MITYNG 12/126/2007
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
Jest
chyba
w życiu każdego z nas taki okres, który tradycyjnie kojarzy
się ze szczególną
atmosferą wzajemnej życzliwości. To dzień, kiedy dla swoich bliskich a
nawet
przypadkowych osób mamy wiele zrozumienia i serdeczności.
Chcielibyśmy z całym
światem odczuwać smak radości pojednania. Tego dnia dużo bardziej
jesteśmy
skłonni wybaczyć cierpienia i przykrości
jakich
doznaliśmy w przeszłości. Wyjątkowo łatwo udziela się nam sielankowy
nastrój
Świąt Bożego Narodzenia, Nowego Roku, a zwłaszcza wieczoru wigilijnego.
Tylko
jedna myśl zakłóca spokój. Czy również
nam wybaczą?
Okres
świąteczny to często czas wspomnień. Wspominamy sobie dni dzieciństwa,
swoje
marzenia i radości, a później wiele lat straconych w
alkoholowym upojeniu.
Bywa, że myśl o nadchodzących świętach wywołuje falę poczucia winy i
wstydu; za
łzy dzieci, rozczarowania rodziny. Bywało, że nawet
jeśli
mieliśmy to szczęście posiadać dom, to nie było komu zasiąść z nami do
stołu. Nieraz
był to samotny
czas z butelką, albo w więzieniu czy ośrodku dla bezdomnych.
Niektórzy
pamiętają dni spędzone na ulicy, gdy przez radosne, jasne okna
podglądali życie
innych. Wielu z nas zna to uczucie, prawda?
Jeśli
gruntownie pracujemy nad programem zdrowienia, jak na dłoni widzimy,
jaki
bezcenny dar otrzymaliśmy we wspólnocie AA - Przebudzenie
duchowe w
rezultacie tych kroków. Wyjaśnienie tych
słów znajdziemy na stronie 72
w Wielkiej Księdze:
„...Zniknie
uczucie bezużyteczności i pokusa rozczulania się nad sobą. Bardziej niż
sobą
zainteresujemy się bliźnimi. Zniknie egoizm. Zmieni się cały nasz
stosunek do
życia. Opuści nas strach przed ludźmi i niepewnością materialną.
Znajdziemy
intuicyjnie sposób postępowania w sytuacjach,
których dotąd nie umieliśmy
rozwiązać. Nagle zaczniemy pojmować, że Bóg czyni dla nas
to, czego sami dla
siebie nie byliśmy w stanie uczynić.”
Nadchodzący okres świąteczny dla wielu
z nas może być trudny, szczególnie dla początkujących,
którzy dopiero pracują
na wybaczenie przez rodzinę. Lecz pamiętajmy, że świąteczny czas
spędzony
samotnie tylko z telewizorem dla towarzystwa - o ile jeszcze jest -
może być
niebezpieczną perspektywą dla początkującego w trzeźwości alkoholika.
Wtedy sugestie aby
wywalić z siebie cały żal mogą okazać się mało
skuteczne. Jednak uczestnictwo trzeźwiejących alkoholików w
świątecznej
atmosferze można uczynić łatwiejsze. Choćby przez otwarte drzwi naszego
mityngu
w całym okresie świątecznym. Można też zaprosić przyjaciół,
którzy z jakiś
powodów, też będą w domu sami. Warto też wykonać telefon i
podzielić się swoimi
obawami z pierwszych trzeźwych świąt nowemu przyjacielowi pokazując, że
każdy
dzień można przeżyć. Że ten świąteczny
dzień, jak każdy inny, ma tylko 24 godziny. Inaczej
mówiąc, prawdziwego
ducha wspólnoty AA znajdziemy nie tyle zasiadając przy
uginającym się stole
(często stole mityngu), ale wyciągając rękę miłości potrzebującym.
Zatem raz jeszcze
- Zdrowych i pogodnych dni w trudnym okresie
świątecznym!
Pozdrawiam pogodnie,
Marek
Świadomość
upadku początkiem wzrostu
Przez wiele
lat, kiedy jeszcze byłem dzieckiem, mój
tata bardzo często powtarzał mi taką historię, aż ją zapamiętałem na
lata. „Jakiś
człowiek nie dawał rady i topił się. Woła świętego Antoniego
– ratuj,
ratuj. Ten się zlitował i dopchnął go do brzegu. Człowiek chwycił się
trawy i
mówi – a teraz to ja Cię święty Antoni mam w d....
No i trawa się urwała,
a
facet się
utopił.” Po latach podziękowałem tacie za tę
opowieść, bo to historia
dla mnie, dla mnie tą życiodajną trawą jest AA.
Kiedy
piłem - upadałem, topiłem się, potem powoli zanikałem i często z
rozpaczy
wołałem o pomoc. Dostałem ją! Chwyciłem
się trawy, zaakceptowałem i uwierzyłem
że to jest
rozwiązanie dla mnie, powoli wychodzę na bezpieczny brzeg.
Żyję
życiem wspólnoty. A tu wiele rzeczy się dzieje,
dzielimy się siłą,
doświadczeniem... Byłem na Konferencji
Regionu Warszawa [przyp. red:
pisze o niej Witek z Łodzi, Tomek, Lechu, Marek...], no i rozpocząłem
służbę w redakcji. W Konferencji
Krajowej
nie uczestniczyłem, ale materiały z niej poznam bądź ze Skrytki, z internetu, być może ze Zdroju [a
już teraz relacje z na str. 19].
Byłem
na spotkaniu Zespołu
Literatury w PIK na Brazylijskiej 10. Nie dotarł tam Tomek – miał poważny
wypadek samochodowy [jego doświadczenie
z tego przykrego
zdarzenia stało się
źródłem refleksji na temat
zaufania – czytaj na str. 8]. Na to samo
spotkanie zawitali do nas goście
AA z Białorusi i Rosji.
Długo rozmawialiśmy w miłej atmosferze o doświadczeniach, posługując
się
kilkoma językami (polskim, rosyjskim no i językiem serca oczywiście).
Marek
opowiadał m.in. o pozyskiwaniu doświadczeń w czasie swoich
wyjazdów do AA na
zachód Europy. Oni uważnie słuchali - też na
zachód przyjechali, mówili o
swoich problemach, poznawali jak działają służby [o
wyłączności celu AA piszemy na
stronie 11].
Byłem też na Radzie
Regionu w PIK.
Eh, nie jest łatwo - jak w ogrodzie - trawa wymaga znajomości rzeczy i
dobrego
ogrodnika. Przez te parę ostatnich tygodni byłem
też na mityngach poza
macierzystą grupą – na Żoliborzu, Ursynowie i w
Śródmieściu [o swoim pierwszym
mityngu pisze Tereska
na str. 20].
A ostatnio Robert poinformował mnie ze smutkiem, że na wieczny mityng odszedł
Stanisław z „Iskierki”. Życie w AA jest mi bliskie. A trawa jest
wiecznie zielona...
P.S.
A
jak w domu i w pracy ? Dziękuję,
układa się. Dzień za
dniem.
Sławomir AA
Parę
słów od sąsiada
Miałem
przyjemność uczestniczyć w Konferencji Regionu Warszawa w dniu 20
października 2007 roku. Chciałbym podzielić się kilkoma uwagami, jakie
nasuwają
mi się bezpośrednio po tym wydarzeniu. Po pierwsze dziękuję
organizatorom, że w
ogóle mogłem tam być. Na konferencji byłem
bowiem jako
gość i reprezentant Regionu Łódź.
Uważam, że
jest to świetny pomysł aby
zapraszać
przyjaciół z innych regionów na lokalne obrady.
Jestem naprawdę wdzięczny i
myślę, że to i inne Wasze doświadczenia wzbogacą również
nasze łódzkie
spotkania. Było mi bardzo miło z powodu serdeczności, z jaką nas witano
oraz opieki jaką nas
otoczono. A także dlatego,
że mogłem spotkać przyjaciół znanych mi wcześniej
ze szlaku.
Po
drugie, jestem pod wrażeniem sprawnego prowadzenia
spotkania - terminowo, ze znajomością rzeczy, stanowczo
kiedy
trzeba, ale uprzejmie. Brawo dla prowadzącego.
Ciekawe
wystąpienia w części pierwszej,
tematycznej, prezentacja służb, a po przerwie warsztaty. Ja - z racji
pełnionej
od niedawna służby skarbnika regionu - wziąłem udział w sesji na temat
„Samofinansowanie wspólnoty”. Było to
doświadczenie inspirujące. Po
kolejnej przerwie - wybory do służb poprzedzone prezentacją
kandydatów. I to
było właśnie to, czego Wam, aowcom
z Warszawy,
zazdroszczę. Nie samych, rzecz jasna, wyborów, ale poziomu
kandydatów w nich
startujących. Przyjaciele kandydujący do służb sprawiali wrażenie
kompetentnych, zaangażowanych i czujących ducha AA. W dobie
powszechnego
narzekania na brak chętnych do służb było to dla mnie miłym
zaskoczeniem. Jeśli
tacy ludzie będą pilnować naszych spraw, to jestem spokojny o
przyszłość
wspólnoty.
Aby nie było tak słodko, teraz o tym
co wzbudziło moje wątpliwości - temat konferencji
„Dzielimy się doświadczeniem, a nie zarządzamy w
służbach”.
Zastanawiam się, czy w ogóle to jest prawda? Doktor
Woronowicz (i inni mówcy
również) w swoim wystąpieniu kilkakrotnie stwierdził, że
służby AA nikomu,
niczego nie narzucają i nie nakazują, ale to
co robią
to jest właśnie mądre zarządzanie! 12 Koncepcji służb światowych
mówi o:
- przyznaniu
służbom „prawa decyzji” (koncepcja 3),
-
powiernikach działających jako
zarząd służb
(koncepcja 6 i 7),
- tym, że
powiernicy zarządzają finansami (koncepcja 8).
To czegoś tu
nie rozumiem - zarządzamy czy nie?
A może temat
powinien brzmieć – „Dzielimy się doświadczeniem,
a nie rządzimy w służbach”?
Następna sprawa, bardziej dla mnie przykra. Kolejny raz usłyszałem apel przedstawiciela BSK zniechęcający do przyjazdu na Konferencję Krajową w charakterze obserwatora. Piszę kolejny, bo w zeszłym roku było podobnie - z powodu braku miejsca na sali obrad osoby nie będące delegatami nie były tam mile widziane. W tym roku miało być inaczej – nowe miejsce, większa sala. Niestety, słyszę to samo. Ja wiem, że to nie jest zlot radości, że wszystko mogę później przeczytać w Skrytce. Uważam jednak, że blokowanie możliwości przyjrzenia się obradom służb przez tzw. zwykłych aowców jest - delikatnie mówiąc - mało eleganckie i niezgodne z duchem AA.
Pozdrawiam,
Witek AA, region Łódź
Uczymy
się korzystać z doświadczeń zawartych w naszej literaturze –
warsztat
konferencyjny
Spotkanie
warsztatowe odbyło się w kameralnym
gronie kilkunastu osób. Uścisnęliśmy sobie dłonie.
Prowadzący odczytał ten
fragment „Jak to działa”, który zwykle
jest czytany na mityngach,
przypominając, że choćby w ten sposób literatura ciągle jest
z nami obecna.
Mówiliśmy o wielu aspektach znaczenia literatury dla naszej
trzeźwości.
Po pierwsze
Przyjaciele podkreślali, że stanowi ona bazę do pracy nad Programem 12
Kroków i
zawsze jest niezmiennym elementem, do którego można się
odwołać. To, co mówią
poszczególni AA może nabierać przecież osobistego wymiaru,
tymczasem sięgnięcie
do literatury zawsze pozwala odczytać rzeczywiste posłanie AA. Okazuje
się, że
ważne jest, bym niósł posłanie AA, a nie moje własne.
W kolejnych
wypowiedziach podkreślaliśmy także, iż w pracy sponsora z podopiecznym
to
właśnie literatura stanowi podstawę, do której się
odwołujemy, na której
bazujemy. Można by nawet wyobrazić sobie łańcuch ludzi w AA:
„sponsor-podopieczny/sponsor-podopieczny/sponsor-podopieczny…”,
w którym rzeczą spajającą, takim rdzeniem jest właśnie
LITERATURA. To ta sama
Wielka Księga leży między mną i moim sponsorem, jak i między mną i moim
podopiecznym.
Z innych
wypowiedzi na warsztacie wyłaniał się obraz literatury, jako
PRZYJACIELA, który
zawsze jest z nami. Wielką Księgę można zabrać ze sobą w
podróż i czytać
wszędzie i w każdych warunkach. Wtedy także przemawia do mnie inny
alkoholik,
przemawia do mnie z kart książki – a ja znowu nie czuję się
sam. To
przynosi ulgę i spokój.
Przyjaciele
opowiadali także, jak istotną sprawą są także poranne medytacje oparte
na
naszych refleksjach i innej literaturze – one pomagają
budować codzienną trzeźwość, podsuwając
myśli do medytacji i refleksji. Jedna z Przyjaciółek
podkreśliła także wagę
Biuletynu MITYNG dla jej osobistej drogi.
Mówiliśmy
także o poczuciu JEDNOŚCI budowanym poprzez korzystanie z tej samej
literatury.
Zobaczenie leżącej na stole, na mityngu, tej samej literatury
co na naszej rodzimej grupie powoduje, że alkoholik czuje
się
bezpiecznie na mityngu w innym mieście, czy nawet kraju.
W pewnej
chwili nasze wypowiedzi dotknęły także spraw związanych z tzw.
„czystością stolika AA”. Zgodnie stwierdziliśmy, że
z przyjaźnią
traktujemy wszystkie książki i wydawnictwa, jakie mogą nam pomagać w
osiągnięciu trzeźwości i przekazywaniu jej innym, lecz na stoliku na
mityngu
chcielibyśmy widzieć jedynie wydawnictwa aprobowane przez nasze służby.
Całe
spotkanie przebiegło w bardzo ciepłej atmosferze, a na koniec
zmówiliśmy
modlitwę o Pogodę Ducha.
Ten kolejny
już warsztat na naszej Konferencji pokazał, że warto byśmy ten
sposób
wzbogacania naszych konferencyjnych spotkań kontynuowali w przyszłości.
Pogody
Ducha – Tomek AA
Miałem
wątpliwości - po co nam ta literatura?
Wypowiedź z warsztatu zespołu
literatury
podczas Konferencji Regionu Warszawa.
Zgodnie
z przesłaniem naszych pierwszych weteranów z Ameryki
właściwie powinniśmy
przekazywać swoje doświadczenia „oko w oko”
podopiecznym i takie
podejście wydaje mi się słuszne jeśli
chodzi o
sponsorowanie. Doczytałem się, że przed wydrukowaniem pierwszego
wydania
książki „Anonimowi Alkoholicy” zwanej powszechnie
Wielką Księgą,
powstało wiele wątpliwości, czy nie upadnie
„sponsorowanie” skoro
każdy sam sobie poczyta i wytrzeźwieje? Obaw było więcej, ale zapewne
wszyscy
znacie te historie i nie ma sensu wspominać teraz
szczegółów.
Podczas mojej
obecności w AA zauważyłem, że miewam
także wątpliwości co do
interpretacji znaczenia
poszczególnych Tradycji oraz sposobów wykonania
Kroków.
W dużej
mierze rozwiewał je mój sponsor.
Niezrozumiałe tematy dyskutowałem z innymi w AA, często miewali
odmienne
poglądy i wydawały się też słuszne. Nie potrafiłem odróżnić
jednego od drugiego. Ilu alkoholików - tyle
poglądów. Zmieniałem zdanie w
zależności od daru przekonywania moich rozmówców,
raz powtarzając jedne
mądrości za nimi, a zaraz potem inne - skrajnie różne.
Podobał mi
się artykuł w biuletynie MITYNG mówiący
o naiwnym przekazywaniu sobie skrzywionych wyobrażeń między
nowoprzybyłymi w
AA, bez odwoływania się do literatury. Być może
po jakimś czasie AA nie było by już tym AA
które znamy
gdyby to była jedyna metoda przekazu.
Taką sugestią skończył artykuł autor - Marek. Kilka razy czytałem
Wielką Księgę
i za każdym razem wydaje mi się że
poprzednio nie
wszystko dobrze zrozumiałem. Tak jest nadal. Za każdym razem przyjmuję
coś
nowego.
Nasza
literatura najbardziej kojarzy mi się z
„instrukcją obsługi” dla alkoholika
który
zamierza i pragnie pozostać trzeźwy. Zdecydowanie bardziej wiarygodnie,
brzmi
dla mnie POSŁANIE oparte na doświadczeniach alkoholików
opisanych w WK, od
jednogłosowej tyrady na temat
„jaki teraz jestem
wspaniały” od kiedy nie piję.
Ta swoista
„instrukcja obsługi” stała
się dla mnie źródłem wiedzy niezbędnej do rozwiązania moich
wątpliwości.
Sponsor nauczył mnie korzystać z niej. Nigdy nie mówił mi co
mam robić. Nie rządził mną. Odsyłał do czytania i opowiadał jak sam
zastosował
w swoim życiu wyczytane sugestie.
Jestem mu za
to wdzięczny, że nie był moją
chusteczką do wypłakania, mikrofonem do wyżalania, choć z tym akurat
jeszcze
się do końca nie oswoiłem. Powtarza z uporem: jak
długo zamierzasz być ofiarą? Odechciewa mi się.
Pojąłem, że
podczas tych sponsorowanych spotkań,
on niósł mi posłanie AA, a nie swoje własne. Wierzę, że
właśnie za pomocą
literatury jest to możliwe.
Dzięki tej
metodzie brałem z programu to, co było
mi potrzebne i niezbędne do naprawy mojego życia, a nie wędrując jego
ścieżką. Trudno
jest chodzić w cudzych butach. Każdy z nas
alkoholików, mimo wielkich
podobieństw ma nieco inne zalety, wady, potrzeby. Dlatego uważam, że
mimo
wspólnej jazdy na tym samym wózku, wrażenia
możemy mieć różne. Lecz na
szczęście ciągle obowiązuje ta sama instrukcja „Jak
nie wracać do picia”, w postaci literatury AA.
Każdy z nas skupionych w AA, dzięki literaturze może czerpać u
źródła,
odkrywać, utożsamiać się i przyjmować w takim tempie
na jakie
go stać. Myślę że
odwoływanie się do niej pozwala
uniknąć zarządzania, narzucania swoich interpretacji. Jest ona stałym
punktem
odniesienia dla mnie - alkoholika o skłonnościach do komplikowania i
tworzenia
niespotykanych rozmiarów problemów.
Niedawno
montowałem w samochodzie radio. Zanim się
do tego wziąłem wyrzuciłem do śmieci instrukcję. JA, elektronik nie
będę czytał
tych bzdur dla gamoni. Podłączyłem instalację błędnie - spaliłem
bezpiecznik,
radio nie działało poprawnie. Po godzinie wygrzebałem w śmietniku
instrukcję i
okazało się że nie
wszystko wykonałem poprawnie. A
mogłem sobie zaoszczędzić pracy, złości, czasu i pieniędzy. Przekora-
owa cecha, która jak sądzimy jest przyczyną większości
naszych
niepowodzeń… Tak – literaturę to ja
znam!
Podobne błędy
popełniłem po przyjściu do AA.
Starałem się od Grupy alkoholików brać różne rady
i różne doświadczenia w
przekonaniu, że jak je poskładam to mi wyjdzie ideał, czyli ja w
marzeniach o
sobie. Nic podobnego nie nastąpiło.
Wróciłem
po kilku latach do picia. Uważam, że nie
zmarnowałem tego doświadczenia. Dowiedziałem się
że,
po pierwsze: - to na pewno jestem alkoholikiem, że tak się nie da
wytrzeźwieć.
Po drugie: że muszę
poprosić o pomoc i przede
wszystkim zmieniać siebie. Z trudem wróciłem do AA,
znalazłem sobie sponsora,
zacząłem czytać, służyć i w służbie uczyć się żyć w społeczności
– na
razie aowskiej.
Oduczono mnie dość szybko zarządzać,
wyznaczać zadania innym, krytykować, oceniać. Podczas służby redaktora
Mityngu
nauczyłem się wytrwałości i co najważniejsze – poświęcenia.
Tak. Nie
myślcie sobie, że nie zazdrościłem tym, którzy jeździli
sobie na zabawy, wtedy gdy
ja ślęczałem nad składem kolejnego numeru. A ile
razy wyrzekałem, że to porzucę? E, nie policzę! Wytrwałem. Poznałem
nowy zawód
– poligrafię. Wreszcie coś zrobiłem do końca. Odpocznę i
znowu jakąś
służbę podejmę. Poczułem satysfakcję i zdrową dumę. Te nowo nabyte
cechy i
umiejętności okazują się niezbędne w poczuciu bycia szczęśliwym.
A co najważniejsze
- nie miałem czasu napić się.
Zaczynam
odróżniać jedno od drugiego. lechu02
12
koncepcji na ZAUFANIE-
czyli pokonferencyjne
refleksje
motoryzacyjne
Moja
żona nigdy nie lubiła
jeździć ze mną samochodem, kiedy miała prowadzić. Dlaczego? Ano
dlatego, że ja siadałem zawsze na miejscu pasażera, z miną
instruktora,
który właśnie będzie egzaminował kursantkę. Nie mogłem
pozbyć się tej swojej
przypadłości i ciągle ją krytykowałem. Czasem mówiłem
wprost:
„dlaczego teraz trójka?”,
„lepiej
chyba z lewego pasa, nie?”, „bieg,
bieg”, „widziałaś ten znak?”.
Albo milczałem i wzdychałem wymownie, lub też tylko
kręciłem głową.
Efekt był taki, że moja żona zaczęła przy mnie jeździć nerwowo i
popełniać
błędy. Ja na to wystosowywałem kolejne uwagi, albo kręcenie głową, a
ona
popełniała kolejne błędy. Błędne koło.
Kilka
razy prosiła mnie, bym
przestał ją krytykować, bo ona już przez samo nastawienie, wsiadając do
samochodu, robiła się nerwowa i rzeczywiście zaczynała jechać źle.
„Jak
jadę sama, bez ciebie, to jakoś lepiej prowadzę” – tłumaczyła. Kilka razy
obiecywałem poprawę. Nawet miewałem
długie okresy pogodnego patrzenia w okno, kiedy ona prowadziła zamiast
mnie.
Jednak, całkiem, jak z flaszką, „stare zawsze
wracało” i po raz
kolejny serwowałem niemiły przytyk, czasem w zawoalowanej formie.
Ciągle
jednak prowadziło to do
naszej wspólnej jazdy w gorszej
jakości. Gdyż mi
brakowało ZAUFANIA do niej.
Okazywałem
jej to, nawet przez
swoją wzmożoną, cichą kontrolę. Ona NIE MOGŁA prowadzić spokojnie i
normalnie,
bo miała poczucie, że ktoś ciągle patrzy jej na ręce, ciągle kontroluje.
Mój
sposób kontrolowania mojej
żony podczas jazdy samochodem przyszedł mi do głowy, gdy podczas
ostatniej
Konferencji Służb Krajowych wymienialiśmy się doświadczeniem w tematach
związanych z dwunastoma Koncepcjami. Pomyślałem, że ową ciągłą potrzebę
kontrolowania innych, mogę też, nieświadomie, prezentować w służbie, poporzez BRAK ZAUFANIA do innych
Przyjaciół w służbach.
Moje „wtykanie nosa” wszędzie gdzie się da, tak
pięknie potrafię
wytłumaczyć „miłością do AA”. Czy jednak
rzeczywiście kocham, jeśli
NIE UFAM?
Na
konferencji mieliśmy piękny
przykład zastosowania Koncepcji i prawdziwego ZAUFANIA we
Wspólnocie. Oto Rada
Powierników zwróciła się do Konferencji, by ta
zgodziła się na wybór Delegata
Narodowego bezpośrednio przez Radę Powierników (inaczej nie
mielibyśmy takiego
delegata w ogóle w odpowiednim terminie). Rada
Powierników poprosiła Konferencję
– ZAUFAJCIE nam! Zaufajcie, a my postaramy się sprostać
powierzonej nam
sprawie, bierzemy za nią odpowiedzialność. W chwili, gdy Konferencja
zagłosowała na TAK, poczułem ciepło w sercu. Poczułem, że właśnie na
sali
popłynęło piękne, proste ZAUFANIE pomiędzy Konferencją, a Radą
Powierników. Że
to oznacza miłość w naszej wspólnocie.
Na
Konferencji mówiliśmy o
Dwunastu Koncepcjach, i pomyślałem, że gdybym miał komuś powiedzieć
jednym
słowem, jak ja rozumiem Koncepcje, to powiedziałbym, że… dla
mnie 12
Koncepcji mówi o ZAUFANIU. Każda.
O
zaufaniu mówią dwie pierwsze,
które wskazują, że za głos sumienia AA uznajemy Konferencje.
UFAMY, że nasi
delegaci będą naszym sumieniem, będą działać dla naszego
wspólnego dobra.
O
zaufaniu mówi „prawo
decyzji” (działaj w zakresie swojej odpowiedzialności, UFAMY
ci, że
podejmiesz dobre decyzje, a ponieważ UFAMY, więc DECYDUJ!).
I
także „prawo
uczestnictwa” („głosuj w zakresie swojej
odpowiedzialności, UFAMY
CI!). I również „prawo apelacji” (jesteś
w mniejszości? To nic,
UFAMY, że masz na celu nasze wspólne dobro
– dlatego
chcemy cię wysłuchać!).
Potem
idą koncepcje o
POWIERNIKACH. Im właśnie ZAUFALIŚMY, oni są ZAUFANYMI sługami z
Tradycji
Drugiej. Im POWIERZAMY sprawy Wspólnoty, bo wierzymy, że
jest nam potrzebne
dobre, mądre przywództwo. UFAMY, że jeśli potrzeba nam
zatrudniać pracowników,
to potrzeba to robić. UFAMY, że sprawy naszej Wspólnoty
(finansowe, dotyczące
rozwoju, literatury, kontaktu z profesjonalistami i przede wszystkim
–
niesienia posłania) trafią w dobre ręce.
Na
koniec w 12 Koncepcji, my
uczestnicy Konferencji, zwracamy się do wszystkich AA: ZAUFAJCIE NAM!
Dajemy
wam GWARANCJĘ, że będziemy wierni Tradycjom.
W
istocie 12 Koncepcja nie jest
skierowana tylko do członków Konferencji, by ci dbali o
Tradycje. Ona przecież
mówi do wszystkich AA – my na Koneferencji,
przyjęliśmy, że będziemy przestrzegać Koncepcji, zaś Koncepcje będziemy
zawsze
rozumieć poprzez nasze TRADYCJE. Więc, prosimy – ZAUFAJCIE
NAM, że
będziemy o to dbać.
Wrócę
tu do przykładu z jazdą
samochodem z moją żoną. Wykazałem się brakiem ZAUFANIA, a przez to moja
żona
gorzej prowadziła samochód. A przecież kierownica w
samochodzie jest jedna.
Wyobraźmy
teraz sobie, że my
wszyscy, we Wspólnocie, podróżujemy samochodem.
Zapakowaliśmy się razem do
środka, wrzuciliśmy bagaże, nawet cieszymy się, że mamy jeden, ten sam
GŁÓWNY
CEL. Jak jednak dojechać do tego CELU, jeśli w samochodzie jest jedna
kierownica?
Oto,
gdy wszyscy razem się na
nią rzucimy, na pewno nie uda nam się ruszyć z miejsca, a co tu
mówić o jeździe
i dojechaniu do celu. No dobrze, po chwilowej wymianie zdań,
postanowiliśmy
zrobić wybory. Znaleźliśmy dwóch kandydatów do
prowadzenia. Hej – czy
mają prawo jazdy? A właśnie – okaże się, że kompetencje są
dla nas ważne,
dlatego kandydatom przed wyborem zaczniemy stawiać pytania. Hmmm,
wspaniale, obaj mają prawo jazdy, doświadczenie i umiejętności.
Wybór dokonany.
Mamy kierowcę. I teraz, jeśli on siądzie za kierownicą i zacznie wieźć
nas
wszystkich do jednego celu, to jak mamy się zachować?
Otóż
możemy zacząć mu mówić,
jak ma jechać. „Skręć w prawo”, „skręć w
lewo”,
„szybciej”, „wolniej”,
„podzielę się
doświadczeniem – ja skręcam nie przekładając
dłoni”, „u nas
we Wspólnocie nigdy nie jeździmy z włączonym ogrzewaniem, bo
oszczędzamy
paliwo”, „jak tak będziemy jechać, ja
wysiadam”,
„dlaczego nie włączone
przeciwmgielne?”,
„po co włączać
przeciwmgielne, jak jest
słońce?” itd.
itp. Co dalej? Możemy nawet zacząć
„pomagać” kierowcy łapiąc mu przez ramię za
kierownicę. Łatwo sobie
wyobrazić, co wtedy by się stało. Albo rozbilibyśmy się o najbliższe
drzewo, albo co gorsza
ścianę sklepu monopolowego (znając humor
Tego, którego ciągle staramy się pojąć), albo też w
najlepszym wypadku –
dojechalibyśmy z wielkim opóźnieniem, a kierowca byłby
wykończony.
Co
dalej zresztą? Czy
ktokolwiek potem, po tym, jak sam siedział w tym samochodzie, będzie
chciał
prowadzić? A skąd – jeśli
taka służba przynosi
tylko rozgoryczenie i nerwy.
To
był jeden rodzaj jazdy.
Możemy
się jednak zdecydować na
inny, oparty na ZAUFANIU. Jeśli przyjmujemy, że najważniejszy jest dla
nas CEL,
a nie nasze ambicje, zatem najzdrowsze jest, byśmy wybrali
kompetentnego
kierowcę do służby, obdarzyli go ZAUFANIEM i dali po prostu spokojnie
jechać i
kierować samochodem. Dla nas droga będzie przyjemniejsza i dla niego i
szybciej
i bezpieczniej dotrzemy do naszego GŁÓWNEGO CELU.
A
co my możemy zrobić? Ach,
wtedy jest masę rzeczy pożytecznych. Jeden z nas może sprawdzać w
atlasie
samochodowym, czy dobrze jedziemy. Inny zatankuje paliwo na stacji. Kto
inny
przetrze szyby w czasie postoju, a jeszcze ktoś wyciągnie herbatę w
termosie i
zaproponuje innym. Co
więcej, gdy uznamy, że kierowca
się zmęczył, powiemy mu: DZIĘKUJEMY, odpocznij, teraz poprowadzi
kto inny. Wprowadzimy rotację w służbie za kierownicą.
Nasza
jazda stanie się
spokojna, bezpieczna i racjonalna. Po prostu trzeźwa. Poczujemy, że
podróżujemy
w gronie Przyjaciół.
Tak
właśnie wyobrażam sobie,
metaforycznie, nasze Koncepcje. Są one, jak zasady przyjęte do
wspólnego
podróżowania samochodem. Znając swoje wady, chęć łapania za
kierownicę,
ustaliliśmy wspólnie – ZAUFAJMY SOBIE. Dajmy
prowadzić samochód spokojnie
tym, którzy to dobrze zrobią, po to by nam…
jechało się przyjemniej.
Zupełnie, jak w naszych służbach we Wspólnocie, gdzie
wszyscy podróżujemy do
naszego GŁÓWNEGO CELU.
Na
koniec, gdyż trzymałem się
metafory motoryzacyjnej, podzielę się jeszcze tylko takim osobistym
doświadczeniem. Parę dni temu, równo w dzień, w
którym była piąta rocznica
mojego pierwszego trzeźwego dnia, mieliśmy z żoną poważny wypadek
samochodowy.
Ona prowadziła.
Gdy
na zielonym świetle
przejeżdżaliśmy skrzyżowanie wpadł na nas z pełną prędkością
samochód
prowadzony przez pijanych ludzi. Z naszego samochodu została pogięta kupa blach. My z żoną wyszliśmy
bez szwanku. Przeżyliśmy.
Nic się nam nie stało. Zupełnie. Taki cud!
Potem,
gdy modliłem się,
dziękując za kolejny dar życia, pomyślałem, że gdybym to ja
jechał… już
nie żylibyśmy. Ja jechałbym szybciej, pewniej i tamten
samochód uderzyłby nas
nie w maskę, ale w drzwi boczne. Nie żylibyśmy.
Uratował
nas Bóg i to, że moja
żona jechała… PO SWOJEMU. Powoli, ostrożnie.
Poprzysiągłem
sobie tej nocy,
dziękując za jej i swoje życie, że nigdy więcej nie skrytykuję jej, gdy
będzie
prowadziła.
Czy
tylko do tego, bym do tej
prostej prawdy - że powinienem UFAĆ - potrzebne
było… wspólne
przeżycie katastrofy?
Pogody Ducha
–Tomek AA
Wyłączność celu
(artykuł
przedrukowany ze
sprawozdania z 18 Światowego Mityngu Służb w 2004r - Nowy Jork)
Kiedy przyszedłem na swój
pierwszy mityng do Anonimowych Alkoholików myślałem, że może
nauczę się jak
kontrolować swoje picie. Miałem
za sobą dwadzieścia
lat picia i właśnie wróciłem z trzydziestogodzinnej
balangi. Za nic nie mogłem
pojąć, jak to się dzieje, że pomimo moich największych
wysiłków moje życie to
jeden całkowity, absolutny bałagan. Ogarniała mnie rozpacz, ponieważ
nic nowego
nie widziałem w swojej przyszłości. Wiedziałem, że dłużej tak nie mogę
żyć. Mój
brat, który wówczas popijał, zabrał mnie na ten
mityng, ponieważ go o to
poprosiłem. Założyłem, że tak będzie, gdyż wydawało mi się, że on
kontroluje
swoje picie, ponieważ nauczył się tego w AA. Spóźniliśmy się
trochę na mityng,
ponieważ brat musiał po drodze wstąpić na jednego. Wziąłem kawę, aby
uspokoić
swoje nerwy. Facet przy
stole skończył gadać i prosił
innych o zabieranie głosu. Przedstawiali się imieniem i
mówili, że są
alkoholikami. Mówili o tym, jak było
kiedy pili, co
takiego się stało, że przyszli do AA i jakie wiodą życie od tamtej
pory. Ze
zdziwieniem słuchałem ich opowieści.
Początkowo byłem
zmieszany i myślałem, że
mnie sprawdzili i teraz mówią o mnie. Później
zdałem sobie sprawę, że mówią o
sobie, ponieważ kilku z nich znałem jeszcze z czasów
kiedy
pili. Przyszło mi do głowy, że jestem taki sam jak oni. A
później wyraźne i
jednoznaczne zrozumienie: na
tym polega mój problem,
także
jestem alkoholikiem.
Siedziałem tam i łzy płynęły mi po policzkach. Były to łzy ulgi,
ponieważ po raz
pierwszy w życiu wiedziałem, co ze mną jest nie tak. Było to tak,
jakby z ramion zdjęto mi ogromny ciężar. Na koniec mityngu powitano
mnie i
zapytano, czy chcę coś powiedzieć. Powiedziałem, że gdyby
ludzie, którzy
przedstawiali się swoim imieniem i nazywali siebie alkoholikami,
przedstawili
się swoim imieniem i powiedzieli, że są małpami, to nie miałbym żadnego
innego
wyboru, jak tylko powiedzieć, że także jestem małpą. Nie wiedziałem
wtedy, że
zidentyfikowałem się z ludźmi obecnymi na sali. Odkryłem jedną
z najgłębszych
tajemnic odnośnie programu AA, mianowicie, że jest to program
identyfikowania
się a nie program rozpowszechniania informacji.
Zdarzyło się to 21 lat temu i od
tamtej pory nie musiałem sięgnąć po alkohol. Ostatnio zadałem sobie
pewne
pytanie. Gdybym
dzisiaj miał wejść na dowolny mityng AA, czy odczułbym ten sam stopień
identyfikacji? Odpowiedź do jakiej doszedłem,
niepokoi mnie. Odpowiedź
brzmi: nie wiem. Zadaję więc
sobie pytanie: co takiego
zdarzyło się w minionych latach, co sprawiło, że wkradła się taka
wątpliwość?
Przecież Kroki i Tradycje są nadal takie same. "Jestem
odpowiedzialny" dalej wisi takie samo hasło w sali mityngowej i to
przyczyniło się do wciągnięcia mnie do służby i do tego bym stał się
uczestnikiem grupy. Miałem i nadal mam jasne zrozumienie
że,
„ktokolwiek”
oznacza każdą istotę z problemem alkoholowym. Myślę, że powodem mojej
niepewności jest skala wypowiedzi na tematy inne niż alkohol. Nie
chodzi mi
tutaj o zwyczajne codzienne problemy
z jakimi spotyka
się alkoholik w swoim zdrowieniu. Mam na myśli wypowiedzi na temat
wszelkiego
rodzaju narkotyków. Mam na myśli wypowiedzi na temat
potomstwa i wewnętrznego bachora.
Mam na myśli raczej wypowiedzi na temat życia po
terapii niż alkoholizmu i programu zdrowienia, jaki został mi dany
przez
uczestników AA. Oczywiście, żadna z tych spraw nie jest
nowa, ale naprawdę
wygląda na to, że rozrosły się one zarówno pod względem
różnorodności jak i
intensywności. Dzisiaj coraz więcej osób cierpiących z
powodów różnorodnych
chorób, innych niż alkoholizm jest wysyłanych do AA.
Skutkiem jest
dezorientacja wśród uczestników AA i rozwodnienie
posłania - AA, które
przychodzący spodziewają się usłyszeć na sali mityngowej.
Minęło już ponad 40 lat odkąd AA
zetknęło się z pierwszą falą tego, co stało się wiecznym
źródłem kontrowersji.
Wówczas odpowiedź Billa
W. odwoływała
się do faktu kierowania się jedynym celem: "Trzeźwość i
wolność od alkoholu - przez nauczanie i stosowanie Dwunastu
Kroków jest
jedynym celem grupy AA"-
pisał w
lutowym numerze The Grapevine
z 1958 r. "Grupy
wielokrotnie próbowały innych działań i zawsze kończyło się
to fiaskiem.
Poznano także prawdę, że nie ma sposobu, aby z niealkoholika
zrobić uczestnika AA. Musimy ograniczyć nasze członkostwo do
alkoholików i
musimy ograniczyć działania grup AA do jednego
celu.” Jeżeli
nie będziemy trzymać się tych zasad, prawie na pewno poniesiemy klęskę.
A
jeżeli poniesiemy klęskę, nie będziemy mogli nikomu pomóc." Powyższy
cytat jest jedynie zwięzłym powtórzeniem Tradycji,
które oferują konkretne
wskazówki jak radzić sobie ze wszystkimi problemami, z
jakimi styka się AA.
Tradycja
Pierwsza jest bezpośrednim zaprzeczeniem tego, co bez przerwy podkreśla
społeczeństwo; jest to prawo jednostki. Społeczeństwo powie nam
"jesteście
najważniejsi". Terapeuci
kształtują charakter przez poprawianie poczucia własnej wartości
pacjenta,
podczas gdy AA mówi o obniżaniu ego.
Tradycja
Pierwsza jednoznacznie mówi nam, że nie my jesteśmy
najważniejsi. W żaden
sposób nie oznacza to, że jednostka nie ma żadnego
znaczenia, jedynie to, że
ważniejsza jest grupa.
Jest
to wynik tego, że w 1935 r.
dwóch alkoholików odkryło,
że dzięki rozmawianiu o problemie z piciem i identyfikacji,
udało im się
osiągnąć to, co wcześniej było niemożliwe. Byli w stanie zachować
trzeźwość.
Zanieśli posłanie do trzeciego alkoholika i on także potrafił zachować
trzeźwość. Od
tego prostego początku wywodzi się program Anonimowych
Alkoholików.
Wówczas był tym samym, czym jest obecnie jeden alkoholik
pomaga drugiemu. Bez
pomocy drugiej osoby, widoki na przyszłość są marne; w jedności robimy
rzeczy
niemożliwe. Nasze
wspólne dobro musi być najważniejsze.
Pojedynczym
najważniejszym czynnikiem w tworzeniu jedności jest wspólna
praca nad
rozwiązywaniem naszego wspólnego problemu - alkoholizmu.
Kiedy
jakaś osoba na mityngu przedstawia się
jako alkoholik
i ktoś tam jeszcze, w ten sposób stwierdza, że w pewnym
sensie jest inna niż
pozostałe znajdujące się na sali osoby.
Jest to
naruszenie ducha jedności i naszego wspólnego celu. Nowo
przybyły,
który zachowuje się w ten sposób może nie znać
naszych Tradycji.
Jednakże,
odpowiedzialnością uczestników jest wyjaśnienie mu w duchu
miłości, że AA
zajmuje się tylko alkoholizmem i w duchu tolerancji i
współpracy skierowanie
takiej osoby do odpowiedniej wspólnoty czy
instytucji, które zajmują się
problemami, jakie ta osoba ma. Oczywiście, przez cały czas uczestnicy
powinni
podkreślać, że ta osoba jest mile widziana, by realizować program
zdrowienia AA
z alkoholizmu.
Tradycja
Trzecia podkreśla, że
jedynym warunkiem przynależności jest pragnienie zaprzestania picia..W
dłuższej formie mowa jest o tym, że naszymi uczestnikami powinni być ci
wszyscy, którzy cierpią z powodu alkoholizmu. Czy z tego
wynika, że AA chce się
kogokolwiek pozbyć?
Nie
sądzę. Prawdę powiedziawszy, stwarza to sytuację, w której
dominuje chęć
połączenia. O ile ktoś ma chęć zająć się swoim problemem z piciem, nie
ma
znaczenia, jakie inne problemy jeszcze posiada. Nie ma
znaczenia jego rasa, pochodzenie społeczne i środowisko.
AA powita go. Kiedy przyszedłem do AA, powiedziano mi, że swoją
łopatę czy aktówkę mam zostawić za salą.
Powitano mnie jako
alkoholika pragnącego zdrowieć. Kim lub czym
byłem, nie miało znaczenia.
Takie powitanie wyłącznie jest
dostępne dla każdego na mocy
Tradycji Trzeciej. Wkrótce odkryłem, że grupa nie zajęła
się wszystkimi moimi
problemami, tak jak nie zajmowała się problemami całego świata. Ta
prostota
była zarówno podnosząca na duchu, jak i uspokajająca.
Tradycja
Piąta mówi "Każda
grupa ma jeden główny cel: nieść posłanie alkoholikowi,
który wciąż jeszcze
cierpi". Jest to
bardzo przejrzyste i niedwuznaczne stwierdzenie, Do kogo niesiemy nasze
posłanie? Do świata? Do tych, którzy są uzależnieni
od czegokolwiek, czy to
będą narkotyki, jedzenie, seks, hazard, itd.?
Tradycja
Piąta mówi nam dokładnie, do kogo nieść posłanie. Błędem
jest założenie, że
wszyscy potrzebują Anonimowych Alkoholików. Jedynie
alkoholicy potrzebują
Anonimowych Alkoholików. Zajmujemy się tylko jednym
problemem - alkoholizmem.
Ponieważ zajmujemy się tylko jednym problemem, nie ma żadnych
czynników
zakłócających i możemy swobodnie nieść posłanie zdrowienia z
alkoholizmu
najlepiej, jak potrafimy. Broszura "Grupa AA" stwierdza, że: "Błędne
jest robienie aluzji lub stwarzanie wrażenia, że Anonimowi Alkoholicy
rozwiązują inne problemy lub wiedzą, co zrobić z uzależnieniem od
narkotyków".
Na
pewno nie brakuje nam wskazówek na temat tego, jaki jest cel
AA. A mimo to
niektórzy bardziej krzykliwi mówcy, domagający
się zmiany wewnątrz AA twierdzą,
że są uczestnikami Anonimowych Alkoholików. Pewien uczestnik
piszący dla
"Głosu wsi" twierdzi, że w Tradycji Piątej znajduje się wada,
wynikająca z ograniczeń czasu swego powstania. Z tym stwierdzeniem
nierozerwalnie związana jest sugestia, że główny cel AA jest
zbyt wąsko
określony i nie pasuje do czasów
w jakich żyjemy.
Niestety, jest to ledwie jeden z wielu głosów
wypowiadających się przeciwko
sposobowi, w jaki AA zajmuje się swoimi sprawami. Promują oni hasło, że
AA musi
się zmienić i pozwolić, aby uczestnikami AA zostawały osoby mające
problemy
inne niż alkohol. Są za wypowiadaniem się na dowolne tematy, nie tylko
alkoholizmu, podczas mityngów AA. Podkreślają autonomię
grup, nie wspominając
nic o odpowiedzialności grupy w sprawach dotyczących AA jako
całości. Robią to twierdząc, że jest to konieczne do przetrwania AA.
Dyskutują
na temat poufnych informacji o AA na stronach internetowych i otwartych
grupach
dyskusyjnych. Co
takiego stało się z duchowymi zasadami i sumieniem grupy?
A co z tym ponad 2,5 milionem
alkoholików, którzy są
trzeźwi, ponieważ AA jest jakie jest? Napisane zostało, że największe
zagrożenie dla przetrwania AA nadejdzie z wewnątrz. Jest to
równie prawdziwe
dzisiaj jak wtedy, kiedy to napisano. Ale są również wpływy
z zewnątrz z jakimi AA
musi się zmierzyć.
Największy wpływ ma niewątpliwie przemysł
terapeutyczny i jestem przekonany, że jest to przemysł jak
pozostałe -
usługowy. Posiada on budynki i zatrudnia ludzi. Chociaż wielu z tych
ludzi może
być naprawdę dobrymi ludźmi i mieć dobre nastawienie do AA, to nadal są
to
pracownicy. Jak w każdym przemyśle liczą się pieniądze i rezultaty.
Aby osiągnąć lepsze rezultaty, ośrodki terapeutyczne i
przychodnie,
które tworzą ten przemysł, bez przerwy wysyłają ludzi z
problemami innymi niż
alkohol do AA. Mówią ludziom, że cierpią z powodu
nadużywania substancji bądź
chemicznego uzależnienia. Alkoholizm jest wrzucany do tych kategorii i
z powodu
sukcesu programu AA ludzi wysyła się do AA, obojętnie czy są
alkoholikami czy
nie. Postępując w ten sposób, okazują w najlepszym razie
wyraźny brak
zrozumienia lub w najgorszym razie całkowite lekceważenie
Wspólnoty AA.
Postępując w ten sposób wyrządzają krzywdę swoim klientom i
AA.
Czy my w AA możemy ignorować groźbę
dla Wspólnoty AA ze strony wszechobecnych i kontrowersyjnych
kwestii związanych
z problemami innymi niż alkohol? Jeżeli nic nie zrobimy, czy problem po
prostu
zniknie? Nie sądzę, aby kiedykolwiek zniknął, dopóki będą
ludzie chcący
ignorować Tradycje. W epoce dźwięku i obrazu, czytanie literatury AA
wydaje się
być zadaniem ponad siły nowo przychodzących. Zadanie radzenia sobie z
problemem
zaczyna się ode mnie. Jeżeli siedzę na mityngu
podczas gdy
łamane są dwie lub trzy Tradycje i nic nie robię, to jak mogę
powiedzieć, że
naprawdę kocham AA? Jeżeli w swojej wypowiedzi nie mówię,
jaką rolę w moim
zdrowieniu odgrywają Tradycje i służba, wówczas tylko
częściowo niosę posłanie.
Dużo dobrej roboty wykonują nasi powiernicy oraz Komisje Informacji
Publicznej
i Współpracy z Profesjonalistami, aby stworzyć świadomość
wyłączności naszego
celu w społeczeństwie i wśród wszystkich
publicznych lub prywatnych
instytucji, które zajmują się alkoholikami. Dobrym
posunięciem naszych
zaufanych sług było wybranie tematu "Nasz
jedyny cel - kamień węgielny AA" na 54 Konferencję Krajową.
Artykuły w The Grapevine i
artykuły pisane przez naszych powierników niealkoholików
pomagają z powrotem skoncentrować się na naszym
głównym celu.
W przededniu 70 rocznicy powstania
AA pora, abym odświeżył sobie Deklarację odpowiedzialności i aby
wszyscy
uczestnicy Anonimowych Alkoholików zadbali o
zapewnienie tego, że posłanie
niesione do alkoholika, który wciąż jeszcze cierpi, jest
posłaniem AA
wyzdrowienia, nie rozcieńczonym, niezmienionym i nienaruszonym.
John
H. – Irlandia
Dzielimy
się doświadczeniem a nie zarządzamy w służbach
Jestem
wdzięczny za istnienie wspólnoty AA. Za to, że mogę być tu
dzisiaj
razem z wami. Witałem już wielu znajomych, innych spotykam po raz
pierwszy. To
radosne uczucie być razem; cieszy mnie niezmiernie, gdy powiększa się
nasz
wspólny krąg przyjaciół.
Uważam, że
przyjaźń we Wspólnocie to potężna siła.
- Większa
od nałogu.
Przyznam
szczerze, że temat
Konferencji Służby Krajowej 2007 - Dzielimy
się doświadczeniem a nie zarządzamy w służbach - nie
zaskoczył mnie
specjalnie. Już od kilku lat mogę zaobserwować, że Konferencja pragnie
znaleźć
właściwe sobie miejsce w naszej wspólnocie, a przy tym
wyraźnie zaczęła
podkreślać duchowy sposób działania. Chcemy
odczytać nasze wspólne sumienie. W nim wielu z nas widzi
najwyższą władzę, inni
widzą wolę Boga. Jestem wśród nich.
Dzisiejszy
temat dotyczy służb, a raczej sposobu pełnienia służby. To
chyba najmniej znana część Programu AA. Jest ona opisywana w wielu
ulotkach,
ale najwięcej wiadomości możemy odczytać w Poradniku i Koncepcjach
Służb.
Niestety do tej pory nie mamy tej pozycji oficjalnie wydanej. I nie
jest to
wynik opieszałości BSK, raczej widzę tu obraz troski o rzetelne
przygotowanie
publikacji. Chyba ostatnio w tej sprawie coś nareszcie się ruszyło.
Oczywiście
każdy członek AA może mieć swoją własną definicję, ale dla mnie
Koncepcje
Służb są swoistymi Krokami i Tradycjami skierowanymi jednak tym razem
do tych z
nas, którym rozwój osobisty pozwolił na pełnienie
służb, a których postawa
znalazła potwierdzenie w zaufaniu, że wykonując zadania dla
wspólnoty nie będą
rezygnować z zasad AA.
Widzę tu
pewne wskazanie. O ile Kroki wskazują, co robić
aby nie pić, a Tradycje sugerują utrwalanie trzeźwości
przez podjęcie
aktywności na rzecz naszego wspólnego dobra, czyli podjęcie
służby, to
Koncepcje mówią nam jak
te służby wykonywać, aby swoim zachowaniem nie wprowadzać
kłopotliwego
zamętu w życie naszej wspólnoty.
Na początek
sięgnę do własnych doświadczeń. Do dziś nie wiem, czemu
zacząłem pomagać przy myciu szklanek. Ale
to było to!!! Dzięki rozmowom przy sprzątaniu mogłem spojrzeć
ciut
dalej niż czubek swego nosa. Zobaczyłem wielu
przyjaciół zaangażowanych w
prace przy przygotowaniu mojego mityngu. Co więcej, najczęściej byli to
przyjaciele, którzy imponowali mi swoim zachowaniem. Mieli
to, co ja chciałem dla siebie - Pogodę ducha i zadowolenie. Każdy z
nich
podkreślał, że to służba pomaga mu utrzymywać codzienną trzeźwość.
Nie mogło być
inaczej. Szybko podjąłem służbę herbatkowego,
potem byłem pierwszym w grupie kolporterem, a następnie prowadzącym
mityng.
Nikt mi niczego nie nakazywał, nie zarządzał, działał
przykład przyjaciół. O ile kończyłem jakąś służbę
to zaraz podejmowałem się
drugiej albo powierzano mi następną.. Przyniosło to nieoczekiwane
efekty. Po
pierwsze obsesja picia odchodziła w zapomnienie, a po drugie: Kolejne
służby pozwoliły mi przekonać się, że AA ma do zaoferowania dużo więcej
niż w
swojej naiwności dostrzegałem. Z całą mocą ujawnił się bezmiar mojej
arogancji.
Kiedy przed
laty narzuciłem półtoragodzinny scenariusz mityngu, spotkał
się on z absolutnym niezrozumieniem członków grupy. Nastąpiły
niesnaski, odchodzili członkowie a wraz z nimi zaufanie i wiara. Zdałem
sobie
sprawę, że moje bezpardonowe próby zmian mogą zniszczyć
grupę. To nic, że
dzisiaj wiele grup pracuje według wtedy opracowanego scenariusza. Ale w
tamtych
czasach był on tylko zarzewiem kłótni. Straciłem zaufanie
grupy; mogłem odejść
i pewnie zacząć pić, bo niewiele już brakowało albo - dostosować się do
duchowych zasad AA. Poddałem się sumieniu grupy. W taki
sposób praktycznie dowiedziałem
się, że w AA mogę być tylko sługą. Że nie jest dobre narzucanie swojej
woli
innym, nawet w dobrym celu, że lepiej
będzie jeśli poznam i
wypełnię wolę wobec siebie.
A potem było
jeszcze wiele znaczących momentów, które
pozwoliły mi na
pełniejsze zrozumienie roli sumienia grupy
jako
najwyższej władzy w każdej ze struktur AA, począwszy od grupy aż do
Konferencji
włącznie. Co
ciekawe, również w mojej rodzinie sprawdziła się władza
sumienia domowników.
Nie jest dobra dyktatura jednej
osoby, bo zawsze pozostaną
poranieni.
Oddajmy
teraz głos współzałożycielowi naszej wspólnoty
Billowi W., który tak pisze w
styczniu 1947r. w artykule pt.:
Czy
AA będzie miało własny rząd
? zawartym
w książce
JĘZYK SERCA /przekład nieautoryzowany/:
... żadna istota ludzka nie mogła
panować nad
obsesją picia alkoholika, jego pragnieniu robienia rzeczy po swojemu; przychodząc
do AA możemy, i z radością to czynimy, poddać się woli Boga.
Stąd nic dziwnego, że jedyną prawdziwą władzą, którą można
znaleźć w AA, jest
ta, oparta na duchu. Nie
jest to
nigdy władza osób.
…Na
pewno ja mogę czynić te stwierdzenia z dużą śmiałością / - to
oczywiście nadal słowa Billa/.
Ja też, w swoim czasie próbowałem rządzić w AA. Z każdym
razem, gdy usilnie
próbowałem, byłem wykrzyczany; w rzeczy samej tak głośno, że
przy niektórych
okazjach wyglądało na to, że byłem przeznaczony do szybkiego i pewnego
wyklęcia!
Uff!!!
Ciężkie słowa. Ale wróćmy na nasze podwórko.
Kiedyś, na zakończenie
spotkania zespołu ds. literatury w naszym Regionie, na
którym podjęliśmy się
organizacji warsztatów na temat służby mandatariusza, padło
pytanie. - Kogo
dotyczą podjęte przez nas zadania? Czy wszyscy muszą się dostosować do
przez
nas podjętych tematów? Odpowiedź mogła być jedna.
My,
jako członkowie zespołu wspólnie uświadomiliśmy sobie, że w
zgodzie z
Tradycjami, zorganizowanie tego warsztatu pomoże wszystkim
zainteresowanym
członkom AA lepiej zrozumieć działanie naszej wspólnoty.
W
tym miejscu chcę podzielić się kolejnym bardzo osobistym
doświadczeniem. Do
każdego warsztatu czułem się dobrze przygotowany, miałem nawet błyski
przekonań, że moja świadomość daleko przekracza świadomość innych
uczestników.
Przecież napisałem już kilka tekstów, sporo się naczytałem,
od lat uczestniczę
w różnych działaniach służb. Takie przekonanie mogłem żywić
jedynie do momentu
rozpoczęcia zajęć. Już pierwsze wypowiedzi przyjaciół szybko
rozwiewały moje
mrzonki. Okazało się, że gdy
w
grupie ludzie dzielą się doświadczeniami, nikt nie jest na tyle mądry,
aby nie
mógł nauczyć się czegoś więcej. Tylko
pytanie, czy chce? Ja chciałem. Inny punkt widzenia prezentowany przez
przyjaciół pozwolił
mi ujrzeć przestrzeń,
której do
tej pory nie brałem pod uwagę. Przy okazji przekonałem się, że sam dla
siebie
jestem jeszcze „nauczalny”.
Wydaje mi się, że właśnie możliwość nieustannej nauki życia jest
najwyższą
nagrodą za udział w służbach. A może po prostu
– co
dwie głowy, to nie jedna? Warto o
tym
pamiętać.
Z
chwilą wyboru do służb często pojawia się kolejny problem. Podjąć się
służb to
jedno, ale jak ją wykonywać? Czy realizować własne wyobrażenia czy może
skorzystać z doświadczeń poprzedników? – Ci z nas,
którzy od jakiegoś
czasu byli zaangażowani w służby, czuli się zobowiązani do czytania
nieautoryzowanego przekładu poradnika służb. Lektura już pierwszych
stron mogła
przerazić. Wielu z przyjaciół protestowało: „To
nie dla nas – niech
inni to robią”. „To nas nie dotyczy, my inaczej
pracujemy”
Jasne,
że inaczej.
Zobaczmy co się dzieję!!!
Jeśli grupa albo inna
jednostka struktur AA zerwie kontakty ze źródłami,
najczęściej zaczyna
podejmować się zadań nie związanych
z AA. Tworzy się
wyraźna pożywka dla powstawania lokalnych autorytetów
kierujących się bardziej
własnymi zasadami niż AA. Funkcjonuje zarządzanie a dla grupy często
błądzenie.
Zapomina się, że służby wymagają zupełnie
innego podejścia do tematu niż tylko osobiste wyobrażenia. Ma decydować
wspólne
sumienie a nie wola któregoś z aktywistów.
Dla
mnie osobiście służby okazały się bardzo
praktycznym sposobem poznawania woli wobec siebie,
choć równocześnie do dziś brzęczą mi w uszach słowa
– Możesz
postępować jak tylko chcesz, ale my w AA robimy zgodnie z naszym wspólnym
sumieniem, zgodnie z zasadami
AA.
Temat
dzisiejszej Konferencji - Dzielimy
się doświadczeniem a nie zarządzamy w służbach – przypomina
mi bezlitosny fakt. Jako zarządzający swoim życiem, na swoich
warunkach, nie
zdałem egzaminu - osiągnąłem dno. Jedyne co mi
zostało to doświadczenia,
które prowadzą do upadku. Dziś wiem, czego mam się
wystrzegać. Przede wszystkim
alkoholu. I tym mogę dzielić się z innymi. Próbowałem wielu
dróg, ale dopiero połączenie
własnych pragnień z celami wspólnoty AA zaczęło
przynosić pogodę ducha. To kolejne doświadczenie, którego
nie wolno mi pomijać.
A
co z pragnieniem zarządzania? Czyżby Program AA zmienił nas w świętych?
To nie o to chodzi. Jak to często bywa - odpowiedź znalazłem przez
uczestnictwo
w warsztatach, tym razem Koncepcji Służb.
Uświadomiłem
sobie, że doświadczenia
zawarte w grupie są daleko bogatsze niż pojedynczego członka.
Prowadzą do trzeźwości, podczas gdy w przypadku samodzielnych działań
nie
zawsze tam zmierzają. Ta sama relacja dotyczy
intergrupy,
która jest skarbnicą doświadczeń dla
grup, a region dla intergrup.
Za każdym razem
osiągnięcie sukcesu w AA wiąże się z przyjęciem sposobu myślenia i
działania
opartego o wszystkie trzy Legaty. To wyraźnie zachęca do korzystania z
doświadczeń poprzedników. Wypracowaniem
inicjatyw dla naszych służb mając na uwadze zgodność z Tradycjami i
Koncepcjami
zajmują się
Powiernicy służb krajowych, członkowie Rady Fundacji BSK. Są nie tylko
bankierami doświadczeń, ale również prowadzą sprawy
finansowe. Dzięki
współpracy ze służbami na całym świecie ich sposób
oglądania naszej wspólnoty jest daleko większy niż widziany
z poziomu grupy. To
dla wszystkich jest chyba zrozumiałe. Może
dlatego
szczególnie powierników obowiązuje zasada - Chcesz
przewodzić, pierwej naucz się słuchać. Ale i oni mogą
usłyszeć wołanie dopiero wtedy, gdy ktoś do nich mówi. Gdy
grupa czy intergrupa
ogranicza kontakty z powiernikami to niebezpieczny
sygnał. Grozi zboczeniem z kursu zasad AA.
Dlatego tak
ważne jest aby do każdej grupy dotarł głos naszych
powierników. Właśnie
Koncepcje przypominają, że jeśli
swoją
aktywność skierujemy na zadania wskazywane przez powierników
nie grozi nam
zagubienie celu wspólnoty. Mam
nadzieję, że w tej wypowiedzi można było odnaleźć kilka osobistych
doświadczeń,
które są dla mnie drogowskazem postępowania. Ale wyznam, że
marzy mi się
jeszcze jedno. Chodzi o to, aby żaden alkoholik nigdy nie stawał
przeciwko drugiemu.
Szczególnie
Konferencja
to miejsce porozumienia a nie konfrontacji. Nie zaznamy spokoju
zaostrzając
podziały.
Tylko spokój pozwala
zobaczyć pozytywne cechy odmiennych postaw.
Przypomnijmy
sobie, nasza wspólnota opiera się na programie duchowym.
Jesteśmy wyraźnie
zachęcani do skierowania naszego zainteresowania na potrzeby innych. Tu
nie ma
już miejsca na egoizm i prywatę. Jest za to dużo szans na pogodę ducha,
o
której całe życie marzyliśmy.
Jeszcze
tylko kilka słów. Pozostaje mi odpowiedź na tytułowe
pytanie:
Zarządzać
czy dzielić się doświadczeniem?
Myślę,
że właściwie każdy może osiągnąć sukces w zarządzaniu swoim życiem,
jeśli tylko
nauczy się wykorzystywać sprawdzone doświadczenia. Służba to nie
teoria,
wyraźnie pokazuje proces zachodzących zmian.
W
Obietnicach możemy odczytać - … i z naszego
doświadczenia mogą skorzystać inni. Tak więc
dzielmy się naszymi doświadczeniami wzajemnie, to
nasz największy skarb. A gdy szacunek dla postaw innych zagości w
naszych
sercach to znak, że znamy odpowiedź. - Najlepszym zarządzającym jest
Bóg,
jakkolwiek wyraża się On w naszym sumieniu.. Dziękuję za uwagę.
Marek,
Warszawa, październik 2007r.
Migawka
z Konferencji w Popowie 9-11 11 2007
Z
uwagą przysłuchiwałem się wypowiedzi przyjaciela, który w
sobotni wieczór
Konferencji objaśniał tajniki Koncepcji Służb AA. To wyjątkowo obszerny
i
dodatkowo nowy temat w życiu naszej Wspólnoty. Więc nawet
się nie dziwię, że to
wymagało tyle czasu. Najciekawsze uczucie pojawiło mi się, gdy
przyjaciel
pokazał „prawie oficjalny” tekst Koncepcji, z
którego czerpał swoje
wiadomości. Ja również posiadam taki sam tekst. Wertowałem
go wielokrotnie,
jednak
treści, które przyswajałem wydawały mi się odmienne.
Decydowały osobiste
doświadczenia. Przyjaciel wiele lat aktywnie rozwijał kontakty międzynarodowe jako delegat
narodowy i możliwe, że dla niego
omawiane sprawy były zupełnie zrozumiałe. Moje doświadczenia służby
kończyły się jako
delegat Konferencji Krajowej sprzed kilku lat, od
kiedy wiele zagadnień i sposobów pracy radykalnie się
zmieniło. Dosyć mglisto
kojarzyłem sobie przedstawiane sprawy, często gubiąc wątki.
Prezentowane
struktury daleko odbiegały od najbardziej znanych mi z Regionu
Warszawa.
Równocześnie zaczynałem sobie przypominać wypowiedź jednego
z powierników kl.A
/nie alkoholik/, zamieszczoną w BOX 459, który lekturę
tekstu Koncepcji i Poradnika Służb nazwał wielkim duchowym przeżyciem.
Zdawałem
sobie sprawę, że wzajemne
relacje zamorskich struktur są mało ważne a
nawet obce dla
przeciętnego alkoholika, który nie widzi sensu ich
poznawania, lecz dając wiarę
powiernikowi czułem się zachęcony do duchowych poszukiwań.
Po pierwsze
uświadomiłem sobie, że …egocentryzm
i egoizm, koncentracja na samym sobie!.. To właśnie jest, jak sądzimy,
zasadnicze źródło naszych kłopotów /AA str. 52/.
A Koncepcje, podobnie jak Kroki i
Tradycje, mają nam pomóc uporać się z własnym EGO. Wyraz
tego znalazł się w
podtytule do mojego wstępu -
uwolnienie od egoizmu.
Drugim
zadaniem jest odczytanie i wypełnienie woli
wobec siebie. A więc trzeba uznać czyjś autorytet. Doktor Woronowicz
nazwał to
celnie – posłuchaj tego, kto lepiej wie.
Największą trudność sprawiło
mi zapamiętanie znaczenia poszczególnych Koncepcji.
Sięgnąłem do pewnych
doświadczeń. Odkąd zacząłem zapamiętywać krótkie formy
Tradycji a potem ich
poszczególne słowa, to i same Tradycje jakoś lepiej zaczęły
mi wchodzić do
głowy. Wiadomo. Autorytet – 2 Tradycja. Finanse
siódma, anonimowość
dwunasta. Z Koncepcjami było trudniej – nawet
krótkie formy z niczym się
nie kojarzyły. Pomyślałem sobie, że popróbuję je nazwać
„po
swojemu”. Tak więc
robiąc stosowne notatki
nadawałem własne komentarze:
Koncepcja
I -
zbiorowe sumienie władzą dla służb AA
Koncepcja
II -
czyli o tym,
czym jest Konferencja
Koncepcja
III -
Prawo decyzji, czyli o zasadzie wzajemnego zaufania
Koncepcja
IV -
Prawo udziału, czyli głos proporcjonalny do odpowiedzialności
Koncepcja
V -
Prawo do apelacji, czyli opinie i skargi mają być rozpatrzone
Koncepcja
VI -
czyli okulary AA
Koncepcja
VII - czyli o wzajemnym szacunku i zaufaniu,
które są niezbędne na styku władzy duchowej i prawnej
Koncepcja
VIII - czyli o tym jak zorganizować pracę,
aby nie tracić z oczu głównego celu oraz aby przy
jego realizacji nie
ugrzęznąć w szczegółach
Koncepcja
IX - czyli o tym, aby prowadząc oświetlać
drogę sobie i innym, a chcąc
przewodzić nauczyć się posłuszeństwa wobec
wspólnego sumienia i
zasad AA
Koncepcja
X - czyli o tym, by pamiętać gdzie się
zaczyna i kończy zakres praw
wynikających z pełnionej
funkcji
Koncepcja
XI - czyli o tym, aby na każdym poziomie
służb wybierać najlepszych
kandydatów gwarantujących rzetelne
wykonanie podjętych obowiązków
Koncepcja
XII - czyli o tym jak duch wspólnoty
światowej ogarnia nasze służby krajowe i regionalne
Kiedy tak
spojrzałem na powyższe zapisy, Koncepcje
stały mi się jakoś bardziej proste i bliskie.
Bliższe
wyjaśnienia mojego spojrzenia na temat Koncepcji Służb można odczytać w
felietonach umieszczonych na stronie www.mityng.org.
Pozdrawiam
pogodnie - Marek, Warszawa 12.11.2007r
Mój
Pierwszy Mityng
Kiedy
poszłam na mój pierwszy mityng - a było to siedem lat temu -
dostałam w prezencie biuletyn MITYNG.
Miałam już rok
trzeźwości i zastanawiałam się czy warto się
„męczyć”. Więc wzięłam
do ręki MITYNG i zaczęłam czytać. Pisali przyjaciele o swoich
doświadczeniach,
o tym co robili żeby
trzeźwieć. Ja byłam na tamten
czas zakręcona jak słoik dżemu i zastanawiałam się, skąd ci faceci
znają moją historię picia. Więc przeczytałam MITYNG jeszcze raz... i tu
nastąpiło oświecenie – przecież ci ludzie podają mi wskazówki
co robić, żeby trzeźwieć. Nie tylko czytając naszą aowską
literaturę, ale bezinteresownie podejmując się służb. I zaczęłam
podejmować się
służb – między innymi kolportażu.
Zaczęłam
mówić na temat biuletynu MITYNG, bo dzięki historiom
opisywanym
przez naszych przyjaciół stwierdziłam, że warto trzeźwieć
dla samej siebie.
Teraz ja też czasem daję nowicjuszom w prezencie pierwszy MITYNG. Bywa,
że coś
napiszę, dzieląc się swoim doświadczeniem.
Serdeczne podziękowania założycielom biuletynu i tym,
którzy kontynuują
służbę.
Z
radością Pogody Ducha życzy Tereska
Pozdrawiam
Serdecznie Redakcję i Czytelników MITYNGU
MITYNG dla mnie jest lekturą trzeźwienia, służenia, informacji. I nie tylko dla mnie - dużo tekstów tłumaczę na ukraiński i czytam na różnych spotkaniach, niektóre tłumaczenia z MITYNGU publikuję we lwowskim czasopiśmie. Dobra robota, dziękuję Wam za to. Pozdrawiam serdecznie i życzę przyjemnej realizacji dobrych pomysłów.
Taras
ze Lwowa
Za
krat
/przedruk
z 2001 roku/
Mam
na
imię J..., jestem alkoholikiem. Chciałbym podziękować każdemu AA;
wszystkim
sponsorom i spikerom poświęcających swój czas i energię, aby
przyjść do
więzienia i dzielić się swoim doświadczeniem, siłą, nadzieją. Dzięki
nim za
mury więzienia trafia posłanie AA. Specjalne podziękowania należą się
sponsorom
AA i spikerom, którzy odwiedzają mój zakład, z
którymi znam się od lat.
Przykład przyjaciół z
zewnątrz, którzy odwiedzają
nasze więzienne mityngi daje nam wszystkim nadzieję na lepsze życie po
odbyciu wyroku.
I choć mogę mówić tylko za siebie, jestem pewien, że reszta
chłopaków tutaj
podziela to moje odczucie. Ci ludzie z AA nie żartują, nie
próbują nam wcisnąć,
że wszystko jest "usłane różami" tam, gdzie nie jest. Ale są
zadowoleni ze swego losu, przygotowani do stawienia czoła każdej
okoliczności,
która zdarza się w codziennym życiu.
Czas mija. Na
miejsce dawnych przyjaciół AA pojawiają się kolejni
umożliwiając nam w ten sposób odbywanie dwóch
mityngów AA tygodniowo. Mówią, że
można więcej... Gorące podziękowania im wszystkim.
Tak wiele życia
spędziłem w więzieniu, że już prawie zapomniałem, jak
wygląda świat za kratą. Jedno, co pamiętam, to wypitka, kobiety, hazard
i
oczywiście zbrodnię; ale gdy widzę tych, którzy przychodzą
na nasze mityngi, to
mam ochotę doczekać zrelaksowanego, szczęśliwego życia; nawet jeśli z
pewnymi
problemami - są możliwe do poradzenia sobie
! Ale
muszę nauczyć się aby w
przypadkach niepowodzeń nie
sięgać po pierwszy kieliszek. To początek.
To jest
główne przesłanie, które dostaję z przykładu AA i
to sączy we
mnie nadzieję, że też mogę wyjść tam, na zewnątrz i doświadczyć tej
samej
pogody ducha, odwagi i mądrości, którą widzę na mityngach
AA. Dzięki dla mojej
Siły Wyższej i dla AA.
pozdrawiam, J...
Otwarte!
Na
mityngu, gdzieś w oddali,
wdzięczni
alkoholicy się spotkali.
Przy świecy program realizują,
mimo
że
święta - wciąż nad nim pracują.
Do drzwi jacyś goście właśnie się zbliżają.
Któż może wiedzieć, czego tu
szukają -
nadal
cierpiący do drzwi niepewnie stuka
a
za nim Al-Anonka
cierpliwie czegoś szuka,
dzieci
alkoholika też tu przydreptały
i
sympatyka
Wspólnoty ze sobą zabrały.
Stukają
...
i
na
odpowiedź czekają.
A na mityngu buzie trzeźwe, uśmiechnięte.
Co odpowiedzą?
Że zamknięte!?
W przededniu 70 rocznicy powstania
AA pora, abym odświeżył sobie Deklarację odpowiedzialności i aby
wszyscy
uczestnicy Anonimowych Alkoholików zadbali o
zapewnienie tego, że posłanie
niesione do alkoholika, który wciąż jeszcze cierpi, jest
posłaniem AA
wyzdrowienia, nie rozcieńczonym, niezmienionym i nienaruszonym.
John
H. – Irlandia
Dzielimy
się doświadczeniem a nie zarządzamy w służbach
Jestem
wdzięczny za istnienie wspólnoty AA. Za to, że mogę być tu
dzisiaj
razem z wami. Witałem już wielu znajomych, innych spotykam po raz
pierwszy. To
radosne uczucie być razem; cieszy mnie niezmiernie, gdy powiększa się
nasz
wspólny krąg przyjaciół.
Uważam, że
przyjaźń we Wspólnocie to potężna siła.
- Większa
od nałogu.
Przyznam
szczerze, że temat
Konferencji Służby Krajowej 2007 - Dzielimy
się doświadczeniem a nie zarządzamy w służbach - nie
zaskoczył mnie
specjalnie. Już od kilku lat mogę zaobserwować, że Konferencja pragnie
znaleźć
właściwe sobie miejsce w naszej wspólnocie, a przy tym
wyraźnie zaczęła
podkreślać duchowy sposób działania. Chcemy
odczytać nasze wspólne sumienie. W nim wielu z nas widzi
najwyższą władzę, inni
widzą wolę Boga. Jestem wśród nich.
Dzisiejszy
temat dotyczy służb, a raczej sposobu pełnienia służby. To
chyba najmniej znana część Programu AA. Jest ona opisywana w wielu
ulotkach,
ale najwięcej wiadomości możemy odczytać w Poradniku i Koncepcjach
Służb.
Niestety do tej pory nie mamy tej pozycji oficjalnie wydanej. I nie
jest to
wynik opieszałości BSK, raczej widzę tu obraz troski o rzetelne
przygotowanie
publikacji. Chyba ostatnio w tej sprawie coś nareszcie się ruszyło.
Oczywiście
każdy członek AA może mieć swoją własną definicję, ale dla mnie
Koncepcje
Służb są swoistymi Krokami i Tradycjami skierowanymi jednak tym razem
do tych z
nas, którym rozwój osobisty pozwolił na pełnienie
służb, a których postawa
znalazła potwierdzenie w zaufaniu, że wykonując zadania dla
wspólnoty nie będą
rezygnować z zasad AA.
Widzę tu
pewne wskazanie. O ile Kroki wskazują, co robić
aby nie pić, a Tradycje sugerują utrwalanie trzeźwości
przez podjęcie
aktywności na rzecz naszego wspólnego dobra, czyli podjęcie
służby, to
Koncepcje mówią nam jak
te służby wykonywać, aby swoim zachowaniem nie wprowadzać
kłopotliwego
zamętu w życie naszej wspólnoty.
Na początek
sięgnę do własnych doświadczeń. Do dziś nie wiem, czemu
zacząłem pomagać przy myciu szklanek. Ale
to było to!!! Dzięki rozmowom przy sprzątaniu mogłem spojrzeć
ciut
dalej niż czubek swego nosa. Zobaczyłem wielu
przyjaciół zaangażowanych w
prace przy przygotowaniu mojego mityngu. Co więcej, najczęściej byli to
przyjaciele, którzy imponowali mi swoim zachowaniem. Mieli
to, co ja chciałem dla siebie - Pogodę ducha i zadowolenie. Każdy z
nich
podkreślał, że to służba pomaga mu utrzymywać codzienną trzeźwość.
Nie mogło być
inaczej. Szybko podjąłem służbę herbatkowego,
potem byłem pierwszym w grupie kolporterem, a następnie prowadzącym
mityng.
Nikt mi niczego nie nakazywał, nie zarządzał, działał
przykład przyjaciół. O ile kończyłem jakąś służbę
to zaraz podejmowałem się
drugiej albo powierzano mi następną.. Przyniosło to nieoczekiwane
efekty. Po
pierwsze obsesja picia odchodziła w zapomnienie, a po drugie: Kolejne
służby pozwoliły mi przekonać się, że AA ma do zaoferowania dużo więcej
niż w
swojej naiwności dostrzegałem. Z całą mocą ujawnił się bezmiar mojej
arogancji.
Kiedy przed
laty narzuciłem półtoragodzinny scenariusz mityngu, spotkał
się on z absolutnym niezrozumieniem członków grupy. Nastąpiły
niesnaski, odchodzili członkowie a wraz z nimi zaufanie i wiara. Zdałem
sobie
sprawę, że moje bezpardonowe próby zmian mogą zniszczyć
grupę. To nic, że
dzisiaj wiele grup pracuje według wtedy opracowanego scenariusza. Ale w
tamtych
czasach był on tylko zarzewiem kłótni. Straciłem zaufanie
grupy; mogłem odejść
i pewnie zacząć pić, bo niewiele już brakowało albo - dostosować się do
duchowych zasad AA. Poddałem się sumieniu grupy. W taki
sposób praktycznie dowiedziałem
się, że w AA mogę być tylko sługą. Że nie jest dobre narzucanie swojej
woli
innym, nawet w dobrym celu, że lepiej
będzie jeśli poznam i
wypełnię wolę wobec siebie.
A potem było
jeszcze wiele znaczących momentów, które
pozwoliły mi na
pełniejsze zrozumienie roli sumienia grupy
jako
najwyższej władzy w każdej ze struktur AA, począwszy od grupy aż do
Konferencji
włącznie. Co
ciekawe, również w mojej rodzinie sprawdziła się władza
sumienia domowników.
Nie jest dobra dyktatura jednej
osoby, bo zawsze pozostaną
poranieni.
Oddajmy
teraz głos współzałożycielowi naszej wspólnoty
Billowi W., który tak pisze w
styczniu 1947r. w artykule pt.:
Czy
AA będzie miało własny rząd
? zawartym
w książce
JĘZYK SERCA /przekład nieautoryzowany/:
... żadna istota ludzka nie mogła panować nad obsesją picia alkoholika, jego pragnieniu robienia rzeczy po swojemu; przychodząc do AA możemy, i z radością to czynimy, poddać się woli Boga