MITYNG 04/142/2009
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
Komunikacja podstawą
porozumienia
Kiedy kilkanaście lat temu żona zakomunikowała mi:
Jesteś alkoholikiem, musisz się leczyć - odrzuciłem tę informację. Moja pycha i
egocentryzm wyparły ją. Wtedy nie czułem bezsilności, wierzyłem, że sam sobie
poradzę. W naszym związku było wiele komunikatów, przekazywania wiadomości.
Zabrakło jednak porozumienia, dobrej woli.
Wspólnota
AA powstała gdy Bill i Bob spotkali się. Zaczęli
rozmawiać, przekazywać swoje spostrzeżenia i odczucia, zaczynała powstawać więź
i porozumienie. Tak zaczęło się niesienie posłania i dobrej nowiny. Dzisiaj -
tak jak przed laty - efektywnym sposobem niesienia posłania, komunikowania sie z drugim alkoholikiem, powstawania porozumienia i więzi
jest rozmowa.
Przez
lata istnienia Wspólnoty świat się rozwijał i dał nam narzędzia takie jak
telefony komórkowe czy internet, a dostępność aut
stała się powszechna. Przekazywanie informacji i spotykanie się jest
łatwiejsze. Naszym obowiązkiem jest korzystanie z tych narzędzi, jeżeli chcemy
być efektywni w niesieniu posłania , w służbie, w
porozumiewaniu się tak pomiędzy sobą jak i ze światem zewnętrznym (media,
profesjonaliści).
Na
mityngach i w służbach uczę się porozumiewać z drugim człowiekiem. Często łączy
się to z szukaniem w sobie pokory, rezygnowaniem ze swoich ambicji, oczekiwań,
wyzwoleniem ze swojego egocentryzmu i egoistycznego myślenia.
Pierwszym
i bardzo ważnym komunikatem na grupie, budowaniem podstaw porozumienia
uczestników grupy, jest czytanie Preambuły AA, 12 Kroków i 12 Tradycji AA oraz zasad
na grupie.
Dla
mnie niezwykle ważnym sposobem komunikowania się jest język serca. Ta
nieokreślona duchowa więź, która nas łączy i sprawia, że czuję się bezpiecznie
i we właściwym miejscu.
Dobra
komunikacja w służbach - na grupie, intergrupie,
regionie - skutkuje lepszym porozumieniem służb, ich efektywniejszym działaniem,
lepszą organizacją warsztatów, zespołów, dyżurów telefonicznych i
internetowych, naszych konferencji regionalnych, wypełnianiem głównego celu
Wspólnoty.
Niesienie posłania alkoholikowi, który wciąż
jeszcze cierpi, zdolność docierania do ludzi nam przyjaznych z informacją o
Wspólnocie AA sprawia, że Wspólnota wypełnia swój główny cel a tym samym
zachowuje jedność i żyje.
Ja żyję dzięki
temu, że wiele lat temu trzeźwiejący alkoholik porozmawiał ze mną, skomunikował
się i zawiózł mnie na mityng. Dziękuję Ci, Wspólnoto.
Andrzej,
Rzecznik Regionu
Co słychać w Regionie
Region AA Warszawa powołano w grudniu 1993 roku. Skupia Intergrupy: „Atlas”„Sawa”
„Wars” „Wschód” „Północ”
„Mokotów” „Narew”. Przybyła nowa Intergrupa
„Mazowiecka”. Łącznie to około 300 grup AA.
Małymi
krokami postępujemy we wzroście struktur AA i doskonalimy sposoby niesienia
posłania AA.
Przełomowym
wydarzeniem w naszym Regionie [w ciągu ostatnich pięciu lat] było pozyskanie
nowej lokalizacji dla Punktu Informacyjno - Kontaktowego, zwanego PIK.
W
poprzednim lokalu przy ul Berezyńskiej byliśmy skrępowani sąsiedztwem lokali
mieszkalnych. Zajmowaliśmy pomieszczenie piwniczne o małym standardzie. Kiedy
otrzymaliśmy wypowiedzenie od nowego właściciela budynku, wydawało nam się to niepowodzeniem.
Nowa
lokalizacja PIK przy ulicy Brazylijskiej 10 otworzyła nowe możliwości, które za
sprawą Siły Wyższej i przychylności Urzędu Warszawa Praga-Południe, obróciły
się na naszą korzyść.
Działania
naszych służb wraz z BSK AA doprowadziły do uruchomienia w PIK ogólnopolskiej
infolinii AA. 0-801 033 242. Po godzinach urzędowania BSK telefony
odbierane są w naszym PIK przez dyżurnych, alkoholików. Równolegle prowadzony
jest „czat” internetowy dla poszukujących kontaktu z AA.
Zakupiliśmy komputer i łącze.
Nowy,
większy, bardziej dostępny lokal, pozwala nam na spotkania Intergrup,
Rady Regionu, zespołów roboczych, odbywania dużej ilości warsztatów
tematycznych. Bywa, że w spotkaniach udział bierze więcej niż 60 osób. Jest to
również punkt sprzedaży literatury AA.
Zawsze w
poniedziałki, wtorki i czwartki od godz. 16 do 18 dyżuruje kolporter Regionu.
W ostatnim
okresie Region udostępnił lokal kilku grupom AA, które utraciły dotychczasowe
lokalizacje. Mieliśmy przy tym wiele obaw. Niektóre z nich potwierdziły się,
inne nie.
Od kiedy
mamy nowy lokal, liczebność zespołów zwiększa się. Dzięki temu Zespół
Informacji Publicznej i Współpracy z Profesjonalistami organizuje coraz większą
liczbę mityngów informacyjnych. Zapotrzebowanie stale wzrasta. Ostatnio dla
studentów medycyny. Poprzednio dla pracowników pomocy społecznej, psychologów,
pracowników ZK, policjantów. W konsekwencji powstał Biuletyn Informacyjny dla
Profesjonalistów „Wieści”. Podajemy w nim ważne informacje o AA i
możliwości współpracy z AA. Rozsyłamy go zainteresowanym profesjonalistom w
formie elektronicznej.
Dość
liczny jest Zespół Internetowy. Skupia łączników internetowych Intergrup. Wydaje „Książeczkę adresową mityngów
AA” oraz biuletyn „Co? Gdzie?
Kiedy?”- bieżące informacje o Regionie dla
alkoholików o warsztatach, sprawozdania ze spotkań Intergrup,
Rady Regionu i oczywiście zabaw rocznicowych.
Pozostałe
zespoły - Finansów, do spraw Zakładów Karnych, Organizacji, 12 kroku, Archiwum
również wypełniają swój główny cel.
Ważnym
elementem Regionu Warszawa stało się utworzenie archiwum Regionu. Mamy pełny
pogląd; Kim
byliśmy, co się z nami stało i jacy jesteśmy obecnie. Na podstawie archiwum – ujednolicamy
zapisy Karty Konferencji Regionu, które na skutek wprowadzanych zmian
zróżnicowały nieco kolejne wydania KK.
Zespół do
spraw Literatury powiększył się o nowych przyjaciół. Nie mamy kłopotów z
wydawaniem Biuletynu „MITYNG”, którego posłanie wyraża się
zamieszczaniem historii osobistych AA oraz doświadczeń służb AA. Uzysk z
kolportażu biuletynu pokrywa czynsz za lokal.
Obecnie
próbujemy wypracować formułę „Kongresu Regionu” - dwudniowego
spotkania roboczego, raz w roku a nie jak dotychczas - dwa razy po jednym dniu.
Potrzeba wyniknęła z
braku czasu, pobieżności omawianych spraw. W naszych
Konferencjach bierze udział wielu mandatariuszy Grup AA. Jest to doskonała
okazja do wymiany doświadczeń służb AA w spotkaniach tematycznych. Koncepcja
zmniejszenia liczby mandatariuszy poprzez powołanie mniejszej ilości delegatów
nie zaspokaja naszych potrzeb duchowych.
Uzgodniliśmy
ostateczną datę corocznych Zlotów Regionu Warszawa. Jest to przedostatnia
sobota października. W 2009 wypada 24 października i odbędzie się w Twierdzy
Modlin. Chętnych zapraszamy.
„Uczciwie wziąć się do pracy”?
Dziś, po latach słuchania doświadczeń innych na
mityngach, wprowadzaniu w swoje życie i myślenie zmian, podejmowaniu działań ku
własnej uczciwości słowo UCZCIWOSC zaczęło nabierać zupełnie innego wymiaru niż
rozumiałam je, zanim stałam się alkoholiczką. Jest rzeczą dla mnie dziś również
oczywistą, jak bardzo nadużywałam tego słowa, mówiąc o sobie UCZCIWA wtedy, gdy
piłam. Kłamstwa, okradanie rodziny z pieniędzy, które przeznaczałam na picie,
obarczanie winą za własne pijaństwo bliskich, znajomych, świat. W swoich oczach
pozostawałam zawsze UCZCIWA. Bo przecież siebie potrafiłam okłamać najlepiej,
najskuteczniej.
Co znaczy „uczciwie wziąć się do pracy”?
Pracować systematycznie, wkładając cały swój wysiłek i zaangażowanie. Uczciwie
wziąć się do pracy to również działać według jakiegoś planu, krok po kroku. A
po wykonaniu zadania (jakiegokolwiek: posprzątania mieszkania, ukończenia
studiów czy napisania tego artykułu) wziąć odpowiedzialność za efekty tej
pracy. UCZCIWIE. Bez unikania jej, gdy coś się nie powiedzie.
Czy tak wykonywałam swoje obowiązki, gdy piłam? Nie.
Nie było mowy ani o sumienności, ani o systematyczności, zaangażowaniu,
odpowiedzialności. Większość swoich obowiązków wykonywałam byle jak, naprędce,
by mieć więcej czasu na picie, na leczenie kaca i znów na picie.
Przestałam pić. Udało się zatrzymać to szaleństwo.
Anonimowi Alkoholicy powiedzieli mi o Programie. Powiedzieli mi również, że gdy
będę nad nim UCZCIWIE pracowała, zmieniając się, mam szansę do picia nie
wrócić.
Czytamy na każdym mityngu fragment piątego rozdziału
Wielkiej Księgi. Już w trzecim zdaniu mowa jest o UCZCIWOŚCI. Przede wszystkim
wobec siebie. A potem wielokrotnie jeszcze na tej samej stronie i w każdej
pozycji naszej literatury. Ale skoro wcześniej potrafiłam napisać swoją
definicję znaczenia zdania: „wziąć się uczciwie do pracy”, to i
przyszedł czas na działanie. Działanie wg planu czyli
„rozgryzanie” znaczenia 12 Kroków i systematyczne wprowadzanie ich
w moje życie z pomocą sponsorski. Potrzebna mi druga osoba, bym kolejny raz nie
nakłamała sama sobie, nie poprzekręcała znaczeń Kroków, nie naginała do swojego
widzimisię. Bym nieświadomie nie manipulowała sobą i swoimi zachowaniami.
Uczciwie, bez wybierania co dla mnie wygodniejsze,
łatwiejsze. Podejmowanym wysiłkiem w pracy nad sobą, której efektem ma być
przywrócony mi zdrowy rozsądek, są również służby. Służby dają mi możliwość
pokonywania własnych słabości i poczucie przynależności. Niełatwo mi pokonywać
lenistwo, pychę czy zapędy gwiazdorskie. Niełatwo.
Służba wymaga wysiłku, poświęcenia czasu. A mnie
często marzy się posiedzieć cichutko w kąciku na mityngu, odfajkować bytność i
czmychnąć zaraz po zakończeniu do domu. A nie poświęcać czas
„jakimś” dyżurom, zespołom, spotkaniom intergrupy,
konferencjom, pisaniu sprawozdań, czy artykułów. Często mi się nie chce. Mam
chwile zwątpienia, czy to jest mi potrzebne. Czy to jest potrzebne komukolwiek. Zajmuje mi przecież tak cenny czas. A czas,
teraz, gdy nie piję, wyjątkowo cenię. Nie chcę go więcej marnować.
Ale skoro mam wziąć się uczciwie do pracy –
przypominam sobie, że bez zaangażowania moja praca wg mojej definicji nie
będzie uczciwa. Uczciwością w pracy nad Programem jest również troska o
zachowanie Jedności AA przeze mnie (nie przez tego drugiego, kogoś innego
– przeze mnie). I chociaż IV Tradycja mówi o niezależności każdej grupy,
to ja będę uczciwa, gdy przy podnoszeniu ręki przy ustalaniu zasad czy
podejmowaniu decyzji na grupie, zastanowię się, dokładnie przyjrzę, czy nie
kłóci się moje zdanie z ogólnymi zasadami i Tradycjami AA. Czy nie szkodzi to AA jako całości. I czy ja jestem uczciwa wobec siebie
głosując zgodnie z własnym sumieniem – dla dobra AA czy swojej ambicji.
Pomyślałam sobie – niby takie jasne i proste
słowo – UCZCIWOŚĆ. Ileż znaczeń przyjmuje. I ileż mi sprawia kłopotu, gdy
nad nim zastanawiam się. A jeszcze więcej trudności pojawia się w realizacji.
Ale przecież już nie jestem sama! Mam wielu pomocników
– Was, Anonimowi Alkoholicy. Chętnych i uczynnych. Na mityngach, w
służbach. Dziękuję Wam, że jesteście. Do następnego spotkania, ze szczerym
uśmiechem i Pogodą Ducha w sercu -
Gosiali
Po co nam Intergrupa?
Spróbuję opowiedzieć o Intergrupie
„Sawa”, działającej po Praskiej stronie Wisły. SAWA skupia około
30-40 grup. Około, ponieważ niektóre zamykają się a inne przybywają, bądź ich
mandatariusze nie pojawiają się na spotkaniach. Podobnie jak podstawowa grupa
AA, Intergrupa ma swoje służby:
prowadzącego, (jest nim Rzecznik lub jego zastępca)
sekretarza – pisarza,
skarbnika,
łącznika internetowego,
kolportera,
przedstawicieli w zespołów tematycznych,
przedstawiciela ds. Zakładów Karnych.
Większość tych przyjaciół zachowuje trzeźwość od co najmniej kilku lat. Każdy kandydat ma
sponsora i sam sponsoruje. Najczęściej przeszedł drabinkę od
„szklanek” po „mandatariusza” i dał się już dobrze
poznać.
Intergrupę najczęściej powołują Grupy AA poprzez dobrowolne
deklaracje przynależności.
Spotkania Intergrupy
służą głównie, wymianie informacji:
gdzie i jak niesiemy posłanie AA, (aby sobie
wzajemnie nie przeszkadzać)
wymianie doświadczeń jak skuteczniej nieść posłanie,
wymianie spostrzeżeń odnośnie działających na naszym terenie
Grup AA,
aktualizacji miejsc i terminów spotkań grup AA,
informowaniem się o terminach warsztatów, wydarzeń aowskich, rocznicach Grup,
jakimi sprawami zajmuje się aktualnie nasz Region,
formułowaniem wniosków od Grup do Regionu i z powrotem, do
Konferencji i od Konferencji, przygotowaniem i głosowaniem wniosków oraz
kandydatów do służb.
Dowiadujemy się czym zajmują
się zespoły tematyczne skupione przy Regionie. Większość naszych spraw jest
wstępnie rozpoznawana w zespołach. Sprawdzamy czy wnioski są zgodne z Kartą
Konferencji, Tradycjami, czy posiadamy odpowiednie fundusze na realizację
naszych zadań, czy możemy zredagować jakieś ważne wydarzenie Regionalne a
następnie podzielić się z innymi.
Na spotkaniach zgłaszamy kandydatów do służby w Radzie
Regionu i do Służb Krajowych.
Podczas spotkań Intergrupy
omawiane są również Tradycje AA, jest okazja podzielić się swoimi
doświadczeniami w szerszym gronie, niż tylko w Grupie macierzystej.
W Regionie Warszawa Intergrupy
rekomendują wnioski swoich członków do Konferencji. Unikamy w ten sposób
składania wniosków emocjonalnych, często spełniających jedynie ambicje osobiste
wnioskodawcy. Być może po przemyśleniu, sformułujemy go bardziej zrozumiale.
Oprócz tych podstawowych zadań, Intergrupa
spełnia jeszcze jedną ważną funkcję. Jest pewnego rodzaju sitem potrzeb grup.
Wysłuchując wniosków mandatariuszy Grup AA, można ustalić takie formy
inicjatyw, aby służyły jak największej liczbie alkoholików. Pomaga tu zbiorowa
mądrość. Czasem przy najlepszych chęciach, niektóre nasze pomysły mogą
przynieść więcej szkody niż pożytku. Poprzez omówienie unikamy tego, pamiętamy
przy tym - każda
Grupa jest niezależna,
lecz jeśli jej działania mogą mieć wpływ na całe AA?
W spotkaniach Intergrupy
biorą udział wszystkie chętne osoby, ale do głosowań uprawnieni są jedynie
mandatariusze Grup i służby Intergrupy. Atmosfera
spotkań Intergrupy odbiega nieco od tradycyjnego
spotkania AA, zwłaszcza w tematyce. Zajmujemy się głównie sprawami posłania AA
oraz organizacyjnymi, nie zaś historiami osobistymi naszych uczestników. Nie
zapalamy świecy. Bez niej też jest ważne. Rozpoczynamy zwykle deklaracją
odpowiedzialności:
„Gdy ktokolwiek, gdziekolwiek potrzebuje pomocy, chcę by
napotkał wyciągniętą ku niemu pomocną dłoń AA i za to jestem
odpowiedzialny”.
Większość czasu spotkania zajmują wieści z Grup.
Koncentrujemy się na głównym celu Grupy:
Jak Grupa AA niesie posłanie? Pozostałe informacje można wyczytać w książeczce
adresowej.
Ze spotkania sporządzamy sprawozdanie. Po miesiącu nie
wszyscy pamiętają o czym była poprzednio mowa. Czasem
potrzeba jest kontynuacji tematu. Poza tym mamy do czego
wrócić jeśli na przykład umknie nam stan wartości literatury podczas
przekazania służby, bądź kto był kandydatem do służb czy do dyżuru
telefonicznego. Zwłaszcza archiwalne zapisy z ubiegłego stulecia są ciekawe.
Polecam.
Nasza Intergrupa uczestniczy
w spotkaniach AA w ZK-Białołęka, detoks w Szpitalu
Drewnica, detoks w Szpitalu na Kondratowicza i w Szpitalu Praskim. Pewnie jest
tych inicjatyw więcej, jednak nie wiem, czy wszystkie są aktualne. Intergrupa zebranymi datkami zasila posłanie AA w formie
literatury do Zakładów Karnych na swoim terenie.
W równej ilości dla każdej z Grup, dzielimy zakupione
książeczki adresowe, oraz biuletyn Mityng, Skrytkę BSK i Zdrój. (czasem grupa jest mała i nie ma dostatecznych funduszy na
zakup)
Nowe Grupy mogą skorzystać z komisowej formy zakupu
literatury z opóźnionym terminem zapłaty. Intergrupa
najczęściej zna taką Grupę i skuteczniej reaguje niż np.:
odległy Region.
Podczas spotkań ustalamy terminy i skład obsady
dyżurów
telefonicznych i Internetowych.
Termin Sawy obsługi telefonu kontaktowego w PIK
przypada we wtorek każdego miesiąca /drugi - intergrupa
Mazowiecka/. Obsadę dyżuru deklarują Grupy, nie zaś pojedyncze osoby. Tak się u
nas przyjęło. Rzadko się zdarza by doznała niepowodzenia cała Grupa, choć były
i takie nieszczęścia. Ale to nie ich wina.
Terminy ustalamy z dwumiesięcznym wyprzedzeniem, aby
zdążyć z rozesłaniem informacji i zaplanować potrzebny czas.
Bywa że Intergrupa opłaca pobyt i
wysyła za wspólne pieniądze swojego delegata na Ogólnopolskie Warsztaty
tematyczne. W zamian otrzymujemy relacje i doświadczenia z tego wyjazdu.
Zamieszczamy je potem w naszym Biuletynie, aby nieść posłanie nie tylko jeszcze
cierpiącym. Intergrupa dzieli się swoim kapeluszem
podobnie jak Grupa. Część datków zużywa na cele posłania na swoim terenie oraz
rezerwę literatury a pozostałe środki wpłaca na rzecz Regionu i BSK AA. Na
stole leży kapelusz i każdy ma prawo dołożyć się do niego. Przyjmujemy datki do
5000$.
Tak zwane wpłaty z Grup jak i datki z kapelusza Intergrupy idą do wspólnego worka. Nie rozdzielamy tych z
„kapelusza” i z Grup, choć słyszałem, że niektóre Intergrupy tak robią.
Nie kupujemy herbaty ani kawy na potrzeby Intergrupy, odmiennie niż Grupa. Ponieważ nasze spotkania
odbywają się w punkcie Informacyjno Kontaktowym w skrócie „PIK”,
który utrzymuje Region. Przy czajniku stoi puszka, a każdy
kto chce herbatkę czy kawę wrzuca do niej…ile uważa, że jest
warta.
Dwa razy w roku odbywa się Konferencyjne Spotkanie
Służb Regionu AA Warszawa. Organizatorem jest wówczas Intergrupa,
która podjęła się tego zadania. Rezerwuje obiekt na swoim terenie i stara się
zabezpieczyć spotkanie organizacyjnie. Wychodzi nam to coraz lepiej i wcale nie
drożej.
Wysiłek organizacyjny zwykle bardzo integruje służby Intergrupy. W ten sposób wypełnia się jeden z ważniejszych
celów trzeźwości – odpowiedzialność i poświęcenie dla innych.
Intergrupa to miejsce, gdzie spotykają się ludzie już wstępnie
zahartowani w trzeźwości. Mimo to dochodzi czasem do sporów i kontrowersji.
Zdarzało się że spotkanie przerywano, i aby dać czas
emocjom, odmawialiśmy modlitwę „O pogodę Ducha”. Działa!
One, te spory, jedynie hartują nas mocniej. W tym cały
smaczek.
Czasem mandatariusz bez praktyki może poczuć się
zdezorientowany tą atmosferą, lecz jeśli przetrwa całą kadencję to najczęściej
zostaje wdzięcznym alkoholikiem.
W Grupie AA można dowiedzieć się wiele, o tym jak nie
pić, natomiast w Intergrupie nieco więcej – jak
nie wracać do picia i trwale utrzymać trzeźwość. Prawdziwa jazda zaczyna się na
poziomie Krajowych Służb AA. Warto sprawdzić!
Jedno ze zdań z literatury AA, mówi:
jeśli
alkoholik nie nauczy się pracy i poświęcenia dla innych, jego trzeźwość będzie
chwiejna lub jej w ogóle ni osiągnie, wówczas wiara będzie martwa w dosłownym
tego słowa znaczeniu.
Spotkanie Intergrupy
tradycyjnie kończymy żegnając się modlitwą „O pogodę Ducha”.
Być może, to nie wszystkie informacje o naszej
„Sawie”, proszę o nadsyłanie uzupełnień na adres redakcji MITYNGU.
Przygotowujemy broszurkę „MITYNG Służb, Intergrupa - Region”, w której chętnie zamieścimy
opisy wszystkich Intergrup i służb AA Regionu
Warszawa i nie tylko.
Napisz jeśli pragniesz tego, co my w AA posiadamy.
Pogody
ducha! L.
Inwentura grupy „Przemienienie” /detoks/
W dniu 18-go lutego 2009r. odbył się mityng roboczy
(inwentura) naszej grupy.
Położyliśmy szczególny nacisk na V Tradycję AA - „Każda
Grupa ma jeden główny cel: nieść posłanie alkoholikowi, który wciąż jeszcze
cierpi”.
I tak sumienie grupy zdecydowało, że będziemy nieść
posłanie poprzez:
- Zostawianie ulotek Rzut Oka na AA, z wpisanym w
okienku adresem grupy oraz numerem naszej Infolinii na Izbie Przyjęć w Szpitalu
Praskim.
- Dyżurowaniem przy telefonie informacyjnym oraz - nie
mniej niż raz na kwartał - w naszym Punkcie Informacyjno Kontaktowym przy
Brazylijskiej 10.
- Dyżur internetowy (dwa razy w miesiącu).
- Nadal będziemy nieść posłanie do Zakładu Karnego
Białołęka.
- Po mityngu zostajemy aby
odpowiedzieć na ewentualne pytania nurtujące pacjentów Detoksu.
- Każdy z nowo przywitanych otrzyma ulotkę „Rzut
Oka na AA” oraz książeczkę adresową naszego Regionu.
- Za salę będziemy nadal płacić w formie książeczek
adresowych.
- Ostatni mityng będzie mityngiem spikerskim.
- Będziemy chodzić raz w tygodniu na detoks, aby
podzielić się własnym doświadczeniem z pacjentami.
- Oczywiście mityngi będą prowadzone na podstawie
naszej literatury wydanej przez BSK, jeśli czas pozwoli będzie czytany fragment
III rozdziału z książki Anonimowi Alkoholicy -„Więcej na temat alkoholizmu”
Wybraliśmy również służby na grupie oraz ich zastępców
(cieni): Herbatkowi: Małgosia i Jarek; Prowadzący:
Bogdan i Zbyszek z-ca; Rzecznik: Tereska; Mandatariusze: Mariusz; Skarbnik: Andrzej i Marek z-ca;
Kolporter: Bogdan z zaprzyjaźnionej Grupy Kontakt.
Wartym podkreślenia jest fakt, że większość służebnych
na grupie jest z „absolwentów” tegoż Detoksu. Ukłony w kierunku
przyjaciół, którzy 8 lat temu założyli Grupę w tym miejscu. Dziękuję Wam bardzo
drodzy przyjaciele w imieniu swoim oraz całej Grupy AA Przemienienie. Inwentura
przebiegła bardzo sprawnie, pozostało jeszcze wiele czasu na sprawy bieżące
grupy oraz przygotowania do ósmej rocznicy naszej grupy (21.02.2001r. pierwszy mityng).
Zapraszamy chętnych do udziału w naszych spotkaniach w
każdą środę o godz. 18:30 Szpital Praski, oddział
Detoksykacyjny Blok „A”, Al. Solidarności 67, Warszawa. Wszystkie
mityngi zamknięte.
Andrzej AA-
obecnie skarbnik grupy Przemienienie, Warszawa dnia 01.03.2009r.
Sprawozdanie z warsztatów na temat zmian w Konferencji Regionalnej
Warsztaty te
odbyły się w styczniu i lutym2009 r. W każdym z nich brało udział ponad 20
osób. Uczestnicy prezentowali opinie w sprawie zmian Konferencji Regionalnej od
całkowitej akceptacji do skrajnego sprzeciwu.
Obawy dotyczące zmian: Podstawowe obawy dotyczyły
kosztów takiej Konferencji a w związku z tym niewielkiej ilości uczestników.
Obawiano się też wprowadzenia służby delegata z Intergrupy
a co za tym idzie oderwania się służb Konferencji od tzw. "szarych
alkoholików".
Nadzieje na korzyści ze zmian: Uzyskanie
możliwości lepszego zapoznania się z kandydatami do służb. Więcej czasu na
wysłuchanie sprawozdań i wymienienie się doświadczeniem. Zintegrowanie się
środowiska AA w Regionie. Uzyskanie tzw. "ducha AA-owskiego".
Największe obawy dotyczyły delegatów, którzy
mieliby zastąpić mandatariuszy. Uczestnicy warsztatów niemalże jednogłośnie
stwierdzili, że Konferencja Regionalna jest rodzajem sejmiku, na którym
spotykają się mandatariusze - przedstawiciele wszystkich Grup naszego Regionu.
Dlatego też nie do pomyślenia jest zamiana mandatariuszy na kilkunastu czy
kilkudziesięciu delegatów. Przepływ informacji z Konferencji do Grup już w tej
chwili jest nie najlepszy a zapewne pogorszy się jeszcze wtedy
gdy wprowadzimy dodatkowego pośrednika pomiędzy Grupą a Konferencją,
jakim będzie delegat. Uczestnicy omówili też relację Tadeusza - przedstawiciela
Regionu "Galicja", który był u nas na poprzedniej Konferencji i
opowiedział jak u nich wygląda dwudniowa Konferencja. Konkluzja z tych
wypowiedzi była taka, że model Regionu z Małopolski preferuje delegatów,
ponieważ Grupy są u nich rozproszone na dużych odległościach
co bardzo zwiększa koszty. My na Mazowszu stanowimy zwarty Region, gdzie
Grupy są blisko siebie i dzięki temu nie potrzebujemy delegatów.
Wszyscy też zgodzili się na to, że przydałoby się
znacznie więcej czasu na warsztaty tematyczne, poznanie poglądów kandydatów do
służb czy nawet zwykłe "pogaduchy" w
kuluarach. Włodek - dotychczasowy prowadzący Konferencję - opowiedział jak
wygląda realizacja programu podczas Konferencji. Program rozpisany jest czasowo
a czermen zobligowany do jego przestrzegania. W
rezultacie bywa tak, że musi odbierać głos osobom przekraczającym czas
wypowiedzi, po to by zmieścić się w ramach programu. Później jednak okazuje
się, że np: wybory trwały krócej i cała Konferencja
kończy się wcześniej niż przewidywano a przecież zaoszczędzony czas można by
przeznaczyć na wymianę doświadczeń.
Aby Konferencja, nawet ta dwudniowa, przebiegała
sprawnie wcześniej powinny być przygotowane szczegółowe sprawozdania z
działalności poszczególnych służb. Wtedy to podczas samej Konferencji
głosowalibyśmy tylko wnioski, przeprowadzali wybory do służb oraz zadawali
ewentualne szczegółowe pytania. Pozostały czas można by przeznaczyć na o wiele
ciekawsze rzeczy takie jak: wymiana doświadczeń czy integrowanie się.
Spora grupa uczestników krytycznie wyrażała się o
postawie części mandatariuszy, którzy wykazują znikome zainteresowanie sprawami
Regionu. Około połowa mandatariuszy z naszego terenu nie bierze udziału w
Konferencji a z tych, którzy w niej uczestniczą też nie wszyscy są do końca
spotkania.
Także sposób wyboru mandatariuszy budzi obawy co do późniejszej jakości pełnienia przez nich służb
bowiem najczęściej "pozyskiwany jest z łapanki". Nowo wybranym
mandatariuszom trudno się na Konferencji odnaleźć bowiem
nie ma żadnych służb, które ułatwiłyby im wejście w sprawy Regionu. Taki nowy
niewiele rozumie, czuje się zatem zagubiony i
zniechęcony. Takie doświadczenie zniechęca go do przybycia na następną
Konferencję.
Każdy kto uczestniczył w jakiejkolwiek dwudniowej Konferencji
może zaświadczyć, że jej wolniejszy, nieśpieszny rytm dużo bardziej oddziałuje
na świadomość alkoholików i powoduje poczucie zbliżenia ludzi o takich samych
problemach. Uczestnicy omawiali też ilość takich dłuższych Konferencji w roku.
Zgodna była opinia, aby była to jedna Konferencja w okresie wiosennym tak, aby
wybrane na niej służby były gotowe do działania na jesiennej Konferencji
Krajowej. Natomiast w miejsce drugiej Konferencji Regionalnej organizować Zlot
Radości, podczas którego będziemy świętować kolejne rocznice powstania naszego
Regionu oraz biuletynu "Mityng".
Na koniec Marek "Walizka" zaproponował, żeby
nie używać terminu Konferencja Regionalna, ponieważ w naszej polskiej
Wspólnocie mamy tylko jedną taką Konferencję i jest nią Konferencja Służb
Krajowych. Wszystkie pozostałe spotkania są tylko spotkaniami służb mających
ułatwić działania Konferencji Krajowej. Obojętnie czy spotkania służb naszego
Regionu nazywałyby się Konferencją Regionalną czy jakoś inaczej, to my
alkoholicy z naszego Regionu musimy pamiętać, że są one zawsze sumieniem
warszawskiego AA.
Przewodniczący
Zespołu d/s Organizacyjnych Włodek z "Warsu"
Nie wystarczy, żebym nie pił
„Dla mojego
trzeźwienia ważne jest, żebym był szczery i uczciwy” – takie
ogłoszenie dostałem do przeczytania kilka lat temu na terapii. Czytałem je
codziennie przez kilka dni pod rząd rano przed całą grupą. O programie i
krokach wiedziałem wtedy niewiele. To ogłoszenie zdziwiło mnie, bo wydawało mi
się, że dla mojego trzeźwienia wystarczy, żebym nie pił i koniec. A tu jakieś
wydziwianie. - Jaka uczciwość? Jaka szczerość? – myślałem
sobie. Nie potrafiłem sobie skojarzyć, że ogłoszenie dostałem, bo terapeutka
przyłapała mnie na kłamstwie w zupełnie błahej sprawie. Okłamałem ją, że
wyjazd, który planowałem po terapii wcale nie jest pewny, choć był pewny, a
szydło wyszło z worka, bo chwaliłem się koleżance z terapii
jaki jestem cwany.
Przyłapanie na kłamstwie traktowałem jako porażkę i upokorzenie. Wcześniej moja
dewiza brzmiała „Bujać to my, ale nie nas”. Czytając to ogłoszenie
mimowolnie zacząłem się zastanawiać, czy jestem szczery i uczciwy. Można się
łatwo domyślić, jak ten bilans wyglądał po 11 latach picia i zaledwie po kilku
tygodniach abstynencji. Garb kłamstw, manipulacji, krętactw, oszustw, wmawiania
czegoś w żywe oczy, ukrywania zdrad, zapić, niesolidności wydawał się tak
ciężki, że aż nie do udźwignięcia. Po raz pierwszy zabłysnęła mi myśl, że może
spróbować z tym skończyć. Że trzeźwość to nie tylko brak procentów w
organizmie, ale może także coś więcej, na przykład szczerość i uczciwość.
Było mi ciężko. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem w ramach wprowadzania uczciwości w
swoje życie było oddanie długów konkretnej rodzinie. Było to możliwe nie od
razu, ale wreszcie udało się. Gdy to zrobiłem, choć zostałem bez pieniędzy, to
poczułem taką ulgę, jakby ktoś zdjął mi część mojego garba
z pleców. Zrozumiałem, że tak trzeba. Przestałem się oszukiwać, że nie oddam,
nie zapłacę, bo moja rodzina, moje potrzeby są ważniejsze niż cudze.
Zrozumiałem, że uczciwość to nie deklaracja lecz
działanie. Skoro się do czegoś zobowiązałem, to muszę się z tego wywiązać
choćby bolało.
Drugi punkt dotyczył tego,
że będę mówił żonie co robię, nie ukrywając, nie
fantazjując ani nie manipulując. Pijąc byłem tak zakłamany, że nie potrafiłem
odróżnić prawdy od fałszu. Często po powrocie z pracy mówiłem w domu, że był
korek albo wypadek, choć ich wcale nie było. Nawet nie bardzo miałem się przed czym usprawiedliwiać. Po prostu kłamstwo tak mi
weszło w krew, że wymyślałem je bez potrzeby, nie tylko wtedy, gdy chciałem coś
zatuszować lub ukryć. Okazało się, że wcale tak nie trzeba. Że mogę mówić
prawdę, gryźć się w język, przestać fantazjować, być sobą, a nie kimś innym, bo
dziś wiem, że kłamstwo było w moim przypadku próbą wcielenia się kogoś innego
niż jestem, kogoś ciekawszego, bardziej atrakcyjnego, lepszego.
Robiąc IV i V krok uświadomiłem sobie,
że kłamstwo towarzyszyło mi nie tylko, gdy piłem, ale znacznie wcześniej,
praktycznie od dzieciństwa. To był mój sposób na życie a raczej przeżycie, na
uniknięcie odpowiedzialności, ucieczkę skutków moich działań. Kłamstwo i
nieuczciwość były rodzajem skrótu, którym szedłem przez życie, myśląc, że tak
będzie łatwiej. Ale łatwiej wcale nie było, bo sumienie dawało o sobie znać.
Dziś wiem, że to nie tylko moja wina, ale tak było w moim domu. I wina moich bliskich
też jest względna. Moja mama – córka alkoholika – tak żyła i
podświadomie nauczyła mnie tak żyć. Dziś to rozumiem i nie mam o to do nikogo
pretensji.
Odkąd zacząłem trzeźwieć mogę po raz
pierwszy powiedzieć, że kłamstwo w moim życiu pojawia się rzadko. Tak samo
nieuczciwość. Oczywiście są pokusy, są błędy, czasem się nie udaje, ale
potrafię się do nich szybko przyznać i ponaprawiać szkody. Kiedyś nie umiałem
tak żyć, bo nie ceniłem uczciwości ani szczerości. Uważałem, że to dobre dla
frajerów, a ja poradzę sobie, idąc przez życie z kłamstwem na ustach. Dziś
jestem wdzięczny osobie, która po raz pierwszy powiedziała mi te oczywiste
teraz słowa: „Dla mojego trzeźwienia ważne jest, abym był szczery i
uczciwy”.
Marcin AA
LISTY DO REDAKCJI
Bezcenny głos
Wówczas nie
piłem trzeci rok, rozpoczynałem pracę nad programem AA, żona ze swoim współuzależnieniem też robiła porządek. Czyniliśmy pewne
postępy. A jednak po raz kolejny mocno posprzeczaliśmy się, czego świadkiem
była nasza 13-letnia córka. Napisała do nas pojedyncze i jeden wspólny liścik.
Oto ten
wspólny, który nam w chwilę po kłótni przekazała:
Jakże szanowni rodzice,
Mam
was dosyć. Nie tylko ja, jakbyście nie wiedzieli.
Nie
potraficie ze sobą rozmawiać. Jedno drugie przekrzykuje. Jak w przedszkolu. Bądź, co bądź powinniście być kochającym się
małżeństwem, a nie wrogami.
Na
wszelkie spory reagujecie krzykiem i agresją. Więcej na ten temat pisać nie
będę, bo pisałam w pojedynczych.
Nie wiem, po co wam wielki, rodzinny samochód. A co z was
za rodzina?!
Mam
tego serdecznie dosyć i nie wiem co z wami zrobić. Bo
wy macie czym grozić, a ja wam nie.
Okropnie się was wstydzę. Między innymi dlatego nie chciałam żebyście byli na sylwestra w
domu. Narobicie mi obciachu. A ja beznadziejnych
rodziców nie chcę. N.
Kontakt
Cześć! mam na imię Karol i
jestem alkoholikiem. W styczniu ukończyłem terapię w Z.K. nr 1 w Łodzi a
obecnie przebywam w Przywarach. Chciałbym się z Wami podzielić moimi niektórymi zadaniami
(...). Będę po trochu przysyłał do redakcji do wydrukowania, może się komuś na
coś przyda. Uważam, że mam bardzo dużo doświadczeń i chcę się z nimi podzielić.
Załączam serdeczne pozdrowienia. Życzę siły, wiary i Pogody Ducha w trzeźwych
dniach. (...)
Droga Redakcjo. Gdyby moje historie zostały wydrukowane
bardzo proszę o przysłanie mi jednego mityngu, a może jeśli
jest to możliwe, systematyczne przesyłanie na mój adres jednego egzemplarza.
Przebywam w O.Z. w Przywarach, nie ma tu Wspólnoty aowskiej i obecnie jestem wraz z kolegami w trakcie
zakładania grupy. Dla mnie biuletyn jest bardzo ważny, mam kolegów
którzy tez go z chęcią i zainteresowaniem przeczytali i stąd moja
prośba. Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich przyjaciół z Warszawy.
Karol - alkoholik
/adres do wiadomości redakcji/
[Cieszymy się. Mityng i ulotki wysłane, artykuł w następnym numerze.
Redaktor]
Sekretarz - Pisarz – co
robi i po co?
Dziś tj;
14-03-2009, w PIK byłem na warsztatach na powyższy temat.
Prawdę mówiąc spodziewałem się wielkich tłumów,
ale rozczarowałem się. Nie wielu z nas nie wiedziało dotąd (w tym ja) po co, komu potrzebny sekretarz. Próbowaliśmy, wśród
obecnych ustalić co wiemy. Okazało się, że jednak
sporo.
Główne wnioski nasunęły mi się pod koniec
spotkania. To moje wnioski i proszę się nimi nie sugerować w swoim wyobrażeniu
o tej służbie.
Pisarz
utrwala wszystkie szczegóły spotkania. Datę, miejsce, temat, plan, wypowiedzi
uczestników i wnioski z tego spotkania płynące.
Pisarz
ma właściwie wolną rękę w realizacji sposobu zapisu informacji. Może to być
suche streszczenie: daty, wnioski, punkty, lub relacja ze spotkania w formie
opisu obrazu. Niewskazane jest umieszczanie własnych poglądów, raczej
relacjonowanie przebiegu, bez względu na własny stosunek do omawianych spraw.
Dla
tych, którzy nie wiedzą jak tę służbę wypełniać sugerowano, aby nie używać
sposobów, których nie lubiliśmy sami jako czytelnicy.
I używać takiej formy opisu spotkania (Intergrupy,
Regionu, Inwentury Grupy, spotkania zespołu) który
podobał nam się najbardziej w relacjach swoich poprzedników.
Pisarz
w trakcie tej służby uczy się słuchania, uwagi, koncentracji (tu i teraz),
zapamiętywania imion, obowiązkowości, tradycji AA, pokory, powściągliwości,
tolerancji, składu i ortografii, używania zwięzłych jasnych sformułowań.
Czasami obsługi programów komputerowych, obsługi Internetu i poczty
elektronicznej. Krótko mówiąc życia w trzeźwości. Nie ma czasu na gadanie, a
tym samym nie przeszkadza.
Poznaje
nowych przyjaciół, struktury AA, mandatariuszy grup AA. Uczy się odwagi siedząc
na wprost wielu mówiących osób i odporności na krytykę.
Osobom
krytykującym pracę sekretarza i sposoby jego działania, bardzo jesteśmy
wdzięczni. Będziemy zapraszali ich do służby, jako naszych następców.
Proszone
są o napisanie własnych sprawozdań, oczywiście lepszych.
Po owocach ich poznamy.
Rozmawiając o sensie zapisywania przebiegu spotkań,
jeden z kolegów pochwalił się że czasem zapisywał
sobie, kto gdzie siedział na jego Mityngu i co mówił. Po kilku latach znalazło
się kilka wdzięcznych osób za te wspominki. Dzięki temu mogli sami ocenić jakie zrobili postępy. Nic tak nie pokazuje naszej drogi
ku trzeźwości jak zapiski. Myśl ucieka jak wiatr. Mało ludzi z niej skorzysta,
nawet my sami, nie zawsze to potrafimy.
Rozstaliśmy się w dobrych humorach. Sprawiła to jedna z koleżanek
(walcząca Atena), którą
ciepło pozdrawiam.
Dlaczego tu jestem
Odkąd pamiętam, zawsze przez moje życie przewijał się
alkohol - tak pewnie mogłaby zacząć swą opowieść większość alkoholików, i cóż -
nie jestem tu wyjątkiem. Pamiętam jako dziecko obraz
rodziców pijących na przeróżnych rodzinnych spotkaniach i imprezach alkohol,
pamiętam pijanego i awanturującego się ojca. Później przyszły pierwsze wypijane
ukradkiem wina na szkolnych wycieczkach, pierwsze piwo z kolegami po liceum.
Picie było symbolem dorosłości i przynależności do grupy. Pierwszy alkohol na
rodzinnych imprezach – „masz już 16 lat - trochę piwa możesz się
już napić”, „ale Jacuś wyrosłeś - no tak - masz już 17 lat,
kieliszeczek wódki już ze mną możesz wypić - tyle ci nie zaszkodzi”.
Pierwsze upicie się winem u brata na weselu - koszmarne przeżycie dla mnie i
mojego żołądka. Długo potem nie tknąłem alkoholu.
Nadeszły lata
90-te, miałem dwadzieścia lat, lubiłem raz na jakiś czas spotkać się z kolegami
w pubie, wypić piwo albo i dwa, zabawić się. Alkohol nie stanowił problemu, był
zawsze częścią imprezy, podobnie jak dla innych papierosy.
W wieku
dwudziestu kilku lat zacząłem grać w zespole muzycznym - zaczęły się regularne
weekendowe imprezy - koncerty na których alkohol lał
się strumieniami. Polubiłem picie.
Pili wszyscy w
tej branży i ja szybko się wciągnąłem. Każda sobota i niedziela, każdy wyjazd
na koncert zaczynał się od podjechania pod sklep monopolowy i zakup skrzynki
wódki. Pili wszyscy to piłem i ja - nie widziałem w tym nic złego, przecież
zarabiałem duże pieniądze, bardzo dobrze się uczyłem, ba! - skończyłem
jedną szkołę, zacząłem studia, potem pierwsza bardzo dobra praca. Lubiłem
wypić, czekałem do weekendu, kiedy wreszcie zacznie się impreza, kiedy będzie
głośno, wesoło i kolorowo. Cały świat należał do mnie.
Kilka lat
później zespół się rozpadł. Skończyło się weekendowe picie, ale skłonność do
alkoholu pozostała. Pracowałem, skończyłem studia z najlepszą średnią na roku,
ożeniłem się - byłem szczęśliwy. Lubiłem wieczorem usiąść w fotelu z puszką
piwa bądź szklanką dobrego alkoholu w ręku - to mnie odprężało, pozwalało
zapomnieć o pracy i wszelkich problemach. Na każdej rodzinnej czy jakiejkolwiek
innej imprezie nigdy nie stroniłem od alkoholu - lubiłem się bawić, tańczyć i
wypić. Jeśli nawet zdarzyło mi się upić, to kac jaki
mnie dopadał następnego dnia skutecznie wybijał mi alkohol z głowy na jakiś
czas.
Tak mijały
lata. Przeprowadzka do nowego mieszkania w innym mieście, narodziny pierwszego
dziecka, potem drugiego, pierwsze problemy rodzinne - wszystkim tym zdarzeniom
w mniejszym lub większym stopniu towarzyszył alkohol. Piłem już nie tylko
towarzysko - zacząłem pić w samotności i bardzo to polubiłem. Uwielbiałem
spędzać wieczory i noce przed telewizorem lub przed monitorem zawsze z
nieodłączną szklaneczką alkoholu. Chciałem mieć spokój, z niecierpliwością
czekałem chwili gdy wreszcie wszyscy już zasną - gdy
będę mógł spokojnie i bez stresu się napić. W weekendy często po kryjomu
zaczynałem popijać już po południu w sobotę, bo to przecież weekend - należy mi
się coś po całym tygodniu pracy.
Gdy zaczęły
się problemy rodzinne z powodu ilości wypijanego alkoholu - zacząłem się z tym
coraz bardziej kryć. Chowałem puszki i butelki po szafkach, torbach, w
samochodzie.
Pamiętam że strasznie
denerwowała mnie krytyka mojego picia - ja przecież piję niewiele, piję bo
lubię i jeśli chcę to mogę nie pić. Czasem żeby pokazać innym - potrafiłem nie
pić tydzień lub miesiąc. Wreszcie nadszedł czas, że w sposób ciągły zacząłem
szukać fizycznego kontaktu z alkoholem. Nikt włącznie ze mną nie zdawał sobie w
najmniejszym stopniu sprawy z mojego nałogu. Nadal normalnie pracowałem,
zajmowałem się dziećmi i domem.
Do pracy
szedłem na lekkim kacu, który po jakimś czasie mijał, można było spokojnie
popracować i poczekać aż w domu będzie można znowu spokojnie sobie wypić.
W 2007 roku
nauczyłem się klinować. Któregoś dnia po wypiciu w nocy większej niż zazwyczaj
dawki alkoholu, wstałem rano ze strasznym bólem głowy. Myśl o pójściu do pracy
napawała mnie przerażeniem. Zauważyłem u siebie objawy trzęsących się rąk.
Wcześniej zdarzało mi się już je mieć, ale jakoś nigdy nie było to problemem na
tyle dużym, żebym musiał sobie tym zaprzątać głowę. Wypiłem rano piwo i od razu
poczułem się lepiej, potem kolejne w południe. Choć ilość wypijanego alkoholu
zaczęła narastać - ja nadal nie widziałem problemu. Piłem rano w domu,
popijałem w pracy, potem znowu popijałem w domu, a wieczorem w samotności piłem
już tylko tak, aby iść jak najszybciej spać. Wciąż jednak uważałem, że nadal
kontroluję swoje picie - potrafiłem sporządzać sobie nawet specjalne tabelki z dniami w których piłem i w których nie.
Pierwszym
sygnałem, który mnie poważnie zaniepokoił była próba przerwania picia w
październiku 2008. Nigdy problemem nie było dla mnie przestanie picia -
problemem było to, że zawsze do picia wracałem po krótszym lub dłuższym
okresie. Tym razem okazało się jednak że zaprzestanie
picia przyniosło szereg bolesnych doznań zarówno cielesnych jak i duchowych.
Nie wiedziałem co się ze mną dzieje - zacząłem czytać
o alkoholizmie i powoli uświadamiać sobie co się stało z moim organizmem i to
kim jestem. Przeraziłem się. Wiedziałem, że nie mogę znów zacząć pić,
rozpaczliwie tego pragnąłem. Udało się przetrzymać najgorsze i znów cieszyłem
się trzeźwością przez jakiś czas. W listopadzie ponowny powrót do picia, bo
znowu wmówiłem sobie, że mogę wypić tylko trochę, że mogę siebie i alkohol
kontrolować.
W grudniu 2008
nie mogąc poradzić już sobie sam ze sobą, z moim piciem, z depresjami i dnem na jakim się znalazłem - poprosiłem siostrę o pomoc.
Powiedziałem jej jak sytuacja wygląda i tak chcąc - nie chcąc wylądowałem w
szpitalu na kilka dni. Było to traumatyczne przeżycie, które bardzo mną
wstrząsnęło. Widziałem ludzi, którzy ledwo żyli, którym alkohol odebrał
wszystko - pracę, dom, rodzinę, zdrowie a nawet i życie. Mogłem naocznie
przekonać się co mnie czeka jeśli czegoś ze swoim
życiem nie zrobię.
Po wyjściu ze
szpitala zgłosiłem się na terapię. Od psychologa dowiedziałem się, że
obowiązują mnie minimum 2 mityngi AA w tygodniu. Obruszyło mnie to - ja na AA?
Owszem – wiem, że mam problem z alkoholem, wiem że muszę się leczyć, ale zaraz na AA?
Dziś wiem, że moje zgłoszenie się na terapię miało
jeden cel - nauczyć się kontrolować swoje picie.
Zgłosiłem się jednak na mityng i to w przedziwny
sposób zmieniło mnie i moje życie. Nagle znalazłem się wśród ludzi takich jak
ja. Słuchałem ich, słuchałem o ich życiu i ich problemach z alkoholem i walce jaką z nim podjęli. Słuchałem ich - a jakbym słyszał
sam siebie. Wyszedłem niesamowicie podbudowany - poczułem w sobie siłę, poczułem
wielką ulgę i nadzieję.
Dziś idę na
kolejny mityng i bardzo się z tego cieszę, bo teraz już wiem, że jeśli
przestanę chodzić na spotkania AA - nie poradzę sobie sam z alkoholem. Każde
kolejne spotkanie jest inne i każde jest wyjątkowe. Mają jednak jedną wspólną
cechę - pozwalają uwierzyć, że mimo iż codziennie
czuję nieodpartą chęć wypicia - dzięki nim mogę wytrwać w trzeźwości.
Czuję, że
tutaj dam radę odzyskać Siebie - odzyskać zaufanie, uczciwość wobec siebie i
innych, odzyskać moją godność i szacunek dla siebie samego. Przede wszystkim
jednak pozwolą mi odnaleźć to co dawno straciłem -
spokój ducha i pewność siebie. Dzięki mityngom wierzę, że odzyskam wszystko to,
co przez lata odebrał mi alkohol. Dlatego właśnie tu jestem - bo chcę żyć.
Alkoholik Jacek
„Nasze
korzenie...” [... tym razem w wydaniu spikerskim. Redaktor]
Grupa AA „JANKA”
Początki mojego zetknięcia się ze Wspólnotą AA oraz jak doszło do
powstania grupy Anonimowych Alkoholików w Węgrowie.
Na imię
mam Karol i jestem alkoholikiem. Mieszkam od urodzenia w niedużej miejscowości
Grochów, pomiędzy Węgrowem a Sokołowem Podlaskim w woj. Mazowieckim.
Tutaj piłem i popadłem w chorobę alkoholową i
tutaj zaczęło się moje zdrowienie. Po 17 latach picia nałogowego i znalezieniu
się na samym dnie piekła i pogrążeniu w tym piekle swojej żony i całej rodziny
trafiłem do poradni odwykowej w Węgrowie.
Miałem dość picia i szukałem jakiegoś
ratunku, potrzebna mi była pomoc, a Wspólnoty Anonimowych Alkoholików jeszcze
na tym terenie nie było. Niespodziewanie otrzymałem zaproszenie na przedświąteczne
przyjęcie dla ludzi uzależnionych zorganizowane przez poradnię. Zaproszenie to było
z informacją o naszym sposobie leczenia choroby alkoholowej. Była to pierwsza
połowa 1988 r ponieważ byłem zarejestrowany w poradni odwykowej w Węgrowie,
więc na tym przyjęciu się znalazłem.
Zauroczyła mnie atmosfera tego przyjęcia, miałem
przerwę w piciu i coś niecoś mogłem wziąć dla siebie z tego spotkania. Prosiłem
panią psycholog magr. Janinę Transbar
o spotkanie w poradni, które mi wyznaczyła na początek stycznia 1989 r. Po
rozmowie trwającej około 1,5 godz. dowiedziałem się od
pani psycholog, że jestem alkoholikiem oraz, że dla mnie Karola alkohol nie
istnieje pod żadna postacią do końca życia. Oczywiście był to dla mnie szok,
gdyż spodziewałem się od poradni, że tam mnie ktoś nauczy kontrolowanego picia.
Już wtedy zapytałem się pani psycholog, czy
zna takich ludzi co pili nałogowo, i potrafili przestać
i coś niecoś ze sobą zrobić. Pani psycholog powiedziała mi, że wyśle mnie do Zakroczymia (Apostolskiego Ośrodka Trzeźwości) i tam może
kogoś spotkam i dowiem się więcej o chorobie alkoholowej. Spotkałem tam
pierwszego żywego alkoholika, który nie pije, był to Andrzej z Siedlec i miał pół roku
abstynencji.
Wtedy właśnie przywiozłem trochę literatury AA, ulotek i
czasopism. Naprawdę zachciało mi się żyć, zapragnąłem życia w trzeźwości i już wiedziałem że pokocham to życie.
Zacząłem myśleć o tym, aby powstała grupa AA
w Węgrowie.
Spotykałem się systematycznie
co dwa tygodnie z panią psycholog Janina Transbar,
były rozmowy, dużo mówiłem jej o sobie i powoli ustalaliśmy termin i scenariusz
jak zorganizować pierwsze uroczyste spotkanie większej liczby osób uzależnionych
od alkoholu w Węgrowie.
Pani Janina wiedziała o grupie anonimowych
alkoholików z ul. Belgijskiej w Warszawie. Była to wspaniała grupa i dużo
wspaniałych ludzi tam przychodziło, takie było moje odczucie.
Mimo, że
nie miałem żadnego wsparcia od trzeźwiejących alkoholików, abstynencję utrzymałem
dzięki wsparciu mojej żony i pani psycholog Janiny z poradni w Węgrowie.
Z panią Janiną ustaliliśmy termin spotkania
na dzień 2.04.1989 r. Z tego co pamiętam, spotkanie
odbyło się po południu w niedzielę w Domu Kultury w Węgrowie.
Na to spotkanie przybył biskup Mazur z
diecezji Siedleckiej aby pobłogosławić tą wspólnotę
ludzi bardzo niepewnych jeszcze, a szukających światła i drogi do godnego życia.
Ja Karol alkoholik, jako osoba, która
zadeklarowała chęć zaprzestania picia i gotowa żyć w abstynencji, przywitałem
jego ekscelencję biskupa Mazura z kwiatami, zostałem namaszczony przez biskupa
abym wszedł z wiarą i zaufaniem w to życie, którego strony są dla mnie zakryte ale będą inne i lepsze jak te które zapisałem w
archiwum swojej podświadomości.
Chwała Panu Bogu za to co
się od tego kwietniowego dnia dokonało w moim życiu.
Spotkanie zaczęło się w Sali kinowej, było
ponad sto osób, w tym znaczna ilość anonimowych alkoholików z Warszawy. Było to
spotkanie informacyjno-spikerskie, świadectwa swojej trzeźwości dawali
alkoholicy przybyli z Warszawy. Ja alkoholik Karol mogłem tylko się pochwalić
swoja trzymiesięczną abstynencją.
Z tego co pamiętam
to na spotkaniu był Wiktor Osiatyński znany zarówno w Polsce jak i za granicą,
Felek, Jarek, Marek, Seweryn, Piotrek, Juliusz i wiele innych osób, których
imion nie pamiętam.
Po spotkaniu w Sali kinowej, wszyscy
zainteresowani problemem alkoholowym, zarówno alkoholicy jak i osoby
zainteresowane i osoby bliskie alkoholikom zeszli na spotkanie do dolnej części
Domu Kultury. Tam właśnie w podpiwniczeniach odbył się pierwszy mityng otwarty
AA w Węgrowie. Prowadzącym spotkanie był Felek z W-wy.
Tam właśnie ja Karol zostałem przyjęty do Wspólnoty
AA, prawdopodobnie ze mną razem zostało jeszcze przyjęty Włodek z Węgrowa.
Szczegółów tego wszystkiego nie pamiętam, ale to co na
dzień dzisiejszy ze spotkania zapamiętałem, to spisałem, byłem pod niesamowitym
wrażeniem, jakby pod wpływem narkotyku, tylko już nieszkodliwego.
Chrzest
grupy odbył się na którymś z pierwszych otwartych spotkań AA w Węgrowie. Ojcem
chrzestnym grupy byłem ja. Nazwa grupy wywodzi się od imienia pani psycholog
Janiny Transbar w dowód wdzięczności za pomoc jaką okazała powstającej na tym terenie pierwszej
grupy AA. Takie były początki powstania pierwszej pionierskiej grupy wspólnotowej
Anonimowych Alkoholików na terenach wschodniego Mazowsza i Ziemi Podlaskiej.
Grupa AA „Janka” w Węgrowie począwszy od 2.04.1989 intensywnie pracuje, ciągle się rozwija i prowadzi swoja
działalność grupową, obecnie mityngi odbywają się trzy razy w tygodniu pon, czw, i sob.
Nadmienię jeszcze, że na pierwsze spotkania
przez jakiś czas przyjeżdżali Seweryn i Janek pseudonim „Szampon”.
Ich obecność była dla naszej grupy wielkim wsparciem, mówili nam o tym jak żyć
w nowej trzeźwości. Początkowo przychodziło po kilka osób, niektórzy
dobrowolnie, niektórzy z nakazu lub przymusu, przychodziły także osoby
zainteresowane problemem alkoholowym, między innymi członkowie rodzin. Były
spotkania, że przychodziło po dwie lub trzy osoby, niektórzy znikali na jakiś
czas, później znów wracali, niektórzy znikali na zawsze. Spotkania odbywały się
w Domu Kultury w poniedziałki o godz. 18:00.
Grupa przechodziła kryzys, pani psycholog
Janka zaprosiła z Warszawy Wiktora alkoholika i Ewe
jego żonę, którzy mieli z nami spotkanie w Domu Kultury. Wiktor spotkał się z
alkoholikami, a jego żona Ewa z osobami współuzależnionymi.
Przytoczę tutaj jeszcze myśl, która była myślą
przewodnią w pierwszych latach mojego trzeźwienia:
„Pozostać na ziemi, gdy się upadło, to
poważna rzecz, ale siedzieć przy drodze, sądząc, że się już doszło, to także
poważna sprawa” Michale Quoist
Spisałem to co zapamiętałem z tamtych lat, potwierdzam to swoim
podpisem
Karol AA
ZZA KRAT
Nikt nie jest zły
Moje pierwsze spotkanie z innym światem nastąpiło za
murami więzienia. Pomimo spędzenia tam większości życia nie wiedziałem, że
istnieje za murem też inny świat. Na początku nie wierzyłem, że są ludzie którzy potrafią żyć bez alkoholu. Każde ich
opowiadanie o tym, że można i da się tak żyć, traktowałem jak jedno wielkie
oszustwo. Moja niewiedza na ten temat była bardzo duża. Widząc powitania ludzi,
którzy przychodzili do więzienia z wolności ze skazańcami, postrzegałem
jako ukartowane z góry i specjalnie robione na pokaz. Krótko mówiąc -
jak kolejne oszustwo.
Zastanawiało mnie jednak po co
to tak na prawdę jest robione? Po co ci z wolności sami przychodzą do więzienia
na mityngi. Moje płytkie myślenie i widzenie tego bez zagłębiania się w
prawdziwą przyczynę nie pozwalały na realne myślenie i dostrzeżenie
o co chodzi w tym wszystkim.
Prawdziwy przełom nastąpił w dość nieoczekiwanym dla
mnie momencie, którego najmniej bym się spodziewał. Pewnego razu idąc
korytarzem zatrzymałem się przy drzwiach do sali gdzie odbywały się
mityngi. Podszedł do mnie gość - jeden z
tych odwiedzających. Przywitał się a gdy wyciągnął rękę, nie wiedziałem jak mam
się zachować. Po chwili wahania podałem mu rękę. Zapytał mnie jak się czuję,
jak sobie radzę, kiedy mam koniec kary, kiedy mógłbym wcześniej wyjść. Nie na
wszystkie pytania odpowiedziałem, gdyż zaczynał się mityng.
Podczas mityngu ponownie coś się zadziało.
Pojawiła się osoba, której wcześniej nie widziałem. Wypowiedzi tego faceta
trafiały do mnie zdanie po zdaniu, z zapartym tchem słuchałem tego co mówił. Gdy wychodziłem z mityngu jak nigdy pierwszy
podszedłem się pożegnać ze wszystkimi odwiedzającymi i muszę powiedzieć, że
sprawiło mi to ogromną radość jakiej wcześniej nie
doświadczyłem.
Przekonałem się, że nie jestem traktowany jak
pospolity przestępca, złodziej i bandyta, którego ludzie oceniają po tym co zrobił, a nie po tym jaki jest wewnątrz. Że są na tym
świecie ludzie, którzy potrafią powiedzieć że nikt nie
jest zły.
Z niecierpliwością czekałem na kolejną sobotę by pójść
na mityng, by znów spotkać ludzi z wolności, by móc zamienić kilka zdań, by
posłuchać o czy mówią i jak sobie radzą z całą masą problemów
jakie nakłada na nich życie. Jacy są radośni pomimo niepowodzeń.
Złapałem się w pewnym momencie, że chciałbym tak żyć, że zawsze mogę na
tych ludzi liczyć, że pomogą mi w zrozumieniu wielu nurtujących mnie spraw.
Zauważyłem też że ci ludzie na mój widok są tak jak ja
uśmiechnięci. Myślę że również tak jak mi tak i im
kołatało szybciej serce.
Gdy opuszczałem mury więzienia było mi smutno z
jednego tylko powodu - że nie będę już się widywał z tymi przyjaciółmi. I tu
kolejny raz się pomyliłem. Gdy poszedłem na mityng już na wolności, wchodząc do
sali aż zamarłe. Spostrzegłem, że tuż przy prowadzącym siedzi przyjaciel, który
przychodził do wiezienia. Nie wiedziałem co zrobić ale
niemalże automatycznie podszedłem się przywitać. Radość była ogromna z jego i z
mojej strony i jak nigdy tego nie robiliśmy - uścisnęliśmy się. Czułem się świetnie bo takiej radości nie zaznawałem często.
Kolejną taką radością było pójście na mityng w inne
miejsce. Atmosfera jak tam panowała od razu przypadła mi do gustu i
spowodowała, że uznałem to miejsce, w którym będę co
tydzień. Jak się okazało nie tylko ja uznałem to miejsce za swoje - co i raz
spotykam przyjaciół, którzy przychodzili do więzienia, w którym przebywałem. Poza tym jak się okazało nie tylko oni chodzą
za mury więzienia. Jest jeszcze kilka innych osób, które odwiedzają inne
więzienia.
Dziś z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że
odwiedzający więzienne mityngi są potrzebni i odgrywają dużą rolę.
Na pewno ktoś za murem czeka na kolejny mityng i
spotkanie ludzi zza muru. Że tak jak mi rosło serce na widok odwiedzających,
tak komuś za murem też rośnie. Zaskoczyła mnie też propozycja jednego z
przyjaciół czy nie zgodziłbym się pójść na mityng do więzienia Zgodziłem się,
ale jak dotąd nic z tego nie wyszło. Nie widuję tego człowieka i nie wiem jak i
co załatwić by dostać się na taki mityng. Moja ogólnikowa wiedza jest taka, że
jest wymagane jakieś zezwolenie na wejście, ale jak to załatwić to nie wiem.
Chciałbym wziąć udział w takim mityngu. Z perspektywy gościa miałbym szansę
powiedzenia innym skazanym, że "nikt nie jest zły", że to choroba
zaprowadziła ich z mury, ale jeśli tylko uwierzą to bez względu na to kim są i co robią, mają szansę na inne życie i że na ich
widok też może komuś zabić szybciej serce.
Artur