MITYNG 07/145/2009
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
Nastał okres
wakacji, na ogół radosny. Fajnie. Dla mnie, alkoholika, może stać się zarówno
źródłem niechcianego zmęczenia jak i upragnionego wypoczynku. Wybieram
oczywiście to drugie. A skoro tak, to zastosuję sprawdzone sposoby. W końcu
„rzadko się zdarza, by doznał niepowodzenia ktoś, kto postępuje zgodnie z naszym
programem” (V rozdział W.K). Żeby jednak program realizować, trzeba go
poznawać, poprzez chodzenie na mityngi, czytanie literatury... Od czasu do
czasu, również na urlopie, zadaję sobie – w ramach takiej osobistej inwentury –
jak ja realizuję ten program. Bardzo pomocny jest mi w tym krótki tekst, który
do znudzenia sobie powtarzam: dziś nie pij, idź na mityng, czytaj... Ja to po
prostu uwielbiam.
Wylatuję na
urlop. Trudność – a w ich piętrzeniu
zawsze byłem twórczy – mogę znaleźć w podróży samolotem, gdzie ciężar bagażu
jest ściśle określony. I tu, Kochani, biuletyn MITYNG pokazuje swoją kolejną
zaletę – waży tylko
W tym numerze,
do którego przeczytania zachęcam w letnie dni, dużo możemy znaleźć o służbie, o
pokorze. Znajdziecie tu osobiste doświadczenia przyjaciół o potrzebie niesienia
posłania - już teraz, nie potem.
Przeczytacie o odkrywaniu działania Siły Wyższej. W sprawozdaniach z warsztatów
czy spotkań zespołów możecie znaleźć wypowiedzi dziesiątek przyjaciół z AA, a
nie jednego mądrali.
Czytanie tych
tekstów to z pewnością dobry sposób dla lepszego poznania służb w naszym
regionie, dla lepszego poznawania programu. /A jeśli ktoś jeszcze nie był -
najlepiej jest przyjść do Punktu Informacyjno – Kontaktowego, posłuchać,
zapytać./
Może zatem – czy to gdzieś pod palmami czy w gdzie indziej, gdy
reszta bliskich będzie daleko – warto poświęcić chwilę na lekturę. A może nawet
coś napisać...
Redaktor.
Stary
zegarek
Zegarek
cichutko tyka. Stary, kieszonkowy zegarek z dewizką. Mechaniczny zegarek, który
codziennie trzeba nakręcać. Takiego właśnie szukałem, o taki mi chodziło. Duży.
Czytelny. I żeby cichutko tykał.
W chwilach
ciszy i spokoju słyszę, jak mija czas. Czas dobrze wykorzystany, nie
zmarnowany, albo…
Już nie
chciałem najnowszych cudów techniki, czasomierzy trzydziestej siódmej
generacji, takich, co to same łączą się z jakimś supernowoczesnym zegarem
atomowym i korygują swoje wskazania tak, by ewentualne różnice nie przekraczały
jednej sekundy na milion lat.
Mój
zegarek nie jest tak dokładny. Nie musi. Zdążę. Jeśli tylko będę uważny – zdążę.
A jeżeli nie będę? Jeśli nie będę uważny, to i najdroższy chronometr nie
pomoże. Przecież to już wiem.
Stary
zegarek i czas, który odmierza jest jak … jak pomost. Łączy ludzi, którzy
kiedyś, dawno temu, słuchali jego tykania, ze mną, dzisiaj, teraz. Ale przecież
na mnie się nie kończy, a więc stary zegarek łączy także mnie z kimś, z kim mam
się niedługo spotkać, kto będzie na mnie czekał… Jeśli pozwolę mu czekać. Jeśli
chcę kazać mu czekać.
Ile czasu miał
będę dla niego? Ile mu poświęcę, ile dla niego przeznaczę? Ile chcę mu… dać,
ofiarować? Ciekawe pytania, prawda? Zwłaszcza, kiedy pomyślę, że to nie ja
przecież jestem szafarzem czasu, a po prawdzie, to przecież nie wiem nawet, ile
mnie go wydzielono, ile ja będę go miał. Tutaj.
A jeżeli
czasu będę miał tyle tylko, co do jutra, do świtu, to czy pójdę dzisiaj na
spotkanie? Czy swoje ostatnie godziny gotów jestem oddać drugiemu człowiekowi?
Ale, czemu
oddać? Czemu poświęcić? Przecież jego zegar tyka tak samo… Czyżby mój czas był
lepszy, ważniejszy, droższy?
Kto wie,
co każdy z nas wyniesie z tego spotkania? Kto wie, z jakimi skarbami ja ze
spotkania wrócę, by w ciszy i spokoju móc cieszyć się nimi, słuchając
jednocześnie tykania starego zegara?
„Już” –
przekleństwo mojego życia. I pytanie, które zawisło, jak głaz: nie będziesz już
zbierać książek? – gdy matka przed śmiercią rozdawała przypadkowym ludziom
swoje zbiory.
Ano,
właśnie. Już. Ja jeszcze, ale ty – już. Niewybaczalne.
Ale z
drugiej strony… Bez goryczy wyrzekać się przymiotów młodości, to ja już chyba
potrafię. Gorzej z godzeniem się, przyjmowaniem bez oporu i goryczy przymiotów
starości. Na nie nie jestem jeszcze gotów. Ale czy
kiedykolwiek będę? Przecież…
Ja nie
„mam” czasu. Czas ma Bóg i może jeszcze zegarmistrze. Ja za to mam kolegę, o
którego trochę się niepokoję, wyjdę więc z domu nieco wcześniej, a jeśli i on
wpadnie na taki pomysł, to będziemy mieli dla siebie więcej czasu.
Dziwny
jest ten czas. Ja go nie mam, ale we dwóch lub trzech, wspólnie, widocznie
można go mieć. Nawet więcej mieć.
Cicho tyka
stary, kieszonkowy zegarek… Dla mnie. Dla ciebie. I dla nas.
Meszuge (V 2009)
Ci, którzy wciąż jeszcze cierpią – to znaczy, że …
Czy my umiemy zrozumieć to, że ich cierpienie nie do końca jest przez nas
zrozumiane właściwie. Na czym polega niesienie posłania? Czy program 12 x 12
jest zrozumiały, czy ja naprawdę mam sponsora i sponsoruję? Czy umiem przekazać
widzę, a raczej podstawy współpracy i cele tej współpracy.
Chyba sponsorowanie nie ma początku i końca, więc jest dążeniem do
doskonalenia służenia sobie wzajemnie. Czy ta służba ma za cel ciągłego
rozwijania się, czy odrabiania lekcji i szukania poklasku? Dzisiaj na spotkaniu
Intergrupy „Sawa” usłyszałem nowe doświadczenia
zaangażowania się do uczciwej pracy nad sobą, ze sobą, dla siebie. Po to, bym
mógł nieść prawdziwe posłanie a nie jego namiastki.
Samo sponsorowanie jest zadaniem prostym, ale wymaga uczciwości,
tolerancji i akceptacji, bo tak to zrozumiałem. Mam zacząć od siebie jak w
twardej miłości. To ja mam być zdecydowany i nie teoretyzować. To ja mam szukać
w sobie gotowości do poświęceń i tak to przekazywać dalej. Zrozumiałem na czym
polega współpraca, do której mam być wewnętrznie przygotowany i rozwinięty po
to, żeby się rozwijać, pomagać innym w rozwoju duchowym.
Co to znaczy być obecnym i szukać
głosu serca. 30 maja 2009 roku to data mego przebudzenia w słuchaniu
innych, doświadczonych i zdolnych przekazywać swoje doświadczenia w prawdziwym
niesieniu poosłania.
Ten właściwy kontakt i porozumienie zaczyna się przecież w grupie
macierzystej. Nasze wspólne kontaktowanie się powinno mieć znaczenie i sens.
Jak cenne jest uczestnictwo w spotkaniu intergrupy,
poza swoją grupą.
Tak niewinnie się zaczyna, powoli rozkręca, atmosfera wspólnego
zrozumienia potrzeby serca by usłyszeć przyjazny i niezależny głos.
Jakie to jest cenne - usłyszeć to co ten drugi chciał przekazać. Właśnie
ta istota jest prowadnicą w dobrym kierunku. Piszę to co mnie dzisiaj
poruszyło. Serce, umysł i dusza zostały uzdrowione. Z wielu różnych wypowiedzi
wydobyła się ta właściwa - natchniona trzeźwością. Tak działa Siła Wyższa, kto
ma usłyszeć ten nie pozostanie obojętny, w tym był cel naszych dążeń do
doskonalenia rzemiosła. Siła Wyższa powierza nam zadania do wykonania w
prostocie serca. Staramy się i uzyskujemy wzrost. Tradycja V mówi przez nas o
tolerancji i akceptacji na drodze rozwoju. Nie ma żadnych przymusów ani
nacisków, które mogłyby popsuć plany służące nam dla wypełniania się
komunikacji i porozumienia.
Duchowość właśnie jest najistotniejsza dzięki anonimowości osób. Wewnątrz
wspólnoty i dla wspólnoty takie głosy to owoce dojrzewania. One są okazałe dla
tych, którzy mówią sercem i słuchają sercem.
Jak to dobrze byłoby, żeby sponsor i sponsorowany osiągnęli takie
poziomy porozumienia i zachęcania innych do naśladowania tego, co służy nam
wszystkim.
Jeszcze chciałbym poddać przemyśleniom zasady sponsorowania: czy to jest
zdrowy kontrakt, warunki spełniające realizacje celu, czy może układanie się w
związki zależności. Tak bardzo bym chciał, żeby następne warsztaty były
poświęcone sponsorowaniu, które jest zdrowe i przynosi owoc. Nasz czas powinien
być wykorzystany owocnie i powinno to nam służyć we wzrastaniu duchowym.
Tego nam życzę i także zastanowienia się nad tym, jak możemy służyć sobie
wzajemnie dobrze, uczciwie, z pełnym zaangażowaniem.
Róbmy to najlepiej jak tylko umiemy i ratujmy zabłąkane dusze.
Niech dorosłość pociąga nas do lepszego życia we wspólnocie AA.
AN – SAN
Zespół ds. Literatury /dn. 10.06.2009/
W
spotkaniu wzięło 10 osób. Przywitaliśmy się tekstem „Jestem odpowiedzialny”.
Omówiliśmy plan warsztatów na 13.06.2009 „…Gdzie pieniądze spotykają się z
duchowością…” oraz tematy przyszłych spotkań warsztatowych. Zapraszamy Was
drodzy przyjaciele 11.07.2009r na wymianę doświadczeń podczas warsztatów
„SPONSOROWANIE – co mi pomaga, a co przeszkadza”. Chociaż temat był już
kilkakrotnie podejmowany, to okazuje się, że wciąż jest takie zapotrzebowanie.
Uważamy, że nie szkoda czasu na rozmowy o sponsorowaniu, które jest bardzo
istotnym elementem pracy z Programem AA, więc z wielką ochotą organizujemy kolejny
warsztat. Od sierpnia do grudnia Zespół postanowił organizować cykliczne
warsztaty na temat „STRUKTURY SŁUŻB”,
Zespół
Literatury chciałby rozszerzyć „Mityng służb” o doświadczenia z pełnienia ich
na szczeblu Intergrupy i Regionu.
Osoby,
które pełniły służby poza grupą proszone są o spisanie swoich doświadczeń przesłanie ich na adres MITYNGU.
Wszystkie doświadczenia są bardzo cenne.
W
trakcie spotkań Zespołu podejmowane są również tematy związane z redagowaniem
naszego biuletynu. To tu i w tym czasie spotyka się zespół redakcyjny i wraz z
Redaktorem MITYNGU staramy się o to, by każdego miesiąca biuletyn trafiał do
Waszych rąk. Chętnych do udziału w tych pracach zapraszamy w każdy drugi
czwartek miesiąca do PIK przy ul. Brazylijskiej 10 o godz. 18.00. W
pomieszczeniu, gdzie możemy robić sobie herbatę zostało postawione metalowe
pudełko, do którego można wkładać listy do Redakcji. Dziękujemy wszystkim,
którzy już skorzystali z tej możliwości kontaktowania się z czytelnikami
Mityngu.
Kolporter
Regionu podzielił się swoim doświadczeniem na temat swojej służby w terenie
tzn. jak wygląda zapotrzebowanie i nabywanie literatury AA na rocznicach grup.
Dokładnie będziemy mogli przeczytać o jego spostrzeżeniach w osobnym artykule.
[„Zabawa” – str. 14]
Z
Pogodą Ducha w sercu relację przekazała
Przewodnicząca
Zespołu ds. Literatury – Gosiali
„…gdzie pieniądze spotykają się z duchowością…”
Punkt Informacyjno - Kontaktowy, Brazylijska
10, Warszawa
dn.
13.06.2009 r. GODZ.15.00
Spotkaliśmy
się w 12 osób. Czas przewidziany na
warsztaty mijał w atmosferze pracy, zastanowienia i zrozumienia. Temat
finansów, pieniędzy zawsze budzi wiele niesnasek, bywa trudny i wstydliwy. Nie
szukaliśmy tego co nas dzieli. Staraliśmy się odpowiedzieć sobie na pytania
zasugerowane cytatami z naszej literatury. To myśli, jakie zostały
wypowiedziane na warsztatach.
A może Ty
Przyjacielu również zechcesz przyłączyć się do nas i napisać o swoich
doświadczeniach na ten temat? Może przyślesz je na adres Redakcji? Zapraszamy…
Cytaty z książki
„Jak to widzi Bill.”
„Kiedy
piliśmy, pierwsi wyciągaliśmy po nie (przyp. pieniądze) rękę.
Toteż gdy teraz zaczynamy płacić swoje rachunki, jest to zdrowa odmiana.”
Odpowiedzialność – za siebie i Wspólnotę AA… Jak to widzę teraz?
- Staram się uczciwie wykonywać służby, których
się podejmuję, bo czuję się odpowiedzialna. Mam w jakiś sposób zwracać to, co
otrzymałam od Wspólnoty i znaleźć zawsze czas.
- Żałowałem na rachunki, bo był to obowiązek, bo
ktoś na tym się bogacił, żeby to było moje, to by mi płacili. Nie żałowałem na
rzeczy, mniej odczuwałem stratę, Nie żałowałem na alkohol, bo to była
przyjemność.
- Płacenie za siebie jest dla mnie czymś nowym.
W dawnym życiu byłem w stanie zapłacić co najwyżej za doraźne przyjemności –
tam, gdzie już nie było możliwości zmanipulować, oszukać, ukraść. Pieniądze nie
miały jednak dla mnie znaczenia. Jak ktoś mnie prosił o pożyczkę, wyciągałem
bez namysłu. Niejednokrotnie nie oddawano mi pożyczonych pieniędzy. Dziś z
dumą, ale i z bólem duszy, płacę swoje rachunki, uczę się planować wydatki,
odkładać na „czarną godzinę”.
- Za 10 minut i chirurga dałem 200 zł i nie
miałem oporów. Za kawę na mityngu, za korzystanie z PIK-u, za udział
mandatariusza czy delegatów regionu już tak chętnie nie płacę. Marna ta moja
odpowiedzialność we Wspólnocie.
„Pamiętajmy, że ilekroć udzielamy alkoholikowi pomocy na płaszczyźnie materialnej, tylekroć zaczyna on polegać raczej na uprzejmości i jałmużnie, a nie na Sile Wyższej i grupie AA.”
„Pieniądze stopniowo zaczęły służyć nam, a nie my
pieniądzom.”
Lęki – Ja, rodzina, Wspólnota…
- Nie mam żadnych lęków, bo nauczyłam się w AA,
będąc skarbnikiem na grupie, w intergrupie i regionie
planować wydatki. Na początku nie miałam, żeby wrzucić do kapelusza symboliczną
złotówkę a teraz mam, bo nauczyłam się.
- Bałem się, aby nie przyszło do mnie dziecko i
poprosiło o pieniądze, gdy ich nie miałem, bo przepiłem. To był wstyd i brak
odpowiedzialności. Gdy szedłem do baru, nie żałowałem. Gdy szedłem na zakupy,
obawiałem się czy mi wystarczy. Aby podkreślić swoją wartość, zacząłem płacić
rachunki, pomimo że rachunki były na inną osobę. Zacząłem rozumieć, że po to
pracuję, aby płacić za swój byt.
- Pieniądze są mi potrzebne do płacenia za siebie,
do godnego życia. Nie jestem już dziś pazerny na pieniądze tak, jak w dawnym
życiu. W tamtym życiu zawsze - ile bym nie zarabiał- było mi za mało. Nie
miałem nigdy konkretnego przeznaczenia dla pieniędzy. Wiecznie mi się
„rozchodziły”. Uczę się dziś przyjmować również pomoc materialną. Uczę się dziś
rozmawiać o pieniądzach na mojej grupie – ile możemy przekazać na niesienie
posłania, jakie są potrzeby finansowe grupy. Uczę się dziś pojmować również
wagę pieniądza w życiu. Uczę się, że jeśli nie mogę za coś zapłacić, to albo
mogę z tego zrezygnować, albo mogę to odpracować.
- W stosunku do rodziny, to ja mam „obowiązek
alimentacyjny”. „Uszlachetniałem się”, chętnie pożyczając drobne i większe
kwoty ludziom z AA na mityngach. Niemądrze robiłem, psuło mi to nasze relacje.
Gdy już nie piłem, jak poniosłem straty, ogarniały mnie lęki. Ale jak miałem
przypływ znacznej gotówki – też.
„Jeśli mieliśmy dobre warunki bytowe, przestawaliśmy drżeć
ze strachu, czy nie zmienią się najgorsze, bo przecież znaliśmy już z własnego
doświadczenia wartości „szczęścia w nieszczęściu”.”
Bezpieczeństwo – Poczucie bezpieczeństwa materialnego warunkiem
mojego rozwoju duchowego.
- Czuję się bezpieczna materialnie, bo dostaję
od Siły Wyższej tyle, ile mi potrzeba i dzielę się doświadczeniem z innymi i
umiem cieszyć się tym, co mam. Otrzymuję i daję.
- Gdy
mam oszczędności, czuję się bezpiecznie. Nie boję się niespodzianek. Chociaż,
gdy nie piję, tych niespodzianek też się nie boję. Sądzę, że nie wpadnę w ciąg
alkoholowy. A większe zakupy mogę zaplanować i być na to przygotowanym.
- Jest dla mnie ważne bezpieczeństwo materialne.
Unikam jednak nadmiernego popadania w pracę. Pomimo, ze znam swoją wartość w
życiu zawodowym, jestem skłonny zgodzić się na pracę za mniejsze pieniądze po to,
żeby mieć czas dla innych ludzi.
- Policzyłem dzisiaj pieniądze na wakacje i mogę
czuć się bezpiecznie. Kiedyś też miałem pieniądze. Piłem, a mój rozwój duchowy
tonął. Kiedyś na mityngu bezdomny przyjaciel powiedział, że ma 30 gr. i jest
szczęśliwy. Wtedy mu nie wierzyłem. Wtedy, bo dzisiaj daję wiarę tym słowom.
I jeszcze kilka zdań z wypowiedzi Przyjaciół:
- Skoro na wyjazdowe warsztaty mnie nie było
stać, zapłaciła za mnie Intergrupa a moim obowiązkiem
było zdać dokładne sprawozdanie z tych warsztatów.
- Duchowość programu AA łączy się z tym, że
samopomoc nasza jest nieodpłatna, bez pensji za pomoc w leczeniu.
- Służba – to miejsce, gdzie pieniądze spotykają
się z duchowością…
- Pełnienie służby nieodpłatnie przynosi mi
olbrzymie zyski duchowe – radość.
- Płacę za siebie rachunki – gdybym poszedł do
prywatnej kliniki i leczył się z alkoholizmu, kosztowałoby to mnie tysiąc razy
więcej.
- Gdy
piłem, nie szanowałem pieniędzy. Nie czułem ich wartości. Nie płaciłem za
siebie rachunków (czynsz, zobowiązania) ale rozdawałem innym, by im przypodobać
się. Kupić ich przyjaźń.
- Jestem za tym, by była jasność zwrotu
pieniędzy za podróże, za koszty włożone przez AA w pełnienie służby.
- Literatura kosztuje. Więcej przepiłem, niż
miałem wydać na książkę, która pomaga mi trzeźwieć.
- Nie potrafię myśleć o rozwoju duchowym, jeśli
są we mnie lęki o zaspokojenie podstawowych potrzeb: dach nad głową, głód,
lekarstwa. Muszę zadbać o byt. Wtedy dopiero mogę rozwijać się duchowo. Nie
wyobrażam sobie mityngów w nieopłaconej sali, dyżurów przy telefonie czy braku
literatury, ulotek, bo zabrakło na rachunki pieniędzy. Dziś wiem, że bez
minimum bezpieczeństwa materialnego praca nad sobą, niesienie posłania jest dla
mnie niemożliwym. Dziś nie piję – mogę o nie zadbać.
Relacje z warsztatów przekazała Gosiali.
Byłem w Częstochowie
Jestem alkoholikiem, na
imię mam Maciek. Chciałem się podzielić z Wami swoimi refleksjami z I
Ogólnopolskich Warsztatów Sponsorowania, które odbyły się 9 – 10 maja 2009r. w
Częstochowie.
Śledząc naszą
główną stronę internetową, wiedziałem, że takie warsztaty są planowane i
chciałem na nich być. Na naszym zespole ds internetu okazało się, że jeszcze są inni, którzy planują
wyjazd. I tak znalazło nas się trzech z Warszawy, a jak się okazało później,
było nas czterech. Przed wyjazdem rozmawiałem z przyjaciółmi ze swojej grupy,
zasiali mi oni pewne obawy, że to Częstochowa, itp. Ale pomimo tego pojechałem.
Muszę szczerze przyznać, na początku, że warsztaty odbyły się w całkowitej
zgodzie z duchem i tradycjami AA. Jestem pełen podziwu dla przyjaciół z Regionu
Katowice, że ten duch AA tak sprawnie i konkretnie działa. I myślę, że mój
Region może się od nich czegoś nauczyć, bo nasza siła pochodzi z czerpania
doświadczenia od innych. W warsztatach wzięli udział przyjaciele z całej
Polski, dzieliliśmy się doświadczeniem jak działa sponsorowanie i jak jest
zorganizowane. Warsztaty dotyczyły m. in. następujących tematów:
- Co skłoniło mnie do stosowania w życiu 12 Kroków AA
- Jaki sponsor i jak go znalazłem
- Zasady
współdziałania - sponsor i podopieczny
- Sponsorowanie
- zagrożenia
-
Sponsorowanie w służbie
-
Sponsorowanie - wpływ na moje życie.
Przez te dwa
dni moja wiedza na temat sponsorowania została znacznie wzbogacona. Najbardziej
podobał mi się temat „Sponsorowania w służbie” i jak to wygląda w innych
regionach. Doświadczenia jakie usłyszałem w zakresie tego tematu, będę chciał
przekazać na swojej grupie i intergrupie. Swój wyjazd
na te warsztaty uważam za bardzo owocny. Jak zwykle poznałem wielu przyjaciół z
całej Polski, od których biło ciepło, byli mili, uśmiechnięci i otwarci. Po
tych doświadczeniach czuję wielki spokój i Pogodę Ducha.
Chęć
organizacji następnych warsztatów wyrazili przyjaciele z Regionu Bałtyckiego.
Ja, jeżeli siła wyższa mi na to pozwoli, będę chciał tam pojechać, by móc się
podzielić jak przez ten rok udało mi się zastosować sugestie jakie usłyszałem w
Częstochowie. Dziękuję przyjaciołom z regionu Katowice za organizacje tych
warsztatów i polecam wszystkim przyszłoroczne warsztaty w Darłówku.
Uczestnik I
Ogólnopolskich Warsztatów Sponsorowania AA.
Zespół do spraw Internetu
Jak zgodnie
z Dwunastoma Tradycjami nieść posłanie przez telefon i internet.
Warsztaty
odbyły się 23 maja 2009r. w PIK na ul. Brazylijskiej 10 w Warszawie. Warsztaty
zaczęliśmy tekstem Jestem Odpowiedzialny. Udział w nich wzięło 26 osób, w tym goście
z Regionu Kujawsko - Pomorskiego oraz z Al-Anon i Al-Ateen. Na warsztatach omawialiśmy następujące tematy:
1. Dla
kogo i dlaczego potrzebny jest dyżur w PIK
2.
Materiały potrzebne przy pełnieniu dyżuru
3. Sposób
wybierania dyżurnych na mojej grupie
4. W jaki
sposób zachęcam do pełnienia dyżuru
5. Jak
rozumiem niesienia posłania zgodnie z Dwunastoma Tradycjami AA.
Przez
cały czas warsztatów był prowadzony pokaz multimedialny i był prowadzony dyżur on-line. Prowadzącym był łącznik regionu Andrzej. Na
wstępie omówił po co jest i jak bardzo jest potrzebny dyżur internetowy i
telefoniczny. Przytoczył fajny przykład młodzieży, gdyż ona najczęściej
korzysta z mediów, takich jak internet. We
wprowadzeniu podzielił się swoim doświadczeniem ze służby dyżurnego. Następnie
głos w ramach wprowadzenia zabrał Andrzej-Świat, mówiąc że głównym celem dyżuru
jest doprowadzenie do spotkania z osobą potrzebującą pomocy w rzeczywistości
(twarzą w twarz). Prowadzący dodał, że mamy do tego odpowiednie miejsce - jest
to PIK, a później dopiero miting AA.
W dalszej
części omawialiśmy techniczne zasady pełnienia dyżurów. Przy ich omawianiu
nastąpiła prezentacja multimedialna dyżuru od momentu logowania do zakończenia;
wyjaśnione zostało na jakich zasadach i komu udzielane jest hasło dostępu do
dyżuru. Prowadzący podkreślił, że dobrze by było połączyć dyżur telefoniczny i
internetowy w jedno. Następnie dzieliliśmy się doświadczeniem. Było wiele
wypowiedzi, z których wynika, że:
- dyżur powinniśmy traktować poważnie jako służbę,
warto zwłaszcza pamiętać o tym, gdy nie mamy możliwości pełnienia go w PIK i
pełnimy go w domu;
- bardzo ważne jest przygotowanie dyżurnego, ale
i szczera chęć; najlepiej jak dyżurny wprowadza nowego dyżurnego;
- dyżurny internetowy powinien być dość dobrze
zaznajomiony z obsługą komputera - przy niesieniu posłania zawsze należy
pamiętać, o tym że nie pouczamy, nie doradzamy, dzielimy się własnym
doświadczeniem, ale zawsze dążymy do udzielenia pomocy;
- dyżurny powinien być gotowy do rezygnacji z
osobistej anonimowości, dyspozycyjny, systematyczny, pokorny.
Swoim
doświadczeniem podzieliły się przyjaciółki z Al-Anon.
Przedstawiły własną stronę internetową, na której są podobnie jak u nas
regiony, grupy i adresy.
Na koniec
została zaprezentowana nasza nowa strona internetowa, która jest jeszcze w
budowie - będzie bardziej przejrzysta i zawierać będzie o wiele więcej
informacji. Spotkanie zakończyliśmy Modlitwą o pogodę Ducha, pamiętając o VII
Tradycji.
Sekretarz warsztatów Maciek AA
„Nasze korzenie...”
Grupa AA „RÓWNI SOBIE”
Łochowska Grupa AA „Równi sobie” miała swoje początki w maju 1991 roku, spotkanie odbyło się w jednej z sal w podziemiach kościoła w niedzielę o godz. 16:00. Nazwę grupy wymyślił Wiesiek z Budzisk.
Na grupę od pierwszego mityngu chodził Grześ z Otwocka oraz Sławek z Łochowa. Grupa „Równi sobie” była wspomagana przez przyjaciół z Węgrowa, Wołomina, Warszawy. Po trzeciej rocznicy w maju 1994 grupa przestała istnieć.
W 1998 roku 23 stycznia (piątek) godz. 18:00 po warunkach księdza, aby uczestnicy mityngu AA byli najpierw na mszy św. Irek, Jarek, Wojtek, Wiesia, Heniek zdecydowali się wznowić mityngi pod ta samą nazwą grupy „Równi sobie”. Mityngi odbywały się w sali za ekranem w Domu Kultury. Aowcy przenieśli szafę z kościoła po poprzedniej grupie, szafa ta służy nam do dziś. Irek zgłosił 30 stycznia 1998 roku grupę do Wspólnoty AA.
Pod koniec roku 2001 grupa „Równi sobie” nie spotykała się na mityngach, były kłopoty z salą znów pojawił się pomysł aby wznowić mityngi w kościele, ksiądz robił trudności. Pomógł tym razem św. pamięci Wawrzyniec, który zaproponował udostępnienie Harcówki z boku Domu Kultury w Łochowie.
07.01.2002 r. (poniedziałek) Grzegorz z Łochowa zgłosił do BSK zmianę dnia spotkania grupy „Równi sobie” oraz zmianę miejsca. W tym czasie Grzegorz i Stachu z Łochowa spotykali się na mityngach we dwóch, a niekiedy pojedynczo, czekali na chętnych, którzy jeszcze cierpią na alkoholizm. Grupa od dnia 07.01.2002 spotyka się do dnia dzisiejszego.
Obecnie grupa liczy 11-15 osób, weterani to Irek, Adam, Grzegorz, Stachu, Janek, Albin. Nasze mityngi są wszystkie otwarte, mityng trwa 2 godziny z 10 minutowa przerwą. Rozpoczyna się o 18:00. Grupa niesie posłanie poprzez rozkładanie ulotek „Rzut oka na AA”. Wszystkie służby są obsadzone oprócz kolportera, mamy na naszej grupie pakiet startowy dla nowicjuszy i wiele literatury AA. Przynależymy do Intergrupy SAWA. Od lutego 2009 roku wróciliśmy do Sali za ekranem (nr. 11) w Domu Kultury w Łochowie. Obecnie mamy problemy z lokalem gdyż Domu Kultury jest zamknięty w poniedziałki. 20 maja 2009 r. w imieniu grupy rzecznik Antoś wystąpił z podaniem do Burmistrza Łochowa o lokal, w którym mogłaby spotykać się nasza grupa „Równi sobie” z Łochowa.
Jacek AA mandatariusz grupy „Równi sobie”
LISTY DO REDAKCJI
List do
Wspólnoty.
Witam serdecznie grupę AA. Mam na imię Ewa i
jestem alkoholiczką. Obecnie przebywam na terapii antyalkoholowej w Zakładzie
Karnym Grudziądz. Do tego miejsca zaprowadził mnie tylko i wyłącznie mój nałóg
alkoholowy. Teraz postanowiłam z nim skończyć. Zdobywam wiedzę i uczę się
programu zdrowienia. Po wyjściu z Zakładu Karnego chcę do końca życia utrzymać
trzeźwość. Wiem już, że do tego potrzebuję wsparcia Wspólnoty AA. Po
opuszczeniu Zakładu Karnego zamierzam pierwsze swoje kroki skierować na mitingi
AA i w tym celu zwracam się do Was trzeźwiejących alkoholicy o udzielenie mi
informacji o planie mitingów w Waszej Wspólnocie.
Serdecznie wszystkich pozdrawiam z poważaniem
dziękuję Trzeźwiejąca alkoholiczka Ewa
/adres do wiadomości redakcji/
[ Redakcja wysłała na podany adres regionalny wykaz mityngów, telefony kontaktowe i inne informacje. ]
Zabawa
Nie
wiejska, nie miejska zabawa podmiejska,
z
soboty na niedzielę gra orkiestra…
Rano
zadzwonił telefon. Dzwonił przyjaciel z jednej z Intergrupy.
Zaprosił mnie z książkami AA na rocznicową zabawę. Zgodziłem się, bo do tego
zobowiązałem się nieść posłanie w najprostszej formie, poprzez umożliwienie
nabycia literatury. Objąłem tę służbę po Jacku - kolporterze Regionu Warszawa,
który wiele lat robił to bardzo dobrze.
Mam mały
samochodzik, dość ekonomiczny, ale i nie nowy, który z trudem utrzymuję w
sprawności. Nie jestem zamożny, jestem rencistą, a samochodzik eksploatowany pod
obciążeniem rozwala mi się co raz częściej.
Staram się
jak potrafię wykonywać swoją służbę, nie gorzej niż Jacek. Chyba nawet udaje mi
się to. Aby dobrze ją wypełniać, uczestniczyłem w wielu warsztatach Kolporterów
regionalnych i o zasięgu Krajowym. Wbito mi do głowy zasady „czystego stolika”,
wyjaśniono dlaczego nie należy oferować literatury innej niż aowska. Przekonały mnie argumenty i tak postępuję.
Przypomnę
jedynie znane powiedzenie:
„jeśli kochasz swoją żonę to nie powinieneś nosić wypłaty do sąsiadki” jeśli
oczekujesz od żony szacunku i wzajemności.
Przy różnych
okazjach, w rozmowach z innymi AA mamy zgodne wrażenia, że ta zasada wyraża się
w 12 Tradycjach AA. Tak mogło by się wydawać!
Wracam do
zaproszenia na rocznicę.
Oczywiście
zapakowany po dach pojechałem do wskazanej miejscowości. Tam na miejscu okazało
się, że w korytarzu obiektu wynajętego na obchody rocznicowe i zabawę, nie
bardzo jest miejsce dla mnie. To które przewidziano zajął kolega oferujący
różną inną literaturę niż aowska. Zajął dwie ściany
swoimi książkami, ze 200 pozycji różnych tytułów i kolorowych porywających
okładek.
Z trudem
uprosiłem o miejsce na moją skromną ekspozycję oferty AA. Tego wieczoru,
większość czasu przyglądałem się jak mój konkurent handlował z sukcesem. Trochę
mu zazdrościłem, ale czułem też narastającą we mnie niezgodę.
Usiadłem
wygodnie i zadumałem się obserwując jak z trudem nadążał obsługiwać
interesantów. Chciałbym z Wami podzielić swoimi refleksjami.
Pojechałem
własnym samochodem, najechałem w jedną stronę 50km, z powrotem 50, to razem
100. Spaliłem z
Tak więc
Region dołoży do tego posłania, na naszej wspólnej aowskiej
zabawie 10zł ze wspólnej naszej kasy
Te 10zł
pochodzi również z wpłat tej samej Intergrupy, która
mnie zaprosiła. Organizatorzy zapłacili za orkiestrę 1000zł. Innych kosztów nie
znam. I o tyle mniej przekażą na posłanie AA do Regionu, to razem daje co
najmniej minus 1010 zł.
Mój konkurent
z dumą pochwalił się, że utargował właśnie 1100 zł i że był to udany wieczór.
Jak znam realia to jego marża wyniosła co najmniej 20%, a więc jest 220 zł na
plus. Oprócz tego wydawca (Sp.z.o.o) też jest do
przodu o jakieś 500 zł bo jej produkty sprzedały się. Pewnie prezes spółki
ucieszy się i kupi sobie nowszy samochód?
Zastanawiałem
się siedząc nad kawą, jaki sens jest wozić swoim samochodem te nasze książki i
kto pokrywa koszty mojej służby?
Odpowiedź jest
jedna – my wszyscy z kapelusza! Z własnych dobrowolnych datków!
Dlaczego tak
mało książek nabyto?
Może z powodu
niezdrowej konkurencji?
Zapytałem
organizatora, czy mój konkurent uczestniczył w kosztach organizacji rocznicy?
Nie!-
odpowiedziano mi. Został zaproszony tak samo jak TY.
Nie rozumiem.
To My zapłaciliśmy za organizację, z dobrowolnych własnych składek, żeby on
mógł zarobić? Na to wychodzi!
A Bar
objazdowy, który oferuje posiłki? Też nie płaci za miejsce? Za możliwość
zarobienia kilku stówek, przy okazji naszych licznych spotkań? Dziwne to AA! Nic
z tego nie rozumiem.
Kilkanaście
dni później, zdawałem relację z mojej służby przed Radą Regionu. Podałem kwoty
uzyskane z prowizji, wydatki na paliwo i przewóz książek. Skarbnik również
podał dość wysoką kwotą wydatkowaną na niesienie posłania.
Któryś z
rzeczników Intergrupy, oburzył się na wysokość tej
kwoty i zażądał szczegółowego rozliczenia. Jak mu to wyjaśnić? Czy w ogóle da
się to opisać? Nie pamiętam kto pytał, ale głowy nie dam, że był to ten sam
rzecznik tamtej Intergrupy!
Zbaraniałem, i
już zupełnie przestałem rozumieć, komu służy czystość mojego aowskiego stolika? Komu naprawdę mają służyć nasze zloty,
rocznice i zabawy? Kto z Was wyjaśni mi to?
Rocznica,
zabawa, ale…co jest grane.. ?
Zbyszek, kolporter
Regionu Warszawa
Najlepsze rozwiązanie
Nieliczni
uczestnicy czerwcowego spotkania Zespołu ds. Literatury byli świadkami ciekawej
dyskusji. Pod koniec mityngu kolporter Regionu przedstawił problem, z którym
czasami się styka. Otóż, wyjeżdżając z literaturą na różne „imprezy” AA, a
najczęściej następuje to na zaproszenie organizatorów, po przyjeździe nie tylko
że natyka się na bardzo silną konkurencję komercyjnych stanowisk z książkami pozawspólnotowymi, ale wręcz czasami nie jest w stanie
znaleźć miejsca, by w zauważalny sposób pokazać swą ofertę.
Wywiązała
się ożywiona dyskusja. Niewątpliwie wpływ na jej rozwój miała obecność mających
duże doświadczenie przedstawicieli służb Regionu (niektórych byłych). Okazało
się, że pozornie prosty problem posiada wiele aspektów.
Nie od
dziś wiadomo, że kolportaż stanowi podstawę finansów AA i jest wprost warunkiem
utrzymania niektórych służb, jak BSK, PIK itp. Z drugiej strony stoisko z
literaturą AA to nie tylko sprzedaż ale i niesienie posłania – nie może się
więc wiązać jedynie z możliwością zysku, choć niekoniecznie musi stać w
sprzeczności; kolporter Regionu podał przykład małej miejscowości, w której za
pierwszym razem został niemal wyśmiany (że próbuje wciskać tandetę, może nie
dosłownie, ale w tym duchu), a rok później, gdy miejscowe środowisko wiedziało
już z czym przyjeżdża, stał się bardzo popularny.
Kolejna
sprawa to organizatorzy – ich świadomość, zaangażowanie czy w końcu niezależność
(Tradycja 4) czy powiązania z innymi przedsięwzięciami (Tradycja 6). Nikogo nie
można zmusić w AA do przestrzegania zasad, ale – jak powiedział jeden z
uczestników Zespołu – to ja mam zasad przestrzegać. Jak więc ma się zachować
kolporter oficjalnie zaproszony ale postawiony w sytuacji sprzecznej, choćby
tylko jego zdaniem, z Tradycjami?
Należy
przy tym pamiętać, że sam wyjazd kolportera związany jest z kosztami, które
ponosi Region (jeśli kolporter jest oficjalnie zaproszony) lub on sam, gdy jedzie
„po przyjacielsku” czy z własnej inicjatywy. Nie wspominając o czasie, dobrej
woli czy choćby czysto fizycznym wysiłku.
Zadziwiające
w całej dyskusji było to, że mimo krótkiego czasu i mnogości aspektów dało się
zauważyć osiągnięcie pewnego wspólnego stanowiska. Polegało ono na
stwierdzeniu, że dobrze by było aby informacja o pełnych konsekwencjach
zaproszenia kolportera, obejmująca stanowisko AA w duchu Tradycji oraz
szczegółowe koszty (dotychczasowo ukryte w raportach finansowych pod hasłem
„niesienie posłania”) stała się ogólnie dostępna i rozpowszechniona.
Czy to
mało? Niektórzy krytycy działalności zespołów podnoszą fakt, że niczemu one nie
służą, bo nie mają żadnych możliwości działania poza wypracowaniem swego
stanowiska i przedstawieniem go rzecznikowi. To ostatnie jest prawdą. Zespoły
są i były pomyślane jako pomoc dla Rzecznika Regionu.
Istnieje
jednak coś, o czym mówi Tradycja 2 – zbiorowe sumienie grupy AA jako sposób
odczytywania przewodnictwa Siły Wyższej. Coś takiego, mam wrażenie, zadziałało
w czwartek. Nie chodzi o to, że wymyślono wspólnie coś przekraczającego
możliwości jednostki – zdaje się nawet, że to, co można uznać za wspólne
stanowisko zostało wypowiedziane przez jedną osobę – ale że grupa ludzi
patrzących z różnych punktów widzenia przyjęła jako swoje rozwiązanie najlepiej
służące AA (Tradycja 1).
Na sam
koniec dwie uwagi. Jeszcze jedną korzyścią dla uczestników była wymiana
informacji. Odnoszę wrażenie, że cały problem kolportera nie powstałby, gdyby
nie braki informacyjne. Po drugie – na Zespół może przyjść każdy i być może
będzie miał okazję zobaczyć zbiorowe sumienie AA w działaniu.
Ja sam, alkoholik, mający duże kłopoty z własnym indywidualnym sumieniem, cieszę się, że taką okazję miałem. Czego wszystkim serdecznie życzę w dniu urodzin AA, 10 czerwca 2009 roku.
R.AA
Realia i mity w niesieniu posłania do Zakładów Karnych
Warsztaty odbyły się w dniu 18 maja 2009 w Punkcie Informacyjno Kontaktowym Anonimowych Alkoholików Regionu Warszawa. W warsztatach wzięło udział około 20-tu osób. Nie wszystkie wypowiedzi udało się zapisać i nie wszyscy uczestnicy zapisali swoje doświadczenia na kartach z zagadnieniami pomocniczymi.
Sprawozdanie sporządzono na podstawie wypowiedzi zapisanych na arkuszu z zagadnieniami pomocniczymi
[w MITYNGU zamieszczono
wypowiedzi bez określenia „Uczestnik pierwszy, drugi, itd.”]
Sposoby przełamywania strachu
przed pójściem na mityng w zakładzie karnym
- Nie miałem strachu.
- Nigdy nie odczuwałem strachu.
Poproszony o wsparcie pojechałem na pierwszy mityng do zakładu karnego.
- Nie wiem jaki może być sposób na
przełamanie strachu przed pójściem na mityng w zakładzie karnym. Wydaje mi się
prosty, zgłosić się i po prostu pójść. Zawsze jednak znajduję jakieś
przeszkody. Jedne są faktycznie realne inne wyszukane przeze mnie. Boję się
przede wszystkim swojej reakcji. Kiedyś, gdy jeszcze piłem, uważałem, że jak
będę po odsiadce to będę kimś, będę gość dla towarzystwa, z którym piłem.
Trafiłem do zakładu karnego w okresie picia i jak po dwóch dniach rodzice
wyciągnęli mnie stamtąd, załatwiając zamianę kary więzienia na grzywnę, byłem
na nich wściekły.
- Nie mam żadnych obiekcji ani strachu przed pójściem na mityng w
zakładzie karnym. Sam w nim byłem i wiem, że nie mam czego się bać.
- Nie ma złych ludzi, są tylko złe
uczynki. Trzeba się zebrać w sobie i iść. Nie gryzą, nie drapią ani nie gwałcą.
- Zostałem przez mojego znajomego
z AA wzięty dosłownie za rękę i zaprowadzony na mityng do aresztu śledczego na
ul. Kłobuckiej. Przed tym mój kolega dużo mi opowiadał o specyfice mityngu za
murem i jak się tam zachowywać.
- Rozmowy z trzeźwiejącymi
alkoholikami, którzy chodzą do zakładów karnych na mityngi
- Czytanie rubryki „Zza krat”.
- Rozmowy z bratem o życiu za
kratami (3-letni wyrok).
- Strach, obawę, każdy musi
przełamać sam. Motywacja: program, mityngi i własne trzeźwienie.
- Iść z przyjacielem, który chodzi
na takie mityngi. Mówić o tym, czego się boję.
- Rozmowy z aowcami,
którzy chodzą na mityngi do zakładów karnych – KAZIU, GARGAMEL, RYSZARD.
- Rozmowy z aowcami,
którzy wyszli z zakładu karnego.
- Pójście na pierwszy mityng do
zakładu karnego.
Wypowiedzi uczestników zanotowane na prędce:
Na
pierwszym czułem nie strach lecz respekt, później już czułem się jak na normalnym
mityngu.
Mnie
jako byłemu osadzonemu nie było wcale łatwo pójść na pierwszy mityng. Zamykanie
drzwi, trzaskanie krat było nie do zniesienia. Było bardzo trudno.
Obawiam
się, że pójdę 3-4 razy i osadzonym znudzi się mnie słuchać, albo mnie znudzi
się chodzenie na mityngi do zakładów karnych.
Gdy
przyszłam do wspólnoty Anonimowych Alkoholików to przyjaciel chodzący z
posłaniem do zakładów karnych powiedział mi, ze jestem za młoda i za ładna na
niesienia posłania do zakładów karnych.
Miałam wtedy 24 lata. Teraz, po 13 latach bycia we wspólnocie, nie
jestem już tak młoda, a i uroda też już nie ta. Jednak zawód i praca, którą w
chwili obecnej wykonuję ogranicza mi dostęp do mityngów w zakładach karnych.
Głównie dlatego, że aby wejść na teren zakładu karnego trzeba podać swoje
wszystkie dane osobowe.
Do
moich przełożonych nie powinno dotrzeć, że jestem Anonimową Alkoholiczką
(pracuję w wymiarze sprawiedliwości). Ubolewam, że świadomość w społeczeństwie na
temat choroby alkoholowej, wychodzenia z niej oraz co to jest wspólnota
Anonimowych Alkoholików jest tak niska. Staram się to zmienić i liczę na to, że
w przyszłości moja pozycja społeczna będzie na tyle stabilna i ugruntowana, że
nawet przyznanie się do uzależnienia nie będzie napiętnowane. Jeśli w przyszłości
zacznę chodzić do zakładów karnych to na pewno na grupy dla kobiet
Co mi daje niesienie posłania do zakładów karnych?
- Trzeźwość. Powstrzymują mnie
mityngi w zakładach karnych przed łamaniem prawa
- Przede wszystkim mnie to jest
potrzebne.
- Chcę to co wziąłem oddać innym.
Dostałem wiele od przychodzących trzeźwiejących alkoholików, bo wiem, że to
pomaga.
- To, że przez siedem lat
trzeźwieję i czuję się wreszcie w życiu potrzebny.
- Daje mi inne spojrzenie na
wspólnotę Anonimowych alkoholików. Często porównuję mityng za murem z
wolnościowym. Chodzę od roku do zakładów karnych na mityngi i mam ogromną
satysfakcję z tych spotkań. Czuję się w tych miejscach bardzo odpowiedzialny.
Już wiem, że część tych ludzi, którzy tam są czekają na przyjście anonimowych
alkoholików z wolności. Od listopada (zeszłego roku – interp.autora)
chodzę na „Atlantis” jako niepijący i mówię o 12 krokach. Jestem zapraszany
przez szefa „Atlantisu”.
- Zapewnia utrzymanie abstynencji
- Pomaga, poprzez dzielenie się
własnym doświadczeniem, trzeźwieć
- Wdzięczność osadzonych (po
wyjściu spotkałem dwóch na mityngu rocznicowym, których zapomniałem, a oni już
3 lata na wolności radzą sobie na trzeźwo
- Leczy mój „skaleczony” język
- Wyraźniejszy obraz prawdy i
mojego trzeźwienia. Dowartościowuje mnie rozszerzający się krąg osób
ponoszących konsekwencje (narkomanie, lekomani itp.).
- Wielu nowych doświadczeń.
Wyzbywam się agresji do służby więziennej, a przede wszystkim zdaję sobie
sprawę gdzie mogę trafić, gdy sięgnę po ten pierwszy kieliszek.
- Wzmocnienie przekonania czym
kończy się nie leczony alkoholizm.
- Wzmocnienie poczucia
przynależności i więzi.
Wypowiedzi uczestników zanotowane na prędce:
Uczy
mnie pokory, nie wiadomo którą bramą wpuszczą, wartownik był zły, że musi
siedzieć po godzinach. Uczy odpowiedzialności Poczucie niesienia posłania –
czuję, że spłacam dług wobec wspólnoty Chodzę tam, gdzie jestem potrzebny.
Rozmowy indywidualne z osadzonymi w zakładach karnych w ramach
sponsorowania
- Wymian doświadczeń z osadzonymi
daje mi inny punkt widzenia na problemy alkoholowe i życiowe
- W areszcie na Grochowie jest duża
płynność
- Nie mam doświadczeń
- Uważam, że za wcześnie jest dla
mnie na sponsorowanie w zakładzie karnym osadzonym. Nie jestem przygotowany do
rozmów indywidualnych z osadzonymi
- Zwyczajowe krótkie pogawędki
pocieszające
- Brak możliwości sponsorowania ze
względu na udział osadzonych w terapii, a także brak zgody służby więziennej
- Jestem jeszcze na etapie
niebezpieczeństw i obaw związanych z tym. Wspomagam się zasadami i kunsztem
niesienia posłania od przyjaciół z większym doświadczeniem
- Są potrzebne, ale ja jeszcze nie
biorę udziału w sponsorowaniu w zakładach karnych
Wypowiedzi
uczestników zanotowane na prędce:
W
niektórych zakładach karnych, gdzie jest terapia i gdzie osadzeni chodzą na
zewnątrz do pracy, na terapię, mityng nie jest spikerski. Osadzonym łatwiej się
jest odezwać. W tych rozmowach powiedzą to czego nie mogą powiedzieć na
mityngu. Nie spotyka się tych samych osób, więc jest trudno.
Moja
odpowiedzialność w niesieniu posłania do zakładów karnych
- Być systematycznym na
mityngach. Jedyne co nas łączy to chęć
nie picia. Podjąłem się służby
łącznika z Zespołem ds. Zakładów Karnych na mojej intergrupie.
- Chcę zawsze być odpowiedzialny
- Nie mam doświadczenia
- To nauczyło mnie
odpowiedzialności, gdyż wiem, że czekają tam na mnie. Może być tak, że gdy nie
pójdę, a nie mam pewności, że kto inny pójdzie, mityng może się nie odbyć. Ja mam
mityngów pełno. Oni jeden w tygodniu i to nie zawsze.
- Boję się, że gdybym coś zrobił
niezgodnego z regulaminem i niesieniem posłania moi przyjaciele z AA mogliby
się ode mnie odwrócić. I boję się, że bym coś spieprzył – pięknego i mądrego.
- W miarę możliwości regularne
uczestnictwo w mityngach
- Spełnianie wymagań służby
więziennej tzn. Wnoszenia wiktuałów, płynów, świerszczyków, pracy z poza AA.
- Ewidentne stosowanie zasad AA i
służby więziennej obowiązujących w danym zakładzie karnym. Wspomaganie
dostarczania literatury AA.
- Nie biorę nic do wyniesienia z
zakładu karnego, a także niczego nie przynoszę, nie dzwonię na prośbę
osadzonych. Nie chce psuć tego co Przyjaciele z AA budowali.
- Uświadomienie sobie znaczenia
anonimowości
- Ściśle stosowanie się do wymogów
administracji zakładu karnego
Wypowiedzi
uczestników zanotowane na prędce:
Jestem
łącznikiem i wypełniam służbę jak najlepiej. Gdy ktokolwiek, gdzie kol wiek
potrzebuje pomocy chcę by napotkał wyciągniętą ku niemu pomocną dłoń AA i za to
jestem odpowiedzialny. Czuję się tam potrzebny i jest sens całymi latami i
wieloosobowym składzie chodzić na mityngi do zakładów karnych po to, by choć
jedna osoba mogła przestać pić.
Inicjowanie
nowych mityngów w zakładach karnych
- Byłem ostatnio na mityngu
założycielskim w areszcie śledczym Białołęka
- Nie chodzę do zakładów karnych,
więc nie inicjuję nowych mityngów. Słyszałem tylko o potrzebie stworzenia grupy
AA w zakładzie karnym na ul. Kocjana
- Jest bardzo ważna !!!
- Nie jestem na etapie tworzenia
nowych grup w zakładach karnych. Moi koledzy, którzy chodzą długo z posłaniem
do zakładów karnych mają większe doświadczenie w tych sprawach. Mam swoje lata
i już jestem na etapie, kiedy młodsi ode mnie powinni działać
- Spikerskie, rocznicowe
- Udział osadzonych w przeglądach
twórczości abstynenckiej i wieczorków muzyczno – poetyckich
- Jestem zdecydowanym zwolennikiem.
Mam zbyt małe doświadczenie. Wspieram ten problem swoimi służbami.
- Wspierać a nie przeszkadzać
Wypowiedzi
uczestników zanotowane na prędce:
Jestem gotowy, gdy zajdzie potrzeba, na niesienie posłania do zakładów karnych. Niesienie posłania do zakładów karnych to nie to samo co służba łącznika.