MITYNG 05/131/2008
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
Tradycja
V, czyli bardzo celna Tradycja
Tyle się mówi o
niesieniu posłania. Co i
rusz te piękne słowa o niesieniu posłania padają z ust na zlotach,
spotkaniach
służb, radach regionu, czy konferencjach.
Tyle
pięknych słów o niesieniu posłania można usłyszeć na
mityngach, kiedy mowa o 12
Kroku. Potem, prędzej czy później, na tych mityngach pojawia
się nowy
Przyjaciel, alkoholik szukający ratunku.
Pewnie
usłyszy pytanie „Czy chcesz
przestać pić?” z
zapewnieniem, że w AA nikt o
nic nie pyta. Być może nowi koledzy powiedzą mu, że w AA nic się nie
musi,
chociaż nasza Wielka Księga tyle razy powtarza słowo
„musieć” na
tyle sposobów (choćby w czytanym na większości
mityngów fragmencie „Jak
to działa?” - „...musieliśmy
pozbyć się
ich całkowicie”). W przerwie duża grupa wybiegnie na
papierosa, inni
zgromadzą się wokół czajnika z kawką, a jeden czy
drugi zapaleniec poklepie
go po plecach i wręczy książeczkę adresową. Ten nowy czasem ucieka już
w
przerwie, czasem ucieka po drugiej połowie, często nie wraca. Tu wiele
osób
mówi – na siłę się nie da, nie nosi się na
plecach, itd. itp.
Ale
można się zastanowić, czy rzeczywiście
grupa, jako podstawowy cel swojego działania postawiła pomoc
cierpiącemu
alkoholikowi? Czy tych kilka obyczajów
„przyjmowania do Wspólnoty”
nie jest przykrywką dla sumienia?
Możemy
- jako grupa - postawić sobie takie
konkretne pytania:
1. Czy jako grupa mamy OPRACOWANY
plan zajęcia się
nowoprzybyłym? To znaczy, czy ustaliliśmy
kto z nas
zajmie się wyjaśnieniem w przerwie podstawowych pojęć, np.
sposobu korzystania z książeczki adresowej? Czy wiemy, który
z członków grupy
przekaże mu np.
swój telefon, umówi się na spotkanie,
umówi się na następny mityng?
2. Czy wiemy jaką literaturę polecić
nowoprzybyłemu, w jaki sposób
o niej mówić? Czasem bywa tak, że trzy osoby
mówią naraz, każda mówi co innego
i w
dodatku
jedni coś polecają a inni odradzają?
3.
Czy mamy GOTOWE pakiety dla nowoprzybyłych w
formie ulotek dodanych do książeczki adresowej?
4.
Czy mamy wśród nas 12-krokowców, osoby
chętne do bezpośredniego niesienia posłania, poprzez osobiste spotkania
z
cierpiącymi alkoholikami?
5.
Czy dbamy o to, by na terenie działania
grupy była dobra informacja o jej istnieniu? Czy roznosimy ulotki,
zawieszamy
ogłoszenia na tablicach informacyjnych?
6.
Czy przedstawiciele grupy biorą udział w
dyżurach telefonicznych oraz on-line
w PIK?
7.
Czy grupa przekazuje datki do Intergrupy,
Regionu, BSK, nie gromadząc niepotrzebnych
rezerw? Czy dbamy o to, żeby grupa miała świadomość, iż pieniądze
przekazywane
przez nią SĄ WYKORZYSTANE NA RZECZYWISTE NIESIENIE POSŁANIA?
Jeśli
chodzi o ten ostatni punkt jest na pewno
wiele do zrobienia – warto byśmy jak najwięcej
mówili do siebie, byśmy ze
sobą rozmawiali, byśmy
przekazywali informacje. Gdy
jakiś czas temu był u nas w gościnie Greg
z GSO, to
na nasze pytania dotyczące 12 Koncepcji powiedział, żebyśmy najpierw
zadbali o
KOMUNIKACJĘ! Powtórzył to kilkakrotnie.
Warto
więc, żeby i służby Regionu, a także samo
Biuro Fundacji włożyło wysiłek w komunikowanie się z grupami, w ciągłe pokazywanie
- hej,
zobaczcie, naprawdę niesiemy posłanie, zobaczcie co robimy dzięki
każdej złotówce
wrzuconej przez was do kapelusza.
Grupa realizuje cel zawarty w
piątej
tradycji w wielkiej mierze także poprzez datki z kapelusza przekazywane
na
niesienie posłania.
Jest tu też wielka rola
mandatariuszy
– to jak mówią mandatariusze, jak opisują spotkania Intergrup,
co przekażą z tego, co było na
Konferencji, ma też wielkie znaczenie dla ducha całej grupy, dla jej
poczucia
bycia w jedności z całą Wspólnotą. I realizowania jednego,
wspólnego celu.
Niedawno
znów miałem okazję spotkać się ze skacowanym
alkoholikom, który pytał mnie, co zrobić, żeby przestać pić.
Zaprosiłem go na
mityng AA. I jestem wdzięczny za to, że miałem szansę w jego oczach, w
jego
łzach, w jego drżących rękach zobaczyć siebie samego sprzed kilku lat,
przypomnieć sobie. Cel, jakim jest niesienie posłania pomaga mi samemu
pozostać
trzeźwym. I z Pogodą Ducha oczekiwać kolejnego dnia.
Tomek
AA
Samowystarczalność
Witam
wszystkich serdecznie Nazywam się Teresa, jestem alkoholiczką. Jestem
też
delegatem służby krajowej gdzie pracuję w komisji finansowej. Z tego
tytułu
czuję się upoważniona aby bliżej przedstawić służby finansowe naszej
wspólnoty
oraz przypomnieć o zasadach wynikających z Siódmej
Tradycji.
Świadomość
7 tradycji w grupach AA jest bardzo ważna. Musimy wiedzieć po
co zbieramy pieniądze do kapelusza i na co je
przeznaczamy. Jest to
jedna z najważniejszych służb w naszej wspólnocie. Podkreśla
to temat dzisiejszej
Konferencji. Samowystarczalność – to znaczy, że utrzymujemy
się z
własnych dobrowolnych datków. Uczymy się dysponować
posiadanymi funduszami a
nie wyciągać ręce po dotacje zewnętrzne. Nie chcemy się uzależniać od
fundatorów.
Sprawami
finansowymi grupy zajmuje się skarbnik. Z rzetelnym wykonywaniem tej
służby
wiąże się wiele obowiązków. Skarbnik, w porozumieniu ze
służbami grupy jest
zobowiązany opłacić salę, w której odbywa się mityng,
zakupić herbatę, kawę,
materiały potrzebne do prowadzenia mityngu. Oczywiście grupa może obyć
się bez
kawy, herbaty, paluszków czy innych ciastek
choć one
sprzyjają powstaniu przyjaznej atmosfery mityngu. Mamy po prostu
świadomość, że
takie zakupy nie są niezbędne. Ważniejsze jest utrzymanie służb.
Pozostałe
pieniądze, to znaczy około 40% powinien wpłacić do służb finansowych intergrupy. Czasami grupy
decydują się rozdzielać pieniądze
według klucza 60,20,10,10. Nie ma w tym nic złego. Jest to inna
interpretacja
tej samej zasady by przekazywać pieniądze na utrzymanie kolejnych
służb.
Doświadczenia naszych poprzedników przypominają, że
przetrzymywanie większej
gotówki w grupie nie jest wskazane. Rodzą się wtedy
niesnaski, przychodzą pomysły aby
zebrane pieniądze używać na poza wspólnotowe
cele. Każde wydatki są przedstawiane grupie ustnie i zapisywane w
specjalnym
zeszycie, który jest dostępny dla każdego członka grupy.
Obowiązki,
z jakimi spotyka się skarbnik intergrupy
są już
większe. Po pierwsze uczestniczy w comiesięcznych spotkaniach zespołu
finansowego. Tam przez wymianę doświadczeń dowiaduje się o potrzebach
finansowych wspólnoty i możliwościach realizacji. O tych
potrzebach informuje
członków AA na wszelkich spotkaniach. Do zadań skarbnika intergrupy
należy zabezpieczenie funduszy aby
można było nieść
posłanie do takich miejsc jak zakłady karne, detoxy,
placówki lecznicze oraz akcje organizowane przez intergrupę.
Część wpłat jest przekazywana na utrzymanie służb Regionu oraz
działania
podejmowane przez BSK na wyraźne zlecenie Konferencji Służby Krajowej.
To są
właśnie 10 i 10 %. Wszystkie wydatki są skrzętnie zapisywane i dobrze,
gdy
przed wydaniem pieniędzy skarbnik oczekuje decyzji wyrażonej w sumieniu
intergrupy. Skarbnik nie
jest dysponentem. To Siła Wyższa
wyrażona w sumieniu intergrupy
decyduje
na co przeznaczyć zebrane fundusze.
Ta
sama
zasada dotyczy również skarbnika regionu. Jednak sprawa się
lekko komplikuje.
Skarbnik regionu ma do czynienia z dwoma rodzajami wydatków.
Pierwsza,
podstawowa część zawiera opłaty za wynajem lokalu PIKu,
ogrzewanie, telefon i internet.
Są to wydatki w miarę
stałe /czasami stale rosnące/ i nie podlegają dyskusji.
Kłopoty
zaczynają się w drugiej części wydatków bardziej
operacyjnych. Nie możemy
wydawać więcej pieniędzy niż mamy, choć ciągle pojawiają się nowe
pomysły
związane z wydatkami. Musi obowiązywać nas zasada rozsądku finansowego
oraz
samowystarczalności.
Kilka
lat
temu organizacja mityngów informacyjnych znacznie obciążała
fundusze Regionu.
Dzisiaj organizatorzy spoza AA zamawiają i płacą za otrzymane przez
słuchaczy
materiały informacyjne. Wspólnota pokrywa jedynie koszty
dojazdu na taki
mityng.
Inny
przykład. Pamiętamy jeszcze chyba szeroką dyskusję na temat ceny
biuletynu
regionalnego MITYNG. Koszty produkcji przekroczyły uzysk z
rozprowadzania.
Mieliśmy do wyboru zlikwidowanie wydawania biuletynu albo podnieść jego
cenę.
Konferencja w swojej decyzji wypowiedziała się za kontynuacją wydawania
biuletynu jednakże po wyższej cenie. W ten sposób biuletyn
ponownie stał się
samofinansujący a pewne nadwyżki mogą być przeznaczane
na niesienie posłania i
utrzymanie służb Regionu.
Skarbnik
Regionu przewodniczy służbom finansowym, które spotykają się
w pierwsze
poniedziałki miesiąca, oczywiście w naszym PIKu.
Tam
powinna odbywać się dyskusja nad każdą złotówką. Z wydanych
pieniędzy skarbnik
sporządza raport finansowy aby
wszyscy członkowie AA z
Regionu mogli zobaczyć na co zostały przeznaczone zebrane pieniądze.
Skarbnik
musi być pewien, że wydaje pieniądze na zadania
świadomie wskazane przez
Radę Regionu albo Konferencję, nie zaś na pośpiesznie
przegłosowane lokalne
lub ambicjonalne inicjatywy. W ten sposób zapraszamy Siłę
Wyższą do naszych
decyzji.
Do
przedstawienia finansów realizowanych przez Biuro Służby
Krajowej nie czuję się
upoważniona. Lepiej jak zrobi to ktoś z etatowych
pracowników Biura. Jedno jest
pewne. BSK realizuje takie działania, które podczas
Konferencji Służby Krajowej
alkoholicy uznali za potrzebne dla przyszłości AA. –
I tylko te. Na ten fakt
księgowy oraz dyrektor BSK zwraca szczególną uwagę.
Wynika tu
również pewna konsekwencja. Alkoholicy organizując jakieś
lokalne przedsięwzięcia nie powinni zapominać o datkach na utrzymanie
służb do
BSK, które w swej deklaracji nie otrzymuje żadnych dotacji,
utrzymuje się tylko
ze sprzedaży literatury i naszych wpłat. Lokalne inicjatywy nie powinny
stanowić zagrożenia dla funkcjonowania naszego wspólnego dobra
jakim jest BSK. Pamiętajmy wtedy o funduszu urodzinowym
albo przekazaniu
nadwyżek z organizowanej imprezy.
I
jeszcze
jedna uwaga. Kiedy piliśmy udawaliśmy milionerów.
Dzisiaj
nie musimy postępować rozrzutnie. Bardziej liczy się systematyczna
wpłata do
kapelusza. Pamiętajmy, choćby z wdzięczności za nasze nowe życie, że
nasz datek
może przyczynić się do uratowania życia kolejnemu człowiekowi. Nie ma
bardziej
zaszczytnego celu.
Dziękuję za uwagę
, Tereska
Sprzeczności?
W co wierzyć a co jest fałszem?
Wielu specjalistów
mówi – „alkoholizm
jest chorobą zaprzeczeń…”
U
mnie potwierdziło się. Jestem alkoholikiem, pełnym
zaprzeczeń i nijak nie dało mi się pomóc. Najskuteczniejsza
okazała się kuracja
pozornie złożona z zaprzeczeń. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Już
od pierwszych dni słyszałem na mityngach i
terapiach: „jak
się poddasz to wygrasz”. To zdanie samo
w sobie jest perfidnie sprzeczne. Prawda? Dla alkoholika, okazuje się
logiczne.
Podobnie
sprzeczne jest: „musisz
upaść, żeby wstać”.
Albo takie: „twoje
zalety mogą okazać się wadami, a wady zaletami”.
„Nieważne kto ma rację, ale kto
umie ustąpić”.
I znowu się sprawdziło. Potrzeba było duuuużoo
czasu,
abym się o tym przekonał i przestał walczyć ze sobą, spróbować
wykorzystać wady w pożyteczny
sposób.
W AA początkowo szukałem sposobu na „kulturalne
picie”
– a
potem zaprzestałem, choć nie myślałem, że to możliwe. Przecież wszyscy
pili! A
dziś mało kto. Koniec
świata.
Zaprzestanie
picia trochę komuś na złość, żeby IM
pokazać? Tak. Moja przekora znalazła tym razem pozytywne zastosowanie.
Przesadna nadgorliwość w pierwszych tygodniach – pomogła
mi wytrwać. Za to dla
mojego otoczenia jest męcząca. Chciałem dogonić tych z większym stażem,
być naj, naj – to też mi
odeszło. Nie zdołałbym odwrócić swoich wad bez pomocy i
udziału w AA i
strukturach. Spotkanie z podobnymi ludźmi do mnie, pokazało
zwierciadlane
odbicie mnie samego. Słyszeliście to:
„jeśli
ktoś cię denerwuje to się przyjrzyj sobie, być może denerwują cię cechy
które
ukrywasz”.
Czy jest to
sprzeczne? Jak mnie inni denerwują to coś ze mną nie tak? To ja mam się
leczyć?
Trudno się z tym pogodzić. Wiele razy musiałem przyznać rację, nie dało
rady
zaprzeczyć. A jak się obrażałem? Uuuuu!
Mam
skłonności „do strzelania focha”. W AA nazwano to
egocentryzmem. A
coś takiego znacie: „jak
cię
trzeźwienie boli, to oznacza, że pewnie zdrowiejesz”!
Eeeh – nic
mnie bardziej nie wkurza jak te
sprzeczności! Od czasu do czasu życie pobolewa. Co za dziwna choroba?
Jedyna taka na którą
można mieć wpływ – wystarczy nie pić!
Jakie to proste! To
odkrycie zajęło mi 15 lat. „Czym
bardziej boli tym lepsze rokowania”.
Pozdrawiam
–„spiesz się po woli!”
Lechu02
„Mity
i Realia"
- warsztaty na temat
niesienia posłania do ZK i
AŚ
Warsztaty
odbyły się
w Warszawie 15 marca 2008 roku, w Punkcie Informacyjno –
Kontaktowym
(PIK) na ul. Brazylijskiej 10.
Warsztaty
rozpoczął Grzegorz, przywitał zaproszonych gości oraz wszystkich
uczestników.
Wśród zaproszonych była Pani Małgorzata Żach -
terapeutka z oddziału Atlantis
w Areszcie Śledczym w
Warszawie. W spotkaniu udział wzięło wyjątkowo dużo osób
(37). Oznacza to, że
tego typu warsztaty są bardzo potrzebne.
Prowadzący
na wstępie odczytał fragment tekstu naszego przyjaciela "Początek AA w
Zakładach Karnych". Przypomniano, że z posłaniem do Zakładów
Karnych
(ZK) i
Aresztów Śledczych (AŚ) chodzimy od 1987 roku.
Grzegorz
-
dzieląc się swoim doświadczeniem - powiedział, że dzisiaj jest tutaj
dzięki
temu, że kiedyś jako
osadzony poszedł na swój pierwszy
mityng AA. Tam spotkał Anonimowych Alkoholików i to oni dali
mu nadzieję i
wiarę na normalne, godne życie, bez alkoholu. Minęło "trochę" czasu
jak jest na wolności i stosuje zasady proponowane przez
Wspólnotę AA, dzięki
temu żyje i to całkiem godnie.
Następnie
głos zabrała Małgorzata z oddziału Atlantis.
Opowiedziała o tym jak zachęca pacjentów oddziału aby
brali udział w mityngach AA. Jaj radość jest ogromna kiedy widzi osoby,
które
wcześniej były pacjentami oddziału, a dzisiaj przychodzą na mityngi AA
do AŚ z
zewnątrz, czyli z wolności.
Wojtek
opowiedział, że z mityngami AA spotkał się w ZK i na jednym ze spotkań
usłyszał
historię opowiedzianą przez przyjaciela z AA, która była
„jego
historią". Wychodząc na przepustki spotykał się z tym przyjacielem, ten
z
kolei opowiedział i pokazał mu jak można żyć uczciwie bez alkoholu.
Jacek
mówił, że dużo czytał literatury AA w ZK, z niej dowiedział
się, że są sposoby
na wyjście z choroby alkoholowej, chociażby terapia połączona z
mityngami AA.
Staszek powiedział, że jego główną siłą napędową,
która zachęca go do
uczestnictwa w mityngach AA w więzieniu jest fakt, że to właśnie tam
się
"odnalazł". Na początku trudno było się przyznać do alkoholizmu, ale
z czasem poddał się i uznał się za alkoholika.
Następnie
Darek powiedział, że z mityngami AA spotkał się 12 lat temu na
Rakowieckiej
podczas terapii. Niestety, po opuszczeniu Zakładu Karnego pił jeszcze
10 lat.
Obecnie nie pije 1,5 roku
i chodzi na terapię do
Otwocka. Chciałby chodzić na mityngi do ZK i dzielić się własnymi
doświadczeniami z osadzonymi, mówić o Wspólnocie AA. Bo
to właśnie tam dowiedział się, że
jest Wspólnota AA, która może pomóc w
beznadziejnym - wydawać by się mogło -
przypadku.
Elżbieta
powiedziała, że mityngi AA w więzieni są dla niej najważniejsze -
pomagając
innym można pomóc sobie samemu. Na tych mityngach czuje się
bezpiecznie.
Zachęcała osoby, które spotkały się z AA w więzieniu, żeby
brały czynny udział
i chodziły na spotkania w ZK bądź AŚ. Jest to naprawdę ważne - w ten
sposób
osadzonym można dać nadzieję i wiarę, że można żyć bez alkoholu,
zmienić swoje
życie. Ryszard zmienił swoje nastawianie do Służby Więziennej, kiedyś
czuł
wstręt do każdego funkcjonariusza, dzisiaj nastawienie jest pozytywne,
widzi
jak przyjaźnie SW patrzą na Anonimowych Alkoholików i ile
chcą dla nas zrobić.
Niestety tylko wśród nas brakuje chętnych do niesienia
posłania w te miejsca.
Żeby nie AA i przychylność Służb Więziennej na to, że pozwalała
aby mityngi się odbywały, dzisiaj prawdopodobnie by nie
żył. Wkłada
wiele serca w to, żeby mityngi w tych miejscach się odbywały, a
współpraca ze
służbami penitencjarnymi SW była na jak najwyższym szczeblu.
Darek
przedstawił osobę spośród obecnych, która dzisiaj
jest na przepustce z Zakładu
Karnego. Krótko powiedział, że rozmawiał z dyrektorem jednej
placówki na temat
sponsorowania w Zakładzie Karnym. Andrzej (na przepustce) z wielkim
wrażeniem
opowiedział, że po raz pierwszy w życiu jest na tego typu warsztatach,
obecnie
odbywa karę na Rakowieckiej, jest wdzięczny za mityngi po tamtej
stronie muru,
ma wielką nadzieję, że po skończonym wyroku też będzie mógł
nieść posłanie do
ZK i AŚ. Mówił też o tym jak radykalnie zmieniło się jego
podejście do
pracowników, szczególnie tych mundurowych,
wykonujących tę niewdzięczną pracę.
Jarek
opowiedział swoją historię jak aowcy
mu dużo pomogli,
same wypowiedzi dały dużo do myślenia, zmieniły jego nastawienie nie
tylko do
siebie samego, ale również do innych. Są terapeuci,
którzy wkładają tyle serca
w swoja pracę. "Bardzo pragnąłem żyć normalnie, brakuje mi słów aby wyrazić swoją
wdzięczność". Zwrócił uwagę na napis
jaki widniał przed prowadzącym: Nasz główny cel
-
nieść posłanie alkoholikowi, który wciąż cierpi. Włodek
podkreślił, że można
żyć inaczej. Na początku miałem problem z proszącymi o
„przysługę”,
ale na szczęście uporał się z tym. Przychodząc na mityngi do ZK dzieli
się
własnym doświadczeniem i na tym koniec - nie pozwala się uwikłać w
interesy
przekraczające jego kompetencje, tak
aby to nie
zaważyło na całym AA.
Janusz
na
koniec powiedział, że wszyscy obecni jesteśmy żywym przykładem, że to
działa i
jest potrzebne.
Moim
zdaniem dalsza kontynuacja tego typu warsztatów może okazać
się dobrą i
skuteczną metodą na zachęcanie kolejnych osób do niesienia
posłania do Zakładów
Karnych. Osób tych jest ciągle zbyt mało.
Spisał Andrzej_Zielonka.
————————————————
Każdy
zainteresowany może przyjść na Zespół ds.
ZAKŁADÓW KARNYCH, który spotyka się w
Punkcie Informacyjno - Kontaktowym Regionu Warszawa w czwarty czwartek
miesiąca o godz. 1800
, na ul. Brazylijskiej 10.
Dynamiczna
relacja z IV Ogólnopolskiego
Spotkania
Kolporterów Literatury AA w
Swarzewie, 29-30
marca 2008r.
Tematy
wiodące:
Zakres
obowiązków kolportera AA
Niesienie
posłania za pomocą
literatury AA
Kto
może zostać
kolporterem literatury AA
Dzień
pierwszy.
Spotkanie
rozpoczęliśmy Modlitwą
o Pogodę Ducha i odczytaniem tekstu 12
Kroków.
Prowadzący naszego spotkania był
Staszek z Regionu Bałtyckiego.
Następnie Paweł
z Regionu Kujawsko-Pomorskiego przedstawił
program spotkania. Dalej głos zabierali uczestnicy
spotkania. W zakresie obowiązków
kolportera często podkreślano
czystość stolika literatury. Zwracano też
często uwagę,
aby literatura nasza była do nabycia nie tylko na
spotkaniach Intergrup
czy zlotach. Dzieliliśmy
się doświadczeniem jak to kolporterzy
poprzez uczestnictwo w
mityngach starają się, aby literatura była
również
tam dostępna. Była
sugestia, aby kolporter znał
treść naszej literatury, dzięki
czemu może
na mityngach bardziej zachęcać do jej nabywania, aby świadomość
rozwoju duchowego poprzez czytanie była
większa wśród przyjaciół. Często
w wypowiedziach była mowa, aby kolporterzy
posiadali
wszystkie pozycje naszej literatury. Rysiek – kolporter z Intergrupy
Zatoka, zwrócił uwagę
jak ważne jest utrzymanie dobrego
kontaktu z Kolporterem Krajowym z
BSK – Andrzejem. Zwrócił też uwagę
na potrzebę
wprowadzenia przez byłego kolportera do tej służby
następcy i przedstawienie mu swoich doświadczeń,
aby obejmujący służbę
kolportera wiedział jak najwięcej
o tej służbie.
Marian
z
Regionu Warta zwrócił uwagę
na odpowiedzialność tej służby
(pieniądze) - kolporter grupy nie może
długo czekać
na potrzebne mu pozycje, powinien mieć
zawsze możliwość
jej nabycia.
Barbara
(Redaktor Zdroju) wypowiedziała się
o historii spotkań kolporterów
ogólnopolskich. Do spotkań
tych była sceptycznie nastawiona do
momentu,
kiedy zjawiła się
na spotkaniu kolporterów w Śremie.
Usłyszała
tam i ujrzała,
jakie jest zaangażowanie kolporterów w pełnienie
tej służby.
Zwróciła uwagę
na duże zaangażowanie
w zorganizowanie tych spotkań
Mariana - Kolportera Regionu Warta i Andrzeja Kolportera BSK. Z
sentymentem też
wracała do pierwszych wydań
naszej literatury i podziwiała
jak wszystko zmienia się na lepsze w wydawaniu. Jest również
większa dostępność
literatury AA.
Drugim
tematem
było „Niesienie posłania
za pomocą literatury AA”.
Marian
ze Śremu
odczytał z „Jak to widzi Bill” fragmenty związane
z powyższym tematem „Niesienie posłania
dla cierpiących” str. 155. Zasugerował,
że w służbie
tej, którą pełni - posłanie
nie odbywa się tylko na mityngach, ale także
podczas uczestnictwa w mityngach w Zakładach Karnych, na detoksach, na
spotkaniach z profesjonalistami. Niosąc posłanie
często używa
fragmentów
z naszej literatury. We wszystkich wypowiedziach była
mowa o ważności niesienia posłania
poprzez jak najszerszą
możliwość
dostępu do naszej literatury.
Kazik
z Calsberg (Niemcy)
powiedział, że literatura jest tam dostępna.
Zwrócił także
uwagę na to, że
dopiero bycie na naszych spotkaniach
pokazało mu jak ma pełnić
służbę kolportera. Cieszy się
z pełnienia tej służby,
gdyż pełniąc ją ma więcej
przyjaciół a także
służy ona jemu, aby życie
upływało spokojniej, bez emocji i złych
nawyków z poprzedniego okresu.
Zwracano uwagę,
że służba ta wszystkim pomaga w trzeźwości.
Mówiono także
o niesieniu posłania
do ZK poprzez literaturę AA. Grupy lub Intergrupy nabywają
literaturę u kolporterów i koordynatorzy ds. ZK
zaopatrują
tamte grupy na mityngach. W wypowiedziach była
też mowa o roznoszeniu ulotek i
broszur na
detoksy, do punktów terapeutycznych, aptek i
przychodni. Padały
też sugestie, aby będąc
na mityngach zachęcać
przyjaciół do pisania do naszych biuletynów:
Zdrój, Karlik, Warta, Skrytka czy
Mityng o swoich doświadczeniach
z okresu trzeźwienia oraz zachęcaniu
do czytania naszych biuletynów.
Zwracano w wypowiedziach uwagę na to, by kolporter nie brał
innych służb na grupach –
ta służba wymaga dużej
koncentracji.
Paweł
– Region Kujawsko-Pomorski -
sugerował,
aby literatura nasza wykładana była
w widocznych miejscach oraz mówił,
że w pełnieniu
służby kolportera pomagają
mu przyjaciele pełniący
inne służby.
Dzień
pierwszy naszego spotkania zakończył się dzieleniem się
doświadczeniami oraz spotkaniem z
pracownikami BSK. Andrzej Kolporter BSK przekazał,
że kolportaż
literatury AA wzrasta. Poinformował o trudnościach
w początkowych
kontaktach z kolporterami, obejmującymi tę
służbę. Sugerował,
aby poprzednik pomagał początkującemu.
Zwrócił uwagę,
iż opłaty pocztowe za zamawianą
literaturę
przechodzą na koszt zamawiającego.
Sugerował
aby tzw. ulotki
„streszczeniowe” naszej literatury (zajawki)
foliować, aby służyły
na grupach do wielokrotnego użytku
a nie jako podkładki pod szklanki, gdyż
są one drukowane za pieniądze
z naszych kapeluszy.
Magda
z BSK
zajmująca się
wydawnictwami przekazała,
że pozycja „Język serca” (2/3 książki
przetłumaczone) jest w trakcie tłumaczenia.
Osoba, która
zajmuje się tłumaczeniem na razie nie ma
czasu, aby to dokończyć.
Drugi
dzień
naszego spotkania był dniem, który zapełniony
był wypowiedziami na temat: „Moje wrażenia
ze spotkania”.
Wszyscy uczestnicy mówili, iż
spotkanie to było dla nich owocne. Pełni
wrażeń i zasobu informacji, które były
zawarte w wypowiedziach wiele im dały
do myślenia - jak dalej i w jaki sposób
pełnić tę służbę. W spotkaniu udział
wzięło około
70 osób. Byli przedstawiciele regionów
od Śląska po Wybrzeże
i od Szczecina po Białystok. Pozwoliło
mi to poczuć jedność
Wspólnoty w Polsce. Poznałem
wielu przyjaciół
z innych regionów.
Kończąc
nasze spotkanie Paweł z Regionu Kujawsko-Pomorskiego
zaprosił
wszystkich uczestników na V Spotkanie Kolporterów Literatury AA, które
odbędzie się
w Laskowicach nieopodal Świecia n/Wisłą.
Termin będzie podany w listopadzie. Za
organizację
będzie odpowiedzialna będzie
Intergrupa
Alfa z Regionu Kujawsko-Pomorskiego.
——————————
Zbyszek
- Kolporter Regionu
Warszawa
Zespół
ds. Literatury spotyka się
w PIK Regionu Warszawa w drugi czwartek miesiąca o godz. 1800
, na ul. Brazylijskiej 10. Zapraszamy!
Spotkanie
na temat 12 Koncepcji
w dniu 1-2.12.2007 w BSK
część
trzecia
Anonimowy Alkoholik
przechodzi w
służbie przez takie sito kolejnych poziomów służby i potem
staje się
przygotowany do coraz bardziej odpowiedzialnych zadań.
Następnie była mowa o
tym, że
komisje wybierają tematy działań dla Konferencji. Kiedy takie tematy
pojawiają
się na komisjach, to one wtedy decydują, czy warto w ogóle
się tym zajmować
i jak. I
jeśli jest decyzja pozytywna, to wtedy można to rekomendować
Konferencji,
przekazywać do zespołów powierniczych.
Na początku
Konferencji odbywa
się spotkanie z powiernikami. Przewodniczący Rady
Powierników przekazuje Zespołowi ds. Konferencji roczny
raport z działalności.
Zespół może mu zadawać różne pytania. Potem przewodniczący
wychodzi i zespół
pracuje sam.
Prowadzący mają na
Konferencji
prawo głosu.
Na
początku każdej Konferencji są jasno i
wyraźnie przypominane wszystkie zasady jej działania. Między innymi ta,
że głos
mniejszości powinien być wysłuchany. Jeśli w jakimś głosowaniu ujawnia
się
mniejszość, wtedy się ją wysłuchuje i głosuje ponownie. Trzeba też tu
pamiętać,
że nie o wszystkim trzeba decydować od razu, niektóre sprawy
można zostawiać do
następnej Konferencji. Odbywają
się też
oczywiście całe serie warsztatowe. Trzeba pamiętać, że połowa
uczestników
Konferencji jest na niej po raz pierwszy. Zatem jest bardzo ważne, by
poczuli
się oni dobrze, żeby zrozumieli, w jaki sposób ona działa.
Dzięki temu, gdy
dochodzi do najważniejszych momentów, do najważniejszych
głosowań, ci ludzie są
już przygotowani.
Jeśli
chodzi o rejestrację – główne
sesje są nagrywane w celach archiwizacyjnych, spotkania komisji już
nie. Na
koniec Konferencji każda komisja prezentuje swój raport i
ewentualne
rekomendacje.
I
Konferencja głosuje.
Każda
komisja pracuje ok. 6 godzin w czasie
Konferencji. Jeśli cokolwiek dotyczy jakichś decyzji finansowych, to
wtedy w
rekomendacji musi być podana konkretna kwota – ile dany
pomysł ma
kosztować. Na koniec są czytane rekomendacje, prowadzona jest
ewentualna debata
i się nad nimi głosuje.
Greg przypomniał
jednocześnie, że Konferencja nie jest ciałem prawnym, a więc jej
decyzje nie
mogą mieć skutków prawnych. Na Radzie Powierników
jest potem wszystko czytane i
poddawane pod głosowanie (to jest wszystko nagrywane).
I
jest tu możliwe weto decyzji Konferencji, z
różnych powodów, np.
prawnych.
Do
raportów komisji zawsze są dołączane listy
uczestniczących osób.
Tu
padło pytanie do Grega: Jeśli chodzi o
moralne i etyczne kompetencje kandydatów na
powierników – czy są jakoś
pod tym względem sprawdzani?
Greg odpowiedział, że już sam
system nominacyjny jest taki,
że zespół nominacyjny naciska na regiony, by te dokonywały
odpowiedzialnego
wyboru. Tam już jest takie pierwsze sito.
A ostatnio dopisano
wymóg, by
nominowane osoby były różnorodne, np.
jeśli chodzi o
płeć, czy kolor skóry.
Wspólnota
jest cały czas informowana o
potrzebach, co podnosi poziom świadomości
i odpowiedzialności.
Poza tym przykład, własne świadectwo powierników jest bardzo
ważne, a nie suche
dyrektywy. Taką postawę można nazwać „sadzeniem
ziarna”.
Greg dodał, że o
świadomość Wspólnoty należy dbać, również
zamieszczając odpowiednie teksty w
magazynach i biuletynach i to odnosi się także do sprawy 12 Koncepcji.
Następnie
mówiliśmy trochę o pomocy niesionej
innym krajom, w czym nasza Wspólnota ostatnio aktywnie
uczestniczy.
Potem
Greg
podzielił się takim spostrzeżeniem, że gdy jest mało rekomendacji do
Rady
Powierników, to znaczy, że jest dobrze, że Rada w takim
razie dobrze pracuje.
Grupy
AA mają się zajmować tym, co jest
najważniejsze, czyli bezpośrednim niesieniem posłania i nie przejmować
się
innymi, organizacyjnymi sprawami.
Zaś
Rada Powierników powinna planować
zadania, i to nie tylko na najbliższy czas, ale też na 5, 10, 15 lat do
przodu.
Teraz
robimy tylko niewielki krok do przodu.
To wszystko musi trwać.
Greg podkreślił, że
jest czymś bardzo ważnym, żeby mieć WIZJĘ. Najbardziej ekscytujące jest
posiadanie wizji i marzeń. Trzeba mieć marzenia i myśleć o przyszłości!
Witek opowiedział o
strukturze
finansowania w Polsce. Wygląda ona tak, że mniej więcej 80% kosztów
BSK i Służb Krajowych jest
pokrywane ze sprzedaży literatury i jedynie 20% pochodzi z
datków od grup.
Powstało pytanie – jak to u nas zmienić, żeby
odwrócić tę proporcję?
Greg odpowiedział,
że nie jesteśmy osamotnieni – w innych krajach także bywa
podobna
struktura finansowa. Taki model jest często spotykany na świecie, wręcz
w
większości krajów. Podkreślił, że wynikać to może z tego, że
chyba sami zbyt
dużą wagę przykładamy do sprzedaży literatury.
W
wielu krajach tak właśnie jest. Zapomina
się o grupie AA. A same grupy są po prostu leniwe. Sądzą, że sprzedaż
literatury właściwie załatwia sprawę. W Stanach Zjednoczonych proporcje
wyglądają obecnie tak, że to jest 50/50. Taka średnia światowa to 70/30
(literatura/datki).
Wyjątek
stanowi Irlandia, gdzie właściwie w stu procentach koszty służby są pokrywane z „kapelusza”.
Jak zwiększać tę
proporcję na
korzyść datków? W zgodzie z VII Tradycją i gwarancją drugą z
XII Koncepcji
informujmy Wspólnotę na bieżąco o naszych potrzebach.
W
Stanach Zjednoczonych Rada Powierników
sporządziła listę usług wykonywanych i oferowanych przez
GSO w zakresie niesienia
posłania i XII Kroku. Ta lista została wysłana do grup i to dopiero
pokazało
grupom ile rzeczy jest robione przez GSO. I za tym idzie informacja
–
żeby te wszystkie działania mogły być kontynuowane, musimy mieć na to
środki, trzeba
płacić do GSO. Bo
nie chodzi tu o
utrzymywanie
biur, jako takich, ale o realizację naszego głównego celu –
niesienia posłania.
To
był taki
praktyczny sposób dotarcia do grup. Ale w AA
mówimy też o stronie duchowej.
Jest ważne by
nawiązywać do
tego, co to znaczy być członkiem AA, poczuć się odpowiedzialnym za AA,
odpowiedzialnym za przyszłość Wspólnoty.
„To
ja
sam muszę się poczuć członkiem AA, poczuć się odpowiedzialnym za AA, a
zatem
jeśli chcę by działania GSO były kontynuowane muszę po prostu
płacić na te potrzeby”.
A przecież często
jest tak, że
ludzie mówią „nie mogę, nie mam
pieniędzy”, lecz o dziwo
mają na papierosy, na kino, na cukierki. Nie mają na
niesienie posłania przez GSO.
Tradycja
XII
mówi, że anonimowość stanowi duchową podstawę wszystkich
naszych Tradycji. A
podstawą anonimowości jest poświęcenie. I właśnie poświęcenie
jest podstawą członkostwa
w AA.
Greg
mówił dalej, że zadaniem Rady Powierników jest
właśnie ciągle komunikować się
ze Wspólnotą i przekazywać jej ten przekaz. Wspomniał o
naszym „planie
urodzinowym”, ale dodał że
trzeba komunikować
ile pieniędzy nam potrzeba. Nie powinniśmy obawiać się przekazywać
takich
konkretnych zapotrzebowań. Trzeba wręcz to robić regularnie. W końcu tu
się nie
błaga o pieniądze, tu po prostu prosi się o środki na robienie TEGO,
CZEGO CHCĄ
GRUPY.
Grupy
muszą poczuć się odpowiedzialne za
Wspólnotę. Stać się odpowiedzialne.
Należy
powiedzieć grupom ile kosztuje
niesienie posłania przez GSO (BSK). I np.
podzielić
to na
liczbę
grup. Wyjdzie ile powinna każda grupa wpłacać na BSK.
Greg opowiadał
dalej, że GSO w Stanach wysyła bezpośrednio listy do grup, komunikuje
się
bezpośrednio z grupami. Dziękują za wszystkie wpłaty. Pokazują też
dokładnie
ile dana grupa wpłaciła np.
w ciągu roku. A jednocześnie
jest pokazywana średnia wpłat. Np. w zeszłym roku było to 141 $ na
grupę. Każda
grupa po otrzymaniu takiego listu może zobaczyć jak się mają jej własne
wpłaty
do innych grup i do średniej w kraju.
W
związku z tym GSO dostaje też listy z
odpowiedziami i czasem są one pełne wściekłości. Jeśli GSO dostanie
taki pełen
złości list, to wtedy odpisuje w duchu miłości i tolerancji. Dziękuje
za
podzielenie się doświadczeniem. I w takim liście GSO wysyła znowu listę
usług
oferowanych przez biuro i zadaje proste pytanie
– co
z tych usług należy skreślić? Bo jeśli grupa nie chce utrzymywać
biura... Greg
podkreślił, że komunikacja z grupami jest niezwykle
istotna. Bo to grupa powinna poczuć się odpowiedzialna za biuro.
Grupy
muszą zrozumieć, że jeśli mają najwyższą
władzę w AA (znany rysunek odwróconej piramidy jasno to
pokazuje), to powinny
też ponosić odpowiedzialność. Im wyższa władza, tym większy powinien
być poziom
odpowiedzialności.
Grupy
muszą poczuć, że są naprawdę
odpowiedzialne za AA, że to dzięki nim powstało GSO i że tak samo te
grupy mogą
GSO zamknąć.
Wszystko
o czym mówimy leży wbrew naturze
alkoholika, gdyż alkoholik chce, by to o niego dbano, a nie,
by sam dbał o coś, czy o kogoś. Ale jeśli chcemy być
trzeźwi, to za tym
powinna pójść dojrzałość w rozumieniu własnej
odpowiedzialności za AA.
Wielkim
zadaniem Rady Powierników jest
zatem ciągłe komunikowanie się z grupami.
W
USA zajęło to wiele lat, żeby wprowadzić
pewne mechanizmy komunikacji. Greg
podkreślił,
że i my także możemy to zrobić, jeśli
będziemy
pamiętać o duchowym podłożu, o duchowych zasadach, które
przyświecają wszystkim
naszym działaniom.
A
grupy muszą naprawdę zobaczyć, że to one
są faktycznymi „szefami” w AA.
Dalej
Greg zaczął
opowiadać o roli delegata na Konferencję. Mocno podkreślił jego rolę
– to
delegat jest odpowiedzialny za komunikację, to on wraca do regionu i
przekazuje
to, co działo się na Konferencji. Od jego zaangażowania zależy poziom
komunikacji. Dlatego delegaci powinni być naprawdę świadomi tej
odpowiedzialności. Poza tym są inne środki komunikowania się
– magazyny,
biuletyny, listy bezpośrednie do grup (np.
te o
datkach), ale to delegat stanowi tu najważniejsze ogniwo.
Każdy
delegat
otrzymuje całościowe zestawienie, raport ogólny i prezentuje
go w regionie.
Ostatnio tematem
amerykańskiej
konferencji było samofinansowanie. Amerykanie mają obecnie w planach
doprowadzenie do pełnego samofinansowania się w latach 2010/2011. Jeśli
do tego
dojdzie będą mogły spaść ceny literatury, a grupy w końcu poczują się w
pełni
odpowiedzialne za losy Wspólnoty.
Jeśli chodzi o
komunikację
– kontynuował Greg
– ważne jest też
komunikowanie się z innymi krajami. Bo musimy pamiętać, że każde
komunikowanie
powinno mieć oparcie w głównym celu, w niesieniu posłania, w
XII Kroku. To jest
przecież podstawa, najważniejsza rzecz, jaką robimy.
Powinniśmy
mieć wizję, plan rozwoju, gdzie głównym założeniem jest jak
najlepsze niesienie posłania. „Jeśli macie w Polsce 2000
grup, to
zaplanujcie strukturę tak, by za
5,10,15 lat było tych
grup 20 000. I jeśli tak się stanie, to będziecie gotowi”. - mówił przyjaciel z USA.
Następnie
odpowiedział na
pytanie dotyczące sposobu przepływu pieniędzy z grup do GSO. Kanały
przepływu
są bardzo różne – są to wpłaty bezpośrednie, jak i
również wpłaty
przekazywane „przez strukturę”. Zależy to często od
regionu,
obszaru. Często grupy wysyłają nadwyżki, jakie zostały im np.
na koniec roku do GSO. Poza tym istnieją w Stanach różne
plany urodzinowe,
organizowane są konwencje, zloty, imprezy. Z tego też są czerpane
środki na pracę
GSO.
c.d.n.
Sprawozdanie
sporządził Tomek
AA
( Skrytka 2/4/3 nr
74 luty 2008)
V
Tradycja AA (jak
to widzi Meszuge)
Pomysł
samopomocy i wzajemnego wsparcia alkoholików
zrodził się około 100
lat przed oficjalną
datą
powstania Wspólnoty
AA. W roku 1840, w Baltimore (USA) powstało
Stowarzyszenie im. Waszyngtona (Washingtonian
Society). Początkowo
jego członkami
byli jedynie alkoholicy. W niedługim
czasie liczba członków
Stowarzyszenia przekroczyła
wprawdzie 100 tysięcy,
ale coraz więcej
było
w nim osób
nie uzależnionych,
polityków,
działaczy
społecznych
i innych. Szeroko rozszerzony został także
zakres działalności i
zainteresowań
Stowarzyszenia. Jego członkowie
z zapałem angażowali
się w walkę o
zniesienie niewolnictwa oraz inne działania
polityczne i społeczne.Bez
względu
na to, jak szczytne idee przyświecały jego
członkom,
Stowarzyszenie szybko utraciło
w ten sposób
zdolność
pomagania alkoholikom. Jednak doświadczenie
to zostało
wykorzystane podczas tworzenia i redagowania Tradycji Wspólnoty
AA.
W
swoim czasie popełniłem
kilka błędów
typowych zapewne dla wielu nowicjuszy: zachłysnąwszy się
Programem AA, a dokładniej
jego skutecznością,
wyraźnie
zauważalnymi
efektami, chciałem
to cudowne narzędzie
wykorzystać
bardziej, na szerszą skalę, „nie
chować
światła
pod korcem”,
ale użyć
go wszędzie
tam, gdzie ktoś
potrzebuje pomocy. Kierowałem się współczuciem,
życzliwością, dobrą wolą i
bezinteresownością,
ale…
dobrymi chęciami
ponoć
wybrukowane jest piekło.
Pewnego
razu nieomalże
wymusiłem
na grupie zgodę
na uczestnictwo w zamkniętym
mityngu AA lekomanki
i hazardzisty (żadne
z nich nie było
uzależnione
od alkoholu). Oni potrzebowali pomocy i o nią
prosili, a ja byłem
pełen
współczucia.
W
zasadzie można
by powiedzieć,
że
przecież
nic takiego się
nie stało,
z mityngu wyszedł
obrażony
i urażony
tylko jeden z alkoholików, a
zawsze mogę
twierdzić, że jego
złości,
urazy i obrażanie się, to
jego problem, a nie mój,
ale…
Jakoś
nie do końca
byłem
z siebie zadowolony.
Przypomniała
mi się
telewizyjna reklama czegoś, a w
niej hasło: „jeśli
coś
jest do wszystkiego, to tak naprawdę jest
do niczego”. Zadałem
sobie wtedy pytanie: czy jest możliwe,
że
skuteczność
Anonimowych Alkoholików jest
tak duża, głównie
dlatego, że
koncentrują
oni wszystkie siły
i środki
na tym jednym jedynym celu, nie rozdrabniając
swojego potencjału
na inne dziedziny? Egoizm? Nie - pragmatyzm.
Jeśli
przez wszystkie te lata Anonimowi Alkoholicy czegoś
się
dobrze nauczyli, to wyciągania
wniosków z
porażek i
korzystania z bolesnych, a czasem nawet
tragicznych, doświadczeń.
To nie klub koleżeński,
tu gra idzie o życie.
A jeśli
tak, to nie stać
nas na przeznaczanie na ten cel tylko części wysiłków. Jeżeli będziemy
starali być
dobrzy i pomagać
wszystkim, to bardzo szybko (historia, którą
wspomniałem na
początku!) przestaniemy być
zdolni do pomagania nawet sobie samym. A jako pijący
alkoholicy na pewno nikomu już
nie pomożemy.
W
książce
„Dwanaście
Kroków
i Dwanaście
Tradycji”
jej autor załatwia
sprawę
krótko:
„Lepiej
robić
jedną
rzecz znakomicie, niż wiele
rzeczy kiepsko. Oto istota Piątej
Tradycji”.
Jasne i proste!
Z
kolei w „Anonimowi
Alkoholicy wkraczają w
dojrzałość” znaleźć
można
(str. 302) taki oto tekst: „Dajmy
odpór
dumnemu założeniu,
że
skoro Bóg
umożliwił
nam sukces w jednej dziedzinie, naszym przeznaczeniem jest stać
się
pośrednikami
dla każdego”.
Kiedy
dobrnąłem
jakoś
do V Tradycji AA i uznałem, że jak
najbardziej jest ona dla mnie, pomimo, że
zaczyna się
od słów
„Każda
grupa…”,
pojawiły
się
kolejne „schody”,
rozmaite wątpliwości
i problemy.
Związane
były
one przede wszystkim z pytaniami: co
w praktyce
oznacza „nieść
posłanie”
- a przy okazji, jak to posłanie
brzmi - oraz, kim jest alkoholik, „który
wciąż
jeszcze cierpi”?
Podpatrując
i podsłuchując
kolegów
z dłuższym
stażem
trzeźwienia
i ja swego czasu z zadowoleniem mawiałem, że posłanie
AA to ja niosę
przez samą
swoją
obecność
na mityngach i nawet jeśli
się
tam nie odzywam, to i tak zrobiłem
swoje, a w domyśle
- zasłużyłem
na pochwałę.
No, cóż…
Może
jest w tym jakaś
racja i sens, natomiast na swój użytek
dzisiaj „widzę”
to zagadnienie odrobinę
inaczej.
Posłanie
AA wydaje mi się
czymś
w rodzaju „dobrej
nowiny”
dla osób
uzależnionych,
która
brzmi tak: alkoholik może żyć, a
nawet dobrze żyć,
bez alkoholu. I…
to w zasadzie wszystko.
Jak
zrealizować
to założenie
w praktyce, temat poradni odwykowych, terapii dla osób
uzależnionych,
mityngów,
Programu XII Kroków
AA i jego praktycznej realizacji, to wszystko są
sprawy następne.
Czy
tak rozumiane posłanie
(alkoholik może
żyć
bez alkoholu) niesiemy podczas mityngów AA
kolegom alkoholikom z kilkuletnią
abstynencją?
Tu stajemy przed pytaniem, kim jest ten alkoholik, „który
wciąż
jeszcze cierpi”?
Wydaje
się,
że
i na to pytanie autor wyżej
wspomnianej książki
odpowiada chyba dość
jednoznacznie: „… nasza
wspólnota
doszła
do wniosku, że ma
tylko jedno i wyłącznie
jedno szczytne zadanie: nieść posłanie
AA tym wszystkim, którzy
nie wiedzą,
że
mają
wyjście”.
Co
ponadto? W „SKRYTCE
Czy
stoi coś na
przeszkodzie, żebym dbał
o swoją
grupę AA i starał
się
wraz z innymi jej członkami, by
funkcjonowała zgodnie z
zasadami AA i skutecznie niosła posłanie
Wspólnoty?
Bo codzienną
„materializacją”
V Tradycji jest także – a może
przede wszystkim –
służba.
Tu, wydaje mi się,
problemów
miałem
najwięcej,
a i zmiany, które
obserwuję
w swojej postawie wobec służb AA, są chyba
najbardziej spektakularne.
Startowałem
z pozycji mocno niechętnej
podejrzliwości
wobec osób pełniących
dowolne służby i
samej idei służb.
Wynikało
to oczywiście
z mojego kompletnego niezrozumienia celu
i sensu tych działań.
Przechodziłem dość długi
etap obojętności,
następnie
ograniczonej akceptacji, ale tylko służb
wewnątrz
grupy i kilku innych i w pewnym momencie zatrzymałem się na
stanowisku, które
można
określić jako
zrozumienie i nawet szacunek dla osób
pełniących
służby
i spłacających
w ten sposób
swój
dług
wobec Wspólnoty
AA. Dostrzegałem
już
cel, choć
nie do końca
rozumiałem
głęboki
sens tego zagadnienia.
W
moim życiu
ten okres wydaje mi się
niezwykle ważny – uznawałem
już
własne
zobowiązania
i powoli stawałem
się
gotowy, jak normalny, dorosły człowiek,
rozpocząć ich
regulowanie. W tym stanie ducha i umysłu
mogłem
już,
w sposób
mniej więcej
składny,
pełnić
jakąś
służbę.
Cel całej
struktury służb
AA był
już
dla mnie jasny –
chodzi o sprawne, skuteczne działanie
Wspólnoty,
ale jaki sens –
prywatny, osobisty, wewnętrzny – ma to
konkretnie dla
mnie?
Pewnego
razu, opowiadając
jakieś
wydarzenie, mój
sponsor powiedział,
że
jedynym celem i
sensem mojej służby
jest to, abym stawał się
lepszy. To było właśnie TO!
Przez
rok służby
w Intergrupie nauczyłem się więcej niż przez
kilka lat chodzenia, nawet dość
często,
na mityngi. Paradoksalne jest to, że najwięcej
nauczyli mnie oponenci i przeciwnicy. Ale
nie, nie moi przeciwnicy – w służbach
nie powinno być
przeciwników
–
chodzi mi o przeciwników
pewnych moich postaw, zachowań,
myślenia.
Przeciwników
mojego egoizmu i egocentryzmu.
Pozornie
mogło
się
wydawać,
że
wszystko jest w porządku – no,
przecież
chodzę
na mityngi, nie piję, a
utrzymywanie abstynencji nie stanowi w tej
chwili dla mnie problemu. Po co mam być, stawać się coraz
lepszym człowiekiem?
Dla kogo?
Dopóki
pamiętam
i wierzę
w słuszność
powiedzenia, zgodnie z którym
„tyle
tylko jesteśmy
warci, ile potrafimy pomóc
drugiemu człowiekowi”, nie
powinienem mieć
większych
problemów
z odpowiedzią.
Stając
się
lepszym człowiekiem,
w szerokim znaczeniu tego słowa, więcej
mam do ofiarowania, lepiej i skuteczniej
jestem w stanie pomóc…
alkoholikowi, który
wciąż
jeszcze cierpi.
Tak
oto potrzebowałem
półtora
tysiąca
słów,
żeby
zbliżyć
się
nieco do tej treści,
którą
dr Bob wyraził
podczas swojego ostatniego publicznego wystąpienia.
Dowcip polega na tym, że
on zrobił
to jednym zdaniem mówiąc, że jak ścisnąć cały ten
program, to właściwie
zostają
dwie rzeczy: miłość
i służba.
Meszuge (grudzień
2007)
Dziewięć
i pół kilo trzeźwości
Mam na imię Piotr, jestem
alkoholikiem niepijącym od
ośmiu miesięcy.
Do
Wspólnoty AA przyjęty byłem w styczniu 2005r. Wtedy nie
czułem się alkoholikiem
i byłem niedowiarkiem. Nie wierzyłem sobie a co dopiero innemu
człowiekowi.
Kilkakrotnie odchodziłem od Wspólnoty i zapijałem. Walczyłem
z pierwszym
krokiem, a najbardziej ze sobą.
Po
ostatnim ciągu, który trwał 5 miesięcy, znalazłem się na
detoksie. Po wyjściu
bałem się, że zacznę pić i zapisałem się na terapię zamkniętą w
Otwocku.
Czekając na terapię, wróciłem do AA i terapii wstępnej na
Zgierskiej. Po
wyjściu z Otwocka, wróciłem na mityngi, podjąłem się służb w
AA, co dziś daje
mi wielkie zadowolenie:
Na
jednej grupie jestem skarbnikiem i ”herbatnikiem”.
Na drugiej
grupie, która się „odrodziła”, zostałem
kolporterem literatury aowskiej.
Książki
pozwolono mi nosić ze sobą po wszystkich mityngach, za co jestem
wdzięczny tej
grupie. Niosąc
teczkę
z literaturą AA, która waży dziewięć i pół
kilograma, to wiem, co ja niosę i
wiem bardzo dobrze kim jestem
- jestem
alkoholikiem.
Niepijącym.
Na mityngi chodziłem, co dzień.
„Zrobiłem”
92 mityngi w 90 dni, ale chodzę nadal, co najmniej 5 razy w tygodniu.
Nidy nie
mogłem utrzymać na szyi żadnego medalika czy krzyżyka, a teraz noszę
trójkąt w
całości aowski -
Jedność, Służba, Zdrowienie. Też
bardzo mi to przypomina, kim jestem, bo to czuję na sobie i w sobie.
Widzę to
również, gdy spojrzę w lustro. Chodzę także na mityngi na
detoks. Tam, gdzie
byłem. To mi przypomina, w jakim stanie psychicznym, fizycznym i
duchowym byłem
tam przyjęty 30 lipca 2007 r.
Dzisiaj
nie
zamieniłbym jednego dnia na poprzednie życie. Jestem wdzięczny
Wspólnocie
Anonimowych Alkoholików za pokazanie mi innego - niepijącego
życia.
Pozdrawiam wszystkich
przyjaciół z AA, Piotr
LISTY DO REDAKCJI
Wyznaliśmy
Bogu, sobie i drugiemu
człowiekowi
istotę naszych
błędów.
Krok Piąty
oczyszcza moją zbolałą
duszę i cieszy piękno rozkwitającej przyrody. Rozkwita moje trzeźwe
myślenie i
zaskakują mnie nowe dobrodziejstwa płynące z trzeźwości.
Zachorowałam
na chorobę alkoholową
po czterdziestce. Mąż odszedł, zakochał się bez pamięci w innej
kobiecie.
Zostałam z dwiema córkami: dorosłą i trzynastoletnią. Z tą
młodszą nie radziłam
sobie. Miałam, więc dwa poważne problemy, żeby je zapijać. Piłam w
domu, po
pracy, w samotności. Mówiłam sama do siebie. Przeklinałam
swój los, czułam, że
zwariuję jak się nie napiję. Popijałam w pracy z koleżankami,
które mnie
pocieszały: „Pić, palić, tańcować – bieda musi
pofolgować.”
Ale bieda
była coraz natrętniejsza.
Córka weszła w złe towarzystwo, przestała się uczyć. Starszą
wypędziłam z domu,
a z powodu wyrzutów sumienia piłam jeszcze więcej.
Pożyczałam na życie od mamy,
a ona płakała i gorąco modliła się. Dzięki rozmodlonej mamie
Bóg dał mi łaskę.
Zaczęłam szukać pomocy. Od lekarza zakładowego (też alkoholika)
dowiedziałam
się o detoksie. Pojechałam, odtruto mnie i pouczono o istocie tej
choroby.
Zaczęłam uczęszczać na pierwsze spotkania AA właśnie w maju. Dzięki
terapeutce
i koleżance z detoksu, udało się załatwić dla mnie terapię. Było ciężko
–
z dala od domu, kobiety Ślązaczki o innych zapatrywaniach i skrzypiące,
metalowe łóżka. Jednak czułam, że muszę wytrwać, aby
zmieniać moje życie. Po
powrocie trzymałam się wskazówek danych mi na terapii.
Wyrzuciłam
kieliszki, nie trzymałam
alkoholu w domu i chodziłam na mityngi. Dziękowałam
Bogu i Wspólnocie za radosne, trzeźwe życie każdego dnia.
Po
dwóch latach wyjechałam do
sanatorium w Ciechocinku. Leczyłam się i bawiłam wieczorami. Piłam sam
sok
pomarańczowy. Koledzy (bez mojej wiedzy) wlali mi trochę
wódki do soku.
Poczułam, ale wypiłam i bawiłam się weselej.
Tak było
przez kilka wieczorów.
Doszłam do wniosku, że nie jestem żadną alkoholiczką, skoro umiem pić
kontrolowanie. Pod koniec kuracji piłam już całe noce. Nie byłam w
stanie dojść
do pociągu. Wróciłam taksówką. Przestraszona i
skacowana pobiegłam do swojej sponsorki.
Współczuła mi i razem się popłakałyśmy. Kazała
mi się przyznać na mityngu i to zrobiłam – zawstydzona i
skruszona.
Zaczęłam na nowo pracę nad sobą z pomocą sponsorki.
Dziś mam nowe dziewięć lat trzeźwości fizycznej. Umysłowo często
popełniam
błędy, te z pijanego życia. Codzienny rachunek sumienia pozwala mi je
dojrzeć i
się poprawić. Wiem, że nigdy nie będę doskonała. Wiem też, że za dużo
nie mogę
od siebie wymagać ani od innych.
Dziękuję Bogu
i drugiemu człowiekowi
za każdą pomoc. Za szacunek do mnie moich najbliższych. Za nową miłość
moich
córek. Za chęć niesienia pomocy innym, a przede wszystkim
najbliższym, bo ich
skrzywdziłam najbardziej.
Największym
moim błędem, czyli wadą,
jest użalanie się nad sobą, słaba siła ducha i choroby w następstwie
tamtych
pijanych lat, gdy chodziłam w zimie boso na metę, bo chowali buty.
Pozdrawia
zawsze niepoprawna Stenia
AA
Zza krat (c.d.)
Sam
Wyrwany z otępienia, siedzę sam.
Staram się
przypomnieć sobie, gdzie są wszyscy koledzy z lat szkolnych, koleżanki
z placu
zabaw, znajomi od rozległych interesów, ludzie,
których uśmiech, dlatego, że
szczery był motorem do życia. Ich zapewnienia, że będziemy trzymać się
razem,
do kłamstw, wzrastająca złość we mnie, doprowadziła do ponownego
otępienia,
gdzie miejsce starych zajęli nowi znajomi, którzy zawsze są,
kiedy ich
potrzebuję. Może nie są tak piękni i eleganccy, ale są tam, gdzie
zawsze
chodzę, by pozbyć się bólu, który co dzień mnie
trawi. Wbrew twierdzeniom ludzi
pięknych niczym z plakatów lub wystawy i wbrew ich słowom,
to jest toksyczna
znajomość. W ogóle jak ktoś śmie oczerniać moich znajomych,
klnąc na ludzi z
plakatu i ich świat zapadam w sen. We śnie za każdym razem rozmawiam z facetem takim jak ja –
ten sam nos, włosy, oczy, usta
tylko on jest trochę inny, inaczej mówi –
przyznaję mu rację. Przed samym
wyrwaniem z otępienia dochodzą do mnie myśli człowieka,
którego zostawiłem
gdzieś z tyłu, zapomnianego a którym ja byłem, –
„Co ci zrobiłem?
Czemu mnie zabijasz?”
Padają
pytania, nie znam na nie odpowiedzi, odpowiadam tylko:
przepraszam…
I znów siedzę
sam.
Artur
W.
„Nasze
korzenie...”
Grupa WIĄZ
Grupa powstała około 15
marca 1998 r. z
inicjatywy terapeutów (Jurka i Jagody), którzy w tym czasie pracowali
w Wiązownej.
Głównym
założycielem
grupy był
Grzesiek. Grupa
przez prawie trzy lata spotykała się w ośrodku
zdrowia w Wiązownej
i liczyła od
8 do 20 uczestników. W 2000 roku z powodu
pogorszenia
warunków lokalowych i braku przychylności
ze strony władz
gminy i kościoła Wiąz
przeniósł się do
Zielonej —
Wesołej,
dzięki
uprzejmości
księdza
proboszcza
tutejszej parafii, gdzie członkowie
AA spotykają się do
chwili obecnej.
Spotykamy się w
poniedziałki o
godzinie 18:00.
Rzecznikiem
grupy jest
Irek,
skarbnikiem Krzysiek, prowadzącym
Adam,
mandatariuszem Robert, herbatę
parzy drugi Robert.
Na
pierwszej godzinie przerabiany jest temat w odniesieniu
do dnia z przeczytanych refleksji, a ponadto uczestnicy dzielą się
swoimi problemami,
radością,
smutkiem jak również siłą i
nadzieją.
Na
drugiej godzinie są
przerabiane
fragmenty z „Wielkiej Księgi”, w odniesieniu
do których
uczestnicy zabierają głos.
Obecny
adres grupy: Grupa „Wiąz”,
ul. Brata Alberta, Tyły kościoła w
Zielonej
Warszawa,
11.2007
Grupa WSZECHŚWIAT
Za namową
wielu członków wspólnoty AA przychodzących
na grupę „Piast” stwierdzono, że
w Piastowie przydałaby
się jeszcze jedna grupa. Po
zastanowieniu się
i dogadaniu z osobą z Gminnej Komisji do Spraw Rozwiązywania
Problemów Alkoholowych udano się
do Proboszcza parafii „Króla
Wszechświata” z prośbą
o udostępnienie lokalu i umożliwienie
korzystania z jego pomieszczeń.
Po uzyskaniu zgody i akceptacji tego pomysłu postanowiono założyć
grupę AA. Pomysł
nazwy grupy wziął się od miejsca, w którym
się spotykaliśmy.
Na mityngu założycielskim dokonano wyboru prowadzącego,
którym została
Małgosia. Początkowa
grupa liczyła mało
osób, ale później rozrosła
się i przychodziło
nas więcej. Na dzień
i godzinę rozpoczęcia
mityngu wybrano środę, godzinę
18.00. Postanowiono także
zgłosić przynależność
grupy do Intergrupy „WARS”.
Dziś grupa ma pełną
obsadę służb. Po rotacji służb
na dzień dzisiejszy prowadzącym
mityng jest: Prowadzący – Jarek; Skarbnik – Witek; Rzecznik –
Antoni; Mandatariusz – Tadeusz,
Warszawa,
11.2007
Moja
odpowiedzialność za wspólnotę AA
Drodzy
przyjaciele chciałbym, a właściwie to chyba muszę (po ostatniej
rozmowie z moim
sponsorem) napisać o pewnym zdarzeniu, którego byłem świadkiem,
jakiś czas
temu na jednym z niedzielnych mityngów, a
które bardzo mnie poruszyło. Nie przypadkiem piszę o tym do
majowego, czyli
5-ego w tym roku numeru Mityngu, ponieważ owe zdarzenie jest moim
zdaniem
bardzo związane z Piątą Tradycją, ale nie tylko.
Wszedłem
na mityng trochę spóźniony już po odczytaniu
kroków, tradycji i obowiązujących
zasad. Na „szczęście” załapałem się na refleksje i
wynikający z
nich temat mityngu jak również na pierwszą wypowiedz
przyjaciela, którego
dopadła obsesja napicia się, a która stała się drugim
tematem przewodnim
mityngu. Generalnie pierwsza godzina mityngu przebiegła sprawnie, bez
żadnych zakłóceń, rzec by
można normalnie. Tym większe było moje zaskoczenie
kiedy
na początku drugiej godziny ktoś z obecnych rzucił
„hasło” do
prowadzącego, że trzeba kogoś wyprosić z mityngu. Moje zaskoczenie
przeszło w
zdumienie kiedy okazało się, że chodziło o spokojnie siedzącego,
przynajmniej na pierwszej godzinie ,
nie będącego jeszcze członkiem
naszej
wspólnoty mężczyznę,
który trafił na
otwarty mityng. Jak się okazało w przerwie przyjaciele stwierdzili, że
jest
„pod wpływem”, a więc może nam
czyli
grupie Anonimowych Alkoholików przeszkodzić w spokojnym
przeżyciu drugiej
godziny mityngu. Przez kilka minut trwała częściowo fizyczna, ale
przede
wszystkim słowna „szarpanina”
po czym ów
człowiek został po prostu wyrzucony z mityngu. W swoich ostatnich
słowach tuż
przed tym jak zamykano mu drzwi przed nosem człowiek ten w
niecenzuralny sposób
wyraził swoją opinię na temat wspólnoty
alkoholików, która odrzuca takich jak
on.
Osłupiały
i wzburzony siedziałem dobre kilkanaście minut, nie mogąc zrozumieć jak
to
jest, że to ja trzeźwy i od jakiegoś czasu zdrowiejący alkoholik siedzę
sobie
wygodnie na mityngu Wspólnoty Anonimowych
Alkoholików, a jeszcze cierpiący,
śmiertelnie chory człowiek jest z niego wyrzucany. Moje emocje były tak
silne,
że nie byłem w stanie już niczego usłyszeć, natomiast w głowie
„huczało” mi jedno zdanie
: „Każda
grupa
ma jeden wspólny cel: nieść posłanie
alkoholikowi, który wciąż jeszcze
cierpi’’.
Po
chwili
uświadomiłem sobie, że mój wzrok utkwił na plakacie wiszącym
na ścianie z
Dwunastoma Tradycjami. W tym momencie moje wzburzenie jeszcze bardziej
się
spotęgowało, ponieważ uświadomiłem sobie, że mityng odbywa się w PIK-u
czyli w
miejscu, które jest wizytówką
Wspólnoty „na zewnątrz”
, do którego w każdej chwili - jeśli tylko
drzwi są otwarte, może wejść
każdy potrzebujący pomocy w walce z choroba alkoholową. Moje emocje
sięgnęły
zenitu, co chwilę powracały te same pytania: co się dzieje, dlaczego,
co jest
grane, czy to jakieś nowe AA tylko dla trzeźwych elit, jak to możliwe,
że w
siedzibie struktury AA jakim jest PIK odbywa się mityng na
którym są łamane podstawowe zasady
obowiązujące we Wspólnocie.
Na koniec mityngu poprosiłem prowadzącego o głos, niechętnie, ale dał mi dwie minuty. Musiałem coś powiedzieć, żeby „spuścić” trochę powietrza, jednocześnie mając nadzieję, że się dowiem dlaczego grupa tak się obeszła z tym nieszczęśnikiem. No i dowiedziałem się od prowadzącego, że jest to ustanowiona zasada na tej grupie. I znowu szok i pytanie czy grupa AA może na swoim mityngu ustalić zasady sprzeczne z Tradycjami Wspólnoty? Czy nie jest to wypaczenie najważniejszego celu AA jakim jest niesienie posłania alkoholikowi, który jeszcze cierpi? Czy na tym ma polegać niezależność grupy? Drodzy przyjaciele zostawiam was z tymi pytaniami wierząc, że zarówno zbiorowa mądrość Wspólnoty Anonimowych Alkoholików jak i miłujący nas wszystkich Bóg - jakkolwiek go pojmujemy - pomogą znaleźć Wam właściwą odpowiedź . Dziękuję wszystkim z którymi mogłem podzielić się swoimi przeżyciami, pisząc ten tekst uświadomiłem sobie, że także w ten sposób mogę wyrazić moją odpowiedzialność za Wspólnotę Anonimowych Alkoholików .
Dziękuję
i
pozdrawiam ,
Włodek AA
Cierpienie,
które leczy samotność
Poczucie
winy, jak również poczucie krzywdy jest formą
samousprawiedliwienia, które
prowadzi do samotności. Doświadczenie cierpienia jest wyrazem miłości
Boga
wobec nas, wobec człowieka. Bóg dzieli się z nami
cierpieniem, którego również
doświadcza. Poprzez nas tworzy obraz i podobieństwo swoje. Trzeba, bo
taka jest
potrzeba uwierzenia w to, że nic nie staje się bez Boga i bez
nas…
Zrozumienie
sensu cierpienia jest szansą pomagania innym w odnajdywaniu swojej
własnej
drogi życia. Jednocześnie w cierpieniu pozwala się nam służyć sobie
wzajemnie w
imię miłości Boga. Uzdrawiająca siła znajduje swe źródło w
bezsilności. Jest
fundamentalną wartością dla budowania prawidłowych relacji między
ludźmi,
którzy są gotowi na branie i dawanie miłości.
Bez
zrozumienia cierpienia pozbawiamy innych nadziei bycia świadkami
miłości Boga wobec człowieka. W cierpieniu możemy zbliżyć się do Boga,
do
przebaczenia, do świadomości bycia równymi i sprawiedliwie
doświadczanymi przez
Boga. Program zdrowienia jest duchowy i nikogo nie wyróżnia.
Wszyscy mają
możliwość być otwartymi, gotowymi na przyjęcie Boga do serca. Program
zdrowienia ciała, umysłu i duszy pozwala na rozpoczęcie pracy nad sobą
od Kroku
IV do IX. Praca ta to uporządkowanie swojej przeszłości. Zmienia się
nasz
stosunek do Boga, siebie i drugiego człowieka. Każdy następny krok
przywraca
nam świadomość bycia dziećmi Boga kochającego nas ponad wszystko.
Miejsce we
Wspólnocie AA jest własnym wyborem i odpowiedzialnością za
taki wybór. Nie ma
już lepszych i gorszych, wspólnie możemy wiele. Krok czwarty
zaczyna
uświadamiać nam wady charakteru, które zaciemniały nam
prawdziwe wartości
duchowe potrzebne do życia w trzeźwości. Starajmy się zacząć.
Później tylko
poprawiać.
Życzę
wytrwałości i odwagi., AN-SAN