MITYNG 06/132/2008
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
Gotowość
Upragnione życie bez alkoholu
winno różnić się od tamtego czymś więcej niż tylko niepiciem. W to pragnę
wkładać dużo wysiłku – w zmienianie siebie.
Bylejakość
towarzyszyła mi przez całe życie i dzisiaj też nie jestem od niej wolny. To
moja wada.
Jeśli
już jednak potrafię wskazać swoją wadę i jednocześnie deklaruję chęć pozbycia
się jej, to przychodzi czas na pracę
Sięgnąłem
więc po Wielką Księgę i na stronie 65 znajduję „Czytamy
z uwagą pierwsze pięć Kroków – zaleceń i pytamy samych siebie, czy czegoś
nie opuściliśmy. Budujemy przecież łuk triumfalny, pod którym przejdziemy jako wolni ludzie”. Dalej pada kilka konkretnych pytań o
rzetelność zrobienia poprzednich kroków.
Jest czerwiec, zwyczajowo czas pracy nad krokiem VI.
Ten fragment z Wielkiej Księgi ponownie uświadamia mi rzecz istotną. Program 12
Kroków stanowi pewną całość. A całość to więcej niż suma części. Realizuję ten
program przez każde 24 godziny, niezależnie od miesiąca. Cały czas.
Nie ma tu
miejsca na częściową realizację Programu. W poprzednich pięciu krokach nie mogę przecież częściowo uznać bezsilności, trochę
uwierzyć w Siłę Wyższą , czasami powierzać Bogu, przemknąć nad obrachunkiem,
trochę wyznać, Bogu... A teraz być jedynie w jakimś stopniu gotowym, aby Bóg
uwolnił mnie od wad charakteru… Nie.
Ja mam to
robić rzetelnie, stać się gotowym całkowicie. Nie byle jak.
pozdrawiam, S.AA
Dzielimy się doświadczeniem ...
Wywoławszy,
jak wierzę głęboko, spore wrażenie na czytelnikach, umieszczeniem nagłówka w
języku polskim, czas wreszcie przedstawić ten krótki raport w nadziei pełnego
oddania tego co dla Charlsa
i dla mnie było prawdziwie budującym doświadczeniem, spotęgowanym dalej poprzez
ciepło i miłość okazaną nam przez naszych gospodarzy. Doprawdy, gdybyśmy tylko
tyle wynieśli z Konferencji, nie wypadałoby pytać o więcej. Spotkało nas jednak
dużo więcej pozytywnych doświadczeń zaangażowania, dojrzałości, dobrej woli,
siły szczerości i mądrości, tak iż opisywanie tego w
tej chwili staje się przyjemnością.
Zanim
przejdę dalej chciałbym podziękować Sophie z GSO (BSK w Anglii – tłum.) za organizację naszych przelotów i ustalenie innych szczegółów
wizyty. Wszystko zagrało jak w zegarku, co stanowi świadectwo najwyższej jakości służby pracowników biura. Podziękowania
należą się również naszym kierowcom i tłumaczom w Polsce: Monice i Jackowi oraz Witkowi, który swą cierpliwością i
zaangażowaniem umożliwił nam żywe uczestnictwo w Konferencji. W dzień
przyjazdu, dla przykładu nasz gospodarz przybył po nas wraz ze swą nastoletnią córką jako tłumaczem co okazało się bardzo przydatne w
czasie naszej krótkiej wizyty w BSK w Warszawie.
Miejscem
konferencji było Popowo – pierwszy raz goszczące takie zgromadzenie.
Okazało się ono jednak doskonałą lokalizacją; pokoje, jedzenie i obsługa były
naprawdę dobre. Jednogłośnie uchwalono, że przyszłoroczna konferencja też
odbędzie się w Popowie.
Przed
rozpoczęciem obrad zostaliśmy zaproszeni na spotkanie z Radą Służby Krajowej
(dosł. General Service Board – raczej Radą Fundacji Biura Służby Krajowej
– tłum.). Było to niezwykle budujące usiąść z członkami rady oraz
delegatami z Niemiec, Ukrainy, Rosji, Słowacji, Białorusi oraz Belgii, i
poprzez „język serca” oraz kompetencje naszych tłumaczy, dzielić
się nawzajem naszymi doświadczeniami. Do tematu tego wrócę w późniejszej części
raportu - w nawiązaniu do sprawy Delegatów Narodowych wynikłej w czasie
sobotniej sesji.
Nie jest
moim zamiarem przedstawianie szczegółowego sprawozdania z obrad albowiem nie
jest to konieczne dla tej publikacji. Co, jak sądzę, warte jest przekazania, to
obserwacje, które poczyniliśmy, doświadczenia którymi
się dzieliliśmy i kilka kwestii, które chcielibyśmy poddać pod rozwagę.
Podczas
gdy Polska posiada, co Charles właściwie określił,
dojrzałą wspólnotę, jej delegaci byli nie tylko gotowi lecz
wręcz głodni usłyszenia doświadczeń z mniej rozwiniętych pod tym względem
krajów. Zobaczyć i poczuć ten entuzjazm było przeżyciem uczącym pokory. W
niektórych z wymienionych krajów wspólnota rodzi się w bólach i naprawdę
potrzebuje pomocy. Kiedy słyszy się o ich problemach, włączając w to opór ze
strony państwa i kościoła, dzielenie się z ludźmi, których odporność i pasja w
próbach „niesienia posłania” nie zna granic, stanowi niezapomniane doświadczenie.
W Polsce
jest 13 powierników Rady Służby Krajowej a każdy region wybiera jednego
delegata zatwierdzanego przez Konferencje. Jako że w trakcie tej Konferencji
wybierano czterech nowych powierników, oznaczałoby to rotacje w wymiarze jednej
trzeciej rocznie. Delegaci pełnią dwuletnią służbę.
Zapraszani są również obserwatorzy. Prace zgromadzenia odbywały się na
spotkaniach komisji i zespołów: Rady Fundacji, Rady Służby Krajowej,
Literatury, Informacji Publicznej, Organizacyjnym, d/s. Telefonu oraz Zdroju
(odpowiednik angielskiego Share i szkockiego Roundabout). Prezentacji dokonał także Dyrektor –
odpowiednik Sekretarza Generalnego w Wielkiej Brytanii. Delegat Narodowy
wspólnie z redaktorem naczelnym Zdroju biorą udział w Europejskim Mityngu Służb
(ESM) oraz Światowym Mityngu Służb (WSM). Powiernik odpowiedzialny za kwestie
telefonu przedstawił bardzo dogłębnie proces wprowadzania ogólnokrajowego
numeru telefonicznego, podkreślając korzyści i możliwości rozwojowe
jakie ten projekt przynosi.
Punktem
kluczowym spotkania była piątkowa dyskusja, w której mówcy skupili się na
temacie Konferencji: „Dzielimy się doświadczeniem a nie zarządzamy w
służbach”. Było mnóstwo wypowiedzi
i padło wiele pytań związanych z tym tematem. W moim odbiorze dzięki
doświadczeniu uczestników obalono wiele mitów krążących wobec zagadnienia
służby.
Głównym
tematem sobotniej dyskusji było szczegółowe wprowadzenie w „Koncepcje”,
zaprezentowane przez dwóch delegatów, a następnie sesja pytań.
Pokazały one, że istnieje jeszcze wiele niejasności, podobnie jak sugeruję jest
w Wielkiej Brytanii, szczególnie w obszarze stosowania tych zasad na poziomie
grup. Z rodzaju zadawanych pytań Charles i ja widzimy
olbrzymią gotowość do zgłębienia tego zagadnienia, aczkolwiek pewna doza
tajemnicy ciągle pozostaje. To prowadzi mnie z powrotem do wystąpienia Delegata
Narodowego, do którego jak wspomniałem zamierzam wrócić.
Zauważyłem
już uprzednio jak wielką pomocą byli tłumacze. Z troską więc
słuchaliśmy o przeszkodach jakich doświadczył Delegat Narodowy w trakcie swojej
służby. Dzielił się on doświadczeniem trudności w zrozumieniu tego co działo się w czasie ESM i WSM ze względu na ograniczoną
znajomość angielskiego. Taka była jego historia a jej efektem jest obecnie
warunek, iż każdy następny Delegat Narodowy musi być biegły w języku
angielskim. I rzeczywiście z uwagi na tę przeszkodę Konferencja Delegata
Narodowego nie wybrała.
Niedziela
przebiegła pod znakiem zwyczajnych głosowań, udzielania akceptacji czy
rekomendacji. Wkrótce podane mają być informacje oraz podjęta dyskusja na temat
przyszłych konwencji w szczególności zaś jubileuszowego zlotu na 35-lecie. Po
mowach końcowych i podziękowaniach Konferencja szybko się zakończyła. Była ona
dla nas prawdziwie duchowym i uczącym pokory doświadczeniem, które nie powinno
nikogo ominąć. Stąd jeszcze raz płynące z głębi serca podziękowania dla naszych
gospodarzy.
Zadano nam
tyle pytań na tak wiele różnych tematów, iż obydwaj uznaliśmy konieczność aby przyszli delegaci, zalecamy aby tacy byli,
wzięli ze sobą kopie lub kilka kopii „Podręcznika Służb”. Uważamy
również, że kontakt i wsparcie dla Polski oraz innych wymienionych krajów,
powinno być utrzymywane na bardzo intensywnym poziomie.
Charles W.
Martin B.
Powiernicy Rady Służby
Ogólnej
tłumaczenie: Grzegorz
AA, intergrupa w Wielkiej Brytanii
XXXI
Konferencja Służby Krajowej AA, Popowo, 9-11 listopada 2007
Nawet we śnie
Nie piję
już od dłuższego czasu. Uzbierało się parę lat. Myślałem, że części swojego
"dziedzictwa" alkoholowego już się pozbyłem. Nic bardziej mylnego.
Okazuje się, że jeżeli tylko moja czujność słabnie - natychmiast pojawia się
alkohol. Niedawno mogłem tego doświadczyć.
Był cichy
przyjemny wieczór. Poszedłem spać. Już od dawna sypiam spokojnie i nie mam
problemów z zasypianiem. Tego wieczoru było nie inaczej, lecz musiało coś się
stać w ciągu dnia bo prawie przez całą noc śniło mi się
że piję alkohol. We śnie jechałem gdzieś samochodem. Dojechałem gdzie miałem
dojechać, załatwiłem co miałem załatwić i nagle
zorientowałem się że jestem pijany. Nie wiem skąd, co i jak, ale wiem że było mi cholernie źle. Zastanawiałem się jak wrócić,
przecież przyjechałem samochodem. Tu nastąpiła walka rozumu z przyzwyczajeniem.
Prawie nigdy po balandze nie zostawiałem samochodu i wracałem nim do domu.
Wiem, że był to idiotyzm, ale wtedy nikt nie był w stanie mi tego przetłumaczyć.
Dwa razy traciłem prawo jazdy i miałem ogromne szczęście, że nikogo nie
skrzywdziłem.
No i stoję
sobie teraz w swoim śnie i toczę tą samą walkę co
kiedyś. Przewalam argumenty za i przeciw. Nie wiem czy jest się
czym chwalić, ale w moim śnie wróciłem do domu autobusem. Rano wstałem
skacowany, lecz wiedziałem co mam robić. Szybko napiłem
się gorącej herbaty i postanowiłem tego dnia pójść na mityng. Przeszło. Pamiętam,
że kiedyś na terapii zastanawiałem się kiedy takie sny
się skończą.
Ta
sytuacja mi pokazała to, czego kiedyś nie chciałem zaakceptować. Alkoholikiem będę
do końca życia i wydaje mi się, że jeżeli mam ponosić tylko takie konsekwencje
to jest to pryszcz w stosunku do tego, co kiedyś wyczyniałem.
Pozdrawiam Piotr
XXIX Konferencja Służb Regionu Warszawa, 19.04.2008 Otwock
k/Warszawy
Literatura AA niezbędnym elementem trzeźwienia
Warsztat
poprowadził Tomek – Delegat Służby Krajowej ds. Literatury. Przywitaliśmy
się Modlitwą o Pogodę Ducha.
Przyjaciele
dzielili się swoim doświadczeniem i podkreślali jak ważną rolę pełni nasza
literatura w ich nowym, trzeźwym życiu. Mówili o tym jak czasami było trudno
ich przekonać do korzystania z naszych książek. Do czytania czegokolwiek. Mówili
o tym, że często to właśnie literatura AA w pierwszym okresie ich trzeźwienia
pozwalała wrócić do książek, które kiedyś lubili czytać, a alkohol tę przyjemność
im zabrał. Jedna z przyjaciółek opowiadała o tym, jak książka „Życie w
trzeźwości”, którą dostała na początku swojej drogi, pozwoliła jej na
nowo nauczyć się czytać. Uważa teraz, że najlepszym prezentem dla przyjaciół z
AA na różne okazje są nasze książki. Więc je ofiarowuje tak samo jak kiedyś i
ona dostała od kogoś. Teraz zajmuje się kolportażem literatury AA na grupach,
gdzie uczestniczy w mityngach.
Kolejny mówca
podkreślił, że ważne jest też to, by czytać wspólnie. Rozmawiać o tym, co jest
tam napisane. Jemu trudno było na początku samemu zrozumieć, o czym czyta.
Rozmowy z innym alkoholikiem przybliżyły mu teksty. On kupił najpierw „Codzienne
refleksje”. To właśnie cytaty tam umieszczone zachęciły go do kupna
kolejnych pozycji. W ten sposób zgromadził inne książki i je przeczytał, aby
poznać lepiej, o czym była mowa w „Refleksjach”. Czytając „Przekaż
dalej” dowiedział się o trudnych początkach Wspólnoty. Czytał tę książkę
wielokrotnie. Pomogła mu zrozumieć istotę posłania, służby, jedności. Podarował
ją kolejnemu przyjacielowi. Kupił następny egzemplarz. I zgodnie z tytułem książki
kolejny raz przekazał ją dalej.
Często
spotykał się z negatywnym nastawieniem innych osób, które próbowały przekonać go do niewydawania pieniędzy na
książki. Ale ich nie słuchał. Kiedyś wydawał na alkohol, dziś wydaje na książki.
Zgromadził biblioteczkę AA.
Kolejny
przyjaciel rozpoczynał swoje służby w AA od uczestnictwa w pracach Zespołu ds.
Literatury. Opowiadał, że był moment w jego trzeźwieniu, gdy zapragnął pozostać
tylko na etapie czytania. Myślał, że samo czytanie, jego osobiste przemyślenia
na tematy z książek wystarczą. Odsunął się od mityngów. Kolejny raz usłyszeliśmy,
że do trzeźwienia oprócz literatury potrzebny jest drugi człowiek, z którym można
dzielić się własnym doświadczeniem, ale również rozmawiać o tym, co przekazał
nam Bill W. i inni w literaturze.
Osoby, które
biorą udział w służbie kolportera podkreślały, że dobrze by było, gdyby
sprzedający książki wiedział co sprzedaje. Warto
przeczytać każdą z nich, by umieć odpowiedzieć na pytania kupującego lub
zasugerować jakąś pozycję niezdecydowanemu.
W
wypowiedziach również dało się słyszeć, że na początku trzeźwienia łatwiej i
przyjaźniej docierały do wielu nasze biuletyny „Zdrój”, „Mityng”
poprzez swoją krótką i zwięzłą formę. Bardzo chętnie przyjaciele dzielili się
swoim doświadczeniem zdobytym przy pomaganiu w redagowaniu biuletynu Mityng. O
radości, jaką mieli w współuczestniczeniu w powstawaniu kolejnych numerów.
Przyjaciel z Intergrupy, która
znajduje się na terenie Wielkiej Brytanii– a od tej Konferencji zgłosiła
przynależność do Regionu Warszawa - opowiedział nam, że tamtejsze mityngi
opierają się na studiowaniu obszernych fragmentów z literatury AA. Takie
czytanie odbywa się na losowym wybieraniu tekstu. Bywa tak, że na kolejnych 3
mityngach czytany jest ten sam fragment, bo akurat książka w tym samym miejscu
otworzyła się, co poprzednio. Nikt nie protestuje. Takie zdarzenia uznają za
działanie Siły Wyższej i kolejny raz omawiają dany fragment. On poza mityngami
czyta również książkę, która jeszcze nie została przetłumaczona na język
polski. Jest to zbiór piciorysów z pierwszych trzech
wydań Wielkiej Księgi w języku angielskim. Zawsze coś ciekawego w niej
znajdzie. Nie zdarzyło mu się, by nudził się czytając tę pozycję.
W wielu
wypowiedziach dało też się słyszeć o tym jak wielkie wrażenie sprawiał fakt,
gdy po przeczytaniu kolejnego fragmentu okazywało się, że jest w nim opisywane
dokładnie życie, emocje, charakter, sposób picia i zachowania osoby, która to
czyta. Takie podobieństwa często prowadziły do wielkiego zdziwienia a równocześnie
do identyfikacji z chorobą alkoholową i z innymi alkoholikami.
Podkreślana
była szczególna rola literatury przy pracy ze sponsorem i sponsorowanym. Jednym
z głównych wniosków tych warsztatów było to, że z literaturą AA praca na
Programie jest łatwiejsza i efektywniejsza.
Zwracano
też uwagę na temat czystości stolika na mityngach AA, zlotach, rocznicach grup.
Ważną kwestię też podjął jeden z przyjaciół, który mówił o pojawiających się niezgodnościach tłumaczeń w tekstach używanych na mityngach
na terenie naszego kraju. Mówił o tym, że spotyka się z wydrukowanymi poza BSK
(innych wydawców bez akceptacji AA) tekstami np.
Preambuły AA, ulotek czy fragmentów WK. Mówił, że burzy to jego poczucie
bezpieczeństwa i czasem ma wątpliwości czy mityng, na który akurat trafił jest
mityngiem AA czy spotkaniem jakieś grupy wsparcia. W takich działaniach widzi
niebezpieczeństwo dla jedność naszej Wspólnoty.
Niedopuszczalne
jest też to, że spotykamy się z innymi cenami za nasze książki na naszych
mityngach, niż te, które zostały ustalone przez BSK. Z niewiadomych przyczyn można
kupić u kolporterów droższe książki niż jest ich oficjalna cena. Zwrócił uwagę
na to, że brana jest prowizja od książek przez niektórych kolporterów, co wywołuje
oburzenie.
Jedność AA
przejawia się również we wspólnym dbaniu o czystość literatury AA na
spotkaniach. Jedna z przyjaciółek opowiadała jak jest to dla niej ważne i o
tym, że teraz ma odwagę zwracać uwagę osobom, które rozkładają ulotki z
informacjami o imprezach trzeźwościowych, które nie są
organizowane przez AA. Ta jej odwaga wynika z wdzięczności do AA i z potrzeby
zachowania jedności.
Bardzo często
w wypowiedziach też było słychać, że w czasie urlopów, wyjazdów służbowych a
nawet na każdy zwykły dzień jakakolwiek pozycja z literatury AA w plecaku,
walizce czy torbie pozwala czuć się pewniej. Jak to określił prowadzący –
dla niego „jest to swoisty zawór bezpieczeństwa”.
Gdy ma przy sobie kieszonkowe wydanie 12x12 i Wielkiej Księgi oprawione
w jedną okładkę, w każdej chwili może do tekstu zajrzeć - gdy do przyjaciół
daleko, albo akurat nie ma w pobliżu mityngu.
Język
serca, którym są napisane nasze książki najcelniej trafia do umysłów i pomaga
zrozumieć istotę tego „jacy
byliśmy, co się z nami stało i jacy jesteśmy obecnie”. Język serca brzmiał
też w wypowiedziach w trakcie warsztatu. Forma wszystkich wypowiedzi była
zgodna z przyjęta formą na mityngach AA. Czas przeznaczony na warsztat okazał
się zbyt krótki. Temat warsztatu wywołał wielu chętnych do wypowiedzi. Każdy
podkreślał dużą potrzebę wspierania swojego trzeźwienia, pracy ze sponsorem z
pozycjami literatury AA. Tej już przetłumaczonej jak i również oczekującej na tłumaczenie.
Usłyszałam
również opowieść o tym, że tematy z Biuletynu Mityng są wykorzystywane na
mityngach.
Warsztat na temat literatury AA zgromadził w sali 30 osób. Pożegnaliśmy się
również Modlitwą o Pogodę Ducha i z uśmiechami na twarzach udaliśmy się na
dalszą część Konferencji.
O
warsztacie opowiedziała Gosiali
Czy
inteligencja przeszkadza w trzeźwieniu?
Przekonanie, jakoby inteligencja przeszkadzała w trzeźwieniu
jest w środowisku polskich AA dość powszechne. Z pewnym niepokojem obserwuję,
jak na bazie tej nadinterpretacji* powstają kolejne, „święte”
zasady i prawa AA. Taką właśnie „mądrością” jest powtarzane coraz
częściej powiedzonko: „Do programu AA nie można być za głupim, ale można
być za mądrym”, które w bardzo przykry sposób przypomina mi klasową
niechęć do inteligencji.
Wspólnota AA w Polsce już wystarczająco zraziła sobie
ludzi młodych. Alkoholicy płci obojga witani byli na mityngach uśmieszkami,
wyśmiewano poziom ich „dna”, kpiono ze strat, radzono, by wrócili,
kiedy się „dopiją” i zdobędą właściwy (według
„starych”) poziom determinacji.
Czy stać nas na to, nas w AA, by teraz zrażać sobie
też ludzi inteligentnych, oczytanych, kulturalnych?
W artykule pochodzącym z Raportu Światowego Mityngu
Służb AA w NJ w 2004 r., opublikowanym w biuletynie „Mityng” nr
2/2008, znaleźć można stwierdzenie: „Najważniejszy moment, albo krytyczny
wybór, zależy od tego, czy alkoholik, który wciąż jeszcze cierpi, jest otwarty
na pomoc, czy nie.
Czy on lub ona
chce przyjąć pomoc i w ten sposób otrzymać część całego doświadczenia, siły i
nadziei, jaką niesie AA? Jeśli odpowiedź brzmi tak, będzie to polegało na czymś
więcej niż po prostu na uczestniczeniu w kilku mityngach, ale naprawdę na
spróbowaniu, pomimo natychmiastowego wewnętrznego oporu, programu zdrowienia AA
w oparciu o Dwanaście Kroków, i stopniowo głębszej integracji ze Wspólnotą AA.
Dla alkoholika jest to sprawa życia lub śmierci. Nasze przykre doświadczenie
pokazuje, że ignorancja zabija AA”.
Ano właśnie… „głębsza integracja ze
Wspólnotą AA”… „coś więcej niż uczestnictwo w kilku
mityngach”… „ignorancja zabija AA”…
Stwierdzenie „inteligencja przeszkadza w trzeźwieniu”
nazwałem nadinterpretacją i zaraz postaram się wyjaśnić, czemu tak właśnie
sądzę.
Zgodnie z aktualną definicją polskiej służby zdrowia,
alkoholizm jest chorobą nieuleczalną (ostatnio już coraz częściej –
„trwałą”). Ale podtytuł książki „Anonimowi Alkoholicy”
(Wielkiej Księgi) brzmi: „Historia o tym, jak tysiące mężczyzn i kobiet
zostało uzdrowionych z alkoholizmu”.
Wydaje mi się, że termin „trzeźwienie”
powstać mógł jako próba pogodzenia ze sobą tych
sprzeczności. To polskie, i może nie tylko polskie, bo z pewnością znane w
wielu krajach byłego ZSRR, „trzeźwienie” miałoby
więc być procesem z natury swojej nieskończonym i docelowo
nieosiągalnym.
Moja siostra jest alkoholiczką. Od ok. 20 lat mieszka w
Stanach. A tam po dziś dzień nasze rozumienie tego „trzeźwienia”
jest pewnie kompletnie niezrozumiałe. Alkoholicy używają (w Ameryce i może
kilku innych, cywilizowanych krajach Europy) określenia
„wytrzeźwiałem”… i tu podają datę, albo swojego ostatniego
kieliszka, albo pierwszego dnia bez alkoholu.
Doktor Bob S. wytrzeźwiał 10.06.1935 roku, to jest w dniu, w którym wypił swojego ostatniego
drinka i jest to rzecz znana.
Moim
zdaniem, to się może trzymać kupy. W końcu w ten
ostatni dzień picia (lub pierwszy abstynencji) musiało wydarzyć się COŚ, co
spowodowało, że alkoholik nigdy już nie sięgnął po kieliszek. Czemu nie nazwać
tego wytrzeźwieniem?
A co dzieje się po dniu wytrzeźwienia? Przez wszystkie te
lata, gdy alkoholik uczęszcza na mityngi AA? Odpowiedź jest stosunkowo prosta
– rozwój osobisty, program naprawy krzywd i relacji z Bogiem oraz powrót
do normalnego, zdrowego społeczeństwa.
Jestem przekonany, że powiedzenie o inteligencji, która
przeszkadza, jest żywcem przeniesione z USA. Problem w tym, że po drodze
(kolejne tłumaczenia) uległo pewnej deformacji. Jak w czasie zabawy w głuchy telefon.
Inteligencja przeszkadza wytrzeźwieć? Ależ tak! Przeszkadza
osiągnąć ten punkt, po którym alkoholik jest już w stanie utrzymywać trwałą
abstynencję. Jestem pewien, że doktorowi Bobowi inteligencja i wiedza medyczna
bardzo przeszkadzały w osiągnięciu stanu z dnia 10 czerwca 1935. Gdyby nie one,
być może, jego ostatni kieliszek miałby miejsce z dziesięć lat wcześniej. Ale
to spekulacja.
Wysoka inteligencja alkoholika pijącego oczywiście
przeszkadza w osiągnięciu „punktu przełomowego” choćby
dlatego, że jego system iluzji i zaprzeczeń jest bardziej spójny, a
racjonalizacje dużo bardziej logiczne, a więc trudniejsze do rozbicia niż u
człowieka powiedzmy… prostego.
Wydaje mi się, że po Wielkim Dniu inteligencja w zdrowieniu z
alkoholizmu pomaga. Wydaje mi się, że łatwiej jest przyjąć Program Wspólnoty AA
i skutecznie wdrażać go w życie człowiekowi rozgarniętemu, który rozumie, co
się do niego mówi, czego się od niego oczekuje, co mu proponuje i co ma zrobić.
Ostatecznie wysoka inteligencja, według mojego modelu
amerykańskiego, przeszkadza wytrzeźwieć, to znaczy przeszkadza w czasie picia i
DO ostatniego drinka, natomiast w modelu polskim miałaby przeszkadzać już PO
odstawieniu alkoholu. Nie da się ukryć, że są to dwie różne sprawy, no a
ja… jakoś tak… więcej mam zaufania i przekonania do tej pierwszej.
Choćby ze względu na osobiste doświadczenia.
- - - - - - - - - - -
* Nadinterpretacja, zgodnie ze Słownikiem Języka Polskiego
PWN 2008 to: «interpretacja
wykraczająca poza komentowane fakty, wypowiedzi itp., niemająca
dostatecznego uzasadnienia»
Meszuge (Maj.
2008)
Pokorny
czy inteligentny?
Zgodnie z Tradycją AA „nie polemizujemy nawet z własną żoną”.
Moim zdaniem, każdy kto tego dokona może powiedzieć,
że zaczął uczyć się pokory.
A ja mam z tym trudności, bo uczę się dobrze, ale bardzo wolniutko. Czasem
zastanawiam się dlaczego, dlaczego idzie mi tak wolno.
Przecież sadziłem, że jestem taki inteligentny!
Nie potrafię przy tym wyjaśnić logicznie dlaczego
piłem ponad 15 lat, moje życie pogarszało się z dnia na dzień, a ja nie
kojarzyłem tych faktów z nadmiernym piciem alkoholu.
Odnoszę wrażenie, że owo przekonanie o mojej niezwyklej
inteligencji było jedynie moim przekonaniem. To nadmiernie rozbuchane
przekonanie „o
swojej wyższości nad szarą masą” jest opisane w naszej literaturze
bardzo szczegółowo. Nazwano to nawet pychą i egocentryzmem.
Brzmi to bodajże jakoś tak „Egoizm,
egocentryzm, koncentracja na samym sobie! … To właśnie jest, jak sądzimy,
zasadnicze źródło naszych kłopotów”.
A POKORA? He,He,He, Ha,Ha!
Tej najlepiej uczy samo życie!
„Możesz pić i umrzeć, albo przestać pić i żyć!” Przeraziło mnie
to stwierdzenie. To niby postanowiłem być pokorny i przestałem pić, ale tak
naprawdę ze strachu, a nie z rozsądnego wyboru. W pewnym filmie dla dzieci
padło takie zdanie, które zapamiętałem: „Możesz
Aniu robić co tylko chcesz – a życie i tak samo
wystawi ci rachunki”.
Mnie codziennie wystawia, bo teraz widzę, co zrobiłem, więc staję się
coraz bardziej pokorny. Nie sądzę, aby miało to związek z moją nadmierną
inteligencją! Wręcz przeciwnie. Przyjmuję tylko to, co sprawdzę na własnym
…ciele. Tylko, dlaczego? Jak sądzicie?
Pozdrawiam –
Lechu 02
Spotkanie na temat 12 Koncepcji
w dniu 1-2.12.2007 w BSK
część czwarta /ostatnia/
Tu Greg po raz kolejny podkreślił jak
ważną kwestią jest komunikacja!
Jak się wyraził, VII Tradycja jest Tradycją mówiącą o komunikacji.
Kiedy mówimy o utrzymywaniu się, o samofinansowaniu, to przecież musimy
się wtedy jak najlepiej komunikować. A tymczasem
często jest tak, że alkoholicy w naszej Wspólnocie czują się nie komfortowo
mówiąc o pieniądzach, jakby to był temat wstydliwy. Tymczasem trzeba o tym
mówić jasno, wyraźnie, bez obaw. To wszystko jest przecież jasne i czytelne,
nasze finanse są przejrzyste. Kiedy się pokazuje statystyki, podsumowania
finansowe, należy wyjaśniać (tu np. rola delegata w regionie) jakie są średnie, jakie są tendencje, co się
dzieje w finansach Wspólnoty.
Dorothy dodała, że jako AA ma taką naturalną
potrzebę dowiadywania się, co się dzieje z jej pieniędzmi, jak są
wykorzystywane jej datki. I to
dlatego ta komunikacja finansowa jest taka ważna. Jest to też kwestia budowania zaufania, bądź
też jego braku przy złej komunikacji. Dopiero, gdy czarno na białym pokazujemy
kwestie finansowe możemy budować odpowiednią atmosferę wzajemnego zaufania.
Witek dodał, że z własnego doświadczenia wie, że tematy związane z
finansami są często najtrudniejsze do rozmowy. Na przykład
gdy w trakcie wypowiedzi na grupach AA opowiadał o finansach, wyjaśniał
szczegółowo, jak wygląda sytuacja, wtedy spotykał się ze zrozumieniem, a
niechęć ustępowała. Na koniec padało pytanie - „Witek, czemu wcześniej
nikt nam tego nie powiedział?”
Greg przypomniał pewien oczywisty fakt, który
jednak trzeba sobie przypominać – do Wspólnoty ciągle przychodzą nowi
ludzie. I ci nowi nie wiedzą wielu rzeczy, które nam mogą się wydawać oczywiste
- „tyle razy o tym mówiliśmy”.
A tymczasem trzeba ciągle powtarzać najważniejsze rzeczy, ciągle do nich
wracać, bo Wspólnota żyje, poszerza się, ciągle przychodzą do nas nowi. Tak też
trzeba podkreślać, że w AA nie ma żadnych obowiązkowych składek, ale jeśli coś
stworzyliśmy, to powinniśmy za to płacić. Witek wtrącił , że
jeśli będziemy o tym tak mówić, jak Greg, to też to
pewnie osiągniemy.
Greg odpowiedział, że tak naprawdę w ten sposób powinni
mówić wszyscy – Rada Powierników, delegaci, wszystkie służby. I dopiero
dzięki temu podniesie się świadomość mówienia o pieniądzach. Ważne jest
prezentowanie finansowej strony naszych działań, bo przecież my w ten sposób...
ratujemy życie.
A świadomość wzrośnie, jeśli „ja, AA, na własne oczy zobaczę, na co
idą pieniądze wrzucane do kapelusza.
Tak jak widzę pieniądze na grupie, gdzie w klarowny sposób skarbnik
wyjaśnia, na co wydał pieniądze, tak też to powinno działać na innych poziomach
struktury”.
Greg dodał, że dobrze jest pokazywanie wyraźnych
przykładów, konkretnych działań.
Np. można pokazać, jak gdzieś, ktoś nowy w Chicago dostaje Wielką Księgę i
doznaje duchowego przebudzenia. To jest bezpośredni efekt wrzucania
„złotówki” do kapelusza.
Grupy muszą ufać, że Rada Powierników działa w ich imieniu.
Heniek, przewodniczący Rady Powierników, powiedział, że z własnego
doświadczenia widzi, iż w samej Radzie jest nikła świadomość koncepcji. Zaczął
się zastanawiać, jak podnieść świadomość koncepcji w samej Radzie?
Tu zabrała głos Dorothy. Zasugerowała, że kwestie
świadomości Koncepcji lepiej chyba odłożyć na później zaś na początek zadbać o
podstawy. Rada Powierników powinna zdać sobie sprawę z własnej odpowiedzialności za
Wspólnotę. Przede wszystkim zadbać o jak najlepszą komunikację z grupami.
Zadbać o samowystarczalność. A potem przyjdzie także czas na Koncepcje.
Greg opowiedział o znaczeniu XII Koncepcji,
podkreślił jej duchowe, podstawowe znacznie. Powiedział, że czytanie Koncepcji
powinno się zaczynać od XII. To ta Koncepcja, wraz z sześcioma gwarancjami
stanowi duchową podstawę pozostałych. Bez niej nie można zrozumieć pozostałych
jedenastu koncepcji, Koncepcję XII trzeba mieć w sercu. Dwunasta Koncepcja z
jej gwarancjami jest tak samo niezmienna, jak Kroki i Tradycje. Powinniśmy
zachowywać ciągle właściwą postawę – pamiętać, że jesteśmy razem, że
wspólnie działamy dla naszego dobra.
Heniek zapytał, jak spowodować podniesienie poziomu odpowiedzialności za
służby w Radzie. Według jego oceny sytuacji nie cała Rada działa należycie.
Greg odparł, że to tak, jak we wszystkich innych
służbach. Kiedy się zaczyna, jest się „początkującym”, a potem,
wraz z trwaniem służby wzrasta świadomość. I kiedy już
wiem o danej służbie bardzo dużo to... ustępuję
miejsca moim następcom.
Ważna jest postawa powiernika w ogóle, a nie tylko, kiedy jest w Radzie.
Niektórzy powiernicy w USA nie byli nigdy w zarządach firm, nie mają
takich doświadczeń. Takim osobom daje się książkę o zarządzaniu, o
przewodnictwie, o służbie w radzie. Jest też specjalny doradca wyjaśniający
kwestie dotyczące statutu, funkcjonowania, kwestii prawnych.
Powiernicy podpisują specjalny dokument, umowę, że środki finansowe mogą być
wykorzystywane tylko dal celów AA. Podpisują również deklarację, że nie istnieje
żaden konflikt interesów. Powiernikom wyjaśniane są procedury, sposoby
działania.
Greg podkreślił też kwestię sponsorowania w
służbie. Jeśli na jakąś służbę przychodzi ktoś nowy, to ten ustępujący staje
się jego naturalnym sponsorem w służbie, pomaga, wprowadza, cały czas czuwa, by
temu nowemu pomóc w służbie. Tak są przekazywane doświadczenia. Także – powiernicy sponsorują sobie
nawzajem w służbie.
Dorothy wspomniała, że od 2,5
roku jest powiernikiem, a cały czas się uczy. Potrzebujemy przewodników,
także w służbie. Dlatego rozmowy z powiernikiem, który był przed nami bardzo
pomaga. Przecież ważna jest orientacja w różnych konkretnych kwestiach, a kiedy
się przychodzi na tę służbę, to takiej wiedzy się nie ma.
Dorothy potrzebowała takiej pomocy od
poprzedniego powiernika, pomimo tego, że od 30 lat jest w służbach AA.
Heniek wrócił do sprawy komisji na Konferencji – u nas są cztery
komisje z delegatami wybieranymi tematycznie, a w USA wybór jest dokonywany
poprzez losowanie.
Greg odparł, że techniczne kwestie nie są
najważniejsze, najważniejszy jest generalny system, w jakim funkcjonują
komisje. Bo to komisje kształtują sumienie grupy. W AA ufamy sumieniu grup.
I podobnie jest z komisjami – ufamy, że działają
jako sumienie grupowe. W ten sposób mamy do czynienia z rodzajem
łańcucha zaufania, gdzie na pierwszym miejscu stawiamy sumienie grupy.
Dorothy dodała, że wybór delegatów do komisji
„z kapelusza” jest wyrazem zaufania do działania Siły Wyższej.
Witek stwierdził, że w Polsce mamy małe BSK, Rada Powierników jest duża i
daje się odczuć brak specjalistów z konkretnych dziedzin. Zatem należałoby się
zastanowić, czy nie słuszniejsze byłoby zredukowanie liczby członków w Radzie
Fundacji np. do 4 alkoholików i 3 specjalistów.
Greg odpowiedział, że oczywiście jest to
możliwe, ale że na pierwszym miejscu należy postawić komunikację z grupami,
wyjaśnić, z jakimi problemami się borykamy. Np. trzeba powiedzieć intergrupom, że potrzeba nam fachowców z jakiejś dziedziny,
przy czym tak, by stali się oni potem powiernikami. Więc np.
może być 6 powierników z regionów i 2 specjalistów szukanych ponad regionalnie,
pod kątem fachowości.
Witek zasygnalizował też kłopot z porozumieniem między dyrektorem BSK a
Radą Powierników. Po części, jak zauważył, wina leży po jego stronie, ale po
części także jest to kwestia braku wyraźnego zdefiniowania zakresu
odpowiedzialności i obowiązków.
Witek od wielu lat zauważa brak zrozumienia, że BSK jest podmiotem prawnym
prowadzącym także działalność gospodarczą. Zanim członek Rady Powierników
zechce podejmować decyzje w sprawach biznesowych, powinien zapytać sam siebie,
czy jest do tego przygotowany. Witek podkreślił, że bolączką jest u nas brak
prawideł profesjonalnych. Jak zatem powinny być zdefiniowane zakresy
odpowiedzialności?
Greg nadmienił, że w Polsce nie mamy małego
biura, lecz jest to spółka (fundacja) średniej wielkości. Powiedział też, że
Rady nie posiadają odpowiedzialności operacyjnej, lecz tylko strażniczą. On
sam, jako generalny manager jest we wszystkich radach spółek i wszędzie ma
prawo głosu.
Posiada też ściśle zdefiniowany zakres obowiązków i odpowiedzialności.
Członkowie Rady zawsze pytają managementu, co mogą
zrobić. Mówią zresztą o tym Koncepcje.
W średnich biurach powiernicy dzielą się na zespoły wspierające.
Powiernicy wchodzą do nich, jako ochotniczy pracownicy. Czasem sami podejmują
decyzje i jest to kwestia trudna. Zgodnie z Koncepcjami trzeba wyraźnie
określać zakresy odpowiedzialności i obowiązków. „U mnie samego ta
odpowiedzialność i obowiązki oznaczają, że muszę być dostępny przez 7 dni w
tygodniu” - dodał z uśmiechem Greg.
Następnie mówił o tym, że zasiadanie w Radzie wiąże się z budowaniem
relacji opartych na wzajemnym zaufaniu.
Greg zwrócił uwagę, że w tym wszystkim
najważniejsze jest dobro AA. Zarówno Konferencja, jak i Rada Powierników
egzystują w świecie ducha, zaś zarówno GSO, jak i BSK tylko wspierają ten
duchowy ruch. Dlatego, jeśli mówię o wpłatach, nigdy nie mówię: „wpłacamy
na GSO (BSK)”, lecz używam sformułowania
„wpłacamy na Służbę Krajową do GSO ( BSK). W ten sposób zmienia się
myślenie o finansach.
Cały duchowy aspekt działania naszej Wspólnoty materializuje się poprzez
kartę konferencji i jej zapisy. Dzięki karcie duchowe decyzje konferencji mają
praktyczne przełożenie na dotykalne, wymierne rezultaty. To
co jest ważne, to Rada Powierników, gdyż to ona stanowi duchowy aspekt w
działaniu. Ale z drugiej strony bez lidera, bez menadżera Rada Powierników nie
będzie działać skutecznie.
Dr Woronowicz wtrącił, że być może dyrektorem powinien zostawać jeden z
powierników. Greg odpowiedział, że Rada posiada
władzę i odpowiedzialność za wybór dyrektora, to powiernicy i tak decydują, kto jest dyrektorem. I
czasem dyrektorem staje się powiernik. Powiernik zresztą bardzo dużo się uczy w
czasie swojej służby.
Sam Greg w swoim prywatnym świecie także jest
managerem. Ale z tego świata może czerpać doświadczenia konkretne, zaś nie ma
stamtąd żadnych doświadczeń o duchowych relacjach. Tam, kiedyś zarządzał, bo...
był szefem. Tymczasem w AA wszystko wyrasta z
duchowego doświadczenia.
Bill opisał model biznesowy działania Wspólnoty w 12 Koncepcjach. I wybrał
model korporacyjny, gdzie liczy się kwestia sumienia grupy. Wszystkie decyzje mają zatem umocowanie w decyzjach sumienia grupy. A jemu
samemu byłoby trudno zarządzać biurem bez doświadczenia bycia powiernikiem.
Na koniec Witek serdecznie podziękował naszym gościom zza oceanu.
Stwierdził, że usłyszał wręcz coś na kształt wykładu uniwersyteckiego o
służbach. I że mam wrażenie, że działaliśmy trochę na ślepo, chociaż z gorącym
sercem. A teraz
– praca powinna być efektywniejsza.
Greg także podziękował i podkreślił, że nie
powinniśmy się bać prosić ich o pomoc, bo przecież... jesteśmy
jednym AA. Nie ma amerykańskiego, czy polskiego AA. Jest jedno.
Dlatego w służbach jest, jak w sponsorowaniu indywidualnym –
dzielimy się swoim doświadczeniem.
Dorothy także podziękowała za nasze spotkanie.
Powiedziała, że to jedno z takich błogosławieństw – możliwość bycia w
wielu miejscach, gdzie działa AA. Ostatnio była w Mongolii, na pierwszej
mongolskiej konferencji i wyniosła stamtąd masę wzruszeń, chociaż uczestniczyła
w miejscu, gdzie jest tyle podstawowych problemów dla istnienia AA. Ale też widać tyle pięknych działań.
A najpiękniejsze jest to, że wszędzie w tym widać rękę Siły Wyższej.
Sprawozdanie
sporządził Tomek AA
( Skrytka 2/4/3 nr
74 luty 2008)
VI Tradycja AA (jak to widzi Meszuge)
„My, Anonimowi Alkoholicy, nie możemy
być panaceum na wszystkie problemy wszystkich ludzi i nie powinniśmy nawet tego
próbować” – cytat z książki „Dwanaście Kroków i Dwanaście
Tradycji”.
Tradycja VI Wspólnoty AA
jest oczywistym następstwem i logiczną konsekwencją Tradycji V. W Tradycji V jasno i jednoznacznie określono
podstawowy cel istnienia i działania każdej grupy – w VI natomiast
wymienione zostały te sprawy, którymi grupa AA zajmować się nie powinna.
Tekst VI Tradycji jest w
pewnym sensie wyjątkowy, gdyż (jak niewiele innych) zawiera w treści od razu
wyjaśnienie i odpowiedź na pytanie – dlaczego?
Ano, dlatego „…ażeby
problemy finansowe, majątkowe lub sprawy ambicjonalne nie odrywały nas od
głównego celu”. A cel ten, jak wspomniałem, określony został w Tradycji
V.
Może się to wydawać odrobinę dziecinne, ale pytanie,
„dlaczego?” można zadawać dalej: dlaczego
niby zajmowanie się sprawami finansowymi, majątkowymi, miałoby odrywać nas
(grupę) od głównego celu?
Nie mam właściwie
żadnych osobistych doświadczeń związanych z jakimś spektakularnym naruszeniem
zasad zawartych w VI Tradycji, które mógłbym wykorzystać, jako ilustrację. Może
jedynie…
Kiedy wiosną 1988 roku
po raz pierwszy trafiłem do AA, w naszym małym środowisku jeszcze słychać było
echa „wielkiej wsypy”. Pokazywano mi nawet
budynek, który alkoholicy mieli kupować i przerabiać na klub abstynenta. Przy
okazji „wyparowały” jakieś fundusze, ktoś wrócił do picia…
Formalnie rzecz biorąc
to nie grupa (czy grupy) podjęły owe działania, ale to tylko pozory –
inicjatywa i członkostwo w klubie (i zdaje się w jakiejś fundacji, a może
stowarzyszeniu – nie jestem pewien) to w 99,99%
alkoholicy i pamiętam jeszcze jak ta sprawa wracała jak bumerang przed
mityngami, w czasie przerw, po mityngach, a nawet w ich trakcie.
Były to moje pierwsze
tygodnie w AA, nie docierała do mnie jeszcze treść Kroków, a co dopiero mówić o
Tradycjach, ale atmosfera skandalu i sensacji nawet mi się podobała, przypominała bowiem „haj”,
na jakim funkcjonowałem w czasie picia.
Z braku osobistych
doświadczeń, poszukując przekonywujących argumentów, sięgnąłem do literatury, a
zwłaszcza do historii Wspólnoty. Dopiero wtedy zorientowałem się, że w
książkach: „Anonimowi Alkoholicy”, „Dwanaście Kroków i Dwanaście
Tradycji”, „Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość” i
innych, znaleźć można cale mnóstwo przykładów opisujących, jak w pionierskich
czasach Wspólnoty alkoholicy angażowali się w rozmaite (cóż z tego, że bardzo
wartościowe) przedsięwzięcia i jak zawsze kończyło się to niepowodzeniem czy
wręcz katastrofą, zarówno dla samego przedsięwzięcia, jak i dla grupy.
Co ciekawe, okazało się,
że geneza istoty treści VI Tradycji AA sięga czasów o wiele wcześniejszych niż
dzieje Wspólnoty. I tak na przykład w „Anonimowi
Alkoholicy wkraczają w dojrzałość” autor wspomina świetność i upadek
Towarzystwa Waszyngtońskiego, będącego ruchem zainicjowanym w Baltimore w
połowie XIX wieku, które miało w rękach rozwiązanie problemu alkoholizmu.
Początkowo Towarzystwo składało się wyłącznie z alkoholików, starających się
pomóc jeden drugiemu i jego pierwsi członkowie zdawali sobie sprawę, że powinni
poświęcić się tylko temu jednemu celowi.
Z czasem w szeregi
Towarzystwa Waszyngtońskiego wstępować zaczęli także ludzie nieuzależnieni,
rozmaici politycy i reformatorzy, a samo Towarzystwo angażowało się w rozmaite
działania społeczne, zajmując często skrajne stanowisko w różnych
kwestiach.
Towarzystwo utraciło w
ten sposób wszelką skuteczność w niesieniu pomocy alkoholikom i ostatecznie
upadło w niedługim czasie.
Na treść VI Tradycji
mieli też w pewnym sensie wpływ… franciszkanie. W czasach św. Franciszka
z Asyżu (XI – XII wiek) ślubowanie osobistego ubóstwa nie było niczym
wyjątkowym, ale to on właśnie, prawdopodobnie jako
pierwszy w Europie, w założonej przez siebie wspólnocie uznał ubóstwo za
fundamentalne dla realizacji celów. Po co franciszkanie mieli wystawiać się na
pokusy i rozpraszać, jeśli nie było to potrzebne do realizacji ich misji?
Dziś Wspólnota AA
zajmuje podobne stanowisko: im mniej mamy pieniędzy i własności, o które można
się kłócić, tym większa koncentracja na wyznaczonym celu.
Wspomniałem wcześniej, że nie mam własnych doświadczeń w tym temacie. No,
cóż…
Dziś w lokalnej
rozgłośni radiowej brałem udział w cyklicznej audycji dotyczącej możliwości
życia bez alkoholu osób uzależnionych. Tematem tej edycji programu była terapia
odwykowa i Wspólnota AA.
Zgodnie z moimi obawami,
w pewnym momencie padło pytanie o to, co ważniejsze, AA czy terapia oraz prośba
o ich porównanie.
Stanąłem przed dość
trudnym zadaniem: jako członek Wspólnoty nigdy nie
zajmuję stanowiska w takich sprawach, nigdy nie konfrontuję ze sobą terapii i
AA, a jeśli już cokolwiek na ten temat mówię, to ograniczam się do
stwierdzenia, że z obu korzystam i obu dużo zawdzięczam. Jednocześnie, nie
urażając autorów programu i słuchaczy, starałem się wyjaśnić, że Wspólnota AA,
nie łącząc się absolutnie z nikim, jest gotowa współpracować z każdym dla dobra
alkoholików.
W „Jak to widzi
Bill” znaleźć można następujące stwierdzenie: „Winniśmy na serio
postawić sobie pytanie, ilu alkoholików wciąż pije na skutek tego, że nie udało
nam się nawiązać zgodnej i owocnej współpracy z innymi inicjatywami i
instytucjami zajmującymi się chorobą alkoholową – czy to dobrymi, czy
złymi, czy nijakimi”. Ano właśnie – współpraca tak, ale jakakolwiek
zależność czy związki – nie.
Dziś nie czas już pewnie
na spektakularne przedsięwzięcia z okresu pierwszych dziesięciu lat istnienia
AA. Grupy nie próbują już budować własnych szpitali czy schronisk, nie starają
się o zmianę systemów prawnych lub edukacyjnych, natomiast realizacja VI
Tradycji AA jest widoczna w takiej właśnie audycji. Wykorzystując fale radiowe
wszyscy staramy się pomóc osobom uzależnionym, jednak sposoby czy metody
realizatorów programu, biorącego w niej udział lekarza i zapraszanych czasem
Anonimowych Alkoholików, mogą się dość mocno różnić.
W takich, czy
jakichkolwiek innych wystąpieniach publicznych, zawsze warto pamiętać, aby nie
dać się sprowokować lub nakłonić do zajęcia stanowiska w jakiejkolwiek sprawie
oraz nie pozwolić na żadne połączenie AA z rozgłośnią radiową lub telewizyjną,
redakcją gazety, itp. Nazwa „AA” jest własnością Wspólnoty i może
być wykorzystywana tylko przez nią, do własnych celów.
Jeśli jakakolwiek grupa
alkoholików zajmie oficjalne stanowisko w dowolnej sprawie
„zewnętrznej”, to niewątpliwie i na sto procent natychmiast
znajdzie się inna grupa, reprezentująca zdanie odmienne. Grozi to rozłamem, a
warto stale pamiętać, że przecież wyzdrowienie każdego z nas zależy od naszej
jedności.
Czasem z niepokojem
obserwuję różne „integracyjne mityngi AA” czy podobne
przedsięwzięcia grup starających się w ten czy inny sposób zaistnieć pełniej w
społeczności lokalnej. Przyłączenie się do kogoś czy połączenie z kimś –
nawet w celu najbardziej szczytnym – zawsze grozi utratą tożsamości. Czy,
na skutek takich radośnie beztroskich działań integracyjnych, „wygra”
duchowość AA, czy może siła ekonomiczna lub polityczna potencjalnego partnera?
Spekulował nie będę, ale wizja Referatu AA Urzędu Miasta i Gminy w…, dość
mocno mi się nie podoba.
Pieniądze, władza,
wpływy, ambicje… Zawsze były w stanie podzielić ludzi, jeśli tylko nie zdecydowali
się oni – jako wspólnota - trzymać się od tego
wszystkiego z daleka, a zająć tym, co najważniejsze.
W swoim prywatnym życiu
każdy z nas dokonuje własnych wyborów, podejmuje jakieś decyzje, ale jako
Anonimowi Alkoholicy dbać musimy o to, „ażeby
problemy finansowe, majątkowe lub sprawy ambicjonalne” pozostały z dala
od sal mityngowych, spotkań intergrup, regionów i
konferencji – dla dobra nas wszystkich, a także tych, którzy jutro, za
miesiąc czy rok, trafią na swój pierwszy mityng, podniosą rękę i powiedzą: mam
na imię… jestem alkoholikiem.
(Luty
2008)
LISTY DO REDAKCJI
Moja bierność
Zabrałem się do pisania o mojej wadzie - bierności - i już na wstępie
poczułem, że nie jest mi to na rękę. Wołałbym się nad tym nie zastanawiać. I
dlatego właśnie postanowiłem się temu lepiej przyjrzeć.
Zacząłem sięgać myślami wstecz - co ja robię dla AA. Dla wspólnoty, która
uratowała mi życie. O tym, że tak jest to już wiem, gdyż piłem jakieś 20 lat i
myślę, że gdyby nie wspólnota, moja psychika doprowadziłaby mnie do katastrofy.
Często chodzę na mityngi, uzyskałem stabilizację fizyczną i w dużej mierze
psychiczną. Niby dobrze. Jednak kiedyś przyjąłem postawę iż
w AA nic się nie musi, co bardzo mi się spodobało i tak długi czas
funkcjonowałem. Obok. Po kilku latach uczestnictwa we wspólnocie, czuję pewien
niedosyt. W dalszym ciągu czuję się wyobcowany i chociaż poznałem wiele osób -
nadal nie utożsamiam się w pełni z żadną z grup. Jestem jakby obok Wspólnoty.
Po rozmowie z przyjacielem doszedłem do wniosku, iż moim podstawowym
problemem jest ucieczka od służb. Zawsze mam jakieś wytłumaczenie, aby tylko
zbytnio się nie angażować. Zdałem sobie sprawę jak bardzo przydatne było dla
mnie prowadzenie mityngu. Chciałem dodać, iż chodziłem na spotkania AA kilka
lat i nie mogłem zdobyć sie na wypowiedź. Dopiero prowadzenie
mityngu dało mi więcej pewności siebie. Pozbyłem się częściowo pychy i
doszedłem do wniosku, że podnieść rękę i zabrać głos to nic strasznego. To
cieszy.
Obecnie jestem rzecznikiem jednej z grup i zamierzam podjąć następną
służbę. Już wiem, że bez zaangażowania się we wspólnocie nie będę mógł w pełni
realizować programu. Sama abstynencja już mi przestała wystarczać. Trzeźwość to
uczenie się odpowiedzialności za siebie i za innych.
Swój stan trzeźwości mogę sprawdzić na podstawie moich relacji z innymi
ludźmi. Jeżeli zaczynają mnie irytować inni jest to sygnał ostrzegawczy. Mam
okazję zobaczyć te relacje podczas służb. Jeżeli umycie szklanki po przyjacielu
jest dla mnie problemem i czuję złość muszę się temu przyjrzeć. Jeżeli prowadzę
mityng, nie zawsze mogę sam zabrać głos lecz z pokorą
słuchać i to mnie złości - też jest to sygnał ostrzegawczy.
Pełniąc służbę mam okazję uczciwie się sobie przyjrzeć, a przecież o to mi chodzi. To właśnie służba zamienia moją bierność w aktywne i bezpieczne życie.
Kazik AA
Odkrycie
Przez lata chętnie mówiłam o wadach mojego męża –
alkoholika. Może było to potrzebne, wiele wyjaśniało, pewnie było też w tym
dużo prawdy. To jednak ani jego, ani mojego życia nie czyniło lepszym.
Pracując nad Programem Al-Anon, ze
sponsorką, działając w służbie, zauważyłam ważną
rzecz. Odkrywczą, jak dla mnie. Otóż program w stopniu VI mówi o gotowości na
usunięcie moich wad. Moich, a nie innych osób.
To z pewnością trudna praca, ale owoce są zadziwiająco
piękne.
Małgosia, Al-Anon
Gdzie
ja jestem?
We Wspólnocie Anonimowych Alkoholików
mamy „Modlitwę o pogodę ducha”. Znamy ją wszyscy, nie tylko w całym
kraju. Ja bywałem często na mityngach w Szczecinie, Rzeszowie, Bielsku-Białej i
Gdańsku. Siedlcach, Zduńskiej Woli, we Wrocławiu i w Poznaniu. W Zakopanem i w
Elblągu. Byłem też w … w wielu innych miejscach.
Modlitwa
ta - w której to przed bądź po mityngu trzymamy się za ręce i zwracamy do Boga,
jakkolwiek Go pojmujemy, o pogodę ducha, odwagę i mądrość - czyni wiele
dobrego. Dla każdego z osobna i dla wszystkich razem. Tak było w każdym
mieście, na każdym mityngu. Modlitwę o pogodę ducha, drukowaną w
„Zdroju”, znamy wszyscy. Jesteśmy, dzięki doświadczeniom wspólnoty,
przyzwyczajeni do niej. Ona nas jednoczy.
Preambuła AA, która przypomina nam kim jesteśmy, mówi między innymi „Wspólnota AA nie jest związana z
żadną sektą, wyznaniem,
…” otwierając w ten
sposób drzwi Wspólnoty dla każdego alkoholika, bez względu na jego wyznanie.
Nie potrafię więc
pojąć, dlaczego na zakończenie Zlotu Radości AA – święta
„Zdroju” w Jastrzębiej Górze prowadzący zaproponował modlitwę
chrześcijańską – „Ojcze Nasz”.
Nie przemawia przeze mnie złość. Przemawia przeze mnie troska o
przestrzeganie zasad, które stanowią podstawę bezpieczeństwa we Wspólnocie AA i
dla Wspólnoty AA.
To są takie chwile, kiedy tracę upragniona
pogodę ducha. Cóż ja mogę zrobić? Porozmawiać o tym z
przyjaciółmi, napisać do MITYNGU, Zdroju. W takich chwilach niezawodna staje
się znana mi z AA modlitwa. Aż chce mi się ją mówić, nawet kilka razy powtórzyć: Boże,
użycz mi pogody ducha, ...
pozdrawiam pogodnie,
S. AA
Zza krat
Farby
Los wraz z dobrami tego świata
zastawił na mnie pułapkę, w którą wpadłem, nie ja jeden zresztą, niczym mucha w
pajęczą sieć.
Przyklejony do świata brudnego, pozbawionego uczuć, zrozumienia i barw trwałem w nim. Zostałem jednak na chwilę wyrwany z sieci przekleństw, złodziejstwa, prostytucji, gwałtu, mordu, hazardu – z bagna, które pochłaniało mnie powoli. Wraz z założycielami i żołnierzami dawało złudne poczucie pewności, bezpieczeństwa i spokoju z osobami, które tak jak ja wpadały, ale byt taki im odpowiadał. By uśpić mą czujność, karmiono mnie płynem. Jego smak nie był najgorszy, bo ciepło rozchodzące się po ciele koiło na chwilę smutki, żale i cierpienie. Pozbawiony tego wszystkiego po pewnym czasie, ujrzałem coś innego – nowego, czemu zacząłem się przyglądać uważniej. Jest to inny świat – nowy, w którym ludzie są dobrzy, mili, niemniej odważni a uśmiechów niekłamanych jest mnóstwo, niczym motyli na łące. Żołnierze są inni, walczą inaczej. Każda strategia podpowiedziana jest dobra, jeśli zgodna jest z ich kodeksem. By zostać w tym świecie wystarczy chcieć, wówczas każdy dostanie farby, by móc pomalować swój prywatny świat, w którym kolory tęczy radują i towarzyszą każdemu do dnia sądnego. Poprzyglądam się jeszcze przez chwilę, jak sobie radzą nowi malarze. Zanim jednak stąd odejdę, to trzeba wiedzieć, że zostanę w tym świecie do końca.
Artur W.
„Nasze korzenie...”
Grupa AA „DZIESIĄTKA”
Grupa AA „Dziesiątka” powstała w 1993 roku z inicjatywy członków
wspólnoty AA i ówczesnej Ordynator Oddziału Uzależnień pani dr.
Stopczyńskiej. Współzałożyciele
grupy AA „Dziesiątka” to Tadeusz AA z Warszawy, Andrzej AA z Piastowa i Leszek AA
z Grodziska Mazowieckiego.
Pierwszy mityng grupy AA „Dziesiątka”
odbył się w dniu 13.05.1993 r. Pierwszym
prowadzącym był Tadeusz AA z Warszawy. Służba prowadzącego
na tej grupie trwała 12 miesięcy. Grupa spotyka się co
czwartek o godz. 18.00 na terenie Szpitala Psychiatrycznego Pruszkowie –
Tworki, ul. Partyzantów 2/4, pawilon X.
Grupa AA „SAMI SWOI”
Grupa AA „Sami Swoi” powstała w 2002 roku. Brak mityngów
w niedzielę w Pruszkowie i okolicach - a była
taka potrzeba - sprawił,
że Ewa AA z i Bogdan AA, obydwoje z Pruszkowa, postanowili założyć
nową grupę AA. Pierwszy mityng grupy AA „Sami Swoi” odbył się w dniu 07.04.2002 r.
w sali Klubu Młodzieżowego w Pruszkowie przy ul. Chopina w Parku Sokoła.
Grupa AA „Sami Swoi” spotyka się
tam w każdą niedzielę o godz. 11.00.
Pierwszym prowadzącym na grupie był
Bogdan AA z Pruszkowa. W roku 2005 grupa przeniosła się do Miejskiego Ośrodka
Kultury w Pruszkowie ul. Miry Sygietyńskiej 4, gdzie
spotyka się w każdą niedzielę o godz. 11.00.
Służby są obsadzone, służba prowadzącego trwa 1 rok. Na spotkanie grupy AA „Sami
Swoi” przychodzi przeciętnie około 30-35osób.
Grupa AA „URSUS”
Grupa AA „Ursus” powstała w 1998 roku. Współzałożycielami
grupy AA „Ursus” byli Włodek AA z Pruszkowa, Jola Al-Anon
z Ursusa, Andrzej AA z Piastowa, Janusz AA z Piastowa i Antoni AA z Piastowa.
Pomocy w znalezieniu pomieszczenia, gdzie grupa mogła by
się spotykać, udzielił ksiądz proboszcz w/w parafii. Pierwszym prowadzącym
był Włodek AA z Pruszkowa. Służby na grupie obsadzone. Służba
prowadzącego trwa 1 rok.
Grupa AA „Ursus” spotyka
się w piątki o godz. 17.05 w Warszawa – Ursus., przy
Parafii Matki Boskiej Fatimskiej ul. Zagłoby 37.
Pierwszy mityng grupy AA „Ursus”
odbył się w dniu 05.05.1998 r. Na spotkanie
grupy AA przychodzi przeciętnie około 20 osób.
opracował: Janusz AA – Piastów, 11.2007
Moje doświadczenia w służbie zastępcy
rzecznika ds. PIK
Pierwsza myśl, jaka mi się nasuwa jest taka, że na tym poziomie służby
warto wcześniej zdobyć, uzyskać pewną wiedzę i doświadczenia na temat Punktu
Informacyjno Kontaktowego.
Dzięki temu, że przez dwa lata pełniłem służbę Koordynatora Dyżurów
Telefonicznych w Intergrupie SAWA mogłem zapoznać się
jak działa i funkcjonuje PIK. To doświadczenie było bardzo pomocne w przyszłej
służbie Z-cy Rzecznika ds. PIK.
Drugie doświadczenie jest takie, że opiekun punktu działa na zewnątrz
Wspólnoty i we Wspólnocie AA. Aby PIK mógł istnieć,
opiekun PIK musi współpracować i utrzymywać kontakty z różnymi organami władzy
i administracji państwowej, urzędami, instytucjami, organizacjami samorządowymi
i społecznymi. W tym celu musi
posiadać pełnomocnictwo Fundacji Biura Służby Krajowej AA w Polsce, która
ma osobowość prawną i reprezentuje naszą Wspólnotę w Polsce.
W trakcie pełnienia swej służby przekonałem się, że jest to niezbędne w
momencie, gdy wymówiono nam lokal i musieliśmy starać się o nową lokalizację, a
następnie tworzyć i odtwarzać wszystkie działania PIK już w nowym lokalu.
Do obowiązków moich w tej służbie należało reprezentowanie PIK na
zewnątrz:
- starania o nową lokalizację,
- kontakty z ZGN, Urzędem Dzielnicy,
- podpisywanie umowy o najem lokalu (wraz z Dyr. Fundacji),
- umowa o założenie telefonu, Internetu (TP S.A.),
- umowa o dostarczanie energii (STOEN),
- kontakty z organami władzy terenowej (Straż Miejska, Policja),
- reprezentowanie w innych sprawach związanych z funkcjonowaniem lokalu.
Wszystkie te działania należało podjąć po to, by PIK mógł powstać i
funkcjonować. Po to, by mógł stać się źródłem informacji o AA i możliwościach
leczenia choroby alkoholowej dla osób zainteresowanych i przede wszystkim dla
alkoholików, którzy jeszcze cierpią. Dla nas - abyśmy mogli nieść posłanie
nadziei.
Podsumowując tę część doświadczeń zebranych w służbie, uważam, że Z-ca
Rzecznika ds. PIK: - reprezentuje Regionalny PIK na zewnątrz Wspólnoty, -
zabezpiecza logistycznie funkcjonowanie Punktu.
Ważne, że w tych działaniach nie byłem sam, że pomocą służyły mi Służby
Regionu, o czym przekonywałem się w trakcie pełnienia służby. Pomocą służyła
mi, jeśli się o nią zwracałem: - Rada Regionu, - Intergrupy,
- Zespoły Regionalne – Finansowy, - BSK
- Alkoholicy Regionu Warszawa
Co sprawiało mi trudność w wypełnianiu tego zakresu służby to to, że w kontaktach z urzędnikami trudno mi było wyzbyć się
emocjonalnego podejścia do problemów, które wynikały przy staraniach o nowy
lokal, tzn. z biurokratycznym podejściem urzędników, a także wg mojego odczucia
z niedocenianiem wagi i ważności sprawy. Trudność
sprawiało mi proszenie o pomoc, ale pomoc przyjaciół często wyprzedzała moje
prośby i to pomogło mi pokonać ten problem. Pomocne były doświadczenia
poprzedników w tej służbie i nie tylko, także ich czynna pomoc.
Służba Koordynatora PIK wewnątrz Wspólnoty, postawiła przede mną nowe
zadania, może nie do końca, bo już w służbach na grupie i Intergrupie
byłem zmuszony - jeśli chciałem działać i współpracować z innymi - do wymiany
doświadczeń, rezygnowania ze swojego „idealnego” zdania,
wysłuchania innych racji, szukania wspólnego zdania dla dobra Wspólnoty.
Aby wypełnić należycie swą służbę, należało nawiązać kontakt i współpracę
ze służbami Regionu: - rzecznik; - skarbnik; - kolporter; - sekretarz; -
przewodniczący zespołów regionalnych; - powiernik SK; - rzecznicy intergrup (koordynatorzy dyżurów); - redaktor MITYNGU.
Tak naprawdę poznałem wielu nowych przyjaciół. Uczyłem się tolerancji i
akceptacji odmiennych opinii. Wytrwałości i cierpliwości w kontaktach na
zewnątrz Wspólnoty, której cały czas musiałem się uczyć. Była mi cały czas
przydatna. Przychodziły też chwile zwątpienia i braku sił.
Jednym z zadań, które sobie postawiłem, a także było wymuszone sytuacją
(nowy lokal, większe wydatki), było to by informować o potrzebach i problemach
PIK Służby Regionu, Intergrupy, Wspólnotę w Regionie.
Aby
znać potrzeby i działania zespołów regionalnych, brałem udział w ich
spotkaniach. To była wzajemna wymiana informacji, doświadczeń, pomagała mi
lepiej pełnić służbę.
Przykładowo - w momencie urządzania nowego lokalu, brałem udział w
spotkaniach Intergrup naszego regionu i informowałem
na bieżąco o potrzebach PIK, co się w nim dzieje i jak funkcjonuje.
Informowałem o zwiększonych wydatkach na utrzymanie i opłaty. Wymogiem chwili
stała się ściślejsza współpraca między Służbami regionu.
Aby informacje o działaniu i funkcjonowaniu PIK docierały na bieżąco,
zdawałem regularnie sprawozdania na spotkaniach Rady Regionu, utrzymywałem
telefoniczny kontakt z rzecznikami Intergrup.
Regularnie brałem udział w spotkaniach Intergrup. Te
działania miały służyć temu, aby zachęcić przyjaciół alkoholików do brania
udziału w dyżurach telefonicznych, warsztatach, pracach zespołów regionalnych.
Mając niezależny i samodzielny lokal, mogliśmy otwierać się na nowy zakres
działań (mityngi w PIK, Internet, rozszerzone godziny funkcjonowania,
zapraszanie na punkt osób dzwoniących a szukających pomocy i informacji.
Spotkania sponsor-sponsorowany i warsztaty mogły odbywać się bez utrudnień.
PIK staje się centrum życia, działania, domem całej Wspólnoty w Regionie.
Centrum informacji dla grup i dla ludzi spoza Wspólnoty, dla szukających
pomocy.
Myślę i mam takie odczucia, że byłem za to odpowiedzialny, aby takie
informacje docierały na mityngi i grupy. Wiem też, że taka odpowiedzialność nie
spoczywała tylko na mnie, ale także na służbach Regionu. Można zauważyć, że
coraz więcej osób bierze udział w pracach zespołów i warsztatach. Zwiększenie
świadomości o możliwościach działania, niesienia posłania (nowe narzędzia takie
jak Internet, mityngi informacyjne) wymiana doświadczeń w służbie, to dla mnie
nieustająca służba. Nasza Wspólnota cały czas się rozwija, dojrzewa i zmienia.
Musimy sprostać tym wymaganiom. Aby PIK stał się centrum życia Wspólnoty, aby
wypełniał swój główny cel, niesienia posłania, przepływ informacji wszystkich
służb Regionu, wzajemna wymiana doświadczeń.
Opiekun PIK może być służbą, która wspiera i zabezpiecza możliwość
działania zespołów, zachęca i informuje o działaniach PIK.
To, co utrudniało mi wypełnianie tych zadań to nieumiejętność
organizowania zespołu ludzi do wykonania danego zadania, perfekcjonizm,
przekonanie, że sobie sam poradzę, wstyd przed proszeniem o pomoc, lenistwo. To
wszystko udawało mi się czasami pokonać czasami nie, ale się starałem. Uczyłem
się też w tej służbie odpowiedzialności, wytrwałości, komunikowania i
porozumiewania z ludźmi. Organizowania działań i prac do wykonania.
Podejmowania decyzji w duchu 3 Koncepcji Służb Światowych AA, mówiącej o
„prawie decyzji”.
Opiekun PIK, współpracując z zespołami regionalnymi i służbami Intergrup, dba o pełne wykorzystanie możliwości, jakie wynikają z posiadania własnego, niezależnego PIK.
Andrzej AA
My, wy, oni itp.
Na wielu mityngach warszawskich (chyba na
wszystkich, na których byłem) słyszę odczytywane wśród zasad grupowych
następujące (bądź podobne) zdanie: "- nie używamy słów "my",
"wy", "oni" lub tym podobnych".
Postanowiłem napisać list w tej sprawie,
ponieważ od dawna zastanawia mnie skąd taki dziwoląg się wziął i na tyle wpisał
do literatury naszej wspólnoty, że w scenariuszu mityngu proponowanym przez BSK
w formie niebieskiego zeszyciku także istnieje. Chociaż rozumiem intencje
przyświecające osobom wprowadzającym to zdanie do scenariuszy ("trzeba dać
jakiś przykład tego, jak nie powinno się mówić"), to niestety nie mogę się
zgodzić z istnieniem tego potworka szczególnie, iż uważam, że jest całkowicie
sprzeczny z tym, w jaki sposób jest napisany nasz Program.
Otóż nasz Program jest napisany w formie MY,
stanowi zapis zbiorowej mądrości i autorzy Wielkiej Księgi co
i rusz podkreślają tę zbiorową formę wspólnego doświadczenia. Wszystkie Kroki
mają zapis w liczbie mnogiej - "Przyznaliśmy (my przyznaliśmy),
uwierzyliśmy, postanowiliśmy". W zdaniach tych jest użyty podmiot domyślny
"MY".
Zatem już na początku mityngu mamy do
czynienia z paranoją - najpierw odczytamy wszem i wobec, że nie używamy formy
MY (w zasadach mityngu), a następnie ją używamy, czytając wspólnie Kroki.
Podobnie rzecz ma się przecież z "Jak to
działa" - znowu mamy formę "my". W dodatku nie wydaje mi się,
żeby zakazywanie zaimków liczby mnogiej dało się w jakikolwiek sposób uzasadnić
praktycznie. Czyż nie mogę na mityngu powiedzieć, jak to byliśmy z rodziną na
wycieczce i rozłożyliśmy się z kocami nad rzeczką? Przecież mógłbym chcieć
powiedzieć - "MY siedzieliśmy spokojnie, ale przyjechali inni ludzie i
wyciągnęli grilla i piwo. Zrobiło mi się nieswojo. Postanowiliśmy z żoną spokojnie
przenieść się w takie miejsce, w którym ONI by nam nie przeszkadzali."
Przecież opowiadam o swoim doświadczeniu,
używając, "po bożemu" języka polskiego, nie teoretyzuję. A tu zasady
mityngu nie pozwalają mi na taką wypowiedź. Równie dobrze mógłbym na potęgę
teoretyzować, nie używając słów MY, WY, ONI... A tu jeszcze jest I TYM
PODOBNYCH. Czyżbym nie mógł na mityngu w ogóle używać zaimków? Mi, mnie, jemu,
jej? Chciałbym zapytać - czy warto bezwiednie, bez zastanowienia powtarzać
jakieś reguły, zasady mityngów, nie zastanawiając się nad ich brzmieniem?
Pogody Ducha - Tomek AA