MITYNG 08/134/2008
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
Wina, krzywda, zadośćuczynienie
„Zrobiliśmy
listę osób, które skrzywdziliśmy...” Siadłem wreszcie i zrobiłem tę
listę. Nie piłem wówczas jakiś czas, byłem po terapii i wreszcie w AA – ale już nie „turystycznie”. Obrałem bowiem grupę macierzystą, miałem służbę, zacząłem
pracować ze sponsorem.
No więc siadłem któregoś dnia, pomodliwszy się wcześniej
pokornie o uczciwość i zapał do pracy nad Programem. Wziąłem długopis do ręki,
rozłożyłem duży zeszyt. Zacząłem oglądać moje pijane życie, jego skutki... To
nie jest łatwa praca.
Na pierwszym planie pojawiła się
więc moja żona. Zacząłem pisać jej imię i nie doszedłem do ostatniej
litery, a już pojawiła się we mnie wątpliwość: „Ale
przecież ona też mnie krzywdziła! I to nie raz!!!” - momentalnie wróciłem
do swojej starej, pijackiej
śpiewki. Poczułem też złość i niechęć do dalszej pracy. Pamiętam
ten moment. Bo choć krótkie, to są to takie niezwykle ważne chwile, kiedy
czuję, że stoję na rozdrożu, kiedy mogę źle pomaszerować. Wówczas zwrócenie się
do Boga, jakkolwiek Go pojmujemy, pomaga mi. I tak było tym razem - modlitwa
pomogła mi. Z uśmiechem w sercu zauważyłem bowiem, że
Program nie sugeruje mi robienia listy osób, które mnie skrzywdziły! Nie w tę
stronę „coś” niedobrego mnie skręciło. Choroba jakaś czy co? Dalej pisałem więc uczciwie...
Żona otworzyła tę listę. Pokornie i w poczuciu
odpowiedzialności za swoje pijane życie, za wyrządzone krzywdy, pisałem
dalej...
Moja starsza
córka ... Moja mama ...
Nie śpieszyłem się, natomiast nieustannie szukałem
w sobie uczciwości, gotowości, pokory, odwagi... Lista owa rodziła się ciężko,
niemal jak pierwszy raz wypowiadane słowa „jestem
alkoholikiem”. Ale i tym razem z każdą chwilą czułem ulgę i
ogarniający mnie spokój. Nie czułem winy.
Lista we wspomnianym zeszycie jest dość długa. A ja
noszę ją w sercu na co dzień, abym przy każdej
nadarzającej się okazji pamiętał o realizacji drugiej części tego Kroku.
A jak gotowość do zadośćuczynienia pomogła mi w tych trzech przypadkach, napiszę niebawem.
Pozdrawiam, S. AA
Drodzy
Czytelnicy!
Warto
pamiętać, że kupując MITYNG przekazujemy
datki na niesienie posłania. To
przecież nasz główny cel.
Tak
jak w lipcu, i tym razem część artykułów zaprasza do lektury następnego,
wrześniowego wydania. Ta ciągłość jest wskazana, jedno spotkanie sprawy
przecież nie załatwia. Setki oddechów zdrowym powietrzem oczyszcza chore płuca,
lecz który je uzdrawia – nie wiadomo. Podobnie z naszymi spotkaniami
– oczyszczają nas, lecz które uzdrawia – nie wiadomo.
No,
a jeśli ktoś wie
– może napisze do
MITYNGU?
Pozdrawiamy
z uśmiechem, Redakcja
Zapraszamy do wypowiedzi – dzielimy
się siłą, doświadczeniem, nadzieją. Piszcie.
Czy "za darmo" jest coś warte?
W lipcu,
podczas mityngów AA, mówiliśmy o siódmej tradycji, o jej niezwykłym znaczeniu.
To niemalże cud rozmnożenia, mimo tak skromnych środków z
„kapelusza” – na wszystko wystarcza. Spełniając siódmą
tradycję uczymy się także podstaw anonimowości, dając te kilka groszy, nie
oczekiwać wdzięczności. Jeśli dajesz - to rób to z potrzeby serca, nie
oczekując splendoru czy podziwu. Moim zdaniem poprzez siódmą tradycję można w
najprostszej formie wypełnić posłanie AA. Wspomnę tu o pożyczce udzielonej nam
przez GSO (kilkanaście lat temu), którą otrzymaliśmy na wydanie ksiązki
Anonimowi Alkoholicy w języku polskim. Znaczna część tych środków pochodziła z
„kapelusza” od alkoholików z innych stref językowych.
Z pomocą
siódmej tradycji dotarło posłanie AA do nas, do strefy polskojęzycznej.
Lipiec
pozostał już za nami, a w Sierpniu koncentrujemy się na ósmej Tradycji i ósmym
Kroku AA. W telegraficznym skrócie – jest w nich mowa o tym „co
dostałeś za darmo – oddaj za darmo”.
Nie przyszliśmy do AA żądni sukcesów, jako wykształceni finansiści o
wyjątkowych zdolnościach, aby robić tu karierę. Wielu z nas, w tym również ja,
balansowało na granicy bankructwa finansowego, a tym bardziej moralnego.
Uczestnictwo w AA pomogło mi wstać z kolan i odzyskać godność. Wielu ludzi
bezinteresownie poświęcało mi swój czas, abym się wzmocnił w trzeźwości. Nawet
ci, którzy biernie wysłuchiwali moich „poplątanych
przemyśleń” – dali mi swój
czas i pomoc. Jestem Wam za to bardzo wdzięczny.
Walnę
z grubej rury i powiem po prostu – Kocham Was.
Rzadko
się zdarza, aby doznał niepowodzenia ktoś, kto nie oczekuje
wdzięczności, za mycie szklanek, prowadzenie mityngu, sprzątanie czy służbę na
szczeblu Krajowym, a ta wymaga naprawdę wielkiego poświecenia, a przede
wszystkim poczucia wdzięczności całemu AA. Wiem, bo sprawdziłem.
Od kiedy
to wiem, rzadko wyrażam słowami swoją wdzięczność, wręcz unikam tego sposobu,
raczej próbuje się angażować w służby i tak spłacam swój dług. Kim lub czym
byłbym dziś, pijąc nadal? Trudno mi to sobie wyobrazić, skoro w końcówce moich
zmagań z alkoholem miałem myśli samobójcze. Jestem przekonany, że moje życie
należy do AA. Więc jeśli dziś ktoś szuka pomocy, czuję
się zobowiązany zostawić wszystko, pracę, dom, rodzinę, zarobek i spróbować
podzielić się z nim swoim doświadczeniem, przemyślenia zaś pozostawiam na
bezsenne noce.
Wiem, że nie
wszyscy myślą jak ja. Staram się nie krytykować odmiennych postaw. W AA nie
polemizujemy i nie zajmujemy stanowiska wobec spraw nie
dotyczących AA.
Z trudem godzę
się z informacją o płatnych formach leczenia alkoholizmu.
Skoro
jednak istnieją to znaczy, że ktoś z nich korzysta, być może ratują komuś
życie. Sądzę jednak że te odpłatne formy są dla tych,
którzy nie są w stanie skorzystać z darmowej oferty AA. W AA nie rozdmuchujemy
własnego EGO płacąc krocie za to, co można otrzymać za darmo. Poprzez darmową
służbę staramy się to (EGO) spłaszczyć. Aby skorzystać z tego, co w AA
posiadamy potrzeba uczciwości i tak zwanej POKORY.
Czasem,
gdy słyszę na mityngach AA agitację do płatnych form leczenia, coś mi po prostu
zgrzyta i czuję się trochę jak okradany, jak by w mojej obecności próbowano
kogoś nabić w butelkę. Nic na to nie poradzę. Czuję wówczas złość.
Żal
mi tych „pacjentów” zwodzonych wizją szybkiego wyzdrowienia za
kilka tysięcy złotych, wikłanych w niekończące się kolejne kursy, obozy
nawrotów, kontaktów interpersonalnych itd., itp…
Ale
nie mam prawa nikomu mówić co i jak ma robić. Bo kim
ja w końcu jestem?
Zapisano
przecież w naszej literaturze,
że AA nie jest panaceum nawet na alkoholizm!
Sam byłem
pacjentem podobnej grupy i powiem wam, że jedynie 2 osoby z około 20 do dziś
nie piją a minęło prawie 14 lat. Ja też po pewnym czasie wróciłem do picia.
Wiedziałem wszystko w teorii i byłem najmądrzejszy. Nic nie działało! Żyłem
przez długi czas w obsesji strachu przed alkoholem i lęku przed nawrotem. Tak
byłem skoncentrowany na analizie wszystkiego i wiwisekcji swoich odczuć i
przemyśleń, że jakiekolwiek własne decyzje i wzięcie odpowiedzialności za
siebie wydawały mi się nie do zrealizowania – nigdy!
Po
powrocie do AA (po
sprawdzeniu, czy na pewno jestem alkoholikiem),
zaangażowałem się w honorowe służby, pozyskałem darmowego sponsora, zacząłem
działać w Regionie AA Warszawa, nieść posłanie na miarę moich sił i
umiejętności, sponsorować innym, a nawet kilku swoich przyjaciół od kieliszka
zaprowadzić na mityng – i o dziwo ja nie piję!
Już kilka lat. Nie pamiętam abym w ostatnim okresie 6 lat czuł potrzebę napicia
się, lub pomyślał o alkoholu. Nie zastanawiam się czy jestem, w nawrocie, czy
nie, po prostu idę na mityng. Kiedy miałem kłopoty małżeńskie, uczepiłem się
służby w Regionie. Może mało wówczas dawałem z siebie,
ale na pewno miałem inne zajęcie niż tylko użalanie się nad swoim losem. Czasem
mi się nie chce chodzić na mityngi, wydaje się że już
wiem jak mam żyć. Lecz kiedy spotykam kolejnego pijącego i próbuję go wyholować
do AA, nabieram nowej siły. Jakby coś we mnie na nowo zakwitało. Dostaję
potężnego „powera” i przypomina mi się,
gdzie jest moje miejsce.
Może
właśnie dlatego dostałem łaskę trzeźwości? By inni
mieli szansę żyć godnie? Głupio tak gadać drugiemu:
idź na mityng, a
samemu nie chodzić! Za stary koń jestem, żeby nie słyszeć takiej
rozbieżności. Jest gdzieś takie mądre
zdanie w literaturze, które czasem wspominam:
„Zasadę
szczególnie ważną stanowiła praca z innymi. Bowiem wiara bez uczynków jest
martwa. Jak przerażająco jest prawdziwe w odniesieniu do alkoholika!
Jeżeli alkoholikowi nie udało się udoskonalić i pogłębić swojego
duchowego życia przez PRACĘ i
POŚWIECENIE
dla innych, nie będzie on w stanie stawić czoła żadnym przeciwnościom losu.
Jeżeli nie pomaga innym z pewnością wróci do picia, a jeśli będzie pił z
pewnością umrze. Wtedy wiara będzie martwa w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Tak to już z nami jest”. Anonimowi
Alkoholicy, str. 12.
AA
i program działa, lecz jest warunek – inicjatywa musi płynąć z serca, a
nie z portfela. Dlatego nasi poprzednicy zapisali, że AA
musi pozostać biedne, choć
płatni pracownicy są niezbędni a ich wynagrodzenie musi być porównywalne z
równorzędnym stanowiskiem poza AA.
AA, Warszawa
07.07.2008
MITYNG 4/23/97
Mówiąc prawdę o nas samych
Kilka słów o historii AA dla jego
nowych członków
Jakiś czas
temu uczestniczyłem w mityngu, gdzie głos zabrało dwóch weteranów wspólnoty AA.
Opowiadali oni jak wyglądał ich powrót do trzeźwości. Jak sytuacja przedstawiała
się kiedyś, przed wieloma łaty, gdy alkoholicy nie mogli liczyć nawet na pomoc
lekarską czy psychiatryczną. Ci dwaj długo opowiadali
nam, jak bardzo ciężko pracowali, aby to zmienić. Jak trudno było nieść
posłanie AA profesjonalistom tamtych czasów. Jednak w
końcu szpitale zaczęły otwierać się przed alkoholikami, a psychiatrzy byli
gotowi zacząć pracę z tymi, którzy tego potrzebowali, A wszystko dzięki
ofiarnym wysiłkom pionierów AA.
Kiedy tak
słuchałem tych dwóch "starych" naszych członków, nagle uświadomiłem
sobie, jak trudno było zawiązać tę nić wzajemnego zaufania pomiędzy ludźmi
nauki, religii i medycyny a pierwszymi członkami AA, co w rezultacie pozwoliło
na zapewnienie profesjonalnej opieki wielu ludziom. Jak
wiele trudu ich to kosztowało? Jednak nie tylko ta mordercza praca była tu
najważniejsza. Chodziło o coś jeszcze. Pionierzy AA chcieli zatrudnić
specjalistów nie po to, aby zapewnić alkoholikom środki w dochodzeniu do
trzeźwości. Tak naprawdę chodziło im o stworzenie pewnego swoistego klimatu, w
którym alkoholicy otrzymywaliby te rodzaje pomocy, której AA nie była w stanie
im zapewnić
Jednak,
jeżeli to o to chodziło, to skąd ten odwieczny problem z ludźmi kierowanymi do
nas z różnych ośrodków odwykowych? To wina naszego lenistwa. Wraz ze wzrastającą
liczbą specjalistów z dziedziny medycyny, psychiatrii i religii stajemy się
leniwi - coraz większa liczba obowiązków, związanych z opieką i leczeniem
nowych członków spada na ich barki, a nie nasze. Po tym, jak wielu wczesnych
członków AA stało się "specjalistami z zakresu alkoholizmu" utrwaliło
się przekonanie, że z nowymi członkami powinni pracować tylko najlepsi.
Nazwijmy ich sponsorami. I gdy potem nowi członkowie przychodzili na nasze
spotkania i zaczynali od "Mój sponsor powiedział...” nikt tego nie kwestionował. Sprawdziłem kilkakrotnie te
perły prawdy. Ów sponsor był najczęściej tak samo zaszokowany tymi -
przypisywanymi mu przecież twierdzeniami, jak zaszokowana była cała,
wysłuchująca ich, grupa. Wyglądało na to, że ci ludzie zamiast zmieniać się,
aby dostosować się w ten sposób do programu AA, zmieniali sam program, aby
dostosować go do siebie samych Jednak problem nie tkwił w
nowoprzybyłych. Problem tkwił w tym, czego od nich żądaliśmy oraz w tym, co
chcieliśmy dla nich uczynić. Pragnęliśmy, aby byli podobni do nas. I wraz z
nami trzeźwieli. A przecież do licha nic to nas nie powinno obchodzić! Naszym
obowiązkiem było powiedzenie im prawdy o nas samych i naszych doświadczeniach
związanych z programem AA. Prawdy o naszych zwycięstwach i naszych porażkach.
Wybór: wytrzeźwieć, zwariować czy umrzeć należał tylko do nich, Naszym
obowiązkiem jest dostarczyć im faktów, które pomogłyby im wybrać.
Wielka
Księga mówi w kilku miejscach, że ''przekazujemy im zestaw duchowych
narzędzi". Nie precyzuje jednak, w jaki sposób. Wielka Księga nie mówi,
czy bombardujemy ich nimi, wszczepiamy im owe narzędzia chirurgicznie, czy też
może upychamy je starannie w ich kieszeniach. Wierzę, że jest to akt pokory,
zgiąć się i położyć "zestaw duchowych narzędzi" u stóp innego
człowieka. To nasza rola. I jest aktem godności schylić się i podnieść ów
"zestaw duchowych narzędzi". To ich rola. Podczas gdy oni potrzebują
zacząć od dostojeństwa, my musimy być pokorni. A jednym z tego sposobów jest
powiedzenie im całej prawdy o nas samych i całym programie AA. Oczywiście, aby
to uczynić musimy być absolutnie precyzyjni, co to tego, co robimy w AA, a
czego nie. Będziemy domagać się -od siebie - wyjaśnień, po co wciąż dyskutujemy
o alkoholizmie, jego przyczynach, o tym, jak się od niego uwolnić.
Jak pomaga
nam w tym Program Dwunastu Kroków? Nie musimy wcale zmieniać ośrodków leczenia
odwykowego, nowych członków AA, sędziów i żadnych innych instytucji, które
kierują ludzi do AA. Musimy zmienić tylko sposób informowania tych, którzy są
do nas kierowani. Jeżeli to uczynimy to ci, którzy teraz do nas przychodzą,
szybko dowiedzą się, co możemy im zaoferować, gdzie i jak mogą otrzymać
potrzebną im pomoc, W ten sposób jeszcze lepiej pojmiemy,
na czym polega nasz program. Co może on uczynić dla innych? W naszej Wielkiej
Księdze jest jasno powiedziane, że nigdy nie należy przepraszać za próbę
przezwyciężenia alkoholizmu. I wcale nie musi być to tylko jedna próba. Po
prostu mamy jedną, wypróbowaną i sprawdzoną metodę, która, jak pokazuje życie,
naprawdę działa.
Dennis
B., Northfield, Minnesota; nieautoryzowany przekład wg Grapevine
8 Tradycja
Wspólnoty AA
Ósma
Tradycja Wspólnoty Anonimowych Alkoholików brzmi: „Działalność
we wspólnocie powinna na zawsze pozostać honorowa, dopuszcza się jednak
zatrudnianie niezbędnych pracowników w służbach AA”.
W
początkowym okresie swojego zdrowienia chciałem, prawdopodobnie jak wielu
innych alkoholików, zostać w przyszłości terapeutą. I to raczej w niezbyt
odległej przyszłości. Ot, taka dziecinada… Myślę, że działo się to na
dokładnie takiej samej zasadzie, jak w przypadku uczennic pierwszej klasy
szkoły podstawowej, które już po kilku lekcjach postanawiają zostać kiedyś
nauczycielkami.
O Ósmej
Tradycji AA nie wiedziałem wtedy jeszcze zupełnie nic. O innych Tradycjach
zresztą także nie.
Ósma Tradycja AA (jak to widzi Meszuge)
Mam do
siebie sporo żalu o to, że w stosownym (albo jakimkolwiek innym) czasie nie
przykładałem się do nauki języków obcych. Gdybym znał na przykład język
angielski, to z sensem treści Ósmej Tradycji AA miałbym pewnie zdecydowanie
mniej problemów niż miałem. Moja wina… bo
przecież nie ludzi, którzy z ogromnym zapałem i poświęceniem dokonali tego
tłumaczenia i zrobili to… najlepiej, jak umieli.
W
scenariuszach wielu grup AA znaleźć można informację: „Prowadzący lub
rzecznik grupy ma prawo przerwać wypowiedź zbyt odbiegającą od tematu, nie
mniej nie należy przerywać wypowiedzi innych, zadawać w jej trakcie pytań,
komentować ich”.
Niejednoznaczna
konstrukcja takiego zapisu typu – nie można, ale można, natychmiast
przypomniała mi tekst VIII Tradycji. Powinno być tak, ale dopuszcza się
inaczej… Rzecz jasna natychmiast zabrakło mi warunków, pod którymi
dopuszcza się jednak to… zatrudnianie – zwłaszcza, że przecież
chciałem kiedyś tam zostać terapeutą.
Spekulowałem
też namiętnie na temat znaczenia słowa „honorowa”. W języku polskim
można przyjąć, że czasem, w pewnych warunkach, oznaczać to może pracę darmową,
ale przecież nie zawsze – jeżeli Nowak postąpił
honorowo to przecież nie znaczy, że zrobił coś za darmo. Szukałem
więc dodatkowego, głębszego sensu tej honorowej działalności. Myślałem,
że widocznie z jakiegoś ważnego powodu użyto określenia „honorowa”,
zamiast po prostu „darmowa”. I, jak się okazało, traciłem
czas…
Nie wzbudziło
za to moich wątpliwości to, co jednak powinno – zakres tej
„działalności” we Wspólnocie. W Tradycji napisano krótko, że
działalność powinna pozostać honorowa, więc założyłem, że dotyczy to każdej
działalności i dowolnej pracy na rzecz AA.
Wreszcie
jednak pewnego razu wpadł mi w ręce tekst 12 Tradycji AA w oryginale.
Przeglądałem je bez większego zrozumienia, wyszukując jedynie pojedyncze słowa,
które byłem w stanie rozpoznać. I tak w treści Tradycji VIII zaskoczył mnie
bark słowa „honor” albo „honour”
(po amerykańsku lub angielsku). Było za to słowo „nonprofessional”,
a to, nawet przy mojej właściwie żadnej znajomości języka, byłem w stanie
zrozumieć i przetłumaczyć, jako „nieprofesjonalista”,
„nieprofesjonalny”, „niezawodowy”.
Czyli nie
chodziło o pracę honorową (poważną, zaszczytną), ale po prostu o to, że
alkoholicy nie mają być profesjonalistami! No tak, ale jakimi profesjonalistami
mają nie być? Czy może profesjonalistami maklerami, prawnikami, lekarzami, bankierami?
Na pewno nie! Czyli… mają nie być profesjonalnymi alkoholikami, a
dokładnie profesjonalnymi anonimowymi alkoholikami.
Nieco później
doczytałem jeszcze stosowne komentarze oraz pełny, a nie
skrócony, tekst Ósmej Tradycji w książce „Dwanaście Kroków i
Dwanaście Tradycji” (polecam!) i prawie wszystko
stało się jasne.
Właśnie…
prawie, bo zostały bez odpowiedzi jeszcze dwa pytania:
1. Dlaczego
niby jakiś anonimowy alkoholik ma nie być profesjonalnym anonimowym
alkoholikiem, w czym to szkodzi i komu? W końcu tylu terapeutów…
2. Gdzie więc ma przebiegać granica pomiędzy zawodową
(profesjonalną) i niezawodową działalnością w służbach Wspólnoty AA?
Po ostatnich
zmianach ustrojowych w Polsce okazało się, że wiele firm czy instytucji musi
nauczyć się funkcjonowania w warunkach gospodarki rynkowej. Nie ominęło to
również służby zdrowia, a w tym poradni odwykowych. Powstały zresztą także
ośrodki zupełnie prywatne.
Środowisko
alkoholików (anonimowych i nie tylko) zareagowało z czułością sejsmografu
– w przerwach mityngów AA, na forach internetowych i warsztatach,
pojawiły się, i co jakiś czas wracają, pytania o to, czyje interesy realizuje w
takim układzie alkoholik-terapeuta, swoje, jako alkoholika i członka AA, czy
może również swoje, jako pracownika takiej lub innej „firmy
odwykowej”?
Nie
biorę udziału w takich dyskusjach i spekulacjach, ale trudno jest udawać, że
pytania i wątpliwości nie istnieją. Zastanawiałem się więc,
czy ja byłbym gotów zawierzyć bezwarunkowo jakiemuś innemu alkoholikowi, gdybym
miał wątpliwości, czy chodzi mu tylko o moje dobro, czy może o interes firmy, w
której pracuje i w której dodatkowych pięciu pacjentów może oznaczać lepszy
kontrakt z Funduszem? Albo coś w tym stylu.
Jest też
rzecz jasna także i druga strona medalu – czy, gdybym faktycznie został
terapeutą, mógłbym nadal i bez wątpliwości być jednocześnie członkiem Wspólnoty
AA i stosować jej zasady we wszystkich swoich poczynaniach? Czy nie wystąpiłby
tu, znany z amerykańskich filmów, konflikt interesów?
Ostatecznie po
kilku latach rozważań doszedłem do odkrywczego (!) wniosku,
że Wspólnota AA oraz jej Program mają wymiar duchowy, a przecież duchowe jest
to, co niematerialne. Duchowość AA, niesienie posłania tym, którzy wciąż
jeszcze cierpią, nie jest na sprzedaż – nie ma i nie może być na nie
ceny…
Jakie
działania w takim razie mogą podejmować alkoholicy odpłatnie, by pozostać w
zgodzie z ideą Ósmej Tradycji? Gdzie leży granica? Teoretycznie łatwo jest na
te pytania odpowiedzieć – działanie w ramach Dwunastego Kroku, niesienie
posłania drugiemu alkoholikowi, nie może nigdy i w żadnym przypadku wiązać się
z korzyściami materialnymi. Alkoholik, który rozmawia z drugim alkoholikiem,
przedstawiając mu swój dramatyczny piciorys i
zastosowaną metodę wyzwolenia, jest naturalny i autentyczny, ale jeśli będzie
to robił za pieniądze – straci całą wiarygodność w mgnieniu oka.
Oczywiste
jest, że człowiek, który po osiem godzin dziennie pakuje i szykuje do wysyłki
literaturę AA, na przykład w BSK, nie niesie posłania. Jest pakowaczem i
ekspedytorem, i za to trzeba mu normalnie zapłacić, bez względu na to, czy jest
alkoholikiem czy nie. To jest najprostszy przykład. Jednak w życiu nie zawsze
jest tak łatwo…
Czy Wielka
Księga nie stanowi posłania dla tych, którzy wciąż jeszcze cierpią i to na całym
świecie? A przecież Bill W. do końca życia brał za nią
tantiemy…
Czy jest
naruszeniem VIII Tradycji praca alkoholika, psychologa i terapeuty? Przecież w
swojej pracy może opierać się on na współczesnej psychiatrii i psychologii
– nie musi nieść posłania w ramach Dwunastego Kroku Anonimowych
Alkoholików…
Wspólnota AA
nikomu nie nakaże, ani nie zabroni wykonywania takiej czy innej pracy
zarobkowej. W konkretnych przypadkach pozostaje więc
sumienie, uczciwość i osobista rzetelność. Zawsze przecież można zadać sobie
pytanie: czy zarabiam na tym, że jestem AA? A jeżeli nie potrafię odpowiedzieć
sobie sam na tak postawione pytanie, to zawsze mogę przecież zapytać członków
swojej grupy…
Chciałem
kiedyś być terapeutą. Ale czy chciałbym tego równie mocno, jeśli w ogóle,
gdybym nie był alkoholikiem? Ano właśnie… I już znam odpowiedź.
Granicę i
różnicę znakomicie „widzę” na swoim przykładzie. Pisuję różne
teksty, recenzje, omówienia na strony internetowe, dla sklepów, wydawnictw,
itp. Mam z tego pewne profity. No i nie jest dla mnie niczym dziwnym, że
zleceniodawca sugeruje czasem, żebym zmienił, poprawił, albo następnym razem
uwypuklił… to czy tamto. Normalne. Kto płaci – ten wymaga.
Piszę także
różne teksty związane z alkoholizmem i Programem AA, na strony i grupy internetowe
oraz na potrzeby czasopism (biuletynów) o charakterze „branżowym”, np. „Zdrój”, „Karlik”,
„Mityng”. Za tą działalność nie mam żadnych dochodów czy zysków,
ale powiem szczerze, że ma to także swoje zalety –
kiedy redaktor naczelny jednego z tych pism zaczął mi stawiać jakieś
warunki, spokojnie i bez obaw mogłem jego żądania odrzucić – niosąc
posłanie, a tak właśnie traktuję swoje „alkoholowe” teksty –
robiąc to bez jakichkolwiek korzyści finansowych, mogę być odporny na wszelkie
naciski. Oczywiście w przypadku tekstów płatnych na tego typu postawę wobec
zleceniodawcy pozwolić bym sobie nie mógł. I to też jest normalne i oczywiste.
A na
koniec to, co uważam za najważniejsze: gdybym miał istotę VIII Tradycji wyrazić
jednym zdaniem to byłyby to słowa zaczerpnięte z Ewangelii św. Mateusza:
"Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie…”
Meszuge (III 2008)
Miłość czy przygoda...
Czy można
liczyć na przygodę w Kroku VIII? Jestem przekonany o dobrym wyborze
najlepszego, co nazywamy pokorą. Poprzedni, VII Krok sugeruje nam, abyśmy zwrócili się do
Niego w pokorze. Taki stan ducha gwarantuje nam rozpoczęcie pracy przy pomocy
sugestii zrobienia listy osób, którym chcemy zadośćuczynić za wyrządzone
krzywdy.
Dobrze
jest być gotowym, mieć oczy i uszy otwarte po to, żeby uwolnić siebie i innych
od uraz.
Jeszcze
lepiej wykonać tę pracę pod okiem sponsora, który może ukierunkować działania i
pomoże w zrozumieniu tej decyzji spisania wszystkich osób bez wyjątków, dla
których wyrażamy szacunek. To bezpieczny powrót do uporządkowania własnych
myśli i postaw wobec tych osób, które przez nas cierpiały.
Tu pokora
potrzebna jest do podjęcia decyzji. Nic nie może nas usprawiedliwić za podjęcie
odpowiedzialności za pijackie życie i jego błędy. Pokora wskazuje nam drogę do
uzupełnienia braków. Brak szacunku do innych ludzi stawiał nas na margines. Nie
mogliśmy normalnie współżyć i tworzyć. Życie na marginesie było uciążliwe.
Teraz przygotowujemy plan, dzięki któremu możemy uwolnić siebie od poczucia
winy, strachu, wstydu i wszelkiego zakłopotania.
Jako
dojrzali ludzie stawiamy za cel niesienie posłania. Uwolnienie
od przeszłości, dzięki gotowości zadośćuczynienia im, stajemy się przyjaźni i
otwarci na innych. W ten sposób widzimy i słyszymy tych, którzy są w potrzebie
otrzymania pomocy. Nasza wiedza o współżyciu może im ułatwić wyjście z
niewiedzy. Jest sposób, jest wyjście, teraz możemy realizować cel, możemy wyjść
poza siebie.
Lista osób
skrzywdzonych to także pierwszy krok do naprawiania stosunków z innymi ludźmi.
Do Wspólnoty przychodzą ludzie pogubieni, a my nie możemy ich nie zauważyć, nie
usłyszeć.
Nam podano
rękę, mamy sponsorów i możemy być sponsorami, więc staramy
sie wypełniać obowiązki uczciwie. Nasze życie w
trzeźwości na kredyt obdarzyło nas darami uzdrawiającymi.
Bycie
aktywnym na mityngu, praca ze sponsorem, czytanie literatury, poświęcenie w
służbach – oto przykłady realizowania programu 12x12.
Tym
sposobem wskazujemy innym drogę do życia w trzeźwości. Stajemy sie tolerancyjni i akceptujemy potrzeby wzrastania przy
pomocy programu 12x12. To taki proste i pewnie podoba się Bogu
.
Jesteśmy potrzebni, Bóg ma względem nas zamiary przywrócenia nas do godności ludzkiej. Żyć trzeźwością to być odpowiedzialnym za życie i przekazanie tej odpowiedzialności innym. Starajmy się nie lekceważyć tego, co wypracowali wszyscy przed nami. Oni pozostawili w spadku życie w trzeźwości, pogodę ducha, nadzieję...
AS- AA
Spotkanie warsztatowe: „Prowadzący mityng
AA”
Po raz
trzeci wziąłem udział w warsztacie o tej służbie. Mój osobisty pogląd po raz
kolejny uległ znacznemu przeobrażeniu w wyniku wysłuchanych wypowiedzi.
Wypowiedzi
uczestników skoncentrowały się na trudnościach w spokojnym przeprowadzeniu
mityngu. Niektórzy sugerowali, aby mityng przerywać jeśli
jest osoba zakłócająca spokój. Inni opowiadali o wypraszaniu bardzo uciążliwych
alkoholików. Zastanawialiśmy się, co możemy zrobić jeśli
mityng zakłóca pijany? A jak delikatnie wyprosić np.:
Al-anonkę z mityngu zamkniętego, tylko dla
alkoholików? Otwierać wówczas mityng czy głosować? A czy one nas wypraszają?
Mówiono
też o spóźnialskich, którzy przeszkadzają hałasując odsuwanymi krzesłami,
nastawiają szumiący czajnik z wodą zakłócając czytane zasady AA, czasem nie
będąc wciągnięci w temat zgłaszają zupełnie inny, własny, oderwany od
dotychczasowego. Zaburzają tym samym spokój wprowadzając dezorientację. Ktoś
wspomniał o przyjaciołach przedstawiających się jako
alkoholicy a następnie recytujących listę innych własnych uzależnień. Czy na
mityngu AA konieczne jest wymienianie innych swoich uzależnień? Czy takie osoby
chcą pokazać, że są inne niż pozostali zgromadzeni na sali? Często odbiegają w
swych wypowiedziach od istoty spotkań AA, które w zasadzie powinny koncentrować
się na tym: CO DZIŚ ZROBIŁEM ABY SIĘ NIE
NAPIĆ!
Jesteśmy
alkoholikami i to nas najbardziej interesuje, aby trwać w trzeźwości i pomagać
innym. Jestem przekonany, że AA nie jest panaceum na wszystkie uzależnienia, a
mam również wątpliwości czy jest panaceum na alkoholizm.
Jeden z
uczestników warsztatu długo opowiadał ile ulgi przynosi mu wyrzucanie z siebie
swoich radości i trosk na mityngach AA. Częstym zwyczajem grup jest
rozpoczynanie mityngu od tego punktu. Mówi się wówczas o cioci, o złej żonie, o
tym co było w minionym tygodniu, o pracy i
niepowodzeniach w biznesie. Słowem o wszystkim tylko nie o tym
co zrobić, żeby nie pić w związku z tymi nieszczęściami. Mówienie o tym,
co mnie boli i mnie przynosi ulgę, ale czy koniecznie trzeba to robić na
mityngu, zamiast na spotkaniu ze sponsorem lub psychologiem? W tych
wypowiedziach dało się wyczuć wiele przyzwyczajeń z terapii, podczas których
wielu z nas skorzystało z pomocy specjalistów. Ale mityng AA nie jest przecież
spotkaniem terapeutycznym, a prowadzący nie jest lekarzem ani psychologiem. Z
literatury AA wyczytałem, że najprostszym sposobem na konstruktywną wypowiedź
mityngową jest powiedzenie: „kim byłem, co się ze mną
stało i jaki jestem obecnie”.
Nie są to
jedynie moje wątpliwości, staram się jedynie oddać ducha spotkania
warsztatowego. Nie zapisywałem dokładnie wypowiedzi więc
to, co piszę o przebiegu tego warsztatu jest sentencją tego co mi po nim
zostało w głowie, co mnie przekonało a co wydało się nieco wygórowanymi
oczekiwaniami prowadzących.
Jedna z
przyjaciółek opowiadała jak w służbie prowadzącego przeszkadzały jej szepty i pogaduchy, głośne uwagi, komentarze bądź odbieganie od
tematu podczas wypowiedzi alkoholików. Jak skrócić czas wypowiedzi, zwłaszcza
tych mówiących nie na temat i tych, którzy zabierają głos po raz kolejny? Jak
ich zdyscyplinować? Jak to ukrócić? Dało się odczuć wiele zapału i dobrych
chęci wśród uczestników warsztatu i doświadczonych prowadzących. Opowiadano jakiego stażu w trzeźwości powinno się wymagać od
kandydata na prowadzącego. Czy powinien znać tradycje AA, czy powinien mieć
sponsora, a jak ma prowadzić i czy powinien przerywać wypowiedzi.
Powinien się przygotować do mityngu, czy robić go spontanicznie?
Propozycji wymogów było wiele. Prawdę mówiąc nie doszliśmy do stanowczych
wniosków rozwiązujących te problemy i wątpliwości.
Gdy tak
siedziałem wsłuchany w te wypowiedzi próbowałem sobie przypomnieć ile ja
wiedziałem o tradycjach AA, gdy spróbowałem być prowadzącym? Niewiele. Słowo
wam daję. A
stosować te zasady we
wszystkich swoich poczynaniach… eee! Szkoda
gadać! Zawstydzam się jak sobie wspomnę. Miałem wówczas przekonanie, że jako
prowadzący jestem najważniejszy w tej grupie, że ode mnie zależy czy ta grupa
będzie wzrastać. Miałem ambicje, aby to był najlepszy mityng w okolicy, a w
przyszłości w Polsce, i to nie było ostatnie moje marzenie. Pyszniłem się i
stroszyłem. Wkurzali mnie spóźnialscy, bo hałasowali i ktoś mógł nie usłyszeć
moich mądrych wypowiedzi. O zasadzie swobodnego wchodzenia i wychodzenia
wówczas nie wiedziałem. Z MOJEGO MITYNGU, podczas mojej wypowiedzi nikt nie
śmiał wyjść! Najlepiej żeby wszyscy wstrzymywali oddech kiedy
ja go nabierałem by dać głos. Najbardziej lubiłem tych, co powoływali się na
to, co powiedziałem. Wpadałem w ostatniej chwili i z radością widziałem
przygotowane dla mnie miejsce, herbatkę, kawkę, poukładane książki i materiały
na stoliku, ustawione krzesła i osobny kubeczek z paluszkami dla mnie.
„Siadałem za kierownicą i kierowałem.” Jakie to wszystko dziś
wydaje mi się bliskie, śmieszne i straszne. Jakie znajome. W
głębi duszy czułem, że góruje nad szarą masą! A mimo tych
głupot nie piłem i
udaje mi się nadal nie pić. Pewnie widzieliście nie raz takich nadętych
prowadzących jak ja. Ale nikt mi nie zwrócił uwagi, daliście mi czas w swojej
tolerancji i miłości aowskiej. Z wolna przeszły mi te
zapędy do nauczania innych i wolniutko przychodzi czas na uczenie się od Was.
Bardzo chciałem nie pić, więc mimo że byłem
„zielony” prowadziłem mityng i stopniowo poznawałem sens służby.
Nie odwołano mnie, nie przeszkadzano.
Dziś czuję się
wdzięczny tym wszystkim przeszkadzającym, tym pijanym, szalonym, tym
zaburzającym, zakłócającym i poszeptującym, i tym którzy
nadal cierpią choć tego nie chcemy. To nie ich wina, tacy się urodzili. Ale i
dla nich jest nadzieja jeśli tylko zdołają zachować
uczciwość wobec samych siebie. A ja? Jaki ja byłem lub jestem?
Przypomniała mi się opowieść Billa, który zbierając
sugestie do napisania tradycji AA doszedł do wniosku, że gdyby uwzględnić
wszystkie to
nikt, absolutnie nikt nie byłby w stanie ich spełnić, a tym samym byłby nie
godny przystąpić do AA.
Wyniosłem z
moich doświadczeń bardzo ważną naukę – nawet głupcy i ignoranci, oni też mają
swoją opowieść.
Pozdrawiam Was i zapraszam do udziału w kolejnych warsztatach. Warto czasem trochę potrzeźwieć!
18.07.2008, Anonimowy uczestnik.
Warsztaty nt. służby „Prowadzący mityng AA” - notatki uczestników
Takie było motto tych warsztatów: „O
co właściwie chodzi w tym całym Trzecim Legacie? I jakich
konkretnie spraw owa służba ma dotyczyć? Odpowiedź jest prosta. Służbą AA jest
wszystko to, co w dozwolony sposób pomaga nam dotrzeć do naszych cierpiących
braci i sióstr.” Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość.” str. 181
Kto
wybiera Prowadzącego i jakie są jego podstawowe obowiązki? Z kim
prowadzący ustala program przebiegu mityngu?
- Sumienie
grupy, prowadzący powinien szukać (przygotować) swojego następcę.
- Sumienie
grupy poprzez głosowanie.
- Mieć
świadomość służby a nie rządzenia, rzecznik, mandatariusz (grupa wiodąca).
- Prowadzącego
powinno wybierać sumienie grupy. Jego obowiązki to służenie grupie przez
prowadzenie mityngu czyli przygotowanie tematów,
czuwanie nad kolejnością wypowiedzi, bycia w zgodzie z Tradycjami i dzielenie
się siłą i nadzieją.
-
Program (zasady) przebiegu mityngu, literaturę czytaną na spotkaniach ustala
grupa na inwenturze. Prowadzącego mityng akceptuje sumienie grupy –
chętny może zgłosić się sam albo kandydatura może być przedstawiona przez
innego uczestnika mityngu. Obowiązkiem prowadzącego jest punktualne rozpoczęcie
spotkania, przywitanie osoby nowoprzybyłej, dbanie o kolejność wypowiedzi,
taktowne czuwanie nad przestrzeganiem zasad.
Czego
można oczekiwać od kandydata na Prowadzącego /np. jaki okres abstynencji,
punktualność, opanowanie, znajomość Tradycji, itp.)
-
Odpowiedzialności, „jakości” trzeźwienia.
-
Zachowania porządku na mityngu, uczenia się pokory.
-
Ja uważam, że minimum pół roku a nawet rok, kultura osobista, znajomość
tradycji.
-
Trzeźwości, odrobinę pokory, opanowanie – stanąć w prawdzie „nie
jestem taka dobra, jak myślałam o sobie”.
- Sądzę, że
warto by osoba chcąca prowadzić mityng, była wprowadzona przez kogoś
doświadczonego, o dłuższym stażu, by łatwiej i lepiej weszła w tę służbę.
Często mówić o okresie minimalnym abstynencji, jaki powinien mieć, bo
„rozwijają się” wszyscy w innym, własnym tempie. Podobnie z
punktualnością. Ja z reguły nie jestem punktualny a na mityngi
jako prowadzący prawie nigdy nie spóźniam się.
-
Systematyczności, punktualności, znajomości zasad, taktu, determinacji w
trzeźwieniu i pracy nad Programem.
Jaki czas
pełnienia tej służby sprawdza się w praktyce i czym to jest podyktowane?
- To zależy od
zasad grupy. Na mojej grupie – rok.;
- Sądzę, że
min. 6 miesięcy a idealnie 12 miesięcy. To czas, by poznać, zaobserwować,
nauczyć się i skorygować.
- Od pół roku
do roku. Nie dłużej. Nabycie pewności siebie, przygotowanie następcy. Efektem
dłuższego okresu pełnienia tej służby może być chęć błyszczenia, ugruntowanie
pychy bądź „uśpienie” pracy nad sobą.
W jaki sposób Prowadzący
może „czuwać” nad przestrzeganiem Tradycji AA i zasad wypowiedzi.
- Wypowiedzi na temat i kolejność
wypowiadających na tematy.
-
W tym ma pomagać rzecznik, prowadzący nie zawsze może
wychwycić łamanie zasad wypowiedzi- rola rzecznika - pomaga prowadzącemu,
przerywać, gdy ktoś mówi długo a zabiera głos 2 lub 3-krotnie.
-
Myślę, że najdelikatniejszą i mało kontrowersyjną
dla innych formą jest cytowanie, czytanie odpowiednich tekstów
z literatury AA pomiędzy wypowiedziami i to jest sposób
jasny ale i delikatny na zwrócenie
uwagi, że wypowiedź powinna dobiegać końca – np.
dzwonek..
-
Przypominanie z taktem poprzez przeczytanie po wypowiedzi „łamiącej”
zasady i Tradycje odpowiedniego fragmentu z literatury. Zbyt nabrzmiałą
atmosferę może złagodzić ponownym zmówieniem Modlitwy o Pogodę Ducha.
W jaki
sposób Prowadzący może zachęcać do wypowiedzi, do udziału w mityngu?
-
Podać w ciekawy sposób tematy.
-
Czytając nawet 1 zdanie z Refleksji, mały fragment z 12x12.
-
Poszerzać, wyjaśniać, wprowadzać w dany, zaproponowany temat. Mówienie samemu,
podawanie własnych przykładów.
-
Podanie kilku tematów, wypowiedzią zawierającą własne doświadczenia,
przeczytaniem fragmentu literatury, „Mityngu”,
„Zdroju”.
Co
dało Ci pełnienie służby Prowadzącego mityng?
-
Zaakceptowanie samej siebie, przestałam oceniać innych; - Odpowiedzialność.
- Poczucie, że
jestem przydatna, uczy mnie prawdziwej pokory.
- Nauczyło
mnie więcej pokory, cierpliwości, odpowiedzialności. Zachęciło do poznania,
czytania literatury, zasad, Kroków AA.
- Pozbycie się
chorobliwej nieśmiałości, lęków przed wypowiedzią, systematyczności.
- Dowiedziałam
się, że prowadzący, to nie „mityngowi gwiazda”, lecz osoba, która
dba o prawidłowy jego przebieg.
Co
przeszkadzało Ci w prowadzeniu mityngów /albo/, co przeszkadza Ci objąć taką
służbę?
- Na początku
obawa czy dobrze prowadzę mityng.
- Dobieranie
tematów z „Codziennych Refleksji”.
- „Pogaduchy”, co traktuję jako
komentarze do wypowiedzi danej osoby.
- Strach, że
sobie nie poradzę, ze się nie sprawdzę, że grupa mnie nie zaakceptuje.
Nieznajomość „procedur” – kolejności czytanych na początku
tekstów.
- Robienie
zamieszania poprzez głośne wchodzenie do sali w trakcie trwania mityngu,
wędrówki po sali więcej niż jednej osoby równocześnie, dźwięki telefonów,
notoryczne łamanie zasad (nie trzymanie się tematu, długa wypowiedź nie zawsze
spójna mimo jasnych zasad wypowiadających się osób z długim stażem trzeźwości),
traktowanie każdego mityngu przez daną osobę jako
mityngu spikerskiego.
Punkt Informacyjno - Kontaktowy, Brazylijska 10, Warszawa dn. 12.07.2008
LISTY
DO REDAKCJI
Mam jeszcze sporo do zrobienia
Mam
na imię
jakoś
tam. Zresztą,
imię
nie ma tu większego
znaczenia, tak jak ilość
lat picia czy niepicia.
Wiem jedno - że
jestem alkoholikiem, człowiekiem
do końca
moich dni skazanym na tę podstępną
chorobę.
Nigdy jeszcze nie powiedziałem,
że
jestem szczęśliwym
z powodu mojej choroby,
bo na dzisiaj byłbym
wielkim kłamcą wobec siebie i
innych ludzi.
Kiedy
udało
mi się
parę
lat temu zakręcić korek od butelki, myślałem, że świat będzie należał do mnie. Że wszystko
co potraciłem
było
wynikiem mojego alkoholizowania się przez całe lata. Wychodząc z terapii przez pierwsze miesiące
wyłem
z bólu
istnienia, głodu
alkoholowego. Nikt mnie nie rozumiał, nikomu nie ufałem. Byłem sam. To było wtedy dla mnie
prawdziwe piekło.
Modliłem
się
gorąco
do Boga którego, tak nienawidziłem i przekląłem
na wieki, za całe
swoje życie.
Przekląłem
Go i zarazem się do Niego modliłem, paradoks. Chaos.
Zaczęło
do mnie jednak docierać,
że
jest to jedyna jakaś
Siła,
która
może
mnie uratować
od tego cierpienia. Czułem,
że wcale nie muszę mieć tych potwornych kaców gigantów i pić całe lata, nie muszę z powrotem trafić do piekła. Przyszedłem
więc
do AA. Nie byłem
sam.
Na
początku
trochę
się
przestraszyłem
tej nowej drogi trzeźwości, a nawet zacząłem
w nią
wątpić. Pojawiały się myśli: a po co to
wszystko? Wcześniej
jak piłem
było
wszystko dobrze. A olać
to całe
trzeźwienie,
iść
się narąbać - będzie mi lżej i nie będę tego czuł? Tu, na te całe AA chodzą sami idioci,
popieprzona sekta cwaniaczków, nie mają co do roboty, tylko chodzą na te spotkania i
klepią to samo w koło Macieju? ... Ja naprawdę tak myślałem.
Dziś wiem, że to były oznaki mojej
choroby, która
znajdzie każdą furtkę aby podstępnie się wślizgnąć
i doprowadzić
do rezygnacji ze zdrowienia. Bowiem, jak pamiętam, zawsze kiedy szedłem pić to mówiłem: mam to wszystko
gdzieś,
idę
pić
i nic już
mnie więcej
nie obchodzi, tylko uciec gdzieś, gdzie będę miał upragniony „spokój”. Właśnie tak u mnie działało się latami, co spowodowało
chorobliwe przyzwyczajenie do ucieczki od życia i wszystkiego, co moje życie otaczało. Tak było, kiedy piłem.
Dziś, kiedy już alkohol wyparował mi z głowy, zaczynam widzieć świat innymi oczami, mam inne spojrzenie
na ludzi i na siebie samego. Inne spojrzenie na Boga, którego niegdyś śmiałem nienawidzić.
Uczę się codziennie życia na nowo, każda czynność
jaką
podejmuje w dniu codziennym
jest wielką
nauką,
bo tak naprawdę
nigdy nie znałem
życia
na trzeźwo,
ciągle
byłem
„na
fali”
albo przytłumiony,
znieczulony alkoholem.
Nowe
swoje życie
nazywam drogą
czy podróżą,
spotykam na tej drodze różnych
ludzi, spotykają
mnie różne
sytuacje życiowe,
czasami bolesne, a czasami miłe.
A ja nie pije, nie szaleję.
Nawet mi się
to spodobało,
i co najważniejsze
- ja naprawdę
chcę
iść
dalej, już
nie na pokaz
tylko z własnego
wyboru.
Wierzę, że nie zawrócę z tej drogi, bo
uwierzyłem
w siebie i w moją
niewidzialna Siłę, którą dziś nazywam Bogiem.
Jest On moim opiekunem, ojcem, kumplem i przyjacielem prawdziwym. Odnalazłem swojego Opiekuna
właśnie na spotkaniach
Anonimowych Alkoholików,
za co jestem Wspólnocie
wdzięczny.
Chodząc
na mityngi poznaję
program 12 kroków
i 12 tradycji AA. Jest on dla mnie tak ważny jak chleb i woda potrzebna do życia. Odkryłem też, że moje osobiste życie zmienia się
na lepsze, jest we mnie coraz mniej złości, lęku i pojawiła się chęć
pomagania innym.
Ktoś kto mnie zna osobiście, może zapytać mnie: jak taki
zacny jesteś
i tak dobrze już
idziesz po swojej drodze, to dlaczego rozwiodłeś się żoną?
Nie wiem. Bo może oprzytomniałem, bo może tak będzie dla nas obojga,
bezpieczniej.
Nie wiem, ale z pewnością mam jeszcze sporo
do zrobienia.
D., Anonimowy Alkoholik
Mam na imię Tadeusz jestem alkoholikiem.
Moje uzdrowienie z alkoholizmu /cz. II/
Natura deszczu jest jedna, ale powoduje ona, że
rosną zarówno ciernie na bagnach, jak i kwiaty w ogrodach. Wybrałem to drugie.
Zapragnąłem być kwiatem w ogrodzie. Natura Programu AA też jest jedna, ale w
chorym umyśle mogę zacząć "interpretować'
, tworzyć "swój " program i mogę zostać cierniem.
Miałem takie zakusy. Chodzenie na mityngi to tylko element całości. Bez pracy
we wszystkich obszarach ten Program zaczyna być innym tworem - moim. Trzymam ze
zwycięzcami, z tymi, którzy przetestowali ten Program na sobie i potwierdzają
swoim życiem, że działa. To, co teraz robię, to mój stały rozwój duchowy.
Przyjąłem go jako obowiązek zdrowego człowieka - jako
ludzkie dojrzewanie. Ale to nie jest taki obowiązek, który muszę spełnić.
Wynika on już z potrzeby. Jest już
REZULTATEM. Jestem wolnym człowiekiem, a wolność dla mnie to również
zrozumienie konieczności. Realizacja tego Programu doprowadziła mnie do Boga.
Najpierw urzekły mnie słowa Desideraty: " pamiętaj,
jaki pokój może być w ciszy".
Pokochałem ciszę. Uwielbiam ją dzisiaj i dbam o to, by każdego dnia znalazła
się w moim życiu... Wcześniej nie potrafiłem żyć bez hałasu, zamętu, zakłócaczy. Nie potrafiłem zasnąć bez grającego radia lub
gadającego telewizora. Bałem się ciszy. Porażała mnie. W ciszy słyszałem i czułem
przerażający szum i dzwonienie w uszach. W ciszy spotkałem się jednak ze swoim
sumieniem, które wcześniej zagłuszałem w każdy możliwy sposób.
I zacząłem
wreszcie słuchać: siebie, ludzi i Boga. I usłyszałem. Zacząłem GO poznawać. W
ciszy znalazłem porozumienie ze swoją podświadomością - moim największym
przyjacielem i sprzymierzeńcem. W niej moja duchowość spotkała się z
religijnością i nauczyłem się je rozróżniać. Wiara w Boga, moja religia
potwierdza w pełni to, co mówi Program AA. Usłyszałem i przyjąłem to, iż dla
Niego nie ma rzeczy niemożliwych. Bóg ma moc uzdrawiania, ale uzdrawia tylko
tych, którzy o to wytrwale proszą. Moja wiara opiera się na tym. Uzyskałem to
dzięki Krokom II, III, VII, XI. I najpiękniejsza modlitwa, jaką poznałem.
Modlitwa XI Kroku – św. Franciszka: Panie uczyń
ze mnie narzędzie Twego pokoju...... - odmawiam ją
codziennie. Dzisiaj żyję tylko trzema Krokami: X, XI, i XII, które zawierają w
sobie cały program budowania nowego życia. Do pozostałych wracam tylko, gdy
pracuję z podopiecznym, na warsztatach - ale najpierw je gruntownie
przepracowałem i uznałem za zrealizowane. Wyzdrowienie jest dla mnie darem.
Darem - nie nagrodą. Nagrodą jest szczęśliwe i radosne życie. Otrzymałem go
(ten dar) i już nie proszę, tylko dziękuję.
Jak wiadomo,
jako aowiec znałem się na wszystkim: polityce, gospodarce i piłce
nożnej. Jednak, gdy dochodziło do zetknięcia poprawnej polszczyzny z programem
gubiłem się. Przytoczę aforyzm ulubionego przeze mnie Phila
Bosmansa: "Zaśmieciliśmy
nie tylko wodę, powietrze i ziemię lecz również słowo,
które jest łącznikiem między ludźmi".
Oddaje on dokładnie to, co obserwuję w życiu Wspólnoty. Pewne wydarzenie kilka
lat wstecz, z 2003 roku, uświadomiło mi jaki jest tego
stan.
W naszej
kwidzyńskiej Wspólnocie był głód sponsorowania. Dowiedzieliśmy się, że
warsztaty przygotowujące do bycia sponsorem organizuje już
"Warszawa", więc z przyjacielem udaliśmy się tam po materiały i
doświadczenia. I okazało się, ku mojemu
zaskoczeniu, że w materiałach do warsztatu jest coś takiego, jak praca ze
słownikiem. Na warsztacie, który zorganizowaliśmy, w trakcie realizacji każdej
sesji musieliśmy napisać sens i znaczenie podanych słów dotyczących danego
kroku przy pomocy słownika. Okazało się, w konfrontacji z rzeczywistością, że
mieliśmy mgliste lub wypaczone pojęcie wielu używanych w tekstach słów. Sądzę,
że nie jest możliwe, przynajmniej dla mnie, zrozumienie tekstu, bez znajomości
prawidłowego znaczenia sensu poszczególnych słów. Miałem i mam wielu
nauczycieli we wspólnocie, ale pierwszym, który przywiązywał do tego wagę był
mój sponsor. Przekonałem się, że ma to później w życiu wielkie znaczenie.
Dzięki
realizacji Programu uzyskałem świadomość mojej odpowiedzialności za słowo - to
mówione i pisane. Że program prowadzi również do zmiany sposobu mówienia i
wyrażania swoich myśli i uczuć. Zacząłem myśleć jasno, logicznie i racjonalnie,
rozpoznawać swoje uczucia, nazywać je oraz mówić o nich. Na terapii zwrócono mi
również na to uwagę. Mówiono, że precyzyjne nazywanie obniża poziom lęku. Już
nie mówię chciałbym, mógłbym lecz : chcę, postanawiam,
zdecydowałem, wprowadzam w życie, realizuję. Nie jestem już uczniem. Nauka jest
już tylko elementem mojego działania. Przyjąłem, że Program AA jest do
realizowania, a nie studiowania. Nauczyłem się również wiązać rzeczywistość ze
słowem:
że słowo "stół" oznacza stół
że słowo "myśleć" oznacza myślenie
że słowo "dar" (trzeźwość, zdrowie) oznacza coś,
co otrzymałem, więc dziękuję za to. I nie proszę już o to, co otrzymałem,
bo to dla mnie nielogiczne
że słowo "całkowicie" gotowy (Krok VI) oznacza:
zupełnie, absolutnie, w pełni, do cna, kompletnie, bez wyjątku
że słowo "jedynie" w Kroku XI oznacza, iż nie
proszę o nic więcej tylko o poznanie Jego woli oraz o siłę do
jej spełnienia
Mam
przekonanie, że człowiek zdrowy to wcale nie taki , który
może pić alkohol, a chory to ten, który nie może. Dzisiaj mogę pić, ale
podjąłem świadomie decyzję, że nie chcę. Powiedziano mi o tym na pierwszym
mityngu. O tym, czy sięgnę po ten pierwszy kieliszek decyduję ja, o następnych
już nie, gdyż taką mam przypadłość jako alkoholik.
Jest to moja świadomość, a nie strach przed piciem. Dzisiaj znam wagę każdego
słowa Programu 12 Kroków. Nie wyobrażam sobie, bym nie znał znaczenia tych 160 słów z których on się składa. Programu, który przyjąłem,
jako swój. Nie wyobrażam sobie możliwości realizacji go przy zamglonym lub
wypaczonym sensie i znaczeniu jego tekstu. Nie jestem geniuszem ani wybitnie
zdolnym, tylko zdolnym ale zdolnym do wszystkiego -
zmanipulowania znaczenia słowa również, dlatego używam słownika i nie wstydzę sie tam zaglądać. Należę do jeszcze jednej wspólnoty -
narodowej, która nazywa się Polska. Kocham swoją ojczyznę i jej język, który
jest dziedzictwem historycznym, kulturowym i narodowym i czuję wielki szacunek
do niego. Staram się nie zaśmiecać i nie rozwadniać go. Mam swoje zdanie i nie
jestem już papugą. Nie powtarzam słów zasłyszanych, których znaczenia do końca
nie znam. Jestem odpowiedzialny za to, co piszę i mówię, ale również za to, co
przemilczam, czego zaniechuję, bo grzech zaniechania jest większy od grzechu
popełnienia. Z czystej ciekawości zagłębiłem się w semantykę, retorykę i
pragmatykę języka polskiego. Okazuje się, że wszystkie zasady są jednakowe dla wszystkich -
dla alkoholików również. Nie muszę tworzyć sztucznego języka, który wypacza
nadane wcześniej znaczenie słowom, których używam. Ale to też moja przypadłość
- manipulowanie - przy języku lub językiem. Dzisiaj mam jasność znaczenia
takich słów jak: abstynencja, trzeźwienie, trzeźwość, zdrowienie, wyzdrowienie,
zdrowie, zdrowy rozsądek, itp. Te słowa odnoszą się do konkretnej
rzeczywistości, rozróżniam je dokładnie. Mnie alkoholika obowiązują te same
zasady moralne, etyczne, duchowe, językowe, co pozostałą część społeczeństwa.
Czy lepiej być
zdrowym czy chorym? albo
Co jest dla
mnie lepsze?
Żyje się raz
mówi głupiec.
Żyje się raz
mówi mędrzec.
Obaj
to samo mówią a żyją inaczej. Jedno jest dla mnie życiem chorego, drugie
zdrowego.
Byłem tym pierwszym, wybrałem to drugie.
Alkoholizm jest chorobą szukania ulgi. Ja też jej początkowo chciałem.
ciąg dalszy w MITYNGU wrześniowym
O przyjaźni w życiu i w AA
Dawno,
dawno temu, na jakiejś prywatce w akademiku, spotkałem dziewczynę. Siedziała w
kącie, na wersalce, z nogami owiniętymi kocem, i ze spokojem oraz jakimś
takim… dystansem obserwowała parkietowe szaleństwa – w tym swojego
chłopaka – nie biorąc w nich czynnego udziału. Jej sposób bycia, postawa,
mądre i ciepłe spojrzenie spowodowały, że coś mnie do niej ciągnęło. Kiedy
trochę wypiłem i poczułem się odważniejszy, podszedłem do niej, jakoś tam
zacząłem rozmowę i ostatecznie przegadaliśmy pół nocy.
Kiedy impreza
miała się już ku końcowi, ze sporą tremą wydusiłem z siebie deklarację:
chciałbym być twoim przyjacielem” i nie było najmniejszej wątpliwości, że
chodzi o przyjaźń, a nie o „podryw”. Gdyby
nie pełna powagi życzliwość w jej głosie, pewnie uznałbym, że żartuje sobie ze
mnie, odpowiedziała mi bowiem krótko – „to
bądź” i powiedziała to tak, jakby moja wola i „chcenie”
załatwiało tu wszystko.
Nie
zrozumiałem jej wtedy, a tego, co powiedziała nie rozumiałem jeszcze przez
wiele kolejnych lat, ale nie spotkaliśmy się już nigdy więcej, więc nie było
okazji do ewentualnych pytań i wyjaśnień.
Żeby
zrozumieć te pozornie proste słowa, musiałem przejść piekło czynnego
uzależnienia, zamknięty odwyk i wiele innych, zwykle paskudnych dosyć,
doświadczeń i przeżyć.
Wydarzenie
to wypłynęło na powierzchnię mojej pamięci prawie ćwierć wieku później, kiedy w
przerwie mityngu AA słuchałem smutnej opowieści znajomego. Zły, rozżalony i
rozgoryczony opowiadał o tym, jak to potrzebował jakiejś tam pomocy i w środku
nocy wykonał kilkanaście telefonów… najwyraźniej z miernym skutkiem
– żaden z jego przyjaciół z AA nie stanął na wysokości zadania. Sprawa
mnie nie dotyczyła, więc w jej detale nie wnikam, ale uderzyło mnie jedno,
pełne gorzkiego wyrzutu zdanie: „a ja głupi uważałem ich za swoich
prawdziwych przyjaciół…”.
Włos mi
się jeży na głowie, kiedy słyszę o „prawdziwej przyjaźni” i to bez
względu na to, czy chodzi o deklaracje, czy wymagania lub pragnienia. Spotkałem
w życiu dziesiątki, a może setki ludzi (głównie w Centrum Terapii Nerwic w M.),
którzy bardzo boleśnie zawiedli się na kimś, kogo uważali za swojego
najlepszego, prawdziwego przyjaciela lub przyjaciółkę. Zawsze jednak, bez
względu na okoliczności, które czasami faktycznie bywały mocno dramatyczne,
okazywało się, że spory udział w tragedii mają zupełnie nierealne oczekiwania
lub nawet żądania wobec innej osoby.
Jaki
miałby być ten prawdziwy przyjaciel, w odróżnieniu od takiego zwykłego,
codziennego? Prawdziwy przyjaciel powinien być absolutnie tolerancyjny i
wyrozumiały – dla nas samych, naszych zachowań, postępowania, itd. Ma być
absolutnie szczery i otwarty, absolutnie dyskretny, absolutnie dyspozycyjny i
gotów zrobić dla nas absolutne wszystko o absolutnie każdej porze dnia i nocy,
no i przede wszystkim ma być absolutnie wobec nas lojalny. Można tu dorzucić
jeszcze kilka swoich własnych wymagań.
Myślę, że
tego typu oczekiwania bardzo łatwo jest zawieść, albo inaczej – wręcz
niemożliwe jest im sprostać, a więc ktoś, kto takiej przyjaźni oczekuje w
zasadzie z góry i na pewno skazuje się na zawód i rozczarowanie – prędzej
czy później. Pytanie o to, czy my sami potrafilibyśmy być takimi właśnie
„prawdziwymi przyjaciółmi”, pewnie też mogłoby być mocno
kłopotliwe, nieprawdaż?
Myślę, a
nawet jestem pewien, że wydumane, urojone, niewątpliwie pożądane, ale przecież
kompletnie nierealistyczne wymagania i oczekiwania w stosunku do innych osób, z
trzeźwą postawą niewiele mają wspólnego… albo nawet wcale.
Ale
pytanie, od którego właściwie powinienem zacząć, brzmi: czym
w ogóle jest przyjaźń? Wydaje mi się, że najprościej będzie określić przyjaźń,
jako jedno z bardzo wielu uczuć dostępnych człowiekowi. Uczuć takich jak na
przykład miłość. Albo nienawiść.
Jednak, co
oczywiste, przyjaźń (zresztą tak samo jak i miłość) to także pewna postawa
wobec osoby obdarowywanej tym uczuciem, gotowość do określonych zachowań,
postępowania, wyborów i decyzji.
Jeśli
definicja przyjaźni, którą zaproponowałem ma sens, to jak w takim razie brzmi
prawdziwy przekaz komunikatu: „Kasiu (Zbyszku, Anno, Jurku…),
chciałbym żebyś była moim przyjacielem”?
No
cóż… pewnie po prostu tak: „Kasiu (Zbyszku, Anno, Jurku…),
życzyłbym sobie, bo przecież ja tym rządzę, żebyś czuła określone i pożądane
przeze mnie uczucia (przyjaźń) oraz żebyś zachowywała się i postępowała w
określony, korzystny i przyjemny dla mnie sposób. Przesadzam? Jeśli nawet, to tylko
odrobinę… niestety.
Jeżeli
prawdą jest, że mam ograniczone możliwości kontrolowania całego świata oraz
ludzi wokół mnie, jeżeli prawdą jest też, że wpływ mam jedynie na swoje uczucia
i zachowania, to jednocześnie jest też oczywiste, że o przyjaźni mogę mówić
tylko i wyłącznie w odniesieniu do samego siebie, bo to przecież moje uczucie,
a nie innej osoby – w cudzej głowie czy sercu nie siedzę.
„Jestem
przyjacielem Tomka” – tak, ja tak mogę powiedzieć, bo oznacza to po
prostu: rozpoznałem swoje uczucia i jestem gotów do określonych, związanych z
tymi uczuciami, zachowań i postępowania.
„Tomek
jest moim przyjacielem” – oj, ostrożnie, tu już zaczynają się moje
„chciejstwa”, ale przede wszystkim moje wyobrażenia o jego
uczuciach, zachowaniach, decyzjach i wyborach, jakie podejmie w bliższej lub
dalszej przyszłości i to bez względu na to, co ja zrobię w międzyczasie. To są
niebezpieczne (dla mnie, jako alkoholika) spekulacje i rojenia.
Zabawne,
no, może w pewnym sensie, jest to, że mogę być czyimś przyjacielem właściwie
bez względu na to, czy ten ktoś mnie za przyjaciela uważa czy też nie. Przyjaźń
to moje uczucia i zachowania, a nie czyjeś wyobrażenia na temat tego, co czuję
oraz spekulacje na temat tego, jak się zachowam.
I jeszcze
jedno – w przyjaźni, tak jak w miłości, wzajemność jest pewnie wysoce
pożądana, ale jednak nie niezbędna i wcale nie jest powiedziane, że osoba
obdarowana przyjaźnią musi z niej w jakiś sposób korzystać. Ja mogę sobie być,
stale i wciąż, przyjacielem Małgosi czy Kazia, mimo, że Małgosia i Kazio mają
to permanentnie w nosie – to ich prawo i ich wybór – krótko mówiąc.
W związku
z takimi oto właśnie przekonaniami, od pewnego już czasu, o wiele bardziej koncentruję
się na tym, by być przyjacielem, niż żeby mieć przyjaciół. Zresztą, czy tak
naprawdę, można innych ludzi mieć? Na krótką… bardzo krótką metę, pewnie
można. Próbowałem. Tylko zawsze źle się to kończyło. Dla obu stron, choć wydaje
mi się, że – wbrew pozorom – moje straty były ostatecznie większe.
A młodemu,
rozczarowanemu Wspólnotą koledze mogę przypomnieć tylko stare aowskie powiedzenie, przepraszając od razu za jego cynizm,
a nawet brutalność – „Jeśli nadal uważasz
wszystkich w AA za przyjaciół, to widocznie zbyt rzadko chodzisz na
mityngi”.
Meszuge (VI
2008)
ZZA
KRAT
Witajcie! 5
maja 2008r.
Mam na imię
Michał i jestem alkoholikiem. Mam 26 lat, obecnie przebywam w Zakładzie
Karnym...
(...)
Część II
Chciałem
podzielić się jeszcze jedna radością. Bo miałem tę przyjemność, że w krótkim
czasie otrzymałem kredyt zaufania i została mi przekazana służba prowadzącego
mityngi wewnętrzne. Dziękuje Wam za to, Przyjaciele! Mam nadzieję, że nie była
to jedyna służba w drodze do trzeźwości, bo chcę dawać to, co otrzymałem.
16-IV-2008 r. mogłem być na 15-leciu uroczystości
rocznicowej w AŚ Mokotów, gdzie obchodzone były urodziny oddziału „Atlantis”. Byłem szczęśliwy, że mogłem wziąć udział w
przygotowanym wcześniej przedstawieniu, gdzie odegrałem rolę samego siebie i
swoją historię.
Drodzy Przyjaciele! Ta uroczystość to coś
pięknego, poznałem ludzi, którzy byli bardzo życzliwi i mili, traktowali mnie
tak jak byśmy się znali od bardzo dawna. Dookoła była super atmosfera, radość i
pogoda ducha. Nigdy nie zapomnę tej imprezy i wierzę, że będzie ich więcej.
Dziękuję również Ani za rozmowę.
Obecnie jestem w drodze do ZK w Żytkowicach, przed opuszczeniem terapii gdzieś po drodze
mogłoby powrócić moje stare myślenie. Ale przecież mam Wspólnotę AA, która
nigdy mnie nie opuści, jeśli sam tego nie zrobię. Mogę przecież chodzić na
mityngi i cieszę się, że w ogóle są w ZK. No i w końcu wiem, że nie jestem sam.
Zakupiłem sobie również literaturę aowską, ze względu na miejsce w jakim
się obecnie się znajduję, mam tylko (aż?) 4 książki, z których korzystam każdego dnia. Mam
na myśli m.in. „refleksje”, no ale jeszcze
„Zdrój”, „Mityng” czy też „Skrytkę”. Bez
tego trudniej jest trzeźwieć.
Obecnie mam dwie córeczki, a ich matka nadal
jest przy mnie i mnie wspiera. Dzięki niej zrozumiałem, że mam zrobić coś ze
sobą przede wszystkim, dla samego siebie. A potem żebym myślał o nich –
to jej słowa i miała rację. Wierzy we mnie a i ja dzięki temu uwierzyłem w
siebie.
Teraz myślę, że jest możliwe stworzenie
przeze mnie i matkę moich córeczek normalnej rodziny, o której zawsze marzyłem
a której nigdy nie miałem.
Przede mną jeszcze 5 lat pobytu w ZK, ale
wiara i nadzieja mnie nie opuszcza i z całego serca tego samego życzę Wam, moi
Przyjaciele.
Wdzięczny
Alkoholik Michał
Informacja
z przebiegu INWENTURY
w dniu 22 czerwca
2008r.
Grupa KONTAKT /Intergrupa SAWA/, W-wa, ul.
Floriańska 3 /podziemie parafii/, niedziela, godz. 16:00
Przygotowanie: najpierw opracowano szkic
inwentury w punktach -> służby i każdy zainteresowany zapoznały się i dodały
swoje konstruktywne propozycje -> zrobiono spotkanie robocze przed
Inwenturą /1 godzina/
Już
na mityngu, a przed rozpoczęciem inwentury, zadano stałe pytanie - czy jest
ktoś po raz pierwszy /było dwóch /, a o bardzo silnych emocjach mówiła jedna
osoba.
Przebieg /omówiono następujące tematy/--------------------------------------------------------------------------------
Główny cel grupy /skupienie się na inwenturze na V
Tradycji/
Głównym celem
jest niesienie
posłania alkoholikowi,
który wciąż jeszcze cierpi …
Czytamy
Preambułę oraz 12 Kroków i 12 Tradycji na początku każdego mityngu
Pracujemy na
Refleksjach, Wielkiej Księdze i innej literaturze AA
Mityngi
odbywają się niezależnie od świąt 16:00 – 18:00
Systematycznie
bierzemy udział w dyżurach w PIK
Niesiemy
posłanie w Szpitalu Praskim na detoksie
Członkowie
grupy biorą udział w
pracy Zespołów AA Region Warszawa /Literatury, Finansów, Informacji Publicznej,
Internetu/
Spikerka
odbywa się w ostatnią niedzielę miesiąca
Zadajemy
pytanie, czy na mityngu jest ktoś po raz pierwszy i wówczas czytamy mu III
Tradycję; witamy oklaskami
Służby
|
Służba |
Imię |
Od września |
|
Herbatkowy |
Piotr |
bez zmian |
|
Kolporter |
Sylwia |
poszukiwany |
|
Mandatariusz |
Sławomir |
Maciek |
|
Prowadzący |
Piotr |
Małgosia |
|
Rzecznik |
Jacek |
Piotr |
|
Skarbnik |
Małgosia |
poszukiwany |
Przypomniano,
że służby pełnimy nieodpłatnie. Podkreślono pozytywny wpływ pełnienia służby na
trzeźwienie, na poznawanie Programu AA. Pomocne są warsztaty, biuletyn MITYNG,
broszurka „Grupa AA, gdzie wszystko się zaczyna”
Dokonano
wyboru nowych służb /mandatariusz, prowadzący, rzecznik/ od września.. W
pełnieniu służby nowej osobie pomaga poprzednik..
Sponsorowanie
Systematycznie
informujemy na grupie o istocie sponsorowania, również w służbie. Ostatnie
warsztaty na ten temat w PIK organizowali i prowadzili przyjaciele z grupy KONTAKT
Przebieg mityngu i zasady na nim obowiązujące
Utrzymano
dotychczasową formułę obowiązujących zasad /Anonimowość – fundamentalna
zasada, mówimy o sobie, nie krytykujemy, nie udzielamy rad, nie oceniamy, nie
używamy słów powszechnie uznanych za obelżywe, osoby pod wpływem (…) mogą
przebywać, ale (…) nie udziela im głosu. Sugerowany czas wypowiedzi to
Anonimowość poza mityngami
Ujęta w
zasadach. Zawsze przypomina o tym prowadzący.
Kontakt
grupy ze wspólnotą
Przed
i po Konferencji Regionu, przed i po Intergrupie
/SAWA/, po warsztatach i innych spotkaniach aowskich
relację zdaje mandatariusz /lub ktoś uczestniczący w ww./
Dbałość o VII Tradycję
Skarbnik
przypomniał o samowystarczalności AA, o podziale kapelusza 60% grupa /40% Intergrupa. Systematycznie informujemy, że są to dobrowolne
datki na potrzeby grupy i na niesienie posłania. Opłata za wynajem sali jest
przekazywana gospodarzowi do skarbonki. Prowadzący przed każdą przerwą pokornie
przypomina o VII tradycji.
Literatura
Kolporter
podkreślił „czystość stolika AA”. Na każdym mityngu literatura jest
dostępna do kupienia. Poinformował, że cennik jest ustalony przez BSK a
pieniądze przekazywane są na niesienie posłania.
Sprawy inne
Rzecznik
poinformował, że Kontakty z gospodarzem i innymi użytkownikami obiektu są
dobre. Dbałość o estetykę miejsca – po mityngu Prowadzący prosi 2 osoby o
pomoc przy sprzątaniu sali. Na ulicy będzie puszka na pety /pety to zmora wielu mityngów/
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wszystkie
punkty omówiono. Inwentura zakończyła się na pierwszej godzinie. Było około 40
osób. Nikt nie wyszedł w trakcie.
O
czym z uśmiechem informuje S. AA
A może
planujecie inwenturę na grupie? Napiszcie do nas, jak Wam poszło.