MITYNG 06/120/2007
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
I Belive
Parę
lat temu, w początkach mej trzeźwości usłyszałem piosenkę,
którą śpiewał Franki
Laine. Nosiła tytuł:
„I Belive”,
co oznacza tyle co
– wierzę. Urzekła mnie i
dlatego przełożyłem słowa, które w moim tłumaczeniu brzmią
mniej więcej tak:
Wierzę
Wierzę, że
za sprawą każdej
spadającej kropli rozkwita kwiat.
Wierzę, że
gdzieś w
ciemnościach nocy błyszczy promień świecy.
Wierzę, że
każdy, kto podąża
prostą drogą, spotka kogoś, kto mu pomoże.
Wierzę,
wierzę...
Wierzę, że
pośród burzy nawet
najmniejsza modlitwa będzie wysłuchana.
Wierzę, że ktoś
choć w odległej przestrzeni, jest sercem ze mną.
Zawsze,
kiedy słyszę pierwszy
w życiu dziecka płacz,
chłonę
życie, czy patrzę w niebo,
wtedy
wiem dlaczego …. wierzę.
A potem na wiele lat
zapomniałem
o niej.
Dzisiaj siedziałem w
parku na
ławeczce, rozkoszowałem się słońcem, zielenią drzew i trawy, patrzyłem
na
bawiące się dzieci, gdy nagle przypomniały mi się słowa piosenki.
Gdy zastanowiłem się, czemu akurat w tej chwili?, odpowiedź była jedna - wierzę!!!.
Pozdrawiam
z wiarą
Po Konferencji
Regionu
Odbywała się dość
nietypowo, bo w duchu jednego Wielkiego warsztatu (- wymiany myśli i
doświadczeń takie odniosłem wrażenie). Pod koniec odczuwałem większe
zaciekawienie uczestników niż w poprzednich razach. Mało
osób wybyło przed
czasem. Ja do końca nie wytrwałem ze względu na spotkanie rodzinne w
domu.
Najciekawsze
dla mnie było wystąpienie Jacka Ch.
– delegata na
Światowy mityng służb. Odnalazłem
w tej relacji słowa otuchy i potwierdzenie dla siebie, że nie błądzę -
mimo
poczucia osamotnienia podczas ostatniej Krajowej Konferencji Służb,
przy
głosowaniu nad Schematem wydawania Literatury Własnej AA (nie
objętej
licencjami GSO).
Na
Regionalną Konferencję pojechałem zniechęcony, niezrozumieniem wobec
podniesienia ceny biuletynu MITYNG. Pierwszy raz w życiu spotkałem się
z
krytyką „za gospodarność”!
Niezrozumienie
przeciwników podwyżki było by dla mnie zrozumiałe gdybym
zmierzał do samowolnego roztrwonienia wspólnych pieniędzy,
bądź zawłaszczenia,
ale podwyżka ceny zmierza do uzdrowienia samofinansowania się MITYNG-u.
Krytyczne głosy, co do dopłacania ze wspólnej kasy AA, do
kosztów produkcji,
sprowokowały nas właśnie (zespół redakcji) do zwyżki ceny.
SUMIENIE Konferencji
przyjęło cenę 2 złote, dało nam to szansę wziąć udział w niesieniu
posłania nie
tylko w formie pisemnej, ale również poprzez wygenerowanie
kwoty (ok.
300-400zł), które Region zagospodaruje na posłanie
bezpośrednie. Nareszcie będę
mógł się zwrócić do skarbnika, z czystym
sumieniem o zwrot ewentualnych
kosztów, że nie wyrywam ostatniego grosza. Wierzę, że
świadomość bycia bardziej
pożytecznym da mojemu następcy większą satysfakcję, sprawi że
służba redaktora biuletynu stanie się nagrodą, uznaniem rzetelności i
przysporzy silniejszej motywacji do jej wypełnienia. Jeden z
mandatariuszy
wnosił o to, abyśmy pisali jedynie o sprawach naszego Regionu.
No
cóż- niecierpliwie czekamy na listy, zawiadomienia, relacje „głównie
o naszym Regionie”. Każdy może do nas napisać. Ty
przyjacielu także.
Każdy pogląd może nas wzbogacić. Wydawało mi się
że
wszyscy AA o tym wiedzą. Ustalanie ceny, jak i późniejsze
zamieszanie przy
głosowaniu na zastępcę Rzecznika Regionu do spraw PIK pokazało mi jak
bardzo
jest niezbędny Poradnik Służb Regionu, gdzie moglibyśmy
szczegółowo określić,
kompetencje „służebnych”, zakres odpowiedzialności,
podejmowania
decyzji. Poradnik Służb jest, jak sądzę, czymś w rodzaju
przepisów wykonawczych
do Karty Konferencji. Z powodu jego braku pojawiają się coraz to nowe
postulaty
o kolejny wpis do Karty. Moim zdaniem staje się ona coraz bardziej
obca,
zagmatwana, trudniejsza do jednoznacznego odczytania. Wnioski często
mają
jedynie emocjonalne, jednorazowe, porządkowe zastosowanie, raczej
określają
powinności poszczególnych służb, zaciemniają ostatecznie
nasz główny cel. Być
może wykluczamy niechcący, to co
w AA jest
najcenniejsze – możliwość praktycznej nauki, ale i popełania
przy tym błędów, odpowiedzialności, zaufania, tworzy się
atmosfera nieufności.
Przypominam sobie zawsze w podobnych okolicznościach, opowieści Billa W, gdy
formowały się tradycje AA.
Zwrócono się wówczas do
grup AA z prośbą o ich własne propozycje. Po przeczytaniu odpowiedzi,
Bill
doszedł do wniosku że
nikt, absolutnie nikt,
nie byłby w stanie ich wypełnić. Wówczas
uproszczono je na
tyle, aby wystarczyła chęć zaprzestania picia.
Jeden
z ważniejszych wniosków do Konferencji: O
sprzedaży jedynie
Literatury AA podczas imprez Regionalnych przyjęto
jednogłośnie ZA. Ja też
tak głosowałem. Jednak potem pojawiła mi się wątpliwość – czy
nie należy
dołożyć słów „ oraz wspólnot
zaprzyjaźnionych”? Ze znanych
mi publikacji i raportów Mityngu Służb Światowych, wynika jasno
że najlepiej posłanie AA niosą rodziny i znajomi
alkoholików. Często
trafiliśmy do AA po naciskach naszych rodzin! A skąd oni wiedzieli o
AA?
Dlaczego Al.-Anon,
bardzo nam przyjazny (jako
wspólnota) nie ma możliwości oferowania swojej literatury
(aprobowanej przez
właściwą własną konferencję) podczas naszych aowskich
imprez? A DDA, a Al.-Atin,
a AN, jeśli oferowaliby
jedynie literaturę wydawaną
przez biuro własnej Wspólnoty? Ilu z nas ma coraz częściej
podwójne
uzależnienie? A co z naszą ofertą AA na ich zlotach? Czy nie zrewanżują
nam się
takim samym zakazem? Przykład mam w swoim domu. Moja żona często zanosi
MITYNG
oraz książki AA, na swoje spotkania Al.-Anon
- cieszą
się zainteresowaniem. Al-Anonki
kupują, same też
czytają – wiem. „One tak pomagają swoim jeszcze
cierpiącym rodzinom” choć
czasem nie potrafią. Czytając notatki z
dyżurów telefonicznych z PIK-u odnoszę wrażenie, że
dzwoniący do nas o pomoc to
właśnie dzieci alkoholików, żony, matki, przyjaciele. Rzadko
sam zainteresowany
alkoholik. Pamiętam jak było ze mną! Tak samo.
W
końcu przyszedłem do AA bo
miałem nie dobrą
żonę. A Ona do Al.-anon –bo chciała wyleczyć
męża. Jej się udało! Ha,ha,ha,ha,ha…a
ja miałem zawsze dobrą żonę, tylko że
o tym nie wiedziałem.
Al.-Anon ma wpisaną deklarację o
działaniach
wspierających alkoholika (czki)
w swój
„statut”. A my co?
Nie damy im szansy!
Znam przypadki gdy Al.-anonka
(ek) przekonał się do
uczestnictwa we wspólnocie, po
wspólnej imprezie z AA.
Ilu z nas pragnie, aby
wreszcie wspólnie ze swoją „połową”
wyjeżdżać na zloty, ogniska aowskie?
Miło mi jest gdy na
rocznicę trzeźwości przychodzą dzieci, żona solenizanta! Ja to lubię.
Jak mam
zareagować, gdy przywiozą swoje wydawnictwa, biuletyny? Wywalić
je w dowód wdzięczności? Coś mi w tym wszystkim nie gra, lub
czegoś jeszcze nie
rozumiem!
Odnalazłem
taki oto fragment dotyczący „Niesienia Posłania”
w książce „Jak to widzi Bill.”
„Na szczęście przyjęliśmy pełną poświęcenia pomoc wielu niealkoholików. Zawdzięczamy życie rozmaitym lekarzom i duchownym. Zaś co do doktora Boba i mnie, to z wdzięcznością oświadczam, że żaden z nas nie dożyłby początków AA, gdyby nie nasze żony – Anne i Lois.” Str. 67 list Billa z 1966r.
lechu02
SPRAWOZDANIE
Z WARSZTATU
POMOCNICZEGO ZESPOŁU ds. Internetu i Informacji Publicznej NA XXVII
KONFERENCJI
SŁUŻB REGIONU
„ NOWE FORMY
NIESIENIA POSŁANIA
Andrzej- zaczął
od przedstawienia dyżurów internetowych on-line, jako
nowa forma niesienia posłania, nie tylko telefon służy do dyżurów
ale również Internet może i raczej powinien być
wykorzystany jako pomoc
w niesieniu posłania jeszcze tym potrzebującym! Przypomniał o
organizowanych
warsztatach- typowo technicznych dyżuru on-line aby
„pozyskać” jak najwięcej osób chcących
dyżurować w PIK-u przy Internecie. Jednocześnie zaprosił wszystkich
chętnych na
najbliższy taki warsztat, który odbędzie się w PIK-u na
Brazylijskiej 10 w
Warszawie 23 czerwca o godz.15:00.
Kolejną sprawą
była poczta wewnętrzna-Emitent, za pośrednictwem, którego
natychmiast trafiają
informacje dotyczące życia wspólnoty AA do
respondentów, tych, którzy wyrazili
chęć otrzymywania takich informacji drogą elektroniczną, poprosił
zainteresowanych o podawanie swoich adresów e-mail na
adres warszawa@aa.org.pl
, lub łącznikom internetowym Intergrup,
muszą to być osoby, które są we
Wspólnocie……….!!!!!!!!!!!!
Andrzej
opowiedział o powstałym tzw. Kalendarium
AA, na który znajdują się informacje dotyczące
różnego rodzaju spotkań
organizowanych przez AA, są tam informacje ze Służby Krajowej-
spotkania
Komisji S.K.,
Regionów- zloty, warsztaty, praktycznie
wszystkie ważniejsze komunikaty nie tylko z kraju
ale
i z zagranicy.
Dodatkowo
„medium”
jakim jest Internet pozwoliło utworzyć Fora, na
których poszczególne
służby mogą się miedzy sobą komunikować i tak np.
Forum Łączników Internetowych, Informacja Publiczna.
Jacek delegat
narodowy opowiedział krótko o
historii powstania strony internetowej, jak bardzo jest potrzebna
chociażby do
sprzedaży naszej literatury, zakup drogą elektroniczną jest coraz
bardziej
powszechną metodą zamówień literatury AA.
Mirek
podkreślił prostotę Internetu i jego funkcjonalność, coraz więcej jest
wejść na
naszą stronę, nadmienił jednak, iż Internet źle wykorzystany może stać
się
niebezpieczny, namawiał aby osoby proszące o pomoc przez Internet
doprowadzać do spotkań w Realu.
Internet dodatkowo daje nam możliwość natychmiastowej aktualizacji
mityngów
oraz bazy danych.
Od niedawna
ukazuje się biuletyn
„Wieści z AA”, nie stać
jest nas na druk, a drogą elektroniczną nie kosztuje nic i mogą
natychmiast
trafić do osoby zainteresowanej-profesjonalisty, sympatyka AA.
Jeden z
przyjaciół podzielił się swoim pierwszym
kontaktem z AA, a było to spotkanie przez Internet, w bardzo szybkim
czasie
trafił do Wspólnoty. Jest to potężne narzędzie i
wykorzystane we właściwy
sposób okazuje się jako nie zbędne nie tylko do niesienia posłania
ale daje tyle możliwości z których
naprawdę warto a nawet należy korzystać.
Darek-
Informacja Publiczna przedstawił teczki,
które są rozdawane na mityngach Informacyjnych np. ze
studentami medycyny, pracownikami OPeS-ów,
koszt
takiej teczki to 15 złotych, są w niej podstawowe ulotki informacyjne o
Anonimowych Alkoholikach, naszym programie oraz wykaz literatury AA i
gdzie ją
można zakupić. Przypomniał, iż zespół Informacji Publicznej
jest gotowy do
zorganizowania mityngów informacyjnych na
„Życzenie”. Przyjeżdżają
na spotkania wspólnie z Al- Anon-em,
przedstawił
rysunki, które z sobą zabierają a które to cieszą
się dużym zainteresowaniem,
pozwalają na bardziej luźną formę komunikacji i bliższe relacje.
Paweł opowiedział o coraz większym zapotrzebowaniu na mityngi informacyjne nie tylko przez Ośrodki Pomocy Społecznej ale także przez inne Instytucje takie jak Policja. Opowiedział o cyklu spotkań ze studentami 1-go roku medycyny, jest zapotrzebowanie na lektorów, którzy to by mówili o swoich doświadczeniach podczas takich spotkań, zastanawiał się nad propozycją pozyskania i „przeszkolenia” takich lektorów oraz na tak zwanych przyjaciół z AA do komunikacji pomiędzy Wspólnotą a światem zewnętrznym. Na koniec przekazał informację o konieczności umieszczenia numeru telefonu kontaktowego AA w prasie, oraz o wspólnym dyżurze w PIK razem z Al.- Anon- em „ jest to cienka linia, ale warto by spróbować, jesteśmy gotowi na taką współpracę.
28.04.2007r
Sprawozdanie sporządził Andrzej_Zielonka.
.
Mój
pierwszy „Mityng”,
moje doświadczenie konferencyjne i troszkę o sobie...
Wczoraj,
w kuluarach Konferencji Regionu w Laskach, po raz kolejny od
kilku miesięcy usłyszałam mnóstwo słów krytyki
pod adresem propozycji ceny
naszego biuletynu. Do końca nie byłam pewna, czy mojemu
rozmówcy chodziło o
fakt podniesienia ceny i to go denerwowało? Czy o krytykę
zamieszczanych treści
w biuletynie, czy też może o ...
krytykę przyjaciół
wkładających serce, swój czas i zaangażowanie w to, by co
miesiąc biuletyn mógł
się ukazywać? - Tak jego wywody odbierałam. Padało mnóstwo
słów a niektóre z
nich raniły mnie osobiście. Koniec końców, gdy przyszło do
głosowania
„krytykant” nie odważył się uzasadnić swojego,
przeciwnego zdania.
A na moje pytanie „Czy czyta regularnie MITYNG?” odpowiedział
– „Raczej nie, może z raz czytał...”. A
ja, gdy propozycja
ceny została zatwierdzona przez sumienie Konferencji, odetchnęłam z
ulgą
– już nie będę miała poczucia, że do mojego trzeźwienia
poprzez czytanie
„Mityngu” dokłada inny AA.
A nadwyżka,
która powstanie (jeśli
takowa będzie) po sprzedaży
biuletynu, trafi do Regionu i zasili jego szczupłą kasę na utrzymanie
naszego
PIK-u, na niesienie posłania. Dlaczego tak bardzo osobiście przyjęłam
wywody
jednego z uczestników Konferencji? Było to tak....
Z
drugiego mityngu w życiu, na którym byłam w maju 2005
przyniosłam do
domu swój pierwszy egzemplarz naszego biuletynu. Kupiłam go
za złotówkę od
osoby, która sprzedawała tam też naszą literaturę. Nie
znałam jeszcze nikogo w
AA na tyle, abym odważyła się porozmawiać a wszystkie słowa jakie
wypowiadałam to : „Małgosia
Alkoholiczka” i czytałam Krok
albo Tradycję na początku mityngu.
Mityng
na żywo trwał tylko 2 godziny. Potem zostawałam sama ze swoją
chorobą. Miałam co
prawda w domu zgromadzoną już naszą
literaturę, zachłannie ją czytałam, poznawałam sposoby Anonimowych
Alkoholików
na to by nie pić z „Anonimowi Alkoholicy” i z
„Życia w
trzeźwości”, poznawałam historię naszej wspólnoty
z „Przekaż
dalej” i „AA wkraczają w dojrzałość”.
Czytałam „Jak to
widzi Bill” i „Codzienne Refleksje”.
Chętniej
jednak sięgałam po nasz biuletyn. Łatwiej było mi skoncentrować
się na krótkich tekstach pisanych przez
przyjaciół językiem serca, którzy byli
tuż, tuż... obok a nie
daleko...gdzieś
za oceanem.
Biuletyn
został moim cichym przyjacielem ale
nie
milczącym – mówił do mnie pisanym głosem
przyjaciół z AA.
Zostałam stałą czytelniczką i wierną
przyjaciółką Biuletynu Mityng.
Wielokrotnie
w bezsenne noce na początku mojej drogi ku trzeźwości
układałam swoje myśli w zdania, które rankiem chciałam
wystukać na klawiaturze
i wysłać do redakcji Mityngu. Ranek przychodził a nocne postanowienia
rozpływały się wraz z pierwszymi promieniami słońca. Przychodziły
wątpliwości:
„A komuż to potrzebna moja pisanina?”, „A
któż to zechce czytać
te moje rozdygotane, nocne przemyślenia?” – przecież
nie potrafię jeszcze podzielić się swoim doświadczeniem, bo go nie mam,
zbyt
krótka ta moja dróżka w AA...
Odstępowałam
od pomysłu pisania do redakcji a moja przyjaźń z Mityngiem
stawała się coraz bardziej intymna: tylko „ON” i ja
- tuż przed
zaśnięciem przeczytanych kilka stron.
W
czerwcu 2006 zdecydowałam się pomóc przy redagowaniu
biuletynu – z
wielką ciekawością i chęcią, zgodnie z moimi możliwościami i
umiejętnościami
– przepisywałam rękopisy, zaczęłam wybierać cytaty,
które redaktor
umieszczał u szczytu każdej strony. Ucieszyłam się, że mogę mieć dostęp
do
archiwalnych numerów naszego pisma. Zaczęłam archiwizować
artykuły wcześniej
drukowane i oczywiście czytam je do dziś zachłannie. Wszystko to co robiłam pomagało mi w
trzeźwieniu – poznawałam
dokładniej naszą literaturę, która jest wciąż moim
przewodnikiem ku zmianom
jakie powinnam w sobie poczynić, by pozostać trzeźwą a czytając
doświadczenia
przyjaciół przy archiwizacji, uczestniczyłam w mityngach,
które odbywały się na
stronach biuletynu na długo przed tym jak ja zakręciłam swoją butelkę.
A może
ktoś zechce mi w tym pomóc? Razem raźniej.
Ale
jeśli ktoś by dziś zechciał powiedzieć, że Mityng przestał być dla
mnie ważny, to najzwyczajniej w świecie jest mi przykro. Przykro mi też
słuchać
głosów przyjaciół, którzy twierdzą, że
jest zbędny, niepotrzebny.
Prawda
jest taka, że stał się mi jeszcze bliższy i im więcej mu czasu
poświęcam, tym bardziej wierzę w to, że osób,
którego jego los obchodzi jest
dużo więcej niż tylko Zespół Redakcji. Widzę na mityngach
jak przyjaciele
chętnie po niego sięgają – nie zawsze kupują – może
ich nie stać?
Ale te egzemplarze zakupione i przyniesione ze spotkania Intergrupy
przechodzą z rąk do rąk. SĄ CZYTANE.
A
skąd przyszła mi ta myśl, że „ktoś by dziś zechciał
powiedzieć, że
Mityng przestał być dla mnie ważny, to najzwyczajniej w świecie jest mi
przykro”?
Ech...
po Konferencji znowu
wakat w Służbie
Redaktora „Mityngu”. Nie było chętnych...Może zbyt
odpowiedzialna i
trudna to służba? A może to te emocje towarzyszące od kilku miesięcy
wokół
ceny? Nie wiem...mogę
tylko powiedzieć dlaczego ja
zrezygnowałam po uprzedniej deklaracji i wycofałam swoją kandydaturę.
Mam
poczucie, że to nie mój czas.
Mam
jeszcze wiele, bardzo wiele do przepracowania w sobie. Wyłazi ze mnie wciąż Małgosia
samosia:
Pamiętam
dobrze jak pracowałam po 10-16 godzin zawodowo, kończyłam
rozmaite kursy, wychowywałam trójkę dzieci, niańczyłam
swojego męża,
prowadziłam sama dom
– wszystkie sprawy domu
były tylko na mojej głowie: od kupna papieru toaletowego po generalne
remonty.
Byłam taką siłaczką, że jeszcze pomagałam rodzicom, siostrze. A jakby
było
mało, to „doładowałam” sobie działeczkę,
którą przekopywałam sama,
sama siałam, sadziłam na niej roślinki i podlewałam. Po co miał mi ktoś
pomagać???? „Skoro Ja tak chętnie do wszystkiego rwałam się
sama?”
Mąż miał czas na wypoczynek, dzieci były przeze mnie rozpieszczone
(poczucie
winy.. hmm
znany stan, co
nie?) A ja ... no
cóż... Bez „dopalacza” w
końcu nie dało rady! Byłam robotem na alkohol napędzanym. Działkę
sprzedałam
– trochę zajęć odeszło. Pracę zostawiłam – miałam
więcej czasu na
picie. Ale dom został.
Mąż został. Dziecko
nastoletnie do wychowania zostało i pojawiło się dwoje wnucząt. I CAŁE
SZCZĘŚCIE!!! Nie jestem sama. Nie straciłam nic więcej. Mam też służby w AA. Zaczęte na długo przed
tym jak pojawiła się możliwość objęcia przeze mnie służby redaktora.
Swój czas
dzielę między swoje trzeźwienie, służby w AA a dbanie o rodzinę i dom. Dziś dzięki AA nauczyłam
się też prosić o pomoc swoich
najbliższych i otrzymuję ją. Już mąż i dzieci dostrzegają mnie i moje
potrzeby.
Powolutku stajemy się normalną rodziną, chociaż nie bez wysiłku i
wiele, wiele
jeszcze przed nami pracy.
Nie
mogę sobie pozwolić na to, bym zaczęła działać tak jak w starym życiu
– wszystkim się będę równocześnie zajmować i
niczym porządnie! Bo jakie
to było moje dbanie o dzieci, dom,
pracę i działkę
jak piłam? Działałam na wariackich papierach – w chaosie i
przeciążeniu.
Dziś
też w AA uczę się nie brać więcej na siebie, niż mogę udźwignąć. By
utrzymać trzeźwość muszę wszystko wyważyć, ocenić swoje możliwości i
podejmować
się takich „wyzwań”, z których dziś mogę
wywiązać się
odpowiedzialnie. Bo do tamtego sposobu życia nie chcę wrócić!
Usłyszałam kiedyś w
wypowiedzi jednego
z przyjaciół te słowa: „uważał, że jak ktoś
angażuje się w służby AA, to chce
być „Bogiem”, że to pęd do
„zaszczytów”. Dzisiaj wie,
że mało osób chce do końca realizować ten Program i przejść
wszystkie poziomy
służb”
Ja
dziś daleka jestem od myślenia o służbach (na jakimkolwiek poziomie)
jako o „robieniu kariery w AA”
. Od pierwszej
umytej szklanki na mityngu mam świadomość służenia a nie kierowania.
Prowadząc
mityng, nie chcę być gwiazdą. Jesienią objęłam służbę łącznika
internetowego Intergrupy
też „z biegu”...ale
to nie oznacza, że mam ją na przykład porzucić dla następnej...albo zbyt mało odpowiedzialnie ją
wykonywać.
„Mityng” jest mi bardzo bliski, jest dla mnie
bardzo ważny. A
służba redaktora mityngu na pewno
– chociaż
trudna i czasochłonna – dla mnie bardzo cenna. Ale...nie
mogłam podjąć się
jej dziś. Nie dziś. Na dziś (dokąd
„ustawowy” czas poprzednich służb
nie minie) chcę dalej pomagać przy redagowaniu Mojego Ukochanego
Pisemka -
Mojego Cichego Przyjaciela.
I
jeszcze jedno....04 maja
będę mogła zdmuchnąć
dwie świeczki. Są to dwa lata ciężkiej mojej pracy i nieustannego
dążenia ku
trzeźwości przy pomocy mojej Siły Wyższej i Wspaniałych
Przyjaciół z AA.
Dzięki! Wielkie dzięki za te wspólne dwa lata.
Gosiali.
Sprawozdanie
z warsztatu pomocniczego III
Temat: „Niesienie posłania do ZK
za
pomocą literatury.”
Warsztat prowadził przewodniczący
Zespołu Literatury – Tomek wraz z przedstawicielem Zespołu
ds. Zakładów
Karnych – Markiem.
W warsztacie wzięło udział około 15-20
osób, liczba rosła wraz z
czasem trwania warsztatu.
Tomek – podzielił się swymi
odczuciami, jakie mu towarzyszą, gdy czyta w
„Mityngu” artykuły
„Zza krat”. Jest to forma niesienia posłania.
Witek – zwrócił uwagę, jak ważne
jest rozpowszechnianie informacji o AA wśród służb
więziennych. Spotkania takie
jak w Sulejowie są do tego dobrą formą. Zachęcał aowców
z wolności do udziału w mityngach w ZK.
Podkreślał
ich ważność.
Lechu – wyraził swój
niepokój w
związku z brakiem chętnych osób do pisania swoich
doświadczeń, gdy już opuszczą
ZK. Redakcja
„Mityngu” oczekuje na takie
relacje, jak sobie radzą na wolności.
Zbyszek – mówił o ważności
sponsorowania osobom osadzonym. Jego zdaniem osoby z wolności powinny
tym zająć
się.
Włodek – opisał swoje doświadczenia z
korespondencji listownej, jaką prowadził z grupą AA w Zakładzie Karnym.
Zwykłe
przesyłanie kartek świątecznych też daje nadzieję i podtrzymuje na
duchu.
Omówił też niebezpieczeństwo jakie można stworzyć , gdy
zbyt bardzo staramy się roztoczyć nad osadzonymi opiekę.
Grzegorz – zadał pytanie, czy Zespól ds. ZK
przyjmie list z grupy
więziennej, bo na jego grupie nie bardzo są chętni do odpisania.
Ola
– uczestniczy w mityngach na
„Kamczatce”. Zaproponowała,
by intergrupy
zakupywały literaturę do ZK.
Z jej doświadczenia wynika, że jest to bardzo potrzebne i pomocne dla
osadzonych tam osób.
Marcin – zwrócił uwagę, że posłanie
AA w Aresztach Śledczych jest trudniej dostępne dla przebywających tam
osób.
Właśnie poprzez literaturę możemy tam dotrzeć do potrzebujących.
Czas płynął nieubłaganie, byliśmy zmuszeni kończyć
warsztat. Co
uczynił prowadzący Tomek.
Sprawozdanie
sporządził Robert.
Głos po
Konferencji Regionalnej w
Laskach
Przed Wspólnotą
AA, przed Punktem Informacyjno-Konsultacyjnym otwierają się nowe
możliwości
działania: niesienie posłania poprzez Internet, wydawanie własnych
biuletynów,
organizowanie mityngów informacyjnych –
mityngów „na
życzenie” dla wszystkich zainteresowanych informacją o
Wspólnocie AA i
jej programie zdrowienia z alkoholizmu.
Nowe
możliwości to nowe wyzwania. Jeśli chcemy się rozwijać, musimy im
sprostać. Czeka nas więcej pracy do wykonania z większym zaangażowaniem
i
więcej służby. Powinniśmy lepiej organizować się, dzielić
doświadczeniem w
służbie. Temu też mają służyć warsztaty na temat służb i nasza
Konferencja.
PIK to nie tylko lokal,
miejsce. Nasz „Mityng” to nie tylko zapisane kartki
papieru choćby
najbardziej mądrymi myślami i szczerymi odczuciami. Za tym wszystkim
stoją
alkoholicy – dyżurni przy telefonach, piszący do
„Mityngu”,
zmywający szklanki, skarbnicy, mandatariusze – wszyscy,
którzy
uczestniczą w życiu grupy AA.
To wspólnota
alkoholików w działaniu, służeniu.
Abyśmy swą służbę, działanie,
udzielanie informacji i niesienie posłania mogli wykonywać dobrze i
efektywnie,
potrzebne nam narzędzia. Narzędzia takie jak: komputer, telefon,
materiały
informacyjne, literatura, opanowanie i wykorzystanie takich
nośników informacji
jak Internet.
Pomocą w osiągnięciu i
sprostaniu nowym wyzwaniom jest dla nas Konferencja Regionalna - nasz
Mityng
Służb - gdzie dzielimy się naszymi doświadczeniami, naszymi sukcesami i
porażkami. To tam dzięki mandatariuszom grup kształtuje się świadomy
głos
sumienia Konferencji naszego Regionu, który dopinguje nas do
dalszego działania
przez następne pół roku.
Każdy może w tym
uczestniczyć i dołożyć symboliczną cegiełkę. Włączyć się w życie
Wspólnoty. To
także nasz obowiązek i wyraz wdzięczności za trzeźwość. Stołek na
trzech nogach
stoi stabilnie i pewnie. To fakt i pewnik. A czy Służba jest trzecią
nogą? Jest
na pewno jednym z naszych Trzech Legatów zdrowienia. Jak
pokazuje doświadczenie
naszych poprzedników i nasze osobiste, Wspólnota
chcąc zachować NIEZALEŻNOŚĆ i JEDNOŚĆ
oraz swój główny cel, musi pozostać
samowystarczalna czyli utrzymywać się z
własnych, dobrowolnych składek.
Dbajmy więc o naszą
VII Tradycję, która jest dla nas wskazaniem i drogą.
Pokazuje nam, jak mamy
działać, rozwijać się i funkcjonować, by sprostać nowym wyzwaniom.
Kiedyś, gdy piłem, oceniałem i krytykowałem każdego. Wytykałem błędy. Koncentrowałem się na tym co dzieli a nie na tym co łączy. Służba we Wspólnocie uczy mnie działania i współpracy z drugim człowiekiem. Mniej we mnie oceny i krytyki – szukania dziury w całym. Szukam i odnajduję, to co łączy. Dzięki temu możliwe jest wspólne działanie z drugim człowiekiem.
Pozdrawiam
ciepło – Andrzej Rembertów
WARSZTAT REGIONU
Relacja z
warsztatów w PIK, z maja 2007
Przed
przeczytaniem odpowiedzi na pytania,
postaraj się sam, w chwili refleksji, odpowiedzieć na nie.
Jak
wybrać sponsora? Czy każdy może być
sponsorem? Jakie kryteria są ważne w wyborze sponsora
? Podziel
się swoim doświadczeniem.
- Chodziłem
na mityngi, zacząłem chodzić na swoje
90/90. Zaprzyjaźniłem się z kilkoma osobami i moim sponsorem został
przyjaciel,
z którym najwięcej rozmawiałem po mityngu. Miał kilkuletni
staż w trzeźwieniu,
był w służbach, miał sponsora, to wszystko dostrzegałem i tego się
dowiedziałem. Stał mi się bliski, miałem do niego zaufanie, przekonał
mnie, że
służby mi pomogą, dopingował i zachęcał do działania, a ja zachciałem
iść tą
samą drogą, co on i pracować nad Krokami.
- Wybrałem
sponsora w drugim roku trzeźwienia. Był
nim trzeźwy alkoholik, który był instruktorem terapii i
organizatorem AA w
Sandomierzu. Po zamieszkaniu u niego w domu zdecydowałem się na
współpracę z
kimś, kto był dla mnie odpowiedzialnym człowiekiem. Poszedłem za głosem
serca i
otwartością. Był dla mnie niezbędnym uzupełnieniem mojej drogi do
trzeźwości i
był pomocny w rozwiązywaniu moich problemów.
Moim zdaniem
nie każdy może zostać sponsorem, są
pewne predyspozycje do tej służby, które pozwalają rozwijać
się duchowo.
- Moim
zdaniem sponsor powinien być najbliższym
powiernikiem tajemnic dotyczących problemów związanych z
alkoholem i spraw okołoalkoholowych.
Powinien on uzupełniać moją wiedzę o
swoje doświadczenia i przemyślenia, nie powinien to być człowiek
despotyczny i
przez to nie każdy może być sponsorem z uwagi na wyżej wymienione, jak
też inne
predyspozycje z tym związane.
- Bardziej
odpowiada mi słowo „powiernik”,
gdyż ja mu się powierzam.
Sam decyduję kto –
zwracam się z uprzejmą prośbą, pokornie czekając na jego odpowiedź.
Sponsor
powinien mieć stabilną trzeźwość i chęć pracy ze mną. Kiedy prosiłem o
sponsorowanie byłem wzruszony.
- Nie o wszystkim
mogę mówić na mityngach, o niektórych sprawach
gadam tylko ze sponsorem.
- Najbardziej
prosto, aby tylko sam go miał, był
dłużej ode mnie w AA. W
większości każdy
„powinien” nim być.
Podobny
status społeczny, podobny stan rodzinny,
podobny światopogląd, dłuższy staż w AA, aby był spójny z tym
co mówi.
Zbyt długo
nie mogłem znaleźć
„godnego” mnie sponsora.
- Sponsora
można wybrać na mityngach, na których
przebywam. Ważne jest opanowanie, spokój wewnętrzny oraz
umiejętność dzielenia
się doświadczeniem.
- Nie miałem
jeszcze sponsora, chciałby mieć.
- Długo nie
mogłem znaleźć sponsora. Jedna osoba
mi odmówiła, co spowodowało we mnie niechęć. Okazało się, że
sponsora pomogła
mi odnaleźć moja siła Wyższa – zadziałała wtedy, gdy ja
uznałem się
bezsilny i słaby i zwróciłem się o pomoc. Potrzebny był
moment, gdy w mojej
duszy, choć na chwilę, pojawi się odpowiedni ładunek pokory. Bo w
znalezieniu
sponsora przeszkadzała mi moja pycha.
Jaki powinien
być sponsor – po pierwsze sam
powinien świadczyć sobą o tym, że pracuje nad Programem, że ten Program
na
niego zadziałał i nadal działa. Program
jest osią i
najważniejszą częścią sponsorowania, a zatem nie może sponsorować ktoś,
kto nad
Programem nie pracuje, nie wciela go w życie, nie ma doświadczeń z nim
związanych. Powinien mieć dłuższy „staż”, mieć
służbę, dawać
„przykład” swoją aowską
postawą.
Sponsor
– przyjaciel, czy nauczyciel? Opisz swoje relacje ze
sponsorem/
podopiecznym.
Jest dla mnie
i nauczycielem i przyjacielem.
Przeprowadził mnie przez Program, wskazując drogę, ale nie wykładając
„prawd”, naprowadzał na dobre rozwiązania. Odebrał
mi lęk, pokazując,
że Program faktycznie zadziała,
jeśli w niego uwierzę, że mogę zostać uzdrowiony z alkoholizmu
– wyleczyć
swoją duszę i stać się normalnym facetem, który korzysta z
życia tak samo, jak „niealkoholicy”, że
mogę wrócić do normalności i zdrowego życia.
Zacząłem z
pasją czytać literaturę, zgłębiać
Program.
Obecnie sponsor
jest moim Przyjacielem, opiekunem, wiem, że zawsze mogę do niego
zadzwonić.
- Dla mnie
sponsor to bardziej przyjaciel, przewodnik, z którym
wspólnie
„podróżuję”, pracuję nad Krokami,
dzielimy się swoim
doświadczeniem, życiem, pomagamy sobie nawzajem wymieniając się uwagami
i
doświadczeniem, aby lepiej moc zastosować Program 12/12.
- Sponsor,
jako przyjaciel i współpracownik oraz
współodpowiedzialny za przyjmowanie zadań. 5 lat
byliśmy partnerami i przyjaciółmi Tak samo też i ja
odnosiłem się do swoich
podopiecznych. Razem, wspólnie podejmowaliśmy zadania
(służby, praca w grupie i
niesienie posłania).
Pomógł
mi po wyjściu z więzienia odnaleźć swoje
miejsce w społeczeństwie i rodzinie. Dzięki tej współpracy
wróciłem do rodziny
i W-wy, jak i Wspólnoty AA w Warszawie.
- Nauczyciel
– to profesor. Nie zniósł
bym jeszcze jednego mądrali w moim życiu. Ja
mówię
– on słucha, a potem mówi o swoich
doświadczeniach. Podobnie chcę działać
z moim sponsorowanym.
Nie
przyjąłbym nic od osoby – nauczyciela!
Sponsor to dla mnie przyjaciel, sam też próbuję przyjąć
podobną postawę. Wiem,
że zawsze mogę się do niego zwrócić, zanim odkręcę butelkę
(Uprzedził mnie
– nie dzwoń do mnie, jak odkręcisz!).
Zawsze mnie
wkurzał, bo nie chciał mi współczuć, nie słuchał użalania
się. Sponsor jest po
to, aby wkurzał!
Sponsorowanie
– wspólna droga przez
Program 12 Kroków. W jaki sposób sponsor
pomaga podopiecznemu
realizować Program?
- Dzieli się
swoim doświadczeniem z realizowania Programu
i dzieli się swoimi sukcesami i porażkami na tej drodze.
- Pomagałem w
zrozumieniu Programu i zapoznawaniu
się z Krokami, jak również z potrzebą ich poznawania i
stosowania w życiu.
- Dobry
sponsor powinien pomóc mi w powrocie do
trzeźwego życia, w zgodzie z zasadami zawartymi w Krokach i Tradycjach.
Powinien kierować się dobrem tak swoim, jak również moim.
- Omawiamy
kolejne fragmenty literatury (tu praca
idzie, powiedzmy, najsłabiej). Tak naprawdę Program sam się pojawia w
naszym
sposobie komunikowania się, w odniesieniach, podobieństwach.
- Ja ze swoim
sponsorem
„przepracowałem” jedynie 4 i 5 Krok, pozostałe zaś
starał mi się
pokazać w praktyce – poprzez pracę i zaangażowanie w służbie AA.
„Zmusił
mnie” do słowności,
regularnego wypełniania zobowiązań, cierpliwości, wolnego wyboru.
Odpowiedzialności.
- Sponsor
dzieli się doświadczeniem z tego, jak
sam zaczął stosować Program, rozmawia o kwestiach spornych, może
pomóc,
wyjaśnić niejasności. Poza tym dyscyplinuje podopiecznego –
dzięki
sponsorowi i jego sugestiom wykonałem masę pracy nad Programem, jakiej
sam bym
nie zrobił.
Jak wygląda (technicznie,
organizacyjnie) twoja praca ze sponsorem/ podopiecznym?
- Wyglądała
tak, że dostawałem pracę do napisania
na temat konkretnego Kroku, później to omawialiśmy. Z drugim
sponsorem
czytaliśmy fragment naszej literatury, który potem
wspólnie omawialiśmy.
- W tej chwili
moim podopieczni realizują Program, będąc odpowiedzialnymi ludźmi w
życiu.
Spotykamy się na mityngach, w grupie gdzie są Kroki i Tradycje. Co
jakiś czas
wymieniamy poglądy i rozmawiamy o trudnych sprawach, tak żeby nie
stawały się problemami.
- Moja praca
ze sponsorem nie układała się dobrze,
więc jakiś czas temu rozstaliśmy się. Mimo kilku propozycji, tzw.
wstępnych,
nie miałem zaszczytu być sponsorem
- Kontakt w
sposób systematyczny. Dyspozycyjność
moja przez 24 godz. w sytuacjach awaryjnych. Wspólny udział
w życiu wspólnoty.
- Początkowo
była oparta na pisaniu prac według
poradnika kroków. Potem, po ok. ½ roku zaczęliśmy
osiągać
„cele” w trakcie odkrywanych służb w AA.
- Najpierw to
były spotkania i praca nad Programem
– część pisałem, część „gadałem”. Poza
tym – to wiele
rozmów na różne tematy związane z AA –
Programem, Tradycjami, służbą.
Zawsze dzwonię do niego, jak coś dzieje „nie tak”.
MIŁOŚĆ
– podstawa prawdziwego
sponsorowania.
- MIŁOŚĆ
– TOLERANCJA – AKCEPTACJA.
Wyzbycie się oczekiwań od Boga, życia i drugiego człowieka. Chęć
podzielnia się
sobą – swoim życiem z drugim człowiekiem, nie oczekując
niczego w zamian.
- Ja
uwierzyłem Bogu i to, co nas przyciąga oraz
wieloletnia przyjaźń, stanowi dla sponsorowania lekcję prawdziwej
miłości.
Niczego od siebie nie oczekujemy, a dobrze uzupełniamy się w
odpowiedzialności
za grupę i przyszłe trzeźwienie.
Miłość pomaga
nam zdrowieć.
- W miłości
mieści się zaufanie. Jeśli ufam
sponsorowi – chcę mu powierzać swoje problemy i go słuchać.
Kiedy ja
słucham – chcę akceptować, być tolerancyjnym, wyrozumiałym,
ale też
szczerym, prawdomównym.
MIŁOŚĆ to
PRAWDA. Do tego dążę w pracy ze
sponsorem.
-
Któregoś dnia zauważyłem, że mój sponsor ma wady.
„Chyba nie jest
dobrym sponsorem, gdy ma te wady” – pomyślałem
najpierw, bo chyba
oczekiwałem, że sponsor to święty ideał. A potem zaraz dodałem sobie w
myślach
– „chwileczkę, przecież to właśnie jest piękne, że
on ma wady,
takie same wady jak ja! Jeśli je dostrzegam, to zamiast je krytykować,
mogę
sobie pomyśleć, że jest mi bliski, że jest taki jak ja, a
więc… nauczy
mnie dużo o mnie samym.” Nagle zaakceptowałem jego wady, stał
mi się
bliższy. W tym momencie, tymi „wadami” sponsor
nauczył mnie więcej,
niż całą teorią Kroków. Zrozumiałem, że cała istota tego
Programu zawiera się w
prawdziwej MIŁOŚCI.
Sprawozdanie
z XXVII Konferencji
Służb Regionu
Laski 21.04.2007r.
Konferencję
rozpoczęto wspólnym odmówieniem tekstu
„Jestem Odpowiedzialny”.
Następnie został odczytany wstępno Karty Konferencji
(do
czego powołana jest Konferencja i czym powinna się
zajmować). Liczba
mandatariuszy biorących udział w Konferencji.: Intergrupa
ATLAS 9 osób, Intergrupa
MAZOWIECKA 5 osób, Intergrupa
MOKOTÓW
7, osób Intergrupa
NAREW-0 osób, Intergrupa
PÓŁNOC 8 osób, Intergrupa
SAWA 16 osób, Intergrupa
WSCHÓD 12 osób, Intergrupa
WARS 12 osób, Służby
Regionu 20 . Zespół akredytacyjny podał ilość uprawnionych
osób 89 (2/3
potrzebnych głosów do uchwalenia wniosków i zmian
wynosi 55 głosów). Oprócz w/w
akredytowała się jedna osoba, która nie miała czynnego prawa
wyborczego. Powiernik
klasy A mgr Jerzy Jechalski
na początku swego
wystąpienia oświadczył, że nie czuje się gościem, tylko pełnoprawnym
uczestnikiem Konferencji, następnie podzielił się doświadczeniami w
temacie Konferencja-
głosem sumienia AA.
Przedstawił kilka związków frazeologicznych
związanych z tym czym
jest sumienie,. Mówił też o
obowiązku szanowania rozstrzygnięć innych poglądów, nawet gdy
uważa się je za błędne K.S.R.
poprzez wymianę
doświadczeń, zebrane wiadomości może być polem do kształtowania
sumienia AA. Z powodu
choroby nie mógł dojechać zaproszony
gość-delegat z Regionu Katowice. Przesłał jednak pisemne sprawozdanie
, które zostało odczytane zebranym na Sali
uczestnikom.:
Uczestnicząc
w konferencji mam świadomość, że
przyjechałem tu z własnym bagażem doświadczeń. Doświadczeń nie tylko na
drodze
do trzeźwości. Również z bagażem doświadczeń życiowych.
Mój głos, moja osoba
jest jednym z elementów konferencji. Jako pojedynczy
alkoholik. Jak służebny
obdarzony zaufaniem. Uczestniczę
w czymś
co ma wpływ na całość. Mam pełną świadomość
iż
mój głos w dyskusji, głosowaniu może mieć wpływ na
podejmowane decyzje. Dlatego
też nie kieruje się osobistymi ambicjami
lecz mając na
względzie nasze wspólne dobro jestem odpowiedzialny.
Odpowiedzialny wobec tych
którym służę. Uczestniczę w mityngach,
spotkaniach
roboczych intergrupy,
Rady Regionu, czy też w pracach
Rady Powierników oraz Konferencji Regionalnej jak i Służby
Krajowej. W tamtych
wsłuchuję się w głosy pojedynczych ludzi, członków naszej
wspólnoty. Moje
stanowisko, które przedstawiam na konferencji jest przede
wszystkim oparte na
tym co zostało wypracowane w grupach oraz w Intergrupie,
Regionie. Oczywiście na tym etapie mam również wpływ na to ,co
zostaje wypracowane. Zabieram głos, przedstawiam swoje stanowisko,
słucham
innych. Nie jestem wolny od ducha rywalizacji czy osobistych ambicji.
Niejednokrotnie uważałem, że moje stanowisko, mój głos jest
najważniejszy. W
poskromieniu tych odczuć pomagają mi tradycje, ich znajomość oraz
zrozumienie.
Przede wszystkim nie szkodzić, pamiętając o tym, że nasze zdrowie, moje
zdrowie
zależy od naszej jedności Nasze wspólne dobro jest dla mnie
najważniejsze.
Będąc przekonany, głęboko wierząc, że to ja mam rację
,trudno
się pogodzić z głosem sumienia grupy czy z wypracowanym stanowiskiem intergrupy. Lecz pamiętam kim
jestem i jaki mi cel przyświeca. Poskromiwszy swój egoizm i
w duchu pokory
akceptuje głos sumienia grupy intergrupy
regionu i
Konferencji Krajowej. Pamiętam jaki
główny cel ma AA
jako całość. Czym jest program i jakie wielkie zmiany zaszły w moim
życiu pod
jego wpływem. Pamiętam
w takich chwilach iż jestem
tylko zaufanym sługą
i
nie ważne jaką służbę pełnie w danej chwili. Zaufanie to co
utraciłem przez lata picia, teraz odzyskuję na nowo. Tym zaufaniem
obdarzyli
mnie moi przyjaciele z Wspólnoty Anonimowych
Alkoholików. Wspólnoty, której
jestem integralną częścią. Utożsamiam się ze Wspólnotą darzę
ja zaufaniem i na
takie zaufanie chcę zasłużyć. Z pełnym szacunkiem przyjmuję stanowisko
grupy.
Odsuwam na bok wszystkie urazy i niechęci. Niejedno krotnie głos
większości
pozwala mi zrewidować moje poglądy. Przyglądam się zagadnieniu od nowa.
Wszak
uwierzyłem, że siła większa ode mnie może przywrócić mi
zdrowie. Siła tkwiąca w
grupie. Z takim nastawieniem uczestniczę w każdej konferencji. Jeżeli
jestem
odpowiedzialny, uczciwy to sugestie wypracowane na grupie trafią na
Konferencje
Krajową. A z Konferencji Krajowej sugestia może być przekazywana ogółowi . Może
pomóc wielu cierpiącym alkoholikom. Jestem
posłańcem tych, którzy mi zaufali. Aby być
jednym z głosów sumienia to ja
powinienem zaufać
w
mądrość podejmowanych decyzji przez większość. Jeżeli chcę by mi
zaufali ja
powinienem zaufać być otwartym na sugestie innych. I tu znowu ukłon w
kierunki programu 12/12 .Krok
6 Staliśmy się całkowicie gotowi aby
Bóg uwolnił nas od wszystkich wad charakteru.
Aby mój głos był głosem sumienia AA staram się nie kierować
swoimi wadami.
Pracuje nad samym sobą. Zmiany, które zachodzą we mnie są
dowodem na to iż uczciwe
podejście do programu przynosi efekty. Pozwala
mi na zapanowanie nad moimi przywarami Moje wady nie mogą mieć wpływu
na moje
stanowisko w stosunku do podejmowanych decyzji przez większość. Wiem
jakim złym
doradcą jest gniew , zawiść
,pycha Nie kierowanie się
nimi ale sugestiami zawartymi w Kroku 12 i stosować te zasady
we wszystkich
naszych poczynaniach, pozwala mi być uczciwym wobec siebie i
innych Nie
oceniać, nie krytykować, lecz przedstawić w sposób rzeczowy
i konstruktywny
stanowisko wypracowane przez większość, która mi zaufała.
Konferencja na której
panuje duch troski
o
dobro wspólnoty na pewno może się nazwać głosem sumienia AA.
Będąc elementem składowym Konferencji, małym trybikiem mechanizmu,
który tylko
w takim przypadku dobrze
funkcjonuje
kiedy wszystkie elementy dobrze ze sobą współpracują.
Powinienem być dobrze
przygotowanym do Konferencji. Aby zasłużyć na miano sumienia AA powinienem
uczciwie i rzetelnie
podejść do zagadnień, które są tematami Konferencji.
Zapoznać się z raportami,
sugestiami, które mają być poddane głosowaniu Uczciwie
przedstawić te sprawy w
swojej lokalnej społeczności. Przyjrzeć się kandydatom do służb. Nie
kierować
się osobistą niechęcią, ambicjami. Uczestniczyć w konferencji. Nie
przyczyniać
się do nazwania Konferencji głosem sumienia AA
jeśli
tylko będę. Jeżeli przy głosowaniu będę podnosił rękę, nie wiedząc
nad czym głosuje. Jeżeli wniosę swój wkład to stanę się
częścią Konferencji. Częścią całości
co może być głosem sumienia Anonimowych
Alkoholików.
Krzysztof-Region Katowice, Powiernik Służby Krajowej.
Następnie
głos zabrali Regionalni delegaci do
Służby Krajowej.: - Powiernik Mirek WARS, zwrócił uwagę na
to, że zmieniamy
tendencję Konferencji ze sprawozdawczo-wyborczej na roboczą,
niektóre Regiony
stosują Konferencję 2-u dniową, by lepiej wykształcić sumienie
Wspólnoty.
Odnotowuje się otwartość Wspólnoty AA na świat zewnętrzny.
Np. coraz więcej
mamy powierników klasy A, ważnym narzędziem w dzisiejszych
czasach jest
Internet, przez który można rozszerzyć informację o AA.
Delegat ds. Informacji Publicznej
Jurek-Atlas był nieobecny.
Delegat ds.
Finansów Małgosia-Północ, mówiła o
pierwszej koncepcji Służb Światowych.
Podkreśliła ważność godzenia się z wolą większości, jeśli nie jest ona
po jej
myśli. Nie można w AA niczego nikomu narzucić, osoby uczestniczące w
Konferencji z prawem głosu stają się sumieniem Konferencji. Delegat
ds. Literatury Lechu-Sawa,
stwierdził, że nikt z nim nie uzgadniał, że ma zabierać głos w tym
temacie, i
nie jest przygotowany!
Delegat ds. Organizacji Adam-Mazowiecka, jak
sam powiedział był
trochę zaskoczony tym, że będzie zabierał głos. Następnie powiedział:
Konferencja jest zbiorem mandatariuszy, więc jest zbiorem sumienia
poszczególnych grup, a to stanowi sumienie Konferencji.
Później w kilku
zdaniach opowiedział nad czy pracowała ostatnio Komisja ds. Organizacji
Służby Krajowej.
Przedstawiciel
BSK- Janusz,
wypowiedział się
jakiej pomocy BSK
może udzielić Regionowi w
utrzymaniu służb. Przypomniał krótką historię powstania BSK
i do czego zostało powołane. Nieść posłanie AA,. Jednym z
celów jest
organizacja Konferencji Służb Krajowych, zaopatrzenia w materiały,
przygotowanie lokalu. Biuro pomaga też w organizacji Punktów
Informacyjno-Kontaktowych. Utrzymuje współpracę ze Służbą
Światową G.S.O.
Współpracuje też z organizacjami z poza AA. Do zadań stojących przed BSK
na najbliższą przyszłość należy stworzenie profesjonalnego archiwum
Wspólnoty
oraz przetłumaczenie 12 Koncepcji . Delegat
Narodowy- Jacek Ch., omawiał działanie struktur AA
na Świecie, sugestia jest aby kraj biorący udział w Światowym Mityngu
Służb w
swych strukturach posiadał działające BSK,
Radę
Powierników oraz prowadził dystrybucję literatury. Podzielił
się doświadczeniem
z udziału w Ś.M.S.
Zmieniło to jego świadomość co do
wydawania literatury, sugeruje się aby nie drukować żadnej literatury
bez
aprobaty Konferencji Krajowej. Kolejnym
punktem programu była
prezentacja Służb Regionalnych. Rzecznik Regionu- Zbyszek- Atlas
, omówił jak widzi zadania na najbliższy czas.
Służbę swą chce opierać
na Tradycjach AA, Region będzie pomagać Intergrupom
w
wykonywaniu V Tradycji, chce częściej uczestniczyć w pracach
zespołów
regionalnych, zachęcał do uczestnictwa w tych zespołach. Następnie głos
zabrali- Z-ca Rzecznika ds. PIK Andrzej z Sawy, opowiedział o nowych
możliwościach
wykorzystania PIK-u , zwrócił
uwagę, że PIK jest
pierwszym miejscem gdzie dzwonią potrzebujący. Wykorzystujemy nasze doświadczenia aby informacja o AA
docierała do
potrzebujących. W Punkcie Kontaktowym spotykają się zespoły regionalne,
odbywają się warsztaty tematyczne. Istnieje możliwość rozszerzenia
działania
godzinowego PIK-u. Intergrupy
mogą prowadzić
kolportaż literatury oraz organizować tam swoje spotkania. Przypomniał
też jak
ważne jest utrzymanie tego lokalu. Korzystając
z wolnego czasu jaki
został wygospodarowany, głos zabrał
-
Robert.
Pianka na wąsach.
Był
to jeden z pierwszych ciepłych wieczorów. Cała rodzina w
domu. Żona ksząta się
po mieszkaniu, starsza córka słucha muzyki w
swoim pokoju, a ja z młodszą jestem w łazience. Gładząc się po brodzie
i wąsach
obserwuje jak ta mała "iskierka" pluszcze się w wannie pełnej piany.
Nagle zupełnie zaskoczony czuje w ustach smak piwa, a pod palcami wonną piankę, białą piankę. Przez chwile jest mi dobrze. Potem w jednej sekundzie tysiące myśli. Wzrasta moje zdenerwowanie. Nie wiem co się stało i co mogło spowodować takie myśli. Przecież nic takiego się nie wydażyło w ciągu dnia. Zacząłem myśleć o rodzinie. O każdej z "moich" dziewczyn. Tak ciężko pracowałem, aby znowu stać się człowiekiem, a tak szybko mogę znowu wszystko stracić. Uspokoiłem się i zacząłem z córką bawić się pianą w wannie. Wiem że jestem alkoholikiem i dobrze, że o tym wiem.
AA
Tradycja
Piąta
Dłuższa wersja. - Każda
grupa AA powinna stanowić duchową jedność, posiadając tylko jeden
zasadniczy
cel: nieść posłanie alkoholikowi, który jeszcze cierpi.
Chyba
warto od czasu do czasu wysłuchać opinii o sobie samym, o świecie,
życiu i
wielu różnych poglądach. Nawet można w tym dopatrywać się
pragnienia rozwoju
duchowego. Jednak w każdym przypadku potrzebni są inni ludzie i ich
ogląd
spraw. Moje oczy mnie nie widzą. Pewnie
dlatego
wędrując po stronach w Internecie zwróciłem uwagę na artykuł
Pawła Bronowskiego
pt.
„Hierarchia wartości u członków
wspólnoty
Anonimowych Alkoholików” IPiN
Warszawa http://alkoholizm.eu/pub/hierarchia_wartosci.pdf . W
nim czytałem: „Celem przeprowadzonych badań
była ocena struktury
wartości deklarowanych przez członków Wspólnoty
Anonimowych Alkoholików. (..)..w
grupie członków AA wyżej cenione są wartości związane z
samorealizacją oraz samokontrolą….
Zwraca
również uwagę wyższa w
grupie AA pozycja wartości „pogodny”. Właściwie
każde
z cytowanych zdań potwierdza moje osobiste obserwacje. To dobrze.
Natomiast
zaniepokojenie wzbudziły słowa: „Dziwić może niższe w grupie AA
miejsce
wartości „pomocny”(…) Można było
założyć, iż członkowie
Wspólnoty wykażą się większym nastawieniem prospołecznym. Czyżby
autor widział, a raczej wypadło to z badań, że nie dla wszystkich
członków
Preambuła AA albo Tradycja Piąta ma odpowiednie znaczenie? Tak czy
inaczej
człowiek z zewnątrz, naukowiec wykazał, że obraz naszej
wspólnoty jest lekko
odmienny od deklarowanego pomagania innym.
A jak my
siebie widzimy? Sięgnijmy do zapisów z
warsztatów Tradycji a ja do własnych doświadczeń.
Kilka lat
temu, jeden ze sponsorowanych przyjaciół
zwrócił się do mnie z żalem, że jego podopieczny nie chce
się dostosowywać do
jego sugestii. Odpowiedź mogła być jedna. – Opowiedz
podopiecznemu,
jak to się stało, że ty zacząłeś się stosować do moich uwag. Sądzę, że
pomoże
to wam obu.
Tak się w
naszej wspólnocie dzieje, że gdy jeden
alkoholik dzieli się z drugim swoim własnym doświadczeniem korzyść
odnoszą obie
strony. Nic tak nie pomaga we wzajemnym zrozumieniu jak otwartość i
szczerość.
Choć nieraz są to trudne rozmowy ale
niosą w sobie
element oczyszczający. Niechętnie wraca się do złych zachowań, o
których głośno
się wypowiadaliśmy. Nikt nie chce być zły.
Wspaniały
paradoks AA polega na tym, iż
zdajemy sobie sprawę, że nie zdołamy utrzymać na dłużej cennego daru
trzeźwości,
jeżeli nie będziemy przekazywać go dalej. 12x12 str
150 - te słowa mają wielką wagę. A jeśli do
tego dodamy – Egoizm,
egocentryzm, koncentracja na samym sobie!!.. To właśnie jest, jak
sądzimy,
zasadnicze źródło naszych kłopotów. WK str
52 – łatwo zrozumieć sens niesienia posłania.
Najlepszą odpowiedzią na egoizm jest odrobina poświęcenia. To szansa aby choć trochę poznać
smaku pokory. Jeden
zrealizowany cel zachęca do kolejnych. Bo choć nie mam pojęcia
dokąd moja ścieżka prowadzi, mam poczucie
ufności, że posuwam się
w dobrym kierunku. Natomiast władza, pogoń za przyjemnościami czy
pieniędzmi
nie wypełniają pustki wewnętrznej. Te obsesyjne dążenia ujawniają tylko
brak
poczucia celu tworząc z życia jedynie nędzną namiastkę.
Od czasu do
czasu na mojej grupie pojawia się
kolejna Al.- anonka.
Prawie z pretensjami oczekuje
swojego mityngu. Faktycznie kilka lat temu, w tym miejscu spotykały się
Al.-anonki, lecz
widocznie uzyskały dla siebie to, co było
im potrzebne i przestały przychodzić. Niby wszystko w
porządku, ale
okazuje się, że bez grupy ta kobieta wracała do starych, chorobowych
zachowań,
a ponieważ dawniej nie zadbała o swoją przyszłość, dziś nie ma
dokąd wracać. To już nie teoria, to praktyka.
Co prawda
doświadczenie dotyczy bliskiej
wspólnoty, jednak dla mnie jest wyraźnym ostrzeżeniem. Muszę
zadbać o moją wspólnotę, to moje przyszłe życie. Gdy
przekażę pałeczkę
odpowiedzialności za mityng dzisiejszemu nowicjuszowi jest szansa, że w
chwili
kryzysu, który może trafić się każdemu, znajdę pomocnych
ludzi. Ale by
korzystać z pomocy grupy, musi ona istnieć i musi być informacja o
niej. Z
drugiej strony myślę, że jeśli trzeźwość nie rodzi
trzeźwości to pewnie
jej nie było, albo umarła niczym drzewo pozbawione życiodajnego
środowiska.
Przez moje
ręce przeszło wiele książek o tematyce
psychologicznej, nie tylko literatury AA, i chyba w każdej z nich
miałem
wskazówkę, że szczęście najlepiej uzyskać pomagając innym.
Tej informacji nie
wolno mi przeoczyć. Przypomina mi się przyjaciel, który
ciągle mawiał – jeśli
w naszej wspólnocie
znajdziesz dla siebie jakieś zajęcie, takie cacuszko, z
którego będziesz
czerpał zadowolenie – jesteś uratowany.
Jestem
ogromnie wdzięczny AA za możliwości
jakie daje nam wspólnota. Mogę na początek brać
udział życiu grupy
macierzystej. Mogę pomagać w organizacji mityngu. W miarę rozwoju
osobistego
zobaczę, że oprócz macierzystej grupy istnieje jeszcze cały
świat AA. Stwarza to
konieczność porozumiewania się, / nie
rywalizacji!!!/ i tu
mogę być pomocny. Moje życie nabiera
znaczenia.
Otwiera się
nowy świat możliwości niesienia
posłania AA. Telefon
kontaktowy, sponsorowanie,
służby internetowe, roznoszenie ulotek, organizacja mityngów
informacyjnych to
zaledwie kilka z propozycji a każda z nich ma na celu pomóc alkoholikowi
który jeszcze cierpi.
Na
zakończenie chciałbym zadać sobie pytanie: - Właściwie
jaki jest cel i sens Piątej Tradycji? Odpowiedź
moja jest jedna - Tradycja Piąta ma pomóc mi być
szczęśliwym. Wspólnota
daje mi szansę.
Pozdrawiam
pogodnie
SPRAWOZDANIE
Z WARSZTATU POMOCNICZEGO ZESPOŁU ds. Internetu i Informacji
Publicznej NA XXVII KONFERENCJI SŁUŻB REGIONU
„Sugestie
organizacyjno-finansowe Regionu
Rozpoczął
Krzysztof- przewodniczący Zespołu ds. Organizacyjnych, opowiedział o
planowanych przygotowaniach do Konferencji Regionu dwu-dniowej, wyjaśnił czemu ma to służyć,
jednym z argumentów, który
przemawia za, to jest za dużo spraw aby omówić i podjąć
decyzję w tak krótkim
czasie,. Konferencja dwu-dniowa pozwoliła
by lepiej
zapoznać się z kandydatami do służb, nasza świadomość była by o wiele
większa,
drugi dzień jak to określił tz
„dojazdowy” dla delegatów
(mandatariuszy) na Konferencję i w tym
dniu odbyło się głosowanie kandydatów do służb.
Bardzo
zachęcał w szczególności mandatariuszy do
brania czynnego udziału w pracach Zespołu ( trzeci czwartek miesiąca o
godz.18:00 w PIK-u na Brazylijskiej 10.
Jeden z
uczestników wytknął jak to nazwał
niedoróbki w organizacji Konferencji oraz zbulwersowany był
decyzją za
wykreśleniem Grupy AA z książeczki, zanim Intergrupa
lub Region nie sprawdzi czy faktycznie dana grupa istnieje,
„może
najpierw jechać i sprawdzić, wydelegować jakiś skład i pojechać na daną
grupę
zanim ją wykreślimy ze spisu”. Następnym tematem naszego
przyjaciela był
biuletyn „Mityng”- dlaczego ktoś podnosi cenę nie
informując grupy,
a od niej powinno się zacząć.! Było wiele zarzutów pod
adresem redakcji
„Mityng”.
Gosia-
podzieliła się doświadczeniami z jednej z
grup, gdzie padło pytanie czy to mandatariusz ma głosować z własnym
sumieniem
czy grupy, przeciwna instruowaniu delegata tej służby, podparła się
Kartą
Konferencji- członkowie Konferencji powinni tak głosować tak, jak
podpowiada
sumienie. Jednocześnie zapraszać takie osoby na warsztaty i zespoły.
Małgosia
opowiedziała się za dwu-dniową Konferencją, na wzór
Krajowej. Zanim podejmiemy
decyzję, ujednolicimy wspólne zdanie, przyniesie to same
korzyści
niewspółmierne do poniesionych kosztów związanych
z organizacją.
Marian,
opowiedział o swoich wątpliwościach
odnośnie Konferencji dwu-dniowej, w jaki sposób delegować
mandatariusza na dwa dni jeśli
danej grupy nie będzie na to stać, skąd na to
wziąć fundusze? I czy ten zamysł nie jest tylko dla
„bogatszych”
grup, „zastanówmy się czy nie zjemy własnego ogona”
. Zasugerował aby usprawnić organizację Konferencji, mniej
gadulstwa a
więcej konkretów.
Andrzej-
mówił o tym, że uczymy się jak ta
Konferencja ma funkcjonować, przyjacielowi, który krytykował
organizację i cenę
„Mityngu”, zaproponował
aby bardziej
dokładniej czytał sprawozdania z Zespołu Informacji Publicznej oraz
pozostałych, świadomość na pewno wzrośnie po zapoznaniu się z tym co
poszczególne zespoły wypracowały. Podkreślał, że musimy się
sami lepiej
organizować i finansować, mówić o potrzebach i problemach na
grupach, zadbać o
rezerwę budżetową, poprosił mandatariuszy
aby mówili
na grupach o kosztach związanych z utrzymaniem naszego Punktu
Informacyjno
Kontaktowego.
Zbyszek-Rzecznik,
przypomniał o materiałach dla
mandatariuszy na Konferencję, aby otrzymali wcześniej i się z nimi
mogli
zapoznać a wtedy unikniemy, zbędnych dyskusji, pytań i demagogii.
Konferencja
dwu-dniowa stanowczo NIE, ze względu na koszty.
Czarek,
poddał pod wątpliwość rozmowę o kosztach
skoro jeszcze nie wiemy za co
i ile mamy zapłacić,
Zespól Organizacyjny nie przedstawił w jaki
sposób i nad czym będziemy
pracowali i co dzięki temu osiągniemy? Powołał się na wypowiedź
delegata
narodowego Jacka, który mówił, że jako delegat wcześniej
otrzymuje materiały gdzie są
podane tematy, które będą poruszany i to pozwala na pełne
przygotowanie się.
Krzysztof
ponownie zaprosił na Zespół, żeby
wspólnie wszystko zostało wypracowane.
Mirek-Powiernik,
mówił, że jesteśmy
„skazani” na organizację Konferencji dwu-dniowej,
nie możemy
wypracować wspólnego sumienia, może warto było by
spróbować w ten sposób byśmy
zobaczyli ilu się zgłosi ludzi, jeśli będzie ich dużo
spośród nich wybierzemy
delegatów. Podkreślał rolę Konferencji jako roboczej i to w
rękach
mandatariuszy jest los całego AA.
Tereska z
braku czasu, krótko opowiedziała o
kosztach, zmniejszyły się opłaty za Pik, przypomniała o Funduszu
Urodzinowym.
Na koniec Włodek- czermen, podkreślił, iż 40 minut na takie warsztaty tematyczne podczas Konferencji jest stanowczo za mało!
12.05.2007r.
Sprawozdanie
spisał Andrzej_ Zielonka.
Tradycja
Szósta w praktyce
„klasztornej”
Ostatnio
pewien przemiły zakonnik,
użyczający nam miejsca na mityngi zwrócił się do mnie z
prośbą. Opowiedział o
fundacji, która ma powstać, o jej zbożnych celach pomocy
rodzinie, a
szczególnie rodzinom potrzebującym pomocy ze
względów różnych patologii, w tym
problemów alkoholowych. I zaraz po tej miłej opowieści
zapytał, czy grupa AA,
jaka funkcjonuje na terenie klasztoru mogłaby stać się częścią
projektu, w tym
wystąpić razem z fundacją o dotację, którą miasto może tej
fundacji przekazać.
Cel
zbożny, zbożny zakonnik, zbożne otoczenie i nawet ptaszki śpiewały
zbożnie. A ja tymczasem stanąłem wobec zadania wyjaśnienia owemu
przemiłemu
zresztą i przychylnemu duchownemu, dlaczego nie możemy, jako grupa tego
zrobić.
Sięgnąłem tu między innymi
do tekstu
Tradycji Szóstej, która mówi wyraźnie,
że my w AA nie użyczamy tego imienia
jakimkolwiek instytucjom. I że nie ma tu żadnych dodatków,
czy określeń,
jakichś zmiękczających wyjaśnień. Nie udzielamy imienia nikomu
– to
znaczy, że nie wspieramy naszym, oficjalnym imieniem nawet tych
inicjatyw,
które niejako są zbieżne z naszym celem – pomocy
temu alkoholikowi, który
wciąż jeszcze cierpi.
Gdy
wyjaśniałem kwestie Tradycji owemu zakonnikowi, poczułem wdzięczność
do tych naszych „protoplastów”,
którzy wymyślili Tradycje. Czułem,
jak wspiera mnie w tej rozmowie nie tylko Tradycja Szósta,
ale też i Siódma
– nasza grupa po prostu płaci za salę i dzięki temu jest
niezależna.
Wystarczyłoby pomyśleć, co by było, gdybyśmy na przykład mieli salę
„za
darmo”, jako rodzaj dotacji od klasztoru dla nas. W takiej
rozmowie, o
udziale naszej grupy w działaniach fundacji byłbym od razu na straconej
pozycji, bo z góry byłbym tu dłużnikiem. Jakże ciężko byłoby
odmówić. A tak
– Szósta i Siódma Tradycja pomogły mi w
rozmowie.
Opowiedziałem o historii AA, o tym, jak
powoli dopracowaliśmy się Tradycji,
które stały się naszą
Konstytucją, zbiorem praw, które
przestrzegamy jako Wspólnota.
Opowiedziałem nawet o tym, jak Rockefeller radził nam, byśmy zawsze
unikali
władzy i pieniędzy, bo one zniszczą tę piękną ideę.
Powoli ów przemiły sługa Boży zaczął
rozumieć, dlaczego nie możemy razem z fundacją ubiegać się o dotacje,
ani
dlaczego, oficjalnie nie podeprzemy całego tego działania naszym
imieniem.
Jednocześnie,
powiedziałem mu, żeby po prostu, napisał prawdę, opisał stan
rzeczy – że na
miejscu istnieje grupa AA, która
wynajmuje salę, zaś jej członkowie w ramach swoich służb niosą posłanie
i
pomagają alkoholikom.
Zadeklarowałem
też chęć pomocy na wszelkich możliwych polach dotyczących
pomocy alkoholikom i ich rodzinom, ale nie w formie oficjalnego
„połączenia sił” z tą fundacją.
Na
koniec usiedliśmy na murku wystawiając twarze do słońca, a ja
powiedziałem mu tak – wie Ojciec, to trochę tak, jak u was w
zakonie.
Jakby przyszła jakaś niezwykle piękna pani i
zaproponowała któremuś z zakonników małżeństwo,
to byłaby podobna sytuacja.
Nawet jak chęć jest, to zasady nie pozwalają.
Obaj roześmialiśmy się
serdecznie a
przyjaźń naszej grupy i naszych „gospodarzy” trwa
dalej…
Tomek
AA
- Nie o wszystkim
mogę mówić na mityngach, o niektórych sprawach
gadam tylko ze sponsorem.
- Najbardziej
prosto, aby tylko sam go miał, był
dłużej ode mnie w AA. W
większości każdy
„powinien” nim być.
Podobny
status społeczny, podobny stan rodzinny,
podobny światopogląd, dłuższy staż w AA, aby był spójny z tym
co mówi.
Zbyt długo
nie mogłem znaleźć
„godnego” mnie sponsora.
- Sponsora
można wybrać na mityngach, na których
przebywam. Ważne jest opanowanie, spokój wewnętrzny oraz
umiejętność dzielenia
się doświadczeniem.
- Nie miałem
jeszcze sponsora, chciałby mieć.
- Długo nie
mogłem znaleźć sponsora. Jedna osoba
mi odmówiła, co spowodowało we mnie niechęć. Okazało się, że
sponsora pomogła
mi odnaleźć moja siła Wyższa – zadziałała wtedy, gdy ja
uznałem się
bezsilny i słaby i zwróciłem się o pomoc. Potrzebny był
moment, gdy w mojej
duszy, choć na chwilę, pojawi się odpowiedni ładunek pokory. Bo w
znalezieniu
sponsora przeszkadzała mi moja pycha.
Jaki powinien
być sponsor – po pierwsze sam
powinien świadczyć sobą o tym, że pracuje nad Programem, że ten Program
na
niego zadziałał i nadal działa. Program
jest osią i
najważniejszą częścią sponsorowania, a zatem nie może sponsorować ktoś,
kto nad
Programem nie pracuje, nie wciela go w życie, nie ma doświadczeń z nim
związanych. Powinien mieć dłuższy „staż”, mieć
służbę, dawać
„przykład” swoją aowską
postawą.
Sponsor
– przyjaciel, czy nauczyciel? Opisz swoje relacje ze
sponsorem/
podopiecznym.
Jest dla mnie
i nauczycielem i przyjacielem.
Przeprowadził mnie przez Program, wskazując drogę, ale nie wykładając
„prawd”, naprowadzał na dobre rozwiązania. Odebrał
mi lęk, pokazując,
że Program faktycznie zadziała,
jeśli w niego uwierzę, że mogę zostać uzdrowiony z alkoholizmu
– wyleczyć
swoją duszę i stać się normalnym facetem, który korzysta z
życia tak samo, jak „niealkoholicy”, że
mogę wrócić do normalności i zdrowego życia.
Zacząłem z
pasją czytać literaturę, zgłębiać
Program.
Obecnie sponsor jest moim Przyjacielem, opiekun