tylko. Opowiadali o swoich zajęciach z pasja szczerością i
oddaniem.
Słuchałem tych opowieści i zastanawiałem się: skoro Ci wszyscy ludzi są
oddani
służbie i twierdza, że nie pija ( a w niektórych przypadkach
od wielu lat)a
jeszcze są z tego powodu szczęśliwi
na co ja czekam.
Zacząłem
przychodzić do Piku, na spotkania Intergrupy,
zespołów służb, pełniłem dyżur przy telefonie
kontaktowym, podjąłem się służby skarbnika grupy. Zacząłem poznawać
ludzi ze
wspólnoty, zobaczyłem Wspólnotę AA nie tylko od
strony mityngu, ale od strony
normalnego żyjąca i funkcjonowania. Dziś chyba już wiem na co
tak czekałem po pierwszych mityngach, przyszło to do mnie
nieoczekiwanie, nie
wiadomo skąd. Już nie jestem sam. Znajduje w Wspólnocie to o czym
z takim zaangażowaniem opowiadali uczestnicy Konferencji.
Zbliża się
kolejna konferencja chcę tam być i
cieszyć się życiem z jej uczestnikami.
Pozdrawiam Piotr AA…….. Warszawa 04.03.2007 r.
Tradycja czwarta
KAŻDA
GRUPA POWINNA BYĆ NIEZALEŻNA WE WSZYSTKICH SPRAWACH, Z WYJĄTKIEM
TYCH, KTÓRE DOTYCZĄ INNYCH GRUP LUB AA JAKO CAŁOŚCI.
Póki
żyjemy wszystko możliwe. Autonomia. Tolerancja. Szacunek dla własnej
tożsamości. Zasady przed osobistymi ambicjami. Jak nas widzą tak nas piszą. Bezsilność a pragnienie
przyjęcia zasad AA.
Poświęcenie. Zapiski z warsztatów.
Już przy omawianiu
Tradycji Trzeciej mogliśmy zobaczyć wielką troskę
jaką
wspólnota AA otacza wszystkich potrzebujących jej pomocy. Na
mityng otwarty
może przyjść każdy zainteresowany. Posłucha wypowiedzi spikera o tym,
jak AA
pomogło mu wyzwolić się z więzów alkoholizmu, jak pił i jak
utrzymuje
trzeźwość. Usłyszy, jak zmieniło się jego życie.
Jeśli słuchacz zapragnie
tego, co my w AA posiadamy, naszego Programu, uwag,
wskazówek – może już
dziś pozostać i rozpocząć swoje trzeźwienie z nami. Możemy tylko
jeszcze dodać,
że witamy gorąco we wspólnocie, która pomogła
kilku milionom alkoholików. Jeśli
zrezygnuje, no cóż...
Mamy świadomość, że AA
choć pomaga wielu, to jednak nie wszystkim. Życzymy im
znalezienia
własnego sposobu na własne życie i cieszymy, jeśli odniosą sukces. I
nie jest
ważne, kto pomoże tonącemu. Na polu pomocy alkoholikowi nie
rywalizujemy z
nikim. Ważne aby
potrzebujący przeżył. Póki żyjemy
wszystko jest możliwe. Nawet to, że kiedyś, gdy podreperuje zdrowie,
zechce
skorzystać z Programu AA.
Wszyscy czekamy na niego, a
ja na pewno.
Warto zauważyć, że duża
część alkoholików pojawiających się na naszych mityngach
otwartych, pozostaje
we Wspólnocie. To cieszy
ale również stwarza pewien
problem. Nowi przynoszą ze sobą szereg cech, które były
przyczyną ich
alkoholizmu: egoizm, egocentryzm, chełpliwość, potrzebę bycia
dostrzeżonym,
brak szacunku dla jakichkolwiek zasad. Jakże przypomina to moją postawę
z
pierwszych dni trzeźwości, a więc szukanie rozgłosu, popularności,
nawiązywanie
wielu kontaktów nie
usprawiedliwionych potrzebami
trzeźwienia, no i przede wszystkim przedkładanie osobistych ambicji nad
wspólnotowymi zasadami.
Nowicjusz taki często
angażował się w aktywną działalność przy powoływaniu nowych grup.
Niestety,
powstawały one zwykle bardziej na miarę wyobrażeń, zapału
osób nie mających
pełnego pojęcia, czym jest Wspólnota AA, niż z
faktycznego zapotrzebowania Wspólnoty. Takimi "drobiazgami",
jak
zasady AA, nikt sobie nie zaprzątał głowy. Najważniejszy był status
współzałożyciela i to, że można fakt powstania grupy AA
umieścić w sprawozdaniu
do wyższych władz.
W
ciągu kilkunastu lat uczestnictwa w AA rzadko byłem świadkiem powstania
grupy na wyraźne zapotrzebowanie intergrupy.
Ale w
jednej z nich, powstałej z inicjatywy intergrupy
SAWA, intensywnie zapoznawałem się z naszą aowską
literaturą. W ten sposób tworzyła się moja nowa tożsamość i
szacunek do zasad AA.
Po latach pustki wewnętrznej rodziło się we mnie coś
„świętego”. Niestety do dziś grupa zawiesiła
działalność. Zabrakło
nowych zainteresowanych takim poznawaniem przydatnego programu. Jednak
mam
nadzieję, że któregoś dnia grupa ta się odrodzi. Dzisiaj
dziękuję wszystkim,
którzy przyczynili się do tego, że mogłem znaleźć się
wśród członków wspólnoty AA. I tym z AA i tym z zewnątrz.
Dla mnie znaczyło to
życie. Lecz wdzięczność nie może przysłonić
faktu, że
„jak nas widzą, tak nas piszą”- zawsze musimy o tym
pamiętać. Dla
osób z zewnątrz jesteśmy obrazem działania
Wspólnoty. Od naszego postępowania
zależy opinia o Wspólnocie i ocena, czy już znamy i czy
potrafimy szanować
własne zasady.
Zasady tolerancji mówią o
„prawie do błędu”, który popełnić jest
bardzo łatwo i który zdarzyć
się może każdemu. Lecz najtragiczniejsze jest uporczywe trwanie w
błędzie.
Ambicje założycieli nie mogą oddzielać grupy od Programu AA.
Zawsze warto i trzeba informować o tradycjach AA, o tym, że „
my w AA
staramy się robić zgodnie z Tradycjami”.
O
ile wyraźnym obrazem pragnienia trzeźwości alkoholika jest prośba o
pomoc
i przewodnictwo sponsora, / są
tacy, co widzą w
tym praktyczną realizację Kroku Pierwszego/ tak grupa zaczyna szukać
przewodnictwa w pracach intergrupy
oraz Tradycjach AA.
Mówimy wtedy, że grupa rozwija swoją świadomość. W niej
skuteczniej się trzeźwieje. I tu znów pojawia się stara
zasada. Nie ważne jak
zacząłeś, ważne dokąd
zmierzasz. Nie jest ważne jak
grupa rozpoczęła swoją działalność, ale w chwili obecnej
najistotniejsze jest,
jak działa, w jakim kierunku motywuje swoich członków.
Autonomia grupy nie
polega na lekceważeniu zasad AA, szczególnie
samowystarczalności. Wolność to
nie samowola, odpowiedzialność to nie
wyświechtany
frazes, a osobiste poświęcenie jest czymś innym niż postawa
roszczeniowa,
szczególnie wobec Boga.
Akurat
wczoraj byłem na ciekawym, „walentynkowym”
wykładzie o miłości, gdzie usłyszałem, że często źródłem
alkoholizmu może być
żebranie o miłość, o zainteresowanie. Trudno polemizować. Słuchałem o
różnych
odcieniach miłości poczynając od miłości do Boga poprzez
różne odmiany miłości
ludzkiej. Ciekawe, że za każdym razem miłość niosła ze sobą
zobowiązanie i
poświęcenie. Bez tego miłość raczej nie jest miłością i prowadzi tylko
do
pomyłek życiowych, rozgoryczenia czy głębokich zranień. We
Wspólnocie często słyszę
słowa miłości i wdzięczności wobec AA; niestety słowa, nawet
najbardziej głośne
nie zastąpią osobistego zaangażowania. Procesu duchowej przemiany nie
da się
zastąpić słowami.
Sprawy
rozwoju osobistego członków, jak również całej
grupy są często przedmiotem
dyskusji. Rozmawiamy wtedy o Tradycjach a także o tym, że zaczynamy je przestrzegać dlatego, że uważamy
je za właściwe.
Przestrzegamy tych zasad, bo uważamy je za dobre, choć tkwią w nas
resztki
oporu. Przestrzegamy i Kroków i Tradycji AA, ponieważ sami
tego dla siebie
pragniemy. W tym momencie nie chodzi już o dobro czy zło;
przestrzegamy, bo
szczerze pragniemy przestrzegać. Na tym polega nasz rozwój w
jedności i
działaniu. Takie są dowody działania na nas Boskiej Opatrzności i
Miłości
"Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość" str.331
W
Regionie Warszawa organizowaliśmy warsztaty na temat Tradycji AA. Cieszyły się powodzeniem.
Przy omawianiu Tradycji
Czwartej padło wtedy wiele ciekawych wypowiedzi. Przypomnę kilka z
nich: Odpowiadam
za obraz AA, jaki widzą ludzie spoza AA
Tradycja 4 każe mi znaleźć
złoty
środek między swobodą wyboru a liczeniem się z innymi.
Zasada
samowystarczalności jest podstawą autonomii. Daje wolność AA. Jeżeli
będziemy samowystarczalni, żadna władza nie odbierze AA jej wolności.
Tradycje
wiodą nas do odpowiedzialności za AA
Autonomia obejmuje trzy
zasady:
WOLNOŚĆ, ODPOWIEDZIALNOŚĆ I POŚWIĘCENIE
Nikt
z nas nie może reprezentować całej wspólnoty AA
Posłanie
AA jest ważniejsze od człowieka, który je niesie
Chronimy
imię AA przed wykorzystywaniem do nie zawsze zrozumiałych
celów
Przed samowolnym
reprezentowaniem Wspólnoty wobec osób
zewnętrznych, Wspólnota AA broni się
przez powoływanie specjalnych zespołów informacji publicznej
upoważnionych
przez nią do informacji społeczeństwa o Programie AA.
Powstają one na poziomie Służby Krajowej, regionalnej
,intergrup.
Zaś wobec gospodarzy wykorzystywanych obiektów
funkcję tę w grupie wykonuje rzecznik grupy. Dodatkowo z Tradycji
Czwartej
wynika, że przed decyzjami dotyczącymi całości AA, lub
interesów innych grup / np.
terminy uroczystych mityngów/ grupa powinna uzgodnić
swoje sprawy z innymi grupami, intergrupą,
upewnić się co do
zgodności planowanych działań z Tradycjami. To
jest już raczej domena mandatariusza.
Na
zakończenie chciałbym przypomnieć pytanie będące podsumowaniem
wypowiedzi w zeszytach warsztatowych: Czy potrafię odnaleźć tyle
tolerancji,
przyjaźni i życzliwości dla błędów innych, ile oczekuję dla
siebie? Myślę, że
te uczucie stale rośnie. Coraz częściej potrafię wybaczać, i innym i
sobie.
Chyba się zmieniam.
Pozdrawiam
pogodnie
Relacja z
warsztatu w Regionie
„KOLPORTER”
- 3 marca 2007r.
Spotkanie rozpoczęliśmy
od przemyślenia i zapisania odpowiedzi na następujące pytania zawarte w
ankiecie.
1Kto
może podjąć służbę kolportera ? Czy
wystarczy spełniać 3 Tradycję AA?
Jaki
okres trzeźwości powinien posiadać kolporter na poziomie
grupy, intergrupy,
regionu? Jakie umiejętności i
predyspozycje powinien prezentować kandydat, oprócz
znajomości treści polecanej
literatury?
Spełnianie jedynie 3 tradycji
może okazać się nie wystarczające.
Kandydat do tej
służby powinien wykazać się wcześniej w innych służbach, np.:
skarbnika. Warto przy wyborze wziąć pod uwagę odpowiedzialność
materialną, czasami
są to znaczne kwoty, dobrze aby
kandydat miał stałe
źródło utrzymania, (wiadomo że pieniądze są zawsze pokusą).
Najczęściej
sugerowano około 1 rok trzeźwości (służba na poziomie grupy) około 3
lat w Intergrupie, a w
Regionie powyżej tego okresu. Lecz nie ma
miary na trzeźwość. Na pewno bardziej wiarygodny kandydat winien być
sponsorowanym, powinien swoją postawą pokazywać znajomość tradycji AA,
oraz
stosowanie programu AA we własnym życiu, a tym samym polecać literaturę
AA
poprzez przyciąganie własnym przykładem a nie reklamowanie.
2Czy
służba kolportera to biznes czy forma niesienia posłania w
myśl 12 Kroku AA?
Jednoznacznie określono tę służbę jako niezwykle ważną i skuteczną formę niesienia posłania. W AA nie robimy biznesów na życiu tych którzy jeszcze cierpią. Kolporter powinien wszelkie koszty związane z wykonaniem tej służby rozliczać ze skarbnikiem i po uzgodnień z sumieniem grupy, intergupy, regionu. Prowizję ze sprzedaży powinien odprowadzać skarbnikowi. Po objęciu tej służby pokazałem książki mojej mamie-spytała: a ile na tym zarobisz? Nie zarobiłem i mam wielką satysfakcję.
3Czy
rozdawać literaturę, czy zawsze zmierzać do odsprzedaży?
(Komis, opóźnione płatności, prowizje). Jakie znasz formy
sponsorowania zakupu
literatury dla nowych grup?
Doszliśmy do wniosku, że kto raz
nauczy się chodzić z wyciągniętą ręką ten już tak pozostanie, dlatego
sugerowano, aby zawsze zmierzać do odsprzedaży. Znamy w obrocie
literaturą,
formy sponsorowania zakupu, rozkładania na kilka wpłat rozłożonych w
czasie,
tworzenie funduszu literatury przez dłuższy okres w grupie AA,
wypożyczanie
itp. Bywają uzasadnione formy rozdawania: w zakładach karnych, w osrodkach dla bezdomnych, na
mityngu informacyjnym, w de-toxach,
pakiet informacyjny dla nowego. Możemy rozdawać
ulotki, książeczki adresowe, plakaty, kalendarze, np.
księżom w ramach wdzięczności, dyrektorom, naczelnikom
zakładów karnych, to
dobra forma okazania wdzięczności za przychylność. Jeśli nowa grupa
zaczyna od
długów to jej dalsza działalność wzbudza
niepokój. Za swoje trzeźwienie płacimy
sami. Jeśli książka lub broszura zostanie skradziona to może to być
sygnał dla
służb, że nie dostrzegli przyjaciela w potrzebie. Być może jest to
powód do
zadowolenia, że tak była potrzebna, aż ją skradziono?
4Czy
literaturę kupujemy, czy otrzymujemy w zamian za dobrowolny
datek? Czy dostrzegasz tu związek z 7 Tradycją AA?
W AA znamy dwa sposoby na
utrzymanie niezależności finansowej: poprzez własne dobrowolne datki i
sprzedaż
literatury AA. W pewnym
sensie każdy nabywca książki
wspiera nasze posłanie dla pragnących zaprzestania picia. Patrząc z tej
płaszczyzny, każdy z nas darowuje ustaloną kwotę na nasz
główny cel w zamian
otrzymuje książkę, czy ulotkę. Nie ma znaczenia ile takich samych
książek kupił
darczyńca. Każda następna wspiera nasze starania. Można je następnie
ofiarować np.:
podopiecznemu lub na rocznicę przyjaciela. Tak czy
siak kwota wspiera „kapeluszowe”, tyle że
w pośredniej formie zgodnie z 7 tradycją. Kiedy sam płacę to bardziej
szanuję,
i czuję się odpowiedzialny za moją trzeźwość.
Zwracanie
literatury lub kalendarzy nie
sprzedanych, zastanowiło
jednego z uczestników, bo bardziej zasadne wydało mu się
zagospodarowanie jej w
zakresie grupy. Na każdym poziomie kolportażu – dopłacimy do
zwracanej
literatury wszyscy i na pewno nie trafi ona do potrzebujących.
5Jak
powinien rozliczać się kolporter ze sprzedawanej literatury,
jak rozlicza uzyskaną prowizję? Kto ma prawo kontrolować poprawność
rozliczania
się kolportera?
Czasem kontrola wzmaga oburzenie
kolportera, ale powinien on sam do tego zmierzać. Dla jasności i
przejrzystości
własnych rozliczeń czasem żądać uważnej kontroli obrotu. Jeśli nie ma
nic do
ukrycia nie denerwuje się. Zasadniczo każdy AA może spytać o stan
rozliczeń.
Lecz wskazane byłoby aby
czuwał nad tym skarbnik i
rzecznik w grupie, na wyższych poziomach zespół finansowy, np.:regionu,
rada regionu kontroluje kolportera co ½ roku. Kolporter
powinien
regularnie podawać sprawozdanie ze sprzedaży literatury
6Czy
kolporter ma obowiązek współpracy z innymi służbami: ze
skarbnikiem, mandatariuszem?
Jednym z ważniejszych celów
trzeźwienia w AA jest nauka współpracy poprzez służby
początkowo z innymi
alkoholikami. Bez współpracy służb trudno mówić o
duchowości tego programu.
Kolporter nie jest samograjem, musi nauczyć się rozliczać, składać
wyjaśnienia
ze swojej służby, angażować się w pracę zespołu literatury,
uczestniczyć w intergrupach,
spotkaniach w regionie. Zawsze musi się
kierować się dobrem ogółu grupy
której służy,
wsłuchiwać się w jej potrzeby. Trudno tego dokonać bez
współpracy z pozostałymi
służbami.
7Jakie
kryteria obowiązują
kolportera przy wyborze polecanego asortymentu? Czy ma prawo dobierać
oferowaną
literaturę według własnych sympatii i uznania?
Ma oferować wyłącznie literaturę
AA, niedopuszczalne jest polecenia w ramach tej służby innych pozycji i
wydawnictw choćby najbardziej uznawanych. Wielu przyznaje
że
w domu korzysta z literatury towarzyszącej według własnego gustu, lecz
na
spotkaniach AA tego nie robimy. Bez względu na swoje preferencje
powinien mieć
w ofercie wszystkie oferowane w AA tytuły. Kolporter nie może odmawiać
sprzedaży jakichkolwiek materiałów, biuletynów,
informatorów czy kalendarzy
wydawanych przez AA, regionalnie czy w skali kraju bez względu na jego
osobisty
stosunek do nich.
8Czy
oferując inną literaturę niż wydawaną przez BSK
AA łamiemy 6 tradycję?
Jak
spostrzegasz oferowanie literatury innej niż AA, na zlotach
radości, rocznicach, itp?
Jeśli jestem w AA to oferuję
literaturę AA. Niosę
posłanie AA nie swoje własne.
Powinniśmy egzekwować zasadę „czystego stolika”. Po
objęciu tej
służby zrozumiałem kim jestem-Anonimowym
Alkoholikiem. Ta służba zmusiła mnie, do czytania
literatury. Zlot Radości to nasze święto, wszyscy jesteśmy tam gośćmi i
jednocześnie gospodarzami, ale czy goście mogą przyprowadzać swoich
gości?
Zapraszanie wydawnictw towarzyszących, podczas naszych
zlotów jest jak
zapraszanie kochanki na rocznicę ślubu z własną żoną.
9Czy
znasz pełną ofertę literatury AA, znaki i teksty
identyfikujące literaturę AA?
Ofertę literatury AA w
większości znamy. Co do treści to bywa różnie.
Jeszcze
więcej trudności przysparza zastosowanie zawartych w niej zasad w życiu
osobistym. Czasem nasze logo jest zbyt mało widoczne. Na pierwszej
stronie
zawsze jest wpisany wydawca, umieszczane są informacje o własności praw
autorskich GSO, na
wszystkich PUBLIKACJACH widnieje
napis: „ZAAPROBOWANE PRZEZ KONFERENCJĘ SŁUŻB
OGÓLNYCH AA”. Bez
względu na język w którym
jest wydana
literatura-występuje jednolitość kolorystyczna i graficzna. W
większości
pokrywają się tłumaczenia wierszy i kolejność następujących zdań. Jeden
z
uczestników używał Wielkiej Księgi ze swoim obcojęzycznym
przyjacielem do
wyrażania tego co nie
umieli powiedzieć do siebie,
więc pokazywali sobie zdania i sprawdzali ich znaczenie w swoich
rodzimych
wydaniach.
Koncepcja
IV
W całej
strukturze Konferencji na wszystkich poziomach odpowiedzialności powinniśmy
stosować tradycyjne „Prawo Udziału", dbając o to,
by każda klasa i grupa
naszych światowych sług była
obdarzona głosem proporcjonalnym do odpowiedzialności, jaką każdy z nich ponosi./tekst nieautoryzowany/
Ten
felieton jest w dużej mierze wynikiem zapisków i udziału w
warsztatach
organizowanych w naszym PIKu
przez Region Warszawa,
choć opiera się również na nieautoryzowanym do tej pory
tekście z
amerykańskiego Poradnika Służb.
Po pierwsze
chcę podzielić się pewnym
spostrzeżeniem. Do każdego warsztatu na temat Koncepcji czułem się
dobrze przygotowany,
miałem nawet przekonanie, że moja świadomość daleko przekracza
świadomość
innych uczestników. Przecież napisałem już kilka
tekstów o Koncepcjach, sporo
się naczytałem. Takie przekonanie mogłem żywić jedynie do momentu
rozpoczęcia
zajęć. Już pierwsze wypowiedzi przyjaciół rozwiały moje
mrzonki. Okazało się,
że gdy w grupie ludzie dzielą się doświadczeniami, nikt nie jest na
tyle mądry,
aby nie mógł nauczyć się czegoś więcej. Tylko pytanie, czy
chce? Ja chciałem.
Inny punkt widzenia pozwolił mi ujrzeć przestrzeń, której
nie brałem pod uwagę.
Sam dla siebie okazałem się nauczalny.
Właśnie
możliwość nieustannej nauki życia jest najwyższą nagrodą za udział w
służbach.
Koncepcja
Czwarta dotyka niezmiernie ważnych, ale
i delikatnych spraw mianowicie prawa do uczestnictwa i głosowania w
strukturach
Konferencji. Przede wszystkim musimy zastanowić się, do czego powołana
jest
Konferencja? Odpowiedź może być jedna, aby wyznaczyć cele i sposoby
działania
całej wspólnoty na najbliższy okres. Gdy zastanowimy się,
czy jesteśmy
całkowicie przygotowani do dyskusji, czy mamy wszystkie potrzebne
wiadomości,
łatwo zobaczymy sens zapraszania do udziału ludzi, którzy
posiadają potrzebną
wiedzę albo przynajmniej większą od nas. Jest to o tyle ważne, że
dotyczy
tysięcy alkoholików, którym mamy pomóc.
Karta
Konferencji Regionu Warszawa jasno
precyzuje, kto jest uprawnionym do głosowania członkiem Konferencji
– to
mandatariusze grup oraz członkowie Rady Regionu, a każdy posiada jeden
równy
głos. Oczywiście Konferencja ze swego składu wyłania prezydium,
sekretarza albo
inne potrzebne gremia, Np. komisje liczenia głosów. Do tych
funkcji często są
proszeni przyjaciele spoza składu Konferencji. Konferencja, w
zależności od
potrzeb, może również zaprosić przyjaciół i
sympatyków AA, przyjaciół
posiadających doświadczenia służb z innego Regionu,
pracowników BSK,
powierników Służby Krajowej do przedstawienia swojego
stanowiska w ważnych dla nas sprawach, jednak bez prawa udziału w
głosowaniu.
Taki kształt Konferencji pozwala, aby każdy głos powstający w grupach
AA mógł
być z jednej strony słyszany, a z drugiej by z ustaleniami Konferencji
mogli
zapoznać się wszyscy członkowie AA.
Wymaga to od
mandatariuszy grup wielkiej odpowiedzialności.
Choć w Karcie
Konferencji Regionu Warszawa jeszcze
nie ma wszystkich zapisów regulujących, to wielokrotnie w
spotkaniach zespołów
regionalnych uczestniczyli zaproszeni spoza AA goście. Jeden
z nich jest
obecnie Powiernikiem kl
/niealkoholik/
służącym swa wiedzą całej naszej wspólnocie w Polsce. I
mniej ważne jest czy ma
prawo do głosowania czy nie, ważne, że może poczuć się potrzebny i
chciany. Ma
prawo do uczestnictwa, bo został zaproszony.
Mam nadzieję,
że najbliższa kwietniowa
Konferencja 2007 r. pokaże nam sens tej Koncepcji. W środkowej części,
gdy
mandatariusze grup będą pracowali w zespołach konferencyjnych
jako
sekretarze będą służyli przewodniczący poszczególnych
zespołów, mogą nawet
prowadzić te spotkania. Oczywiście, jak zawsze w naszej
wspólnocie nie ma tu
podwładnych ani przełożonych, jedyną troską uczestników jest
bezpośrednia
łączność z trendami pojawiającymi się w grupach AA i stworzenie
odpowiedniego
zapisu abyśmy mogli wszyscy zastanawiać się nad rozwiązaniem. Zostanie
on
odczytany w następnej części Konferencji. Możliwe, że
niektóre wnioski będą
wymagały głosowania, a wtedy okaże się, że w głosowaniu nie
ma „zwierzchników",
„podległych" ani „doradców". Wszyscy
mają jeden, równy
głos, nawet wtedy, gdy pełnią podwójną służbę. Na przykład:
mandatariusz w
grupie i rzecznik Intergrupy.
Jest
też inny problem. Często widać, ile
wysiłku w życie Regionu wkładają zwyczajni członkowie regionalnych
zespołów.
Bywa, że są to przedstawiciele swoich Intergrup.
Mimo
ich wiedzy i zaangażowania Konferencja nie przyznała im prawa do
głosowania.
Całe szczęście, że często ich głos wynika z innej funkcji służebnej.
Zaś innym,
którzy z sukcesem zakończyli czas służby nie jest potrzebny
udział w
głosowaniu, już nauczyli się przyjmować wolę wobec siebie.
Ta koncepcja
ma jeszcze jedną myśl. Zachęca
członków AA do uzyskania statusu zaufanego sługi,
który uzyskujemy, gdy grupa
obdarza nas zaufaniem i zaprasza do wykonywania zadań dla rzecz grupy.
Wierzy
nam, że będziemy czynili to odpowiedzialnie. My zaś dokładamy większych
starań,
aby lepiej wypełniać zadania naszej służby, „gdy czujemy, że
przynależymy
- gdy nasze „uczestnictwo” zapewnia, że jesteśmy
naprawdę
„zaufanymi sługami”.
Jest
tylko jeden
konieczny wyjątek w tym Prawie. Członkowie pracujący na etacie w
strukturach
służb nie mogą zostać Powiernikami. Ich miejscem w obradach Konferencji
jest
raczej funkcja pomocnicza. To łatwo uwidacznia się w Komisjach Służby
Krajowej.
A teraz
oddajmy głos zapisom w amerykańskim
Poradniku Służb/ tekst nieautoryzowany/:
…
Istnieje jeszcze jeden ważki
powód dla „udziału", a odnosi się on do naszych
potrzeb duchowych.
Wszyscy odczuwamy głębokie pragnienie przynależności. Oczekujemy
partnerskich
relacji z innymi członkami AA.
Naszym szczytnym
ideałem jest to, aby wśród „duchowej
wspólnoty" AA nigdy nie było
członków „drugiej kategorii". Jestem głęboko
przekonany, że to jest
to, co chcieliśmy osiągnąć tworząc światową strukturę służb. Jest to
być może
również główny powód, dla
którego mamy zapewnić dalsze istnienie „udziału" na
wszystkich ważnych poziomach służb. Tak jak nie ma członków AA drugiej
kategorii, tak samo nie może być
żadnych takich pracowników służb światowych.
„Prawo
Udziału" jest wobec
tego środkiem korygującym ostateczną władzę, ponieważ mityguje jej
arogancję
bądź nadużycie. Zachęca również nas, w służbach AA, do
zaakceptowania
koniecznej dyscypliny, wymaganej w przypadku naszych
niektórych działań. Możemy
to osiągnąć tylko wówczas, kiedy będziemy posiadać uczucie
przynależności;
kiedy fakt naszego „udziału" potwierdza, że jesteśmy naprawdę
„zaufanymi sługami", opisanymi w Tradycji Drugiej.
W tym miejscu
mógłbym śmiało zakończyć swe
rozważania, ale wydaje mi się, że warto dla uzupełnienia przedstawić
kilka
wypowiedzi ze wspomnianych przedtem warsztatów regionalnych
w PIKu. Oto one:
Po
przeczytaniu tekstu Koncepcji wzrosła mi
liczba pytań:
Za
dużo mamy mityngów a za mało grup AA
Każdy
ma prawo uczestniczyć w warsztatach
Jeśli
tylko jestem na mityngu to nie trzeźwieję
Spotykając
się tylko dwa razy do roku
członkowie Konferencji mogą nie posiadać bieżącej, rozległej wiedzy na
temat,
na który właśnie się głosuje.
Warto
się przygotować do głosowania przez
udział w zespołach regionalnych. Własne opinie potrzebują potwierdzenia
Odczuwam
pragnienie przynależności, to zapewnia
prawo do uczestnictwa
Nie
ma członków drugiej kategorii, każdy ma
jeden głos
Koncepcje
wypełniają luki w Tradycjach, mówią
jak wypełniać służbę
Nieobecni
nie mają racji, wokół jest wielu
odpowiedzialnych
Alkoholik
potrzebuje potwierdzenia swojej
opinii
Grupa
może zapraszać różnych specjalistów, nie
mam klapek na oczach
Grupa
wybiera mandatariusza, ale może też
członków do zespołów regionalnych
Przez
poczucie przynależności uczę się
tolerancji, mam większą świadomość
Pieniacze
chcą zlikwidować służby, BSK,
Region
Podczas
inwentury zbyt pochopnie podejmuje się
decyzje
Nie
mogę sprzeciwiać się tylko z przekory, że
ktoś inny zgłosił pomysł
W
grupie nie ma gorszych, są mniej
poinformowani
Na
Konferencji, w głosowaniu mój głos się liczy
tak samo, co Powiernika
Grupa
pozbawiona przedstawicieli przestaje
krążyć w krwiobiegu AA, jest uboższa
Służba
to szansa trwałej trzeźwości, prawo do
uczestnictwa ją zwiększa
Znajomość
zagadnień wspólnoty pozwala animować
życie w grupie i poza nią
W
grupie każdy w swoim sumieniu wie czy może
głosować
Z
uczestnictwa we wspólnym działaniu/niesieniu
posłania np. do ZK, detox
rodzi się przyjaźń
Uczestnictwo
należy rozliczać, mam wrażenie
dużych niedociągnięć
w
moim prawie
do korzystania z uczestnictwa w życiu AA, poprawię się
Przez
uczestnictwo każdy ma cząstkę władzy,
unikamy dominacji
Nie
będziemy wprowadzać legitymacji ani list obecności
jeśli nic nie wiem, to jestem tylko obserwatorem
Jestem
ciekawy, co znaczy odpowiedzialny udział
Staram
się by animatorem działań grupy
dotyczących przestrzegania
Tradycji,
niesienia posłania czy wyboru
przedstawicieli
Wielu
członków mojej grupy ma odpowiedzialną
postawę
Swoje
Prawo Udziału poczułem na
Konferencji Regionu, gdy nagle dowiedziałem się od sponsora, iż jako
mandatariusz mogę oddać głos. Wtedy nagle poczułem nieoczekiwaną
odpowiedzialność
za podjęcie decyzji – jak mam głosować? Okazało się, że
mój głos będzie
ważył tyle samo, co niejednego tuza, który już wiele razy
bywał na
konferencjach i ma większą świadomość ode mnie. Zdałem się, więc na
intuicję i
zagłosowałem, jak większość, na szczęście
bowiem
głosowania były prawie jednomyślne
Prawo
Udziału odczułem też, gdy
przyszedłem na spotkanie Zespołu Literatury – nie tylko
bowiem miałem prawo tam przyjść, ale jeszcze pozwolono mi
się wypowiedzieć,
co skwapliwie uczyniłem popisując się wiedzą w tematach wydawniczych i
zupełnie
nie patrząc na to, że ludzie redagujący Biuletyn mają o wiele większe
doświadczenie ode mnie. Dostałem wtedy prawo
„głosu”, czyli
wygadania się, lecz nie dostałem Prawa „Głosu”, bo
też i nie
podejmowałem się wtedy żadnej odpowiedzialności za to, co się stanie:
po prostu
pokazałem, jaki jestem „mądry”, a nie wziąłem się
za pracę. Mój
„Udział” był, więc proporcjonalny do mojego wkładu
pracy.
Pozdrawiam
pogodnie
Moja
grupa
W
przerwie mityngu podszedł do mnie nowicjusz i poprosił, żeby mu
wyjaśnić, co
oznacza określenie „moja grupa AA”. Zerknąłem na
zegarek, chciałem jeszcze
zrobić sobie coś do picia. Kiedy okazało się, że do końca przerwy
pozostało
jeszcze 7 minut, uspokoiłem się- byłem pewien, że w tym czasie i
herbatę i
odpowiedź zmieszczę śpiewająco. Nie
udało się. Herbaty
nie zrobiłem, a po mityngu rozmawialiśmy jeszcze półtorej
godziny. Część aowców,
zwłaszcza „starszych” uważa, że
„moja” powinna być ta grupa, na którą
trafiłem po raz pierwszy i na
której przyjęto mnie do AA zadając sakramentalne dwa
pytania. Tu natychmiast
rodziły się moje wątpliwości. Ja sam na swoim pierwszym mityngu nie
podniosłem
ręki i nie przyznałem się, że jestem pierwszy raz. Wstydziłem się, nie
chciałem
uchodzić za nowicjusza, co w moim rozumieniu oznaczało wtedy kogoś
gorszego.
Dzięki opowieściom znajomego wiedziałem dokładnie, jak wygląda mityng,
co i
kiedy się tam robi i dzięki temu potrafiłem się odpowiednio zachować i
nie
wydało się, że jestem nowy.
Tak minęło
kilkanaście miesięcy. Coraz bardziej
przeszkadzała mi własna nieuczciwość i to, że chodzę do tego AA jak do
siebie,
a właściwie nikt mnie tam formalnie nie przyjął. Podczas pewnego
mityngu (na
innej już grupie) wyjaśniłem, w czym rzecz i poprosiłem prowadzącego o
przyjęcie mnie do Wspólnoty zgodnie z zasadami. Tak się też
stało.
W takim
razie, którą grupę powinienem traktować
jako swoją? Tą, na której byłem pierwszy raz w życiu, czy
może tą, na której
mnie przyjęto, kiedy miałem ponad rok trzeźwości?
Nieco z boku
obserwowałem przez miesiące i lata
upadek dwóch grup. Jedna przestała istnieć właściwie z
powodu braku chętnych do
spotykania się w tym właśnie miejscu, natomiast druga, w innej
miejscowości,
powoli przekształcała się w coś w rodzaju klubu abstynenta połączonego
z grupą
wsparcia. W każdym razie ze Wspólnotą AA niewiele to już
miało wspólnego i na
spotkania przestała przychodzić większość osób,
które wcześniej czuły się z tą
grupa związane.
Zastanawiałem
się wtedy, jak w tej sytuacji
odnajdują się ludzie, przyjmowani na grupie, która już nie
istnieje, jaką grupę
teraz i na jakiej zasadzie uznają za swoją? Ale to jeszcze głupstwo.
Jak się
czują ludzie, którzy opuścili grupę z powodu jej niezdrowej
transformacji? Ta
grupa przecież nadal istniała, przynajmniej formalnie. Czy powinni być
lojalni
do końca, bo przecież to „ich” grupa? Czy może
powinni kierować się
aowską zasadą
„trzymaj z wygranymi” i bez
skrupułów przenieść się do grupy, która rzetelnie
pracuje na Programie AA? Tego
typu doświadczenia i przemyślenia powodowały, że pojęcie
„moja
grupa” nie było dla mnie takie jednoznaczne i absolutnie nie
upierałbym
się, że to ma i musi byś ta pierwsza, na której nas do AA
przyjęto.
W pierwszych
tygodniach czy nawet miesiącach
abstynencji myślałem, że scenariusz mityngu AA jest zapisany w Wielkiej
Księdze
i dlatego jest identyczny na wszystkich grupach w moim mieście. Kiedy
nie piłem
2-3 lata i utrzymywanie abstynencji nie stanowiło już dla mnie
problemu,
kolejny raz, ale może pierwszy raz uważnie, przeczytałem
„Anonimowych Alkoholików”. Żadnego
scenariusza mityngu tam nie było. Co więcej, nie było tam mowy o tym,
żeby
ktokolwiek miał we Wspólnocie prawo przyjmować lub odmawiać
przyjęcia innej osobie. Zacząłem więc
uważnie czytać sam scenariusz,
Tradycje AA i wszystko, co tylko na te tematy wpadło mi w ręce.
W
konsekwencji zacząłem głosić dość obrazoburcze
na tamte czasy idee, bo twierdziłem, że stary scenariusz jest
nadużyciem
(najpierw cię przyjmiemy, a potem dopiero przeczytamy do czego cię
przyjęliśmy), jest sprzeczny z Tradycjami (jeśli „Jedynym
warunkiem jest...” to
skąd dwa pytania?) i
wreszcie z samą ideą AA- do
Wspólnoty nikt mnie nie może przyjąć ani odmówić
przyjęcia, bo po prostu nikt
tam nie ma takiego prawa, a jeśli ktoś to robi, to to
prawo sobie zawłaszczył.
Dziś coraz
więcej grup przyjmuje nowe scenariusze
i odchodzi od takich „wypaczeń”. Tym niemniej wtedy
bywało ciężko*.
Zmierzam
jednak do tego, że pewnie sukcesywnie
maleć będzie liczba grup pozwalających sobie
„przyjmować”
nowicjuszy do AA, a tym samym zniknie argument, zgodnie
z
którym „moja grupa” to ta,
na której mnie przyjęto.
Mój
rozmówca podsunął myśl, że może „moja
grupa” to po prostu ta, na której najlepiej się
czuję. Na to też nie
mogłem się zgodzić. Mityng AA nie jest do poprawiania nastroju.
Kiedyś do takich celów dobra była
butelka i może właśnie dlatego
nie mogę sobie pozwolić
na używanie Wspólnoty AA jako polepszacza samopoczucia.
I tak oto
metodą eliminacji doszliśmy wspólnie do
wniosku, że „moja” jest ta grupa, w
której spoczywa część mojej
odpowiedzialności za Wspólnotę. „Moja
grupa” to nie sentymenty
pierwszego mityngu i nie paczka najfajniejszych kolesiów z
terapii.
Moja grupa
(już nie w cudzysłowie) to ta, gdzie pełnię jakąś służbę. Ta, w
której zostaję
po mityngu, żeby umyć szklanki i podłogę. To grupa, dla
której autentycznie
gotów jestem coś robić i to stale, miesiącami i latami, a
nie tylko od
przypadku do przypadku, jak mnie coś tam najdzie. Powtórzę
raz jeszcze: robić,
a nie tylko zrobić. Ja mogę bywać na mityngach w całym mieście, ale jak
na
mojej grupie będzie inwentura to ja tam będę gotów
pomóc i służyć. Będę tam, bo
to jest MOJA grupa, za którą odpowiadam wobec
Wspólnoty AA.
* Jako
ciekawostka- na mojej grupie, gdy pojawia
się nowicjusz, czytany jest taki tekst:
„Czy jest wśród nas ktoś, kto na mityngu AA znalazł się po raz pierwszy? (Jeśli tak...) Trafiłeś na zamknięty mityng Anonimowych Alkoholików. Jeśli tu właśnie chciałeś się znaleźć i jeśli chcesz przestać pić, to witamy cię serdecznie we Wspólnocie AA i cieszymy, że jesteś dziś z nami. (Oklaski!)”
Opole, dn. 14.02.2007
Wypowiedzi z
mityngu - fragmenty
… Gdy znalazłem się w AA, samo niepicie wydawało się zupełnie wystarczać. Ale po jakimś czasie zachciałem czegoś więcej. Łatwo mogłem zauważyć, że ludzie mający to, co dla siebie chciałem – a więc radość, swobodę, spokój - byli tymi, którzy wcielali w życie coś, co nazywali Dwunastoma Krokami.
....Kiedy przychodzisz do AA, na mityngu spotykasz się z ludźmi takimi samymi jak ty. Nikt nie chce, aby łamano ich anonimowość i to nawet bardziej niż ty obawiasz się, aby czasem ktoś nie złamał twojej. Będą więc ochraniać ciebie, ponieważ ty będziesz ochraniać ich.
....Zacząłem pracę nad Krokami. Powoli stały się częścią mego życia. Znacznie dopomógł mi w tym sponsor. Zacząłem czuć się coraz bardziej swobodnie. Rozglądałem się dookoła i dostrzegłem, że ten sposób działa. I to pomimo faktu, że nigdy w niczym się nie udzielałem i nie wierzyłem, że to naprawdę działa. AA zaczęło działać pomimo mnie.
...Kiedyś w historii AA, metodą prób i błędów, stwierdzono, że niektóre sposoby postępowania we Wspólnocie były bardziej skuteczne niż inne. Spisano je jako rodzaj zasad i nazwano Tradycjami. Słyszy się słowa takie jak: anonimowość, samowystarczalność, pokora. Były to dla mnie tylko puste słowa, dopóki nie zobaczyłem, co znaczyły dla innych.
.... Zacząłem rozumieć znaczenie posiadania grupy macierzystej. Grupa macierzysta jest miejscem, które pomaga mi w zachowaniu uczciwości wobec siebie. Są to ludzie, którzy widząc moje codzienne zmagania, będą mi pomagać, będą wskazywać drogę. Im też kiedyś ktoś pomógł. Ale muszę okiełznać swą dumę,
..Grupa macierzysta, to tak jak kotwica. To twój dom w AA. A sugestia, aby mieć grupę macierzystą nie oznacza, żeby zrezygnować z innych mityngów. Jest to wskazówka, aby po prostu znaleźć swój dom w AA.
..Przychodziłem na mityng regularnie co tydzień. Stopniowo ludzie zaczęli mnie rozpoznawać, stopniowo nabierali śmiałości do rozmowy ze mną, a ja nabierałem odwagi rozmawiając z nimi. Z czasem zacząłem się z nimi przyjaźnić.. Na początku nie było łatwo
...Powiedziano mi, że wiele skorzystam, gdy ludzie poznają mnie. Może nawet lepiej niż ja sam jestem gotów poznać siebie.. A to, że mam problemy, to może okazać się, że oni wcześniej je zauważą, zanim sam je dostrzegę.
Wypowiedzi zebrał M.
Witajcie! Wczoraj
po raz pierwszy poszedłem na mityng. Nie wiem, co w tym jest
ale dzisiaj już inaczej patrzę na świat, zaczynam go
kochać!!! Pewnie
każdy alkoholik zna to uczucie : pamięta
swój moment
wyjścia z tego dołu. Ja dopiero go zaczynam
ale się z
tego bardzo cieszę. Napiszę do was droga redakcjo
co
dalej się ze mną stało, tak czy inaczej. Opiszę swoje doświadczenia i
wyczyny
nie tylko na tym polu ,a
zaręczam że będzie to ciekawa
lektura.
Pozdrawiam -
Artur
AA
widziane przez psychiatrę
PROGRAM AA
POZWALA ZAMKNIĘTEMU W
SOBIE ALKOHOLIKOWI
ZAUFAĆ
LEKARZOWI I PRZEZ TO
PRZYSPIESZYĆ POWRÓT DO ZDROWIA
I POGODY
DUCHA
Dr.
Adele Streeseman, Grapevine
11.1998 r
Każdy, komu nieobojętny jest los alkoholików, musi poznać i zaakceptować AA. Obserwując AA możemy nauczyć się, czego alkoholik potrzebuje od nas oraz co jest może ważniejsze, czego dać mu nie możemy. Jestem głęboko przekonana, że AA jest zarówno racjonalna z punktu widzenia teorii jak i niezwykle skuteczna w praktyce. Mój osobisty stosunek wynika stąd, że na własne oczy widziałam jak AA czyni cuda. My psychiatrzy stykamy się z cudami: nie ma dla lekarza większej radości niż obserwować stałe postępy zdrowia u pacjenta, początkowo zagubionego, nieszczęśliwego i przerażonego. Każdego roku jako psychoanalityk stykam się z przypadkami głębokich, emocjonalnych przemian gdy pomagam pacjentom wydobywać się z toni, wzrastać i umacniać się w dojrzałości. Dlaczego więc psychiatria nie mogła pomóc alkoholikowi? I dlaczego AA działa? Dlaczego, tak często czynny alkoholik - pełen gniewu, chaosu, często bez grosza w kieszeni, zwykle pijany, wojowniczy, pozbawiony nadziei, ukrywający poczucie bezwartościowości pod maską zaczepnej arogancji - nie nadaje się do psychoterapii? Przecież potrzebuje pomocy. Dlaczego jej nie przyjmuje? Zdumiewa mnie, że tak długo nie potrafiliśmy znaleźć odpowiedzi. A jest tak ponieważ alkoholik nie ufa nam - on w rzeczywistości nie ufa nikomu. Pierwszym krokiem w terapii jest stworzenie tzw: przeniesienia. Pacjent "przenosi" na terapeutę swą gotowość edukacji emocjonalnej, podobnej do tej z wczesnego dzieciństwa i nabiera zaufania - to umożliwia mu niepewne kroki w życie, daje odwagę do bycia sobą, popełniania błędów, pytania i uczenia się. Odważa się wierzyć, że nie opuścimy go i nie pozwolimy mu upaść gdy jeszcze niepewnie stoi na nogach. Alkoholik na progu odstawienia od picia nie jest prawdopodobnie zdolny do takiego zaufania. On nie wierzy nikomu. Przepełnia go tak wielki lęk, że bardzo trudno mu zaufać Miłującemu Bogu. Jakże prawdziwy jest stary cytat: " Jeżeli ktoś nie kocha brata swego, którego widzi, jakże może kochać Boga, którego nie widzi ?" Alkoholik nie jest zdolny do przeniesienia - nie potrafi kochać, ufać i stać się dzieckiem wobec obcego, nieznanego lekarza-psychiatry. Ale ten sam alkoholik w desperacji jest w stanie, choćby trochę na próbę, uchylić drzwi swej osobowości wobec innego alkoholika. Nie obawia się ani potępienia moralnego, ani poniżającej litości, bo ten drugi przeszedł przez to samo piekło. Może czuć związek z drugim człowiekiem po latach samotności. Tak zaczyna się ważny proces, który my psychiatrzy /lubiący wszystko zaszufladkować/ nazywamy "relacją interpersonalną". Według mnie jest to kwintesencja i podstawa AA /tworzenie i utrzymywanie relacji interpersonalnych/ Następnym krokiem ku zdrowiu jest stopniowa utrata poczucia własnej wyjątkowości, typowej dla alkoholików. Chodząc na mityngi alkoholik spotyka coraz więcej ludzi, a każdy z nich to worek problemów. W rodzinie czy wśród znajomych alkoholik może być pariasem, trędowatym, fatalną pomyłką ale na mityngach ciągle słyszy z cudzych ust swoją historię. Powoli staje się zdolny nazwać siebie alkoholikiem. Nazwa - "uzależniona osobowość" - nie budzi już jego przerażenia. Wspierany przez przyjaciół odważa się spojrzeć na siebie, odkrywać swą osobowość, szukać słabych miejsc, rozpoznawać sygnały ostrzegawcze, akceptować ograniczenia wynikające z choroby, a przede wszystkim to, że jako uzależniony nie może sięgnąć po pierwszy kieliszek. AA dokonało niezwykle cennego odkrycia-alkoholizm jest uzależnieniem, Żaden lekarz, żaden psychiatra nie powie narkomanowi nie biorącemu 4 - 5 lat, że może sobie od czasu do czasu nieco strzelić towarzysko. Ale ciągle stykam się z pacjentami - trzeźwiejącymi alkoholikami, którym psychiatrzy w całkiem dobrej wierze próbują wmówić, że powrót do kontrolowanego picia jest możliwy po rozwiązaniu problemów emocjonalnych leżących u podstaw uzależnienia. Na szczęście coraz więcej lekarzy zdobywa rzetelną wiedzę na ten temat. Od dawna wiadomo, że raz uzależniony pozostanie nim na zawsze. Uznanie alkoholizmu za uzależnienie nie oznacza, że alkoholik pozostanie alkoholikiem do końca życia. Być może w przyszłości postęp wiedzy zmieni to stanowisko ale jak na razie nic na to nie wskazuje. Fakt, że zdrowiejący alkoholik musi całkowicie powstrzymać się od alkoholu na zawsze powoduje potrzebę nieustannej czujności przed nawrotem. Nieusunięte przyczyny uzależnienia z przeszłości / tak naprawdę nikt nie wie jak je usuwać / stwarzają groźbę, że stare konflikty osobowości ujawnią się i reaktywują. Prawda ta nie jest jednak szczególnym powodem do niepokoju. AA jest zawsze dostępne a większość jej członków czuje potrzebę stałej przynależności. Ale w AA jest jeszcze coś więcej - coś naprawdę wspaniałego i niewiarygodnego. To coś dzieje się z każdym, kto zaangażuje się w AA. Problem z alkoholem ginie. W alkoholiku zachodzą powolne zmiany i choć nikt nie próbuje go na nic nawracać to zmiany te mają charakter duchowy. Program AA, choć unika jakichkolwiek powiązań wyznaniowych , to sugeruje zwrot ku Bogu, niezależnie od sposobu jego pojmowania , jako źródło pomocy w walce o sens i godność. Osobiście uważam nie tylko jako osoba wierząca w żywego Boga, ale także jako psychiatra, że w materialistycznym, pozbawionym Boga świecie nie ma ani sensu ani godności. Pacjent zawsze musi dojść do ładu ze swoim najgłębszym poglądem na życie zanim będzie mógł ostatecznie stać się w pełni ukształtowaną osobą. Jaką konkretnie przyjmie filozofię, czy przejdzie na judaizm, mahometanizm czy cokolwiek - to nie moja sprawa. Ale musi znaleźć coś dla siebie. Miałam pacjentów różnych wyznań - podobnie w AA spotyka się różne wiary. Nie wolno mi narzucać jakichkolwiek rozwiązań ale mam obowiązek wspierać własne poszukiwania pacjenta niezależnie od ich kierunku. Nauka życia staje się czymś nieważnym jeżeli życiu brakuje sensu większego niż parę zabawek za pieniądze. W takim życiu nie ma celu, nie ma wielkości. Jeżeli człowiek to tylko nieco zróżnicowana gruda protoplazmy rozrastająca się do pełnych wymiarów a potem rozkładająca się , chwilowe zaburzenie w oceanie izolowanych zjawisk i walczących żywiołów, to traci sens jakikolwiek gruntowniejszy program psychoterapeutyczny nie mówiąc już o ciężkiej pracy trzeźwienia. Trzeba pamiętać, że psychiatria jako nauka stawia pytanie " jak " ale nie szuka celu, nigdy nie pyta -" po co? ". Takie pytanie to osobista sprawa pacjentów. Do dziś jednak zbyt niewyraźnie uświadamiamy pacjentom, że ta ich praca - synteza po analizie, znalezienie sensu - jest niezbędna. Nieustannie składam hołd Smiley'owi Blanton, psychiatrze, który odważył się wypowiedzieć tę prawdę głośno. Nie zadawało go uczenie pacjentów dojrzałego życia; uważał, że dojrzała miłość jest czymś przed czym nie ma ucieczki- jak to wyraził w tytule jednej ze swych książek - " Kochaj albo zgiń" Wielkość AA a jednocześnie - według mnie - najgłębsza i najsilniejsza jej sukcesu leży w nacisku jaki kładą oni na rozwój duchowy. Podobnie jak psychiatria - nie wiąże się z żadną wiarą, ale sugeruje nieustannie by szukać własnej drogi, własnego sposobu wiary w Boga. Pewien utytułowany wykładowca psychiatrii określił kiedyś osobowość uzależnioną jako Pigmeja w sercu, który nieustannie wlewa w siebie alkohol aby zostać olbrzymem i który potrzebuje coraz więcej i więcej alkoholu. Porównanie nie zawierało żadnego sposobu na leczenie, na odwrócenie sytuacji !... Zbuntowana spytałam jak rzeczywiście Pigmej może zmienić się w olbrzyma. Odpowiedź jest prosta - może to uczynić żywy, miłujący Bóg. Często przychodzą mi na myśl słowa św Pawła, który, podobnie jak niektórzy powaleni na kolana alkoholicy, powiedział kiedyś: " Sam z siebie jestem nikim". Brzmi to pesymistycznie w każdym języku. Ale zaraz potem optymistycznie dodał: " Ale mogę wszystko/dosłownie wszystko/ przez Chrystusa, który mnie umacnia". W tych zdaniach kryje się sekret nieustannego wzrostu alkoholików w AA - obojętnie, czy oddają cześć Bogu Pawła, Mojżesza, Abrahama, czy nazywają Boga Allachem - uzyskują przez to godność i sens i trwają w rozwoju zakorzenionym w trwałym i niepodważalnym przekonaniu o swej wartości i możliwościach. Podsumowując: psychiatra zajmujący się alkoholikami musi przyznać, że AA są oparci na solidnych założeniach i odnoszą sukcesy w osiąganie i utrzymywaniu trzeźwości. Podchodzą do problemu bezpośrednio " chwytając byka za rogi". Pacjentom, wobec których niemożliwa jest terapia, dają możliwość nawiązania kontaktu z innymi ludźmi na tej samej płaszczyźnie. Oferują środki by zdobywszy trzeźwość - móc ją zachować. Na koniec: kładą nacisk na wagę wzrostu duchowego, a siłę ducha traktują jako warunek sine qua non prawdziwego zdrowia. Nie są religią ale cenią wartości religijne. Perspektywa widzenia AA przekracza utrzymywanie indywidualnych członków w stanie abstynencji i jako - takiego funkcjonowania. Anonimowi Alkoholicy istnieją by pomagać innym poprzez 12 Krok, biorą odpowiedzialność za pomoc potrzebującym. W swą pracę wkładają altruizm i godność. Podnosi to działania AA z rangi samoobrony do swoistego szlachectwa. Jestem głęboko przekonana, że tajemniczymi sposobami Bóg sprawia, że dzieją się cuda. Wierzę, że AA to jeden ze współczesnych cudów, w którym Bóg działa swym ulubionym narzędziem - za pomocą ludzi.
Kiedy "oni"
stali się "nami"
Byłem
na pielgrzymce alkoholików w Częstochowie w 1993. Nie piłem
już parę lat i
byłem uczestnikiem klubu abstynenta. Spaliśmy u "zakonnic" (dom noclegowy). Wyszedłem na
balkon zapalić papierosa a
obok była grupa ludzi też pielgrzymkowiczów-alkoholików.
Rozmawiali dla mnie bardzo dziwnym językiem; o jakichś krokach, o
jakichś
tradycjach; ja ich rozumiałem, choć brzmiało to dla mnie jak jakiś
dialekt. Rozumiałem ale
nie potrafiłem wtedy rozmawiać
"ich" językiem. Ale emanowało od nich ciepło, serdeczność, otwartość.
Zacząłem z nimi rozmawiać. Udało się, bo okazało się, że chodzi o to
samo - o
uzdrawianie duszy, o trzeźwienie. To byli ludzie z AA.
Minęły
jeszcze dwa lata zanim
znalazłem się w strukturach AA, gdyż jeszcze zbyt
mocno byłem osadzony w realiach Klubu Abstynenta. I taka
mała
konkluzja; "nieważne
jakie struktury, jakie związki, jakie organizacje, jakie
grupy, jakie
stowarzyszenia, katolickie, świeckie, muzułmańskie czy
marsjańskie, ważne, że bez przebywania w społeczności ludzi
trzeźwiejących,
jest trudno samemu trzeźwieć, że w samotności jestem słaby, że udawanie
outsaidera jest dla mnie
bardzo dużym zagrożeniem pracy nad
moją trzeźwością, która musi trwać nieustannie i bez
przerwy. I takie to były moje
początkowe
związki z AA.
PD alkoholik-Ziutek
Zmiany
w sposobie myślenia!
Postanowiłem,
podjąłem decyzję i odważyłem się dokonać
wyboru...
Jak się ma
bezsilność do przynależności...
Jak się ma
nieumiejętność kierowania własnym
życiem do odpowiedzialności...
Marzec jest miesiącem Kroku Trzeciego i Tradycji Trzeciej. Potrzebna mi była siła przekonania mnie o tym, że dalsza walka z moim sposobem myślenia doprowadzi do śmierci z własnej woli. Nie miałem żadnych szans wyjścia z tego zamkniętego kręgu. Bezradność zmusiła mnie do zaprzestania walki po 30 latach picia. Przyznanie się do bezsilności wobec alkoholu, pozwoliło mi stać się jednym z tych, którzy wcześniej odważyli się przyznać do bezsilności. Dla mnie żyjącego nieuczciwie nie było takie proste oddać się pod władanie uczciwości. To było dla mnie samego za duże ryzyko utracić kontrolę nad sobą. I co dalej? Te 30 lat samotności spowodowało we mnie spustoszenie uczuciowe. Nikomu i niczemu nie wierzyłem. Jak mogłem zbliżyć się do kogokolwiek? Nauczyłem się chowania pod parasol alkoholowego zamroczenia. Pomogła mi terapia, na której spotkałem takich samych ludzi, którzy szukają wyjścia. Będąc jednym z nich, czułem swoją przynależność do grupy ludzi gotowych zmienić swoje życie. Wtedy to odkryłem tajemnicę sukcesu uwolnienia się raz na zawsze od obsesji myślenia o alkoholu jako znieczulacza moich problemów życiowych. Postawiłem swoje życie na szali sprawiedliwości, która pokazała mi siłę przekonywania niewiernego do wiary. To moje własne sumienie dało mi odpowiedź. Usłyszałem wewnętrzny głos ratujący mi życie. Słowa: „Mogę nie pić” stały się kluczem do prawdziwej wolności ciała, umysłu i ducha. Tak się rodziła prawdziwa przynależność, nad którą uczciwie pracowałem rezygnując ze swojego sposobu na życie. Prawda zadziałała we mnie, czyniąc mnie odpowiedzialnym za dokonanie tego wyboru.. Bezpowrotny wybór nowego życia uwolnił mnie od przeszłości i nieodpowiedzialności. Byłem bliski śmierci a zacząłem żyć na nowo. Ludzie, do których dołączyłem okazali się wiarygodni i gotowi nieść posłanie wszystkim. Spełniłem warunek przynależności do AA. Byłem bezbronny i nikt mnie nie wykorzystał. Odpowiedzialność stała się prostym sposobem na życie w trzeźwości. Prostota zaczyna się od uczciwego wyznania własnej bezsilności wobec alkoholu i zaprzestania kierowania własnym życiem. Życia przecież nie mam na własność, bo należy do społeczeństwa, w którym żyję. Dobrze, że było mi dane uwierzyć w Siłę Większą od mojej bezradności. Zaczęła się moja prawdziwa przygoda z Siłą Wyższą, która jest dla mnie Bogiem. Zaakceptowałem porządek istniejący we wszechświecie, który przewodzi wszystkim procesom życiowym, co stało się dla mnie bezpieczeństwem. Mogłem wreszcie powierzać swoje życie, wolę i być wolnym od uzależnienia, od obsesji myślenia o alkoholu jako o wyzwalaczu od problemów. Wiara dokonała cudu a ja dzięki zawierzeniu Sile Wyższej doświadczyłem działania Bożego Miłosierdzia i odzyskałem świadomość istnienia Boga w nas. To dzięki Grupie zacząłem myśleć o wspólnym dobru, o wspólnym Bogu.
AN-SAN
W AA znamy dwa sposoby na
utrzymanie niezależności finansowej: poprzez własne dobrowolne datki i
sprzedaż
literatury AA. W pewnym
sensie każdy nabywca książki
wspiera nasze posłanie dla pragnących zaprzestania picia. Patrząc z tej
płaszczyzny, każdy z nas darowuje ustaloną kwotę na nasz
główny cel w zamian
otrzymuje książkę, czy ulotkę. Nie ma znaczenia ile takich samych
książek kupił
darczyńca. Każda następna wspiera nasze starania. Można je następnie
ofiarować np.:
podopiecznemu lub na rocznicę przyjaciela. Tak czy
siak kwota wspiera „kapeluszowe”, tyle że
w pośredniej formie zgodnie z 7 tradycją. Kiedy sam płacę to bardziej
szanuję,
i czuję się odpowiedzialny za moją trzeźwość.
Zwracanie
literatury lub kalendarzy nie
sprzedanych, zastanowiło
jednego z uczestników, bo bardziej zasadne wydało mu się
zagospodarowanie jej w
zakresie grupy. Na każdym poziomie kolportażu – dopłacimy do
zwracanej
literatury wszyscy i na pewno nie trafi ona do potrzebujących.
5Jak powinien rozliczać