MITYNG 09/147/2009
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
Radość uczciwego życia
„Jakże
cudowne jest uczucie,
że nie trzeba szczególnie się wyróżniać
spośród innych, aby być pożytecznym i
naprawdę szczęśliwym. Niewielu z nas może i nadal pragnie zostać słynnymi
przywódcami.”
Pogodne poświęcenie dla innych, skrupulatnie wykonywane obowiązki, umiejętność pogodzenia się z kłopotami lub radzenie sobie z nimi z Bożą pomocą, przeświadczenie, że w domu i poza domem jesteśmy partnerami we wspólnym wysiłku , świadomość , że w oczach Stwórcy wszystkie istoty ludzkie są jednakowo ważne, dowody na to, że dawana bez zastrzeżeń miłość zawsze zostaje w pełni , że być odizolowani i samotni w stworzonym przez siebie więzieniu, przecież mamy swoje własne miejsce w Boskim porządku rzeczy– oto trwałe i zasłużone radości uczciwego życia, których nie zastąpią żadne splendory ani góry dóbr materialnych.
Jak to widzi
Bill str.254
Piciorys
Urodziłem się w rodzinie, gdzie ojciec nadużywał alkoholu. Pierwszy raz upiłem się będąc w ósmej klasie szkoły podstawowej. W pobliskim lasku popiliśmy kiedy jeden z kolegów przyniósł skradzioną z domu butelkę ¾ litra rumu 70%. Pamiętam ostry smak alkoholu i to, że piłem z korka od butelki, żeby łatwiej przełknąć. Nie smakował mi ten rum, ale dzięki niemu czułem się dorosły. Potem, w szkole siedziałem w schowku sprzętu gimnastycznego i czekałem aż matka odbierze mnie ze szkoły. Miałem mieszane uczucia, czułem strach, dumę, poczucie winy. Matka ten fakt zatrzymała tylko dla swojej wiadomości. Pamiętam też, że płakała. Od tamtego czasu nie minęło więcej niż miesiąc, jak upiłem się ponownie. A później nie przypominam sobie dłuższego okresu niż dwa miesiące, bym nie upił się choćby jednym winem. Pierwszy rok zawodówki powtarzałem. Często wagarowałem, bo gdy była możliwość wypicia nigdy nie odmawiałem. Wtedy czas mijał przyjemniej, nawet fajniej niż w kinie. Pod koniec zawodówki, na obozie zimowym pił z nami nawet mój wychowawca. Miałem już skończone19 lat. W ostatnie wakacje szkolne wybrałem się z trzema kolegami nad jezioro koło Dziekanowa. Kupiliśmy wtedy 16 win, tzw. alpag i 4 butelki wódki. Wystarczyło do soboty wieczór, a ponieważ był to rok 1985 nie łatwo można było znaleźć sklep, by coś dokupić. W niedzielę czułem się tak źle, że piłem nawet wodę z jeziora byle nie czuć suchości w ustach, po której od razu wymiotowałem.
Po tym wypadzie poczułem odrazę do alkoholu. Na jego widok czułem obrzydzenie. Obawiałem się, że w przyszłości nie będę mógł się już napić. Na imieninach moja dziewczyna, nie mogła uwierzyć, że nie chcę się napić nawet jednego kieliszka. Śmieszyło mnie, gdy majster w pracy stawiał mnie koledze za przykład jako niepijącego. Po niecałym miesiącu przemogłem się i wypiłem kieliszek wódki, a nie czując żadnych odruchów wymiotnych zacząłem znowu pić na dobre. Za parę dni rozstałem się z dziewczyną. To sprawiło picie. Majster przestał brać mnie za wzór, wręcz przeciwnie, przez picie dwa razy w roku straciłem premię. Zacząłem bardziej lekceważyć pracę. Tydzień przed wojskiem piłem tak dużo, że nawet nie pomyślałem o przyjściu do pracy a przysługiwały mi tylko dwa dni wolne. Swych nieobecności nawet nie próbowałem tłumaczyć.
W wojsku jako gitarzysta szybko byłem w łaskach kadry i starego wojska. Grałem przy różnych okazjach, ale jedno było wspólne - częstowano mnie dużą ilością alkoholu, który chętnie wypijałem. Jeszcze przed przysięgą poznałem dwukilometrową trasę przez las do sołtysa, który handlował alkoholem. Raz grałem na zabawie karnawałowej dla dzieci w szkole podstawowej, po której całą noc bawili się dorośli. Po takiej nocy pełnej gorzały nie byłem w stanie wracać do jednostki. Innym razem skacowany poszedłem na wartę. Gdy tylko odszedł rozprowadzający wartę, ja szybko opuściłem posterunek z karabinem na plecach i 120 nabojami ostrej amunicji. Poszedłem do sołtysa i kupiłem dwie butelki wódki. Sam w czasie służby wypiłem jedną. Drugą zaniosłem na wartownię i tam trwała dalsza libacja. Nie wiem w jaki sposób dotrwałem do końca warty i nikt z kadry nie dowiedział się o moim przestępstwie. Myślałem, że jestem taki sprytny. Czułem się dumny.
Po wojsku, nie podjąłem pracy w starym zakładzie. Dobrze znano mnie jako alkoholika. Przez pól roku zmieniłem dwa zakłady pracy. Przyczyną zwolnień był alkohol, upijanie się i nieobecności. Od wiosny 1991 ponad cztery lata pracowałem w spółdzielni. Tam na corocznych zabawach integracyjnych zawsze odbywało się wielkie chlanie, na których wypijałem dwie lub trzy butelki wódki. Kupiłem sobie rower górski. Dzięki temu przez 6-7 miesięcy nie kupowałem biletu miesięcznego - do pracy jeździłem rowerem. Jazda rowerem jednak nie powstrzymywała mnie od alkoholu. Raz wracałem z pracy po wypiciu litra wódki. Ujechałem zaledwie 1,5 km i zatrzymała mnie policja. Wtedy pierwszy raz spędziłem noc w izbie wytrzeźwień, a za jazdę po pijanemu otrzymałem kolegium - zakaz na pół roku. Nie przejąłem się tym i dalej jeździłem pijany. Zostałem zmuszony do napisania podania o zwolnienie z pracy na własną prośbę pod groźbą zwolnienia z artykułem za pijaństwo w pracy. Potem pracowałem trochę dorywczo nie zagrzewając nigdzie miejsca, aż do momentu, gdy ojciec załatwił mi pracę w spółdzielni, w której sam pracował. Na początku powstrzymywałem się od picia, na tzw. zacisku, by ojcu nie przynieść wstydu. Piłem rzadziej i tylko w weekendy. Była to dla mnie mordęga, bo po pracy czułem nudę, a w poniedziałki borykałem się z mdłościami, bólem głowy, suchością w przełyku, lękami. Po pół roku za namową kolegi skusiłem się na kieliszek wódki. Tak zacząłem pić w zakładzie. Pracowałem trzy lata, bo miałem szansę zaszycia się i terapii. Zaszycie esperalem zapiłem po trzech miesiącach, a na terapię poszedłem tylko dwa razy. W końcu i stąd musiałem odejść na własną prośbę. Następne okresy pracy były coraz krótsze. 1,5 roku, rok i mniej, nieraz ledwie do pierwszej wypłaty, kiedy to upijałem się, a gdy przetrzeźwiałem po 3-4 dniach, szedłem do pracy już tylko po odbiór własnych rzeczy. W roku 2006 złamałem nogę. Nie miałem ani pracy, ani odłożonych pieniędzy. Wegetowałem na koszt rodziców, ale gdy tylko byłem już w stanie ruszyć się o kulach z gipsem, zacząłem pić. Raz po wypiciu zaledwie 0,5 l wódki spadłem z kulami i gipsem ze schodów. Mieszkam na pierwszym piętrze, a schody na klatce są kręte. Rodzice mieli tego dosyć. Jak tylko zacząłem jako tako chodzić samodzielnie, zaczęli przymuszać mnie do szybkiego podjęcia pracy pod groźba wymeldowania mnie. Poczułem tylko złość, żal i urazę, że “ja biedny żuczek nie mam znikąd pomocy”. Takie myślenie nie mogło się skończyć inaczej jak piciem. Piłem coraz więcej i częściej, zaś ciągi alkoholowe wydłużały się do miesiąca, a najdłuższy trwał trzy miesiące. Dziennie wypijałem od 0,5 do 1,5 litra wódki. Często po powrocie do domu stawałem się agresywny. Bluzgałem i groziłem pobiciem. Rodzice wzywali do domu policję, która wywoziła mnie na izbę wytrzeźwień, a później nie wpuszczali do domu. Po licznych interwencjach policji, miałem sprawy sądowe. Na jednej nakazano mi leczenie zamknięte, na drugiej dostałem rok więzienia w zawieszeniu na cztery. Po tych wyrokach czułem wściekłość - piłem ciągiem trzy miesiące. Z obawy, że mogę zostać doprowadzony przez policję na leczenie lub co gorzej może zostać odwołane zawieszenie wyroku, sam udałem się na detoks i terapię. Dziś wiem, że była to dobra decyzja. W trakcie terapii zostałem skierowany na mityng AA. Każdego tygodnia przyjeżdżałem z grupą kolegów aby utrwalać wiedzę uzyskaną w terapii, aż któregoś dnia zostałem poproszony aby poprowadzić mityng. To był moment, od którego poczułem się członkiem AA. Dzisiaj kolejny dzień nie piję. Pełnię funkcję mandatariusza grupy i z każdym dniem rośnie moja świadomość Wspólnoty AA. Nie mam słów, aby wyrazić wdzięczność za to, że w AA mogę utrwalać i rozwijać trzeźwość.
Sławek
Mój rozwój we
wspólnocie
Przez długi okres chodziłem na
mityngi tylko na dwie
grupy, słuchałem, czasem coś powiedziałem, mijały dwie godziny i
kończyła się
moja przynależność do wspólnoty. Myślałem że to wystarczy,
raz - bo niby nie
miałem czasu, dwa – bo na tych grupach był słabo propagowany
duch . Pierwszy
raz zapaliło się światełko
gdy potrzebny
był mandatariusz, a ja byłem w stanie lekkiego znudzenia tą
jednostajnością.
Gdy podjąłem tą służbę i pojechałem na pierwszą intergrupę
zobaczyłem inny obraz wspólnoty, raz– że poznałem
krocie nowych przyjaciół,
dwa– zobaczyłem jak tętni życiem wspólnota, a
trzy-to poczułem, że mogę być
potrzebny i że służba to moja droga w trzeźwieniu. Tam dowiedziałem się
o
potrzebie służby
dyżurnego w PIK, oraz o
innych służbach poza poziomem grupy. Poprzez służbę
zrozumiałem lepiej znaczenie naszych
tradycji, dziś bliskie są mi zwłaszcza
tradycja VIII i IX, gdyż kiedyś miałem zgoła inne
spojrzenie na ich
treść. Od tamtego czasu (pierwszej intergrupy),
ja Maciek alkoholik
nie wyobrażam sobie
mojej przynależności do wspólnoty AA bez służby, bądź
uczestnictwa w
spotkaniach takich jak: zespoły zadaniowe i
dyżury w PIK. Wiem że robię to dla swojego dobra, ale
innych. W końcu
moim celem jest krok 12 .
MACIEK
Spotkanie
Zespołu ds. Literatury i Organizacji 13.08.09 PIK
Kolejny raz Siła
Wyższa
zdecydowała, że o tej samej porze, tego samego dnia, w tym samym
miejscu
spotkały się dwa zespoły: Zespół ds. Literatury i
Zespół ds. Organizacji.
Obecnych było 14 osób. Po przywitaniu tekstem
„Jestem odpowiedzialny” omówiliśmy
organizację wrześniowych warsztatów: WZRASTANIE W SŁUŻBIE
– SŁUŻBY INTERGRUPY
CZ.II, (PIK, Brazylijska 12.10.09r. g.15.00)
Sprawy
redakcyjne
MITYNGU.
Maciek –
zastępujący Redaktora
Mityngu, zwrócił się z prośbą o podzielenie się swoimi
doświadczeniami we
wrześniowym mityngu na tematy: Dobro innych, Krok IX i Tradycja IX, Co
chciałbym powiedzieć nowemu na jego pierwszym mityngu oraz
doświadczeniami ze
służb w Intergrupie.
Czas na napisanie jest nieco
krótszy (do wieczoru 16.08) w z uwagi na chęć zamknięcia
wrześniowego numeru
biuletynu przed obchodami XXXV- lecia
AA we
Wrocławiu. Gotowy numer chcemy wziąć ze sobą na Zlot Radości. Kolporter
Regionu przypomniał o
rzetelnym podawaniu zmian dotyczących grup AA – lada moment
będą drukowane NOWE
KSIĄŻECZKI ADRESOWE. Z wielką radością przyjęliśmy informację
Kolportera o
wydrukowaniu i przekazaniu już do zakupu nowości wydawniczych
Wspólnoty AA w
Polsce. Są to: „Biblioteczka Zdroju cz.3 – ZBYT
MŁODZI NA AA?” (cena – 2,50 zł)
oraz długo oczekiwana, maleńka książeczka - „THE BEST OF BILL
– Wiara,
lęk, uczciwość, pokora i miłość oraz klasyczny
esej Billa o
Anonimowości.” (cena
– oprawa miękka – 5 zł, oprawa twarda –
10 zł).
Dalszą
część spotkania poprowadził
Przewodniczący Zespołu ds. Organizacji – Włodek. XVI
rocznica powstania Regionu Warszawa – 24.09.2009 w Modlinie.
Dziękujemy
Januszowi z Intergrupy
Wschód za przygotowanie
plakatów informacyjno - zaproszeniowych
(dwa
formaty). Są już całkowicie gotowego do przekazania do Waszych rąk
Przyjaciele.
Kolporter Regionu – Zbyszek będzie je przekazywał kolporterom
Intergrup. Część
plakatów weźmie ze sobą na obchody XXXV -lecia AA do Wrocławia, by
poinformować przyjaciół z innych
Regionów o naszym święcie. Przedstawiciel Intergrupy
Mazowiecka był nieobecny, Rzecznik Regionu – Andrzej
przekazał informacje o
zaawansowaniu organizacji XVI Rocznicy Regionu Warszawa: do planu
obchodów
włączony został koncert i dyskoteka. Jesienna XXXII Konferencja Regionu
17.10.2009 Rembertów–
temat: „Zdrowienie nie ma granic”
Rzecznik
Regionu zgłosił
wniosek o umieszczenie w materiałach dla mandatariuszy listy służb,
które będą
wybierane na bieżącej Konferencji oraz na
kolejnej. Taki
zapis pozwoli z wyprzedzeniem półrocznym poinformować
wszystkich przyjaciół o rotacji służb oraz wydłuży czas na
zastanowienie się
chętnych do ich pełnienia.
Komisja
Wyborcza na XXXII
Konferencję.
Do
składu komisji
zgłosił się Janusz – Intergrupa
Wschód. Jego
kandydatura została przyjęta przez aklamację. W tej chwili w skład
Komisji
wchodzą:
Włodek –
Przewodniczący Zespołu
ds. Organizacji;
Andrzej –
Rzecznik Intergrupy
Wschód;
Janusz – Intergrupa Wschód.
Czermen
– Grażyna przedstawiła propozycję planu Konferencji:
- wnioski do
Konferencji
głosowane przed wyborem kandydatów do służb
- dyskutowaliśmy nad
ilością warsztatów (czy będzie odpowiednia ilość sal i czy
znajdą się chętni do
ich przeprowadzenia)
Na tę chwilę akces
swój
zgłosiły dwa zespoły: Zespół ds. Literatury i
Zespół ds. Informacji Publicznej
i Współpracy z Profesjonalistami.
Jest możliwość zoorganizowania trzeciego
warsztatu – oczekujemy
na kandydata. Zespół Organizacyjny prosi
o podanie we wrześniu do
RR tematów warsztatów.
Grażynka
poinformowała nas o zaproszeniu na naszą Konferencję Delegata
Narodowego –
Tomka Ł. i Dyrektora BSK-Witka.
Obaj goście potwierdzili
chęć uczestnictwa i swoją obecność;
Listę
kandydatów do służb
wybieranych na tej konferencji zamykamy na 2 tygodnie przed terminem
Konferencji;
Mandaty do głosowania
w
celu uniknięcia nieporozumień będą jednokolorowe i jednorazowe.
Przypuszczalna kwota
akredytacji: 15-20 zł (obiad + materiały) zależeć będzie od ceny
skromnego
obiadu;
Artur – Intergrupa Mokotów,
Organizator Jesiennej Konferencji
poinformował nas, że zostały wybrane służby do obsługi Konferencji:
liczniejsze
Intergrupy będą
obsługiwane przy akredytacji przez 2
osoby, mniej liczne – przez jedną.
Kolejnym
punktem
spotkania, miało być omówienie wniosków do
Konferencji złożonych na poprzedniej
– nieobecność wnioskodawców na spotkaniu Zespołu
uniemożliwiła realizację tego
punktu.
Nauczeni
doświadczeniem i trudnościami w znalezieniu tanich, dostępnych sal na
organizowanie naszych konferencji, prosimy wszystkich
przyjaciół o zbieranie
informacji na ten temat. Warto rozejrzeć się wokół i
poszukać miejsc, które
będą w zasięgu naszych możliwości finansowych i będą spełniały nasze
potrzeby
pod względem ilości sal na organizowanie przyszłych spotkań
konferencyjnych
jedno- lub dwudniowych.
Pożegnaliśmy
się
Modlitwą o Pogodę Ducha.
Sprawozdanie
przekazała przewodnicząca Zespołu ds. Literatury - Gosiali.
Moje zadośćuczynienie
Dziś po kilku latach
obcowania
ze Wspólnotą Wspólnego Dobra dopiero widzę jakim
egoistą byłem przez wiele lat
mego życia oraz jaki zakres krzywd wyrządziłem sobie, rodzinie i innym
ludziom.
Jednocześnie żyjąc “za mgłą” w iluzji, że to ja mam
zawsze rację te krzywdy
pogłębiałem. Mój adwokat już
wiele lat temu,
doradzał mi abym niezwłocznie wyprowadził się z domu, pomyślał o sobie,
o swoim
zdrowiu fizycznym i psychicznym. A ja tkwiłem w tym swoim domu
rodzinnym, gdzie
wydawało mi się, że jestem “panem i władcą” a
jednocześnie “dobrym” ojcem
spełniającym (na poczuciu winy) wszystkie zachcianki dzieci. Nie
widziałem jaką
krzywdę tym robiłem moim dorastającym dzieciom. Nie zdawałem sobie
sprawy jak
toksyczny dom stworzyliśmy im wraz z moja byłą żoną.
Nadszedł
jednak
taki dzień mojego odosobnienia od
starego świata, który tak z uporem budowałem
przez lata. Pełen lęków,
może już odczuwający trochę bezsilność zdecydowałem się wyjść z tego
domu (nie
piłem już wtedy pół roku !?) na ośmiotygodniową terapię
stacjonarną. To tam
naprawdę przyjąłem się do Wspólnoty AA, choć już byłem
wcześniej na kilkunastu
mityngach. To tam wysłuchałem ośmiu historii-świadectw
alkoholików ma mityngach
spikerskich, które obudziły we mnie iskierkę wiary i
nadziei, że i w moim życiu
jeszcze dużo może się zmienić. Z terapii nie wróciłem już do
domu rodzinnego.
Postanowiłem zadbać o siebie jednocześnie troszcząc sie o dobro mojej
rozpadającej się rodziny. Zacząłem regularnie uczestniczyć w mityngach, podjąłem
pierwsze służby. Powoli zacząłem karczować chaszcze swojego
egoizmu. Oczywiście dokonywanie tych rewolucyjnych, a zarazem
ewolucyjnych
zmian w moim życiu, nie byłoby możliwe
bez pomocy wielu ludzi dobrej woli, którzy gdzieś Boga mają
w swoim sercu i bez
Wspólnoty Wspólnego Dobra.
Moje
wyprowadzenie się z domu jest na dziś jedyną możliwą formą
zadośćuczynienia
moim dzieciom (dziś już pełnoletnim) za krzywdy, które ode
mnie doznały. Z
oddali mogę też być dobrym ojcem, czyli ukazującym im drogę,
którą na co dzień odkrywam w programie AA. Jest
to droga miłości, której się wciąż uczę – gdy
dobro drugiego człowieka staje
się dla mnie tak samo cenne i wartościowe jak moje własne. Jest to
także jedyna
forma zadośćuczynienia mojej byłej żonie, z którą jeszcze
więcej nas zaczęło
dzielić, gdy przestałem pić.
Czy
mogę budować
szczęście na czyimś smutku? Dziś wiem, że swojego szczęścia nigdy nie
zbuduję
na krzywdzie i smutku innych, a w szczególności moich
dzieci. Wciąż uczę się
jak spokojnie z szacunkiem mówić moim dzieciom, że czegoś za
nich nie zrobię -
służyć im pomocą i doświadczeniem, a nie usługiwać i wyręczać. Trudno mi czasami
mówić im “nie”, ale wiem,
że tak trzeba. Jednocześnie staram się być dobrym i bezinteresownym dla
innych
ludzi, którzy nie zaliczają się do mojej rodziny. To dopiero
jest wyższa szkoła
jazdy. Jak to czynić? - ja po prostu staram się przenosić sugestie
zawarte w Krokach i Tradycjach AA poza salki mityngowe do mojej
codzienności –
nie wiem jak, ale to w większości przypadków działa. Nie
zawsze jest to możliwe
czasem trzeba odejść ..........., tak jak ja to uczyniłem, z mojego
domu
rodzinnego.
Program
AA
sugeruje, podpowiada, uczy mnie, że nigdy kwiaty nie zakwitną
w moim
ogródku, gdy będę je podlewał łzami czyjegoś smutku......
Andrzej 04
Czy radość jest na miejscu?
Długo zastanawiałem się czy mam napisać ten artykuł, cz y będzie to na miejscu, czyli zgodne z duchem AA. Doszedłem jednak do wniosku, że radość z trzeźwego życia i dobroć płynąca z tego, jest godna podzielenia się z innymi, wszak nie można się tylko umartwiać, szczęście jest też ważnym elementem istnienia. Przez wiele lat swojego pijaństwa moje życie towarzyskie i kulturalne popadło w całkowitą ruinę, zamiast na kino, koncerty czy wakacje, wolałem przeznaczać pieniądze na alkohol. Zaniedbywałem w ten sposób swoich przyjaciół i najbliższych. Przez 7 lat byłego małżeństwa zabrałem byłą żonę na 3 dni na Mazury i teraz wiem co mogła czuć i jakie nieszczęśliwe życie ja jej dawałem. Dlatego też od czasu gdy nie piję staram się w jakiś sposób swoim bliskim to zadośćuczynić. Na ile pozwala mi praca i życie we wspólnocie odwiedzam dom rodzinny, zwłaszcza, że mój dziadek jest dla mnie bardzo bliska osobą, którą wielokrotnie pijąc krzywdziłem. Mam nową rodzinę, nową żonę i dom, staram się o to wszystko dbać i dawać z siebie jak najwięcej. Moja sytuacja materialna pomału się wyklarowała, dlatego też chodzę z żoną do kina, na imprezy kulturalne oraz nasze A-owskie, od 3 lat wyjeżdżamy na urlop. Dlaczego jest to dla mnie takie ważne? Ponieważ przepełnia mnie radość, a gdzieś w pamięci mam ten były koszmar. Pisząc to szykuje się do wyjazdu na następny urlop, zaczynam go od Wrocławia, od naszego święta 35-lecia AA w Polsce. Jadę tam z wdzięczności dla Wspólnoty i nie wyobrażałem sobie planując ten rok, że będzie inaczej. Wiem, że powinienem tam być. Później będę zwiedzał południe Polski, będę wdzięczny i radosny.
Radosny z trzeźwego życia
Maciek alkoholik
CZY POSŁANIE AA
DZIAŁA JEŚLI SIĘ ROBI DLA PIENIĘDZY ?.
Opracowanie redakcji MITYNG na
podstawie BOX459
Pierwsze słowa Ósmej Tradycji to: Działalność we wspólnocie AA powinna na zawsze pozostać honorowa wyjaśniają, że praca Dwunastego Kroku AA nigdy nie powinna być opłacana. Te słowa są często całkowicie ignorowane. Posłanie AA to poufna informacja jednego alkoholika do drugiego. Wspólnota AA zaczęła się tak, gdy nie było innych, równie skutecznych sposobów pomocy alkoholikom. Nie było nic innego, co by przynosiło takie dobre rezultaty. Czy ktoś mógłby nie zrozumieć słów w Ósmej Tradycji? Przyjaciel AA (niealkoholik) dr Vincent odchodząc na emeryturę powiedział:
Moją największą troską o przyszłość AA jest to , aby zasada osobistej i bezinteresownej pomocy nie mogła być wyparta przez pieniądze i profesjonalizm. W czerwcu 1950 r. dr Bob powiedział: Nie zaśmiecajmy tego kompleksami freudowskimi ani rzeczami, które są interesujące dla umysłów naukowych.. Róbmy nasze małe starania, które są przydatne dla naszej wspólnoty . Wcześniej, kiedy Billowi W oferowano pracę w Towns Hospital, jako płatnemu terapeucie, jeden z członków wczesnego AA powiedział - Bill, nie musisz tego robić dla nas. Pomyśl tylko, co stanie się z naszą, opartą na przyjaźni grupą . Wydaje się, że im dalej sięgamy do doświadczeń naszych założycieli, tym więcej osiągamy tego, co stało się ich udziałem. Tak właśnie dzieje się w AA. Wielka Księga wyjaśnia działanie Kroków. Mamy nasze spotkania, zapobiegające ponownemu wpadnięciu w nałóg. Oczywistym faktem jest, że jeśli pracujemy z Dwunastoma Krokami, staniemy się trzeźwi i mamy szansę aby cieszyć się fizycznym i emocjonalnym zdrowiem. Niektórzy alkoholicy potrzebują lekarstwa, ale wielu z nich zaczyna coraz lepiej radzić sobie z depresją, apatią, niepokojem czy strachem Posłanie AA jest czymś innym niż terapią czy postępowaniem zgodnym z ewangelią, jest przebudzeniem duchowym jako rezultat Dwunastu Kroków. Przedmowa do 12 Kroków i 12 Tradycji mówi: Dwanaście Kroków to zbiór zasad duchowych, które stosowane jako sposób życia, mogą uwolnić od obsesji picia i dopomóc cierpiącemu , by stał się zdrowym, szczęśliwym i użytecznym człowiekiem. Moje życie całkowicie potwierdza prawidłowość tych słów. Wiosną 1948 r, w Chicago Paul S, jeden z wcześniejszych członków AA ciągle powtarzał w swoim przemówieniu: AA jest sama dla siebie wystarczająca . Jeśli w mym życia nie jest tak, jak być powinno, to najlepsze co mogę zrobić, to iść po radę do specjalisty, skorzystać z terapii albo poprosić o pomoc członka AA, który uzyskał wystarczająco dużo efektów w pracy z Dwunastoma Krokami. Taki AA pomoże zrozumieć jak to działa wyjaśniając dokładnie co sam uczynił aby uzyskać widoczne dla wszystkich rezultaty.Dr Leonardem
Bormanem, dyrektor Centrum Instytutu Samopomocy, który lata
spędził studiując
rozwój ruchów samopomocowych, powiedział kiedyś: W
AA są dwie podstawowe
zasady Jedna z nich jest taka, że osoba, która
wyleczyła się z problemu
jest o wiele bardziej pomocna niż profesjonalista, który
używa tylko wiedzy
teoretycznej. Druga to to,
że indywidualna
pomoc kogoś drugiego bez profesjonalnych obciążeń, może być bardzo
korzystna
dla obydwu osób. Dwanaście Kroków
dostarcza precyzyjną formułę trzeźwości,
drogę do umysłowego, emocjonalnego i duchowego zdrowia. Daje
wskazówki
pożytecznego życia pełnego radości. Jeżeli pracujemy z innym
alkoholikiem, ma
miejsce duchowa wymiana i my oboje na tym korzystamy. Jeżeli z drugiej
strony
mamy za to płacone, to staje się to transakcją pieniężną, w
której
czynnik duchowy jest zniszczony. Psychiatra, autor dobrze sprzedającej
się
książki -Terapia rzeczywista - dr William Glasser
stwierdza: Gdyby wszyscy terapeuci dzisiaj zniknęli, to nie
sprawi wielkiej
straty, ponieważ ludzie zawsze znajdą kogoś innego z kim mogą jutro
porozmawiać. Inną rzeczą jaką mówił było to: Kiedy
płacisz terapeucie,
próbujesz kupić przyjaciela. Posłanie AA jest
bezpłatne. Nie można go kupić
ani sprzedać. Pieniądze korumpują. Rezygnujemy z pieniędzy będąc
wdzięczni za
nasze własne uzdrowienie. Jest to zapominane znaczenie Ósmej
Tradycji .Naszym
przywilejem jest darmo pomagać innym, uczestniczyć w głębokim
przebudzeniu
duchowym innego alkoholika, z którym pracujemy i cieszyć się
postępami
leczenia, pogłębiając nasze programowe zasady.
Gdy piszę te
słowa, czuję jak w sercu przelewa mi się fala
wdzięczności za wszystkie wspólnotowe
doświadczenia, szczególnie
za możliwość służby dla AA.
Przypominają mi się seanse „terapii samochodowej”,
gdy podczas podróży do innej
miejscowości koledzy, nawet złośliwie, robili mi obrachunek moralny
mówiąc te
rzeczy, które chciałem przed nimi ukryć albo
których wstydziłem się. Przy
prędkości około 100km/godz
nie miałem szans aby
obrazić się i wysiąść z samochodu. Musiałem wysłuchać do końca. Za to
na
postoju nie było okazji do dąsów, panowała raczej atmosfera
wesołości i
zapowiedź „ostrego rewanżu”. Więc gdy ponownie
wsiadaliśmy do samochodu, już
ktoś inny stawał się obiektem docinków. Najciekawsze było
to, że pod koniec
podróży nie było uraz ani nieporozumień. Nauczyliśmy się
pogodnie, z humorem
przyjmować nawet niesłuszne słowa krytyki. Doświadczyłem, że można je
przeżyć.
Te przypadki przydały się ponownie, kiedy w trakcie turnusu
terapeutycznego
musiałem wysłuchać różnych opinii na swój temat.
Nie wszystkie były przyjemne,
za to bardzo pożyteczne. Najczęściej dotyczyły tych obszarów
moich zachowań,
które z nie zawsze uświadomionych przyczyn chciałem ukryć. W tej
dosyć rubasznej atmosferze pękały kolejne bariery oddzielające iluzje
od prawdy
o sobie. Nie bez znaczenia okazała się rosnąca świadomość naszej Preambuły – ... nie popieramy,
nie zwalczamy żadnych poglądów, nawet, jeśli te
słowa zastosuję do własnej żony. Ileż to mi zaoszczędziło utarczek
domowych?
Wielokrotnie spotykam się z opinią, że Wspólnota
AA
posiada swój unikalny program zdrowienia. Program trudny,
wymagający wielkiej odwagi do zmiany dotychczasowych
poglądów, a przede
wszystkim pokory. Wydaje się, że w dużej mierze dotyczy to mojego
stosunku do
innych ludzi. Mogłem obrazić się na kolegów za docinki, lecz
to właśnie oni
pokazali mi, że to nie tędy droga. Lepiej z pogodą ducha przyjmować
niepowodzenia i wszystkich - nawet tych o odmiennych poglądach -
obdarzać
szacunkiem. Nie pali się mostów przyszłego porozumienia,
pojednania. Wartość
szacunku dla innych osób pokazał mi oglądany w TV jakiś film
o podbojach
Aleksandra Macedońskiego. Fabuła była przeplatana wypowiedziami
różnych
filozofów. Raz Arystotelesa a czasem bardziej
współczesnych. Słuchałem tego
jednym uchem kiedy nagle moją uwagę przykuły słowa komentarza - Aleksander mógł dokonać swych
czynów albowiem posiadł
umiejętność okazywania szacunku dla wszelkich wyznań, z
którymi się
spotkał w swym
rozległym królestwie.
To było to. Szacunek dla innych jest podstawą sukcesów w
życiu. To był ten element, którego brak bardzo przeszkadzał
mi w życiu. Zbyt
łatwo zrażałem do siebie innych, ignorując ich obecność i odmienne
zdanie.
Dobrym obrazem takiej postawy była lekceważąca postawa wobec innych
uczestników
mojego mityngu objawiającą się milczącą odrębnością. Bardziej widziałem
w
kolegach automaty powielające gotowe formułki niż przyjaciół
borykających się z
przeciwnościami losu i codziennie potwierdzających sukces niepicia. A
potem
przyszedł dzień, kiedy dotarły do mnie słowa z Drugiego Kroku
Na
swój użytek zmieniłem je nieco, nie zmienił się jednak
sens. – Wobec
innych wykazywaliśmy naszą
skromność, ale w głębi duszy czuliśmy, że górujemy nad szarą
masą. Te słowa
obnażyły całkowicie moją przewrotność i zakłamanie.
Jasne, że nie słuchałem słów ludzi, których nie
ceniłem, to ich wolałem
bezkarnie obdarzać swoimi fanfaronadami. Jednak przyszedł dzień, kiedy
uświadomiłem sobie, że ci inni uczestnicy mityngu są dla mnie mili,
serdeczni,
w każdej chwili gotowi wyjaśnić zawiłości Programu podając przy tym
osobiste
przykłady. Tego nie mogłem dłużej ignorować. Nawiązywałem zażyłości,
przyjaźnie
i w miarę bliższego poznawania rósł szacunek dla innych. Ich
droga do
trzeźwości była często dużo trudniejsza od mojej; widziałem ten codzienny wysiłek i
pokonywane problemy – to
wzbudza szacunek. W ten sposób odkryłem przedziwną
właściwość. Nie mogę
kierować się w życiu własnymi iluzjami. Dość już życiowych klęsk. W
miarę
poznawania jak Program AA działa na moich przyjaciół
poznawałem przedtem
nieoczekiwane możliwości Wspólnoty. Ktoś powiedział, że
Wspólnotę AA
można kochać ….albo zupełnie nie znać. Okazało
się , że ja dopiero ją
poznawałem. Wrażenia
z pierwszych
mityngów w żaden sposób nie pokazywały
wachlarza propozycji Wspólnoty, nawet bym
powiedział, że je zaciemniały.
Zaczęło się zmieniać, kiedy mityng najbliższej grupy AA przestał być
jedynym
źródłem nowych zachowań, za to stał się początkiem
nieoczekiwanych zmian w
życiu, zachętą do współpracy. Jest takie powiedzenie
– Jak Kuba Bogu, tak Bóg
Kubie. W naszej wspólnocie sprawdza się ono wyśmienicie.
Dopiero wysiłek
włożony w życie Wspólnoty, przekroczenie bariery służby
ukazuje „zasady, według
których należy żyć” (AA wkraczają w dojrzałość str
331) O tym przekonałem się na samym sobie. Po okresie pierwszej
fascynacji
mityngi zaczęły mnie nużyć. Nie wiem, gdzie dzisiaj bym był, gdybym
uległ
pojawiającym się alkoholowym podszeptom. Zrobiłem wtedy coś zupełnie
odmiennego
niż pierwotnie chciałem. Zwiększyłem liczbę odbywanych
mityngów i zgłosiłem
swój akces do służby. Była to funkcja herbatkowego.
Trudno mi dziś wyrazić wdzięczność Bogu za pomoc w podjęciu tej
decyzji. Jedno
jest pewne. Dziś nie piję, do tego polubiłem trzeźwe życie. Kończąc już,
przypomnę tylko - Na gorzałę wydałem w swym życiu majątek, na prywatną
pomoc
już mnie nie stać ale obciążać podatników kosztami swej
choroby nie muszę. Mam
Wspólnotę Anonimowych Alkoholików. Kocham ją i
szanuję. Swym działaniem uczy
mnie szacunku i prawdziwej, bo bezinteresownej miłości.
Pozdrawiam
pogodnie - Marek Ciechocinek/Warszawa
3 08 2009r
Co chciałbym powiedzieć nowemu na
jego pierwszym
mityngu?
Gdybym na moim
pierwszym mityngu
usłyszał od kogoś, że będę dziś trzeźwy, będę rozmawiał z Bogiem i
dziękował Mu
za uśmiech żony i córeczki, że bezinteresownie będę robił
herbatę i kawę dla 40
osób i jeszcze poza tym zmywał, że będę miał sponsora i
poświęcał swój czas na
pomoc innym alkoholikom, na pewno bym nie uwierzył. Byłby to zapewne
mój
ostatni mityng w życiu. Ja jednak usłyszałem - cieszę się, że jesteś,
przychodź
jeśli chcesz, słuchaj zamiast gadać, nie planuj i nie pij tylko
dzisiaj. Uwierz
mi przyjacielu do dziś nie wiem jak to działa, ale działa. Jeśli chcesz
przestać pić i mieć to co ja już mam, posłuchaj - przychodź, słuchaj,
dziś nie
pij, ciesz się, że jesteś.
Alkoholik
Tomek
Co chciałabym powiedzieć
nowicjuszowi na jego pierwszym mitingu.
Witam cię. Bardzo się
cieszę, że
jesteś.
Pamiętam swój pierwszy miting, było to ok. 2,5
roku temu był to miting
kobiecy. Bardzo dużo mówiłam o sobie, o swoim alkoholowym
życiu, wypowiadałam
swoje emocje, które przez wiele, wiele lat skrywałam w
sobie, które zapijałam
alkoholem. Pamiętam, że bardzo płakałam. Wcześniej nigdy
nikomu nie
opowiadałam o sobie, swoim życiu, rodzinie, nie zwierzałam się nikomu.
A na
tych moich pierwszych mitingach - na początku chodziłam
wyłącznie na
kobiece - wiele mówiłam o sobie - otwierałam się -
zaufałam wspólnocie
AA. Nazbierało się we mnie dużo nie ujawnianych emocji, uczuć
-
bólu, lęku, niepewności przez te kilkanaście lat
mojego picia. Na
początku mojej drogi trzeźwienia przez około rok nie mogłam
uznać swojej
bezsilności wobec alkoholu - miałam obsesje picia - nie mogłam
wyobrazić jak ja
będę żyła bez alkoholu. Wiele razy gdy bardzo chciało mi się pić,
biegłam na
miting i mówiłam o tym i słuchałam
przyjaciół jak mam sobie radzić
abym się nie napiła. Dzięki wspólnocie
AA uczę się żyć bez
alkoholu, uczę się wyrażać swoje uczucia, moje trzeźwe
życie jest
coraz lepsze, piękniejsze,
barwniejsze, nie chcę wracać do picia - destrukcji
uczuciowej,
emocjonalnej i w tym pomaga mi bardzo wspólnota AA. Mam
takie miejsce jak
mitingi AA gdzie mogę zawsze, w każdej chwili przyjść, powiedzieć o
swoich
emocjach, zwątpieniach, obawach i będę
słuchała
przyjaciół gdy będą dzielili się ze mną swoim
doświadczeniem, siłą i
nadzieją.
Ania
AA
Dobro
innych…
„…Naszym
podstawowym celem jest trwać w trzeźwości i pomagać innym alkoholikom w
jej
osiągnięciu…”
Tylko
tyle. A
może AŻ tyle. Podstawowy cel Anonimowej
Alkoholiczki.
Odkąd
jestem w AA nie zdarzyło mi się nie
usłyszeć tych słów na
jakimkolwiek mityngu. Jestem jedną z
wielu milionów alkoholików. Dziś nie piję. Udało
mi się swoje picie zatrzymać.
Chcę pamiętać i
pamiętam jaka byłam i co mam w sobie wciąż
do zmiany. Nie tylko o tym, że przy pomocy alkoholu robiłam z siebie
pośmiewisko, że dopracowałam się rozmaitych konsekwencji. Alkohol
zabrał mi
radość życia, odsunął od ludzi i od samej siebie. Lęki, strach, wstyd,
poczucie
winy były nie do zniesienia. Alkohol potrafił zakryć te uczucia,
pozwalał
stawać się kimś lepszym – najlepszym! Udało mi się przerwać
picie. I tyle. A
może AŻ tyle… Ale moje
myśli i działania wciąż były ukierunkowane na mnie samą. To ja
byłam biedna, nieszczęśliwa, niezrozumiana
przez innych, niedoceniana. Zastanawiałam się: „po co chodzę
na mityngi? Po co
podejmuję się służb? Po co pracuję ze sponsorską i podopiecznymi? Po co
pełnię
dyżury telefoniczne? Po co czytam literaturę AA?” –
no tak, by utrzymać
trzeźwość! „Trwać w trzeźwości” - to słyszałam z
ust czytających PREAMBUŁĘ.
Inni mi pomagali – swoimi wypowiedziami o sobie, własnych
doświadczeniach.,
samą swoją obecnością, podaniem herbaty, otworzeniem sali. Inni
zajmowali się
sprzedażą literatury. Mogłam ją kupić. Mieć doświadczenia
alkoholików spisane i
mogłam do nich zaglądać przez całą dobę. Doświadczenia Anonimowych
Alkoholików,
którym udało się i którzy opisali
sposób w jaki to zrobili. Po co oni to
opisali?
No
właśnie –
chyba dla mnie. Pisali ją dla alkoholiczki, której nawet nie
mogli poznać, nie
mieli pojęcia, że kiedyś urodzę się i zostanę jedną z nich. Tak, na
pewno dla
mnie! Pokazali mi Program 12 Kroków, 12 Tradycji. Napisali
jak służyli innym i
jak im to pomagało. W swoim pisaniu nie krytykowali innych, nie
oceniali, nie
kierowali, nie narzucali, nie nakazywali .Pisali o własnych
doświadczeniach. I
to do mnie przemówiło i przemawia. Teorie
„autorytetów” o zdrowieniu –
nie.
Marzenia o „szklanych domach” – nie.
Doświadczenia innych – tak. Historie o
swoim bólu, o własnych lękach i pokonywaniu ich –
tak. Egoizm,
zapatrzenie w siebie, urazy, obrażanie się, chęć
górowania, kierowania innymi, zapędy bycia autorytetem i
złość .Złość która
najczęściej powodowała moje picie. „Trwać w trzeźwości i
pomagać innym w jej osiągnięciu”
– hmmm..
zauważyłam coś takiego u siebie – jeśli moje
myślenie i działanie jest skierowane na pomoc innym w
utrzymaniu trzeźwości
(nie na zmianę myślenia,
zachowania innych – na to nie mam wpływu), to zapominam o
użalaniu się, o
swoich niezdrowych ambicjach bycia najlepszą, oczekiwaniu na hołdy,
wieczną
wdzięczność, noszenie na rękach. Skoro nie mam takich ambicji, nie mam
rozczarowań, nie złoszczę się i nie piję. Uśmiecham się, cieszę się
kolejnym
swoim krokiem ku trzeźwości poprzez radość z trzeźwienia innych
alkoholików.
Moje matczyne serce pamięta to wspaniałe uczucie, gdy moje dzieciaczki
stawiały pierwsze, chwiejne kroczki. Łapki wyciągnięte do przodu, pupa
w
majtasach z pieluchą, wciąż za ciężka. Czasami jakiś guz na głowie,
jakiś
siniak na kolanie. Czasami płacz, gdy kolejny raz lądowały na podłodze.
Ale też
pamiętam, ich roześmiane buzie, gdy udało się zrobić pierwszy krok,
potem
drugi, trzeci… Łzy szczęścia w moich oczach. I to ciepło,
które rozpływało się
wokół mojego serca. To uczucie towarzyszy mi dzisiaj, gdy
pójdę z kimś na jego
pierwszy mityng a on zostaje i trzeźwieje razem z nami. Dziś dobrem
innych jest
dla mnie nie ich bogactwo, nie wspaniałe osiągnięcia w rozmaitych
dziedzinach
życia lecz trzeźwość jaką uzyskują dzięki Programowi AA i to, że
wspólnie
możemy nadal służyć tym, którzy przychodzą po to samo, co
kiedyś ja, Ty, Oni…
Z
radosną nadzieją - Gosiali
Dobro innych czyli cała podwalina
trzeźwienia
Dobro innych- jak niestosowana zasada w pijanym życiu. W tamtym życiu /bo ja dzielę swoje życie na dwie części/czyli pijanym stosowałam zasadę „Kalego" .Dobre uczynki te mnie się należały. To inni powinni mi czynić dobro, a ja łaskawie mogłam z tego dobra korzystać. W momencie zaprzestania picia, a szczególnie od momentu znalezienia mojej drugiej rodziny, czyli AA moje myślenie, odczuwanie i podejście do świata zaczęło się powolutku zmieniać. To program AA nauczył mnie, że dobro innych jest ważne również dla mnie samej. Już 1 Tradycja mówi o naszym wspólnym dobru/więc innych i moim/.Więc co mam robiąc? - zastanawiałam się w pierwszych miesiącach trzeźwienia. Mam oddać to co dostałam za darmo od innych. Zaczęłam podejmować się służb. Najpierw był dyżur telefoniczny, później służby na grupie itd. czas swój poświęcała mi sponsorska, więc z upływem jego ja zaczęłam poświęcać czas tym którzy mnie oto prosili. Dzisiaj wiem, że czas który poświęcam swoim podopiecznym jest w dwójnasób mnie oddawany. Ja daję, a dostaję jeszcze więcej. W miarę lat i pracy nad programem dostrzegłam, ze miarą mojej trzeźwości jest relacja z innymi ludzi, szczególnie z tamtego pijanego życia których skrzywdziłam. Przyszedł czas na krok IX i bardzo ważne słowo - Z A D O Ś Ć U C Z Y N I E N I E. Wcale to nie było łatwe-dużo wstydu, łez i znowu myślenie o innych - tych których skrzywdziłam. Mam tak to załatwić, zebry nikogo nie zranić. To ich dobro jest najważniejsze, a nie moje. Kilka osób przeprosiłam. Z kilkoma porozmawiałam na cmentarzu/dla nich nic więcej nie mogłam już zrobić/. Największy problem jak zawsze z rodziną. Zadośćuczyniłam cały czas. Już sama pewność mojej najbardziej skrzywdzonej córki, że w każdej sytuacji może teraz liczyć na matkę jest dla mnie bardzo cenna. Program AA jest dla mnie przewodnikiem na życie. Właśnie on pokazuje ile dobra można robić dla innych. Podstawą tego programu jest nieść posłanie alkoholikowi który jeszcze cierpi. Ja wiem, ze mam co robić. A zaczęło się to od momentu kiedy mnie ktoś kto pełnił dyżur telefoniczny powiedział co mam zrobić-zakręcić butelkę, podjąć terapie, iść do Wspólnoty AA. Uczynił mi dobro- ja teraz to dobro chcę czynić innym.
Grażyna
alkoholiczka.
Warsztaty: WZRASTANIE W SŁUŻBIE
– SŁUŻBY INTERGRUPY
Punkt Informacyjno
- Kontaktowy, Brazylijska 10, Warszawa
„Wszyscy
nasi reprezentanci
powinni kierować się duchem służby, bo prawdziwi przywódcy w
AA są jedynie
zaufanymi i doświadczonymi sługami całej wspólnoty. Ich
stanowiska nie dają żadnej
władzy; oni nami nie rządzą. Warunkiem ich przydatności jest powszechny
szacunek.” – Cytat z książki: „DWANAŚCIE
KROKÓW I DWANAŚCIE TRADYCJI”.
- Na mityngach słyszałam relacje mandatariuszy:
„Na Intergrupie
byłem, 20 zł wpłaciłem, przyniosłem materiały.” Myślałam, że od tego jest Intergrupa
– być i wpłacić, przynieść materiały. Nie byłam
mandatariuszką. Byłam
skarbnikiem. Wybrałam się na spotkanie Intergrupy
w
zastępstwie. Wielka trema, lęk przed nieznanym. Okazało się, że
spotykają się
tam ci sami alkoholicy, co na mityngach. Ale w trochę innym celu. W
celu
wspólnej służby dla dobra Wspólnoty, chociaż
czasami emocje są zbyt silne.
Czasami sprzeczamy się, by wypracować wspólnie to co ma nam
służyć. Ta wiedza
przyszła do mnie trochę później – gdy objęłam
służbę łącznika internetowego.
Wiele razy ta służba pozwoliła mi pokonać swoje lęki, swoje
nieumiejętności
korzystania z pomocy innych. Dziś mam wdzięczność w sercu za pomoc i za
zaufanie jakim mnie obdarzono. Służba jest naszym Trzecim Legatem. Dziś
wiem,
że dla mnie niezbędnym tak jak Zdrowienie i Jedność.
- Służbę w Intergrupie
późno
podjęłam. Przedtem pełniłam służbę w Regionie – Nie było
chętnych do pełnienia
służby skarbnika Intergrupy.
Czułam jak bardzo pomagają
mi wcześniejsze służby, więc i tę podjęłam. Zbierałam tzn. przyjmowałam
pieniądze od grup na spotkaniu Intergrupy,
opłacałam
materiały przekazywane na grupy, ZK, na posłanie. Przekazywałam
pieniądze do
BSK i Regionu. Rozliczałam się z każdego grosika. Regularnie
przychodziłam na
spotkania intergrupy.
Jeśli nie mogłam być, zawsze
prosiłam kogoś o zastępstwo.
- Bardzo ważne są rotacje w służbach, by nie
tworzyły się
kliki. W rejonie Polski, gdzie zaczynałem trzeźwieć, tak właśnie się
działo. To
mnie skutecznie zniechęcało do służb. Dopiero, gdy zacząłem chodzić na
mityngi
w Warszawie, pomyślałem, że to może być droga dla mnie. Najpierw
zostałem
mandatariuszem. Chodziłem na spotkania Intergrupy.
Była potrzeba podjęcia służby łącznika ds. Internetu –
poprzedniczka nie mogła
już dłużej pełnić tej służby. Zgodziłem się. Miałem pomoc od
przyjaciół i od
swoich bliskich. Dziś widzę jak wiele mi ta służba dała.
- służba łącznika Internetu w naszej Intergrupie
dość długo nie byłą obsadzona. Zachęcił mnie łącznik Regionu.
Dowiedziałem się,
że to służba, dzięki której istnieje przepływ informacji w
AA. Zacząłem
wychodzić poza swoją grupę – zobaczyłem potęgę AA, zobaczyłem
jak wielki jest
świat AA. Dzięki służbie w Intergrupie
nauczyłem się
komunikować z ludźmi, prosić o pomoc. Nie mam 8 miesięcy Internetu a
mimo to
moja Intergrupa
otrzymuje informator „CoGdzieKiedy”.
Korzystam z komputera w PIK i komputerów
przyjaciół.
- rzecznik Intergrupy
prowadzi spotkanie, załatwia sprawy z
gospodarzem budynku, gdzie te spotkania odbywają się. Przy okazji
poszukiwań
lokalu – miejsca na Konferencję Regionu, poznałem wiele
osób, zaprzyjaźniłem
się, nauczyłem komunikować. Jest między nami niesamowita więź
– więź przyjaźni.
- sekretarz przygotowuje sprawozdania ze spotkań
zgodnie z
naszymi zasadami: nie krytykujemy, nie oceniamy, nie polemizujemy w
tekście
sprawozdania. Przekazuje je do Zespołu ds. Internetu, jest
archiwizowane,
drukowane w
MITYNGU.
- w każdej służbie bardzo ważne jest wspieranie w
niej,
sponsorowanie. Byłam mandatariuszem grupy. Wiedziałam, że powinnam
chodzić na
wszystkie spotkania Intergrupy
i zdawać z nich
rzetelne relacje na grupie. Chodziłam na warsztaty Tradycji. Bardzo mi
pomogły
w rozumieniu mojej służby. Pełniłam ją z wielkim oddaniem. Poznawałam
poprzez
relacje mandatariuszy funkcjonowanie innych grup. Zaczęłam patrzeć
zupełnie
inaczej na nasze Tradycje. Wspólne wyjazdy na konferencje,
wspólne działanie
pozwoliło mi w pełni uczestniczyć w życiu Wspólnoty. Potem
pełniłam służbę
sekretarza Regionu.
- W naszej Intergrupie
jest również
służba Łącznika ds. Służby Zdrowia. Łącznik ten kontaktuje się ze
szpitalami,
przychodniami na terenie działania naszej Intergrupy.
- Gdy obejmowałem służbę mandatariusza miałem
pół roku
abstynencji. Ta służba na grupie nie była obsadzona a i prowadzący
mityng też
był z „łapanki”. Widzę, że często do służb
zgłaszają się osoby z krótkim stażem
abstynencji, bo nie ma chętnych spośród tych z dłuższym
stażem. Ostatnio nasza Intergrupa
poszukuje Kolportera.
- zostałam mandatariuszem z tzw.
„łapanki”. Nie chciało mi
się przyjeżdżać na spotkania Intergrupy
ale
przyjeżdżałam. Czasami zamiennie. Raz ja brałam pieniądze na dwie
grupy, raz
mandatariusz z tamtej grupy. I tak brałam udział w co drugim spotkaniu.
A potem
służba ta zaczęła mnie wciągać i polubiłam te wyjazdy. Poznawałam
więcej osób z
dłuższym stażem. Spodobało mi się i zaczęłam
„nasiąkać” służbami. Zaczęłam
czytać literaturę AA i pomyślałam: „coś w tym jest, służby
mogą być dla mnie.”
Miałam
też bardzo
nieprzyjemny incydent: wiele razy na spotkaniu Intergrupy
zgłaszałam zmiany w książeczce adresowej. Wiem, że były przekazywane a
jednak
nie pojawiały się ani na stronie, ani w książeczce. Prowadząca mityng
odebrała
mi z tego powodu mandat. Przestano mi dawać pieniądze, bym mogła je
przekazać
na Intergrupie.
Wstydziłam się za grupę i wpłacałam
własne. Odnoszę wrażenie, że brakuje życzliwości w przekazywaniu
doświadczeń ze
służby, brak wsparcia, pomocy. Ja jednak nie zniechęcam się, bo wiem,
że mi ona
pomaga.
Chcę
też
powiedzieć o odpowiedzialności w przekazywaniu informacji. Chciałam
kiedyś
wziąć udział w spotkaniu Zespołu. Okazało się, że nie dostałam na czas
informacji, o zmianie. Młodzi stażem nie są wspierani, lecz
krytykowani.
Wspólnota bardzo mnie inspiruje do działania poza nią, ale
mam wiele
negatywnych doświadczeń.
- ostatnie pół roku pełnienia służby
mandatariusza mieszkałam
daleko, nie mogłam być na każdym mityngu mojej grupy. Nie mogłam w moim
odczuciu pełnić jej rzetelnie, chciałam ją przekazać. Grupa jednak
zdecydowała,
że mimo bycia co drugi tydzień, to mogłam ją pełnić. Reprezentowałam
grupę na
spotkaniach Intergrupy
i przekazywałam relację.
Uważam, że wsparcie nie polega na krytykowaniu lecz na realnej pomocy.
Ważne
też jest, by mieć swojego „cienia” a przedtem być
czyimś „cieniem” przy
pełnieniu służby. Bardzo ważna jest praca zespołowo, nie pozostawanie
samemu
sobie w służbie.
W
spotkaniu
warsztatowym brało udział 14 osób. Dwie godziny okazały się
zbyt krótkim
czasem, by omówić wszystkie służby Intergrupy,
by
podzielić się swoimi doświadczeniami. Zostało nam jeszcze wiele
tematów do
omówienia. Tym samym zachęcam pozostałych
przyjaciół, którzy pełnili służby w Intergrupie, pełnią lub pełnić
zamierzają na kolejne
warsztaty „WZRASTANIE W SŁUŻBIE – SŁUŻBY
INTERGRUPY cz. II”, które odbędą
się we wrześniu, druga sobota miesiąca – 12.09.09 –
o godz. 15.00 w PIK przy
ul. Brazylijskiej.
Zapraszamy. Zapiski z warsztatów przekazała Gosiali