MITYNG 10/148/2009
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
XXXII
Konferencja Służb Regionu AA Warszawa, która odbędzie
się 17.10.2009r.Warszawa Rembertów Al. Gen. Antoniego Chruściela 28 (Urząd
Dzielnicy Rembertów).
Temat wiodący: „Zdrowienie nie zna granic".
Wierzę w to,
że zdrowieć z choroby alkoholowej można wszędzie. Mam też świadomość, że samo
nie picie to dopiero początek mojego zdrowienia. Zdrowienia, które powinno
objąć wszystkie sfery mojego życia. To na mityngach dowiedziałem się, że
alkoholizm to choroba ciała, alergia na alkohol, duszy, brak akceptacji siebie
i świata który mnie otacza, umysłu, obsesja umysłowa, brak realizmu i
zakłamanie myślowe, skutkiem czego są błędnie podejmowane decyzje. Realizując
program zdrowienia Wspólnoty AA zyskuję dojrzałość i gotowość do tego aby
zdrowieć i odbudowywać moje relacje z rodziną i społeczeństwem. Mogę rozwijać
swoje zainteresowania, podejmować naukę, zdobywać wykształcenie i podwyższać
swoje kwalifikacje zawodowe. Najważniejszą sprawą jest to, że mogę także pomagać
takim samym ludziom jak ja, alkoholikom. To wszystko jest możliwe, jeśli tego
pragnę i przechodzę do działania. Wspólnota AA i jej program zdrowienia otwarty
jest dla wszystkich, jest programem uniwersalnym „jedynym warunkiem
przynależności do AA jest pragnienie zaprzestania picia”. Zdrowienia nie
ogranicza miejsce, czas, wiek, wykształcenie i przekonania religijne. Zdrowieć
można tez na Konferencji Regionalnej, to równie dobre miejsce by dzielić się
siłą, doświadczeniem i nadzieją. Budować jedność Wspólnoty. Wiem teraz i modlę
się o to, bym nigdy nie zapomniał, że to ja sam, sam stawiałem sobie granice,
żeby nie przyznać się do porażki, bezsilności, do tego, że jestem alkoholikiem.
W stawianiu tych granic „pomagała” mi moja niedojrzałość emocjonalna i
uczuciowa, egoizm i egocentryzm, skupienie na sobie, brak pokory i pycha –
czyli poleganie tylko na sobie. Kiedy stałem się człowiekiem niezdolnym do
kierowania własnym życiem, próby zaprzestania picia kończyły się porażką
(ludzka siła woli nie wystarczała). Kiedy usłyszałem na mityngu, że tylko Bóg
może mi pomóc – gdy się do niego zwrócę, nie bardzo w to wierzyłem, przecież
próbowałem. Teraz wiem, że do tamtej pory nie potrafiłem powierzyć mu swojego
życia i woli tak naprawdę do końca. Przymuszony konsekwencjami swojego picia,
cierpieniem i samotnością rozpocząłem swoją podróż poprzez nasz duchowy program
zdrowienia. Przyznanie się do bezsilności, odbudowanie więzi z Bogiem, wiara i
nadzieja w powrót do zdrowia, poznanie i akceptacja siebie, otwarcie się na
drugiego człowieka, naprawienie swoich braków, dojrzewanie, zadość uczynienie i
naprawa relacji z ludźmi, bieżący i natychmiastowy obrachunek moralny,
doskonalenie naszych więzi z Bogiem jest pomocne w moim trzeźwieniu. Zdrowiejąc
we Wspólnocie, stosując program „12 kroków i 12 tradycji”, podejmując się służb
odzyskuję radość życia którą mogę przekazać tym którzy jeszcze cierpią.
Wspólnota dzięki podejmowanym działaniom dociera z posłaniem i informacją do
coraz szerszych warstw społeczeństwa. Organizowane są mityngi informacyjne dla
młodych ludzi, powstają Punkty Informacyjno-Kontaktowe, w zakładach karnych
grupy AA niosą posłanie. Realizujemy nasz główny cel – nieść posłanie,
przełamujemy granice i bariery. Zdrowienie nie ma granic, więc do zobaczenia na
szlaku.
Andrzej.
Warszawa,
24 sierpnia 2009 r
Grupy AA
Intergrupy
Wschód
Regionu AA Warszawa
Drodzy Przyjaciele.
W ostatnich dniach miałem okazję uczestniczyć w niezwykłym spotkaniu zorganizowanym w Hali Stulecia we Wrocławiu z okazji XXXV lat Wspólnoty Anonimowych Alkoholików w Polsce. To co tam przeżyłem począwszy od wspólnej modlitwy o pogodę ducha kilku tysięcy przyjaciół trzymających się za ręce i z połączonymi miłością sercami, aż po uścisk dłoni i ciepłe spojrzenie księdza Darka z Lichenia i Londynu, przekazującego mi znak pokoju w prezbiterium katedry na Ostrowiu Tumskim wprost nie sposób wyrazić słowami. Pięć lat temu słyszałem będąc na terapii w Tworkach o krakowskim spotkaniu z okazji XXX lat AA w Polsce. Namiastkę tego, co ostatnio przeżyłem, odczułem podczas Zlotu Radości z okazji XX lat Biuletynu Zdrój w Sianożętach. Dopiero jednak teraz we Wrocławiu poczułem w pełni jaka moc tkwi w naszej Wspólnocie, jak jest ona mi pomocna dla mojego zdrowienia i jak ja mogę być przydatny tej Wspólnocie. Już ćwierć wieku temu wielki nasz przyjaciel, Pani Maria Matuszewska, którą to miałem zaszczyt poznać we Wrocławiu pisała - „Ruch AA na pewno nie jest dla wszystkich, którzy tego potrzebują, lecz dla tych którzy tego pragną”. Wiele osobistych spotkań, goście z zagranicy, mityngi, wspólna modlitwa alkoholików, egzemplarz pierwszego wydania Wielkiej Księgi podarowany nam przez gościa z USA, weterani i człowiek, który 24 godziny temu postanowił spróbować skorzystać ze wsparcia naszej wspólnoty, spotkanie przyjaciółki, która nie pije już 43 lata, multimedialna fontanna w pobliżu Hali Stulecia to zaledwie niektóre obrazy z tych niezliczonych trudnych do opisania wspomnień, które na długo pozostaną w mojej duszy i pamięci . Ja naprawdę bardzo pragnę służyć sobą tej wyjątkowej Wspólnocie, a spotkanie we Wrocławiu tylko utwierdziło mnie w tym przekonaniu. Pisząc ten krótki list do wszystkich AA z naszej Intergrupy chciałem w imieniu 200 osobowej ekipy organizatorów i swoim własnym serdecznie Wam podziękować, za każdą złotówkę wrzuconą na waszych grupach do kapelusza w ramach VII Tradycji. Jako rzecznik Intergrupy Wschód czuję się w obowiązku przekazać wam te szczególne wyrazy wdzięczności za wasze datki. Tych dobrowolnych datków Intergrup, grup i od pojedynczych AA zebrano na kwotę około 100 000 złotych. Suma ta między innymi, pozwoliła na zorganizowanie tego skomplikowanego organizacyjnie przedsięwzięcia, jakim było to święto naszej Wspólnoty. Wiem także, że pozwoliło to mnie osobiście przeżyć niezapomniane chwile oraz poczuć ducha AA. Już dziś pragnę w mieniu organizatorów z Regionu Lublin AA zaprosić każdego z was, członków waszych rodzin i wszystkich sympatyków naszej Wspólnoty na Ogólnopolski Zlot Radości AA – 25 lat Zdroju , które odbędzie się w dniach 14-16 maja 2010 w Krasnobrodzie. Hasłem tego spotkania będzie Radość – Relaks – Rodzina.
Tym z
was, którzy byli we Wrocławiu z całego serca dziękuję za wszystkie spotkania,
każdy pojedynczy gest, dobre słowa i uśmiech, którym mnie w tych dniach
obdarowaliście.
Z wyrazami miłości,
Andrzej – rzecznik Intergrupy
WIELKA RADOŚĆ
Wielka Radość, smutek, i nadzieja, to czułem opuszczając zlot radości we Wrocławiu. Piszę do redakcji po raz pierwszy, nie piję alkoholu od trzech i pół roku, od półtora roku pełnię służby w A.A., przeczytałem trochę literatury A.A., brałem udział w warsztatach 12 kroków systematycznie uczestniczę w spotkaniach mojej Intergru;py, po prostu zaraziłem się A.A., lub jestem świadomy że A.A .ratuje moje życie, dlatego wspólnota jest dla mnie bardzo ważna. Na udział w wielkim święcie mojej Wspólnoty 35-lecia istnienia w Polsce czekałem z niecierpliwością, no i doczekałem się wreszcie po raz pierwszy mogłem w nim uczestniczyć. Byłem pod wrażeniem Hali stulecia, budynek wymarzony do takich zlotów wszystko na miejscu, wziąłem udział w czterech mitingach tradycji i w mitingu "Duchowy, nie religijny", spotkałem wielu znajomych, wyśpiewałem się na całe gardło przy muzyce aowskich bardów oporowo, gospodarze zadbali o nas organizacyjnie na 6-stkę.A kiedy siedziałem na zakończeniu i słuchałem ludzi którzy przyjechali do nas z Ukrainy ,Litwy, Białorusi, Rosji, Finlandii, Norwegii, Kanady, U.S.A., z Włoch i nie pamiętam skąd jeszcze, to coś łapało mnie za gardło a łzy nie wiem dlaczego kapały jak groch. A kiedy nasz przyjaciel Piotrek N. zaśpiewał dwie piękne piosenki to myślałem że jestem najszczęśliwszym człowiekiem świata, zobaczyłem i poczułem po raz pierwszy w życiu siłę i moc działania wspólnoty. No więc kiedy byłem najszczęśliwszym człowiekiem świata, usłyszałem coś co mnie za smuciło, zaproszenie na mszę świętą do kościoła Rzymsko Katolickiego. poczułem się źle ponieważ myślałem że w A.A. jesteśmy wszyscy równi, że wspólnota nie jest związana z żadną religią ,przynajmniej tak wyczytałem w literaturze A.-owskiej, tej pisanej w Stanach Zjednoczonych np. w książce "Przekaż Dalej". Ciekawe jak poczuli się nasi przyjaciele innych wyznań, innych kościołów gospodarze mogli zorganizować msze w innych kościołach, żeby przyjaciele z innych wyznań nie czuli się gorsi, czy mniej równi. Trzeźwieję krótko ale czytać umiem Preambułę także, a może w Polsce nie obowiązują zasady A.A. stworzone przez Bila, Boba i innych alkoholików w Stanach Zjednoczonych, może w Polsce wspólnota A.A. połączyła się z kościołem Rzymsko Katolickim a ja o tym nic nie wiem, i piszę brednie o jakiej równości. Wyczytałem gdzieś jak Bob mówił do Bila, nie ZEPSUJCIE tego. Nadzieję mam jednak że wszyscy poczują się równi w Warszawie na 40-leciu A.A. w Polsce, jak dożyję to będę świętował z moją ukochaną Wspólnotą A.A. Pozdrawiam wszystkich alkoholików POGODY DUCHA. Ciekawi mnie czy wydrukujecie ten tekst w biuletynie MITYNG.
pozdrawiam Heniek A.A.
Redakcja Biuletynu MITYNG
zwraca się z gorącą prośbą do przyjaciół AA aktualnie odbywających służby,
bądź którzy pełnili służby w przeszłości na poziomie INTERGRUPY, bądź przy
REGIONIE, w RADZIE REGIONU do opisywania swoich doświadczeń z profitów, które
im ta służba dała, bądź z trudności, których im służba przysporzyła. Wszystko
się przyda. Uzyskane materiały i wypowiedzi planujemy zebrać w drugim zeszycie
pod tytułem "MITYNG SŁUŻB" - INTERGRUPA - REGION. Będzie to jak
sądzimy pomocnym narzędziem dla tych AA, którzy obawiają się obejmować służby
po nas. Podzielmy się tym co już mamy! Być może podzielenie się nimi spowoduje
napływ większej ilości chętnych i kandydatów do podjęcia służby? Szczególnie
brakuje nam opisów zadań zespołów działających przy Regionie. Na przykład: Kto
może zostać łącznikiem Internetowym? Jakie kwalifikacje są niezbędne? Czy kandydat
musi posiadać łącze internetowe? Jak wybiera się przewodniczącego zespołu?
Jakie obowiązki łączą się z byciem członkiem zespołu? W jakich spotkaniach musi
uczestniczyć kandydat, aby był dobrze zorientowany? Czy powinien mieć sponsora?
Dlaczego zespół informacji przygotowuje inny scenariusz do każdego typu
słuchaczy? Po co nam Zespoły, jaki jest ich cel (poza niesieniem posłania AA) Jak
poza deklaracją okazujemy w praktyce, wdzięczność AA? Posiadamy bardzo mało
materiałów w w/w tematach, sporządzonych na podstawie naszych własnych
osobistych doświadczeń. Za to w nadmiarze mamy - opisów „powinności"
kandydatów do służb, które jak sami mówicie zniechęcają ogromem wymagań.
Każdy zespół
może stworzyć swój rozdział małego Poradnika Służby danego zespołu, dotyczących
tylko jego zadań i zakresu działania. Poprzedni zeszyt "MITYNG SŁUŻB"
- GRUPA AA, spotkały się z bardzo dużym zainteresowaniem w całym kraju, mimo że
wszystkie zawarte w nim doświadczenia i artykuły były wcześniej znane i
publikowane w Biuletynie MITYNG Regionu AA Warszawa. Zebrane w jeden zeszyt
okazały się przydatne. Podobnie, tym razem otrzymane od Was materiały zostaną
opublikowane wcześniej w MITYNGU.
PRZEKAŻ DALEJ! TY TEŻ MOŻESZ DAĆ COŚ INNYM!
Redakcja MITYNGU.
Nasi
Przyjaciele z UK
Chciałabym podziękować Radzie za udzielenie mi przywileju uczestnictwa w
wydarzeniu tak ważnym dla rozwoju AA w Polsce. Od momentu przyjazdu do Polski
czułam się naprawdę witana. Greg z regionu Wales and Borders (Walia i
Pogranicze), który występował w roli tłumacza, przekazał mi przed przyjazdem
wszystkie informacje o tym jak moja wizyta będzie zorganizowana. Zostałam
odebrana z lotniska o 22:15 przez Grega i Andrzeja i
zawieziona do hotelu. Następnego dnia o 11 zabrano mnie do BSK na spotkanie z
Dyrektorem Witkiem oraz dwiema innymi pracownicami biura Magdą i Elą. Jednym z
tematów tej rozmowy był nasz Brytyjski oparty na telefonach domowych system
służb telefonicznych. Zabrawszy jeszcze jednego z uczestników – Tomka
wyruszyliśmy do Woźniakowa o 13:30. Około 15
zatrzymaliśmy się na lancz a około 17.15 dotarliśmy
na miejsce. Po rejestracji, zjedliśmy kolacje o 18 w trakcie której spotkałam przewodniczącego
Rady Powierników – Henryka. Następnie odbyła się pierwsza wieczorna sesja.
Zakwaterowana zostałam w bardzo wygodnym apartamencie na plebani obok siedmiu
mieszkających tam księży. Pozostali delegaci mieszkali w bloku hotelowym.
Piątkowa wieczorna sesja dotyczyła rzeczywistego internetowego dyżuru on-line i jak prowadzić taką rozmowę. W Polsce istnieje
specjalny „pokój” internetowy, który jeśli tylko byłoby to możliwe mógłby być
aktywny 24 godziny na dobę. Jeśli nie ma jednak tylu chętnych dyżurnych,
zamieszczana jest informacja kiedy następny dyżur będzie miał miejsce. W swojej
wypowiedzi zwróciłam uwagę na to że w Wielkiej Brytanii nie umieszczamy w
Internecie linków do żadnych zewnętrznych
/nie AA-owskich – tłum./ stron, jako że w
naszym odczuciu mogłoby to być łamaniem Tradycji. Przyjrzeliśmy się też nowo zaprojektowanej witrynie internetowej AA, podziwiając
jej dostępność i łatwość zrozumienia. Dyżur internetowy prowadzony jest głównie
z w dwóch centrach informacyjnych - jednym w Warszawie i drugim gdzieś w Polsce
– tych samych punktach gdzie dwóch dyżurnych odbiera telefony. Zadano mi
mnóstwo pytań o to jak służby te zorganizowane są w Wielkiej Brytanii na co
starałam się odpowiedzieć najlepiej jak umiałam. Sobota rozpoczęła się
śniadaniem o 8 a później od razy do pracy. Tym razem sesja zatytułowana była:
„Jak zgodnie z tradycjami nieść posłanie przez Internet i telefon.” Ponownie
dyskusja była bardzo owocna. Dowiedziałam się z niej jak prowadzone są tam
dyżury telefoniczne, i że posłanie dwunastego kroku jest przekazywane przez
telefon jeśli taka konieczność zachodzi. Po przerwie w południe rozpoczęliśmy
ogólną dyskusje na temat: „Zespół Dwunastego Kroku – sukcesy, porażki i
problemy w trakcie organizacji niesienia Dwunastego Kroku”. Zabrałam ze sobą
opisy zadań łączników telefonicznych intergrupy oraz
regionu więc mogłam odpowiedzieć na pytania jak funkcjonuje to w Wielkiej
Brytanii. Wraz z tłumaczeniem i pytaniami zabrało to ponad godzinę. Byłam
bardzo zaskoczona, że w Polsce poza telefonami praca dwunastego kroku nie jest
w zasadzie wykonywana. Większość trafia tu do AA przez placówki odwykowe. Opowiedziałam
więc o Dwunastym Kroku, w jaki sposób tworzymy listy na poziomie grup, które
przekazywane są do łączników telefonicznych
group a później do regionów. Zadano mi ważne pytania o koszty
funkcjonowania Infolinii AA w Wielkiej Brytanii. Okazały się one porównywalne z
ofertą jaką otrzymali oni od swojego operatora.
Po lanczu odbył się wykład o tym jak prowadzić
rozmowę przez telefon, prowadzony przez Bernadette, która będąc trzeźwiejącą
alkoholiczką jest jednocześnie menadżerem call
Centre. Następnie były warsztaty o tym jak organizować prace w punktach
informacyjno-kontaktowych – kto jest odpowiedzialny za organizacje pracy.
Następnie warsztaty dotyczące technik użytecznych w czasie rozmowy oraz
dyskusja na temat problemów podniesionych w trakcie poprzednich sesji.
Mieliśmy też oddzielną sesje, w trakcie której dzieliliśmy się
doświadczeniem ze służby, zaś o 20:00 odbył się warsztat dotyczący
„Ogólno-krajowej Infolinii AA”. Ponownie mnóstwo problemów gdzie mogłabym
podzielić się naszym doświadczeniem, choć w tym momencie byłam już całkowicie
wykończona, jako że zakończyliśmy pracę o 22:15
W niedziele ponownie wczesna pobudka, śniadanie o 8 i sesja z obserwacją
na żywo dyżuru internetowego. Zalogowaliśmy się również do strony Brytyjskiej a
Greg, który jest łącznikiem internetowym w swoim
rejonie wszedł do bazy plików aby pokazać jak działa to tutaj. Wydaje się, że
się spodobało. Przyjrzeliśmy się także portalowi dla nowicjuszy, wyświetlając
ilość dostępnej informacji a ktoś obejrzał nawet film: „Kto Ja?”. Dałam także
naszą małą kartę z numerem inolinii i adresem
internetowym jako wzór do ewentualnego druku.
Otrzymałam w prezencie Wielką Księgę po polsku, podpisaną przez wszystkich
uczestników. Bardzo mnie to wzruszyło szczególnie, że zostałam zaproszona za
rok „kiedy nauczę się już polskiego”. Odpowiedziałam, że będąc Szkotką mam
problemy z angielskim więc polski to może być za dużo. Następnie Greg i ja wyruszyliśmy z powrotem do Warszawy.
O 17:30 udaliśmy się do Punktu Informacyjno-kontaktowego w Warszawie na spotaknie z Andrzejem, przewodniczącym rady regionu,
Mirkiem –byłym powiernikiem odpowiedzialnym od początku za projekt infolinii
oraz Gosią – nowym powiernikiem odpowiedzialnym za telefony. Chciała ona
dowiedzieć się wszystkiego o moim
zakresie pracy więc rozmawialiśmy przeszło dwie godziny poruszając także
zagadnienie Dwunastego Kroku. Gosia zamierza poprosić radę w Polsce o
wystąpienie do Brytyjskiego AA o sponsorowanie lub pomoc w jej zadaniach.
Następnie zostałam zabrana do hotelu i zostały poczynione odpowiednie
ustalenia aby zabrać mnie rano na lotnisko.
Przez cały okres mojego pobytu traktowana byłam z ogromnym szacunkiem ale
to co było najbardziej wzbogacającym doświadczeniem to przyjaźń pomiędzy
alkoholikami. Ludzie w Polsce są tak samo zaangażowani w służbę jak my tutaj –
dobro wciąż cierpiących alkholików jest stawiane na
pierwszym miejscu.
Polska obchodzi 35-lecie AA w sierpniu tego roku. Zostawiłam w biurze w
Yorku troche informacji na ten temat pod warunkiem,
że umiecie czytać po polsku.
W dodatku do tak specjalnej podróży, słońce świeciło cały weekend.
Wdzięczni - Niewdzięczni!
Minęły wakacje, właściwie jeszcze lato jest , ale mam na myśli urlopy i wyjazdy. A ja w tym sezonie zrealizowałem swoje marzenie, pojechałem ponownie nad Zatokę Pucką, zapisałem się na kurs Kite Surfingu (jazda po wodzie na desce snowboardowej za latawcem)..I nauczyłem się. Szło mi bardzo opornie, mimo że wiele lat uprawiałem windsurfing i wydawało mi się, że po prostu zapnę nowy, dotąd nieznany mi sprzęt i polecę. Ja nie potrafię? Rzeczywistość okazała się znacznie trudniejsza od moich oczekiwań. Nauka zajęła mi dwa tygodnie i chwilami czułem już przesyt diety glonowej. Sponiewierało mnie w tej Zatoce na wszystkie możliwe sposoby. Przy okazji nauki zassałem tyle glonów, zielska i innego świństwa oraz słonej wody, że z przyjemnością kupowałem słodkie bułki na kolację i na śniadanie i popijałem słodką Colą. Przy okazji wspomnę, że pokus alkoholowych nad morzem jest wiele. Nie skorzystałem. Byłem skoncentrowany na czymś innym. Ile upokorzeń zniosłem? Najgorsze było to wracane po brzegu, na piechotę ze zwiniętym sprzętem - latawcem i deską pod pachą! Nie umiałem wrócić pod wiatr do miejsca z którego wypłynąłem! Moja cecha, "upartego osła" lub jak kto woli "beznadziejnego alkoholika", okazała się tym razem zaletą. Upór! Przekora! Egocentryzm! Tym razem nie był źródłem niepowodzeń! Nauczyłem się, i uważam to za swój wielki sukces bo mam prawie 50-tkę, a latam jak małolat. Wielu "uczniów" w moim wieku wymiękło! Czuję się sprawny, coś zrobiłem, dokonałem, ruszyłem się, zrealizowałem swoje pragnienie. Zajęło mi to łącznie 3 tygodnie w wodzie. W trakcie nauki była oczywiście złość, zniechęcenie, zwątpienie. A jednak udało się. Zaraz po powrocie do domu rozpocząłem dawno odkładany remont kotłowni (kilka lat). Tym razem spędziłem 3 tygodnie w piwnicy, w kurzu, gruzie, bałaganie. Odmieniłem dietę glonową na cementowo wapien Od kiedy nie piję zdrowo się odżywiam? Prawda? Oprócz witamin do życia potrzeba też trochę wapnia! W okresie "małego remontu" he hehe, wypadł czas Zlotu we Wrocławiu. Zakładałem, że się wyrobię i pojadę. Nie udało się. Zostałem w domu dokończyć remont. Znam siebie i wiem że mam trudności dokańczania rozpoczętych zadań. Przypuszczam, że po Wrocławiu, "duchowo odnowiony" niechętnie wróciłbym do kurzu i zaprawy klejowej. Nie pojechałem. Wydaje mi się, że dokonałem właściwego wyboru. Postanowiłem dokończyć to, co zacząłem. Czułem codziennie obawy swojej żony, czy nie porzucę w połowie rozpoczętego remontu. Jak wiele razy bywało. Nic nie mówiła, ale ja to czułem. Niepokoiła się, bo w połowie września ma przyjść hydraulik wymieniać piec i rury. Kotłownia musi być do tego czasu przygotowana. Właściwie zima w domu bez centralnego ogrzewania to nic takiego! Czym się niepokoić? Remont dokończyłem, wyszło pięknie. Bardzo mi się podoba efekt. Kiedy o tym myślę, zwłaszcza we wrześniu, kiedy tyle się mówi o zadośćuczynieniu, to zadaję sobie pytanie czy mój wybór, (pozostanie w domu rezygnacja z Wrocławia) to wynik wzrastającej odpowiedzialności, gdzie tu wdzięczność AA? Czy ma to jakiś związek z poświęceniem i zadośćuczynieniem? Moim zdaniem ma. Ale ważny też jest mój szacunek do siebie. Rozpocząłem i skończyłem. Mam satysfakcję. We Wrocławiu mógłbym jedynie pięknie powiedzieć jaki jestem wdzięczny za trzeźwość! Czy wówczas w moim domu byłoby zimą cieplej i ładniej? W moim mniemaniu dokonałem właściwego wyboru i nie żałuję, pojadę na następny Zlot w Warszawie. Ale przedtem jeszcze kilka razy nad Zatokę Pucką, popisywać się swoją sprawnością!
Pozdrawiam słonecznie - lechu02
Duchowa
odpowiedzialność
Wzrastanie duchowe jest zatem wspólnym zadaniem wszystkich służb, jakie pełnimy i to w pełni oddani tym służbom. Stajemy się częścią życia publicznego, tego zdrowego w wierze, nadziei i miłości, abyśmy mieli czym się dzielić ze wszystkimi, którzy wciąż jeszcze cierpią z powodu niewiedzy o chorobie alkoholowej i zdrowieniu. Każdy z nas kto uchyla się od odpowiedzialności staje się współwinny śmierci tych, do których nie dotrze ta wiedza o sposobie wyjścia i życia w trzeźwości. Wychowywać musimy się całym ciałem, umysłem i duchem wzrastania w służbie. Dzielę się doświadczeniem pełnienia wszystkich służb we wspólnocie od 18 lat właśnie dzisiaj, bo ten cały czas służy mi do przeżycia 24 godzin w trzeźwości. Chciałbym podziękować wszystkim alkoholikom, którzy przyszli na XI rocznice grupy NIMB, za wsparcie szczególnie dla dwóch nowicjuszy w tym dniu i dla tych, którzy tworzą naszą grupę i są jej sumieniem. Skorzystaliśmy także z wykupienia karnetu okolicznościowego na XI rocznicę i zasililiśmy nasz wspólny majątek o 22 złote, bo na tyle było nas stać. Tortu nie było, ale byli ludzie potrzebujący pomocy w tym dniu i skorzystali z tej pomocy, jak i ja założyciel tej grupy dzięki innym alkoholikom odpowiedzialny za istnienie tej grupy. Wspólnymi poświeceniami przeżyliśmy te 11 lat niosąc posłanie innym w myśl V Tradycji AA. Życząc wszystkim wytrwałości na drodze do trzeźwości łączę się dobrym słowem i Pogodą Ducha.
AN-SAN
Literatura i ja…
W sierpniu we
Wrocławiu radowałam się razem z Wami drodzy Przyjaciele z rocznicy powstania AA
w Polce – XXXV. Przyszłam, jak to się mówi, „na gotowe”. Tym bardziej gotowe,
że 25 lat przed moim urodzeniem w Akron dwóch beznadziejnych pijaków przegadało
całą noc nie napiwszy się alkoholu. Ktoś kiedyś dołożył trudu, by mnie nauczyć
czytać. Skorzystałam z tej umiejętności i z zapałem ja,
alkoholiczka-perfekcjonistka dokładnie przewertowałam dostępną literaturę, by
dowiedzieć się co to jest „ta Wspólnota AA” (Ruch – jak mówią w innych
Regionach naszego kraju. Mówią też przyjaciele „przyszłam do Programu”).
Przewertowałam w literaturze jak to było na początku… Jak Wspólnota rozwijała
się i jak grupy ROZWIĄZYWAŁY SIĘ. Jak to się stało, że dziś mogę cieszyć się
swoją trzeźwością, przyjaciółmi, życiem po „przyjściu do Programu”. Jak to się
dzieje, że mam możliwość wejścia do salki mityngowej i tam spotkać ludzi,
którzy pomagają mi uporządkować siebie. Mam wiele wdzięczności w sercu dla też ludzi nieuzależnionych (psychiatrów,
psychologów, terapeutów, duchownych), którzy w swym zapale niesienia pomocy
alkoholikom przez wiele lat (bo aż od 1957(!) – pierwszy artykuł o AA w
czasopiśmie „Zdrowie i Trzeźwość” nr 12/1957) próbowało zaszczepić idee AA w
naszym kraju. Tę historię przeczytałam też a słowu pisanemu wciąż ufam więcej
niż przekazywanemu metodą „głuchego telefonu”. Dowiedziałam się, że te XXXV lat
liczymy od 1974 r. (jesień), gdy to usamodzielnia się i przyjmuje nazwę
„Eleusis” – pierwsza działająca wg 12 Tradycji AA w Polsce. Te i wiele, wiele
innych informacji mogę znaleźć w literaturze. Bez najmniejszego wysiłku z mojej
strony. No... może troszkę.. musiałam mieć chęci – tak jak miałam chęć
zaprzestania picia Muszę tę literaturę sobie kupić (zaoszczędzam pieniądze na
ten cel na nie kupowaniu alkoholu) i wykorzystać umiejętność czytania. A resztę
robią za mnie inni: tłumaczą, spisują swoje doświadczenia, przekazują do druku,
przywożą z drukarni, składują w magazynie, noszą na grupy, intergrupy,
zawożą na rocznice. Gdy ja mogę uczestniczyć w mityngu rocznicowym, rozmowach
kuluarowych, tańczyć na trzeźwo – kolporterzy stoją przy stoliku i czekają na
chętnych do kupna. Inni zbierają zamówienia przez Internet, pakują w paczki i
wysyłają. Do mnie też kiedyś wysłali. Wtedy zamówiłam przez Internet – nie
miałam pojęcia, że mogę pójść na swój pierwszy mityng i sama zgromadzić swoją
biblioteczkę. Dziś kupuję w PIK, na grupie, na spotkaniu Intergrupy
kolejne egzemplarze. Jakoś tych moich oszczędności na nie kupowaniu alkoholu
starcza, bym mogła kupić i przekazać tym, którzy być może jeszcze nie mogą
pozwolić sobie na zakup. Dziękuję wszystkim, którzy swoją służbą pozwalają mi
poznawać historię, Tradycje, Kroki AA poprzez studiowanie
naszej literatury i dziękuję Kolporterom za to, że nie muszę przemierzać
milionów kilometrów za książką, ulotką, biuletynem.(Tych podziękowań wśród
wielu innych podziękowań, zabrakło mi na zakończenie Zlotu we Wrocławiu.)
W
październiku w Modlinie będziemy świętować XVI rocznicę powstania Regionu
Warszawa. A jak to kiedyś było, mogłam poczytać w archiwum MITYNGU. Miłej
lektury Przyjaciele.
Gosiali
MITYNG
06/36/2000
Spotkanie
z weteranem.
Redaktor MITYNGU przeprowadził
rozmowę z FELKIEM weteranem wspólnoty AA.
MITYNG – W jaki sposób
dowiedziałeś się o AA? Co spowodowało, że zacząłeś szukać pomocy?
F – Metoda to był program 12 kroków AA. Nie mieliśmy jeszcze
niestety 12 Tradycji i to nam trochę wadziło, bo nie bardzo wiedzieliśmy jak to
wszystko prowadzić, jak sobie radzić. I przez trzy lata, zanim daliśmy znać do
AA do GSO w Nowym Jorku, że istniejemy, to mieliśmy duże kłopoty. Zaczęliśmy
sobie regulaminy układać. Był taki mój przyjaciel, który mówił, że to jest
choroba śmiertelna, nie wolno się śmiać w ogóle w AA. Jak śmiertelna, poważna,
nieuleczalna, to jak tu się śmiać z tej choroby? A myśmy cały czas, będąc na
mityngu, się śmiali, bo mieliśmy taką potrzebę do tego śmiechu. I był nawet
taki pomysł, żeby zrobić regulamin kiedy wolno, a kiedy nie wolno się śmiać.
Dzięki Bogu to upadło, a kiedy inni przyjaciele dowiedzieli się, że AA jest już
w Warszawie zaczęli tu przyjeżdżać. Aż do momentu kiedy przyjechała Maria i
Wiktor. Oni przywieźli coś niesłychanie ważnego. Oni przywieźli ducha AA, tak
bym to nazwał.
M– Co to znaczy duch AA?
F – To jest ta wielka swoboda,
wolność wypowiedzi, to czegośmy nie mieli, znajomość, umiejętność wykorzystania
Tradycji AA. Bo dzisiaj myślę, że tak naprawdę, alkoholik powinien zacząć od
dwóch rzeczy: od zaprzestania picia i od zapoznania się z Tradycjami AA oraz
czytania „Życia w trzeźwości”. Zaczęliśmy tłumaczyć książki i posługiwać się
literaturą AA.
M – Jak wyglądało to tłumaczenie
książek, kontakt z GSO w tym pierwszym okresie?
F – Do pewnego czasu komunikowaliśmy
się z Rajmundem z Poznania, który przysyłał nam niemieckie teksty, tu mieliśmy
Rysia, który nam to tłumaczył, przepisywał na maszynie, myśmy to kserowali i
każdy dostawał to na mityngu. Nie było nas dużo, robiliśmy to ręcznie i nie
było większego problemu. A potem kiedy pojawił się Wiktor, który miał już duże
doświadczenie ze Stanów, bo tam bywał na mityngach i znał angielski to on
zaczął nam tłumaczyć. Pierwsze przetłumaczył „Życie w trzeźwości”, bo to było
bardzo ważne, potem poprosiliśmy Amerykanów poprzez Wiktora, bo Wiktor był
wtedy naszym orędownikiem w Stanach. Często wyjeżdżał, żeby nam to wydrukowali
i potem
zaczęliśmy drukować już na własną rękę, ale to był stan wojenny i nie mieliśmy
możliwości drukowania w sposób legalny. Za to można było w stanie wojennym
dosyć mocno beknąć, ale taka była potrzeba i myśmy to robili. Na szczęście się
znalazł ktoś, kto nam to wydrukował. Myślę sobie, że tu nam też bardzo pomogła
dr Ewa Witkowska, która pomagała nam w tym drukowaniu.
M – Jak rozwijały się grupy AA w
Warszawie, jak pomagaliście sobie, dochodząc do podstaw tradycji, do służby dla
siebie?
F – To co mówisz, było bardzo ważne.
Miałem to szczęście być przy narodzinach i widziałem, że najpierw pomagaliśmy
sobie nawzajem. Nie było sponsora, bo nikt nie znał takiej formy jak sponsor,
nawet o tym nie słyszeliśmy. Potem usłyszeliśmy o tej formie i przyszła
książka, którą żeśmy przetłumaczyli, bo wiedzieliśmy, że to jest ważne, ale
najpierw sponsorowaliśmy sobie nawzajem. Bardzo często spotykaliśmy się poza
mityngiem i dyskutowaliśmy np. w kawiarniach i bardzo żeśmy się zaprzyjaźnili .
Zaczęliśmy dbać o siebie, dowiadywać, co się dzieje i była to bardzo ważna
część tej pracy. Myślę sobie, że ZACZĘLIŚMY TAK NAPRAWDĘ SŁUŻYĆ JEDEN DRUGIEMU.
Chcieliśmy być samodzielni, wiedzieliśmy, że trzeba zrobić jakiś kapelusz.
Mieliśmy ten kapelusz, ale wtedy był taki czas, że nie mogliśmy płacić za salę,
bo nikt nie był w stanie tego przyjąć, poza tym nie mieliśmy żadnej osobowości
prawnej, czyli byliśmy tak naprawdę w sensie prawnym nikim. Było to bardzo
wielką przeszkodą i trzeba było kilkunastu lat abyśmy to stworzyli na nowo. I
był taki moment, że zbierał skarbnik pieniądze i krzyczał: NIE DAWAĆ WIĘCEJ JAK
5 zł! Bo nie wiedzieliśmy co z tymi pieniędzmi zrobić. Oczywiście jak były
Święta, to kupowaliśmy sobie ciastka, torty i te wszystkie inne rzeczy, ale
czuliśmy, że to nie jest to. Tak że to na początku tak wyglądało, jednak
byliśmy bardzo blisko siebie. Myślę sobie , i to jest zdumiewające, ta
grupa ludzi była tak różnorodna, był między nami lekarz alkoholik, mi osobiście
bardzo pomagał, był taki człowiek jak ja, z dołów społecznych, jednak
widzieliśmy, że ta choroba jest demokratyczna, że ta choroba nie wybiera i
bardzo przyjaźniliśmy się wszyscy razem. Łączyło nas to.
M – Czyli tworzyła się jakby taka
jedność między wami, ta wspólnota.
F – Ta wspólnota, więź była bardzo
wielka. Jak dowiedzieliśmy się, że powstaje grupa, albo np. w Poznaniu lub w
Będzinie grupa ma rocznicę, to żeśmy jeździli. A jednocześnie tutaj zaczęło być
takie napięcie w tej grupie. Zaczęliśmy się sprzeczać, kto tak naprawdę i jak
ma to prowadzić, nie było jeszcze Tradycji i w pewnym momencie wydawało się, że
ta grupa się rozpadnie.
M – Ta grupa to Odrodzenie?
F – Tak. Okazało się, że ta grupa
się nie rozpadła, ale kilku przyjaciół odeszło. Oni
potrzebowali AA i zakładali AA. W bardzo szybkim czasie powstało 7 grup. Ja już
też w tym czasie jeździłem na Żoliborz, by pomóc założyć grupę. Już
próbowaliśmy w innych miejscach te grupy założyć. I rzeczywiście zaczęło to
kiełkować. Ale to dzisiaj widzę musiało dojrzeć, musiało przejść ten okres
takiego dojrzewania, i tych waśni, i tych sprzeczek i różnych dziwnych rzeczy.
Ale w konsekwencji musiało to wyjść. Myślę sobie, że BYLIŚMY ZDUMIENI, KIEDY PO
TRZECH LATACH przyjechał do nas taki alkoholik Marian z Niemiec i popatrzył na
to, mówiąc: „WIECIE CO, ŻE TRZY LATA IDZIECIE BEZ TRADYCJI I TAK ŻEŚCIE DALEKO
NIE ODESZLI OD TEGO GŁÓWNEGO NURTU”. Jestem zdumiony tym, chociaż się kłócicie
i widzę te waśnie wśród was. Myślę sobie, że ci co przyjeżdżali do nas,
szczególnie ze Stanów, bardzo nam pomagali poprzez doświadczenie, oni nie
mówili jak mamy robić, mówili: „ u nas tak się to robiło”, a my BARDZO BYLIŚMY
CHŁONNI tej nauki. Czasami myśmy to inaczej interpretowali. Ale było też tak,
że sprowadziliśmy Tradycje i nie wszyscy umieli je przeczytać, bo mówili: „PO
CO ?!”I dwóch czy trzech przeczytało z nas i oni jak gdyby manewrowali nami, „a
bo ty nie znasz tradycji”. Dzięki temu, że mówili, że ich nie znam, to
pomyślałem sobie.... wezmę je i przeczytam. Co oni tam mówią? Czy oni mówią
zgodnie z prawdą? [rzeczywiście był taki moment, że oni manewrowali tymi
tradycjami]. Próbowali to podszyć jako regulamin.
CDN.
Gawęda alkoholika cz.4
Dużo ostatnio na mityngach mówimy na tematy związane z zadośćuczynieniem, przebaczeniem czy odchodzeniu od starych zachowań. Wysłuchałem o tym wiele ciekawych historii, przypomniałem sobie sporo własnych przypadków, z których nie jestem dumny. Dzisiaj chciałbym przypomnieć jeden z nich.
Mam dwóch
braci. Każdy z nich ma swoją rodzinę i prowadzi samodzielne życie. Jednak tak
często bywało, że przy spotkaniu z jednym z braci, drugi stawał się obiektem
obmowy, przykładem złego postępowania a nawet naigrywania. Łatwo było znaleźć
powód usprawiedliwiający moje zachowanie w postępowaniu drugiego z braci. On
wtedy to powiedział… , on tak postąpił… itd.. Miałem świadomość, że postępuję
brzydko ale frajda jaką czerpałem z wyszydzania była większa niż szacunek dla
zasad zdrowego życia. W ramach pracy nad Krokiem Dziewiątym musiałem
zrezygnować z takich zachowań. Mało, podczas rozmowy z bratem poprosiłem o
wybaczenie za swoje obmowy. Reakcja była zastanawiająca. Brat roześmiał się
tylko i powiedział, że oni mnie również obgadywali, gdy mnie nie było i żebym
się tym nie kłopotał. Niby wszystko w porządku. Przewinienie, przeprosiny,
otrzymanie wybaczenia.
Pamiętam jeszcze z dzieciństwa, że kiedy coś przeskrobałem w domu to
musiałem przepraszać, wysłuchiwać bardzo nieprzyjemnej reprymendy. Bywało też
lanie. Kiedy indziej przy odpuszczeniu win słyszałem słowa – idź i nie grzesz więcej!!!. Szczególnie te
ostatnie słowa przynosiły ulgę, ale co dziwne, nie przynosiły postanowienia
poprawy. Bo kiedy brzydkie postępki zostały zamazane, mogłem na nowo zbierać
przewiny. Jednak miałem świadomość, że gdy musiałem przyznawać się do swoich
złych uczynków, albo co gorsza zostały one ujawnione, za każdym razem
przeżywałem wstyd. Nie było to miłe uczucie, więc żeby nie przeżywać wstydu,
zacząłem bardziej starannie ukrywać przed innymi wyłom w swoim kodeksie
postępowania. Ucieczka przed przeżyciem własnego wstydu zniechęcała do podjęcie
pracy nad dalszymi Krokami. Musiałem to przerwać.
W moim przypadku obmawiania braci postanowiłem
zaprzestać tej praktyki. Koniec obgadywania poza plecami. Przyniosło to
nieoczekiwany profit.
Na ślubie bratanicy spotkaliśmy się ostatnio wszyscy trzej bracia. Tym
razem każdemu z nich mogłem śmiało spojrzeć w oczy. Uśmiech i serdeczność
niczym nie zmącone towarzyszyły tej uroczystości. Tego niestety nie mogę
jeszcze powiedzieć o wszystkich. Ale może kiedyś się to zmieni? Chciałbym.
W naszej Wielkiej Księdze jedna
z historii osobistych jest zatytułowana
– TYLKO POPRAWIAM. Aby coś naprawić naturalne jest, że trzeba najpierw tę
czynność zacząć. Nie zawsze udaje się wszystko za jednym razem. Często wysiłki
należy ponawiać. Ale ponawiać, nie znaczy zaniedbywać. Nie można w
nieskończoność odkładać okresu dobrego życia. W ostatnim czasie prasa, media
przypominają okres rządów Tadeusza Mazowieckiego. Z nim związana jest pewna
zasada „grubej kreski”, którą bezwiednie powtarzamy we Wspólnocie AA wobec
nowoprzybyłych. Nikt nie pytał mnie skąd przyszedłem, czego się dopuszczałem?
Gruba kreska. Przyjdzie czas to sam powiem. Do Wspólnoty przyszedłem obarczony
bagażem niesympatycznych zachowań. Nie o nich chciałem mówić. Wolałem
przedstawiać siebie jako symbol sukcesów mimo drżenia wewnętrznego. W tym
czasie jeden z kolegów uczynił mi taką uwagę – nie
będziesz robił źle, nie będziesz się wstydził. Kapitalna uwaga. Już od dziś
mogę być dobrym człowiekiem. Mogę na swoja miarę żyć godnie i przy tym
naprawiać stosunki międzyludzkie kiedyś mocno nadszargane. Dotyczy to zarówno
alkoholu, a właściwie zaprzestaniu jego picia, jak również tych momentów, które
nie pozwalają mi, z mojego powodu, być szczęśliwym, pogodnym człowiekiem. Może
dlatego dosyć pobłażliwie podchodzę do prób znajomych, podopiecznych, którzy
przeżywają rozterki – mówić, nie mówić. Tłumaczę wtedy, że śmiało może wyznać
swe przewiny innej osobie, chociażby duchownej, bardziej przygotowanej do
wysłuchiwania zwierzeń. Mnie bardziej chodzi o to aby więcej nie czynić zła niż
to aby je akurat do mnie wypowiedzieć. Ja mam swoje grzechy. Świętym nie jestem
i dlatego, kiedy zagalopuję się i popełnię błąd mam obowiązek poprosić o
wybaczenie. Nie wolno mi nosić w sobie zarzewia konfliktów. I co najważniejsze
– to dojrzałe postanowienie poprawy. Tu chodzi o moje szczęśliwe życie.
Dlatego Krok Dziewiąty jest moją
praktyczną odpowiedzią na pytanie – Czy mam odwagę być dobrym
człowiekiem? Czy mam odwagę przeżyć wstyd i przez to uwolnić się od chimer przeszłości? Pomocna
uwaga!!! Jeśli przez długi czas nie piję alkoholu to dużo łatwiej mi
przyjąć, że ktoś nawał mnie alkoholikiem bądź przypomniał, że kiedyś byłem
inny. Już nie robi to wrażenia. Tak było kiedyś. Dzisiaj jestem innym
człowiekiem.
PS. Moi bracia we
wspomnieniach stają się coraz bardziej sympatyczni. Nie mam im nic do
zarzucenia. Niby z jakiej racji? Nic nas nie oddala.
Pozdrawiam pogodnie Marek Warszawa 13 09 2009 r
Co
chciałbym powiedzieć nowemu na jego pierwszym mityngu.
Nie byłbym sobą, gdybym nie podzielił się z nowym przyjacielem tym co
otrzymałem w AA. Ja sam kiedyś potrzebowałem pomocy, wydawało się, że nic ani
też nikt nie jest w stanie mi pomóc. Byłem wrakiem człowieka tak fizycznie jak
i psychicznie, wykończonym przez alkohol, można by rzec stan beznadziejny.
Ostatkiem sił, odrobiną i resztką zdrowego rozsądku (logicznego myślenia)
postanowiłem iść na swój pierwszy mityng. A było to w styczniu 2007 roku –
mityng w areszcie śledczym na Mokotowie, w którym jestem do dziś i do dziś też
systematycznie uczęszczam na każdy mityng. Posłuchaj nowy przyjacielu: nie
próbuj brać tego wszystkiego co usłyszysz i zobaczysz na rozum (jakaś paląca
się świeca, jakieś 12 Kroków i 12 Tradycji), gdy powiedziałem, że jestem
alkoholikiem i że chcę przestać pić wszyscy zebrani bili mi brawo, dla mnie to
była czarna magia. Nawet zastanawiałem się, czy ja przypadkiem dobrze trafiłem,
bo wyglądało mi to wszystko na jakąś sektę. Ale o dziwo te same brawa czy też
oklaski dały mi siłę i wiarę w to, że i ja mogą żyć jak ci wszyscy ludzie.
Ludzie z mityngu wszyscy uśmiechnięci, trzeźwi i szczęśliwi !!! Nigdy wcześniej
nie widziałem tak wielu uradowanych twarzy i tak wielu serdecznych ludzi,
którzy oferowali mi swoją pomoc, pomoc w uzyskaniu i trwaniu w trzeźwości. Dziś
wiem, że to coś pięknego. Życie w trzeźwości !!! Dziś to wszystko rozumiem
(choć nie do końca), wspólnota AA dała mi wiarę, siłę i nadzieje, odzyskałem
sens życia, życie moje stało się wartościowe, otrzymałem spokój wewnętrzny,
który nazywam Pogodą Ducha no i jestem szczęśliwy, bo uwolniłam się od
nieodpartej obsesji picia alkoholu. I to wszystko dzięki Bogu, jakkolwiek Go
pojmuję. Chodzę na mityngi i grupy wsparcia, czytam literaturę a-owską, rozmawiam ze sponsorem i przyjaciółmi. To wszystko
pomaga mi w moim celu jakim jest utrzymanie trzeźwości, czego i życzę Tobie
nowy przyjacielu i wszystkim przyjaciołom z AA. Wdzięczny jestem Krzyśkowi z
Anty Radio, Jurkowi mojemu sponsorowi, Gosiali,
Włodkowi, Darkowi i Markowi z Fundacji SŁAWEK oraz wielu, wielu innym
przyjaciołom. To dzięki Wam i sobie wciąż podążam droga AA, droga trzeźwości,
pokory i miłości.
Pogody Ducha Tomaszek AA
Dwa słowa !!!
Słowa, które
bym przekazał nowicjuszowi, wstępującemu do wspólnoty, to zestaw prostych, które usłyszałem od alkoholika, z którym
utożsamiłem się przez identyfikację, i który został moim sponsorem. W tych
słowach zawiera się cały program AA i pozwalają mi one zachować abstynencję
–”Jeden dzień nie pij, przyjdź na mityng, wytrzymaj przynajmniej godzinę oraz
nie walcz z nikim i
niczym, ponieważ nawet ‘słuszny gniew’ czyni z trzeźwiejącego alkoholika nieszczęśnika niezdolnego do życia”.
Rafał
alkoholik
Zza krat
Mam na imię Leszek i jestem alkoholikiem, no właśnie w swej zadumie i refleksji pragnę podzielić się swoją głupotą a nade wszystkim doświadczeniem, które w chorobie jest trudnym faktem do rozbicia systemu samozaprzeczania itd. Głęboko analizuje swe życie, a tak zupełnie przypadkowo wpadł mi w ręce „Mityng” Nr 12/238/2008. W swym sumieniu mogę mieć uraz a nawet wtręt do samego siebie, coś nie wyszło coś zawiodło. W 1997 roku byłem po raz pierwszy na leczeniu odwykowym, gdzie wstąpiłem do wspólnoty AA. Po leczeniu raz byłem na mityngu, a raz nie, trzeźwość utrzymywałem przez rok czasu, terapia we mnie żyła, lecz była też chęć sprawdzenia samego siebie, czy rzeczywiście „nie umiem pić kontrolowanie”, gdy spróbowałem okazało się, że potrafię, udało mi się kilkanaście razy, a później popadłem w ciągi dwu lub trzydniowe. W 2003 roku obudziłem się w areszcie śledczym, a później w ZK. W 2006 roku odbyłem drugie leczenie, znalazłem Siłę Większą. Ukończyłem trzy Kursy Biblijne i zrozumiałem, że Biblia jest chlebem codziennym a nie tortem od święta. Codzienne refleksje nad Biblią sprawiły, że me serce kamienne stało się sercem mięsistym, jak pisał Prorok Ezechiel. Pogłębiana wiedza o chorobie chronicznej i nieuleczalnej wytapiała się w Siłę Wyższą. 14 kwietnia, o tej dacie chyba nie wiedziałem do dziś, gdyby nie miała jakiegoś większego znaczenia nie pamiętam dokładnie, lecz w kwietniu 2007 otrzymałem pierwszą przepustkę z ZK, następnie w maju i czerwcu byłem na wspaniałych zabawach w AA i w lipcu dowiedziałem, że właśnie 14 kwietnia zmarł mój brat. Uświadomiłem sobie fakt, że nie mam rodziny, nie mam nikogo. Mówiłem tylko modlitwę o Pogodę Ducha, emocjonalnie byłem rozdarty. Po opuszczeniu ZK w abstynencji wytrzymałem pół roku, piłem coraz więcej Az do kwietnia 2009 roku, gdzie trafiłem do AŚ. Przebywam tam do dziś i jestem tu i teraz, jest mi wstyd być na mityngu, jest mi wstyd mówić o Sile Wyższej a nie mogę, że tak powiem się poddać, ponieważ jeśli teraz wyjdę to najprawdopodobniej moi rodzice nie będą już żyli i bezie koło błędne. Mam prośbę do Wspólnoty, jeśli ktoś ma pomysł na taki przykład poradzenia sobie ze swymi emocjami, proszę o kontakt.
Życzę pogody Ducha Leszek.
NASZE KORZENIE
Co dało
początek Grupie „Przystań” w Tłuszczu?
Wiosną 1996 r. zaczęło oficjalnie działać Stowarzyszenie Klubu
Abstynenckiego „Przystań”. W Ośrodku Zdrowia na dole odbywały się spotkania
grup terapeutycznych: grupa trzeźwiejących alkoholików, grupa dla osób współuzależnionych, grupa DDA. Terapię prowadziła Zosia z
poradni odwykowej w Warszawie. Były też organizowane wyjazdy na ogólnopolskie
spotkania trzeźwościowe w Częstochowie i Licheniu. 31
lipca 1999 r. jadąc autokarem na zlot do Lichenia, koleżanka Basia z Warszawy
zaproponowała mi aby w Tłuszczu powstały mityngi AA. Pomysł był dobry i za
tydzień 08.08.1999 r. odbył się pierwszy mityng, który poprowadziła Basia z
Warszawy. Następne mityngi prowadziłam wspólnie z kolegą Tomkiem z Tłuszcza.
Mityngi odbywały się w niedziele o godz. 16.00. Były wszystkie otwarte. Za rok
obchodziliśmy 1 rocznicę. Buła msza święta w kościele Przemienienia Pańskiego w
Tłuszczu i uroczysty mityng. Grupa przybrała nazwę od Stowarzyszenia „Przystań”
i byłą wspierana przez grupy z Wołomina i Zielonki. Zimą 2000/2001 roku grupę
dotknął podział. Jedni chcieli, by mityngi z Ośrodka Zdrowia przenieść do
budynku parafialnego za plebanią a inni z niedzieli na poniedziałek na godz.
18.00 w Ośrodku Zdrowia. W kwietniu 2001 obie grupy zawiesiły swoje spotkania,
Od 2000 roku przyjeżdżają do nas ojcowie z Zakroczymia – raz w miesiącu
prowadząc msze święte i naukę odnośnie wiary. Po rozmowie z księdzem
proboszczem Andrzejem w 2004 na 10 października zaprosiliśmy Ojca Marka, aby
przybliżył parafianom problem choroby alkoholowej. Na każdej mszy świętej
kazanie było poświęcone temu tematowi a o godz. 16.00 spotkaliśmy się w Sali
kominkowej budynku parafialnego za plebanią. Na spotkaniu byli obecni ksiądz
proboszcz Andrzej, ojciec Marek i osoby, których problem alkoholizmu dotyczy.
Spotkanie trwało ok. 2 godz. Był poruszony problem mityngów. Ojciec Marek
zaproponował, aby wznowić mityngi AA w Sali kominkowej a ksiądz proboszcz
Andrzej wyraził zgodę. I tak to od 17.10.2004 r. rozpoczęła na nowo spotkania
grupa AA „Przystań” w niedziele o godz. 18.00. Mityngi początkowo prowadził
Leszek z Tłuszcza, następnie po roku Tomek. Po roku Witek zgłosił grupę do
rejestracji. Grupę wspierały Grupa z Ostrówka, Wołomina, Zabrodzia, Wyszkowa,
Łochowa. Na dzień dzisiejszy grupa liczy ok. 8 osób stale uczestniczących.
Służby mamy wszystkie obsadzone. Co roku grupa uczestniczy w ogólnopolskich
spotkaniach w Częstochowie i Licheniu. Organizuje rocznice z mszą świętą i
uroczystym mityngiem. 17.10 2009 r. będziemy obchodzić 5 rocznicę utworzenia mityngów
AA grupy „Przystań”.
Leszek z Tłuszcza
Organizator ruchu Abstynenckiego i współzałożyciel
grupy AA „Przystań”