MITYNG 11/149/2009
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
Strach ma wielkie oczy
czyli
co mi dała służba Sekretarza Regionu.
Na spotkaniu Intergrupy przed Konferencją ktoś zaproponował, bym został kandydatem do
służby Sekretarza
Regionu. Chociaż mówiłem, że w tej służbie nie mam żadnego
doświadczenia,
większość uważała, że powinienem kandydować. Sam pomyślałem, że z moimi
predyspozycjami do tej służby nie mam szans. Jest tyle Intergrup
to na pewno będą lepsi kandydaci, a ja na pewno nie zostanę wybrany.
Ale żeby Intergrupa
miała kandydata
- zgodziłem się. Gdy na Konferencji dowiedziałem się, że
jestem jedynym
kandydatem, obleciał mnie strach. Co będzie jak mnie wybiorą? Nigdy nie
pisałem
żadnych sprawozdań, moja
obsługa
komputera na tamten czas była delikatnie mówiąc mierna.. Jak
sobie z tym
wszystkim poradzę? Miałem wiele pytań
i
bardzo się bałem. Przyszła chwila wyborów i po mojej
prezentacji nastąpiło
głosowanie. Zostałem wybrany. I co dalej
myślałem?
Do objęcia służby miałem pół roku. Czyli 3 spotkania Rady Regionu. Zacząłem w nich uczestniczyć jako obserwator. Od samego początku wspierał i pomagał mi Włodek Sekretarz Regionu wprowadzał mnie do służby. Pokazał schemat pisania protokołu. Nie było to takie trudne jak mi się wydawało. Zacząłem poznawać innych ludzi z regionu, nie tylko ze swojej Intergrupy. Na spotkaniach R.R. mogłem dowiedzieć się jak pracują inne Intergrupy i dowiedzieć się co dzieje się w Służbie Krajowej. Chociaż zdarzało się, że osoby pełniące te służby nie przychodziły na spotkania R.R. O ile pisanie protokołu z R.R. szybko opanowałem i nie sprawiało mi większych trudności, to prawdziwym wyzwaniem była moja pierwsza Konferencja w roli sekretarza.
Było mi dużo łatwiej bo Włodek pełnił
służbę Czermena i miałem go
dosłownie pod ręką. Aby moje sprawozdania mogły docierać do innych
pomagał mi
łącznik Internetowy Regionu Andrzej. Na początku dostarczałem mu
odręcznie
napisane sprawozdania a on umieszczał je w Internecie. Pomocna osobą
okazała
się też moja żona Iza, która pomagała mi na początku pisać
na komputerze
(robiła to szybciej niż ja ), nauczyła wysyłać e- mail. Dwa lata służby
minęły
szybko i kiedy zacząłem dość dobrze sobie z tym radzić okazało się że
trzeba
przekazać ją następcy. Tak
to w AA bywa,
że gdy wydaje się że już coś zacząłem robić dobrze przychodzi czas, by
podzielić się tym z innymi. Przez czas swojej służby pisałem
sprawozdania z
posiedzeń R.R. oraz K.R.. Starałem się by ukazywały się na
czas. Nie
pisałem sprawozdań ze służby na Konferencję, wydawało mi się dziwne
abym pisał
sprawozdania ze sprawozdań. Chociaż mogłem napisać takie
ogólne podsumowanie na
koniec służby, nie zrobiłem tego. Przekazałem ustne sprawozdanie na Konferencji.
Podsumowując, co mi dała ta służba. Że nie muszę się bać rzeczy, których nie znam, a jeszcze wielu ciekawych mogę się nauczyć. Nauczyłem się współpracy z innymi, poznałem wielu ciekawych i życzliwych mi ludzi, poznałem szerszy schemat działania A.A., w pewnym stopniu obsługi komputera. Same plusy! Zachęcam gorąco do pełnienia tej ciekawej służby.
Życzę wszystkim Pogody Ducha, i ozdrawiam, Robert.
Drodzy przyjaciele
Gdy dowiedziałem się,
że w
sąsiedztwie naszego PIK ma powstać 24-godzinny sklep monopolowy,
przeraziłem
się. Chciałem protestować, chodzić do ZGN Praga – Południe,
pisać do Bóg jeden
wie kogo, żeby tylko tak się nie stało. Modlitwa o Pogodę Ducha,
… abym godził
się z tym czego nie mogę zmienić. I nagle doznałem olśnienia..Ileż to
razy ja
sam, ogarnięty nagłą, kolejną gorączka picia, bezskutecznie szukałem
rozwiązania swojego problemu. Nigdy, w drodze po kolejną flaszkę, nie
natrafiłem na to „coś”, co pomogłoby mi uwolnić się
od mojej obsesji, uwolnić
od przymusu picia. W końcu, kolejnym cudem, trafiłem do
wspólnoty Anonimowych
Alkoholików. Piszę cudem, bo ja sam nie chciałem do niej
należeć, a już nigdy
nie przypuszczałem, że zakocham się w tej
wspólnocie po same uszy. Do
wspólnoty zostałem wrzucony na terapii – terapii,
która w moim założeniu
miała zdziałać to „coś” co uwolni mnie spod władzy
Pana alkoholu.
Ponieważ tak się nie stało, wróciłem, znów poobijany emocjonalnie, do wspólnoty AA. We wspólnocie odkryłem, że jest nadzieja, jest sposób na nowe, inne życie. Życie wolne od ciągłego myślenia o tym, że potrzebuje się napić, bo nie wytrzymam z tym wszystkim co dzieje się w mojej duszy, moim sercu. Życie wolne od porannych kacy, potrzeby kombinowania kolejnych flaszek alkoholu, okradania zarówno bliskich, jak i najzwyklejszego w świecie złodziejstwa w sklepach. Życie wolne od lęku, co się stanie jak nie będę miał się za co napić.
I nagle doznałem olśnienia, że oto
Siła Wyższa stawia przede
mną, ale i przed nami wszystkimi, ogromne wyzwanie. Właśnie w postaci
tego
sąsiadującego z naszym Punktem Informacyjno - Kontaktowym, całodobowego
sklepu
monopolowego. Przypomniałem sobie, że przecież my, Anonimowi
Alkoholicy, nie
zwalczamy żadnych poglądów, nawet gdyby to były poglądy
własnej teściowej.
Uświadomiłem sobie, na pewno po raz kolejny, że alkohol na świecie był,
jest i
zapewne będzie, a ja muszę się nauczyć żyć obok niego. Odkryłem, że to
od nas
wszystkich zależy, czy i jak nasz
PIK
będzie funkcjonował w sąsiedztwie sklepu monopolowego. Od nas
zależy, czy
osoba potrzebująca pomocy znajdzie ją u nas, czy też w sąsiednim
sklepie. Od
tego czy będą nadal funkcjonowały dyżury, zarówno
telefoniczne, jak i
internetowe. Czy w PIK-u będzie ktoś, z kim można będzie porozmawiać?
Czy
znajdzie się ktoś, kto zaproponuje pójście na pierwszy
mityng, początkowe
wsparcie – sponsorowanie? Przypomniałem sobie jedną z naszych
tradycji, która
mówi, że wspólnota Anonimowych
Alkoholików działa na zasadzie przyciągania, a
nie reklamowania. Nasze zachowanie przed PIK, takie, żeby nie
utożsamiano nas z
klientami tego sklepu. Czy ja sam mam wpływ na moje zachowanie?
Modlitwa o
Pogodę Ducha, …abym zmieniał to co zmienić jestem w stanie.
Mogę przyjąć uwagę
innej osoby, zachowywać się mniej hałaśliwie, nie przeklinać, na
palenie
papierosa wychodzić od strony garaży, okazywać tolerancję innym,
kulturę
osobistą, korzystać ze słów, przepraszam, proszę, dziękuję.
Wygląd Punktu Informacyjno - Kontaktowego. Przez długi czas wydawało mi się, że ważne jest to co w sercu, duszy, a wygląd nie ma znaczenia. Dziś wiem, że również wygląd ma znaczenie. Fasada naszego PIK. Może warto by ja odnowić, umyć okna, zadbać o czystość przed, ale i w środku. Sam środek. Czy sprawia wystarczająco ciepłe wrażenie, czy może działa odpychająco, nieprzytulnie? Czy od frontu jest wystarczająca informacja, że tu może znaleźć pomoc osoba, która czuje, uważa, że ma problem z alkoholem? Pytań jest wiele i ja sam nie potrafię na nie wszystkie odpowiedzieć, ale wiem, że odpowiedzialność za ten punkt spada na Nas Wszystkich. Mogę prosić wszystkich o pomoc, w tym, aby nasz PIK był tym początkiem drogi dla tych, którzy tego potrzebują. Żeby były obsadzone dyżury, żebyśmy przyciągali, a nie odpychali naszym wyglądem i zachowaniem. I z taką prośbą zwracam się do wszystkich trzeźwiejących AA w naszym regionie. O najdrobniejszą pomoc i o wielka odpowiedzialność. Nasze wspólne dobro powinno być najważniejsze, wyzdrowienie każdego z nas zależy bowiem od jedności Anonimowych Alkoholików – również jedności w naszym aowskim działaniu, we wspieraniu się w służbach. I może wtedy, gdy zaczniemy się wspierać nawzajem, będzie więcej chętnych do służb, bo przestaniemy się bać, że zostaniemy całkiem sami z naszymi obowiązkami. To również zależy ode mnie. Również mogę zmienić to czy wspieram służebnych w ich działaniach w duchu AA. Przecież zdrowienie nie zna granic i może zacząć się, nawet, w pobliżu całodobowego sklepu monopolowego. Modlitwa o Pogodę Ducha … i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego. Dziękuję za tę mądrość. Dziękuję ci Boże za to co mi dałeś, za to co mi odebrałeś i za to czego oszczędziłeś. Moją wdzięczność chce wyrażać i wyrażam w moim działaniu. W przekazywaniu tego, co otrzymałem poprzez wspólnotę AA, innym potrzebującym. Tym wszystkim, którzy, podobnie jak ja kiedyś, proszą o pomoc. Życzę Wam Wszystkim tej utęsknionej.
Pogody Ducha
Mariusz alkoholik (Kowboj) Zastępca rzecznika ds. PIK
Minął
mi pierwszy
rok bez alkoholu
Rok trudny, ważny dla
mnie. Czy
będzie przełomowy to czas pokaże. Nauczyłem się trochę żyć bez
alkoholu.
Ciekawe, że im dalej w moim trzeźwieniu tym i "okazji" do picia coraz
mniej. Na początku okazje czyhały na mnie na każdym kroku, a z czasem
jakoś
zniknęły. Moi bliscy i przyjaciele przyzwyczaili się już do tego że nie
piję.
Nie proponują, czasem coś im się wymsknie tylko że dobrą decyzję dla
siebie
podjąłem. Nauczyłem się nie tęsknić za tymi okazjami. Zniknęła mi
obsesja
picia. Dziś przejeżdżam koło sklepów w których
zawsze robiłem swoje wstydliwe
zaopatrzenie bez żadnych emocji. Już mi się kierunkowskaz nie włącza
żeby
skręcić i uzupełnić zapasy. Niesamowite jak czystą zrobiła się moja
głowa bez
tych myśli. Myśli zabraknie mi na dziś, czy nie zabraknie ? Mam coś
schowane
jeszcze, czy już mi się skończyło ? Żyję już bez ciągłego planowania,
ile to
mogę dziś wypić żeby jutro, jako tako funkcjonować. Dziękuję Bogu i
sobie też
trochę, że odebrał mi tę obsesję. Uffff
Życie moje wygląda
dziś
zupełnie inaczej niż rok temu. Przede wszystkim, obiektywnie, to
odbudowują się
moje relacje z dziećmi. Życie towarzyskie ( spotkania ze znajomymi,
wyjazdy) w
porównaniu z tym co było wcześniej bardzo ubogie ale tyle
ile razy spędziłem z
dziećmi czas na czytaniu bajek czy zabawie to pewnie przez poprzednie
10 lat
się nie nazbierało. Z
koleżanką-małżonką
nadal kiepsko. Zaprosiłem ją na swoje dmuchanie tortu. Wątpię czy się
pojawi.
Bardzo wątpię. Ale może się zdziwię. Tak się złożyło że moja rocznica
to akurat
dzień mityngu mojej macierzystej grupy. Nie mam zamiaru kontynuować
tradycji
dmuchania świeczek ale pierwszą chcę wspólnie uczcić. Chcę
podzielić się
radością z tymi ludźmi którym zawdzięczam siłę i wsparcie.
Na gruncie zawodowym
też jest
poprawa. Drugi rok rozkręcam firmę. Jak łatwo się doliczyć pierwszy rok
startu
był przez Pana Świeżego Właściciela (czyli mnie) przepity. Ta moja
firma nadal
nie jest taka jaką sobie wymarzyłem, ale jednak moja trzeźwość
procentuje i w
tym obszarze. Jestem zawsze trzeźwy. Dostępny pod komórką
dla swoich klientów.
Nie mam rano kaca, nie zapominam co ustaliliśmy. Wnioski też bardziej
poprawne
niż kiedyś. Trochę mam więcej otwartości, wrażliwości, słuchania
prawdziwych
potrzeb klientów. Gada się ze mną chyba ciekawiej, w każdym
razie mniej
powierzchownie niż kiedyś. Myślę że się opłaca :)))
Przez ten rok na
trzeźwienie
poświęciłem dziesiątki godzin. Dziesiątki godzin z których
na pewno uzbierało
się trochę dni. Mityngi, lektury, audycje radiowe, praca ze sponsorem
czy forum
internetowe. W forum to akurat łatwo sprawdzić. Byłem na forum 358
godzin :)
Czyli jakby nie liczyć prawie piętnaście bitych kawałków po
24h samego czytania
i czasem pisania również. 15 dób ! Z pewnością
pomogło mi to w uzbieraniu roku
poskładanego z tych już prawdziwych, niepijących kawałków
dwudziestoczterogodzinnych.
Na początku miałem mnóstwo wątpliwości. Czy ja nie marnuję
czasu ? Czy nie
kradnę czasu na trzeźwienie rodzinie, świeżutkiej firmie, innym swoim
hobby,
odpoczynkowi. Na szczęście dla siebie kilka decyzji podjąłem na
początku. Po pierwsze,
że nie będę się mądrzył i będę słuchał co bardziej doświadczeni ludzie
mają do
powiedzenia w kwestii trzeźwienia. Po drugie, że dam sobie trochę czasu
na
eksperyment. Że nie będę rezygnował z mityngów, lektur,
forum po pierwszych
tygodniach czy miesiącach trzeźwości. Choćby się waliło i paliło
podejmowałem
decyzję o tym że na mityng pojechać muszę. Pamiętam parę razy wyrzuty
sumienia
że będąc na mityngu, nie jestem tam gdzie powinienem być. Bo firma, bo
klienci,
bo coś tam, bo znajomi. Ale zawsze, ZAWSZE po mityngu wiedziałem że
podjąłem
właściwą decyzję jadąc na niego.
(No gdyby się dom palił to bym jednak nie pojechał :)).
Tyle ile spokoju, oddechu
od mojego pełnego strachu,
paniki życia otrzymywałem to tylko ja wiem. Dziś trzeźwienie mam
wkalkulowane w
swój plan życia. Nie przeszkadza mi już. Nie mam poczucia
traconego czasu.
Przeciwnie. Daję sobie ten komfort. Mam dbać o trzeźwość bo to ratuje
mi mój
własny, zdrowy DOBROSTAN. Rok to bardzo długi kawał czasu.
Wiele rzeczy zrobiłem
pierwszy raz w życiu bez alkoholu. Pierwsze trzeźwe święta, pierwsze
trzeźwe
wakacje, pierwsze trzeźwe wesele siostry (uciekłem o 21:00) Pierwsze od
lat,
przegadane bez alkoholu, nocki z przyjacielem. Każde z tych wydarzeń
trudne. Do
każdego musiałem się przygotować i każdego się bałem. Myślę że drugi
raz będzie
prościej. O każdym z tych wydarzeń pisałem na forum, mówiłem
na mityngach.
Usłyszałem różne opinie, porady jak się przygotować przez
przechodzili inni.
Powiem szczerze że brałem, egoistycznie wyciągałem wiedzę dla siebie,
bez
skrupułów żadnych. I nadal tak będę robił :) Gdybym nie
pytał, nie dzielił się
wątpliwościami, nie słuchał innych nie wiem gdzie dzisiaj bym był.
Dziękuję AA
za to że chcieliście się dzielić ! Jak rok trzeźwienia to i mityng
„rocznicowy”. Odbył się już. Na szczęście dla
mojego całego zakłopotania
sytuacją był na mityngu również nowy przyjaciel. Mam
nadzieję że moje mało
święto nie zepsuło jego pierwszego dnia we wspólnocie. Nie
lubię rocznicowych
mityngów. Wydaje mi się to zbędna i "dorabiana" na siłę
tradycja. Te
torty, życzenia, dmuchanie świeczki. Mimo
to zdecydowałem się zrobić rocznicę swoją. Na mojej grupie
macierzystej.
Bardziej z wdzięczności, dziękując moim kolegom za to co otrzymałem od
nich
przez ten rok. Jednak od rana byłem w stresie. Jak to będzie wyglądało.
Gdybym
mógł to pewnie bym się wycofał ale moje poczucie
odpowiedzialności zwyciężyło.
Stres objawił się kłopotami przy zakupie tortu "bezalkoholowego".
Musiałem parę miejsc zwiedzić i usłyszeć
że „alkohol to jest we wszystkich tortach, nawet
tych dla dzieci".
Ale w końcu sobie poradziłem ze wszystkimi przygotowaniami. No i jak zwykle
niespodzianka mnie spotkała.
Już miałem wszystko poukładane a tu zaskoczenie. Ech....
Przypomina mi się monolog Tewje Mleczarza. Mówił o tym że gdy jego Dobry Bóg zaczyna się nudzić to myśli jaki by tu numer zrobić swojemu staremu przyjacielowi Tewjemu. Dziś czułem się podobnie. Jak zwykle mój Bóg też zatroszczył się żeby nie było mi nudno :) Na moim mityngu pojawiło się wielu ludzi. Ludzi którzy są dla mnie ważni. Ważni dla mojej trzeźwości. Osoby z którymi wspólnie przeżyłem ten rok. Zaskoczony byłem że tak to się wszystko ułożyło. Niektórzy przyjechali tam specjalnie dla mnie. Specjalnie ze względu na sympatię do mnie. Wiele ciepłych słów też usłyszałem. Nie wiem dlaczego, ale będąc na świeczniku tak, czułem się jakbym dostał prezent który mi się nie należał. Ale miłe to było bardzo. I przewróciły się moje poglądy również na rocznice. Wiem że siedziały przy mityngowym stole osoby na które mogę liczyć. Osoby do których mogę zadzwonić gdy będzie mi źle. Myślę że warto było podzielić się z nimi moją radością z tego mojego roku. Nie wiem jeszcze czy będę urządzał następną rocznicę. Ale wiem już że za rok będzie tych bliskich mi osób jeszcze więcej ! O ile się dziś nie napiję…..Święto to święto, ale świat kręci się dalej. Do roboty, życie czeka. Wiem że to lekkie nadużycie ale jak to brzmi!: "jestem w DRUGIM roku trzeźwienia" !
MIRON
Sprawozdanie Redaktora Mityngu
Od ostatniej
Konferencji co
miesiąc Mityng pojawiał się w ilości 700 sztuk i dzięki kolporterom
trafiał w
nasze ręce. W czasie zlotu radości we Wrocławiu kolportaż dał się
unieść
radości niesienia posłania aż nadto i MITYNGÓW w Warszawie
zabrakło, za co
przepraszamy.
Zamieszczamy
informacje z
warsztatów AA, sprawozdania służb Regionu AA, informacje z
grup AA, piszemy o
niesieniu posłania AA w Zakładach Karnych. Znalazło się też parę
wypowiedzi
przyjaciół i sympatyków AA. W MITYNGU znajdują
się wypowiedzi anonimowych
alkoholików, pragnących podzielić się swoim doświadczeniem,
siłą i nadzieją.
Redaktor biuletynu, w ramach swojej odpowiedzialności ma prawo i
obowiązek
czuwać nad charakterem biuletynu.
MITYNG tętni życiem
AA, żyje
programem AA.
W swojej 2-letniej
służbie
redaktor systematycznie wspomagany jest przez stale
piszących, niezawodnych przyjaciół. Pragnę
poinformować
mandatariuszy i służby uczestniczące w Konferencji, że ze względu na
złożoność
służby redaktora, kandydat - rekomendowany przez Zespół
Literatury i
zaprezentowany Radzie Regionu - przygotowywał się do jej
odpowiedzialnego
pełnienia od kilku miesięcy.
Tą drogą zwracam się do zbiorowej mądrości AA o wybranie Macieja do pełnienia służby redaktora biuletynu MITYNG.
Sławomir AA
Warsztaty „Wzrastanie w
służbie – służby Intergrupy
cz.II”
12.09.2009 w PIK przy
ul.
Brazylijskiej 10 Warszawa odbyły się warsztaty na temat służb we
Wspólnocie AA.
Przyszło 25 osób, które zechciały podzielić się
swoim doświadczeniem i
posłuchać doświadczeń innych w służbach. Oto kilka zapisków
z tego spotkania:
-
Do służby RZECZNIKA
INTERGRUPY przygotowywałem się poprzez pełnienie służby jego zastępcy.
Przyglądałem się, uczestniczyłem w spotkaniach Intergrupy.
Zacząłem pełnić tę służbę jednak niespodziewanie, bez gruntownego
przygotowania
– poprzednik nagle zachorował. Zacząłem od przygotowywania
planu spotkań.
Sukcesem było to, że ktoś zwrócił uwagę na brak
warsztatów, zaczęliśmy je
organizować. Potem nasza Intergrupa
podjęła się
zorganizowania konferencji regionu. Przed zgłoszeniem jednak naszej
kandydatury, na spotkaniach Intergrupy
dużo o tym
rozmawialiśmy o naszych możliwościach w tej sprawie. Dopiero, gdy
mieliśmy
dokładne rozeznanie, zgłosiłem akces do Konferencji Regionu. Okazało
się w
trakcie przygotowań, że znalazło się kilka bardzo aktywnych
osób. Nie
musiałem tego dźwigać sam. Nauczyłem się
tolerancji, współpracy, pogłębiłem osobiste kontakty.
- U mnie
wzrastanie w służbie
zaczęło się na grupie: zmywałem, prowadziłem mityng. Słyszałem o Intergrupie, słuchałem relacji
ze spotkań, mandatariusze
bardzo dokładnie je przekazywali na moich grupach. Zostałem
MANDATARIUSZEM. Poznawałem
ludzi nie
tylko z okolicznych grup ale też z grup z poza Warszawy. Do PIK-u
trafiłem w
momencie, gdy dopiero się tworzył. Potem Rzecznik Regionu zaproponował
mi, abym
został KOORDYNATOREM DYŻURÓW TELEFONICZNYCH. Myślałem, że to
będzie dla mnie
łatwe, ale rozczarowałem się. Uświadomiłem sobie, że muszę zachęcić,
zorganizować osoby chętne do służby przy telefonie. Jeśli jakiś dyżurny
zawiódł
i nie był na dyżurze, to wtedy obecny w PIK na swoim dyżurze kolporter
dzwonił
do mnie. Wychodziłem
często z mityngu i
jechałem do PIK, by potrzebujący mógł uzyskać pomoc przez
telefon. Nie zawsze
dawało mi to radość. Czasami byłem zwyczajnie zły. Siedziałem samotnie
przy
telefonie. Burzyło to moje plany. A przede wszystkim trąciłem obecność
na
mityngu. Uważam, że musimy lepiej organizować się. To jest bardzo
ważne.
Przecież mamy teraz do obsługi infolinię ogólnokrajową i nie
powinno być tak,
że nie ma kto odebrać telefonu.
- Zostałem
KOLPORTEREM
INTERGRUPY. Przedtem byłem kolporterem 2 grup. Zacząłem sobie zdawać
sprawę jak
są mi służby potrzebne. To dzięki nim potrafię poprawiać stosunki z
innymi
ludźmi. Uczę się odpowiedzialności za powierzone mi mienie –
książki,
pieniądze. Będę
teraz zachęcać innych.-
Ze względu na wykonywaną pracę zawodową, jeżdżę po kraju. Gdy wejdę na
mityng
grupy, gdzie mówi się o łączności z Intergrupą,
tam
czuję się naprawdę bezpiecznie. To na mojej macierzystej Intergrupie
rozmawialiśmy o Tradycjach. Tam poznałem ich sens. Dzięki temu, że
otwieram się
szerzej na świat aowski,
poznaję lepiej ludzi i
Program. Dla mnie służba Rzecznika jest bardzo ważna, bo to on jest
animatorem
pracy Intergrupy.
- Miałam niecałe 2
lata trzeźwości, gdy zostałam skarbnikiem grupy. Byłam dumna. Potem
zaczęłam
chodzić z ciekawości na spotkania zespołów i intergrupy.
W tym czasie SKARBNIK INTERGRUPY kończył służbę. Wtedy Intergrupa
wybrała mnie. Nie wiedziałam na czym polega podział pieniędzy.
Buntowałam się.
Potem jeden z kolegów wytłumaczył mi to. Było mi łatwiej.
-Wzrastanie w
służbie jest dla mnie bardzo istotne. Żeby nie służby, to ja bym nie
trzeźwiał.
Może i bym nie pił w zaparte, ale nie rozwijałbym się. Najpierw to były
służby
na grupach, które mnie bardzo dowartościowały. Jestem nie
tylko alkoholikiem
ale i narkomanem, lekomanem i depresantem.
Nie
potrafiłem korzystać z wiedzy o swoich uzależnieniach. Śmiałość i stan
trzeźwienia, którą mam na chwilę obecną zawdzięczam służbom.
Mam poczucie
własnej wartości. Podświadomie przełamuję się od środka. Mój
sponsor
zainspirował mnie do działania w służbie. Najpierw na grupie, teraz
jestem
ŁĄCZNIKIEM DS. INTERNETU w Intergrupie
Wars. Wiele
razy przymierzałem się do komputera, Internetu. Dopiero ta służba
zmobilizowała
mnie. Wszystkie służby pomogły mi zgłębiać Program AA.
-
Zacząłem od
mycia szklanek, prowadziłem mityng. Potem zostałem mandatariuszem ale
po pół
roku zrezygnowałem, bo nie miałem żadnego wsparcia w grupie.
Przyjeżdżałem do
PIK, gdzie KOLPORTER REGIONU miał dyżury przy sprzedaży literatury.
Zaczął mnie
wciągać w swoją służbę. Często prosił mnie o pomoc. Byłem dumny. Tak
trwało to
około roku. Potem zaproponował mi, bym przejął tę służbę. A ja czułem
się już
przygotowany do wzięcia odpowiedzialności za pieniądze i literaturę.
Konferencja Regionu zaufała mi i powierzyła służbę kolportera regionu.
Dzisiaj
swoją drogę w służbach mogę śmiało określić jako wzrastanie w służbie.
Nauczyłem się sumienności, uczciwości, odpowiedzialności.
- Pełnię służbę
ZASTĘPCY RZECZNIKA INTERGRUPY. Zawsze byłem „Zosią-samosią”
a przyszło mi współpracować z osobą bardzo podobną do mnie.
Nauczyłem się o
prosić o pomoc ale także udzielać pomocy. Dzięki takiemu
współdziałaniu moje
relacje z ludźmi zacieśniają się. Poprzez służbę na Intergrupie
dotarło do mnie, że mam wspierać mandatariusza na mojej grupie.
-
Wzrastanie
służbie pozwoliło mi odkrywać w sobie to czego nigdy po sobie nie
spodziewałem
się. Najpierw robiłem rozpoznanie, bywając na spotkaniach. Poznałem
sponsora,
który mówił mi: „Powinieneś coś oddać
Wspólnocie.”. Zgłosiłem się w takim razie
do uporządkowania archiwum. Nikt przede mną tego jeszcze nie robił.
Ważne jest
sponsorowanie w służbie. Ja tego nie miałem, więc teraz staram się
swoje
doświadczenia w służbie przekazywać innym.
Wzrastanie
służbie pozwoliło mi odkrywać w sobie to czego nigdy po sobie nie
spodziewałem
się. Najpierw robiłem rozpoznanie, bywając na spotkaniach. Poznałem
sponsora,
który mówił mi: „Powinieneś coś oddać
Wspólnocie.”. Zgłosiłem się w takim razie
do uporządkowania archiwum. Nikt przede mną tego jeszcze nie robił.
Ważne jest
sponsorowanie w służbie. Ja tego nie miałem, więc teraz staram się
swoje
doświadczenia w służbie przekazywać innym.
-
Staram się
przekazywać innym mandatariuszom swoje doświadczenie. Polecam ulotki.
Razem
jeździmy na konferencje. Zgłosiłam się do
„Archiwisty”. Teraz nie jestem sama,
bo służę w ZESPOLE DS. ARCHWIUM.
-
Dla mnie
pełnienie służb jest wyrażaniem wdzięczności dla AA za trzeźwość.
Służba jest
sugerowana przez Program, więc ja ją przyjmuję. Zależy mi na trzeźwości
i
odpowiedzialności, więc stosuję się do zaleceń Programu.
-Jest
mi bardzo
bliskie powiedzenie Boba, że cały Program AA sprowadza się do
dwóch słów:
„MIŁOŚĆ I SŁUŻBA”.
Trzy
legaty AA: Jedność - Służba - Zdrowienie
Trójkąt w kole”. A co z „wielbłądem”?... Na mojej półce stoi kilka: pluszowe, szklane, z mosiądzu i z drewna. Wielbłądy. Stoją też na niektórych stołach obok świecy w salkach mityngowych. Fajne, sympatyczne. Na niektórych grupach są skarbonkami i zastępują kapelusz. Często nawet do wielbłąda nie są podobne. Raczej do dinozaura albo innego stworka – tak widział artysta, który je tworzył. Czasami słyszę o jakieś symbolice z tym związanej. Ponoć dlatego tam stoją, bo wielbłąd może nie pić wody przez 24 dni, więc luźne skojarzenie z programem 24 H.. No dobra, ale przecież potem musi się napić!!! …I co? A czy „wodę wielbłądową” mogę ja, alkoholiczka porównywać do alkoholu? No i czy po 24 dniach mam się też napić? Nie znalazłam nic w literaturze na ten temat. O Trójkącie w Kole – tak. O wielbłądach – nie. Więc nazywać je symbolem AA, to dla mnie jest lekkim nadużyciem. No i dobra, nie czepiam się więcej. Sympatyczne zwierzątko, niech sobie stoi. Nawet mam zamiar rozszerzyć swoją domową kolekcję. Mnie nie przeszkadza. Ale na jednym z mityngów nowicjuszowi źle się kojarzył. Powiedział o tym. Nikt nie dopytywał o powody, Jeden z przyjaciół zdjął go ze stołu a mityng spokojnie trwał dalej… Więc co z wielbłądem?
Z
Pogodą Ducha – Gosiali
Służba
Po
półtora roku abstynencji,
chodzenia na mityngi, łowienia uchem jakichś dziwnych, nie wiadomo skąd
wziętych sformułowań („w AA nic nie muszę”, a
tymczasem w Wielkiej Księdze
słowo „musieć” pojawia się wielokrotnie, choćby w Jak to działa – „musieliśmy
pozbyć się ich całkowicie”.), leserowania, bimbania,
sądzenia, że samo
przychodzenie coś zmieni w moi życiu, okazało się, że ja nie potrafię
żyć sam
ze sobą. Odstawienie kielicha było trudne i na początku tylko ono mnie
zajmowało. Udało się, nie piłem, lecz… co dalej? Czarny
dół, ściana, smutne
dni, niechęć i myślenie o tym, że to trzeźwe życie to jakieś takie
smutne. I
Program chyba nie działa. Problem był w tym, że JA NIE DZIAŁAŁEM. Byłem
jak
taki koleś co zawsze marzył o ogródku, dostał
ogródek, a potem stanął przed nim
i patrzył, patrzył, czekając aż zapełni się pięknymi kwiatami i ładnie
przystrzyżoną trawą. A tu co? A tu „rzeczywistość
skrzeczy”.
Codziennie
przychodzę na spotkania Anonimowych Ogrodników, gdzie
wszyscy Anonimowi
Ogrodnicy dzielą się doświadczeniem w pracy nad ogródkiem
i… nic. Wracam do
domu, wychodzę na taras, patrzę, patrzę, a w ogródku zielska
i krzaczory. Żadnych
kwiatów. Znowu na mityng Anonimowych
Ogrodników i zaczynam narzekać –
„kiepsko z tym ogródkiem, marzyłem, dostałem,
a nic nie chce rosnąć, ten Program nie działa.” Anonimowi
Ogrodnicy w swoich
wypowiedziach opowiadali, jak to łopatą się narobili, jak to pielili,
grabili,
jeździli do sklepów ogrodniczych, a nawet znaleźli sobie
sponsora (producenta
ziemi kwiatowej). A ja nic z tych rzeczy nie robiłem, bo miałem
nadzieję, że to
w końcu jakoś samo się zasieje, wzrośnie, zazieleni. Zasiało się,
zazieleniło
nawet. Ale nie tym co chciałem. I doszedłem nawet do tego, że lada
moment mogę
mieć w d… mój wymarzony ogródek. Z
moją trzeźwością – tak samo.
Nie
chciało mi
się chwycić za „łopatę” (czytaj –
pracować nad Programem, ze sponsorem, w życiu
codziennym, zaangażować się w służby). I doszedłem do ściany.
Wiedziałem, że
albo zaleję mordę, albo wezmę się za to najgorsze… za pracę!
Przyszedłem
na
mityng i poprosiłem
o służbę. Zostałem
kolporterem grupy Kamionek. I tak… zostałem w
służbach. Znalazłem sponsora, a Program… zaczął działać.
Przeszedłem przez
różne służby – prowadziłem grupy, byłem
mandatariuszem, zakładałem jedną z
warszawskich grup. Byłem łącznikiem Intergrupy
Wschód
do Zespołu Literatury. Zespół Literatury to były dopiero
wrota do służby, w
której zacząłem dostrzegać dobro AA, a nie swoje. Pomagając
innym, pomagałem
sobie. Okazało się, że służba najwięcej pożytku przynosi MNIE SAMEMU.
Ale odkrycie,
co? Jakby odkrył, że powietrzem się oddycha. Ale ja, alkoholik,
musiałem i tę,
prostą prawdę odkryć. I zastosować.
Będąc
w służbie,
zostałem Przewodniczącym Zespołu Literatury w Regionie. To była dopiero
nauka!
Powściągnąć swoje ja, nie pouczać, nie wymądrzać się, załagodzić jakieś
napięcia. Moje pierwsze wrażenia z Intergrup
(„o
matko, oni tam się kłócą”), były jeszcze
niedojrzałe, nie rozumiałem, że to ja
mam się nauczyć trwania w jakichś pracach, nawet pomimo pojawiających
się
napięć. A gdzież ich nie ma w zewnętrznym świecie? Okazało się, że
służby
nauczyły mnie wielu zachowań, jakie mogłem zastosować w zawodowym
świecie –
umiejętności rozmowy, wyrażania poglądów, powiedzenia czegoś
wbrew opinii
większości. Jestem
wdzięczny tym alkoholikom, którzy ciągnęli mnie za rękaw,
ciągle pokazywali
nowe służby, namawiali do nich. Gdyby nie oni i moja gotowość na pracę
dla AA,
nie miałbym dzisiaj tego, co posiadam – zdrowego ducha i
ustabilizowanej
trzeźwości.
Kolejnym wyzwaniem była służba krajowa, bycie delegatem Komisji Literatury. Tu znowu okazało się, że im niżej jestem w tym „odwróconym trójkącie służby w AA”, tym większy ciężar czuję na plecach. To już nie „zabawka”, tu się dzieją rzeczy ważne dla całego AA. Czy dość wysiłku wkładam w służbę? To pytanie musiałem sobie ciągle stawiać. Odpowiedzi były różne – czasem pracowałem bardzo silnie, ponad miarę, kiedy indziej działałem robiąc niezbędne „minimum”, a nawet „dawałem ciała”. Jak w życiu…
Co dzisiaj? Zostałem obdarzony
zaufaniem polskiej Wspólnoty
i pełnię służbę Delegata Narodowego.I
okazało się,
poza pracą w Radzie Powierników, czy na wyjazdowych
konferencjach, to mam
obecnie najwięcej pracy nad… samym sobą. Teraz dopiero muszę
się mierzyć z
własną pychą, egocentryzmem i całą resztą wad charakteru. To jest
służba, która
ma znamiona „światowe”, wiąże się z lataniem
samolotami i byciem w obcych
krajach. Bardzo chcę i robię wszystko, by tym więcej pokory odnaleźć w
sobie w
trakcie pełnienia tej służby. To właśnie jest trudne. Nie zgrywanie nie
wiadomo
kogo, pamiętanie kim jestem, skąd się wziąłem, co się ze mną stało i
jaki
jestem obecnie. I znowu mam wrażenie, że tak wiele się uczę, tak wiele
dowiaduję się o samym sobie, tak wiele dostaję od… służby.
Dziękuję
Wam, Przyjaciele, Tomek AA
Drodzy
Przyjaciele! Niżej przedstawiamy wykaz
dat powstania grup, wraz z podanym dniem tygodnia (i który w
miesiącu). Jeśli
chcecie przekazać uwagi - skontaktujcie się z Pawłem:
tel.:
503-924-812,
e-mail:
archiwum_wawa@wp.pl
bądź
też przyjdźcie do Punktu Informacyjno
- Kontaktowego, ul.
Brazylijska 10 w
Warszawie na spotkanie z archiwistą Regionu, w pierwszy wtorek miesiąca
o
godzinie 18-tej.
Może
właśnie ta służba jest jak w sam raz dla
Ciebie! Przyjdź, zapytaj, posłuchaj.
PAŹDZIERNIK
|
Nazwa
Grupy |
Data
powstania |
Dzień |
Miejscowość |
|
"NIESPODZIANKA" |
1990.10.05 |
PT
(1) |
Sokoł.Podl. |
|
"POJEDNANIE" |
2004.10.03 |
ND
(1) |
Warszawa |
|
"ORLIK" |
1991.10.06 |
ND
(1) |
Warszawa |
|
"SZCZEPAN" |
1992.10.12 |
PN
(2) |
Warszawa |
|
"PRZEDWIOŚNIE" |
1984.10.19 |
PT
(3) |
Warszawa |
|
"ZAPOMOGA" |
2000.10.15 |
ND
(3) |
Dobre |
|
"NASZ
CZAS" |
2002.10.20 |
ND
(3) |
Legionowo |
|
"PIOTR" |
1990.10.15 |
PN
(3) |
Warszawa |
|
"SPOKÓJ" |
2001.10.18 |
CZ
(3) |
Warszawa |
|
"ODNOWA" |
1990.10.20 |
SO
(3) |
Piaseczno |
|
"TARGÓWEK" |
1992.10.24 |
SO
(4) |
Warszawa |
|
"NADZIEJA" |
1999.10.26 |
WT
(4) |
Kobyłka |
|
"RADOŚĆ" |
1996.10.22 |
WT
(4) |
Radość |
|
"POCZĄTEK
DROGI" |
1993.10.26 |
WT
(4) |
Warszawa |
LISTOPAD

|
Nazwa
Grupy |
Data
powstania |
Dzień |
Miejscowość |
|
"GOPLAŃSKA" |
1993.11.07 |
ND
(1) |
Warszawa |
|
"PORANEK" |
1993.11.07 |
ND
(1) |
Warszawa |
|
"PIAST" |
1991.11.04 |
PN
(1) |
Piastów |
|
"NOWY
TOR" |
1999.11.02 |
WT
(1) |
Nasielsk |
|
"MARYSIN" |
1993.11.03 |
ŚR
(1) |
Warszawa |
|
"WIŚNIEWO" |
2004.11.05 |
PT
(1) |
Warszawa |
|
"METAMORFOZA" |
1986.11.10 |
PN
(2) |
Siedlce |
|
"QUO
VADIS" |
2000.11.14 |
WT
(2) |
Góra
Kalwaria |
|
"MELODIA" |
1996.11.14 |
CZ
(2) |
Kałuszyn |
|
"KEJA" |
1994.11.10 |
CZ
(2) |
Nasielsk |
|
"WSPÓŁUZALEŻNIENI" |
2003.11.14 |
PT
(2) |
Warszawa |
|
"24
GODZINY" |
1993.11.16 |
WT
(3) |
Warszawa |
|
"WSZECHŚWIAT" |
2001.11.21 |
ŚR
(3) |
Pistów |
|
"U
KSIĘDZA JANA" |
1995.11.15 |
ŚR
(3) |
Kadzidło |
|
"LOURD" |
1991.11.20 |
ŚR
(3) |
Warszawa |
|
"STASZIC" |
1994.11.18 |
PT
(3) |
Pruszków |
|
"ALBERT" |
1992.11.21 |
SO
(3) |
Pułtusk |
|
"WALENTY" |
1992.11.21 |
SO
(3) |
Raszyn |
|
"PRZYSTAŃ" |
1998.11.22 |
ND
(4) |
Myszyniec |
|
"SULEJÓWEK-MIŁOSNA" |
1991.11.25 |
PN
(4) |
Sulejówek |
|
"MIŁOSNA" |
1991.11.25 |
PN
(4) |
Sulej-Miłos |
|
"STRZYŻYNA" |
1991.11.26 |
WT
(4) |
Warszawa |
|
"SKARBIEC" |
1993.11.22 |
PN
(4) |
Warszawa |
|
"SŁUŻEWIEC" |
1999.11.25 |
CZ
(4) |
Warszawa |
|
"PROGRAM" |
1999.11.25 |
CZ
(4) |
Warszawa |
|
"RYCERZ" |
1995.11.24 |
PT
(4) |
Siemiatycze |
|
"BETANIA" |
2003.11.29 |
SO
(os) |
Zielonka |
|
"KAMIONEK" |
1998.11.30 |
PN
(os) |
Warszawa |
Warszawa
dnia 15.09.2009 r
UWAŻAM,
ŻE ARCHIWUM TO DZIEDZICTWO, NA KTÓRYM WYROŚLIŚMY
Drodzy Rzecznicy Regionów,
chcę Wam opowiedzieć jak
realizowałem nasz jedyny cel – nieść posłanie alkoholikowi.
Obejmując służbę
archiwisty spytałem członków Rady Regionu jak mam zrobić to
archiwum i czy mają
jakieś propozycje, usłyszałem: „rób tak jak
uważasz” no i zaczęło się. Moje
wyobrażenie było takie: ja mam pomysł, rzucę hasło na intergrupach
i wszyscy się zbiegną przynosząc mi dokumentację oraz wykonując moje
zlecenia.
Och, jak bardzo się myliłem. To były moje plany w mojej
głowie.
Musiałem znaleźć sposób by dotrzeć do ludzi, aby zrozumieli
o co mi chodzi, a
co najważniejsze przekonać ich do działania lub
współdziałania. Myślałem, że
będę się zajmował, co najwyżej redagowaniem materiałów
składanych na moje ręce.
Tymczasem na spotkania, na które się umawiałem przychodziło
10 procent tych, co
się deklarowali, byłem pełen frustracji i prawie gotowy zrezygnować.
Ułożyłem
14 pytań do weteranów dotyczących powstania
Wspólnoty AA Regionu Warszawa
przekazane 30 osobom, z czego 6 odpowiedziało. Powstało jedno nagranie
z
weteranem. Natłok prac archiwizacyjnych ograniczał mnie czasowo w
rozmowach z
weteranami i wyciąganiu od nich informacji. Czułem się niezrozumiany, a
czasem
nawet wykpiony, że tak się angażuję. Zacząłem dostrzegać, że samo
archiwum się
nie zrobi, z resztą jak nic samo się nie robi we wspólnocie.
Zacząłem chodzić
po Intergrupach i
grupach mówiąc o celu, dla jakiego
powstaje archiwum. Apelowałem do mandatariuszy o pisanie historii grup,
gdyż
ważne jest znać swoje korzenie i jakie były przyczyny założenia grupy,
kto był
inicjatorem i z jakiego powodu. Poprzez Internet komunikowałem się z
większą
ilością osób przesyłając informacje. Wiele osób
się angażowało, ale dostawałem
często sprzeczne informacje, bo pamięć ludzka jest ulotna, i co nie
zapisane
każdy może pamiętać inaczej. Musiałem uzupełniać pamięć mandatariuszy
informacjami z pierwszych książeczek adresowych od 1995 roku i
porównałem z
elektronicznymi książeczkami składanymi do wydruku, które
przekazały mi służby
z zespołu ds. Internetu. Aby pomóc zrozumieć mandatariuszom
budowę archiwum
przywiozłem segregatory i omówiłem systematykę. Aby ich
zachęcić do czynnego
udziału w spisywaniu historii, wydrukowałem na Konferencję Regionu 390
kopert z
nazwami grup i z informacjami o grupie z prośbą o zweryfikowanie i
uzupełnienie. Na 93 rozdanych kopert 8 dostałem ze zwrotną
informacją, to
dużo biorąc pod uwagę, że zaczynałem od zera. Tak powstała lista
uporządkowanych dat powstania 222 grup, a 139 do uzupełnienia, gdzie
można sprawdzić
w naszym regionalnym biuletynie i zgłosić poprawki. Korzystając z
podpowiedzi
przyjaciół zacząłem zamieszczać w Mityngu
miesięczne daty powstania
grup, co z kolei w porozumieniu z Redaktorem Mityngu
udało się utrzymać
miejsce w biuletynie pt.„Nasze
korzenie…” zainicjowane przez innego alkoholika.
27 grup napisało swoją historie powstania, które są
drukowane w Mityngu. Miałem
wiele pomysłów, łącznie z postawieniem w PIK-u
„Informatora” z dotykowym
ekranem (!) Po rozmowach pomysł przekształcił się w stronę internetową.
Przed
oczami malował mi się piękny świat, przepełniony wspólna
pracą, życzliwością i
miłością braterską oczywiście dla wspólnego dobra, gdzie
wszystko chodzi jak w
zegarku, i wszystko oczywiście według „mojego
pomysłu”. Ale wiem, a raczej
tłumaczono mi, że tak się nie robi w AA, że to nie przejdzie, że drogą
do
stworzenia czegoś jest wspólna praca i
współpraca, czyli komunikowanie się i
dochodzenie do czegoś razem. Informacje do Archiwum dostarczane są
różnymi
kanałami komunikacyjnymi od ustnych, poprzez papierowe na
elektronicznych
kończąc. I wierzcie mi dbam o to, by nie zaginęły i znalazły
odpowiednie
miejsce w naszym archiwum. Odpowiednie, to znaczy w szeregu innych
ważnych.
Moim kolejnym pomysłem było stworzyć kącik historyczny, gdzie będą
wystawione
stare dokumenty, medale, pieczątki, pamiątkowe książki itp. szpargały,
o co
uprzejmie poproszę brać wspólnotową, aby znosiła, co ma. Nie
było odzewu. Nie
zniechęcałem się, zacząłem weryfikować swoje pomysły z
przyjaciółmi. Po
pierwsze: czy istnieje potrzeba, aby powstał w PIK-u taki kącik? Po
drugie: czy
jest osoba, która ma wizję i przygotuje projekt, ewentualnie
ja to zrobię? Po
trzecie: czy ten projekt-wizja odpowiada i spełnia warunki, do jakich
ma być
przeznaczony? Po czwarte: spotkać się ze specjalistami od stolarki
meblowej,
ustalić kosztorys i ewentualne modyfikacje projektu względem wyceny. Po
piąte:
przedstawić propozycje cenową i co ludzie na to? Po szóste:
realizować projekt
lub go odłożyć na dogodniejsze czasy. Doszedłem do punktu 5 i jest
ważna
informacja na przyszłość dla tych, co przyjdą po mnie, wypowiedziała
się
większa część mandatariuszy w imieniu grup i jednogłośnie zaakceptowała
potrzebę i projekt „kącika historycznego”. Czasem
mi przykro, gdy słyszę „a ten
znowu o archiwum” staram się tego nie brać do siebie. Robić,
co do mnie należy
i nie popadać w zwątpienie. Dwa razy byłem bliski rzucenia tego
wszystkiego.
Powstrzymały mnie słowa otuchy, pochwały, wsparcia, aprobaty (takie
jak: „na
początku myślałem, po co się do tego zabierasz a dziś podziwiam to, co
zrobiłeś” lub „odwaliłeś kawał dobrej roboty,
dzięki Twojej pracy zaistniało
archiwum”). Starałem się słyszeć, co mówią inni:
słowa pochwały staram się
przyjmować z pokorą by nie obrosnąć w piórka, słowa krytyki
również by nie popaść
w zwątpienie, a żeby mnie to motywowało do większej pracy nad sobą, by
to co
robię, robić jeszcze lepiej i starać się dotrzeć do serc właśnie tych,
których
śmieszyły czy złościły moje działania. Udało się. Archiwum zaistniało!Doszedłem
do wprawy w mówieniu o Archiwum, bo trening czyni mistrza,
staram się w
prostych słowach słuchaczom przedstawić idee, sposób budowy
i sposoby
korzystania z archiwum, podając w pigułce to, co najważniejsze. Pracuje
i
tworzę pomysły tak, aby ktoś, kto po mnie przyjdzie miał gotowe wtyczki
do
podłączenia i działania, aby nie szukał po omacku i nie zastanawiał
się, w co
ręce włożyć. Gro ciężkiej pracy jest już wykonane, (skanowanie 6000
dokumentów)
i teraz to „pestka” przy uzupełnianiu miesięcznych
sprawozdań około 16 sztuk. Widzę
wiele możliwości, jakie niesie archiwum i zrozumienia wielu spraw, gdy
wyjmuję
je na wierzch i przyglądam tak jak w czwartym kroku, na przykład
„Historia
powstania Wspólnoty AA Regionu Warszawa”. Na
przełomie lat mogę z dużą precyzją
prześledzić rozwój, zmiany, ilość powstawania grup i
dlaczego upadały, w jakim
kierunku podążają i czy to jest ten sam kierunek, jaki został obrany na
początku drogi. Tu nie ma ściemy tu gra idzie o życie, ale nie tylko
moje, ale
również tych, co przyjdą po mnie.
Zakończę złotą myślą,
którą
usłyszałem: solidne fundamenty na programie i tradycjach są gwarancją
zdrowienia. A od siebie dodam i rzetelne korzenie. Doświadczenie to
sztafeta,
która przekazywana jest z rąk do rąk i oby brak porozumienia
nie obudził mnie
ze sztafetą na trybunach, gdy meta jest na bieżni.
Podsumowując: staram
się nie
ględzić, porozumiewać się życzliwością i przyjaźnią, mówić
tylko wtedy, gdy
rzeczywiście mam coś do powiedzenia i na temat, na którym
się znam, czyli Archiwum
Anonimowych Alkoholików Regionu Warszawa. Uważam siebie za
jednego z wielu
twórców tego Archiwum, ale mam cały czas na
względzie, że ja tylko zbieram i
układam w segregatorach historię, którą tworzycie WY, a
raczej, którą tworzymy
MY – WSPÓLNIE i w POROZUMIENIU.
Paweł
– zastępca rzecznika w Regionie Warszawa d/s Archiwum AA
Alkohol był
ważniejszy
Mój dom
rodzinny był oazą
spokoju i bezpieczeństwa. Rodzice dbali o mnie i otaczali miłością.
Ojciec był
adwokatem a mama lekarzem. Rzadko w domu pojawiał się alkohol. Rodzice
pili
bardzo mało i tylko przy szczególnych okazjach. W wieku 17
lat na prywatkę u
kolegi kupiłem butelkę wina. Tak ustaliliśmy w gronie
kolegów z klasy. Na
prywatce byłem ze swoją dziewczyną, która potem została moją
żoną. Następnie, w
szkole wojskowej wypijałem 1-2 piwa z kolegami na przepustce. Choć na
swojej
promocji nie piłem to jednak w domu poszło 250g wódki. Byłem
już żonaty.
Wypiłem z rodzicami pępkowe, bo urodził mi się syn. W czasie służby
zawodowej
zetknąłem się z piciem na dobre. Piłem, bo uważałem, że tak należy
– inni też
piją. Stan wojenny zastał mnie w jednostce. Tu codzienni wypijałem do
300g
wódki. Cały czas byłem pod wpływem alkoholu. Nic sobie z
tego nie robiłem. Po 2
miesiącach, kiedy mogliśmy wracałem do domu, ograniczyłem picie. Żona
była
wrogiem alkoholu. Mimo to piłem ciągami po 2-3 dni i tak przez kilka
lat.
Uległem porażeniu prądem. Dobrze, że nie piłem wtedy od 5 dni i byłem
trzeźwy.
Gdybym był nietrzeźwy, to nie uznano by tego za wypadek przy pracy i
nie
dostałbym odszkodowania. Mogliby mnie również usunąć z
wojska dyscyplinarnie.
Od 1989 ponownie zacząłem pić i piłem
coraz częściej i
więcej. Często nie wracałem z jednostki do domu, bo po prostu upiłem
się i nie
chciałem, aby żona mnie widziała. Dochodziło z żoną do nieporozumień,
że piję,
zaniedbuję ją, dziecko, dom i rodzinę. Przepraszałem i
mówiłem, że to zmienię.
Jednak nic w tym kierunku nie robiłem. Konflikty rodzinne doprowadziły
rozwodu
w 1994r Choć mieszkanie było wspólne, to wszystko
zostawiłem, wziąłem swoje rzeczy
i wyprowadziłem się do rodziców. Efektem tej decyzji było
to, że coraz mniej
poświęcałem uwagi synowi. Często mówił, że brakuje mu ojca i
ma żal do mnie, że
tak się stało. Po odejściu z zawodowej służby wojskowej pracowałem w
innej
firmie – tu też piłem często i dużo. Wielokrotnie cudem
unikałem nieprzyjemnych
zdarzeń po swoim upiciu. Za nieobecności w pracy dostawałem ostrzeżenia
i
musiałem je odpracować. Sylwester 1994/95 spędziłem z kolegą i jego
żoną. Wtedy
upiłem się i spałem u niego. Następnego dnia wstałem z bólem
głowy, żołądka,
byłem rozdrażniony, trzęsły mi się ręce. Aby złagodzić skutki picia
znowu
wypiłem na kaca 0,75l. wódki.
Objawy
ustąpiły, lecz zamiast przestać ja piłem dalej. Wypiliśmy przez cały
dzień
około 1l wódki, upiłem się. Następnego dnia nie poszedłem do
pracy. Jak już
zjawiłem się w pracy sadziłem, że szef da się jakoś przeprosić. Tu się
przeliczyłem, szef powiedział, że się na mnie zawiódł i że
mam złożyć podanie o
zwolnienie z pracy za porozumieniem stron. Byłem zły na siebie i na
cały świat
bo straciłem, przez swoje picie, dobrze płatną pracę, uznanie i
szacunek szefa.
Po 3-ech tygodniach
zacząłem
pracować w kolejnej firmie na stanowisku brygadzisty. Tu też piłem, ale
bardzo
uważałem. Nie piłem w pracy, dopiero jak wracałem do domu. Wypijałem
codziennie
3-4 piwa. Tak było do lipca 1995r. W sierpniu 95 wyjechałem do Szwecji
z 3
miesięczną wizą turystyczną z zamysłem, że jak znajdę zatrudnienie to
zostanę
nielegalnie. Pracując na budowie w Sztokholmie piłem popołudniami 3-4
piwa
codziennie. Wódki piłem mało bo była bardzo droga. Większość
pieniędzy
wysyłałem do rodziców listem poleconym, rodzice płacili moje
alimenty, reszta
zostawała na wydatki domowe i moje oszczędności. W czerwcu 1999r
zostałem
deportowany ze Szwecji i wróciłem do Polski. Po powrocie do
domu nie pracowałam
bo miałem oszczędności, jednak dalej piłem i to dużo. Dziennie
wypijałem 4-5
piw i do 400g wódki, miałem przerwy 7-10 dni i znowu piłem.
Trwało to do
listopada 99r, kiedy rodzice nie wytrzymali i powiedzieli, że mam
przestać pić
i zmienić swoje postępowanie. Ja pokłóciłem się z nimi i nie
słuchałem co
mówią. Uniosłem się fałszywą dumą i oświadczyłem, że
wyprowadzam się.
Wyprowadziłem się z
domu
rodzinnego i trafiłem do Monaru Marka Kotańskiego. Trafiłem na ośrodek
w
Garbasie. Przez ponad rok zachowałem abstynencję. Na początku 2001r
wypiłem
250g wódki, alkomat i zostałem usunięty z ośrodka i
skierowany do ośrodka w
Ozorkowie k. Łodzi. Tu miałem dłuższy okres abstynencji bo do kwietnia
2003r.
Wtedy wracając z pracy w piekarni, ze spotkanym kolegą wypiliśmy w
parku po
winie. Jak wróciłem na ośrodek, znów badanie
alkomatem i usunięcie z ośrodka.
Spakowałem się i powrót do W-wy „na
gapę”.
Do października 2006 całkowita abstynencja, nic nie piłem, bo nie znałem dnia ani godziny możliwej kontroli alkomatem. Sam sobie wtedy powiedziałem, że nie będę pił. Polepszył się kontakt z synem. W październiku 2006 dowiaduję się, że zmarł mój ojciec. Akurat u znanego aktora kończyłem remont łazienki. Jak dowiedziałem się o śmierci ojca, poszedłem do sklepu, kupiłem 0,5l wódki, które sam wypiłem - upiłem się. Gospodarz mieszkania wrócił i powiadomił dyrektora CPB, że jestem pijany. W listopadzie 2008r pojechałem z przyjaciółką na wesele. Już wtedy kierowniczka i dyrektor przestrzegali, czy czasem jadąc tam nie popełniam błędu. Ja czułem się silny i mocny; mówiłem, że nic się nie stanie – dam radę. Całe przyjęcie przesiedziałem bez wódki. Jak żegnałem się z parą młodą dostałem na drogę butelkę wódki. Zamiast podziękować, ja ją wziąłem. To był mój błąd. Poniosła mnie zgubna pewność siebie. Pierwszy kieliszek wypiłem w pokoju motelu. Sprawy tak się potoczyły, że nie panowałem nad sobą i upiłem się. Tak 4 dni, dziennie wypijałem 4-5 piw i do 400g wódki. Na 5-ty dzień zacząłem się zastanawiać - co dalej, co ja najlepszego zrobiłem? Moja przyjaciółka powiedziała, że jeżeli mi na niej zależy to mam ze sobą coś zrobić. Wracając do W-wy cały czas myślałem, że zdejmą mnie z funkcji – to jest pewne, ale ja muszę coś ze sobą zrobić i powiedziałem sobie: idę na terapię, to najlepsze wyjście. Na ośrodku kierowniczka jak i dyrektor podzielili moje zdanie. Skierowano mnie na detoks, a potem na rozmowę kwalifikacyjną na terapię. Obecnie jestem na terapii podstawowej, uczęszczam na mityngi AA. Czuję żal, wstyd, smutek, za tamte dni. Straciłem dużo. Miewam poczucie samotności, pustki. Jednak kolejny raz rozpocząłem drogę o lepsze życie. We wspólnocie znalazłem wielu nowych przyjaciół, z którymi wspólnie sobie pomagając odzyskujemy dawniej utracone szanse. Odzyskuję nadzieję.
Darek
W Modlinie
będziemy świętować XVI
rocznicę powstania Regionu Warszawa. A jak to kiedyś było, mogłam
poczytać w
archiwum MITYNGU.
Miłej
lektury
Przyjaciele. Gosiali
C.D.
Ale było też tak, że sprowadziliśmy
Tradycje i nie wszyscy
umieli je przeczytać, bo mówili: „PO CO
?!”I dwóch czy trzech przeczytało z nas
i oni jak gdyby manewrowali nami, „a bo ty nie znasz
tradycji”. Dzięki temu, że
mówili, że ich nie znam, to pomyślałem sobie.... wezmę je i
przeczytam. Co oni
tam mówią? Czy oni mówią zgodnie z prawdą?
[rzeczywiście był taki moment, że
oni manewrowali tymi tradycjami]. Próbowali to podszyć jako
regulamin. Jako
nakaz. Dopiero jak przeczytałem i zapoznałem się z nimi zobaczyłem, że
jest to
niesłychanie mądre i nie ma nic wspólnego z nakazem.
M – Czyli, te Tradycje, co one wam wtedy
dawały?
F – One dawały jedną ważną rzecz. To, że
bez tradycji zaczęliśmy się
rozpadać. A Tradycje nam powiedziały: CO MAMY ROBIĆ AŻEBY SIĘ ŁĄCZYĆ.
To jest
genialne. Oni przeżyli to samo co my i musieli stworzyć pewne tradycje,
które
mówią. I to jest genialne, że oni powiedzieli TO SĄ
TRADYCJE..., to nie
jest regulamin, konstytucja, ustawa,
TO są tradycje. TRADYCJE SĄ SILNIEJSZE OD REGULAMINU. One
mówią..., Tradycją
tej grupy jest to i to..., Tradycją AA jest to i to. I oczywiście ta
wiedza o
tym, że z AA nie wolno wyrzucić, w AA nie wolno karać, jest to genialne
i to
jest, dzisiaj widzę, takie strzępy, które do nas doszły,
takich rzeczy myśmy bardzo
pielęgnowali. Pilnowaliśmy najważniejszej, istotnej sprawy –
nie wolno karać,
nie wolno wyrzucać, nie łamać anonimowości. Tylko żeśmy się z kolei
bardzo
zamknęli. Byliśmy tak bardzo szczelnie zamknięci. Myślę sobie, że była
w nas
wtedy taka obawa, że ktoś przyjdzie z zewnątrz i rozgoni to
towarzystwo. Ale
jednocześnie lekarze i inni próbowali się przebić przez ten
mur, chcieli się
dowiedzieć, jak to jest, jak to działa. Myślę sobie, że wtenczas
wpadliśmy na
taki głupi pomysł, że jak oni przychodzili to mówiliśmy o
sprawach
porządkowych.
M – Co to znaczy o sprawach porządkowych?
F – To znaczy o sprawach organizacyjnych.
Jedna z takich moich
przyjaciółek, lekarka, pytała: „czy wy ciągle o
sprawach organizacyjnych
gadacie?” Odpowiedziałem: „nie, tylko wtedy kiedy
wy przychodzicie”. Ona zaś
chciała usłyszeć, zobaczyć jak my pracujemy.
M – Czy może stąd zostało to, że na
mityngach otwartych mówi się
o Tradycjach, a nie o swoich doświadczeniach.
F – Tak, myślę, że tak. Są pewne takie
zasady, które przyjęliśmy, że jak
jest mityng zamknięty to było bardzo ważne takie bezpieczeństwo każdego
z nas.
Wystarczy, że jeden alkoholik powie, że nie chce, żeby był mityng
otwarty, to
trzeba go uszanować, bo mityng jest dla alkoholika. To były bardzo
ważne
sprawy, z początku się docierały, i jednocześnie było to niesłychanie
świeże
jak wszystko co powstaje. Tak żeśmy się uczyli i w końcu
doprowadziliśmy do
nieformalnych spotkań, zaczęliśmy się spotykać między grupami.
M
– Ile już wtedy było grup?
Który to był rok?
F
– Już było 4-5 grup. 82
rok. Potem w 83, 84 na początku już było kilka grup w Warszawie. Ci, co
odeszli, zaczęli tworzyć nowe grupy, ale myśmy też wychodzili tworzyć
nowe
grupy. Tworzyliśmy je w bardzo prosty sposób. Chodziliśmy do
poradni odwykowej
i rozmawialiśmy. Pytaliśmy lekarza, czy pozwoli nam, dwóm,
trzem czasami
jednemu stać jak przyjmuje alkoholików-pacjentów
i żebyśmy z nim pogadali, pod
warunkiem, że będzie chciał. Tak powstała między innymi grupa na
Wiejskiej i na
Żeromskiego. Bardzo nam wtedy pomogli lekarze. Ci ludzie,
którzy pracowali z
alkoholikami, sami szukali sposobu. Sami szukali ulgi dla siebie i
kiedy
zobaczyli, że alkoholicy chcą sobie pomagać, to chętnie im to
udostępniali. Oni
czuli, że ta ich robota nie jest taka, która by tak naprawdę
była do gruntu
pomocna. Oni nie mieli nic, oni mieli tylko ANTICOL i wiedzieli, że nie
jest to
żadne lekarstwo, widzieli jak ciągle ktoś zapijał i widziałem jak ci
ludzie
nawet niechętnie pracowali z alkoholikami. A potem, kiedy myśmy swoją
postawą
wykazali, że warto się nami zajmować, to oni wtenczas zaczęli chętnie
słuchać
nas i podglądać jak to robimy.
M
– Zastanawiam się, jak
rozwijała się służba w grupach, świadomość tych służb. W jaki
sposób wpłynęło
to na stworzenie lepszych kontaktów między grupami? Mam na
myśli Intergrupę.
F
– Pierwsza Intergrupa
tak naprawdę powstała w pociągu po Zjeździe AA w
Poznaniu w 1984r. To było na takiej zasadzie, że mieliśmy potrzebę.
M
– Skąd ona się brała?
F
– Brała się z tego, że
CHCIELIŚMY POCZUĆ, ŻE JEST NAS DUŻO, że AA rośnie, rozrasta się. I to
się
rozrastało. Mieliśmy ochotę spotykać się. Nas jeszcze było bardzo mało.
Dlatego
bardzo pomocni i potrzebni nam byli przyjaciele, którzy
mieli jakieś znaczenie.
Znaczenie w społeczeństwie np. lekarze, dlatego nas mocno wspierał dr
Woronowicz i dr Witkowska. Pamiętam też, jak niesłychanie na mnie i na
wszystkich działał Ojciec Benignus.
Przyjechał do nas
taki fajny facet, mnich o wspaniałej posturze i on nie krzyczał na
mnie, że
jestem alkoholikiem. Uściskał mnie, powiedział, że jest zdumiony, że
jesteśmy,
okazał nam bardzo dużo serca, otworzył nam podwoje w Zakroczymiu,
powiedział:
„przyjeżdżajcie, ja jestem od tego, żeby was
przyjąć” i bardzo nas wspomagał.
Pierwszy raz, kiedyśmy jeszcze tak nieśmiało pojechali, to pierwsze co
zrobił
to nas usadził przy stole. Powiedział siadajcie. Uszanował nas jako
ludzi. To
była wartość. Wtenczas poczuliśmy, bo przecież tak mało mieliśmy w
sobie tego
poczucia wartości, że nagle ktoś okazuje ci szacunek za to co robisz.
Mało
tego, ja uważam, że czuło się partnerstwo od niego. Bardzośmy
się zaprzyjaźnili. Mówiłem mu, że jestem niewierzący. A on
odpowiedział: „NIE
PRZEJMUJ SIĘ, DOBRZE, ŻE OBAJ JESTEŚMY LUDŹMI”. Bardzo go
lubiłem i spędziliśmy
razem dużo godzin na takich rozmowach. Nie przymuszał, nie ganił, nie łaił, dał wolną wolę i
najwspanialsze z tego dał przyjaźń i
zainteresowanie, to są niesłychanie ważne rzeczy. A nam tego było
potrzeba,
potrzeba nam było takiego uznania, takiego mogę to nazwać sukcesu.
Wtedy nam to
było bardzo potrzebne, chociaż kiedy przyszły sukcesy, spostrzegliśmy,
że
sukces musi być RZETELNY, to co robiliśmy miało być prawdziwe. I też
pamiętam
jak Woronowicz ciągle się krzywił mówiąc: „Was tak
mało, kiedy was będzie
dużo”. Gdzieś tam usłyszeliśmy od kogoś kto przyjechał, że
niektóre mityngi
odbywają się na stadionach. No, myślałem chyba nie dożyję tego i ciągle
krzyczałem – „ja będę pierwszy jak taki mityng
będzie i powiem, że jestem
alkoholikiem”. I tak przez ileś tam zjazdów
mówiłem zawsze, że zastrzegam sobie
pierwsze miejsce żeby to powiedzieć. Ale tak naprawdę śmiałem się bo
nawet mi
wtedy nie przyszło do głowy, że tak może być. Myślałem, że gdzieś tam
może w
Stanach. Okazało się jednak jak szybko AA zaczęło rosnąć. Dzisiaj wiem
jak
wielu ludzi było takich jak ja, którzy chcieli przestać pić
i szukali
RZETELNOŚCI – nie szukali niczego na pokaz. Szukali
rzetelnego programu, a ten
program okazał się taki. I to co ja odkryłem. Dowiedziałem się, że jest
to
choroba i ktoś zdefiniował chorobę. Choroba ciała, umysłu i duszy. I
powiedział, że tak naprawdę to dusza jest nasza chora. Miałem ogromne
problemy
z tą duszą. Ale wiedziałem, że to jest mądre. Uwierzyłem w to. Nie
potrafiłem
sobie tego jeszcze ułożyć. No bo skąd. Nigdy w życiu o tym nie
dyskutowałem, a
jak o duszy się mówiło to zawsze kojarzył mi się duchowny.
To był oczywiście
błąd. Duchowość i duchowny, to są dwie różne rzeczy. Zawsze
też miałem
pretensję do milicji i do księży, bo zawsze jedni i drudzy mnie gonili.
Ty
łobuzie przestań pić, a drudzy mnie wsadzali. Nie lubiłem tych
dwóch „nacji”.
Ale myślę sobie, że wiedziałem, że to jest prawda, że tak naprawdę
problem tego
tkwi w mojej duszy. Nawet nie w rozumie ile w duszy. Ale
mówili o tym rozumie
kiedyś. Ciutkę się
bałem tego rozumu. Tak myślałem
„czy jestem walnięty w ten dekiel” ale
powiedzieli nie – „ty masz po
prostu TAKI SPOSÓB MYŚLENIA KTÓRY CI
SZKODZI”.
Nie mogłem długo tego zrozumieć. Jak może coś takie ulotne co lata
gdzieś po
łbie i gdzieś się układa w jakąś myśl i jak to może szkodzić? Dzisiaj
wiem, że
oni mieli rację. I też mówili: „TY MASZ TYLKO
JEDNĄ RZECZ DO ZROBIENIA – ZMIEŃ
TYLKO SPOSÓB MYŚLENIA”. No tak, ale jak to zrobić
– jak to się zmienia? No i
szukałem sposobu na to. Dzisiaj widzę, że mam to w naszym programie.
Zapoznaj
się z programem i zacznij go stosować, wtenczas dopiero rozjaśni ci się
we
łbie. I ten 12 krok – on jest genialny –
mówi: „Przebudzeni w rezultacie tych
kroków...”. Przebudzeni, co znaczy PRZEBUDZIĆ SIĘ,
to znaczy po prostu INACZEJ
ZACZĄĆ MYŚLEĆ! Wyrwać się z jednego miejsca z którego ciągle
patrzysz i przejść
na inne. O, kurna, tu jakoś inaczej widać! Jak stoisz na ziemi i
oglądasz góry
to widzisz je z jednego punktu, a wejdź na górę a zobaczysz
dalekie
przestrzenie. Inna perspektywa to jest właśnie to PRZEBUDZENIE. I
największe to
na początku trzeba mieć tę szansę, nadzieję.
M
– Tę szansę i nadzieję
dostałeś. Jesteś tym człowiekiem, który akurat znalazł się w
tym miejscu i w
tym czasie kiedy powstawało AA, które już istnieje 20 lat w
Warszawie. Myślę,
że to co do ciebie dotarło to również dzielenie się z innymi
AA, mówienie o
potrzebie pracy dla innych, służby,
pracy nad krokami. Czy to coś...
F
– To przychodzi samo. Jak
mi powiedzieli, że jednocześnie mam służyć, co? Ja? Nie! Niech sobie
sami kołki
służą. Dlaczego ja mam im służyć. A potem przyszła potrzeba i długo się
do niej
nie przyznawałem. Udawałem, że nie mam takiej potrzeby. Lekceważyłem i
śmiałem
się ze służby, bo w komunie mi ciągle mówili o jakichś
służbach.
M –
Ale czy coś już było w
tym czasie. Jak ty się tak śmiałeś z tego jeszcze? Czy
wspólnie próbowałeś...
F
– Ja myślę sobie, że był
taki bardzo ważny dla mnie moment jak ta grupa się zaczęła rozpadać i
poczułem,
że jak ona się rozpadnie to zobaczyłem jak mi się wali grunt pod
nogami.
Poczułem się zagrożony. Tak już mi było dobrze, fajnie. I wtedy akurat
przyjechał do Polski alkoholik z Hiszpanii który był
Polakiem i był już 16 lat
w AA i zapytałem go. Co mam zrobić? Ta grupa się rozpada. Powiedział,
„jak się
rozpada to widocznie się musi rozpaść”. Byłem wtedy bardzo
zły na niego.
Powiedziałem mu. Człowieku ja mam najbliższą grupę w Poznaniu a
następną w
Będzinie. Nie będę jeździł do Poznania i Będzina. Udawałem, że nie mam takiej potrzeby. Lekceważyłem
i śmiałem
się ze służby, bo w komunie mi ciągle mówili o jakichś
służbach.
Dalszy ciąg wywiadu w następnym
numerze.
SŁUŻBA
JAKO ŚRODEK DO OSIĄGNIĘCIA CELU… ALE WSPÓLNEGO
Dane mi było wejść w obszar
trzeźwości i ja z tego już nie
zrezygnowałem. Od 1992 roku poznawałem smak i treść życia w trzeźwości
po tym,
co mnie doświadczyło na terapii w Sandomierzu. Przebudzenie duchowe,
jakiego
doznałem miało taką siłę przekonywującą, że chyba nikt by nie
mógł przegapić.
Rwałem się do nowego życia jak nowonarodzone dziecko a służb w grupie
były
środkami do jedynego celu niesienia posłania pomagając tym,
którzy jeszcze nie
byli odpowiednio zmotywowani trzeźwością. Zaczynałem tak jak wszyscy od
mycia
szklanek i sprzątania pomieszczenia. Jeszcze wtedy palili papierosy i
trzeba
było wietrzyć salę. Kolejne służby skarbnika i prowadzącego mityng
poznawałem tradycyjnie
w grupie, w której wzrastałem ponad 5 lat. Służby podnosiły
mnie na duchu i
dodawały uroku trzeźwości. Były okrasą i większą odpowiedzialnością za
tak
szczególną przynależność. Tyle dobrego za darmo i tyle
przekazywania to wymiar
uczciwości… Uczyły mnie kochać i szanować starszych w
grupie, bo to oni
pozwalali mi na błędy i przebaczali zachęcając do dalszego rozwoju.
Przeciwności uczyły a nie zniechęcały. To droga pod prąd i prowadząca
do coraz
to nowych odkryć we mnie innym. Zaufanie, które otrzymywałem
za swoje
uczestnictwo i wsparcie tych, którzy zaczynali wcześniej. To
były nagrody i
wyróżnienia. Dawaliśmy dużo a otrzymywaliśmy w zamian
jeszcze więcej. Nasz Bóg
w sile wyższej nie ma ograniczeń i można mu zaufać bezgranicznie.
Dzięki innym
alkoholikom, którzy wcześniej zaufali Bogu mogłem w sobie
odkrywać nowe i
nieznane mi obszary miłości miłosiernej, mądrości Programu 12
Kroków, co
stawało się równoznaczne z Tradycjami służb AA. Dane mi było
odzyskać wiarę,
nadzieję na miłość Boga. Wróciłem do Warszawy i do AA na
Pradze. Założyłem z
przyjaciółmi grupę NIMB na ulicy, na której
mieszkam. Nie przeszkadzał mi już
strach, wstyd i poczucie winy a moja wartość stawała się wymierna ale w
działaniu. Zapoznawałem się ze służbą rzecznika grupy Lourdes przez dwa
lata.
Tu w Warszawie także mi zaufali i ja zaufałem innym. To działa w dwie
strony i
jest sprawiedliwe. To piękne obrazy tworzą grupę, kiedy przychodzi
nowicjusz i
zostaje w grupie. Pełni służbę i przechodzi do następnej.
Uczestniczyłem w
warsztatach Tradycji, w zespołach regionalnych. Zdobywałem uczestnicząc
czynnie
wiedzę potrzebną do dalszej pracy nad sobą. W zespole ds.
kontaktów z
profesjonalistami najbardziej bawiło mnie dawanie świadectwa w prawdzie
o tym,
że upadłem, obudziłem się i dołączyłem do AA we Wspólnocie
ludzi trzeźwych. To
dzięki tak wspaniałej Wspólnocie odbudowywałem życie w
Warszawie. Robię to do
dzisiaj w rodzinie także i w pracy, z czym mam największe trudności,
ale nie
zatrzymuję się. Jestem w Intergrupie
SAWA. Takiej,
która buduje i zauważa. Pełniłem służbę koordynatora
dyżurów telefonicznych. To
było coś nowego i trzeba było tworzyć wyobraźnią i poświęceniem,
które ma
większy wymiar odpowiedzialności. Byłem także kolporterem Intergrupy.
Poznawałem swoje braki, swoje wygodnictwo i wiele także zalet,
które odbudowują
to co niby stracone. U Boga na szczęście nic się nie marnuje. Kontakt
poprzez
służby jest niezastąpionym elementem trzeźwości i nieważne jest
upodobanie
własne ale dobro nas wszystkich i nasz rozwój we
wspólnej odpowiedzialności za
te dary. Każde przekazywanie służby jest nagradzane brawami i
wdzięcznością.
Nie ma nic za darmo. Dzięki temu uczymy się bezinteresowności i
oddania. Każda
służba poza grupą zwiększyła moje kontaktowanie się z innymi i
poznawanie
nowych ludzi oraz doświadczanie miłości. Wytrwałość pozwoliła mi na
utrzymanie
trzeźwości a służby poza grupą dawały mi wgląd we własne wnętrze i
szukanie
zalet, dzięki którym mogłem przekazywać nowe doświadczenia
następcom. Rozwój
duchowy zmieniał mi myślenie egoistyczne na pełne wdzięczności i
poświęcenia.
Dobrze dzieje się w tym, że to inni decydują w wyborze i dają szansę
innym na
powrót do wartości pozytywnych. Ci inni to my wszyscy,
którzy decydujemy o
losie naszej wspólnoty. Jeszcze odpowiedzialniejszą służbą
jest uniwersalne
sponsorowanie bez ograniczeń w latach. Raz zacząłem i trwam w tym już
18-ty
rok. Miałem sponsora i jestem sponsorem dożywotnio. To właśnie inni
decydują o
mojej aktywności wspólnotowej. Są już podopieczni,
którzy utrzymują trzeźwość
ponad 10 lat i także próbowali służb poza grupą z
różnymi skutkami. Moja
podopieczna Ela doszła do rzecznika Intergrupy
SAWA a
mnie się nie udało. Chyba słabo udawałem i nie zostałem zauważony
(żart). W tym
wszystkim jest najważniejsza gotowość na pozytywne zmiany cech
charakteru
poprzez służenie innym i otwieranie drzwi do wolności. Każda moja
służba jest
wpisana w sercu moim jako znak od Boga na obecność Siły Wyższej. Zmiany
w moim
trzeźwym życiu pozwalają mi dawać siebie mimo nieżyczliwości ludzi,
którzy tego
nie rozumieją. Ja idę do przodu i nie oglądam się za wadami, bo zalety
lepiej
smakują i mają Świerzy zapach. Praca w zespołach dawała mi poczucie
bezpieczeństwa i przynależności, zrozumienie i poświęcenie. Pozwalała
mi kochać
i być kochanym ale już nie sentymentalnie w formie uniesień lecz
użyteczności
dla innych. Siłą Wyższa potrafi pokonywać trudności a ja stając się
narzędziem
jestem jej wierny. Praca nad sobą to dobry początek w służbie grupie a
następnie poza grupą, czyli w Intergrupie,
Regionie,
Kraju. Dla wszystkich takie same szanse na korzystanie z dobrodziejstw
Wspólnoty AA. Byłem tak jak inni na 35-leciu AA w Polsce a
Wrocław pozwolił mi
na przeżycie 3 dni inaczej niż 19 lat wcześniej. Już się nie bałem
policji i
swojej niezaradności. Płaciłem za swoje i korzystałem ze
wspólnego dorobku AA.
Cudowne towarzyskie przeżycia, gdzie zaciera się zwątpienie a budzi na
nowo
miłość i służba. Wszyscy sobie służymy wzajemnie i mamy nieograniczone
możliwości dania z siebie więcej niż przeciętność. Warto
spróbować tych owoców,
które ciągle smakują. Niedługo będziemy świętowali rocznicę
Regionu Warszawa w
Modlinie. Tam posłuchamy historii, którą wspólnie
tworzymy w AA. Życzę
wszystkim odwagi i wiary w to, co robimy. Powiększajmy dorobek AA
wspólnymi
siłami większymi w niesieniu posłania wszystkim, którzy
jeszcze nie zdążyli
zaufać AA.
Mnie się nie chce pić
i coś w
tym jest dobrego. Do zobaczenia w służbach.
AN-SAN
i WAR…