MITYNG 04/130/2008
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
Gdy
ktokolwiek, gdziekolwiek potrzebuje pomocy,
chcę by napotkał wyciągniętą ku
niemu
pomocną dłoń AA - i za to jestem
odpowiedzialny.
Zbliża się kolejna Konferencja Służb AA Regionu
Warszawa. To już będzie 29! Ostatnia przebiegała bardzo sprawnie. W jej trakcie
odbyły się warsztaty tematyczne. Tym razem będzie podobnie. Odnoszę wrażenie,
że jest to dość wartościowy element Konferencji. Rozproszeni
bowiem po całym Regionie nie zawsze znajdujemy czas w codziennym
pośpiechu, aby podzielić się doświadczeniami służb. W grupie AA nie zawsze jest
dostateczna ilość zainteresowanych osób do organizowania warsztatów. Poza tym w Grupie zajmujemy się bardziej
elementarnymi sposobami utrzymania trzeźwości. Nawet relacja mandatariusza ze
spotkania Intergrupy czasem wydaje się nudna.
Wcześniej czy później wyrastamy jednak z wieku przedszkolnego i zaczynamy
poszukiwać czegoś więcej. Można to znaleźć właśnie w Regionie. W zespołach
tematycznych: organizacyjnym, finansowym, współpracy z profesjonalistami,
internetowym, zakładów karnych i literatury. Wystarczy przyjść. Każdy jest mile
widziany. Aby te zespoły nie wchodziły sobie wzajemnie w drogę, koordynuje je
Rada Regionu. W niej też można uczestniczyć bez ograniczeń, bez prawa do
udziału w głosowaniach. W Radzie Regionu, prowadzonej przez rzecznika, biorą
udział rzecznicy intergrup, przewodniczący zespołów,
skarbnik regionu, redaktor Mityngu, archiwista, łącznik internetowy.
Podejmujemy tam decyzje, jak i gdzie możemy nieść posłanie i jak pokonywać
napotkane trudności. Rada Regionu odbiera informacje od rzeczników intergrup i naszych służebnych. Zastanawiamy się i
dyskutujemy, jak TO ZROBIĆ LEPIEJ. Czasem dobrych chęci jest tyle, że
temperatura na sali bardzo wzrasta. Jednak każde spotkanie kończy się
uśmiechami i modlitwą o Pogodę Ducha.
Aby każdy z nas, poprzez mandatariuszy grup, mógł
mieć wpływ na kierunki działania służb organizujemy dwa razy do roku
Konferencję służb. Tu, na Konferencji, w wyniku głosowań dokonujemy wyborów.
Rzecz jasna wnioski są wcześniej omówione i rekomendowane bądź nie. Nikt z nas
nie jest aż tak zdrowy, aby nie polegać na opinii innych. Odeszliśmy już od
rozstrzygania emocjonalnie złożonych na biegu wniosków. Konferencja wybiera
poprzez głosowanie następców do objęcia służb. Wcześniej Intergrupy
rekomendują swoich kandydatów. Często się zdarza, że jest ich więcej niż
wakatów. Każdy może spróbować, na ile przyswoił już program AA, a co warto
jeszcze podciągnąć.
Zapraszamy wszystkich chętnych do udziału. Spotkamy się 19 kwietnia /sobota/ w Otwocku, ul. Konopnickiej 3 /Zespół Szkół im. St. Staszica/
Lechu02
Tradycja Czwarta, czyli o wolności grupy AA
Pamiętam, że duże wrażenie zrobił na mnie
kiedyś wykład pewnego dominikanina o wolności. Właściwie główną treścią tego
wykładu było pojęcie wolności i skonfrontowanie jej z rozpowszechnionymi,
popularnymi poglądami na jej temat. Jeden z takich poglądów głosi, że wolność
to inaczej możliwość dokonywania wyboru: „jeśli
mogę dokonywać wyboru, tzn. że jestem wolny”. Ów dominikanin opisał
słuchaczom taką sytuację: pies bierze udział w polowaniu. Rasowy, pięknie wyglądający
chart, spuszczony ze smyczy, biegnie wśród pól i nagle z jednej strony
wyskakuje zając. Prawie w tej samej chwili, z innego polnego zagonu wypada
drugi szarak i mknie w odwrotnym kierunku. Chart zatrzymuje się na moment i... dokonuje wyboru. Postanawia biec za jednym z zajęcy. Pytanie
brzmi – czy ten pies, dokonujący wyboru, jest wolny?
Za tym poszło dalsze pytanie – czy
rzeczywiście dokonywanie wyboru - samo w sobie - znaczy, że jest się wolnym?
Otóż, jako alkoholik, mam takie doświadczenie,
że moje dokonywanie wyborów, pod hasłem wolności, jako nadrzędnej wartości,
było samowolą, a nie ową wyśnioną wolnością. Wydawało mi się tylko, że
trzaskając drzwiami i idąc w miasto, żeby pić, zostawiając w domu zapłakaną
żonę, jestem wolny. Tylko wydawało mi się, że robiąc co
mi się w danej chwili podoba staję się wolny. Coś niby wybierałem. Ale pytanie brzmi – dlaczego wybierałem takie, a nie inne
rozwiązania? Co mną powodowało? Czy przypadkiem pod hasłem wolności nie
kierowałem się samowolą i nie stałem się... niewolnikiem?
Niewolnikiem mojej choroby alkoholowej, niewolnikiem chorego myślenia,
niewolnikiem emocji, niewolnikiem mojego ego?
Kiedy Wspólnota Anonimowych Alkoholików
obdarzyła mnie Programem uzdrowienia z choroby duszy dotarłem do cudownego
poczucia wolności płynącego z... podporządkowania się.
Kiedy zrobiłem trzeci krok i powierzyłem swoją
wolę i życie opiece Boga, odkryłem cudowne, kojące działanie tego Bożego wpływu
na moje życie i na mnie samego. Uspokoiłem się i
nagle, stojąc się do prostych reguł zachowania (kochaj Boga i bliźniego, jak
siebie samego), poczułem wolność w sercu. Kluczem do bycia wolnym są dla mnie
obecnie takie rzeczy, jak akceptacja rzeczy, których nie mogę zmienić oraz
życie w pokornym podporządkowaniu się ograniczeniom i obowiązkom, jakie są mi
przydane, z racji tego kim jestem i gdzie żyję. To
wygląda na paradoks, ale to właśnie odczułem w swoim życiu – rezygnacja z
samego siebie stała się kluczem do wolności.
Dlaczego o tym wszystkim piszę, gdy tematem
jest Tradycja Czwarta?
Otóż ta Tradycja wiąże się dla mnie z podobnym
pytaniem, jakie stawiam sobie w osobistej inwenturze, dotyczącym właśnie
pojęcia Wolności. Wolności i jej przeciwieństwa – samowoli i kierowania
się moimi własnymi ambicjami. Myślę, że podobnie rzecz się ma z grupą AA.
Tradycja Czwarta mówi przecież o wolności. O tym, że każda grupa jest
„wolna”. Jakie jednak są granice tej wolności? Kiedy wolność grupy
zamienia się w manifestację własnego, grupowego EGO?
Jakoś tak łatwiej, wygodniej zobaczyć w zapisie tej
Tradycji wskazanie, że każda grupa jest niezależna, niż drugą część, tę która mówi „z wyjątkiem...”. Chyba dobrze,
czasem, przy inwenturze grupowej postawić sobie pytanie, czy jakieś działania,
nawet dokonywane w dobrej wierze, nie wpływają na wizerunek AA, jako całości?
Czy odczytanie tej Tradycji w formie „róbta co chceta” nie powoduje, że w fałszywy sposób zrozumiemy
jej zapis? Tak naprawdę wolność płynie z podporządkowania się, z poczucia
przynależności, z akceptacji.
Mam wrażenie, że grupa pokazuje swoją niezależność
poprzez rezygnację ze wszystkiego, co nie jest duchem z AA, poprzez
„wpisanie się” w to, co jest wspólne dla AA. Tak rodzi się wśród
nas poczucie JEDNOŚCI.
Obecnie czuję się wolnym człowiekiem będąc związany
związkiem małżeńskim. Kiedy piłem wydawało mi się, że moja żona jest cerberem,
ogranicznikiem mojej wolności, a samo małżeństwo mnie zniewala.
Teraz Program AA nauczył mnie, że dobrowolnie poddając się
ograniczeniom, dokonuję BOŻEGO wyboru, zaczynam postępować zgodnie z Jego wolą.
Staję się WOLNY.
Tomek AA
Gawęda alkoholika
Wiele razy
udało mi się zaobserwować, że ilekroć wypowiadam jakieś sądy to często znajdzie
się ktoś, kto ten sąd podważa albo nawet wyśmiewa. Oczywiście nie jestem żadnym
autorytetem i niby nie ma to większego znaczenia, ale jest mi jakoś przykro.
Czasami jednak sytuacja się pogarsza gdy oponent, przy tej okazji, obraża moje najbardziej intymne
poglądy, szczególnie dotyczące wiary albo atakuje poglądy ludzi, w których
upatruję swoje autorytety. Najczęściej mam wtedy do czynienia z trudnymi
momentami nie wróżącymi porozumienia.
Ciekawe dla mnie słowa usłyszałem ostatnio w
TV. Był to jakiś film o podbojach Aleksandra Macedońskiego, którego fabuła była
przeplatana wypowiedziami różnych filozofów. Raz Arystotelesa a czasem bardziej
współczesnych. Słuchałem tego jednym uchem kiedy nagle
uwagę moją przykuły słowa komentarza. - Aleksander
mógł dokonać swych czynów albowiem posiadł umiejętność okazywania szacunku dla
wszelkich wyznań, z którymi się spotkał w swym rozległym królestwie. Skojarzyło
mi się to z problemami spotykanymi we wspólnocie AA.
Nieraz mam do czynienia z bardzo radykalnymi
poglądami religijnymi, z pretensjami typu „jak oni mogą tak
myśleć” albo zarzutami, że ktoś, choć nie pije, nie trzeźwieje w sposób
proponowany przez Program AA. Przy bliższych
kontaktach zachowuje szczególny dystans okazując przy tym wyraźną niechęć dla innych ideałów i
wartości. Faktycznie, obraz prezentowany przez takiego człowieka nie wzbudza
entuzjazmu. Świadczy jedynie o niemożliwości korzystania z doświadczeń leżących
poza jego polem widzenia.
Przypominam sobie, że przez pewien czas sam
byłem takim człowiekiem, który z łatwością odnajdywał sprawy, które dzielą a
nie łączą. Wspomnę chociażby stosunek do ruchów trzeźwościowych
czy abstynenckich a także żartobliwy stosunek do wyznań afrykańskich. Bardzo
łatwo wynajdywałem pretekst, dzięki któremu mogłem się czuć lepszym od innych
lekceważąc doświadczenia mniej poznanych środowisk.
Ale z drugiej strony pamiętam
z jaką sympatią oglądałem wizytę papieża w Konstantynopolu, albo przy
„Ścianie płaczu” w Jerozolimie. Za każdym razem widziałem ostrożny,
ale jednak szacunek, dla innej postawy religijnej. Zobaczyłem coś
ważnego!!! Gdy obie strony wzniosły się
ponad własne poglądy umożliwiło to dialog, a w konsekwencji porozumienie. Wartość
tego doświadczenia trudno przecenić.
Zastanowiło mnie również to, jak chętnie
korzystam z dorobku ludzi, którzy możliwe, że nawet nie słyszeli o AA a mimo to
są dla mnie czymś w rodzaju autorytetu. Każda z tych osób charakteryzuje się
głębokim zakorzenieniem we własnej, dobrze sprecyzowanej tradycji duchowej i
religijnej. Nie poświęcając nic ze swojej głębokiej wiary, przeżywają ją w
łączności z ludźmi i dla ludzkości. Myślę tu o takich postaciach jak nasz
papież, Dalajlama, mistrzowie Wschodu, mistycy chrześcijańscy, ale też o Matce
Teresie z Kalkuty, choć pamiętam, że akurat ona spotkała się kiedyś z grupą aowców w Warszawie, w domu dla bezdomnych przy ulicy Wiatracznej. Ich wskazówki
życiowe są do dziś dla mnie bardzo cenne.
Wspólnota AA zachęca nas do trzeźwości w
jedności ze wszystkimi ludźmi poszukującymi sensu życia, poszukującymi Boga.
Przy zachowaniu ostrożności w kontaktach z ludźmi pijącymi, uczymy się łączyć w
poszukiwaniach duchowych bez uczucia zagrożenia. Nie musimy z nikim walczyć. Następuje
długo oczekiwana komunia z ludźmi i światem.
Obecnie chyba zaczęło coś się zmieniać w
naszej zbiorowej świadomości za sprawą Koncepcji. Zaczęliśmy wreszcie rozmawiać
o nich zamiast jak dawniej odrzucać jako coś
absolutnie zbytecznego. W Warszawie odbyliśmy nawet cykl warsztatów, które
jednak pozostawiły mi pewien niedosyt. Lukę tę wypełniła dopiero wizyta
przyjaciół z USA. W czasie rozmów zaczęło mi się wyłaniać nowe spojrzenie na
naszą wspólnotę i jej struktury. Przy okazji zapraszam do SKRYTKI 243 z lutego 2008 r . Tam odnajdziemy rozległy zapis omawianych zagadnień.
Najważniejsze było uświadomienie sobie, że
wspólnota AA nie tylko w żaden sposób nie ingeruje w osobisty światopogląd
członków, ale również nie narzuca drogi trzeźwienia. Mówi jedynie o pragnieniu
zaprzestania picia. Każda droga pozwalająca na zachowanie trzeźwości jest
dobra, przy czym ten, kto dziś nie wypił, może już czuć się zwycięzcą nad
nałogiem. Mam nadzieję, że przyjdzie czas, że podobnie jak ja polubi trzeźwe
życie. Wielu przyjaciół korzysta w tej drodze z pomocy fachowców i również
odnosi sukcesy. To się zawsze liczy.
Przez uczęszczanie na mityngi dokonuje się
pewna przemiana.
Do dalszych rozważań zapraszam za miesiąc.
Pozdrawiam
pogodnie Marek 17 03 2008 r.
Czasopisma i biuletyny AA. Struktura, finanse i dystrybucja
W Hiszpanii obecnie wydajemy pismo Akron-1935 i biuletyn Compartiendo, obydwa wydawane co
dwa miesiące.
Tworzenie
naszego pisma, Akron-1935,
przebiegało
równolegle z powstawaniem struktury służb w Hiszpanii. Od samego początku
dostrzegano zapotrzebowanie na pismo, które będzie służyło
jako narzędzie jedności w tym początkowym okresie, kiedy było mało grup
i były rozproszone po kraju.
Kiedy
powstało obecne GSO w Aviies, Rada Powierników wzięła
na siebie obowiązek zapewnienia tej służby dla Wspólnoty AA w Hiszpanii i do
chwili obecnej wywiązuje się z tego zobowiązania. Pismo
działa również jako łącznik między społecznością AA i
samotnikami, do których egzemplarze wysyła się bezpłatnie.
Na
początku wszystko było robione w dosyć prymitywnych
warunkach i pismo składane było ręcznie przez tych, którzy wówczas pełnili
służbę i którym zawsze przyświecała nadzieja i radość służenia innym i
dzielenia się doświadczeniem z innymi uczestnikami, co inaczej byłoby trudne
do zrealizowania.
Te
początki stworzyły podstawy zaangażowania w służbę, jakie dzisiaj istnieją w
okolicy, w której znajduje się obecnie GSO. Okolicy, która jest dosyć mała jeżeli chodzi o liczbę tworzących ją uczestników i
grup, a mimo to dostarczającej niezbędnej liczby wykonawców ogólnych służb.
Powoli
warunki pracy poprawiały się i od jakiegoś czasu zarówno pismo, jak i biuletyn,
Compartiendo, są drukowane na prasie wyposażonej w
odpowiednią technologię zapewniającą odpowiednią jakość
produktu naszych periodyków i całości literatury wydawanej przez nasze GSO, po
to aby wszyscy nasi uczestnicy mieli dostęp do narzędzi, za pomocą których mogą
zrealizować nasz podstawowy cel niesienia posłania do alkoholika, który prosi o
pomoc.
Ta
służba ma prostą strukturę i nakład nie jest duży, sięga 3000 egzemplarzy. Za
tę służbę odpowiada powiernik - zastępca skarbnika, jeden z czterech
miejscowych powierników, członków Rady Powierników. Ma do dyspozycji zespół
składający się z trzech lub czterech członków, którzy wspierają go w
zatwierdzaniu ostatecznej zawartości obydwu pism. Członkowie tego zespołu
przedkładają radzie nazwisko tego zaufanego sługi, który pełni służbę przez dwa
lata. Jego praca polega na czytaniu doświadczeń przesyłanych przez uczestników
Wspólnoty i określaniu zawartości każdego numeru, aby uniknąć powtarzania się
tematów, które były już omawiane. Gromadzi on także doświadczenia
profesjonalistów, którzy obecnie lub wcześniej mieli kontakty ze Wspólnotą,
dostarczając odmiennego punktu widzenia. Ufa się, że w ten sposób pismo będzie
atrakcyjne dla wszystkich, ponieważ korzystamy z niego jako
narzędzia do niesienia posłania AA, bezpłatnie dostarczając je do
profesjonalistów i instytucji.
Pismo
Akron-1935
jest
całkowicie finansowane przez subskrypcje pojedynczych uczestników AA i grup.
Biuletyn Compartiendo jest przesyłany bezpłatnie z pismem.
Zawartość obydwu publikacji różni się. Podczas gdy pismo stara się funkcjonować jako drukowany mityng AA, biuletyn zawiera
doświadczenia związane ze służbą i informacje o wydarzeniach w życiu AA w
Hiszpanii. Dlatego biuletyn rozprowadzany jest tylko wśród uczestników i grup
AA, a nie wśród niealkoholików.
Ponieważ
obecnie nie jesteśmy w stanie oddzielić tej służby od pozostałych zadań GSO,
zdajemy się na nieocenioną pomoc całego personelu biura i tak będzie się
działo dopóki rozwój naszej Wspólnoty nie pozwoli na oddzielenie ogólnych
działań GSO od specyficznych zadań związanych z wydawaniem naszej literatury.
Wydawnictwa
są rozsyłane pocztą. Koperty, jakimi się posługujemy, w żaden sposób nie są
kojarzone z AA, co pozwala na zachowanie anonimowości odbiorcy. Wielu uczestników załatwia subskrypcje za pośrednictwem
swojej grupy, posługując się adresem grupy w celu dostarczenia literatury. Inne
grupy załatwiają subskrypcję dla swoich uczestników i rozprowadzają wśród nich
literaturę po jej dostarczeniu.
Nicolas F. – Hiszpania (Przedruk z raportu
Światowego Mityngu Służb)
Zanim zgłosisz kandydaturę
DELEGAT
uczestniczy w tworzeniu decyzji o zasięgu krajowym. Wymaga to od niego
zaangażowania i odpowiedzialności. Już sam udział w Konferencji Służby Krajowej
niesie za sobą obowiązki. Po pierwsze wymaga odpowiedniego przygotowania
aby móc świadomie głosować. Przed Konferencją, drogą pocztową, delegat otrzymuje wszystkie materiały
konferencyjne w celu starannego zapoznania się z nimi. Kiedy delegaci
uczestniczą w Konferencji (KSK), przedstawiają tam problemy swoich regionów,
ale potem rozważają wszystkie postawione kwestie i głosują
nie jako reprezentanci poszczególnych regionów, lecz
jako członkowie Konferencji, których obowiązkiem jest działanie w najlepszym
interesie AA jako całości.
Mamy
świadomość, że od efektywności służby delegata zależy, jak dobrze potrafi on
przekazać idee Konferencji członkom służb regionalnych, własnym entuzjazmem
zainspirować do rozpowszechniania tych informacji na swoim terenie. Jeśli
terytorium jest zbyt duże, delegat nie będzie w stanie wykonać tej pracy
samodzielnie, może jednak przekazać intergrupom
szczegółowy obraz prac służby krajowej AA i poprosić o wspólne niesienie tego
trudu.
Podczas
Konferencji delegaci mają szansę zdobyć lepsze rozeznanie w pracy BSK przez co będą mogli tłumaczyć rolę Biura w utrzymywaniu
zdrowej kondycji całej Wspólnoty AA. Wrócą do domu z faktami i liczbami, i co
najważniejsze, będą lepiej rozumieli naszą wspólnotę w działaniu.
Chociaż
udział w pracach Konferencji jest podstawowym zadaniem, nie jest to jedyne
zajęcie delegata. Musi
on być również przygotowany do uczestniczenia w regionalnych, intergrupowych spotkaniach służb. Również w zlotach
radości. Na tych właśnie spotkaniach poznaje sytuację w swoim regionie i jest
lepiej przygotowany do dyskusji w tematach zgłaszanych do porządku dziennego
Konferencji. Ma też dodatkowe możliwości, by
mówić do aowców o działaniu służb –
szczególnie tych aowców, którzy
nigdy dotąd nie poznali celu wspólnoty jako całości.
Delegat
zadaje sobie trud przypominania służbom AA, aby mówili w grupach a także
pojedynczym AA o roli książek, broszur i biuletynów rozprowadzanych przez
kolporterów. Delegat współpracuje z BSK w uzyskiwaniu informacji przydatnych w
pracy biura.
Delegat
przypomina członkom AA, że BSK i Punkty Informacyjno-Kontaktowe są (jako biura lokalne) centrum informacyjnym w sprawach AA.
Wiele grup kontaktuje się w sprawach, które ich dotyczą, lecz jest wiele
innych, które jeszcze nie wiedza, że mają takie możliwości.
Delegat
uczestniczy w rozwiązywaniu lokalnych problemów związanych z Tradycjami AA. Odwiedza grupy i intergrupy w swoim regionie, kiedy tylko to jest możliwe.
Powinien być przy tym wyczulony na lokalne potrzeby i reakcje. Po przekazaniu w
Regionie sprawozdania z działalności Konferencji, delegat powinien dowiedzieć
się, jaka była reakcja grup. Powinien wiedzieć, że to on jest dwukierunkową
ulicą z informacją płynącą w obie strony, między grupą a Konferencją.
Czasami
delegat powinien brać na siebie dodatkowe obowiązki. Na przykład
jeśli się okaże, że przewodniczący i zastępca przewodniczącego zespołu
regionalnego nie są zdolni do służby. Aktywny zespół regionalny jest podstawą
pracy delegata. Jeśli z jakichkolwiek powodów zespół nie funkcjonuje tak, jak
powinien, to delegat może wziąć na siebie trud uleczenia sytuacji.
Praca
delegata, w ścisłym kontakcie z innymi członkami zespołu i komisji SK trwa
przez cały 2 letni okres, również między Konferencjami.
Do ważnych
zadań delegata należy informowanie zastępcy o wszystkich sprawach i korzystanie
z jego pomocy, tak, by zastępca mógł świadomie zastąpić go w nagłym przypadku.(
Zastępca jest kimś innym niż następca).
W czasie
drugiego roku kadencji delegat podejmuje pracę ze swoim następcą - związaną z
przekazaniem podstawowej wiedzy na temat mechanizmów i problemów Konferencji.
Doświadczenia mogą też być przekazane następcy na specjalnych warsztatach w
regionie.
Nie ma
standardowego wzoru delegata. Podobnie jak zwykli członkowie AA są bardzo
różnorodni. Lecz pewne cechy wydają się wskazywać na lepsze predyspozycje
delegata, tak zresztą sami twierdzą kilka lat po upływie ich kadencji, kiedy spojrzenie na jakość swej pracy nabiera bardziej
obiektywnego charakteru. W ogólnym odczuciu delegat powinien być aktywny w
swoim kręgu i zaangażowany w lokalne sprawy.
Podstawą
służby powinien być nie krótszy niż pięcioletni okres nieprzerwanej trzeźwości
pozwalający unieść ciężar spoczywającej na niej odpowiedzialności.
Delegaci
powinni być zdolni do formułowania propozycji, ale powinni być również krytyczni.
Ponieważ
od czasu do czasu będą musieli prowadzić różne spotkania, np.
warsztatowe - powinni posiadać stosowne doświadczenia lokalne.
Chociaż nie są ostatecznymi autorytetami we wszystkich sprawach aowskich powinni też wiedzieć, gdzie w razie potrzeb można
uzyskać informacje. Delegaci powinni znać Tradycje i wiedzieć, jak je stosować
odnośnie lokalnych problemów.
Jeśli
delegat ma zdolności kierownicze, tym lepiej. Wówczas może on pobudzać
działalność regionalną. Delegat powinien mieć otwarty umysł, być zdolnym do
dyskusji z innymi delegatami oraz powinien potrafić działać w sprawach
dotyczących AA jako całości.
Delegaci
są sługami, nie senatorami.
Zarówno
Konferencje regionalne, jak i sami delegaci powinni pamiętać, że delegaci nie
są przedstawicielami Regionów w zwykłym politycznym sensie. Delegaci nie udają
się na Konferencję Służb Krajowych, by załatwić specjalne korzyści dla swoich
Regionów. Przede wszystkim jadą po to, by pełnić służbę na rzecz światowego AA,
zapewniać nieustające funkcjonowanie AA jako całości.
Chociaż przynoszą ze sobą poglądy swoich własnych regionów na krajowe, albo
nawet lokalne problemy, to muszą pamiętać, że mogą one wpływać na AA jako całość.
Delegaci
są zawsze sługami, nigdy senatorami.
Jeden rzut
oka na przegląd obowiązków pozwala łatwo zorientować się, jak wiele czasu
będzie absorbować ta służba.
Dlatego,
zanim zgłosisz kandydaturę, pomyśl :
Jak do tej pory wywiązywałeś się z przyjętych służb,
Czy byłeś aktywny ? Czy potrafisz z ochotą przyjąć odpowiedzialność
?
Czy masz dostateczną ilość
wolnego czasu ? Czy przedyskutowałeś to ze swoją
rodziną a także pracodawcą ?
Czy znasz literaturę AA
szczególnie dotyczącą służb, 12 Kroków, Tradycji, czy zainteresowałeś się
Koncepcjami?
Czy kiedykolwiek
rozmawiałeś z kimś,
kto poprzednio pełnił taką służbę, aby mieć jakieś wyobrażenie na czym ona
polega ?
Na podstawie
nieautoryzowanej wersji „The AA Service Manual”
próbę przybliżenia do warunków polskich
podjął Marek, Warszawa 21 03 2008 r.
Spotkanie na temat 12 Koncepcji
w dniu 1-2.12.2007 w BSK
część druga
Greg
przedstawił schemat AA od grupy i regionu aż do GSO. Na spotkaniach regionów są
prezentowane postaci kandydatów do służby powiernika, przedstawiane
rekomendacje. Ostateczny wybór jest dokonywany na Konferencji. Każdy ma 2
minuty na przedstawienie swojej kandydatury.
Wcześniej „delikwent” trafia przed Komitet Nominacyjny Rady
Powierników i Komisję Powierniczą Delegatów Konferencji. Wybór jest dokonywany na szczeblu Rady Powierników a nie
regionalnym i to eliminuje „politykierstwo” i lokalne sympatie.
Powiernicy nominują swych następców, a Konferencja Ogólna ich przyjmuje głosując na tych nominantów.
Powiernicy wnoszą lokalne doświadczenie, ale gdy
głosują przy podejmowaniu decyzji, mają myśleć o AA, jako całości.
Musimy ciągle zadawać sobie pytanie – co chce nam powiedzieć Siła Wyższa?
Greg podkreślił, że zawsze mówi to, co uważa za
ważne dla całego AA, chociaż wyrasta z własnego, osobistego doświadczenia.
„Słyszę też głos innych regionów i powinienem ten głos – USŁYSZEĆ.
Wyrastam owszem z danego regionu, tam są moje korzenie, ale powinienem myśleć
szerzej. Gdy wracam do „siebie”, do regionu często słyszę zarzuty – dlaczego robię coś, co jest niezgodne z
opinią tego właśnie regionu. A ja po prostu staram się robić to, co najlepsze
dla AA”.
Witek dodał, że powinniśmy korzystać z
naszych 13 powierników, ale jednocześnie mamy pamiętać, że powiernik jest
„z regionu”, a nie „regionu”.
Dorothy
podkreśliła, że bardzo ważne jest informowanie, na czym polega bycie
powiernikiem, z czym się to wiąże, jakie wynikają z bycia powiernikiem
powinności.
Następnie była mowa o procesie
nominacyjnym.
Najpierw do Zespołu Nominacyjnego
trafia CV kandydata. Potem to trafia do Zespołu Powierniczego Delegatów Konferencji. I
oba te zespoły wspólnie podejmują decyzję, głosują nad nominacjami. Głosuje w sumie 31
osób z obu zespołów. Wtedy, jeśli jest akceptacja kandydatura staje na forum całej Konferencji, żeby
sprawdzić, czy nie będzie sprzeciwu.
Następnie dochodzi do oficjalnego
powołania na spotkaniu Rady Powierników (zgodnie z
obowiązującym w stanie NY prawem). To dotyczy tych 10 alkoholików
„regionalnych”. Pozostali kandydaci (7 niealkoholików
i 4 alkoholików specjalistów) są po prostu prezentowani Konferencji (po
przejściu procedury nominacyjnej podobnej, jak dla kandydatów na powierników klasy „B” z regionów)
z prośbą o akceptację wyboru.
Gdy na jakiejś powierniczej
„funkcji specjalistycznej” jest vacat to idzie ogłoszenie do BOX-u (odpowiednik naszej „Skrytki'), że poszukiwana
jest osoba o danych kwalifikacjach. Kandydatury rozpatruje się trochę, jak CV w
firmach i potem wybrane osoby są prezentowane Konferencji do akceptacji.
Powiernicy wchodzą potem do zarządu wszystkich spółek związanych z AA, tworząc
ich zarządy i pracując, jako dyrektorzy konkretnych działów. Greg opowiedział również, że czasem są „zatrudniani”,
zapraszani do współpracy, ludzie o jakichś specjalnych kompetencjach
– np. gdy był przygotowywany film dla
młodych i o młodych, to zaistniała potrzeba zaproszenia do współpracy kogoś
młodego.
Kiedy Bill tworzył strukturę w 1967
roku, to ułożył Radę tak, by było w niej 21 powierników i z tego, żeby 2/3
stanowili alkoholicy (dlatego mamy 7 niealkoholików).
Tu padło pytanie – czy
poszczególni powiernicy mogą prezentować na Konferencji inne zdanie, niż to,
które jest oficjalnym stanowiskiem Rady Powierników. Taki przypadek mieliśmy na
ostatniej naszej KSK.
Greg odpowiedział, że
oczywiście – w końcu powiernik ma takie same prawa uczestnika
Konferencji, jak każdy delegat, czy pracownik. Sumienie grupy dokonuje wyboru
przez wysłuchanie każdego głosu. Szukamy jednomyślności (stąd zasada 2/3
głosów). Poszukujemy wskazówek Siły Wyższej na daną chwilę. Kolejne pytanie do
naszych gości dotyczyło kadencyjności, jeśli chodzi o zatrudnianych
pracowników.
Greg odparł,
że jej po prostu nie ma – pracownicy są zatrudniani na normalnych
zasadach, tak jak się to dzieje „w świecie”. Są przyjmowani i
„wyrzucani” według tych samych zasad, co w zwykłych firmach.
Natomiast jest rotacja wewnętrzna, jeśli chodzi o tych pracowników, którzy są
alkoholikami. Zamieniają się oni po jakimś czasie obszarami działań. Ale nie ma
rotacji np. na takich stanowiskach, jak dyrektor BSK,
czy szef Grapevine. Pracownicy alkoholicy są też
sekretarzami zespołów powierniczych i uczestniczą w nich, choć bez prawa głosu.
Ale są uważnie wysłuchiwani przez powierników – często dobrze znają
jakieś konkretne sprawy, są też ludźmi bezpośrednio „ze Wspólnoty”.
Powiernicy zawsze pytają pracowników o ich zdanie w jakichś kwestiach. Tu mamy
do czynienia z „prawem udziału” opisywanym w Koncepcjach.
Na pytanie, czy udział w Radzie
Powierników jest jakoś opłacany, Greg odpowiedział,
że nie. Działania powierników polegają
na zasadzie wolontariatu, są natomiast normalnie opłacani pracownicy.
Powiernikom natomiast przysługuje zwrot kosztów poniesionych w związku z pełnionymi
funkcjami (np. koszty przejazdów). Powiernicy w
Radzie stają się w zasadzie członkami korporacji, zatem mamy 21 członków
korporacji. Powiernicy spotykają się 4 razy w roku, zaś jako Rada Nadzorcza Korporacji raz w roku. Poza
tym wchodzą do Rad
Nadzorczych zarządów Grapevine ( kilku z 21
powierników tworząc skład 9 dyrektorów)
i AAWS ( kilku z 21 powierników tworząc skład 9 dyrektorów). Zarządy
Grapevine i AAWS spotykają się częściej
– co miesiąc lub kwartalnie.
Greg wyjaśnił następnie sposób funkcjonowania
spółek. Członkowie Rad
Nadzorczych spółek wybierają dyrektorów do danych obszarów działania.
Wynajmowani są konsultanci do różnych zadań. Robione są także audyty i to także
stanowi płatną formę działania.
Witek dodał, że i w Polsce zaczynamy
szukać takich rozwiązań i korzystać z usług profesjonalnych współpracowników do
danych zadań (zakłady karne, infolinia).
Greg dalej opowiadał o pracy dyrektorów i
pracowników w różnych obszarach – w GSO jest zatrudnionych ok. 80 osób. I
tylko osoby zatrudnione otrzymują wynagrodzenia. Osoby są zatrudniane
najczęściej na okres 7-12 lat, zaś potem następuje „odświeżenie”.
Greg
opowiedział, że on sam ma tak naprawdę kilka „stanowisk” w AA - w
GSO, albo w AAWS. Zaś Rada Powierników wszystko łączy, jest spoiwem wszystkiego.
On sam, jako osoba łączy zarządzanie poszczególnymi elementami, ma możliwość
zatrudniania i zwalniania pracowników.
To szeroki zakres odpowiedzialności a jednocześnie szeroki zakres
uprawnień.
GSO zatrudnia specjalną osobę,
konsultanta z zewnątrz, do ustalania stawek wynagrodzeń. Wynagrodzenia powinny
być, bowiem na poziomie takim, jak to jest na rynku pracy na podobnych
stanowiskach. On właśnie (w zgodzie z XI Koncepcją) podaje średnią płacę na
dane stanowisko „na rynku”. Greg
podejmuje decyzję i AAWS to akceptuje, lub nie.
Następnie dane dotyczące zatrudnionych
osób i pensji są upubliczniane w AA poprzez BOX,
gdzie podaje się „rząd wielkości” przy stanowiskach. Jeśli
zatrudniani są alkoholicy to ważny staje się staż pracy. I on decyduje o stawkach.
Przejście na każdy kolejny stopień stażu to przejście na wyższy stopień płacy.
Aby podjąć pracę alkoholik musi mieć co najmniej 6 lat
trzeźwości. Nie ma tu zasady rotacji, jest tylko wymienność, jeśli chodzi o
działy pracy, co pewien czas zamieniają się oni „biurkami”. A po 10
latach najczęściej sami odchodzą i dają miejsce następnym.
Następnie w naszych rozmowach wrócił
temat tłumaczeń. Przyjaciele wypowiedzieli się na temat potrzeby dopracowania
się dobrego słownika naszych pojęć.
Greg znów
nawiązał do trudności w tłumaczeniach i wyjaśnił, że oryginał jest trudny, bo
Bill napisał go trudnym, swoim, specyficznym stylem. I właśnie, dlatego wydaje
się sensowne przetłumaczenie 12 Koncepcji bez ingerencji w zawartość –
tak by pozostała nienaruszona myśl Billa i do tego
napisać potem Koncepcje do zastosowania w Polsce. Ważne jest, byśmy przed
zmianami informowali Wspólnotę. Gdy cokolwiek dzieje się zbyt gwałtownie
Wspólnota „krzyczy”. Dlatego tak ważne jest ciągłe informowanie o
planach i zamierzeniach.
Na koniec
Witek zaznaczył, że według niego dobrze by było, by także i on mógł
samodzielnie podejmować decyzje związane z zatrudnianiem osób, czy pensjami.
Kolejna część warsztatu dotyczyła
Konferencji. Greg opowiedział o tym, jak wygląda
Konferencja w USA, która trwa tam aż 6 dni.
Jest trzech prowadzących, czyli chairman (przewodniczący Rady ), dwóch zastępców (dyrektor
GSO) i wybrany
z delegatów (II terminu) na poprzedniej
Konferencji „z sali”. Padło pytanie – w jaki sposób delegaci są
przydzielani do zespołów tematycznych. Rotacja delegatów dzieje się w
przedziale dwuletnim. Są oni najpierw wybierani w regionach, a potem
przydzielani do zespołów na zasadzie losowania, „z kapelusza”.
Greg
opowiedział, jak sam trafił do Komisji ds. Karty. Całkiem mu to nie
odpowiadało, a okazało się, że los świetnie go tam skierował, że wiele się w
tej komisji nauczył.
Podobnie Dorothy
– przy losowaniu myślała, że najgorzej będzie, jak trafi do Informacji
Publicznej i oczywiście... tam właśnie trafiła. A
potem okazało się, że Siła Wyższa skierowała ją w najlepsze miejsce.
Bo to właśnie Siła Wyższa powinna nam pomagać przy
tych wyborach, zgodnie ze wskazaniami Tradycji. Koncepcja IX jest ważna nawet
wtedy, gdy zastanawiamy się nad wyborem mandatariusza. Greg
zaznaczył, że życie naszych dzieci i wnuków zależy od jakości pracy, jaką my
włożymy teraz w AA.
c.d.n.
Sprawozdanie
sporządził Tomek AA
( Skrytka 2/4/3 nr
74 luty 2008)
IV Tradycja AA
Początkowo wydawało mi się, że IV Tradycja Wspólnoty
AA mnie osobiście zupełnie nie dotyczy - przecież wyraźnie zaczyna się ona od
słów „Każda grupa jest…”, a to przecież znaczy, że jej
adresatem i przedmiotem zainteresowania jest grupa AA, a nie pojedynczy
alkoholik. Odsuwałem więc tę kwestię od siebie jak
najdalej, zostawiając ją alkoholikom pełniącym jakieś tam służby, rozmaitym
inwenturom czy intergrupom, z którymi zresztą dość
długo nie życzyłem sobie mieć nic wspólnego.
„Każda grupa jest niezależna we
wszystkich sprawach…” – nieco później ten właśnie kawałek tekstu IV
Tradycji wydawał się najważniejszy. Przede wszystkim jednak bardzo był
przydatny – usprawiedliwiał (pozornie) właściwie każdą samowolę
wynikającą z moich wad: egoizmu, egocentryzmu, pragnienia popisania się, potrzeby uznania czy
akceptacji. A że czasem inteligentnymi argumentami potrafiłem narzucić swoją
wolę lub przekonania, skutki bywały, delikatnie mówiąc… różne.
Dziś nie ulega dla mnie wątpliwości, że IV Tradycja
dotyczy autonomii grupy AA, a dokładniej określa granice tej autonomii. Jednak
„robi to” bardzo ogólne, do pewnego stopnia i tylko w pewnym
sensie.
„Każda grupa jest niezależna we wszystkich
sprawach…”. Wszystkich spraw, jakie mogą zaistnieć w życiu jest
nieskończenie wiele, nie ma więc możliwości i sensu
kolejne ich wyliczanie czy omawianie.
„… z wyjątkiem tych, które dotyczą innych
grup lub AA jako całości”. Tu już są pewne konkrety, ale natychmiast rodzi się
zasadnicze pytanie: kto będzie decydował, czy dana sprawa
dotyczy innych grup lub AA jako całości? Odpowiedź jest oczywista –
alkoholicy (w grupach, intergrupach, regionach itd.),
ale ta oczywistość nadal nie wyklucza zderzania się osobistych przekonań,
ścierania się partykularnych interesów, nieporozumień, prób narzucania swojej
woli, wątpliwości, gorących sporów, nieudanych prób, czy błędów. Zwłaszcza tych
ostatnich, bo prawo do błędu wydaje mi się jednym z ważniejszych elementów IV
Tradycji AA.
Kiedy pewnego razu wszystkie swoje wątpliwości na ten
temat przedstawiłem koledze, usłyszałem pobłażliwie i z wyższością wygłoszoną
uwagę: „Czy ty wszystko musisz komplikować, nawet tak proste
rzeczy?”. Za moment jednak sytuacja zaczęła wyglądać nieco inaczej, kiedy
poprosiłem „znawcę” o wyjaśnienie związków IV Tradycji AA z
czytaniem podczas mityngów tekstów z książeczki „24 Godziny” lub
praktykę tak zwanych „opłatkowych mityngów AA”.
Kolega kłapnął kilka razy paszczą, jak karp wyjęty z
wody i po długim namyśle oznajmił, że to nie jest takie proste i trzeba się nad
tym spokojnie i poważnie zastanowić. Ano właśnie, trzeba…
Aktualnie - bieżąca i na co dzień - realizacja IV
Tradycji wygląda u mnie mniej więcej tak: Żaden z alkoholików nie został
upoważniony do reprezentowania swojej grupy AA oraz całej Wspólnoty w Urzędzie Miejskim, wśród członków rodziny,
w warzywniaku lub w maglu. I ja też nie. Tym niemniej, czy mi się to podoba czy
nie, jestem w wielu środowiskach ambasadorem Wspólnoty AA. Mam na myśli rzecz
jasna środowiska i osoby, które wiedzą o moim uzależnieniu i o tym, że chodzę
na spotkania (mityngi) Anonimowych Alkoholików.
Funkcja ambasadora zobowiązuje i bez znaczenia jest,
czy przyjmowałem ją dobrowolnie i czy się z tą nominacją zgadzam. Tak po prostu
jest, a jako trzeźwy, dorosły, niegłupi facet, muszę zdawać
sobie sprawę, że jak mnie ludzie z mojego otoczenia będą postrzegać, tak też
będą sądzić o Wspólnocie AA. To jeden z aspektów IV Tradycji.
Kolejny dotyczy działalności na grupie i w strukturach
AA.
Na swój prywatny użytek założyłem plan maksimum, to znaczy
zakładam z góry, że nieomalże każde działanie grupy ma związek z innymi grupami
lub Wspólnotą AA jako całością – grupa, tak samo jak pojedynczy aowiec, jest ambasadorem AA i może mi się to podobać mniej lub
bardziej, ale o tym, jakie jest AA i czym jest AA, uczestnicy mityngu sądzić
będą po działalności grupy, na którą trafili.
W codziennej praktyce oznacza to, że jeśli mam
jakiekolwiek wątpliwości, nawet najmniejsze, co do swojego działania,
postępowania, pomysłu, wyboru, to staram się go skonsultować z sumieniem grupy,
na przykład podczas jej inwentury.
Z kolei, jeśli podczas inwentury grupy występują
jakiekolwiek wątpliwości, to z pełnym przekonaniem będę się starał sugerować
zebranym, że warto jest przedstawić problem Intergrupie.
W razie czego Intergrupa ma
do dyspozycji Region, itd.
Wspomniałem wyżej przykładowe dwa tematy, omawiane
ostatnio dość często w środowisku aowskim, czyli
czytanie podczas mityngów AA literatury nie aowskiej
(głównie chodzi o „24 Godziny”) i tak zwane „ opłatkowe
mityngi AA”. Czy mają związek z IV Tradycją?
Prosty przykład. Prowadzę mityng. Czytam Preambułę.
Przypominam o zasadach. Uczestnicy odczytują kolejno Kroki, które od 1939 roku
stanowią realną siłę Wspólnoty AA, program powrotu do zdrowia i skuteczne
narzędzie rozwoju (przebudzenia) duchowego, z którego z powodzeniem skorzystały
miliony alkoholików na całym świecie. Czytamy także 12 Tradycji - fundament
prawidłowego funkcjonowania każdej grupy AA. Odpowiedni Krok i Tradycja są u
nas zawsze tematem mityngu.
A następnie… Następnie zostawiam to wszystko, by
wraz z zebranymi ochoczo poświęcić resztę czasu na rozważania dotyczące tekstów
zawartych w książeczce wydanej przez Duszpasterstwo Trzeźwości.
Jakie świadectwo wystawiłem sobie, swojej grupie i
całemu AA? Nowicjusz mógłby stwierdzić, że to jakieś nieporozumienie, obłuda,
zakłamanie i hipokryzja… Czy tak właśnie ma być widziane AA?
Niedawno przy okazji takiej właśnie dyskusji musiałem
odpowiadać na pytanie, czy „24 Godziny” są złe? Nie, nie są złe. To
przecież nie o to chodzi. Bo „24 Godziny” są dobre. I
„Elementarz” jest dobry, i Koran, i Biblia… Na świecie jest
cała masa wspaniałych i niewątpliwie wartościowych książek i tekstów. Ale my w
AA czytamy literaturę AA…
Bardzo podobnie rzecz się miała z „opłatkowymi
mityngami AA”. Biegałem na nie radośnie i z zapałem. Te uściski, te
życzenia, błogosławieństwo udzielane przez lokalnego duszpasterza, podniosła,
pełna powagi atmosfera religijna, itp. Wspaniale było, wręcz cudownie,
ale… Jak się to ma do najbardziej podstawowych zasad AA zawartych w
Preambule?
„Wspólnota AA nie jest związana z żadną sektą,
wyznaniem…”, czy aby na pewno? Czy w to wierzę? Czy przestrzegam?
Co jest ważniejsze, zasady, czy moje osobiste ambicje, przekonania, wyznanie?
Jeżeli z jednej strony opowiadam o poszanowaniu zasad,
czytam Preambułę i Tradycje, ale z drugiej organizuję „mityng opłatkowy
AA”, to coś tu chyba jest nie w porządku. Mógłby ktoś zapytać, czy całe
AA jest takie zakłamane, pełne pozorów, udawania i sprzeczności?
Większość grup AA, z którymi mam kontakt odchodzi już
od starej tradycji „mityngów opłatkowych”. Organizują za to „spotkania
opłatkowe”, które nie są mityngiem AA i odbywają się w innym niż mityng
czasie. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że te „spotkania
opłatkowe” finansuje grupa AA. No tak…
Fundacja BSK AA w Polsce wydała kapitalną broszurę, z
której zresztą często korzystam, pod tytułem „Pytania do 12
Tradycji”. Do Tradycji IV znalazłem między innymi takie: „Czy moja
grupa zawsze bierze pod uwagę dobro całej Wspólnoty? […] Jakiejś grupy w
innym kraju lub na innym kontynencie?”
„Każda grupa jest niezależna…” tak,
to prawda. A jak przeznaczanie pieniędzy Wspólnoty (z kapelusza) na
„spotkania opłatkowe” ma się do wspólnego dobra grup w Izraelu,
Palestynie, Indiach, Gwatemali?
W tym miejscu bardzo łatwo o nieporozumienie i
zagubienie istoty autonomii grupy, bo aż się ciśnie na usta pytanie, czy w
takim razie grupom i alkoholikom nie wolno… tego, tamtego czy owego?
Ależ wolno! Bo i któżby mógł nam cokolwiek zakazać lub
nakazać?
Jednak głównie i przede wszystkim działa tu reguła
najbardziej chyba podstawowa z podstawowych – uraczył mnie nią kiedyś mój
sponsor, gdy młody i gniewny chciałem w jakiejś sprawie iść na barykady –
a brzmi ona tak: „W AA jest tylko jedna osoba zobowiązana do
przestrzegania zasad – ten, kto sam tak postanowi”. Warto też
pamiętać o prawie do błędu.
Alkoholicy dorastają, zdrowieją, trzeźwieją, rozwijają
się. Ten sam, lub podobny, proces przechodzą grupy AA i ostatecznie, jak
zawsze, ważne są wybory i decyzje: wolność czy samowola, zasady czy osobiste
ambicje, wspólnota i jedność AA czy partykularne interesy niewielkiej grupy?
Ja, szczególnie jako
alkoholik, pomylić się mogę zawsze. Jednak głęboko wierzę w zbiorową mądrość AA
i wypracowane przez Wspólnotę zasady, dzięki którym nie da ona zrobić krzywdy
sama sobie.
Ważne jest jednak i to, czy potrafię uznać, że mój
wspaniały pomysł wcale nie musi być tak wspaniały, jak mi się wydaje, czy
jestem gotów prosić o wskazówki, radę i pomoc, i czy gotów jestem poświęcić
czas i wysiłek na poznanie, zrozumienie i stosowanie zasad, które przecież
przyjmuję dobrowolnie? Jeśli potrafię zrobić to wszystko z pokorą, w duchu
miłości, jedności i odpowiedzialności, to Wspólnota AA nie powinna mieć ze mną
problemów.
Meszuge (grudzień 2007)
Alkoholicy uczą się z własnych doświadczeń
Dnia 6 03 2008 odbyło się kolejne spotkanie Zespołu Informacji
Publicznej Regionu Warszawa. Znaczną jego część poświęcono podsumowaniu cyklu
zajęć ze studentami medycyny, których celem było przekazanie informacji o
Wspólnocie Anonimowych Alkoholików jako metodzie
wychodzenia z alkoholizmu. A oto kilka zasłyszanych opinii:
· spotkania
wzbudziły żywe zainteresowanie młodzieży akademickiej
· pomocne
okazały się prezentacje wizualne
(sic!!!)
· przy bardziej
spontanicznych dyskusjach spotkanie może trwać
nawet ponad 2,5 godziny
· należy
przypominać, że Program AA cieszy się uznaniem specjalistów
Jako przykład
pytań z sali podano:
· Czy to prawda,
że po kieliszku ręka lepiej trzyma skalpel?
· Niebezpieczeństwo
zastępowania jednego uzależnienia drugim
· Jak się
czujecie mówiąc o swoim pijanym życiu?
· Relacje z
dziećmi w rodzinie z problemem alkoholowym
· Jakie
jest wasze dno? (najgorszy moment pijanego życia
– red.)
· Jak skłonić nadużywającego
alkohol do leczenia?
W wyniku
dyskusji wśród członków Zespołu stwierdzono konieczność zaproszenia dużo
młodszych lektorów w wieku bardziej zbliżonym do słuchaczy. Spotkania powinny
być prowadzone przez 3-4 osobowe zespoły oraz dobrze gdy
jedna osoba jest wśród słuchaczy i obserwuje sposób prezentacji.
Druga część
spotkania poświęcona była organizacji mityngu informacyjnego w Ostrołęce na
zaproszenie MKRPA w dn. 9 V
godz. 10
redakcja WIEŚCI z AA
Listy
do redakcji
Jest inaczej
Gdy
trafiłam na pierwszy mityng to nic z tego nie rozumiałam. Ale się bałam,
poszłam na drugi, trzeci, itd. Chodziłam bo coś tam
się działo, byłam ciekawa co ludzie robią żeby nie pić. Najbardziej podobały mi
się słowa, że „nic nie musisz, ty sam decydujesz, nikt od ciebie nic nie
chce, tylko bądź.”
Poznawałam
nowe osoby, które się cieszyły z tego, że jestem i taka jaka
jestem. Chcieli mnie, a nie ode mnie.
Zaprzyjaźniłam
się z ludźmi i umawiałam się na kolejne mityngi. Chodziłam wbrew sobie i swoim
bliskim. Ciągle jednak pragnęłam coś wiedzieć. Na różnych mityngach słyszałam
dużo o sobie i takich samych problemach jak moje. Usłyszałam - daj czas czasowi
a wszystko zrozumiesz. Dużo mi się nie podobało, ale brałam to
co mi było potrzebne. Długo się biłam ze swoimi myślami aż wreszcie
zaczęłam słuchać uważniej.
Cieszę
się z każdego dnia, bo coraz bardziej umiem sobie radzić z problemami. Jak
czegoś nie rozumiem to po prostu przeczekam, a problem okazuje się do rozwiązania.
Na
mityngu czuję się jak w rodzinie, przyjaźnie. Wsparcie jakie
otrzymuję to coś czego wcześniej nikt mi nie dawał.
Nikt
nie pyta jak kiedyś postępowałam, tylko przyjaciele opowiadają jak z tego
wychodzą. Po prostu jest inaczej, lepiej.
Pozdrawiam,
Basia
Zza
krat
Kadry
Jak żeglarz przemierzający oceany, jak
narciarz szusujący między drzewami, jak haker serwujący po sieci, ja przeglądam
obrazy z życia niczym filmy w starym kinie. Z odmętów świadomości wydobywam obrazy
przeplatające chwile radosne z takimi, których pozazdrościłby mi niejeden
mistrz najkrwawszego horroru. Pomimo różnorodności scen, dość często pojawia
się bestia, która niczym pasożyt zagościła w mym ciele i umyśle, trawiąc go za
każdym razem, gdy były puszczane jej wodze. Z chwilą uwolnienia, pomimo
obecności ludzi, szeptała w umyśle, że dzięki niej będę nie do pokonania. Jak
wiatr liśćmi, tak mną targały sprzeczne uczucia. Jednak
siła potworna była większa i z dnia na dzień trawiło coś moje wnętrzności.
Piekielny ogień spływał do środka z każdym podniesieniem ręki, każda próba
krzyku, kończyła się niemym otwarciem ust, błędnym wzrokiem i czarną, zimną
otchłanią, w którą
byłem wciągany za kostki u nóg trzymany łapami
bestii. Wytwór ten niczym cenzor, pilnował, by uczucia
mogące zniweczyć jego plany, nie dotarły zbyt głęboko. Czasami, by nie dopuścić
do mojej samozagłady, zezwalał na kontakt ze światem zewnętrznym. Uknułem, więc
plan w takim momencie i w takim go wprowadziłem w życie, z pomocą, udało się
spętać potwora. Czasem słyszę jego szepty, którym sam nie potrafię się oprzeć.
Jest jednak ktoś, kto zawsze mi pomoże…
Wystarczy
chcieć
Mgłą
zaszły oczy, szedłem jednak naprzód jak ślepiec, po omacku opierałem się o
ścianę dłońmi. O ścianę absurdu, cierpienia, bezwzględności, rozpaczy i
powolnej samozagłady. Dążąc do wyjścia na obolałych nogach. Parłem do przodu,
łokciami rozdawałem razy ludziom, patrzącym na mnie bardzo dziwnym wzrokiem.
Ludzie mijający mnie wykrzywiali usta, inni zakrywali nos rękoma, ja czyniłem
to samo i niczym małpa powtarzałem ich ruchy, krzyczałem i wyklinałem tych
ludzi, ich zachowanie w moim mniemaniu było chorobą, której wcześniej nie
widziałem. Nie zdając sobie sprawy, że są to ludzie normalni i zdrowi a chory
tak naprawdę jestem ja. Traktowałem ich jak trędowatych, nie
potrafiących zrozumieć świata – świata złego, szarego i
monotonnego. Okazało się, że to ja niczym istota-potwór z piekła rodem,
zapachem siarki, odpędzam od siebie istoty wszelkiego rodzaju tego świata.
Brnąc dalej, zagłębiałem się w bezsensownym świecie, gdzie omamy wzrokowe i
słuchowe wyparły elektrony pobudzające bardziej wzniosłe cele ludzkiego
istnienia. Zapach siarki był codziennością. Zaślimaczone
i powykrzywiane usta w pseudo uśmiechu współtowarzyszy tego samego pokoju,
dawały błędne poczucie wolności. W gruncie rzeczy to więzienie, którego nie
sposób samemu opuścić. Spętany absurdami i jedyną pożywką, którą każdy funduje
sobie sam, doprowadziłem do powolnej śmierci.
Istnieje
jednak możliwość, by przedłużyć życie. Poznać jego prawdziwe oblicze, lepsze,
weselsze, kolorowe, dające ciepło, poczucie wartości każdej istocie na całym
świecie. Zamiast rozdawać razy łokciami wystarczy wyprostować rękę, a znajdzie
się przynajmniej jedna dłoń, która pomoże w oczyszczeniu oczu z mgły i pozbyciu
się zapachu siarki. Najwartościowszym okaże się wysunięty palec wskazujący
kierunek, w którym każdy może się udać, by stać się normalnym. Wystarczy tylko
chcieć.
Artur W
„Nasze korzenie...”
Historia powstania grupy AA „KONTAKT”
Pamiętam, że grupa postała w 1989 roku,
rocznicę obchodzi w marcu.
Ja wtedy jeszcze nie należałem do AA i nic
nie wiedziałem o Wspólnocie Anonimowych Alkoholików. Próbowałem robić coś ze
swoim problemem alkoholowym, chodząc na spotkania z psychologiem do Poradni
Odwykowej przy ul. Jagiellońskiej. Zapisałem się również do Klubu Abstynenta
„Kontakt”, który mieścił się w piwnicy przy ul. Al. Solidarności
(dawniej Świerczewskiego), zaraz obok ul. Jagiellońskiej. Pamiętam, że do tego
Klubu przychodził Zbyszek z Woli (obecnie mieszka w Milanówku), Witek z Pragi,
Jurek Kosko (obecnie terapeuta), Tadek - kucharz , Tomek z Bródna oraz wiele
jeszcze innych osób. Jurek Kosko, oraz Tadek - kucharz należeli wtedy do Wspólnoty AA
i nam trochę o niej zaczęli opowiadać (pamiętam, że nawet raz pojechałem z nimi
na spotkania w Rywałcie, nie będąc członkiem AA).
Padł wtedy pomysł założenia w Klubie Abstynenta grupy AA. Brat Witka, który był
uczestnikiem spotkań grupy AA w Grójcu (niestety nazwy grupy nie pamiętam),
wyraził chęć pomocy przy założeniu grupy AA w Klubie Abstynenta
„Kontakt”. Wraz z grupą przyjaciół z Grójca przyjeżdżali na
pierwsze spotkania i oni prowadzili pierwsze mityngi oraz dostarczyli literaturę
AA. Na kolejnym spotkaniu ustaliliśmy, że nasza grupa będzie się nazywała
„Kontakt”. Przyjaciele poprosili mnie, abym pojechał do Felka AA i
głosił, że postała nowa grupa AA na Pradze „Kontakt”. Pojechałem
więc razem z Tomkiem na mityng przy ul. Belgijskiej, w Poradni Odwykowej i tam zgłosiliśmy
Felkowi, że istnieje nasza grupa „Kontakt”, prosząc również o
umieszczenie jej w spisie mityngów AA Regionu Warszawa.
Na mityngu tym przy ul. Belgijskiej dopiero zostałem
przyjęty do Wspólnoty AA i dostałem niezapomniane oklaski. Przyszedł czas, że
przyjaciele z Grójca przestali do nas przyjeżdżać, ale zaczęli nas wtedy
wspierać przyjaciele z grupy AA „Kamionek”, która wtedy spotykała
się przy ul. Grochowskiej (tam była Poradnia Odwykowa). Bardzo wtedy
pomagał nam między innymi Marek – akuracik,
który prowadził tamtego czasu mityngi grupy AA „Kamionek”.
Nie wiem jakie były dalsze losy grupy AA
„Kontakt” (znam je ze słyszenia). Ja wtedy po pewnym czasie
uczestniczenia w mityngach stwierdziłem, że sobie dam sam radę i skończyło się
tym, że piłem następne 4 lata. Wiem, że grupa zmieniała adresy swoich spotkań.
Spotykała się na Pradze II, przy ulicy Brechta oraz na ul. Kłopotowskiego, a
obecnie przy ul. Floriańskiej 3 (przy Kościele). Ja wróciłem do AA po 4 latach picia
kasacyjnego w 1993 roku i cieszę się, że grupa przetrwała i nadal niesie
posłanie alkoholikom potrzebującym wsparcia. Andrzej
AA
Współzałożyciel grupy AA „Kontakt”
01.2008
r.
Witam
Jestem alkoholikiem i mam na imię
Paweł, pełnię służbę zastępcy rzecznika Regionu ds. archiwum. Poniższe pytania
pomogą mi odtworzyć historię Regionu Warszawa AA i spisać w jedną całość.
Proszę, odpowiedz na nie tak jak potrafisz i jak pamiętasz.
Pozdrawiam
serdecznie Paweł
- archiwum
Pytania
dotyczące powstania Wspólnoty AA Regionu Warszawa
Kiedy i w jakich
okolicznościach przystąpiłeś do wspólnoty AA?
W jakim stanie
organizacyjnym było AA w Warszawie wtedy, kiedy wstępowałeś do wspólnoty?
Jakie były najważniejsze
postacie AA w Warszawie i rola każdej z nich wtedy, kiedy wstępowałeś do
wspólnoty?
Co działo się dalej ze
strukturą organizacyjną AA w Warszawie,
co było powodem zmian w tej strukturze
organizacyjnej,
w jakiej atmosferze przebiegały te zmiany?
Jakie zakładałeś grupy
AA lub w zakładaniu jakich uczestniczyłeś?
Czy są jakieś grupy,
które mają jakąś swoją specyfikę? (np. grupy
kobiece, anglojęzyczne, grupy skupiające ludzi
jednego zawodu czy też przyjaciół z jednej terapii, itp.)
Co uważasz za swój wkład
w tworzenie Regionu Warszawa AA?
Jak powstało, jak
działało i jak działa AA w więzieniach?
W jaki sposób AA
współdziałało i współdziała z profesjonalistami?
Jakie znasz inne formy
oddziaływania AA (np. Strzyżyna,
audycje radiowe itp.)?
Jak się kształtowały i
jak funkcjonują służby AA?
Jak powstały tradycje
zabaw, spotkań weekendowych i innych imprez AA?
Czy uważasz, że AA w
Warszawie różnią się czymś od AA w innych miejscowościach (np.
swoboda wyboru grup itp.)?
Inne ważne dla Ciebie rzeczy, o których chcesz powiedzieć?
Bliżej siebie
Forum 19-lecia
AA na Ukrainie, 23 - 24 luty 2008
Podróż pomimo swej uciążliwości na drogach Ukrainy, opłacała się dzięki
temu, co przeżywałem przez dwa dni, uczestnicząc jako
gość. Zapłaciłem również akredytację, nie uciekałem od kapelusza, który krążył
na spotkaniu w Sali konferencyjnej i widowiskowej ośrodka leczniczo -
sanatoryjnego pod Kijowem.
Pojechaliśmy
samochodem z Adamem i Zygmuntem. Ja byłem po raz pierwszy na Wschodzie z
pierwszym paszportem w swoim życiu. Straciłem wreszcie dziewictwo
niedowiarstwa. Tam na Ukrainie też są ludzie szczęśliwi i uprzejmi. Muszę
pochwalić ukraińskie społeczeństwo, bo doznałem samych pozytywnych wrażeń.
Spotkaliśmy znajomych i nawet nocowaliśmy 2 noce w ich domu.
Alkoholik ma wszędzie siostry i braci, chętnych udzielić wsparcia i to
nas łączy. Ukrainki są usłużne i potrafią dbać całym sercem o Gościa z Polski.
Dzieci są także przyjaźnie usposobione do nas. Było z nimi serdecznie, syto i
trzeźwo.
Widziałem
całą literaturę AA w ich języku, miałem swój identyfikator oraz serdeczność
gospodarzy. Byli chętni do rozmów i wymiany doświadczeń. Zabrałem także głos,
dziękując i przesłałem życzenia wytrwałości i konsekwencji w działaniu na rzecz
AA. Było skromnie ale gościnnie. Uczestniczyliśmy w
zabawie sobotniej od 18.00 do 23.00 i
starczyło nam sił fizycznych. Robiłem zdjęcia na forum, zachowując zasadę
anonimowości. Na zabawie nikt nie zwracał uwagi na zdjęcia. Zawsze pamiątki są
mile oglądane i wspominane. Zwiedzaliśmy trochę Kijów. Jechaliśmy metrem
wyjątkowo głęboko w ziemi. Bogatszy o nowe doświadczenia i spełnienie czuję się
dowartościowany. Pożegnanie i kolacja była w 8 - osobowej rodzinie AA.
Jestem
pod wrażeniem ogromu bogactw ziemskich Ukrainy jeszcze nie
wykorzystanych. Pogoda była ładna a teraz oglądamy zdjęcia i dzielimy
się wrażeniami, czego i wam czytelnikom MITYNGU życzę z głębi częściowo już
oczyszczonego serca. Spotykajmy się jak najczęściej w imię trzeźwej miłości
bliźniego i kochajmy go jak siebie samego.
Łączę pozdrowienia, AN-SAN
P.S. Ukraina jest piękna, ale
dziewczyny nasze są piękniejsze po polsku…