MITYNG 02/128/2008
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
Siła Większa
Niby wszystko wokoło dzieje się
przypadkiem. Trudno czasem pojąć dlaczego…
Dlaczego to właśnie ja stałem się alkoholikiem? Kto lub co jest temu winne?
Pretensja i żal nie wiadomo do kogo. Dlaczego inni
piją i nic - nie zostali alkoholikami. Pomału rodzi
się w nas wiara w mądrość grupy i jej autorytet. Wreszcie komuś zaczynamy ufać.
Po tym pierwszym etapie zdrowienia przychodzi
fascynacja tymi, którzy są długo w AA. Autorytety! Oni wyróżniają się Pogodą
Ducha. Im się udało. Trudno poznać, że są alkoholikami. Uporządkowali swoje
życie rodzinne. Są spójni. To co robią i mówią jest
jednolite. Nie widać w nich fałszu. Są życzliwi i nie uszczypliwi. Nie kpią i
słuchają nawet jeśli trujemy. Po prostu chce się przy
nich być, naśladować. Wręcz pochłania się i cytuje potem ich wypowiedzi. Często
są wybierani na sponsorów. W grupach AA, spotykamy ich, są filarem, ale nie
dyktatorem. Siadają z boku, wiele nie mówią, ale spoglądamy na nich jak
reagują. W ich poczynaniach widać jakiś klucz. Zasady. Czujemy się przy nich
bezpiecznie. Nie krytykują, nie pouczają nikogo. Przyciągają swoim magnetyzmem.
Czasem wtrącą coś, co jest rewolucją naszych dotychczasowych poglądów. Stajemy
się lepsi. Poddajemy się, zaczynamy wygrywać i mniej nam zależy żeby być w
centrum. Zaczynamy akceptować, włączać się w służby i coraz mniej żądać. Życie
w trzeźwości nie jest łatwe, może chwilami trudniejsze. Widać popełniane przez
lata te same błędy. Ujawniają się niedostrzegane krzywdy i skrzywdzeni ludzie.
To czasem bolesna prawda.
Po co to wszystko - może czasem pytasz jak ja? Z
religią jestem na bakier. Nigdy nie wiem kiedy, kto i
w jakiej kolejności pójdzie do piekła, nieba czy czyśćca. Ale zaczynam wierzyć,
że to wszystko ma jakiś sens. Być może dano nam za życia łaskę pokuty i odkupienia.
Dobrze będzie, bo jak ma być? Gorzej już chyba było!
Lechu02
Dlaczego z
„koszyka”?
W pierwszych dniach grudnia 2007 roku gościła w BSK AA w Warszawie
delegacja Biura z Nowego Yorku. Była więc okazja, aby porozmawiać o Koncepcjach Służb,
wymienić się doświadczeniami, a przede wszystkim poznać się wzajemnie. Mieliśmy
możliwość usłyszeć o tym jak struktury służb AA pomagają zrozumieć zawiłości
Programu AA i jak realizować go w różnych momentach służby. Wiele tematów
krążyło wokół Konferencji i działalności Biura. Podkreślana była jego
profesjonalność, czego obrazem niech będzie korzystanie przez pracowników Biura
ze specjalnych doradców prawnych. Podkreślano, że trudno by sobie wyobrazić
jakiekolwiek decyzje Zarządu Biura bez udziału zawodowych doradców oraz
powierników klasy A. Sprawy są zbyt poważne aby
kierować się emocjami tak częstymi w życiu alkoholika.
Niektóre doświadczenia postawiły pod znakiem zapytania moje dotychczasowe
poglądy.
Wśród wielu pytań do naszych gości najbardziej utkwiła mi w pamięci
odpowiedź o sposób kierowania delegatów do Komisji Konferencji.
Usłyszałem, że delegaci do poszczególnych Komisji Konferencji są kierowani
na podstawie losowania „z koszyka”. Niby proste, ale szalenie
pouczające.
W wyjaśnieniu mogliśmy usłyszeć, że we Wspólnocie AA wierzymy w działanie
Siły Wyższej. Wybrani
losowo delegaci stają się „początkującymi” w swojej
komisji. Nikt nie oczekuje mądrych ani przygotowanych, a wymaganym kryterium
jest raczej uczciwość, otwarty umysł i pragnienie rozwoju. Potwierdzeniem
otwartości oraz przyznaniem się do statusu początkującego (czy nie jest to
czasem obrazem bezsilności?) jest prośba do poprzednika aby
pozostał jego sponsorem i pomagał w pełnieniu służby. Słowa dyrektora GSO Grega nie pozostawiały wątpliwości - nie wyobraża sobie
dobrze pełnionej służby bez sponsorowania. On również korzysta z uwag swojego
sponsora. Nikt we wspólnocie nie musi być samotny jeśli
nauczy się prosić o pomoc.
Właśnie okres służby pod okiem sponsora uczy „jak stosować te zasady
we wszystkich poczynaniach”; uczy jak stawać się lepszym.
Wielką niespodzianką dla mnie było również to, że Dorothy
usłyszawszy o zamierzonym cyklu warsztatów na temat Koncepcji stwierdziła
jednoznacznie – lepiej będzie jeśli zamiast
organizowania warsztatów zastanowimy się bardziej co jest zawarte w
Koncepcjach, jakie tam stoją zadania, a Greg dodał,
że aby zrozumieć Koncepcje należy mieć w sercu szczególnie Koncepcję I i XII.
Długo rozmawialiśmy na temat samowystarczalności. Ciekawym dla mnie
rozwiązaniem kłopotów z brakiem funduszy było kierowanie do grup listy zadań
wykonywanych przez Biuro z
zapytaniem, które z nich kontynuować a które zaprzestać. Zgodnie
z I Koncepcją grupy ponoszą całkowitą odpowiedzialność za działania, które jako
całość wspólnota uznała za niezbędne. Tak więc
pozytywną odpowiedzią grupy jest świadome zwiększenie datków. To jej
odpowiedzialność oraz obraz przynależności do AA. Dobrze jest gdy grupy
świadomie opłacają
utrzymanie swoich służb. Z takiego spojrzenia wynika mi specjalna
odpowiedzialność delegatów w szerzeniu świadomości wspólnotowej w grupach. Do nich
należy informowanie o zadaniach wykonywanych przez Biuro. Ich zaangażowanie
wyraźnie wpływa na ofiarność grup, a w konsekwencji na efektywność niesienia
posłania AA do cierpiących alkoholików. Właśnie w rosnących datkach z grup
można upatrywać wyraz zaufania do Rady Powierników, że działa w ich imieniu, że
Biuro jest orężem ich działalności.
Oczywiście w tym tekście naszkicowałem tylko kilka z wielu tematów rozmów
z naszymi gośćmi. Mam nadzieję, że kolejne artykuły uzupełnią ten obraz.
Pozdrawiam
pogodnie Marek Warszawa 2 01 2008
Sprawdzone rozwiązania
Nie
powinienem się upierać tylko naśladować sprawdzone rozwiązania.
To zrozumiałe, że kiedy poznaję czyjeś metody
rozwiązywania problemów, to mam opory w ich ufnym przyjęciu. A do swoich
rozwiązań i pomysłów podchodzę nader przyjaźnie. Taka już natura moja, taki się
po prostu urodziłem ... Z pewnością tak funkcjonowałem kiedy piłem - byłem nieufny w stosunku do
innych a beztrosko bezkrytyczny wobec siebie. To nie było dobre. Warto zatem coś na dzisiaj spróbować tu zmienić. Dojrzeć.
Zmądrzeć.
W dzieciństwie czytałem pewną książkę. Otóż
w akademii wynalazków pewien człowiek rozwieszał spodnie pomiędzy krzesłami i
do nich wskakiwał, żeby je ubrać. Był zdumiony, że są inne sprawdzone
rozwiązania. Niechętny im - trwał przy swoim...
Ile razy ja upierałem się przy swoim, trudno
powiedzieć. Z tym większą dziś uwagą nadstawiam ucha na mityngach i słucham,
jak inni działają. Z uwagą chcę też poznawać sprawdzone rozwiązania w całej
wspólnocie AA, która w innych krajach działa dziesiątki lat dłużej niż w
Polsce. Ufam,
że Siła Wyższa daje mi w ten sposób wielki potencjał.
Słucham, stosuję. Czynię to bez kompleksów i co
ciekawe – nic mnie przy tym nie ubywa.
S. AA
Mniej rozmyślania
Może takie szczegóły nie mają dziś
większego znaczenia, ale wychowywałem się w rodzinie silnie związanej z
tradycją katolicką. Byłem ministrantem, uczestniczyłem w różnych katolickich
nabożeństwach. W wieku 20 lat, kiedy zacząłem nadużywać alkoholu moje
praktyki religijne zaczęły słabnąć. Jednak w okresach niepicia starałem się
chodzić do Kościoła. Czasem bywało, że szukałem swojej drogi w różnych
wspólnotach religijnych. Nieraz, kiedy czułem się beznadziejnie po ciągu
alkoholowym, modliłem
się gorąco o pomoc.
Później nawet i to gdzieś zagubiłem...
Po latach przyszedłem do AA i zacząłem
„wchodzić” w program. Doszedłem wówczas do wniosku, że mam
powierzyć swoje życie Sile Wyższej jakkolwiek Ją pojmuję.
To, że Sile Wyższej to zrozumiałem. Ale
zacząłem się niestety zastanawiać, jak ja
pojmuję Siłę Wyższą.
Przy okazji Przekonałem się w AA, że ten 20-letni
okres mojej religijności wynikał bardziej z lęku niż mojej wiary. Bałem się, że
gdy odejdę od kościoła katolickiego to spotka mnie jakaś kara
- miałem to zakodowane gdzieś w
dzieciństwie. Dlatego też zacząłem się zastanawiać jak ja pojmuję Siłę Wyższą.
Jakiś czas temu przyszła mi do głowy taka refleksja: Jeżeli mam pieniądze i chcę je powierzyć bankowi
czy też powiernikowi giełdowemu, to najpierw sprawdzam co to za bank, czy jest
wiarogodny, itd. A tu mam powierzyć coś więcej niż pieniądze. Mam powierzyć
swoje życie. Dobrze gdybym dowiedział się komu –
nieufnie się domagałem. Ciągle rozmyślałem.
/Dlatego kiedy słyszę na mityngu, że mogę uwierzyć w klamkę -
to moje przewrażliwione ucho daje mi sygnał, że klamce to ja bym swojego życia
nie powierzył!/
Są to tylko moje spostrzeżenia i refleksje. Jednak myślę, że dają mi
one możliwość odnajdywania Siły Wyższej, której jeszcze nie pojmuję.
A może jest tak, że za dużo myślę, zamiast po prostu
uwierzyć. Może lepiej żebym zaczął stosować te proste zasady - Krok Drugi
zaczyna się przecież od słów „Uwierzyliśmy...”. I to załatwia sprawę!
Ostatnio mniej się zastanawiam. Chodzę na
mityngi, czytam literaturę AA. Cierpliwie i wytrwale. Mam nadzieję, że odnajdę
drogę do Boga, który mi pomoże.
Kazik AA
Tradycja druga
Jedynym i najwyższym autorytetem w
naszej wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się On wyrażać w sumieniu
każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą.
Najpiękniej o tej tradycji mówił Przyjaciel
z Wielkiej Brytanii na ostatniej konferencji.
Najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie
jest miłujący Bóg, ale przecież, jak pomyślimy, że każdy z osobna zwraca się do
niego ze swoimi prośbami, to wynika z tego, że Bóg jest bardzo zajęty.
Jeśli jest tak mocno zajęty naszymi osobistymi
sprawami, to nie ma czasu na zarządzanie i zajmowanie się różnymi kwestiami
organizacyjnymi. Dlatego Bóg przekazał władzę grupie AA. Ale
przecież grupa też jest niezwykle zajęta – tu bezpośrednio niesie się
posłanie. Dlatego - z
racji tej „zajętości”- grupa przekazała sprawy organizacyjne w ręce
kilku osób zaufanych sług. Oni też są niezwykle zajęci – a to paluszki
trzeba kupić, a to przygotować salę. Dlatego grupa wybrała jednego, mandatariusza,
żeby spotkał się z innymi podobnymi przedstawicielami. Ten idzie na Intergrupę. Intergrupa też jest
bardzo zajęta (tyle ważnych spraw na własnym terenie), więc wybrała zaufane
sługi, które pójdą na Konferencję. Konferencja znowuż... to
samo. Jest już bardzo, bardzo zajęta. Wysyła więc
delegatów na Konferencję Krajową, żeby tam się zajęli tymi sprawami
organizacyjnymi, bo sama ma ważniejsze sprawy.
Konferencja Krajowa... tak,
właśnie dobrze się domyślacie, Konferencja Krajowa ma tyle spraw na głowie,
jest tak zajęta, że musi prosić kogoś o pomoc. I dlatego tworzy Radę
Powierników, żeby to oni zajęli się sprawami organizacyjnymi Wspólnoty.
I tak dochodzimy w tym łańcuszku przekazywania władzy
od Boga, który jest najwyższym autorytetem, przez wszystkie służby – od herbatkowego, skarbnika, mandatariusza, delegata, do
powiernika. Wszędzie jest Bóg i jego udzielony nam „mandat
zaufania”.
Bardzo podobał mi się wywód Przyjaciela ze Szkocji.
Obecnie zaczynamy się w Polsce przygotowywać do
wprowadzenia 12 Koncepcji dla Służb na całym świecie. Koncepcje te wyrastają
bardzo silnie z naszych Tradycji, a tu na pierwszym miejscu trzeba właśnie
zobaczyć Tradycję drugą, mówiącą o autorytecie i o tym, że mamy we Wspólnocie
„zaufane sługi” a nie „prezesów”, którzy by nami
„rządzili”.
Dla mnie osobiście ważne jest tu znaczenie niektórych
słów. Np. słowo autorytet ma po angielsku szersze znaczenie, niż jest to podane
w polskim tłumaczeniu. Authority to po angielsku nie
tylko „autorytet”, ale też „władza”.
U nas słowo władza budzi katastrofalne
skojarzenia – wyrośliśmy z systemu, w którym Policjanta można się obawiać
i można do niego mówić „panie władzo”.
W Stanach to bliskie normalnym ludziom „authority” to władza przyjazna, zapewniająca poczucie
bezpieczeństwa, dbająca o potrzeby.
W Drugiej Tradycji pobrzmiewa dla mnie coś ważnego, co
potem odnajdujemy w Koncepcjach. Otóż miłujący Bóg, jakkolwiek go rozumiemy, z
racji swojego autorytetu, przekazuje „zaufanym sługom” część, jakby
tu rzec, swoich „uprawnień”. Czuwa nad nami, ale też daje wyraźny
sygnał – działajcie, bierzcie sprawy w swoje ręce. Nie bójcie się
organizować.
Osobiście wolę określenie „uprawnienia”,
niż „władza”, kiedy myślę o służbach w AA.
Na pierwszym miejscu jest tu bowiem
duchowa kwestia, nasze wspólne doświadczenia, które dały nam poczucie wspólnoty
Ducha, a nie jakiś bezduszny system zarządzania.
Jeśli pełnię służbę, to winienem
pamiętać, że ktoś obdarzył mnie zaufaniem. To naprawdę piękne uczucie, być
obdarzonym zaufaniem – jak bardzo mi kiedyś tego brakowało. Dość długo
moja żona patrzyła na mnie podejrzliwie, kiedy wracałem po mityngach do domu.
Czy on „znowu nie ściemnia?” zdawały się
czasem mówić jej oczy. W końcu tyle nocy bezsennych za nią, tyle czekania na
moje powroty do domu. Obecnie cieszę się jej pełnym zaufaniem. Ona się już nie
lęka.
Podobnie w służbie – pragnąłbym nie zawodzić
zaufania moich Przyjaciół z AA. Tego muszę się uczyć, bo zbyt często mam
poczucie, że mogłem lepiej pełnić służbę.
Ale to wielki dar od losu – móc pełnić służbę. I
czasem pomyśleć o tym, czy nie staram się „rządzić” i czy
rzeczywiście mogę o sobie powiedzieć, że jestem „zaufanym sługą”.
Całe szczęście, że SZEF, ten u góry, najlepiej wie,
jak prowadzić sprawy AA. Wystarczy, że posłucham jego wskazówek.
Tomek AA
Inna?
Dziękuję Swojemu Bogu, że nie wstydzę się
inności. Że jestem tym kim jestem. Że idę tą drogą, którą
idę. Że mogę o tym mówić i pisać. Ale nie zawsze tak było. Nie zawsze też byłam
Mu za to wdzięczna ...
Pamiętam z czasów dzieciństwa, że odstawanie od
tzw. średniej w moim domu było czymś nagannym. Ponieważ nie mówiło się w nim o
uczuciach, emocjach – tych przyjemnych i nieprzyjemnych – to i ja
zamilkłam po kilku nieśmiałych próbach. Musiałam pasować. Ponieważ wypadało
czasami, przy różnych okazjach rodzinnych, bywać w świątyni, to i ja tam
chodziłam całym stadem i przysłuchiwałam się komentarzom. Nie dotyczyły one
Boga. Były to raczej swoiste spotkania rodzinne, gdzie odbywała się giełda
osiągnięć, krytyki, ocen.
Gdy potrzebowałam poczuć zapach Kościoła dla
siebie samej, pobyć w ciszy i skupieniu – by się nie wyróżniać –
chodziłam po kryjomu w dni inne niż przykazane. Po co „narażać” się
na śmieszność, inność? Bałam się inności. Bałam się powiedzieć głośno, że nie ufam
dorosłym w sprawach Boga i religii. Że ich pojmowanie Jego, które chcą mi
wtłoczyć do głowy, w żaden sposób nie przystaje do tego co
jest w moim sercu.
Mój Bóg był (i takim pozostał) miłosierny. pomocny, mądry, nieomylny, kochający i dobry. Całymi latami wtłaczano mi do głowy, że jest
inaczej: mam się go bać, on karze takie krnąbrne dziewczyny. Wyhodowałam w
sobie ten lęk i tym lękiem moja dziecięcą ufność została zabita. W miarę
rozwoju mojego pijaństwa zaczęłam mieć wątpliwości – skoro jestem takim
złym człowiekiem, to ci inni mają rację. Coś narozrabiałam i Mój Dobry Bóg
zaczął mnie karać. Wszystko waliło się wokół a ja myślałam, że ON przestał mnie
kochać. Albo robi mi na złość.
Gdy przyszłam do AA, poznałam sformułowanie Siła Większa (Wyższa).
Nie czekałam dłużej ze swymi wątpliwościami, kto ma rację. Ci
z którymi piłam czy Ci, którzy mówią o Sile Wyższej? Uwierzyłam tym
drugim. Z ufnością pobiegłam z powrotem w otwarte ramiona Ojca, który na mnie
czekał, przygarnął, przytulił. Mogłam z dziecięcą prostotą uwierzyć, że ma siłę
sprawczą i jeśli przestanę się buntować, pomoże mi. Został przy mnie i jest.
Zawsze pomagał, tylko ja nie chciałam tego widzieć. Uwierzyłam w coś jeszcze -
w miłość, przyjaźń, w zbiorową mądrość AA. A to wszystko kiedyś zabrał mi
alkohol. Zabrał poczucie bezpieczeństwa w przestrzeni – ludzi
nienawidziłam, bałam się ich. Z Bogiem targowałam się, kłóciłam. Dziś na sali
mityngowej mogę być inna. Nie wstydzę się mówić o Swoim Bogu jakkolwiek Go
pojmuję.
Uwierzyłam, że Siła Większa ode mnie samej może przywrócić mi zdrowie, jeśli
zechcę jej zaufać. A ja chcę. Ufam.
Pozdrawiam radośnie Gosiali
Przemytnik wypowiedzi
Przemytnik to osoba nieuczciwa, działająca niezgodnie z obowiązującymi
zasadami. Ja często deklaruję swoją uczciwość, zwłaszcza we Wspólnocie AA.
Często też podkreślam, że przestrzegam Tradycji oraz zasad wypowiedzi
panujących na mityngach.
Czy aby na pewno? To właśnie
pragnienie bycia uczciwym – a tego wymagam od siebie realizując Program
AA - powoduje zadanie sobie tego pytania od czasu do czasu.
Na początku mityngów czytane są przyjęte zasady zachowania w trakcie
mityngu. W szczególności „mówimy
wyłącznie o sobie, nie oceniamy, nie udzielamy rad...” Kiwam wtedy
odruchowo głową ze zrozumieniem i akceptacją. Jakbym chciał powiedzieć: Ja
to akceptuję. Tak,
tak. To jest ważne dla naszego bezpieczeństwa.
Jednak kiedy zabieram głos bywa, że rozpoczynam
przemyt.
Deklaruję swoją wiedzę o zasadzie mówienia wyłącznie o sobie, a przez 10
następnych minut opowiadam o moim kumplu, bo tak mnie poruszyły jego troski.
Deklaruję swoją wiedzę o zasadzie nie oceniania i zaraz zaczynam jazdę: Podobało
mi się to co mówił przyjaciel. Albo: Moja żona
idiotycznie się dzisiaj zachowała, jak zawsze zresztą, itp. Albo
też mówię, że w AA nie udzielamy rad i w chwilę po tym – „Nie przejmuj się
tym przyjacielu, jedź na wczasy”.
Wiem, że czasem trudno jest przekazać jakąś myśl sztywno trzymując się
zasad. Czasem wręcz jest to konieczne dla pełniejszej wypowiedzi, dla bycia
rozumianym.
Zauważyłem jednak pewną prawidłowość – im bardziej trzymam się zasad
wypowiedzi na mityngu tym jest lepiej. Dla mnie i dla innych.
Łaski nie robię. Mam się dostosować. Prawdziwie, a nie deklaratywnie.
Innym mogę wybaczyć, sobie coraz mniej.
S.
AA
Do
Przyjaciół ZZA KRAT
Trochę smutno, że dzisiaj w MITYNGU nie ma
nowego tekstu od przyjaciół alkoholików zza krat. Co prawda przez 15 lat działania MITYNGU nazbierało
się wiele listów i można by książkę wydrukować. Dziś jednak to my piszemy stąd
- z wolności - do Was alkoholików, osadzonych.
Pamiętamy o Was - nie jesteście sami. Służby wśród
osadzonych działają, odbywają się MITYNGI ... W naszym
regionie niejeden wdzięczny alkoholik nieustannie niesie posłanie
w aresztach i więzieniach. Nie jesteście sami...
Napiszcie śmiało, podzielcie się swoim doświadczeniem,
siłą, nadzieją.. Jak na mityngu.
Czekając na Waszą korespondencję i na Was tutaj
pozdrawiamy, Redakcja
Olbrzymia inspiracja i
konkretne przewodnictwo
dla naszej całej pracy...
Artykuł pochodzi z raportu Światowego Mityngu Służb AA w NJ w 2004r
Podpity alkoholik to
brzydkie stworzenie. Ale więcej niż tym, on czy ona jest także cierpiącą istotą
ludzką, samotną i odizolowaną, pełną strachu i często mającą mniej lub bardziej
jasne zrozumienie tragedii, jaka ma się rozegrać - zrozumienie, że zostaje
jedynie bezsilny i nieunikniony końcowy etap życia, bolesny i okropny, i
kończący się śmiercią.
Czy to jest przeznaczenie - jakże złożone i tragiczne - którego można
uniknąć? Nasze doświadczenie AA mówi, że tak. A czy jest rozwiązanie, z tak
prostymi elementami, że może przemówić i dotrzeć do bezsilnego i obecnie tak
bezradnego alkoholika? Nasze długie doświadczenie pokazuje, że tak - i my sami
jesteśmy żywymi przykładami.
Co się dzieje? Jak można Wielką Pustkę w życiu człowieka, którą alkoholik
próbował wypełnić alkoholem, albo też głęboką stratę, którą alkohol powinien
zmniejszyć, zastąpić czymś, co daje życiu znaczenie? Jak można pokonać Wielką
Rozpadlinę, oddzielającą alkoholika od innych ludzi i od społeczeństwa, i na
nowo utworzyć więzy z ludźmi, którzy martwią się o dobro alkoholika? Kto jest
gotowy i chce pomóc i kochać to nieszczęsne stworzenie?
Odpowiedzi na te i inne pytania są złożone i wieloaspektowe. Nasze
doświadczenie mówi nam, że elementy są proste a cele w pełni dające
satysfakcje.
Punkt wyjścia: psychiatra dr Carl Gustav Jung
jest uważany za duchowego dobroczyńcę AA. Splot okoliczności, który doprowadził
do AA, równie dobrze mógł się zacząć od niego. I z jego pomocą, już na początku
istnienia AA było widoczne, że nauka nie miała żadnej odpowiedzi ani rozwiązania.
Od najwcześniejszych czasów lekarzom znane były jedynie sporadyczne przypadki
wyzdrowienia z alkoholizmu. Powiedział: "Tu i ówdzie, czasami, alkoholicy
przeżywali to, co nazywamy decydującym doświadczeniem duchowym. Dla mnie, te
wydarzenia to fenomeny". Ten mądry człowiek nawet nie próbował wytłumaczyć
ich w pełni lub precyzyjnie, ich natury lub przyczyny. Ale opisuje on jedynie
ich skutek: "Wydają się być w swej naturze olbrzymimi emocjonalnymi
przeniesieniami i zmianami. Pomysły, emocje i postawy, które kiedyś były siłą
napędową życia tych mężczyzn, są nagle odrzucane na bok, natomiast zaczyna
kierować nimi . zupełnie nowy zestaw pojęć i
motywów."
Trzydzieści lat później, w wymianie listów z Billem W., współzałożycielem
AA, dr Jung pisze: "Widzisz, po łacinie alkohol to spiritus, a używa się
tego samego słowa na najwyższe duchowe doświadczenie, jak również na najbardziej
wyniszczającą truciznę. Przydatną formułą zatem jest:
spiritus contra spiritum". Wyjaśniając dalej, co
pijący alkoholicy chcą osiągnąć, dr Jung pisze: "Jego pragnienie było
odpowiednikiem, na niższym poziomie, naszego duchowego pragnienia całości - w
języku średniowiecznym określanym jako jedność z
Bogiem".
Ta zawsze bezowocna próba stworzenia znaczenia i całości za pomocą
alkoholu doprowadza alkoholika do punktu, w którym on lub ona zdaje sobie
sprawę, nie tylko że ta droga jest niemożliwa, ale że
nie ma już żadnej wolności czy prawdziwego wyboru innego niż jeden: całkowite
poddanie się. Przyznanie się do tej porażki to równocześnie drobny początek na
drodze do zwycięstwa. Oto czego nauczyło nas
doświadczenie AA: Być rygorystycznie uczciwym wobec samego siebie, przyznać, że
alkohol nas całkowicie pokonał i że staliśmy się bezsilni wobec alkoholu - i w
końcu, że przestaliśmy kierować własnym życiem.
Brak siły, oto był nasz dylemat. Musieliśmy znaleźć siłę większą, niż my sami.
To, czego sama wola nie miała siły zrobić, staje się w AA zasadniczym wyborem:
wyrzec się jej na korzyść chęci poproszenia o pomoc i otwartości na coś
całkowicie nowego: chęci podążania za doświadczeniami, które się sprawdzają.
Oto historia Dwunastu Kroków AA - droga do trzeźwości, która, zgodnie ze
sposobem postrzegania problemu przez AA, oznacza całkowitą zmianę osobowości o
charakterze duchowym, zmianę, która jest wystarczająco zakotwiczona i na tyle
duża, że przetrwa trudne problemy i pomoże przetrwać trudne momenty w życiu.
Jest to sposób wypełniania Dużej Pustki i tworzenia mostu pomiędzy nami samymi
i innymi ludźmi i społeczeństwem. Doświadczenie AA mówi, że alkoholik może
osiągnąć taką siłę, albo wyzdrowieć z alkoholizmu, tylko poprzez
"duchowe
przebudzenie" lub "duchowe doświadczenie".
Wielu z nas objawiło się ono na wiele różnych sposobów. Dla niewielkiej
mniejszości ma ono charakter nagłego i widowiskowego wstrząsu; natychmiastowa
i pełna "świadomość Boga", po której natychmiast następuje duża
zmiana w odczuwaniu i poglądach. Ale dla większości naszych uczestników,
doświadczenie jest tym, co psycholog William James nazywa "typem
edukacyjnym", ponieważ następuje powoli przez jakiś czas. Dosyć często
przyjaciele nowicjusza w AA do AA są świadomi, że przeszedł on głęboką zmianę w
swoim podejściu do życia, że taka zmiana nie mogła praktycznie zdarzyć się
tylko za jego udziałem. To, co zdarza się w przeciągu kilku miesięcy, rzadko
mogło być dokonane przez lata ciężkiej pracy i samodyscyplinę. Uczestnik AA,
poza kilkoma wyjątkami, okrywa, że on czy ona otworzyli wewnętrzne źródło,
którego istnienia nie podejrzewali, a które obecnie identyfikują z własnym
pojęciem Siły Większej niż oni sami. Ta świadomość, dla większości z nas, jest
kwintesencją duchowego doświadczenia. Nasi bardziej religijni uczestnicy
nazywają to "świadomością Boga".
Czy możliwe jest zatem pełniejsze i bardziej
precyzyjne wyjaśnienie tego zjawiska? My uważamy, że nie, i sądzimy, że jeżeli
będziemy próbować to zrobić, straci ono swoją siłę. Dobrze jest być otwartym,
tolerancyjnym (także w stosunku do rzeczy, których nie rozumiemy) i akceptować
zarówno trudne jak i nowe fakty, wszystko to, co się dzieje w życiu - wszystko
to razem z nowymi i prawie codziennymi inspiracjami. To działa.
Patrząc wstecz i w oparciu o ogromnie zróżnicowane kontakty z uczestnikami
AA, współzałożyciel Bill W. ostrożnie, podobnie jak dr
C.G. Jung, ujął to w następujący sposób: "Być może jest tak wiele
duchowych przebudzeń, ilu ludzi, którzy je mieli. Ale z pewnością, każde
prawdziwe, ma coś wspólnego z pozostałymi. Te rzeczy, które są wspólne, nie są
zbyt trudne do zrozumienia. Otrzymał on dar, który odpowiada za nowy stan
świadomości i bycia." Można również pokusić się o stwierdzenie, że także przekracza
to stan umysłowy.
Jeżeli chodzi o nasze egzystencjalne pytanie, jak pokonać siłę, jaką
alkohol miał nad nami i żyć w wolności, z siłą i radością, że możemy przyjąć
odpowiedzialność za siebie i innych? Chyba wystarczy to podsumować tak, jak
zrobił to Bill W.: ,,[alkoholik]
został sprowadzony na drogę, która mówi mu, że dokądś naprawdę wiedzie, że
życie to nie ślepy zaułek, nie coś, co trzeba ścierpieć albo ujarzmić. Naprawdę
on (lub ona) został zmieniony, ponieważ uchwycił źródło siły, której istnienia,
w ten czy inny sposób, dotychczas zaprzeczał. Sam stwierdza, że posiada pewną
dozę uczciwości, tolerancji, bezinteresowności, spokoju umysłu i miłości, do
których sądził, że nie jest zdolny. To, co otrzymał, to swobodny dar, a i tak
zazwyczaj, przynajmniej po części, do jego przyjęcia sam się przygotował".
Najważniejszy moment, albo krytyczny wybór, zależy od tego, czy alkoholik,
który wciąż jeszcze cierpi, jest otwarty na pomoc, czy nie. Czy on albo ona
chce przyjąć pomoc, i w ten sposób otrzymać część całego doświadczenia, siły i
nadziei, jaką niesie AA? Jeżeli odpowiedź brzmi tak, będzie to polegało na
czymś więcej niż po prostu uczestniczenie w kilku mityngach, ale naprawdę na
spróbowaniu, pomimo natychmiastowego wewnętrznego oporu, programu zdrowienia
AA w oparciu o Dwanaście Kroków, i stopniowo głębszej integracji ze Wspólnotą
AA. Dla alkoholika jest to sprawa życia lub śmierci. Nasze przykre
doświadczenie pokazuje, że ignorancja zabija. AA. Spróbowano uchwycić to
spostrzeżenie cytując socjologa Herberta Spensera.
Mówi on: "Istnieje
zasada, która staje się kratami wbrew wszystkim informacjom, która jest dowodem
wbrew wszystkim argumentom i która skutecznie utrzymuje człowieka w wiecznej
ignorancji - tą zasadą jest przyjęta z góry, przed sprawdzeniem, pogarda."
Anonimowi Alkoholicy zawdzięczają dużo profesjonalistom
niealkoholikom, byłym i obecnym. Mamy powód, aby
odczuwać wdzięczność nawet wobec anonimowych przyjaciół AA: religijnych lub
duchowych przywódców za - być może - klika słów mądrości. Bardziej niż
cokolwiek innego reprezentują oni filozofię AA i nasze zasady. W skrócie,
zarówno ogromną inspiracją jak i konkretnym przewodnictwem dla całej naszej
pracy; dla pojedynczego alkoholika i dla całej Wspólnoty, jest Modlitwa o
Pogodę Ducha:
"Boże,
użycz mi Pogody Ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi,
abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od
drugiego".
Erik
O. - Norwegia
Gotowość do znoszenia bólu w
pogodzie ducha, na trzeźwo
Jak grom z jasnego nieba spadła na mnie wiadomość o
śmierci bliskiej osoby z dalekiego kraju. Świadomość,
że mam godzić się z tym, czego zmienić nie mogę, osłabła. Mam rozwijać siłę
ducha, aby w nagłym nieszczęściu była tarczą dla mnie. To już wiem od dziesięciu
lat, a obecnie ta tarcza jest jak delikatna siateczka. W mojej głowie tłuką się
myśli: „Już nigdy nie usłyszę jego głosu, już nigdy nie zobaczę jego
uśmiechu, już nigdy nie zaprosi mego wnuczka”. Tak dużo jest tych
„nigdy”. Jestem wdzięczna Bogu, że wybrał czas, gdy już wszyscy
bliscy są umocnieni w trzeźwości. Aż strach pomyśleć, co bym zrobiła (zapiła
się) kilka lat wstecz z tą tragedią.
Mam wielkie wsparcie w córce, która mnie
łagodnie tłumaczy, że mam pogodzić się z tym, czego nie mogę zmienić. Na dziś
żyję w koszmarnym śnie. Nic mnie nie cieszy. W ubiegłym miesiącu odeszła do
Pana moja przyjaciółka z AA. Wspieram listownie sześcioro jej dzieci. Dziękują
mi za wsparcie, nadal będę z dziećmi w kontakcie. Teraz drugi ból, a ja mam
potrafić z tym żyć. Kłania się już XII krok: nieść posłanie, wzbogacać swym
doświadczeniem przyjaciół... Jak ja sobie nie potrafię poradzić.
Przepraszam za to moje użalanie drodzy przyjaciele, za to, że wracam do
pierwszego kroku do bezsilności wobec nagłej, przykrej wiadomości,
nieszczęścia.
Mam nadzieję, że ktoś z przyjaciół, kto
przeżył podobne sytuacje podzieli się ze mną doświadczeniem. Dlatego chodzę na
mityngi i słucham. Szukam w naszym programie pomocy w ciężkich, nagłych,
życiowych zdarzeniach. Szukam wskazówki jak żyć dalej ze zbolałą duszą, z
utraconymi nadziejami. Znoszę ból i szukam, na trzeźwo.
Modlitwa o Pogodę Ducha troszeczkę pomaga...
Kończąc zacytuję „Śpieszmy się kochać
ludzi, tak szybko odchodzą...”
20
listopada 2007 zbolała Stenia
Z cyklu „Nasze korzenie”
Grupa AA „BETANIA”
Założona została 08.09.1996 i
w tym samym miesiącu zgłosiła przynależność do Intergrupy
MOKOTÓW.
Mityngi odbywają się co
niedzielę o godz. 11.00 w domu parafialnym BETANIA przy parafii Św. Tomasza
Apostoła w Warszawie, ul. Dereniowa 12.
Wszystkie mityngi są otwarte, przyjmowani są wciąż
nowi przyjaciele.
Fundamentalną zasadą jest przestrzeganie 12 tradycji
AA.
Grupa pracuje na literaturze AA:
- Codzienne
refleksje uczestników AA dla uczestników AA
- Anonimowi Alkoholicy
30% z kapelusza przeznaczane jest na Intergrupę „MOKOTÓW”.
Pierwsze służby w grupie pełnili:
Rzecznik – Ela, Skarbnik – Rafał, Prowadzący
– Zbyszek, Mandatariusz – Grażyna. Według wypowiedzi wieloletnich
uczestników grupy, głównym założycielem był Marek. Po śmierci Marka, przed
wejściem do domu parafialnego BETANIA ustawiono w 2000 r. kamień pamiątkowy,
ufundowany przez uczestników wszystkich grup AA, których spotkania odbywają się
w budynku BETANII.
Grupa jest liczna. Wszystkie służby są obsadzone.
Grupa współpracuje z oddziałem dla alkoholików Zakładu Karnego Warszawa
Służewiec.
Informacje powyższe - na podstawie zeszytu grupy i wspomnień
uczestników grupy - dostarczyła
mandatariusz grupy „BETANIA”
Ala AA.
Grupa AA „DZWON”
Założona została 22 lutego 2005 r., spotkania
odbywają się we wtorek o godz. 18.00. Grupa powstała i działa przy kościele
Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim na ul. Poznańskiej 183.
Założycielami grupy byli członkowie z grupy TRZEŹWOŚĆ
– Zbyszek i Jurek wspomagani przez członków gr. PIAST – Andrzeja,
Antka, Andrzeja, Tadka. Służby na początku powstania grupy DZWON pełnili: rzecznik
– Andrzej, mandatariusz – Zbyszek i prowadzący – Jurek.
Grupa pracuje na tematach wynikających z codziennych
refleksji i medytacji na dany dzień. Tematem pomocniczym jest krok z danego
miesiąca. Za temat pomocniczy służą też radości i smutki uczestników mityngu.
Grupa próbowała pracy z wykorzystaniem „12 kroków i 12 tradycji”,
czyli tylko omawiania danego kroku albo tradycji, ale praktyka ta nie utrwaliła
się.
Aktualne służby na grupie „DZWON”, w
każdy wtorek o godz. 18:
Prowadzący – Robert
Rzecznik – Jurek
Kolporter – Waldek
Informację napisał WALDEK AA
Sugestia dla skarbnika
grupy
Na
styczniowym spotkaniu zespołu literatury Tereska, skarbnik służby krajowej,
zaproponowała aby zamieścić w MITYNGU sugestie do zeszytu skarbnika grupy AA,
przedstawione w ostatnim wydaniu SKRYTKI 2/4/3 , co
niniejszym czynimy . Są to jedynie sugestie dla ułatwienia prowadzenia zeszytu.
Może ułatwią też przekazywanie służby.
Jeśli macie jakieś cenne uwagi
- piszcie : mityng@op.pl.
Przekażemy służbom właściwym w sprawie
finansów.
Redakcja
Sumienie grupy w Tradycji Drugiej
Kiedy pierwszy raz zapytałem o sens i znaczenie II Tradycji
weterana z chyba nawet półroczną abstynencją, usłyszałem: „No… wiesz… w AA nic się nie musi. I tego… no… nie szukaj sobie na grupie
autorytetu, bo wiesz… jak twój autorytet się napije, to ty też możesz
zachlać”.
Kiedy
dalej nękałem mojego rozmówcę pytaniami o Boga, który ma się wyrażać w sumieniu
grupy dowiedziałem się, że cała Wspólnota AA nie jest wprawdzie związana z
żadną religią, ale z pojedynczą grupą jest trochę inaczej. Grupa
jest mała, w określonym mieście i państwie, więc w sposób naturalny jest
przywiązana do jakiegoś wyznania, a do jakiego, to decyduje właśnie większość,
czyli sumienie grupy. Jako dowód podał mi przykład mityngów
„opłatkowych”, które są przecież czysto katolickie.
Faktem jest, że wtedy robiliśmy jeszcze takie mityngi, więc argument
pozornie trzymał się kupy.
Zasłyszanych
„rewelacji” nie zdążyłem, na szczęście, podać dalej –
powstrzymał mnie brak przekonania w głosie mojego informatora i nieodparte
wrażenie, że może zanim zacznę się wymądrzać, warto jeszcze czegoś się na ten
temat dowiedzieć, popytać ludzi, poczytać. Tak też się stało. Minęły lata,
czegoś się nauczyłem, coś przeczytałem, coś przeżyłem, czegoś doświadczyłem, i
ostatecznie wyszło mi, że…
Nie ma
zupełnie żadnego powodu, żebym się napił, jeśli napił się lubiany, podziwiany i
szanowany przeze mnie alkoholik. Tak samo, jak nie ma żadnego powodu wątpić o geometrii jeśli nauczycielka matematyki popełniła błąd w
skomplikowanym wyliczeniu.
Alkoholizm
jest chorobą chroniczną, a to oznacza, że ma (lub może mieć) nawroty. Jeśli
ktoś się potknął to oczywiście przykre, ale jednocześnie pokazał dzięki temu
innym, gdzie jest dziura – teraz ja tym bardziej nie muszę w nią wpadać.
Nie,
Tradycja II nie jest ostrzeżeniem (pod groźbą zapicia!) przed
wybieraniem sobie autorytetów wśród członków grupy AA… może jest raczej
przypomnieniem, że jeśli jedynym autorytetem jest Bóg, to nie ja nim jestem…
„…Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami,
oni nami nie rządzą”. W AA nikt mnie do niczego nie może zmusić, nikt nie
ma nad nikim władzy, nikt nikim nie rządzi, nikt nikomu nie podlega. To bardzo
ważne, ale jednak nie tożsame ze stwierdzeniem - w AA „nic się nie
musi”. Możliwe jednak, że tu leży źródło pomyłek.
We
Wspólnocie Anonimowych Alkoholików faktycznie „nic się nie musi”,
jednak takiego skrótu myślowego nie odważyłbym się zaprezentować nowicjuszowi.
Rzeczywiście, sama przynależność do AA nie wiąże się z żadnymi formalnymi
obowiązkami, natomiast jeśli chcę w AA wyzdrowieć z
alkoholizmu, to okazuje się, że muszę i to bardzo wiele.
Z
pierwszą częścią tekstu II Tradycji nie jest już tak lekko. Żeby zastanawiać
się, jak Bóg, będący jedynym autorytetem, wyraża się w sumieniu grupy, trzeba
mieć jakąś jasną koncepcję, czym to sumienie grupy jest, kto je tworzy, kto do
niego należy, a kto nie. A tu zaczynają się schody…
Czasem
żartuję, że gdzie czterech alkoholików dyskutuje o sumieniu grupy, to mają co najmniej siedem różnych zdań na ten temat, ale
faktycznie sprawa nie była taka prosta.
Ja mam
trzy definicje „sumienia grupy”:
1.
„Sumienie grupy” to liderzy grupy, założyciele, związani z tą
właśnie grupą od lat, plus „służby”.
2.
„Sumienie grupy” to osoby pełniące aktualnie jakąś służbę w tej
grupie i tylko one.
3.
„Sumienie grupy” to wszyscy aktualnie obecni na mityngu alkoholicy.
Z
determinacją godną chyba lepszej sprawy upierałem się, że żeby właściwie zrozumieć
sens II Tradycji, najpierw muszę poznać dokładną i jednoznaczną definicję
„sumienia grupy” - no, ale mi się to nie udało. Co najwyżej byłem w
stanie wykombinować ze dwie nowe definicje.
Pewnego
razu, zajęty innymi myślami, przeczytałem tekst Tradycji niezbyt uważnie i
jakby od tyłu. I to było to! Zrozumiałem wówczas, że jeśli byliśmy zjednoczeni,
jeśli nie kierowaliśmy się osobistymi ambicjami, jeśli celem naszym było
wspólne dobro, a jednocześnie nikt nikomu nie narzucał swojej woli, swojej
opinii, swojego przekonania, to decyzje, sugestie czy postanowienia podjęte
zostały właśnie przez sumienie grupy.
Właśnie
ślęczałem nad poprawkami do tego testu, kiedy telefon od kolegi przypomniał mi,
że na dzisiejszy wieczór zaplanowana jest wspólna inwentura dwóch grup,
korzystających z tej samej salki w piwnicy pod kościołem. Brałem udział w
zakładaniu jednej z nich, nazywam ją „swoją grupą”…
Co tu dużo gadać - po prostu powinienem tam być.
Prawdą jednak jest i to, że zupełnie nie miałem ochoty na to
spotkanie. Po różnych
kuluarowych rozmowach, domyślałem się, czego mogę się spodziewać – „wy podbieracie nam literaturę dla
nowicjuszy”, „a my stale kupujemy cukier”, „a wy
zalegacie z opłatami za salę”, „a my sprzątamy”…
„a my…”, „a wy…”, „a my…”, itp.
Do tego
pretensje innych członków grupy, bo raz czy drugi nie było
komu otworzyć sali, bo brak chętnych do pełnienia służb, bo
sponsorowanie właściwie nie istnieje, bo nie bardzo wiadomo, co się stało z
jakimiś pieniędzmi… Wlokłem się tam, jak na ścięcie.
Zaczęła
się inwentura, a ja ze zdumienia wytrzeszczałem oczy jak żaba na piorun. To
było jak sen. Żadnych zarzutów, żadnych pretensji, żadnych uraz, żadnych
ataków. Nie słyszałem żadnych „my” i „wy”, a wprost
przeciwnie – wiele razy powtarzało się stwierdzenie, że Wspólnota jest
jedna i przede wszystkim do niej wszyscy należymy.
Dwa
razy spostrzegłem jak któryś z kolegów próbował w swojej wypowiedzi zmierzać w
stronę konfrontacji. Wydaje mi się, że nie budzący
wątpliwości wyraz twarzy słuchaczy powodował, że mówca w połowie swojego
wystąpienia obracał wypowiedź w żart.
Wszystkie
problemy rozwiązywaliśmy – bo i ja z radością
przyłączyłem się do tej konwencji - w duchu jedności, współpracy, wspólnego
dobra i zgody. Choćby kwestia wspólnej szafki na literaturę obu grup.
O dziwo, problem ten omawiano nie pod kątem zabezpieczenia
interesów i stanu posiadania jednej lub drugiej grupy – priorytetem była
sprawna realizacja zapotrzebowania alkoholików na aowską
literaturę. Kolejny przykład: nikt nie krytykował mandatariusza, który latem
zrobił sobie długie wakacje – to nie było ważne. Uzgodniliśmy za to, że
osoby pełniące służbę, w miarę możliwości, będą miały swoich zastępców, by i
oni mieli prawo do urlopów czy zwolnień lekarskich. Bez oporów zgłosił się też
i został zaakceptowany zastępca mandatariusza. Itd. Itd. Itd.
Dziwna
to była inwentura. Z równą uwaga słuchaliśmy i rozważali zdanie zarówno
lokalnego weterana, jak i przyjaciela z miesięczną abstynencją.
Załatwiliśmy
wiele spraw, które wcześniej wydawały się problemami nie do przeskoczenia. Mam
wrażenie, że nie tylko ja przyszedłem z gotowymi argumentami obronno-zaczepnymi
zamiast z przemyślanymi propozycjami rozwiązań. Prawdą jest też, że atmosfera
wspólnoty i jedności w działaniu była tak zaskakująca, że to aż oszałamiało.
Ale to nic, uzgodniliśmy, że takie właśnie wspólne inwentury robić będziemy raz
na kwartał. Powoli rozwiążemy wszystkie nasze problemy i… zrobimy to
razem.
Rozstawaliśmy
się niechętnie, powoli i z oporami, jakby nie chcąc stracić tego, co nas
połączyło.
A ja? No cóż… Nie mam najmniejszej wątpliwości, że
dziś wieczorem – być może pierwszy raz w życiu - byłem niewielkim
elementem sumienia grupy AA.
I jeszcze jednego jestem pewien – obecność Boga w
czasie tego spotkania czułem nie tylko ja - "albowiem gdzie są dwaj lub
trzej zgromadzeni w imię moje, tam jestem pośród nich.” O tym jednak
krępowaliśmy się rozmawiać…
Meszuge (październik 2007)
Sposób na bezsenność
Nie mogłem spać i miałem zły humor, więc
zajrzałem na stronę archiwum MITYNGU: http://www.mityng.org i zrobiłem
skróty artykułów z
roku 1998. Uznałem że warto się z Wami podzielić
tym co się nigdy nie starzeje. Lechu02
MITYNG 3/26/98
Medytacje
na punkcie kontaktowym.
To cud chyba, że jestem tu w tym miejscu. Nigdy przedtem nawet nie
pomyślałem, że mogę przy telefonie BSK udzielać informacji o mityngach AA oraz
o poradniach odwykowych. Żyję, a przecież po pijaku jeździłem środkiem jezdni
nie zważając na samochody.
Nie ma i być nie może egoizmu w miłości - bowiem jedno jest
przeciwieństwem drugiego.
Wystąpienie jednego z delegatów
Dziękuję Bogu za ludzi, którzy robili dla mnie Krok Dwunasty, zwłaszcza za
człowieka, który później miał zostać moim sponsorem. On - wraz z innymi - dużo
mnie nauczył o tym dwunastostopniowym programie osobistego wyzdrowienia i o
Dwunastu Tradycjach, które chronią Wspólnotę przede mną! Poradzili mi też, bym
zapoznał się z historią AA, aby „bardzo cenne doświadczenia przeszłości i
lekcje, jakie wyciągnęliśmy z tych doświadczeń, nie zostały zapomniane lub
utracone". Cały postęp AA można opisać krótko w dwóch słowach: POKORA I
ODPOWIEDZIALNOŚĆ.
PRZEGRANY?
Nawet
najgorsze przeżycia więzienne nie byty w stanie złamać tego twardziela. Właśnie
odsiadywał wyrok za swoje piąte przestępstwo, kiedy zdarzył się cud.
"Jedz, pij, ciesz się, bo jutro możesz umrzeć". Ale rzecz jasna,
nie umiałem umrzeć. Za każdym razem budziłem się obolały; chory psychicznie,
fizycznie i duchowo. Jest wiele stanów ludzkich gorszych niż umieranie, lecz
czy istnieje jakakolwiek śmierć gorsza od postępującego, wywołanego przez
siebie, powolnego i samobójczego konania pijącego alkoholika?
Odsiadka
Postanowiłem więc przyjść na comiesięczny mityng Komitetu
Szpitali i Zakładów i tam powiedziałem, że chcę rozpocząć mityngi AA w
zakładzie znanym, jako Więzienie Annex. Powiedziano
mi, że jeśli spróbuję, stracę tylko czas; w ciągu minionych trzech lat takich
nieudanych prób było wiele. Pewien stary wyjadacz, niech go Bóg błogosławi,
powiedział „Dajcie mu spróbować, niczego nie może zepsuć". Dziesięć
dni później poprowadziłem mój pierwszy mityng w Więzieniu Annex.
Moją jedyną obawą, co do tego mityngu było to, że ktoś zapyta „Czy
kiedykolwiek siedziałeś?"
Nie rozwadniać programu
Mamy współpracować z naszymi przyjaciółmi na różnych
polach, chociaż nadrzędny cel AA nakazuje, że musimy pozostać niezależni i nie
łączyć się w różnych przedsięwzięciach. Ale jedno mnie ciekawi, czy współpraca
z profesjonalistami musi oznaczać mieszanie wszelkich sposobów przez
stwierdzenie, że to "jedno i to samo"? Czy AA musi stać się wszystkim
dla wszystkich ludzi, albo udawać, że nie ma żadnej różnicy między AA a tuzinem
innych instytucji przez połączenie wszystkiego razem i nazwaniem tego "programem".
Dorastanie
Teraz mam ulotkę zawierającą wszystkie sekrety
organizacji. Co mogło przeszkodzić mi w pracy nad Krokami i zbierać żniwa
duchowej wspaniałości. Jedynym słabym punktem w moim
planie było to, że przeoczyłem mały szczegół, który wy ludziska nazywacie
Pierwszym Krokiem. Sposób, w jaki się do tego zabierałem przypominał próbę
przyszycia guzika na gotowanym jajku.
Nie zaczął a już rezygnuje
Po licznych latach wstępowania i odchodzenia doszło w
końcu do mnie, że byłem z tych, co odchodzą, a nie wstępują. W tym czasie,
przeszedłem nawet nieudaną próbę odejścia z tego świata. Kiedy zdałem sobie
sprawę, że miałem problem z alkoholem, jeszcze raz wstąpiłem - tym razem do
Anonimowych Alkoholików.
Wdzięczność
Czy mam stracić cały dzień rozważając jakąś jedną
sprawę, która była nie po mojej myśli? Nie przynoszę biadolenia ani
cierpiętnictwa na mityngi AA, od tego jest sponsor. Nowoprzybyły chce bowiem usłyszeć dobre wieści i otrzymać otuchę, zatem
powinienem mówić jemu (jej) raczej o tym jak stawałem się trzeźwym a nie jak
zostałem pijakiem.
ŻADNEJ KRYJÓWKI...
"Ale ja nie wierzę w Boga!". Coś było w jego głosie -
pyszałkowatość połączona z konsternacją -które przypomniały mi o mojej własnej
reakcji, kiedy dowiedziałam się o istnieniu Miłującego Boga w Programie AA.
Wspaniałe uczucie.
Gdy przystąpiłam do Anonimowych Alkoholików,
desperacko chciałam przestać pić i odwrócić moje życie, ale byłam całkiem
pewna, że nie potrzebuję pomocy „Boga" Jednakże, nawet podczas moich
pierwszych dni w AA, obawiałam się szukania dziur w programie, żeby już nie
powiedzieć rozdarcia całej tkaniny.
Córka
Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie
opiece Boga jakkolwiek Go pojmujemy". Jakkolwiek Go pojmujemy? Ja mojego
Boga nie pojmuję zupełnie, ale dzisiaj wiem, że On się mną opiekuje i kocha
mnie bezwarunkowo, tak jak matka powinna kochać swoje dziecko, nie za urodę,
czy dobre oceny, ale za to, że ono jest, bo jest wielkim darem. Nie rozumiałam
tego, co znaczy być matką, bo nie nauczono mnie tego.
BOX 459
..Duchowy a nie religijny.....
"Kiedy przed 28 laty przystąpiłam do AA, jedną z najbardziej
przyciągających spraw w tej cudownej zdezorganizowanej organizacji, było dla
mnie skrupulatne przestrzeganie rozróżnienia pomiędzy duchowością i
religijnością. Jak wielu innych nowych członków, miałem wysoki stopień odrazy
do religii, tak jak ją wówczas rozumiałem... i bardzo
niewiele doświadczeń związanych z duchowością".
NA MITYNGU
Kiedy przychodzisz do AA. wchodzisz na mityng z ludźmi
takimi jak ty sam. Nie chcą oni, aby łamano ich
anonimowość bardziej niż ty obawiasz się, aby złamano twoją. Będą
więc ochraniać ciebie, ponieważ ty będziesz ochraniać ich.
Siła dla bezsilnych
Pierwszym błędem jaki mogę
sobie przypomnieć w kontekście Drugiej Tradycji było postawienie na piedestale
prowadzących z mojej grupy macierzystej i oczekiwanie od nich doskonałości.
Zamiast uważać ich po prostu za zdrowiejących podobnie jak ja alkoholików,
próbujących służyć grupie najlepiej jak potrafią, myślałem o nich
jako o autorytetach w AA. Wynikało to z moich doświadczeń sprzed okresu
trzeźwienia. We wszystkich znanych mi organizacjach prowadzący - nauczyciele,
księża, pracodawcy, itp. - podejmowali decyzje i ustanawiali reguły gry. To oni
mieli władzę!
Mam na imię Zbyszek i jestem alkoholikiem,
Kiedyś przyjaciel z AA powiedział mi: Zbyszek ty się cieszysz, że nie pijesz, a co dalej? Nie mogłem tego pojąć. Chodziłem przecież na mityngi 4-5 razy w tygodniu przez prawie dwa lata. Myślałem, że jak nie piję i chodzę na mityngi to sprawa jest już załatwiona. To nieprawda, często łapałem się na tym, że na mityngach śpię, uciekam myślami, gdzie indziej. Nie myślałem już o alkoholu, ale nie słuchałem innych. Słyszałem tylko to co chciałem usłyszeć, żeby się porównać z innymi, chciałem być lepszy. Cieszę się, że po 30-latach znowu powierzyłem swoje życic opiece Boga. Nie chodzę już do kościoła dla sąsiadów. Chodzę do spowiedzi, przystępuję do komunii św. i wsłuchuję się w mszę. Przeżywam ją.