MITYNG 07/133/2008
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
O pogodzie ducha
To, że nie
muszę niczego zmieniać, poza sposobem myślenia o Bogu, sobie i drugim
człowieku, otworzyło mi drzwi do pogodnego spojrzenia na swoja przeszłość.
Nie muszę już
ranić swojego serca powrotami do winy za niewiedzę o tym, że jest wyjście. Bo
wyszedłem i idę razem z tymi, którzy są gotowi do zmian.
Właśnie
zmiana sposobu myślenia zbliża nas do siebie. Nie musimy się katować wstydem i
strachem. Nie musimy się porównywać by usprawiedliwiać swoja inność.
Przeczytajmy
jeszcze raz broszurę „Myślisz, że jesteś inny”. Za myślenie i
uczucia nie jesteśmy odpowiedzialni. Nie musimy się tego bać i wstydzić.
Nareszcie
możemy coś zrobić uczciwie, możemy i stajemy się inni. Czytamy MITYNG ochoczo i
radośnie, bo jesteśmy tacy sami i każdy artykuł pozwala nam poznawać siebie.
Jestem
kolporterem w intergrupie i na grupie, korzysta z
tego także inna grupa. Moje myśli są różne, jak przeminęło z wiatrem, a ja
robię to samo. Sprzedaję literaturę aowską, czytam
MITYNG i sam do niego piszę. Moje wady charakteru same się zmieniają na zalety bo służę innym i nie oczekuję nic w zamian. Poza
uszanowaniem tego co robię.
To pomaga,
kiedy wzajemnie szanujemy swoje poświęcenie. Pogodnie podchodzę do służby i
odnajduję siebie poprzez zaangażowanie w działaniu, a to jest na pewno zaleta.
Dlatego szukajmy zalet w prostocie. A serce wynagradza nam pogodnym
usposobieniem do wspólnoty i jej wszechstronności.
Mamy już
nowe miejsce na ogniska, w Halinowie, możemy spotykać się z rodzinami i nie
zapominajmy o tym, że możemy do samochodów zabrać przyjaciół, zachęcić do
wspólnego spędzenia czasu w radości. Wszelkie spotkania ułatwiają nam życie,
wymianę poglądów, dzielenie się swoją trzeźwością, pogodą ducha…
Duch jest pogodny więc podążajmy za nim po odnajdywanie zalet. To się
nie znudzi i nie wadzi. Kto żyw niech szykuje się do obfitych żniw.
Z pogodą ducha i w
pogodzie ducha zaprasza wszystkich gotowych, Andrzej AA
Zaletą jest to, że mogę nie pić dzisiaj i żyć dniem
dzisiejszym w trzeźwym spojrzeniu na Boga, siebie i innych.
Drodzy
Przyjaciele!
Przed
nami lipiec i sierpień – okres wakacji. Może uda nam się odpocząć na
urlopie. Jedno jest pewne - nasza choroba nas nie zostawi i na urlop sama nie
pójdzie. Będzie z nami.
Dlatego
oddajemy w Wasze ręce lipcowy MITYNG, w którym umieściliśmy fragmenty czytane
na mityngach /str.11/. Może ich lektura choć na chwilę
„przeniesie” Was w miejsca, gdzie czujecie się bezpiecznie.
Niektóre artykuły - ZZA KRAT
czy też „Moje
uzdrowienie...” - znajdą swoje
zakończenie w MITYNGU sierpniowym, którego lekturę warto już dziś zaplanować.
Piszcie do
nas. Gorąco zachęcamy
- nie tylko w czasie
wyjazdów - do skreślenia paru słów. Przypominamy,
że redakcja ogólnopolskiego „Zdroju” również oczekuje na materiały.
Dzielmy się
siłą, doświadczeniem, nadzieją. To działa!
Oby każdego
wakacyjnego dnia dopisywała nam ta upragniona pogoda -
Pogoda Ducha! Redakcja
VII Tradycja AA (jak to widzi Meszuge)
Wśród
Dwunastu Tradycji Wspólnoty AA, dwie wydawały mi się proste, jasne i niebudzące wątpliwości. Tradycja III i właśnie Tradycja
VII. Zwłaszcza tą ostatnią szybko uznałem za najprostszą z możliwych.
Oczywiście tylko częściowo i w sumie dość powierzchownie rozumiałem, o co tak
naprawdę chodzi.
Duży,
otwarty, rocznicowy mityng. Wielu gości z zewnątrz. W odpowiednim momencie
zaczyna krążyć kapelusz. Kiedy przeszedł przez ręce połowy zgromadzonych, ktoś
gorączkowo zaczął szeptać coś do ucha prowadzącemu. Chwilę
później usłyszeliśmy jego komunikat: „przepraszam, ale do kapelusza mogą
wrzucać tylko alkoholicy – grupa AA jest samowystarczalna i nie może
przyjmować dotacji z zewnątrz”.
Miałem
pretensje i żal do prowadzącego. Zareagował zbyt późno i doprowadził przez to
do bałaganu i zupełnie niepotrzebnego zamieszania. Część gości już coś tam do
kapelusza wrzuciła i w tej chwili nie wiadomo było zupełnie, co robić dalej
– zwracać, czy jak?
Minęło
kilka lat, zanim – wspominając to wydarzenie – zorientowałem się,
że prawdziwym problemem nie był wówczas bałagan na mityngu, ale nasze kompletne
niezrozumienie istoty VII Tradycji. Kolejny raz okazało się, że dobra wola i
zaangażowanie mogą być bardzo cenne, jednak nie zastąpią rzetelnej wiedzy,
zrozumienia i doświadczenia. A w to, niestety, trzeba włożyć trochę
pracy…
Tradycja
ta pojawiła się we Wspólnocie AA stosunkowo późno. W pierwszych latach swojej
działalności Anonimowi Alkoholicy prosili o dotacje i otrzymywali je – choć wydaje się, że nigdy w takiej wysokości,
jakby sobie życzyli. Dopiero w 1945 roku powiadomili Johna D. Rockefellera oraz
innych darczyńców, że od tej chwili nie potrzebują już pomocy finansowej.
Od tego czasu Rada Powierników
konsekwentnie odmawiała przyjmowania dotacji z zewnątrz. Warto jednak pamiętać,
że Rada Powierników to nie cała Wspólnota - Tradycje AA przyjęte zostały
dopiero podczas pierwszej
Konwencji Międzynarodowej AA w
Cleveland (VII 1950). Oznacza to, że właściwie dopiero wtedy Wspólnota
zadeklarowała oficjalnie i jako całość zasadę pełnego samofinansowania.
W książce
„Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość” użyte zostało w
związku z tym następujące stwierdzenie: nieodpowiedzialni stali się wreszcie
odpowiedzialni, które zawsze mocno mnie porusza.
Fakt,
że VII Tradycja AA nie obowiązywała we Wspólnocie „od zawsze” o dziwo, bardziej mnie do niej przekonuje, więcej mam do niej
zaufania, niż gdyby okazało się, że stanowi ona czyjeś…
„objawienie”. Jeśli zmiana nastąpiła tak późno, to niewątpliwie jako wynik całego szeregu konkretnych,
trudnych, lecz wartościowych doświadczeń. Można zresztą poczytać o nich w
naszej literaturze.
Czasem
od osób biegle władających angielskim słyszę zarzut, że słowo „contributions” występujące w wersji oryginalnej,
zostało błędnie przetłumaczone jako
„dotacje”, podczas kiedy dotacje to faktycznie po angielsku „subsidy”. Jestem jednak przekonany, że w tym wypadku
polskie tłumaczenie doskonale oddaje sens i ducha VII Tradycji. Zwłaszcza, że w
jej wersji dłuższej można znaleźć zdanie: „Uważamy ponadto, że
przyjmowanie poważniejszych funduszy z jakiegokolwiek źródła oraz darów
pociągających za sobą jakiekolwiek powiązania jest nie
wskazane”.
W
takim razie okazuje się, że podczas mityngu, który opisałem wyżej, popełniony
został dość poważny błąd – anonimowy, kilkuzłotowy datek wrzucony do
kapelusza przez sympatyka AA, gościa otwartego mityngu, nie jest dotacją.
Podobnie, jak nie jest dotacją złotówka rzucona na tacę w kościele.
Jak
w takim razie mogłaby wyglądać dotacja, której nie powinna przyjmować żadna
grupa? Przykład: Prezydent miasta Psia Dziura udzielił psiodziurzańskim
grupom AA dotacji w wysokości 100000 PLN z przeznaczeniem na rozbudowę
infrastruktury, a w szczególności na zakup… To jest dotacja.
Grupa
powinna… Wydaje się to oczywiste, ale może warto powtórzyć – grupa
AA nie prowadzi żadnej działalności gospodarczej, czy innej, która mogłaby
przynieść jej dochody. Jeśli więc grupa POWINNA, to powinność ta spoczywa na
jej członkach, a konkretniej mówiąc – także na mnie.
Samowystarczalność…
Grupa ma SAMA (poprzez swoich członków) zadbać o zapewnienie funduszy na swoje
potrzeby, a pieniędzy w grupie ma WYSTARCZYĆ. Oznacza to, że pieniędzy ma
grupie starczyć na pokrycie kosztów jej funkcjonowania i działalności ( V
Tradycja!!!), ale też nie powinno ich być zbyt wiele.
Warto też pamiętać, że Wspólnota AA nie kończy się na mojej grupie, a kilogramy
kawy i cukru (przejadanie kapelusza) oraz symboliczna opłata za salę, to
jeszcze nie wszystkie niezbędne koszty.
Odpowiedzialność
– wartość, która najsilniej kojarzy mi się z VII Tradycją i stanowi dla
mnie jej istotę.
W sposób kompletnie nieodpowiedzialny,
nieomalże jak kilkuletnie dziecko, przez całe swoje pijane życie wyciągałem
rękę (w ten czy inny sposób) do kogoś, kto mógł mi zapewnić dalsze picie.
Czasem była to żona, od której pożyczałem (i nigdy nie oddawałem) pieniądze z
domowego budżetu, spychając także na nią obowiązek załatania braków… jakoś – to mnie
już nie obchodziło.
Pożyczałem
również pieniądze od przyjaciół, znajomych, a nawet sąsiadów. Prosiłem,
wyłudzałem albo wymuszałem podwyżki w zakładzie, ale przecież tak naprawdę moja
praca nie była warta ani połowy z tego, co zarabiałem – sporą część
dniówki byłem przecież albo podpity, albo skacowany…
Przez
cały ten czas, dzień za dniem, ktoś, opłacał salę, w której spotykali się
ludzie gotowi mi pomóc. Członkowie AA kontaktowali się ze sobą, drukowali
książki i ulotki, tworzyli sieć ratunkową (także dla mnie) stale gotową na
przyjęcie nieszczęśnika, gdy tylko zechce on z niej skorzystać.
Rzecz
jasna większość z tych działań była bezinteresownym niesieniem posłania w
ramach Dwunastego Kroku… większość, ale nie wszystkie. Jako człowiek
żyjący wreszcie w realnej rzeczywistości, a nie w krainie iluzji, muszę zdawać
sobie sprawę, że niektóre z działań Wspólnoty wiążą się z kosztami.
Jestem
teraz członkiem Wspólnoty, ale czy nadal, po staremu, rachunki za mnie ma
płacić ktoś inny?
Trzeźwość,
co oczywiste, nie jest na sprzedaż, gdybym jednak porównał ją do towaru, to niewątpliwie miałaby wtedy
słuszność zasada: wart towar swej ceny. Jeśli więc płacę drobniakami, albo
pozwalam, żeby za moją trzeźwość płacił ktoś inny, to…
Świadomość,
że nikt nie może „kupić” Wspólnoty AA za żadne pieniądze
niewątpliwie zwiększa moje poczucie bezpieczeństwa. Dzieje się tak dlatego, że Wspólnota sama płaci swoje rachunki i
koszty.
Ile
ja „zapłaciłem” w tym tygodniu za swoje bezpieczeństwo?
We
wszystkich tych rozważaniach na temat odpowiedzialności, samowystarczalności, nieprzyjmowania dotacji, jest jeden element, co do którego mam wątpliwości. Chodzi o wynajmowanie sal na
potrzeby spotkań (mityngów) grup AA, za kwoty zupełnie symboliczne, stanowiące
ułamek rzeczywistej i realnej wartości najmu takiego pomieszczenia.
Czy
faktycznie grupa jest samowystarczalna i nie przyjmuje dotacji, jeśli spotykać
może się właściwie tylko i wyłącznie dzięki dobrej woli (łasce?) właściciela sali, który udostępnia ją na przykład za kwotę
20 złotych miesięcznie?
Właściciel może ze swoją własnością
robić, co mu się żywnie podoba, to po pierwsze. Po drugie, często wykazuje on
autentyczną życzliwość i dobrą wolę, i chwała mu za to. Tylko czy my, jako
Wspólnota AA, możemy i powinniśmy przyjmować takie prezenty?
Meszuge (luty 2008)
Warsztaty SPONSOR-SPONSOROWANY
Punkt Informacyjno -
Kontaktowy, dn. 14.06.2008
Jako motto
warsztatów obrano tekst
„Rzadko się zdarza by doznał niepowodzenia ktoś, kto
postępuje zgodnie z naszym programem.” z
„Anonimowi Alkoholicy” str.
„Jestem
odpowiedzialny…” Przeczytanie krótkich informacji z innych
warsztatów (MITYNG, KARLIK); Wypowiedzi przyjaciół do 5 minut; „Modlitwa
o Pogodę Ducha”
Oto pytania wraz z
zapisanymi przez uczestników odpowiedziami:
1. Co to jest sponsorowanie,
czemu ma służyć? Czy jest „obowiązkowe”? Kto decyduje?
- Pomoc w
„przejściu” przez Program 12 Kroków, w nauce wprowadzania go w
życie, pomoc w zobaczeniu siebie oczami drugiego alkoholika. Ja uznałam, że
jeśli chcę naprawdę zmieniać się, to sama sobie z tym nie poradzę. Dla
mnie
sponsorowanie jest obowiązkowe-sama nie potrafiłam, nie chciałam i nie chcę
mocować się – łatwiej mi jest z pomocą drugiej osoby. Ja zdecydowałam się
poprosić o pomoc a moja sponsorka zdecydowała się tej
pomocy mi udzielić.
- Wyznaczanie
kierunku trzeźwienia, chęć niesienia pomocy, nie wiem, jestem zbyt krótko we
Wspólnocie.
- Jest to
program 12 Kroków, ma służyć trzeźwieniu. Osobiście wydaje mi się, że łatwiej
podzielić się ze sponsorem niż komukolwiek, bo rozumie drugiego alkoholika.
Decyduję ja.
- Sponsorowanie
dwustronne powinno służyć w umiejętności i rozumieniu 12 Kroków, tak, by móc
żyć tym programem bez względu na nawet najtrudniejsze i najtragiczniejsze tzw.
okoliczności zewnętrzne. Nie jest obowiązkowe. To tak jak program jest
sugestią, sponsorowanie też. To tylko mój wybór.
- Praca nad
sobą – ma służyć zmianie moje osobowości na lepszą. Sponsorowanie nie
jest obowiązkowe, ale jeśli ma się w sercu zasady w AA to jest. Obopólna zgoda
i porozumienie z przewagą doświadczenia sponsora.
- Sponsorowanie
dla mnie jest to pomoc w zrozumieniu programu i dążeniu do trzeźwości przez
próbę dawania sugestii sponsorowanemu. Nie jest to obowiązkiem, ale jeśli chcę
zachować trzeźwość. Czy chcę mieć sponsora lub mieć sponsorowanego decyduję ja sam.
- Sponsorowanie
to praca z trzeźwiejącym alkoholikiem na programie 12 Kroków. Obowiązkowe nie
jest, ale bardzo potrzebne w trzeźwieniu.
- Pomoc w
zrozumieniu pojęcia przynależności i odpowiedzialności za swoje trzeźwe życie we
Wspólnocie AA. Wspólna praca przy pomocy 12 Kroków po to, żeby stosować ten
program we wszystkich poczynaniach. Zaprzyjaźnianie się i zaufanie tworzy
zdrowy klimat we współpracy. Podopieczny wybiera sponsora i staje się
sponsorowanym.
- Myślę, że
sponsorowanie to pomoc sponsorowanemu w wprowadzaniu Programu w jego codzienne
życie. Sponsorowanie nie tyle jest obowiązkowe, co niezbędne. Same mityngi to
za mało. Sponsorowany decyduje, że chce być sponsorowanym a sponsor, że chce
być sponsorem- każdy ma swoją rolę i tylko o niej może decydować.
- Praca z
Programem 12 Kroków, wprowadzanie programu z życie, ale nie tylko. Mnie
sponsorowanie (bycie sponsorem, bycie sponsorowanym) uczy właściwej relacji,
bycia tu i teraz. Uczę się, by nie łączyć sponsorowania z innymi rzeczami:
interesy, praca, również układy partnerskie (dlatego
jestem przeciwny sponsorowaniu płci przeciwnej). We Wspólnocie nic nie jest
obowiązkowe. Ale moje doroślenie, zdrowienie przejawia się tym, ze biorę na
siebie obowiązki, że chcę być odpowiedzialny. Ja sam decyduję o tym czy chcę
mieć sponsora, czy chcę być sponsorem.
2. Jakie cechy charakteru
przeszkadzają mi w zwróceniu się o sponsorowanie?
- Najpierw
musiałam pokonać lęk i nieśmiałość, by poprosić przyjaciół o pomoc w
poszukiwaniu sponsorki – na mityngach, gdzie
bywałam nie było kobiety, która pracowała ze sponsorem. Zanim poprosiłam o
sponsorowanie musiałam najpierw pokonać lęk przed nową sytuacją i swoją pychę.
- Chcę mieć
sponsora, ale pierwszy raz słyszę o czymś takim.
- Nie mam jeszcze
sponsora. Przeszkadza nieśmiałość, wstyd. Jestem osobą, która jest bardzo
wrażliwa i boi się komuś zaufać.
- Wstyd,
rezygnacja, bo pomimo wielu prób żadna z kobiet nie zdecydowała się mi
sponsorować. 15 lat temu było bardzo mało kobiet i
ciężko było się przebić. Próby pracy nad 4 i 5 Krokiem z 2 kobietami nie
wyszły. Obie wycofały się. Na pewno brak zaufania: kobiety są zdradliwe,
zazdrosne, lubią plotkować. Zawiodłam się niejednokrotnie. Ale jeszcze brak
odwagi.
- Pycha,
samolubność, brak szczerości.
- Wstyd, lęk
przed tym, ze nie potrafię sobie dać rady ze swoimi problemami.
- Nieufność,
lęk przed odmową, lęk przed oceną.
- Lęk przed
odpowiedzialnością i przynależnością do AA. Obawa przed zmianą myślenia. Bycie
indywidualistą za wszelką cenę, niezmiennym.
- Brak pokory,
lęk przed zmianą, lęk przed trzeźwym życiem (ze względu na to, że trzeźwe życie
to coś nowego, niewiadoma rodzi lęk). To także lęk przed zobaczeniem siebie
uczciwie, zderzenie, kim się jest naprawdę.
- Pycha,
nieśmiałość, niecierpliwość, włączanie konkretnych oczekiwań.
3. Kto i kiedy może zostać
sponsorem? Czym się kierować w poszukiwaniu sponsora? Czy można odmówić
sponsorowania?
- Sponsorem
może zostać osoba, która sama ma sponsora. Trzeźwieje w oparciu o nasz Program,
wprowadzając go w życie. Najlepiej tej samej płci. Okres abstynencji (czy
dłuższy czy krótszy ode mnie, dla mnie nie ma znaczenia
– chociaż akurat w moim przypadku sponsorka
ma wieloletnią trzeźwość). Ja jedynie kierowałam się tymi
„kryteriami”, które podałam wyżej – ma sama sponsora,
realizuje Program, jest w służbach. Można odmówić sponsorowania bez podawania
przyczyn.
- Osoba
doświadczona. Intuicję. Nie wiem.
- Może zostać sponsorem, który ma duże doświadczenie i realizuje program 12 kroków.
- Ten, kto nie ma tzw. wpadek, stosuje program w życiu, ma parę lat trzeźwości i
jest optymistą, ma Pogodę Ducha i wewnętrzny spokój. Kierować się jakością trzeźwości i równorzędnym poziomem kultury i
intelektu. Można odmówić, jeśli sama jestem pogubiona i niegotowa.
- Każdy, kto
ma pojęcie o życiu na podstawie 12 Kroków i 12 Tradycji. Można kierować się
sympatią do osoby, która ukazała nagminne życie. Można odmówić w szczególnych
wypadkach.
- Sponsorem
może zostać każdy, kto pracuje na programie AA i ma sponsora – tak uważam
dziś. Każdy powinien mieć swoje zdanie o wyszukaniu dla siebie sponsora. Jeśli
nie przeszkadza to w moich życiowych problemach dnia dzisiejszego, to nie
powinno się odmawiać sponsorowania.
- Sponsorem może być osoba, która sama ma sponsora i pracuje nad programem. Niewskazana jest osoba odmiennej płci. Powinna mieć więcej trzeźwości od podopiecznego. Można odmówić w sytuacji, kiedy nie czuje się sympatii do drugiej osoby.
- Każdy, kto realizuje program
12x12, kto ma cechy osobowości pozwalające na współpracę. Ten, kto nie rządzi,
ale chce służyć swoim doświadczeniem w stosowaniu 12 kroków w życiu. Można
odmówić osobie, która chce udowodnić, że program 12 kroków nie działa. Szkoda
czasu dla niej.
- Myślę, że żeby zostać sponsorem trzeba zapoznać się z Programem, żeby mieć, choć odrobinę więcej wiedzy niż sponsorowany. Dla mnie wybór sponsora był intuicyjny – po prostu wiedziałem, ze jest to ta osoba. Myślę, że sponsor zawsze musi mieć prawo odmowy sponsorowania, choć sponsorowanie jest tak potrzebne, nie może być obciążeniem ponad siły sponsora, nie może być jego „psim obowiązkiem”.
- Sądzę, że sponsorem może zostać
każdy, kto w pełni zaakceptował cały Pierwszy Krok. W moim rozumieniu
„cały”, to nie tylko nie sięganie po pierwszy kieliszek, ale
również czynne uczestnictwo w życiu Wspólnoty, chęć do służb – poczynając
od mycia szklanek. To również osoba, która sama ma sponsora. Ja unikałem ludzi,
do których czułem antypatię. Uważam, że można a niektórych przypadkach trzeba
wiedzy, gdy prosi osoba płci przeciwnej. Gdy w grę wchodzą inne rzeczy (np. interesy), gdy wiem, że inne obowiązki nie pozwalają mi
wywiązywać się z obowiązków sponsorowania. Również, gdy w trakcie okazuje się,
ze sponsorowany nie ma chęci do pracy.
4. Przejrzystość warunków i zasad sponsorowania
- Ustalenie warunków i zasad sponsorowania jest niezbędne – powinny być określone jasno, ale nie sztywno – zawsze powinny być przyjęte przez obie strony.
- Zasady są
niezbędne i trzeba
je na początku określić.
-
Zasady, które omawiamy
ze sponsorem.
-
Praca nad krokami i wspieranie w ciężkich
chwilach. Sponsorowanie to ma być rzetelna i
uczciwa wzajemna pomoc. Ustalenie reguł
spotkań jest niezbędne.
-
Warunki ustalamy wspólnie. Zasady
powinny być jasne i
proste.
-
Warunki tj. gdzie się
spotykamy, kiedy i zasady, co do których
jesteśmy obydwaj
zobowiązani. Zasady
są to np. jeśli
sponsorowany powinien wykonać jakieś zadanie, to powinien je wykonać na czas jaki jest ustalony.
-
Trzeba postawić sobie jasne
zasady pracy. Praca nad programem AA, wymaganie dotrzymanie zasad, terminów, tematów.
-
Uzgodnienie ze sobą możliwości
współpracy związanej z programem 12 kroków.
-
To pewien rodzaj dyscypliny, która rodzi
szacunek i świadczy o
wzajemnym szacunku, przestrzeganie tematów,
trzymanie się pracy nad
programem bez wchodzenia w dywagacje o sprawach niezwiązanych z programem.
-
Konkretne, jasne reguł:
kiedy się spotykamy,
jak często
(regularność spotkań), łączy
nas tylko sponsorowanie.
5. Sponsorowanie
początkowe. Rola grupy AA
- Ja przez
sponsorowanie początkowe rozumiem np.: zachęcenie
osoby, która zgłasza się do PIK, na dyżur internetowy lub telefoniczny z prośbą
o pomoc do pójścia na mityng a następnie zaproponowanie tej osobie wspólne
pójście na pierwszy jej/jego mityng w życiu. Wyjaśnienie głównych zasad
uczestnictwa w AA. Jeśli sama nie mogę dalej tą osobą
zajmować się – poproszenie kogoś z grupy o opiekę nad nowicjuszem a
następnie zachęcenie go do poszukania sobie sponsora.
- Potrzebuję
opiekuna, by wprowadził mnie w zasady AA.
- Opieka nad
nowoprzybyłymi przez kilka pierwszych miesięcy. Dawanie wsparcia, dzielenie się
doświadczeniem, siłą i nadzieją i tym jak sobie poradziłam.
- Grupa AA
jest dla każdego nowo wstępującego do AA pierwszym sponsorem. Na grupie mówi
się o zasadach, sugestiach (w AA nic się nie musi, ale żeby trzeźwieć pewne
rzeczy się musi).
- Zapoznanie
się, nabranie zaufania, spotykanie się na mityngach i uświadomienie roli grupy
AA dla rozwoju przy pomocy 12 Kroków.
-
Zaopiekowaniem się nowicjuszem, wzięcie go pod skrzydła. Wprowadzenie w życie
Wspólnoty. Dzielenie się sobą, swoimi początkami we Wspólnocie, przygotowanie,
pomoc w znalezieniu sponsora do dalszej pracy z Programem.
6. Sponsorowanie w służbie.
- Tak jak
sponsor pomaga mi w rozumieniu i realizowaniu Programu 12 Kroków, zachęca do
służb tak sponsor w służbie jest to osoba, która ma doświadczenie w pełnieniu
danej służby, którą ja podejmuję się – wprowadza mnie, służy swoimi
sugestiami, dzieli się swoim doświadczeniem.
- Bardzo
ważne, bo doświadczenia zdobyte w służbie muszą być przekazywane tym, którzy do
służby się dostosują.
- Nie mam
takich doświadczeń.
-
Sponsorowanie w służbie na dzień dzisiejszy jest dla mnie bardzo ważne. Widzę jeśli mam przyjaciela, który pełnił tę służbę przede
mną i w początkach pełnienia jakiejkolwiek służby jest mi lżej, gdyż mogę
otrzymać doświadczenia przyjaciela i skorzystać z niego.
- To jest
przygotowanie do pełnienia danej służby. Nie jest się wtedy z
„łapanki” tylko podejmowanie świadomie odpowiedzialności.
- Rotacja jako podstawa. Przekazywanie służby, wprowadzenie
drugiej osoby do przyjęcia służby, podczas pełnienia służby. Służenie swoim
przykładem stosowania zasad i zachowywania Tradycji, szczególnie I i II.
- Zachęcenie do służby, wprowadzenie do danej służby. Pomoc w służbie następcy.
7. Czego nauczyłem się w trakcie
sponsorowania?
- W trakcie
sponsorowania nauczyłam się samodyscypliny, systematyczności, cierpliwości,
zrozumienia, nie krytykowania, nie oceniania. Cały czas uczę się pokory. Uczę się
przede wszystkim bycia otwartą na drugiego człowieka i pogłębiania pracy nad
samą sobą.
- Nie mam
takich doświadczeń.
- Pokory,
współpracy, stosowania programu, nauczyłem się umiejętności przekazania innym,
tego, co sponsor mnie nauczył.
- Ja nauczyłam
się pokory, odpowiedzialności, zobaczenie siebie w prawdzie, zrozumienia
programu i stosowania go w życiu.
- Współpracy,
przynależności, odpowiedzialności, pełnienia służb i przekazywania ich.
Nauczyłem się rozpoznawania w sobie zalet jako nadziei
na lepsze życie. Podejmowanie i dokonywanie wyborów.
- Jestem na
początku sponsorowania. Uczę się cały czas obowiązkowości, odpowiedzialności,
planowania, pokory.
W warsztatach udział
wzięło ponad 30 osób.
PREAMBUŁA AA
Anonimowi Alkoholicy są wspólnotą mężczyzn
i kobiet, którzy dzielą się nawzajem doświadczeniem, siłą i nadzieją, aby
rozwiązać swój wspólny problem i pomagać innym w wyzdrowieniu z
alkoholizmu. Jedynym warunkiem uczestnictwa we wspólnocie jest chęć
zaprzestania picia. Nie ma w AA żadnych składek ani opłat, jesteśmy
samowystarczalni poprzez własne dobrowolne datki.
Wspólnota
AA nie jest związana z żadną sektą, wyznaniem, działalnością polityczną,
organizacją lub instytucją, nie angażuje się w żadne publiczne polemiki, nie
popiera ani nie zwalcza żadnych poglądów.
Naszym
podstawowym celem jest trwać w trzeźwości i pomagać innym alkoholikom w
jej osiągnięciu.
Jak to
działa? /fragment rozdziału 5 książki „Anonimowi Alkoholicy”/
Rzadko
się zdarza, by doznał niepowodzenia ktoś, kto postępuje zgodnie z naszym
programem. Nie wracają do zdrowia ludzie, którzy nie mogą lub nie chcą
całkowicie poddać się temu prostemu programowi. Zazwyczaj są to mężczyźni i
kobiety, którzy z natury swojej nie są zdolni do zachowania uczciwości wobec samych
siebie. Istnieją tacy nieszczęśnicy. To nie ich wina. Tacy się po prostu
urodzili. Z natury swej nie są zdolni pojąć, a tym bardziej rozwinąć,
sposobu postępowania, który wymaga bezwzględnej uczciwości. Ich szanse na
powodzenie są znikome. Istnieją także ludzie, których cierpienie wypływa z
głębokich zaburzeń emocjonalnych lub umysłowych, ale wielu z nich wraca do
zdrowia, jeśli tylko zdobędą się na uczciwość wobec siebie.
Historie
naszych zmagań, opublikowane w tej książce, ukazują - w ogólnych zarysach - kim
byliśmy, co się z nami stało i jacy jesteśmy obecnie. Jeżeli czytelnik tej
książki poweźmie decyzję, że pragnie tego, co my w AA posiadamy, i że gotów
jest uczynić wszystko, aby ów cel osiągnąć, wtedy jest już przygotowany do
postawienia pierwszych kroków.
Przy stawianiu niektórych z
nich towarzyszyło nam wahanie. Sądziliśmy, że potrafimy znaleźć łatwiejszą,
łagodniejszą drogę, ale nie potrafiliśmy. Pozostaje nam zatem prosić Was - bądźcie
nieustraszeni i gorliwi od samego początku.
Niektórzy z nas przez jakiś
czas bezskutecznie usiłowali się trzymać starych przekonań. Musieliśmy pozbyć
się ich całkowicie. Pamiętajmy przy tym, że mamy do czynienia z alkoholem,
wrogiem podstępnym potężnym
i przebiegłym. Nie jesteśmy w stanie walczyć z nim sami, bez
dodatkowej pomocy. Ale na szczęście jest Ktoś potężniejszy pod każdym względem,
posiadający wszystkie potrzebnie zasoby sił. Tym kimś jest Bóg. Obyś odnalazł
go teraz.
Stosowanie
półśrodków nic nam nie dało. Znajdowaliśmy się ciągle w punkcie wyjściowym.
Poprosiliśmy Boga - z całkowitym oddaniem - o pomoc i opiekę
.
A
oto Kroki, które sami stawiamy i które są proponowanym przez nas programem
zdrowienia:
Dwanaście
Kroków AA
1. Przyznaliśmy, że jesteśmy
bezsilni wobec alkoholu,
że przestaliśmy kierować własnym życiem.
2.
Uwierzyliśmy, że Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie.
3.
Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga,
jakkolwiek Go pojmujemy.
4. Zrobiliśmy gruntowny i odważny
obrachunek moralny.
5.
Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.
6.
Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas
od wszystkich
wad charakteru.
7.
Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki.
8.
Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy
i staliśmy się
gotowi zadośćuczynić im wszystkim.
9.
Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe,
z wyjątkiem
tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.
10.
Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny,
z miejsca
przyznając się do popełnianych błędów.
11.
Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej
więzi z Bogiem, jakkolwiek Go
pojmujemy,
prosząc jedynie
o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia.
12. Przebudzeni
duchowo w rezultacie tych Kroków,
staraliśmy się
nieść posłanie innym alkoholikom
i stosować te
zasady we wszystkich naszych poczynaniach.
Dwanaście
Tradycji AA
1. Nasze
wspólne dobro powinno być najważniejsze, wyzdrowienie każdego z nas zależy bowiem od
jedności Anonimowych Alkoholików.
2. Jedynym i najwyższym
autorytetem w naszej wspólnocie jest miłujący Bóg,
jakkolwiek może się On wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi
przewodnicy są tylko
zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą.
3. Jedynym warunkiem
przynależności do AA jest pragnienie zaprzestania picia.
4. Każda grupa powinna być
niezależna we wszystkich sprawach, z wyjątkiem tych, które dotyczą innych grup
lub AA jako całości.
5. Każda grupa ma jeden
główny cel, nieść posłanie alkoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi.
6. Grupa AA nigdy nie
powinna popierać, finansować ani użyczać nazwy AA żadnym pokrewnym ośrodkom ani
jakimkolwiek przedsięwzięciom, ażeby problemy finansowe majątkowe lub sprawy
ambicjonalne nie odrywały nas od głównego celu.
7. Każda grupa AA
powinna być samowystarczalna i nie powinna przyjmować dotacji z zewnątrz.
8. Działalność we wspólnocie
AA powinna na zawsze pozostać honorowa, dopuszcza się jednak zatrudnianie
niezbędnych pracowników w służbach AA.
9. Anonimowi Alkoholicy nie
powinni nigdy stać się organizacją; dopuszcza się jednak tworzenie służb i
komisji bezpośrednio odpowiedzialnych wobec tych, którym służą.
10. Anonimowi Alkoholicy nie
zajmują stanowiska wobec problemów spoza ich wspólnoty, ażeby imię AA nie zostało
nigdy uwikłane w publiczne polemiki.
11. Nasze oddziaływanie na
zewnątrz opiera się na przyciąganiu, a nie na reklamowaniu, musimy zawsze
zachowywać osobistą anonimowość wobec prasy, radia i filmu.
12. Anonimowość
stanowi duchową podstawę wszystkich naszych Tradycji, przypominając nam zawsze o
pierwszeństwie zasad
przed osobistymi ambicjami.
Wizja dla ciebie /Anonimowi Alkoholicy, roz. 11/
Zdajemy sobie sprawę, że wiemy niewiele. Bóg będzie coraz pełniej
wyjawiał Swoją wolę - tobie i nam. Pytaj Go podczas porannej medytacji, co
możesz zrobić każdego dnia dla kogoś, kto jeszcze jest chory. Jeśli twoje
sprawy są uporządkowane, otrzymasz odpowiedz. Oczywiście, nie możesz podzielić
się czymś, czego sam jeszcze nie masz.
Bacz na to, aby twoja więź z Bogiem była właściwa, a tobie i wielu, wielu innym przydarzą
się wielkie rzeczy. Dla nas jest to Wielka Prawda.
Oddaj sie Bogu, takiemu jak Go
sam pojmujesz. Wyznaj Bogu i
współbraciom swoje winy. Uporządkuj swoją przeszłość. Dziel się tym, co
odkrywasz, i dołącz do nas. Będziemy z tobą we Wspólnocie Ducha i z pewnością spotkasz niektórych z
nas na Drodze Szczęśliwego Przeznaczenia.
Niech Bóg cię błogosławi i prowadzi. Zatem - do zobaczenia.
Boże, użycz mi pogody
ducha, abym godził się z tym
czego nie mogę zmienić,
odwagi, abym
zmieniał to co mogę zmienić
i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego
LISTY
DO REDAKCJI
Moja Mama
Moja Mama zmarła 27 lutego br. Wiadomość ta
wywołała u mnie szok. Strasznie płakałam, czułam rozdzierającą rozpacz
i ból.
Od pół roku przygotowywałam się na jej odejście. Instynktownie czułam, że to już końcówka.
Piła całe moje życie. Wychowywałam się bez ojca, w cieniu młodszej siostry. O
tym, że jest to siostra przyrodnia dowiedziałam się 13 lat temu, a
podejrzewałam zawsze. Nie chciałam żyć tak jak Matka. Przestałam pić, a
uczyniłam to dla swoich dzieci. Unikałam kontaktu z domem rodzinnym, z Matką,
siostrą, bo tam wciąż był alkohol. Dbałam o swoje bezpieczeństwo i trzeźwość.
Matka bardzo mnie skrzywdziła, ale ja jej wybaczyłam, pomimo, że kiedy byłam
młodą dziewczyną omal
mnie nie zabiła w alkoholowym amoku, a gdy moja córka była maleńka, Mama
złamała mi nos.
Tego nie da się wymazać z pamięci. Jednak bardzo staram się pamiętać to,
czego mnie nauczyła: miłości do ludzi i nie bycia egoistką. Często powtarzała, by żyć dla innych. Posunęło się to jednak za
daleko, bo dawałam z siebie czasem zbyt wiele. Nauczyła mnie kochać teatr, kino
i książki. To zostało do dziś. Nie zdawałam do szkoły teatralnej, choć Matka bardzo
tego pragnęła. Uważała, że mam nieoceniony i wyjątkowy talent. Nie miałam
poczucia własnej wartości, brakowało mi odwagi, choć prof. B. zachęcał mnie do
tego.
W młodości dwa razy próbowałam odebrać sobie życie, nie
otrzymywałam przy tym żadnego wsparcia ani profesjonalnej pomocy. W domu
rodzinnym zawsze był alkohol: czwartki brydżowe, towarzyskie imprezy. Matka
pomogła wielu ludziom, ale nie mnie. Nie chciałam powielać jej bardzo
burzliwego życia. Wzorcem zasad moralnych była dla mnie moja Babcia.
Dziś jestem wolna od alkoholu..
Ale czy uwolniłam się od przeszłości? Jestem pogodzona z odejściem
Matki. Mam swoją trzeźwość. Zbliża się moja okrągła piętnasta rocznica.
Śmierć Mamy zamyka
moje dzieciństwo i młodość. Mam cudowne, piękne i mądre dzieci.
Są już dorosłe i samodzielne. Kocham swoją córkę i syna bardzo mocno. Jestem spełniona jako matka i w sercu noszę wdzięczność dla nich za
to, że mnie wspierały na początku mojej drogi do trzeźwości.
Zbliża się moja piętnasta rocznica. Cieszę się, że pomimo tylu trosk,
kłopotów i splotu smutnych wydarzeń, nie napiłam się alkoholu. Zachwiała się
moja równowaga emocjonalna, co zagroziło mojej trzeźwości. Jednak sobie
poradziłam, bo mam AA! Bill i Bob - ogromne dzięki!!!
Na konferencji w Otwocku kupiłam sobie medal na 15-lecie. Na jednej
stronie widnieje napis „Jedność Służba Zdrowie” dookoła symbolu 24h. Jest również
napis „TWOJA OSOBOWOŚĆ JEST PRAWDZIWA”, co odbieram bardzo
personalnie.
Trzeźwe życie ma dla mnie ogromną wartość. Aby je zbudować musiałam podjąć
wielki wysiłek, ale fundament jest dość solidny. Warto żyć, kochać, pracować,
spełniać marzenia, choćby te najdrobniejsze i cieszyć się każdym dniem, w
którym największym zwycięstwem jest to, że nie piję.
Ela - AA
Moje uzdrowienie z alkoholizmu /cz. I/
Mam na imię Tadeusz jestem alkoholikiem.
Zacznę od wydarzeń poprzedzających moje
przyjście do Wspólnoty AA.
Dzisiaj po latach mogę powiedzieć, że one to
wpłynęły na moje poglądy, przekonania i póżniejsze
decyzje. Jest rok 1994. Z urazem kręgosłupa trafiłem do jednej z klinik na
Wybrzeżu na terapię manualną zaburzeń czynnościowych narządów ruchu i
dysfunkcji stawów. Utkwiła mi w pamięci rozmowa z panią psycholog i pytanie,
które zadała: "jakie nadzieje wiążesz z pobytem w
klinice oprócz usunięcia dolegliwości fizycznych tzn. bólu i usunięcia ograniczeń
ruchowych?".Dziwne pytanie. Nie rozumiałem go i
nie widziałem związku z moimi dolegliwościami i dlaczego rozmawia ze mną "jakaś"
psycholog. Po długim naprowadzaniu i namyśle odpowiedziałem, że czuję się
jakbym szedł przez życie na słabych, uginających się i chwiejnych nogach po
grząskim terenie. Od najmłodszych lat miałem sny, że ktoś lub coś mnie goni, a
ja nie mogę uciekać. Mam słabe uginające się nogi i nie mogę zrobić kroku, bo
nie mam siły wyciągnąć nogi z grzęzawiska. Budziłem się z krzykiem, zlany
potem, z bijącym sercem, przerażony, bezradny. Na szczęście już minęły. Dr
Andrzej, szef kliniki, mawiał że:
O ile Bóg
przebacza zawsze, a człowiek czasem - natura nie przebacza nigdy. Gdy ktoś
sprzeciwia się naturze, ona go karci, mści się, odpowiada ciosem.
Powiedział mi
również, że może usunąć ból, przywrócić funkcje ruchu, ale od tego, co będzie
jutro, zależy, co ja w swoim życiu zrobię dzisiaj. To znaczy, że na co dzień ścisły związek zaburzeń nieruchomości z
dolegliwościami mają emocje i co z nimi zrobię, a równowagę statyczną
(fizyczną) może poprawić lub na powrót osiągnąć dobry stan wyłącznie sam chory
poprzez osobiste zaangażowanie się w proces leczniczy, że dysfunkcja stawów i
zaburzenia czynnościowe narządów ruchu są dolegliwościami odwracalnymi. To
znaczy, że można je wyleczyć. Ostrzegł mnie również, przed myśleniem o
następnym pobycie w klinice, jako skutku lekceważenia zaleceń, czy jak się to w
naszym języku mówi, sugestii. Daje ci narzędzia, pokazuję jak się masz nimi
posługiwać i jak masz o nie dbać. Reszta należy do ciebie-powiedział przy
pożegnaniu. Ja po powrocie piłem dalej, mimo wiedzy, że alkohol wysusza
powierzchnie stawów, zwiększa ich napięcie i dolegliwości. Zacząłem natomiast
poszukiwania łatwego sposobu, by odzyskać równowagę psychiczną, której braki
zacząłem zauważać. W jednej z przeczytanych książek znalazłem mantrę o treści:
"wyzwoliłem się z nałogu i odzyskałem w pełni wewnętrzną równowagę i
spokój ducha" oraz zapewnienie autora, że to działa. Mimo iż nie uważałem
się za alkoholika powtarzałem ją często przez parę lat. Działało
ale na krótko. Wierzyłem początkowo, że tylko za pomocą autosugestii czy
autohipnozy można zmienić swoje życie - szedłem na łatwiznę. To było życzenie
do złotej rybki. Miałem natomiast już przebłyski, że istnieje jakieś
przeznaczenie, porządek, sprawiedliwość, miłość i te doznania mają jakąś
wartość. Po trzech latach znowu znalazłem się w klinice. Ktoś w trakcie pobytu
zapytał mnie, czy nie mam problemu z piciem alkoholu?. Zaprzeczyłem. Jednak
pytanie to zostawiło ślad. Nikt tam mnie nie znał. Skąd takie przypuszczenie?
Gdy dostałem
wypis, powiedziałem sobie: już tu nie wrócę. Chcę wziąć moje życie w swoje
ręce-innej drogi nie ma.
Coraz bardziej
dźwięczały mi w uszach słowa mojej mamy: zgnijesz w barłogu jak twój dziadek.
Coraz głośniej słyszałem przysłowie:" dopóty
dzban wodę nosi, dopóki ucho się nie urwie". I słowa żony, która rozeszła
się ze mną ,wywołujące we mnie wściekłość:
"zapijesz się!" Byłem pełen lęków i strachu. Czułem, że to się może
spełnić... N I E ! ! !
Przyszedł czas
- znalazłem się na pierwszym mityngu - niby przypadkiem, bo szukałem
abstynentów z wyboru, by zobaczyć jak żyją ci "chorzy", którzy niby
nie mogą pić. Uważałem wówczas, że tylko chorzy nie mogą pić. Ale już wtedy nie
wierzyłem w przypadki. Zobaczyłem ludzi radosnych, którzy nie piją - niektórzy
już od kilku lat. Usłyszałem, co mówią, dotknąłem ich. Niektórych z nich znałem
z pijanego życia. Usłyszałem, że jest sposób, że jest program wyzdrowienia z
alkoholizmu. Program uzdrowienia umysłu, ciała i duszy. Moje pragnienie i wiara
w inne lepsze życie były tak wielkie, że uwierzyłem. Koniec egzystencji
gąsienicy oznacza narodziny motyla. Śmierć jest zmartwychwstaniem. I zaczęła
się harówka.
Krok I -
uznałem swoją bezsilność wobec alkoholu. Obsesja picia odeszła po pierwszym
mityngu, jakby szablą odciął i nigdy już nie powróciła. Za myśli, które
przychodzą nie odpowiadam. Odpowiadam za to, co z nimi zrobię. Istnieją one
dzięki uwadze, jaką im poświęcam, więc staram się nie zajmować tymi
negatywnymi. Gdy nadejdą umierają szybko, bo przestaję się nimi po prostu
zajmować. Zakończyłem ten Krok, gdy uznałem bezsilność wobec ludzi, gdy
znalazłem sponsora i poprosiłem go pomoc. Poprosiłem o pomoc innego człowieka.
Pierwszy raz w życiu. Trwało to prawie trzy lata. Już więcej dla siebie nie
wracałem do tego Kroku. Robiłem to z podopiecznymi. Ten Krok dał mi świadomość,
że nie jestem bezsilny wobec swojego wewnętrznego nastawienia, że nie jestem
bezsilny wobec moich skłonności do negatywnych myśli i uczynków, że nie jestem
bezsilny wobec odpowiedzialności za swoje wyzdrowienie. Że dysponuje siłą,
która pozwala mi wywierać pozytywny wpływ na siebie samego, na tych których kocham i na świat w którym żyję. Ale
najpiękniejszym Krokiem tego Programu jest dla mnie Krok Drugi
. Krok, który dał mi wiarę w cały ten Program, nadzieję na inne jutro i
siłę do pracy nad nim. Nadzieja dla mnie to decyzja, to postanowienie, to
realizacja i wprowadzanie w życie zasad AA
Zdobyłem
świadomość, że to moja decyzja, że to ja się tego podejmuję. Psychologowie
twierdzą, że ludzie chorzy w istocie rzeczy naprawdę nie chcą wyzdrowieć. W
chorobie jest im dobrze. Oczekują ulgi a nie powrotu do zdrowia.
Leczenie-powrót do zdrowia jest bolesne, wymaga wyrzeczeń i jest długotrwałe a
dla alkoholika to za wiele. To było dla mnie przestrogą.
Krok II: "Uwierzyliśmy, że Siła większa od nas samych może
przywrócić nam zdrowie".
UWIERZYŁEM! Dla tego Kroku zostałem w AA. Przyjąłem go tak, jak jest napisany.
Dosłownie. Zrobiłem go automatycznie nie zastanawiając się wcale nad jego
treścią. Niektóre Kroki są tak napisane, że nie wymagają nawet myślenia -
wystarczy uwierzyć i realizować. Do nich należy Krok Drugi. Jestem pewny, że
pomogła mi w tym moja podświadomość. Akurat w tym Kroku znalazłem z nią
porozumienie. Nie wracam do tego Kroku tak jak i do Pierwszego. Zmieniło się
tylko pojęcie mojej Siły Wyższej. Postawiłem Boga na pierwszym miejscu przed
Programem AA, przed ludźmi i Wspólnotą. Przyjąłem, że tam gdzie Bóg jest na
pierwszym miejscu, tam wszystko jest na swoim miejscu - oczywiście nie od razu.
W Drugim Kroku zadałem sobie pytanie: co do mnie
należy? Jak mam tego dokonać? Odpowiedź przyszła w następnych Krokach w Wielkiej
Księdze w rozdz. "Jest sposób". Nie próbowałem myśleć, czy można
wyzdrowieć czy nie. Gdybym zwątpił, poddałbym w wątpliwość cały ten Program.
Nie mógłbym realizować czegoś, co podważam, czegoś w co
nie wierzę. Pamiętam w czasach, kiedy piłem jak zmieniałem znaczenie Dekalogu np. 6 Przykazanie "Nie cudzołóż". Dlatego nie
robiłem tego w cudzym łóżku tylko w swoim a ponadto uznałem, że robienie komuś
przyjemności nie jest grzechem. Wyzdrowienie moje jest jednak warunkowe. Wiara
to czyn, to praca. Ale też uznałem, że Program nie jest bajką typu: gdzieś tam
za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za siedmioma morzami.... jest "trzeźwienie", ani że zrealizuje się jak za
dotknięciem "czarodziejskiej różdżki"
Odrzuciłem bez
rozważań teorię , że będę trzeźwiał do końca życia, że
będę chory. Było to dla mnie nierozsądne, nielogiczne i nie do przyjęcia. Nie
odpowiadała mi również wizja Syzyfa, który nigdy nie ma nadziei i który, co
wtoczy kamień pod szczyt góry, to się z nim zwali z powrotem na dół. Nie odpowiadała
mi rola "trzeźwiejącego" tzn. takiego, który stoi w rozkroku jedną
nogą w grząskim gruncie - życiu pijanym, a drugą na twardym - w życiu trzeźwym.
Moim bezpośrednim celem była trzeźwość, jako wolność od alkoholu i od żałosnych
konsekwencji, jakie pociąga za sobą używanie go. Bez tego przekonania nie
osiągnąłbym niczego. I to był mój cel: konkretny, osiągalny, widzialny,
obiecany, jeśli będę nad nim pracował. Na terapii, którą przeszedłem w siódmym
roku trzeźwości, spotkałem terapeutów, którzy uznawali Program 12 Kroków, za
program wyzdrowienia i potwierdzili, że tylko zdrowy człowiek może kierować
swoim życiem.
Uznałem
również, że osoba kierująca życiem to taka, która posiada dostateczne umiejętności, aby w sposób świadomy określać
swoje cele życiowe w odniesieniu do wartości, które wyznaje, w sposób dojrzały
dostosowuje się do otaczającej go rzeczywistości, wpływa na jej zmianę i ponosi
w sposób odpowiedzialny konsekwencje swoich decyzji. I to mi obiecał Program AA
a szczególnie 12 Obietnic, które są dla mnie najpiękniejszym tekstem naszego
Programu. Traktowałem je najpierw jako marzenie,
później, jako test postępu i stanu mojej trzeźwości, następnie stanu zdrowia
tak samo, jak test badania krwi, którego wyniki potwierdzały mój stan
fizjologiczny a jego wyniki przyjmowałem za prawdziwe. Otrzymałem ten dar
dzięki łasce Bożej. Określam to jako cud. "Cud jako
zadziwiający owoc zgodnego i pełnego trudu współdziałania Boga z człowiekiem i
człowieka z Bogiem". Był to dla
mnie wielki trud.. Trud z bólami i cierpieniem, z błędami i ich konsekwencjami,
z ich naprawianiem i zadośćuczynieniem. Wiara czyni cuda, ale wiara to uczynki,
to praca nad tym, w co się wierzy i wytrwałość, by osiągnąć zamierzony cel. Tak
to pojmuję, tak robiłem i robię.
W naszej
literaturze znalazłem wiele tekstów potwierdzających fakty wyzdrowienia. Identyfikuję się z nimi. Zacytuje
choć jeden - dr Boba z WK z rozdz. Koszmar dr Boba: "To najcudowniejsze szczęście uwolnić się
od straszliwej klątwy, którą byłem dotknięty. Jestem ZDROWY, odzyskałem
szacunek dla siebie i poważanie kolegów. Moje życie rodzinne układa się
idealnie, a zawodowe tak dobrze, jak tylko można spodziewać się w naszych
niepewnych czasach". Nigdy nie
pomyślałem, że jego, i innych współtwórców Programu, teksty są nieprawdziwe.
Nie podważam faktów, bo się nie da - robiłem to jak piłem. Ale mam świadomość,
że te drogocenne dary, które otrzymałem, mogę utracić. Dlatego dbam o nie
codziennie stosując Kroki X, XI, XII.
c.d.
- w MITYNGU sierpniowym
„…zachowajmy to w prostocie.”
Przypomniałam sobie czas uczenia swoich dzieci
rozumienia i postrzegania świata przy pomocy rysunków:
Małe kółeczko,
wokół pięć większych – kwiatek;
Owal, dłuższa
kreska i cztery kreski krótsze – człowiek;
Nad
prostokątem narysowany trójkąt – dom;
Kółko, wokół
okręgu kreski – słońce.
Aby narysowane
słońce ogrzewało – dorysowywałam oczka, nosek i uśmiech.
Dzieci
powtarzały nazwy narysowanych rzeczy, potem rozpoznawały je w świecie poza
kartką papieru. Proste rysunki mamy – bez zakrętasów, wywijasów i mnóstwa
kolorów, które by zacierały kształty. Rysunki pozbawione pychy –
„muszą być śliczne, najśliczniejsze.” – miały
moim dzieciom jasno, jednoznacznie i wyraziście przybliżyć świat, który są w
stanie zrozumieć, objąć swoim rozumem.
Dziś ja jestem takim dzieckiem. Uczę się
na trzeźwo poznawać świat. Proste przekazy moich przyjaciół, nie straszą mnie,
lecz wyjaśniają Program. Kiedy w swojej pysze zaczynam stosować ozdobniki
rozmaite w słuchaniu i w wymowie, tracę kontakt z rzeczywistością, gubię się w esach-floresach. Chcę dziś rozumieć i być rozumianą. –
„…zachować w prostocie” przekaz jaki
daję temu, który przyszedł do AA po mnie.
Te Kroki,
Tradycje, Koncepcje… uff, jakie trudne…
Więc… jeszcze raz…
najpierw małe kółko, potem pięć większych wokół niego…
Gosiali AA
Grupa WIŚNIEWO
Przez lata
w okolicach Tarchomina funkcjonowała tylko jedna
grupa AA – we czwartki na Myśliborskiej 100, na terenie plebanii. Na
początku 2004 roku spotykało się tam ze zmiennym szczęściem najwyżej 4-5 osób /dzisiaj grupa ma się bardzo
dobrze i zaprasza na 18:00/
Kiedy
oddano nową przychodnię zdrowia przy ulicy Milenijnej, nieopodal Ratusza
Białołęki, pojawiła się propozycja utworzenia nowej grupy.
Grupę
WIŚNIEWO – a taka jest nazwa okolicy - zakładał Marek i Włodek z Tarchomina, z pomocą terapeuty. Za datę powstania przyjęto 4 listopada 2004
roku. Przez jakiś czas w niewielkiej salce spotykało się nawet kilkanaście
osób. Znaczna cześć z nich była kierowana przez specjalistów leczenia uzależnień.
Grupa dbała o swoja niezależność.
Po
kilkunastu miesiącach grupa przeniosła się do pobliskiego budynku
„Samarytanin”, do sutereny. Warunki wynajmu sali i zasady
korzystania z niej zostały jasno ustalone z gospodarzem obiektu. Służby zadbały
o wyposażenie pomieszczenia.
Wzrastając
w służbie, Grupa zdecydowała, że dla niesienia posłania wskazane będą mityngi otwarte. W
okresie świąt zrezygnowano z zastawionych stołów i wzniosłych śpiewów.
Na
pierwszej godzinie czytane są „Refleksje” i odnośnie nich
proponowany jest temat.
Na drugiej
godzinie czytane jest fragment z „12 Kroków, 12 Tradycji” – w
pierwszej połowie miesiąca Kroki, w drugiej Tradycje. Mityngi spikerskie
odbywają się w ostatni piątek miesiąca, na pierwszej godzinie. WIŚNIEWO,
przynależąca do Intergrupy SAWA, niesie posłanie na
dyżurze telefonicznym w PIK.
Przyjaciele
z grupy biorą też często udział organizowanych przez służby Regionu AA
warsztatach, ognisku.
Grupa
opracowała ulotkę informacyjną o sobie, przypominającą kim są Anonimowi
Alkoholicy, jakie zasady obowiązują na mityngu, no i sposób dojazdu.
Przekazywała ją w wiele miejsc. W ostatnim czasie co
drugi – trzeci mityng pojawia się ktoś nowy. Jest dużo przyjaciół nie
tylko z okolic, ale z
Legionowa, z Marywilskiej.
Mityngi prowadzi Marek (cieniem jest Grażynka) i jest też mandatariuszem.
Skarbnikiem i jednocześnie rzecznikiem jest Janek. Rozglądając się za
następcami, cierpliwie pełnią służbę. Spotykamy się na Modlińskiej
ZZA KRAT /cz. I/
Witajcie!
5 maja 2008r.
Mam na imię Michał i jestem alkoholikiem.
Mam 26 lat, obecnie przebywam w Zakładzie Karnym. Moje trzeźwienie zaczęło się
4 grudnia 2007 roku. Przebywam w ZK od 3 lat i 4 miesięcy, ostatni kieliszek
wypiłem 6 miesięcy temu i chcę aby ten kieliszek był
ostatnim.
Piszę do Was ponieważ chciałem się podzielić tym, jaką radością,
spokojem i nadzieją przepełnione jest moje serce dzięki Wspólnocie AA.
Nigdy
bym nie pomyślał, że człowiek przebywający w ZK może
tak dobrze się czuć. A to dlatego, że do czasu gdy
trafiłem do Wspólnoty AA żyłem w ogromnym poczuciu winy i żalu, na okrągło się
zamartwiałem i chodziłem zły na wszystkich i przede wszystkim na siebie samego.
Odmieniło
się wszystko dzięki Wspólnocie AA, do której trafiłem będąc na oddziale
terapeutycznym „Atlantis” w AŚ Mokotów.
Podjąłem terapię dobrowolnie, ponieważ miałem już dosyć mojego tamtego życia.
Po
odbyciu pierwszego wyroku wychodząc wiedziałem, że ze mną jest coś nie tak i że
nie mogę pić alkoholu, a przynajmniej nie w tak dużej ilości. Dlatego tez
postanowiłem sobie, że będę pił mniej i rzadziej, co w skutkach okazało się
odwrotne – piłem coraz częściej i coraz więcej.
To, co
wtedy wyprawiałem po alkoholu – do dzisiaj nie mogę w to uwierzyć, że
jestem zdolny do takich rzeczy. Byłem bliski zamordowaniu mojej koleżanki,
potem w wypadku mogłem zabić moja starsza córeczkę i jej matkę, i samego
siebie. Ale już teraz wiem, że wtedy czuwała nade mną Siła Większa ode mnie
– Bóg.
Gdy
trafiłem do Wspólnoty AA i na terapię, dotarło do mnie że
w moim przypadku nie istnieje picie kontrolowane, bo to alkohol kierował mną.
Zrozumiałem, że pierwszy kieliszek to dla mnie za dużo.
Na
terapii terapeuci otworzyli mi oczy i pomogli zobaczyć jakie
zniszczenia robiłem wokół siebie i co zostawiłem. Pomogli mi bardzo i jestem im
bardzo wdzięczny, szczególnie mojej terapeutce „ANI”, która była
moja przyjaciółka i myślę, że jest nadal.
Na
początku Kroki, które były mi przedstawione, wydawały mi się trochę śmieszne.
Ale gdy zacząłem je wprowadzać do mojego życia – mam na myśli Kroki 1, 2,
3 – to przekonałem się o ich działaniu i staram sie
sumiennie pracować nad resztą Programu.
Myślę, że byłoby
mi łatwiej, gdybym miał sponsora. Bo na razie tylko o tym myślę i naprawdę nie
wiem jak mam go znaleźć. Jeśli jest ktoś kto
zechciałby mi pomóc – adres zostawiam redakcji MITYNGU.
c.d. - w MITYNGU sierpniowym
„…zaczęliśmy dostrzegać w pokorze coś więcej niż stan żałosnego zawodzenia…” „Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji”
Kiedy
przyszłam do Wspólnoty był maj. Piękny. Słoneczny.
Rozkwiecony. Krok Piąty, Krok Szósty… czytane i omawiane na mityngach.
Dwa miesiące mojej abstynencji mijało. Pozbyłam się już objawów abstynenckich..
Na mityngach czułam się coraz pewniej. Wśród alkoholików byłam każdego dnia.
Zaczynały powolutku docierać do mnie słowa, wypowiadane przez nich. Usłyszałam o
pokorze i o brakach. Najpierw tylko to. Pokora – zadźwięczało w moich
uszach. Przed oczami stanął obraz człowieczka ze złożonymi rękoma na piersi, ze
smętną, zbolałą miną pochylającego głowę w geście błagalnym. Deszcz rozmaitych
niesprawiedliwości na jego głowę spada – a on „z pokorą je
znosi”. To moja wyobraźnia. Tak widziałam to słowo. Było pustym słowem z
zarejestrowanym w mózgu obrazkiem „uniżoności”.
„Braki” – ha, przecież
jedyny mój brak, to nieumiejętność picia! A właściwie, brak
bycia konsekwentną. Bo przecież potrafiłam nie upijać się miesiąc, dwa, a nawet
pół roku. Nie potrafiłam być tylko konsekwentną w swoich postanowieniach. Bo
postanawiałam za każdym razem: „dziś się nie upiję”.
Pomyślałam:
Krok Siódmy bardzo łatwy. Mogę nawet uklęknąć, skrzyżować ręce, schylić
uniżenie głowę i poprosić Siłę Wyższą o zabranie mi mojego jedynego braku
– braku konsekwencji wobec alkoholu.
Dwa
miesiące! A ja już jestem gotowa zrobić Siódmy Krok! Wspaniale! Byłam dumna z
siebie i zdziwiona, że to takie proste.
Mijają
lata a na listę moich braków wpisuję następne: brak uczciwości wobec siebie,
brak cierpliwości, brak zrozumienia, brak tolerancji, brak wewnętrznego
spokoju, brak zgody na świat, który jest wciąż taki podły i niesprawiedliwy
względem mnie.
Lista się rozszerza - brak
chęci poznania własnych wad, brak gotowości do pozbycia się ich, BRAK POKORY.
Wracam do
słowa POKORA.
Czy na
pewno mam uklęknąć, skrzyżować ręce, pochylić głowę i …tylko
„zwrócić się do Niego”? A potem wstać z kolan i czekać?. Czekać aż
moje braki zapełnią się wartościami?
Podjęłam
działania: z pokorą poprosiłam o pomoc w znalezieniu sponsorki,
z pokorą przyjmuję jej sugestie. Z pokorą wydeptuję ścieżki na mityngi. Staram
się słuchać z pokorą wypowiedzi na mityngach. Z pokorą podejmuję się służb. Nie
jest ujmą dla mnie ustawienie krzeseł w sali mityngowej, pomoc przy sprzątaniu.
Co z tego, że moja służba mycia szklanek skończyła się? Jeśli nie ma chętnych
do pomocy, nic prostszego abym ja to zrobiła. Z pokorą i wdzięcznością.
Próbuję przyjmować
świat takim, jakim jest. Proszę Boga o siłę do spełniania jego woli. Pozbywam
się buntu wobec decyzji bożych względem mnie. Odzyskuję swoją godność. Uczę się
szanować samą siebie, nie pozwalać się poniżać. Szukam w sobie zrozumienia dla
innych ludzi i ich braków.
Dziś uczę się
odróżniać pokorę od upokorzenia. Dziś uczę się od Anonimowych Alkoholików
przyjmować z pokorą to, czego nie mogę zmienić. Dziś pracując nad swoimi
wadami, wkładam cały swój wysiłek. A w modlitwie proszę Boga, by mi pomógł usunąć
te moje braki, na które moich ludzkich sił nie wystarcza. Nauczyłam się też
prosić innych ludzi o pomoc. O pomoc w sprawach, w których sobie sama nie
radzę. Nie wstydzę się powiedzieć – „nie potrafię, proszę o
pomoc”. I z otwartym sercem i wielką wdzięcznością tę pomoc przyjmuję. Od
Was przede wszystkim, Moi Drodzy Przyjaciele.
Gosiali AA
Najpierw Krok, później już Tradycja
Jeśli
cokolwiek chcę przekazać w duchu jedności, miłości i służby to nie mogę
zapominać o kroku V, w którym odkrywam istotę moich błędów: samowystarczalność
o mało mnie nie zabiła. Trzydzieści lat mojego picia i ciągłe próby
zaprzestania to dowód błądzenia.
Na
szczęście Bóg, jakkolwiek go pojmujemy, w swojej łaskawości odnalazł mnie i dotknął trzeźwością. Uwolnił mnie
od śmierci duchowej bo już było blisko końca.
Miłość
czyni cuda i w dowód wdzięczności to ja mam wyznawać błędy, a raczej ich
istotę. Samowola, brak ufności do ludzi, ograniczyły moją świadomość. Egoizm
skazywał mnie na samotność i izolację. Ale AA ma skuteczne sposoby, które
zmieniają sposób myślenia na prosty: przyjdź na mityng, czytaj biuletyn MITYNG,
mów o błędach, a pomożesz innym.
Literatura
jest uzupełnieniem wiedzy o nas samych i o sile, która wyzwala z samotności.
Poszukaj
sponsora, bądź wdzięczny za dary Boże we wspólnocie AA. Przynależność we
wspólnocie AA jest odwagą. Pokora nie jest smutna i karząca, jest lekiem dla
chorych dusz.
Idąc od
światła, na drodze AA jest łatwiej, prościej.
Pełniąc
służby działam, a działając przedłużam sobie i innym życie w trzeźwości. Czytam
MITYNG i wysyłam go na Ukrainę. Aktywność to cecha ludzi zdecydowanych żyć
inaczej, bez uzależnień.
Chętnie
Cię posłucham, kiedy przyjdziesz na mityng. Zrób ten pierwszy krok i uwolnij
się od obsesji myślenia od alkoholu i picia go. Mnie ten nowy sposób życia
odpowiada, mogę teraz iść z posłaniem do tych, którzy wierzą, że jest
wyjście…
AnSan