MITYNG 12/150/2009
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
Pogody
ducha nie tylko
w okresie świątecznym ale
i na cały Nowy Rok życzy
Rada Regionu
Warszawa oraz Redakcja
MITYNGU
Pogoda Ducha
Jestem
alkoholikiem,
mam na imię Maciek. Gdy zastanawiałem się nad tematem wiodącym
grudniowego
wydania biuletynu Mityng, zrobiłem analizę, a nawet swój
mały obrachunek
moralny. Jak łatwo jest mi mówić o Pogodzie Ducha, czy to w
wypowiedziach na
mityngu czy też w rozmowach kuluarowych, a już najłatwiej odmawiać mi naszą modlitwę.
Ale gdy zacząłem się
nad tym
zastanawiać, przed oczyma stanęły mi sytuacje z ostatnich dni, w
których daleko
mi było do pokory i pogody ducha. Uświadomiłem sobie jak bardzo mam
jeszcze
rozbuchane ego, co jest chyba moją najgroźniejszą wadą. Jedna drobna
uwaga
przyjaciela potrafiła obudzić we mnie drzemiący wulkan. W jednej
sekundzie
prysła cała moja pokora i pogoda ducha, zaczęły mną szarpać chore
emocje, z
którymi sam nie mogłem sobie poradzić.
I tu objawiła się
siła
Wspólnoty. Jeden, drugi telefon do przyjaciół,
rozmowa na mityngu, wsłuchanie
się w to co mówią inni i skorzystanie z doświadczenia
przyjaciół. Przyjęcie
sugestii w pokorze dało mi wyciszenie, poczułem jak schodzi ze mnie
cały ten
stres i jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zaczęła
powracać
upragniona Pogoda Ducha.
To doświadczenie pokazało mi jeszcze raz jak daleka jest przede mną droga, że parę lat abstynencji to jeszcze nie trzeźwość. Trzeźwość to dla mnie stan ducha i życia, dlatego z całą swoją pokorą przyjmuję, że program mam stosować we wszystkich swoich poczynaniach i że jest On na całe moje życie.
M. AA
Nasze
korzenie
W związku z 17
rocznicą
powstania Regionu
AA Warszawa,
24 października 2009 w spotkaliśmy
się w
Twierdzy Modlin w Nowym Dworze Mazowieckim. Organizatorem i gospodarzem
była
Intergrupa Mazowiecka.
W trakcie
uroczystości odbył się warsztat ds. ZK, mityng AA (wspomnieniowy) oraz
otwarty
mityng AA. Zakończyliśmy zabawą taneczną. A oto przypomnienie kilku dat
i
wydarzeń z historii Regionu AA Warszawa (zaczerpnięte z archiwum
biuletynu MITYNG
www.mityng.net , „Wydanie Specjalne X-lecie Regionu AA
Warszawa”)
1980
Maj
(23 lub 30-go) - odbyło się pierwsze w Warszawie
spotkanie grupy AA, która przyjęła nazwą "Odrodzenie". Była
to czwartą
grupa AA w Polsce. W spotkaniu tym wziął udział obecny powiernik klasy
A /nie
alkoholik/ - dr Bohdan Woronowicz.
1984
Czerwiec
(6)
- na ul. Hożej zostaje otwarty punkt kontaktowy z telefonem zaufania
czynny w
poniedziałki i czwartki w godz. 16-18.
Październik -
uczestnicy I Ogólnopolskiego Zjazdu AA w Poznaniu w drodze
do Warszawy
utworzyli intergrupę warszawską "WARS" z siedzibą na ul. Hożej.
1987
Sierpień
- do Intergrupy "WARS" zgłosiło udział 13 grup AA i jedna z
prawobrzeżnej Warszawy - grupa "Praga".
1993
Maj
(15)
- powstaje Intergrupa SAWA skupiająca 21 grup AA. Wrzesień
- 14 grup AA założyło Intergrupę POŁUDNIE. Grudzień (18)
- przedstawiciele Intergrup WARS, SAWA, POŁUDNIE utworzyli Region
Warszawa
1994
Marzec -
Region Warszawa liczy 116 grup AA, w tym 35
pozawarszawskich,
Maj
(27)
- odbyła się I Konferencja Regionu Warszawa w Aninie. Rzecznikiem
regionu
został wybrany Felek AA. Obecnych 37 mandatariuszy. Sierpień
(13)
- w Aninie odbyła się II Konferencja Regionu Warszawa. Obecnych było 40
mandatariuszy. Listopad
(19) - odbyła się III
Konferencja Regonu Warszawa.
Obecnych 54 mandatariuszy.
W 1993 roku,
18 grudnia,
podczas spotkania w Urzędzie Dzielnicy Wola, u zbiegu ulic Żelaznej i
(dawnej)
Świerczewskiego, spotkało się kilkanaście osób pragnących
trzeźwości, w celu
omówienia powołania Regionu Warszawa. Byli to między innymi
wówczas: Felek
(malarz), Włodek (Wars), Andrzej (rzecznik intergrupy Wars), Teresa
(zwana
pardon - świętą), Bogdan z Ząbek, Andrzej (łysy), Ś.P Hieronim (kolo),
Seweryn,
Edek z Mińska (siwy), Antoś (teraz góral), Marian z
Wołomina, Krzysiek
(tygrysek), być może i inni, ale nie dotarłem do innego wykazu
osób, więc z
góry przepraszam
pominiętych. Podjęli decyzję o potrzebie powołania Regionu Warszawa. 1994
roku
na I
konferencji oprócz
w/w
osób udział wzięli mandatariusze grup. Pierwszym rzecznikiem
naszego Regionu
powołany został Felek z Mokotowa (malarz).
Pomysł na nasz
Biuletyn
powstał w październiku 1992 roku na grupie AA
„Orlik”. Pierwszym redagującym
był Andrzej (siwy, potem rzecznik Regionu Warszawa). Gdy 17 V
1993 powstała
Intergrupy „Sawa”, biuletyn stał się gazetką grup
praskich. Po zawiązaniu się
Regionu Warszawa przyjęliśmy go jako biuletyn całego Regionu Warszawa.
Maciej
Zapiski
kolportera
Witam
na imię
mam Grzesiek i jestem alkoholikiem. Do napisania tego listu
sprowokowała mnie
jedna z grup AA z Regionu Warszawa. Pełnię służbę kolportera literatury
AA w
Intergrupie Wars. Zostałem zaproszony przez mandatariusza tej grupy na
rocznicę
grupy. Zrozumiałem, że zostałem zaproszony abym przyjechał z literaturą
AA.
Byłem zadowolony, że wreszcie grupy AA zaczęły dostrzegać to, że ja
pełnię
służbę i okazują mi szacunek, zapraszając kolportera na rocznice.
Przyszła
sobota, więc zacząłem przygotowania do wyjazdu na rocznicę. Miałem do
przejechania około 60km. Mimo napiętego harmonogramu dnia i spraw
rodzinnych
postanowiłem, że pojadę. Wiedziałem, że się spóźnię, wiec
poprosiłem
przyjaciela z AA, by zadzwonił do kogoś z tej grupy z wiadomością o
moim
spóźnieniu. Dostałem informacje, że organizatorzy zostali
poinformowani o moim
spóźnieniu, wiec już spokojniejszy wyjechałem z domu. Po
drodze miałem kolizje
drogową, wiec mój czas dojazdu wydłużył się. Przypomnę, że
nie posiadałem
żadnego kontaktu telefonicznego do kogoś z tej grupy, więc nie mogłem
powiadomić o zaistniałej sytuacji.
Gdy
dojechałem
na miejsce, ku mojemu zdziwieniu miejsca, bym mógł rozłożyć
literaturę AA, nie
było. Zobaczyłem dwóch panów sprzedających
książki nie będące literaturą AA.
Postanowiłem porozmawiać z kimś z organizatorów, co się
takiego wydarzyło, że
mimo zapewnień, że wszystko jest przygotowane do wyłożenia literatury,
nie ma
dla mnie miejsca. Dostałem informacje, że wiedzieli iż się
spóźnię, ale ci
panowie od tamtych książek byli pierwsi. Normalnie zatkało
mnie. Ponadto
zostałem poinformowany przez przedstawiciela tej grup, że to ja
powinienem wcześniej
przyjechać i dogadać swoja obecność. Zostało mi też zasugerowane, że
cała
impreza zaczyna się wcześniej. Więc zaprzestałem rozmowy i postanowiłem
opuścić
to zgrupowanie.
Napisałem
o
tym aby grupy, które uważają się za grupy AA i chcą zaprosić
zwykłego człowieka,
który pełni służbę kolportera, a nawet opiekuje się ich
majątkiem w postaci
literatury, były bardziej odpowiedzialne w myśl, że nasze
wspólne dobro jest
najważniejsze i że kolporter nie jeździ na wodę, tylko ponosi koszty
dojazdu.
Jeśli uważają, że mogę swoją obecnością z literaturą im zaszkodzić po
prostu
niech nie zapraszają kolportera (...)
Pozdrawiam
Grzegorz AA
ZZA KRAT
Mój
pierwszy kontakt z
alkoholem miałem w wieku 9 lat. Zaprosiłem kolegów do domu i
z balonu spuściłem
wino. Wypiłem szklankę i tym się upiłem, wymiotowałem i wszystko mnie
bolało.
Mój problem z piciem alkoholu zaczął się w V klasie szkoły
podstawowej,
jeździłem na zawody, gdzie piłem z kumplami. Przez moje picie musiałem
powtarzać VII klasę. Szkołę podstawową skończyłem, bo musiałem.
W
1988 roku przyjęli mnie do ZSZ. Pierwsza
klasę skończyłem bez problemu, choć cały czas piłem, ale z umiarem. W
drugiej
klasie w drugim tygodniu zostałem wyrzucony ze szkoły, na praktykach
zobaczyłem
jak profesor chowa dwie butelki wódki do szafki. Dotąd tam
krążyłem aż ukradłem
wódkę i z kumplem uciekłem ze szkoły. Wódkę
wypiłem na szkolnym boisku,
dołączył do nas kolega, który miał dwa wina, kiedy wypiliśmy
to wszystko
postanowiłem iść di szkoły, by załatwić pieniądze. Na korytarzu był
dyrektor z
nauczycielami, których wyzywałem i wychodząc ze szkoły
wybiłem szybę. Na drugi
dzień mnie wyrzucono. To mi pasowało, miałem więcej czasu na picie.
W 1991 roku na
imprezie
pobiłem dwie osoby, za które dostałem 1,5 roku. Po wyjściu z
więzienia cały
czas piłem do nieprzytomności. W 1992 roku wyjechałem do pracy do
Włoch, tam piłem
codziennie, przez picie doszło do bójki, w której
dostałem 4 ciosy nożem w
brzuch, przez co musiałem wrócić do Polski. To nie
przeszkodziło mi w piciu.
Piłem ciągami po tygodniu, kiedy chciałem wytrzeźwieć w domu
przysięgałem, że
już nie będę, były to puste obietnice. Doprowadziłem organizm do
całkowitego
wyczerpania, wielokrotnie byłem na detoksie, miałem omamy słuchowe i
wzrokowe,
słyszałem ludzi, których nie było.
Tak piłem do 1995
roku. W
domu postawili mi warunek, albo dom albo picie, wybrałem dom, ale
musiałem iść
na odwyk. Tam uświadomiłem sobie, że jestem alkoholikiem.
Mój pierwszy mityng
to porażka, kiedy miałem czytać 12 Kroków sparaliżowało
mnie, oślepłem i oblały
mnie poty, myślałem że dostane zawału. Po tym zajściu chodziłem na
mityngi, ale
nigdy nie czytałem i nie odzywałem się. Po kilkunastu miesiącach
przestałem
chodzić na mityngi, zaczęło mi brakować kolegów i miejsc w
których z nimi
piłem, doprowadzając do kłótni w domu. Wbiłem sobie do
głowy, ze teraz tyle
wiem o tej chorobie, że mogę spróbować pić kontrolowanie. Po
półtorarocznej
abstynencji zapiłem. Od końca 1996 roku do 11.10.1999 roku był to jeden
wielki
ciąg z krótkimi przerwami po 3 – 4 dni. W 1997
roku miałem 3-miesieczną
przerwę, bo siedziałem na sankcji w Tarnowie za włamanie. Kradłem
wszystko, by
tylko mieć za co wypić. Ze sprawy wyszedłem na uprawomocnienie, wyrok
do
odsiadki na 2 lata był odroczony do 1999 roku. Z sądu wyszedłem i nawet
nie
zajrzałem do domu, tylko poszedłem pic na melinę. W domu zostałem
odcięty od
jedzenia, jak byłem pijany nie wpuszczano mnie. Spałem na klatkach, w
piwnicach, na melinach, u kolegów.
W 1999 roku było
kilka
sytuacji, które przyczyniły się do tego, że dziś obwiniam
się, że tymi czynami
przyczyniłem się do choroby mamy a później jej śmierci.
Kiedy był remont
mieszkania ja chlałem na umór, remont się przedłużał, za
mnie robił ojciec. Mam
musiała siedzieć w kiosku całymi dniami, gdzie nabawiła się ciężkiego
zapalenia
płuc, stres i choroba, płacz nocami a ja chlałem. Wypadek samochodowy,
który spowodowałem
i jakimś cudem nic
mi się nie stało,
doprowadził mamę do tego, że musiała brać silne środki uspokajające.
Ojciec z
matką szukali mnie po szpitalach, a ja piłem, ciężko to przeżyli.
Piłem już bardzo
długo i z
każdym dniem utwierdzałem się, że ja nikomu tak naprawdę nie jestem już
potrzebny, nikt mnie nie kocha. Niedługo po wypadku pijąc na melinie i
żebrząc pod sklepem
stwierdziłem, że
czas już z tym skończyć. Wróciłem w nocy do domu i podciąłem
sobie żyły, gdy
straciłem przytomność spadając z sedesu, uderzyłem głową w ścianę, to
obudziło
brata, który wezwał pogotowie. Obudziłem się w szpitalu, z
którego uciekłem,
poszedłem pić dalej na melinie. Piłem tak, by skończyć z sobą, jedna
szklanka
wina kładła mnie spać na wiele godzin. Ktoś na mecie zostawił Tegretol.
Wziąłem
go i resztę wina w butelce, schowałem się w takich zaroślach, że byłem
na 100%
pewny, że tu mnie nikt nie znajdzie. Wziąłem 60 tabletek, wypiłem wino
i
usnąłem.
Po kilku dniach
obudziłem się
na OIOM-ie przywiązany do łóżka, po wyjściu ze szpitala
dalej piłem. Brat mi
powiedział, że wyroku nie da się odroczyć i muszę iść siedzieć, a o tym
co mama
przeszła nie chciał mówić. Wtedy żałowałem, że się
obraziłem. 11.10 zamiast iść
siedzieć uciekłem do Warszawy do kumpli, którzy tam
pracowali. W domu gdzie
mieszkali była impreza, było dużo alkoholu, wieczorem doszło do
awantury, w
której zabiłem człowieka. Dostałem 15 lat plus dwa lata za
kradzież - razem 17
lat pozbawienia wolności. Kiedy mam dowiedziała się co zrobiłem,
załamała się nerwowo.
W 2000 roku stwierdzono u niej raka. Ostatni raz rozmawiałem z mamą w
2000 roku
przed Bożym Narodzeniem. Dokładnie nie pamiętam ale chyba 23 lutego
2001 roku
dostałem od nie ostatni list, na który nie zdążyłem odpisać.
Zmarła 28 lutego.
Miałem nazbierane około 160 tabletek na serce, od padaczki,
psychotropy. Kiedy
dostałem list od ojca i gdy przeczytałem pierwszą stronę dobiły mnie
dwa wyrazy
„TWOJE PIJAŃSTWO”. Przez dwa dni targowałem się ze
sobą czy wziąć tabletki czy
nie. Nie miałem tyle odwagi.
Dziś wiem, że nie
jestem
godny by nazywać się jej synem. Bałem się przyjazdu na Atlantis, gdzie
obecnie
przebywam, bo wiedziałem, że będę musiał wracać wspomnieniami do tego
co
zrobiłem. Dziś jestem przekonany, że zabiłem dwie osoby obcego
człowieka i własną
matkę. Moja terapeutka powiedziała mi bym żył tak jakby ona tego
chciała, nie
jest to proste, ale pracuję nad tym,.
Chodzę na mityngi AA, zacząłem zabierać głos, codziennie czytam Refleksje, dużo literatury związanej z moją chorobą. Dziś wiem, że nie ma dla mnie drogi bez wspólnoty AA, to jest jedyna dla mnie droga, „trzeźwa droga”.
Tomek alkoholik
Przekaż
dalej
Do napisania zachęcił
mnie
tekst naszej przyjaciółki Gosiali, pt. „Literatura
i ja”. Spodobał mi się ten tekst,
gdyż i ja literaturze aowskiej w części zawdzięczam duchową integrację
ze
Wspólnotą AA. Kiedy po raz pierwszy zdecydowałem się podjąć
służbę prowadzącego
mityng(2 lata abstynencji) zrobiło mi się trochę wstyd, że niewiele
wiem o
Ruchu, który powstał gdzieś daleko w Stanach, abym
mógł ratować swoje życie,
tutaj w Polsce. Zacząłem więc czytać naszą literaturę i muszę
stwierdzić, że
nie czytając literatury nie mógłbym w pełni poczuć Ducha,
jaki przyświecał
powstaniu Wspólnoty, której celem było to, żebym
ja alkoholik, po 30 latach
samounicestwiania się alkoholem, mógł zacząć żyć inaczej.
Czytając książkę PRZEKAŻ
DALEJ - Opowieść o Billu Wilsonie i o tym jak posłanie AA ogarnęło cały
świat,
czułem powiększającą się wdzięczność dla Billa, Boba i innych
alkoholików,
pionierów AA za to, że ja, najzwyklejszy pijaczyna,
mógł żyć bez alkoholu.
Czy można komuś lub
czemuś
być bardziej wdzięcznym niż za ratowanie życia? Czytając podziwiałem z
jaką
determinacją, uporem i poświęceniem Bill.W dążył do stworzenia czegoś,
czego
nie potrafili wcześniej stworzyć psychiatrzy, psychologowie, duchowni,
ludzie
którzy zajmowali się zawodowo problemem alkoholizmu. Chociaż
Bill korzystał z
ich doświadczenia, na polu leczenia - wtedy jeszcze nie choroby. Nieraz
nachodziły mnie w trakcie czytania myśli, że ja nie wykrzesałbym z
siebie tyle
samozaparcia co Bill, gdy prawie nic nie wychodziło. Bob po
kilkutygodniowej
abstynencji zapija, mnie by ręce opadły, ale nie Billowi, i chwała mu
za to,
dobry Boże.
Ile ten człowiek
poświęcił nie
tylko swego czasu, na objeżdżanie powstających w Stanach grup AA, jak
niósł
posłanie w Zakładach Karnych, pokazuje ta książka. Jak stawał się
symbolem i
niedoścignionym wzorcem troski o takich wyrzutków
społecznych jakim byłem i ja.
Jak stworzył i wprowadził w życie tradycje AA, aby ta wielka już
rodzina mogła
się rozrastać i budować życie alkoholikom w zgodzie i poszanowaniu, dla
tradycji także.
A gdy
przeczytałem treść wstępu do pierwszego wydania WIELKIEJ KSIĘGI
– „Nie jesteśmy
organizacją w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. Nie ma tu jakichkolwiek
opłat
ani składek. Jedynym warunkiem członkostwa jest uczciwe zaprzestanie
picia. Nie
jesteśmy związani z żadną konkretną religią, sektą lub wyznaniem, klasą
społeczną, ani nie przeciwstawiamy się nikomu i niczemu. Po prostu
pragniemy
być pomocni tym, którzy zostali dotknięci tą chorobą"
str.221, poczułem
się bezpieczniej w AA, ale o tym bezpieczeństwie w AA napiszę w
następnym
numerze MITYNGU. Kończąc temat czytania literatury, zacytuję
przeczytany kiedyś,
gdzieś tekst: "Czytanie i możność pisania, jest najpiękniejszym darem
jaki
otrzymała ludzkość."
Nie potrafię jeszcze na mityngach mówić, co mi w duszy gra, więc chociaż popiszę do was. Pozdrawiam wszystkich alkoholików i zapraszam do czytania literatury AA.
POGODY DUCHA życzy Heniuś A.A
Służyć
po służbie !
Kiedy przyszedłem na
pierwszy
mityng poczułem ulgę, spotkanie dało mi wiele radości. Potrzebowałem i
potrzebuję AA jak powietrza do życia. Wdzięczność, która
zaczęła się pojawiać
po pierwszych spotkaniach nie pozwalała i nie pozwala mi stać z boku i
nic nie
robić.
Pierwsza służba w AA
"parzyciela" herbaty i zmywającego szklanki wyzwoliła we mnie chęć
służenia w AA. Każda następna służba - a było ich wiele - dawała mi
szansę
rozwoju. Czyniła mnie bardziej dojrzałym i odpowiedzialnym, rosło moje
zaufanie
do ludzi.
Kiedy zostałem
wybrany
prowadzącym na grupie zacząłem jeździć na intergrupę, na Wileńską.
Spotkania
odbywały się jeszcze w górnej sali. Usłyszałem i zobaczyłem
wiele nowych twarzy
i mądrych wypowiedzi, zapragnąłem być taki trzeźwy jak inni. Po paru
spotkaniach przyjaciel zgłosił mnie na zastępcę Rzecznika. Zastrzelił
mnie tym,
nie umiałem wypowiedzieć się. Bałem się, żeby mnie tylko nie wybrali,
miałem się
zastanowić do przyszłej intergrupy, nie przyjechałem na dwie kolejne,
żeby
zapomnieli o mnie. Wiem, że na tamten czas nie byłem zupełnie
gotów do takiej
służby. Po roku uczestnictwa w intergrupie zostałem wybrany na
skarbnika
intergrupy, czułem się zaszczycony, z entuzjazmem i radością latałem na
intergrupy, czułem się taki wdzięczny i potrzebny. Przez cały czas
dwuletniej
służby tylko raz nie byłem na intergrupie. Ta służba wyrobiła we mnie
odpowiedzialność, sumienność, wytrwałość, której bardzo
potrzebowałem.
Potem zostałem
skarbnikiem
Regionu a jednocześnie byłem mandatariuszem i
współzałożycielem grupy w moim
miasteczku. Potem służba delegata Służby Krajowej. Do tej służby
przygotowywałem się wcześniej. Uczestniczyłem w Konferencji w Zielonej
Górze by
przyjrzeć się wszystkiemu i być gotowy, gdy nadejdzie mój
czas. Wiele czasu
poświęciłem wspólnocie, nawet powiedziałbym, że trochę
przegiąłem, na czym
ucierpiała moja rodzina i moja praca. W tym czasie znalazłem sponsora i
sam
sponsorowałem, zacząłem przekazywać swoje doświadczenie i do dziś to
robię. Po
dwuletniej służbie delegata zostałem powiernikiem służby krajowej.
Czułem się
wyróżniony, doceniony przez AA. Służba ta ugruntowała moją
trzeźwość wręcz
nabrałem dystansu do wielu spraw. Moja miłość do AA nie wygasła, ale
stała się
bardziej dojrzała nauczyłem się współdziałania i zaufania.
Służba powiernika
zrobiła ze mnie oddanego sługę, który nawet w trudnych
chwilach nie zachwieje
się, a będąc w służbie Powiernika Służby Krajowej
współuczestniczyłem w trudnych
chwilach BSK, czasem odpierając wiele ataków.
Niejednokrotnie wtedy modliłem
się o otwarty umysł, mądrość.
Kiedy
wróciłem do grupy
macierzystej nie bardzo wiedziałem co dalej, ale czułem, że należy
odejść w
cień. Tak się stało, sponsorowałem i sponsoruję do dziś "a-owcom",
oni są moim głosem. Równocześnie, gdy siedziałem na mityngu
swojej grupy
macierzystej, usłyszałem, że nie ma komu chodzić na detoks.
Najpierw
pomyślałem - to taka mało ciekawa służba, efektów nie widać,
trochę przyzwyczaiłem
się do bycia w centrum uwagi.
Zacząłem chodzić. To trudna służba zwłaszcza gdy zobaczyłem, że ci co ze mną chodzą raz są z posłaniem jako posłaniem jako AA, a raz jako pensjonariusze. Zauważyłem, że odwaga, wiara jaką dostałem służąc do tej pory umocniła i umacnia mnie w tym co robię i jak służę. Wytrwałość, sumienność, odpowiedzialność - teraz się przydają. Wielki sens trzeźwienia zawarty w służbie nie jest dziś dla mnie tylko frazesem czy pustosłowiem. Modlę się dziś, aby nie zabrakło mi sił służyć do końca swoich dni.
Służyć po służbie - dla mnie znaczy, abym po służbie został w służbie.
Marek Zielonka
Praca,
radość, praca
Był zlot radości
wszystkich
AA w Polsce. Cieszyliśmy się razem we Wrocławiu z naszej trzeźwości, z
tego, że
mamy Wspólnotę, dzięki której mogliśmy tę
trzeźwość osiągnąć i nadal możemy ją
utrzymywać. Było to przede wszystkim święto radości i zabawy. Możliwość
oderwania się od codziennych obowiązków, zapomnienia o
kłopotach, które
przecież nadal, pomimo że wiodę trzeźwe życie, są. Święta, jako rzeczy
przyjemne, przemijają bardzo szybko i przychodzi czas codziennych
obowiązków.
Znów wracają myśli o własnych problemach i kłopotach, na
rozwiązanie których
niejednokrotnie NIE MAM większego wpływu, bo już zrobiłem wszystko co
mogłem w
celu ich rozwiązania. Na rozwiązanie, których nieraz
potrzeba czasu. Czasu, w
którym świadomość kłopotów jest obecna i potrafi
stać się bardzo męcząca.
Lecz tu
znów z pomocą
przychodzi mi Wspólnota i daje mi mnóstwo
możliwości, by od tego myślenia o
własnych problemach oderwać się. Pierwsze co mi pomaga to niesienie
posłania AA
tym, którzy cierpią – tak jak ja cierpiałem
kiedyś.
Takim wspaniałym
miejscem,
gdzie mogę realizować niesienie posłania Anonimowych
Alkoholików, jest Nasz PIK
na ul. Brazylijskiej 10 w Warszawie. Każdy odebrany telefon na dyżurze,
podzielenie się tym co spowodowało, że ja sam w końcu zechciałem
przestać pić,
nadzieją, a następnie wiarą budowaną poprzez codzienne obcowanie ze
Wspólnotą –
przypomina jaki byłem kiedyś i co najważniejszego osiągnąłem.
Może będzie okazja,
żeby
zaprosić rozmówcę na spotkanie w PIK, zaproponować mu
wspólne pójście na
mityng. Może to będzie zaczątek jakieś nowej, wspaniałej przyjaźni.
Nawet jeśli
nie, to sama radość, że Bóg zechciał bym znów
stał się narzędziem w jego rękach
i dał komuś iskierkę nadziei, jest dla mnie wystarczającą nagrodą.
Zapominam
wtedy, przynajmniej na jakiś czas, o własnych problemach. Nie skupiam
się, w
męczący dla mnie sposób, na nich. Mam znów
możliwość przypomnieć sobie, że
przecież mam powody do radości z życia – dziś nie piję. Mam
powody do
wdzięczności za to, że dziś nie piję.
Jeśli nic się nie
dzieje to w
PIK są przecież inni ludzie, z którymi mogę porozmawiać,
wymienić się
doświadczeniem, ot taki życiowym, nawiązać nowe znajomości,
które, jak do tej
pory okazały się dla mnie bardzo korzystne. Może ktoś mnie wciągnie do
jakieś
służby. Służba jak do tej pory zawsze okazywała się dla mnie lecząca,
podobnie
jak program AA. Pomagała równoważyć moje własne ego,
odbudowywać poczucie
własnej wartości, przydatności i w ten sposób kojąco
działała na moją skołataną
duszę. Właśnie zbliża się kolejna konferencja naszych służb
regionalnych.
Ciekawe, czy mandatariusz mojej grupy będzie mógł na niej
być. Warto byłoby,
żeby był. Będą podejmowane ważne, jak zawsze, na każdej konferencji,
decyzje.
Niedobrze, gdyby te decyzje były podejmowane bez udziału
przedstawiciela mojej
grupy. Przecież będą one dotyczyły również mojej grupy,
również mnie. Coś
wspominał, że chyba nie będzie miał czasu, żeby być na konferencji, ale
ja
oczywiście skupiony na sobie nie słuchałem go uważnie.
Myślę, że mogę go jakoś wspomóc. Wziąłem
przecież na siebie obowiązek wspomagania go, współdziałania
z nim, glosując za
jego kandydaturą na reprezentanta mojej grupy. To jego pierwsza
konferencja
służb regionu. Pamiętam jak ja sam bałem się pierwszej konferencji.
Zaproponuję
mu na najbliższym spotkaniu naszej grupy, że pojadę na konferencję
razem z nim.
Sądzę, że może być mu wtedy raźniej. Mnie przynajmniej byłoby raźniej w
takiej
sytuacji.
Kłopoty. Jutro, ze
spokojniejszym umysłem, znów powrócę do myślenia,
jak je rozwiązać, ale ta
przerwa jest mi potrzebna, żeby móc spokojniejszym,
chłodniejszym umysłem
przyjrzeć się po raz kolejny własnym sprawom i poszukać,
nowego, być może
dużo lepszego niż do tej pory, rozwiązania.
Mariusz - Cowboy - Alkoholik
Witajcie
przyjaciele
Tak się składa, że o
tych
sprawach mówiłem na wczorajszym mityngu. W
skrócie powiem, że był czas kiedy
swoim dzieciom (dziś są to dwaj dorośli synowie) zgotowałem piekło na
ziemi.
Pewnie jeszcze gorsze niż mój ojciec mnie. Z biegiem czasu
nienawiść do ojca
(zmarł w 1987 r.) zamieniłem na uczucie wdzięczności, a może i miłości.
Dotarło
do mnie, że On umarł po to bym ja mógł żyć. Tak, tak. Na
jego śmierć zacząłem
bowiem patrzeć jak na doświadczenie, które Bóg po
coś mi zesłał. Od wielu już
lat, każdego wieczoru dziękując Bogu za dzień przeżyty w trzeźwości,
modlę się
w jego intencji.
Do
niedawna żyłem w przekonaniu, że lepiej,
abym nie znał uczuć jakie żywią do mnie moi synowie. Aż tu starszy syn
- ten
który najwięcej ode mnie wycierpiał, dziś już ojciec
dwóch super smerfów, po
pewnych moich ostrych wymówkach, że tylko moja kasa go
interesuje, napisał mi
sms'a, a w nim zapewnienie, że pomimo licznych przykrości zawsze byłem
jego
ojcem i nawet jak będę emerytem bez kasy to nadal będę jego ojcem i
takiego
będzie mnie kochał.
Choćby
dla tych kilku słów syna, warto było
trzeźwieć. I nie pamiętam by przez całe moje życie jakaś inna wiadomość
była
dla mnie cenniejsza
Pogody ducha
wszystkim - Ryszard
(Grupa Przy Trakcie)
A
jak to
kiedyś było, mogłam poczytać w archiwum
MITYNGU. Miłej lektury Przyjaciele.
Gosiali
Spotkanie
z weteranem - cz. II
Pamiętam jak dr Witkowska
powiedziała, przyjdź do mnie
na grupę wstępną i opowiedz o tym programie. Ja
zacząłem go wtedy
jeszcze bardziej szlifować. Potem przyjaciele prosili mnie żebym był
ich
sponsorem. Powiedziałem, że jeszcze nie jestem gotowy i nie mam
doświadczeń.
Usłyszałem, a kto tutaj ma doświadczenia? W końcu odważyłem się.
Pierwszych
dwóch może trzech nie było zadowolonych i ja też nie byłem.
Jednak zacząłem się
uczyć. Na początku chciałem być nauczycielem, dopiero
później nauczyłem się
służyć. Wciągać w dyskusję, a nie przymuszać. I ciągle powtarzałem to
moim
przyjaciołom. To Ty Masz Wybór, To Ty będziesz dokonywał
wyboru. Ja mogę
podzielić się z tobą tylko moim doświadczeniem, powiedzieć co ja bym
zrobił na
twoim miejscu. Ale dokonywał wyboru będziesz ty.
M – Chciałbym cię teraz zapytać jak na twoich oczach rozwijały się służby.
F – Było już kilka grup. Wiedzieliśmy, że potrzebny jest rzecznik, skarbnik i chcieliśmy się razem spotykać. Trzeba było robić coś razem jak chociażby ulotki. Jak wracaliśmy z Poznania z tego zjazdu to w pociągu postanowiliśmy, że utworzymy Intergrupę w Warszawie. Było już wtedy kilkanaście grup. Było bardzo fajnie. Nawet doszło do tego, że dostaliśmy lokal. Czuliśmy wtedy potrzebę takiego wspólnego spotykania się. Okazało się, że dobrze jest kiedy stworzy się Intergrupę. Kiedy razem będziemy zbierać pieniądze, decydować na co wydawać, a na co nie. Bardzo trzymaliśmy się słowa WSPÓLNOTA, myślę, że to ważne, czyli Wspólne Działanie. Wspólnie działamy, wspólnie coś robimy, nie to, że jedna grupa się wyodrębni i będzie sama coś robiła, tylko próbujemy nad tym wszystkim razem popracować, zastanowić się. I to się udawało. Dostaliśmy lokal, wyremontowaliśmy go. To był lokal SKP – Społeczny Komitet Przeciwalkoholowy. Ale oni go nam zabrali. To było przykre. Wymyślili jakiś powód. I wtedy po raz pierwszy przyszło mi do głowy, że muszę coś zrobić, żeby osiągnąć osobowość prawną. Nie my jako AA, tylko stworzyć taką komórkę.. Zacząłem się dowiadywać jak to jest na świecie, pytać różnych przyjaciół, zobowiązywać nawet ich do tego. Był nawet taki moment, że wysłaliśmy specjalną ekipę, która pojechała do Londynu na spotkanie, aby się dowiedzieć jak to się robi. Pamiętam jak stworzyliśmy taką nieformalną służbę krajową. Takie spotkanie przyjaciół z Będzina i Poznania. Spotkaliśmy się w Dębem koło Warszawy z pytaniem co zrobić, żeby być. Wtedy jeszcze uciekałem od takich służb.
M – Dlaczego uciekałeś?
F – Bo bałem się być na „wierchuszki”. Powiedziałem, że mogę służyć na samym dole. Wstydziłem się jednej rzeczy, kto ma służyć na samej górze nie może być karany. To było dla mnie trudne. Wolałem stać z boku. Nie chciałem w moim pojęciu kalać AA. Niech robią to ci co mają „czyste konto”. Czułem, że to nie jest moje miejsce. Tak wtedy było. Ale potem okazało się, że jak byłem na, I Zjeździe AA w Poznaniu, w 84 roku w październiku, Jasio „Szampon Piwny” podał moją kandydaturę. Myślę sobie, że było to takie dla mnie zwariowane. Najpierw się bałem jak cholera, potem jak wszedłem na mównicę, to powiedziałem: po cholerę ja tu w ogóle jestem? Zacząłem mówić o tym, że wolałbym coś pomalować, niż tu być. Myślałem sobie, że jak im powiem tak naprawdę kim jestem to mnie odrzucą jak będzie głosowanie. Wtedy było kilkunastu kandydatów. Ale okazało się, że dostałem głosy i zacząłem służyć. Mało tego, jeszcze przydzielili mi literaturę. Mnie malarzowi – literaturę! Ale dzisiaj widzę, że „Ten na górze” wiedział co robi. Dał mi takie zadanie i okazało się, że ono jest do zrobienia, ono jest do spełnienia. Zaczęliśmy wydawać taką literaturę, która była dla nas dostępna. Wydaliśmy poprzez Wiktora „Życie w trzeźwości”, „44 pytania”, „Sponsorowanie”, „Grupa AA”, „Nowoprzybyły pyta”, takie broszurki, a Wiktor zabrał się z Adamem za tłumaczenie naszych codziennych medytacji „Dzień po dniu”. Zalegała nam jeszcze „Wielka Księga” i „12x12”, które Wiktor przetłumaczył. Bardzo szybko je wydał. Tak więc literatura wzbogacała się. Potem jak był II Zjazd AA w Zawierciu i dostaliśmy literaturę ze Stanów, taką „poddzierżkę”, Finowie nam wydrukowali „44 pytania”, mieliśmy też już sporo własnej. Po to abyśmy to wygospodarowali. I tu się zrodziła dziwna decyzja, żeby to wszystko rozdać. Rozdać za darmo. Amerykanie nam przysłali po to, żeby był zaczyn na działalność dalej i to samo stało się z Finami. A my jakoś tak po staremu. Kłóciłem się z nimi, bo wiedziałem, że to nie tędy droga. Ale przegłosowali. Była to wtedy tzw. „pierwsza siódemka”, to co dzisiaj jest radą powierników. Ja w tej pierwszej „7” byłem i myślę sobie, że to też było bardzo dobre, że byłem. Bo zobaczyłem jakby znowu z innej pozycji i grupę i AA jako całość.
M – Czyli znowu kolejny krok, kolejne doświadczenie.
F – Tak, myślę sobie, że tutaj coś spostrzegłem. Jak dostałem literaturę, zobaczyłem, że wydawanie tej literatury byłoby dobre, gdyby było zgodne z prawem. Wcale tego tak nie można było robić. Jak ci mówiłem, zacząłem tworzyć taką sytuację aby stworzyć osobowość prawną dla jednej z komórek. Zajęło mnie to ponad 10 lat. Samo ubieganie się, kłócenie, walka o to. Było niesłychanie dużo przeszkód. Przyjaciele mówili, chcesz stworzyć organizację? Mówiłem jednak, że musimy iść zgodnie z prawem, bo nas to obowiązuje. Myślę sobie, że tak naprawdę dopiero przełom polityczny dał dobry grunt do tego. Ludzie zrozumieli, że to jest potrzebne i przestali się bać. Ja się nie dziwię. Myśmy się bali. Pamiętam jak przyszło do mnie trzech ludzi z komendy milicji i powiedzieli, że oni wiedzą, że ja jestem w tej „7”, pomogą nam, żebym powiedział przyjaciołom, że pomogą nam stworzyć struktury powiatowe, gminne itd. Tłumaczyłem im, że u nas nie ma czegoś takiego. Przez trzy godziny nie mogliśmy się dogadać. I rozstaliśmy się nie mogąc się zrozumieć. Nie potrafili tego zrozumieć, bo oni ciągle byli nastawieni, że służba to jest centrala, która rozdziela zadania. Oni myślę jakoś dziwnie wiedzieli, że to jest dobre i mieli do tego życzliwość. Byłem nawet zaskoczony tym, że w stanie wojennym nie rozwalili AA. Nie ingerowali nawet. Wiem, że oni byli, bo kilka razy spotkałem się z taką sytuacją, że gdzieś tam siedzieli na sali. Ale my nie mieliśmy nic do ukrycia. Tym nie mniej, ja w dalszym ciągu parłem, żeby to było legalnie. I dopiero wtedy, jak utworzyliśmy Biuro Służby Krajowej, przyszła osobowość prawna. Poprosiliśmy dr Woronowicza, żeby był jednym z oficjalnych założycieli i on się na to zgodził.
M – Jak wtedy wyglądało AA w Warszawie w momencie kiedy BSK tworzyło się?
F – AA było już mocne. W W-wie było jeż wtedy ponad 100 grup. Tu zrobiliśmy ukłon w stronę Poznania. Bo w Poznaniu powstała pierwsza grupa. Chcieliśmy to uczcić i zrobić je w Poznaniu. Uważaliśmy i uważamy, że jest on matką AA. Jednak biuro w Poznaniu nie miało tej siły, nie „dźwigało” tego. Ażeby to uprawomocnić to mogliśmy to zrobić tu w W-wie. Myślę sobie, że bardzo dobrze, że tak się stało. Był już ku temu klimat. BSK tworzyło się przez kilka lat. W tym też czasie istniało już kilka Intergrup. I-sza była Wars – jako, że po lewej stronie powstała pierwsza grupa. Po drugiej stronie powstała już Sawa. Myślę sobie, że dzisiaj trzeba powiedzieć jasno, że Intergrupa ma bardzo ważne zadania, żeby sobie wyznaczyć rejon i na tym rejonie działać. Podzielić to po to, żeby nie wszyscy się szarpali między sobą, np. Intergrupa, która działa na południu ma określony rejon i się tym regionem opiekuje. Jeżeli są tam więzienia to opiekuje się więzieniem, jeżeli szpital to idziemy do szpitala. Myślę , że trzeba sobie zdać sprawę co my mamy robić. Jak nieść to posłanie tzn. , żeby tą wiedzę rozszerzyć tak aby każdy alkoholik dowiedział się , że jest szansa. I to jest naszą powinnością, dlatego, że MYŚMY TO DOSTALI ABY ROZNIEŚĆ TO DALEJ. PO TO SĄ SŁUŻBY. Nie po to aby tworzyć jakieś struktury, żeby tylko były. My musimy wspólnie działać aby poczuć tę wspólnotę. Dlatego spotykamy się. Kiedyś było tak, że były konferencje i każdy mógł przyjechać. Teraz delegaci pracują bo mają pracę do wykonania jako służba. My zaś tworzymy Zloty Radości. A na Konferencję, czy Radę Powierników przyjeżdżają ci co są oddelegowani. Po to są mandatariusze, żeby grupa nie zaprzątała sobie tym głowy. My delegujemy np. ciebie, dajemy ci mandat zaufania, abyś ty takie sprawy załatwiał. Przecież my jako grupa nie będziemy się tym zajmować. Ty jesteś naszym przedstawicielem i ufamy ci, że zrobisz to najlepiej. Masz tylko jedną rzecz, instrument, SWOJE WŁASNE SUMIENIE. Pilnuj się jego!
M – Powstały Intergrupy. Jak się między sobą kontaktowały? W jaki sposób to się odbywało?
F – Na razie nie było jeszcze takiego dobrego sposobu. W tym czasie wymyśliliśmy w W-wie spotkania ogólnowarszawskie. I one przez pewien czas były. Może dobrze byłoby do nich wrócić, bo były bardzo sympatyczne i miłe. Spotykaliśmy się wszyscy. Wszystkie Intergrupy, Al-Anon, Al-Ateen i był taki wspólny duży mityng. Ja uważam, że trzeba to kontynuować. Potem, kiedy już było około 300 grup w Polsce, zaczęliśmy widzieć, że tak nie da rady, kiedy wszyscy mandatariusze przyjeżdżali i pracowali. Było to niemożliwe technicznie. Gdyby każdy miał tylko 3 minuty na swój głos. Było to bardzo trudne organizacyjnie. Trzeba było również dla tych osób zapewnić spanie i koszty były również drogie. Trzeba było zrobić coś takiego jak Regiony. Zanim stworzyliśmy Regiony, to pierwszy już powstał w W-wie. Tutaj bardzo pomógł Andrzej Siwy, jego zaangażowanie w to było bardzo ważne. I zostałem pierwszym Rzecznikiem Regionu. Poprosili mnie, bo miałem największy staż trzeźwości.
M – Co wtedy, jaka była funkcja tego regionu, twoja i jak ty się uczyłeś tego.
F – To było bardzo trudne. Mieliśmy jeszcze małe doświadczenie. Zaczęliśmy myśleć co mamy zrobić. I okazało się, że nawet nieźle to wyszło. Podzieliliśmy Polskę na 13 regionów, im mniej wydawało się nam tym lepiej. Po co? Po to, żeby właśnie tam, na służbie krajowej, spotykało się jak najmniej ludzi. I zaczęło nam się lepiej pracować. Spostrzegliśmy, że przy takiej dużej ilości osób nie da rady pracować. Tu poszliśmy za doświadczeniem innych krajów. Zaczęliśmy już jeździć na spotkania międzynarodowe. Jeździliśmy na World Serwice Mityng. Pierwszy był Rajmund, później Rysiek z Poznania, Tadeusz z Krakowa, potem ja, teraz też ktoś pojedzie i zaczynamy już na nich pracować.
M – Co na tych spotkaniach możecie o sobie powiedzieć?
F – Dzielimy się tam przede wszystkim doświadczeniem. Co się dzieje u nas w Polsce. Tam nie ma takich rzeczy, że ktoś coś musi. Padł też taki pomysł, żeby dla byłych krajów komunistycznych stworzyć mityng. Odbędzie się w 2001 roku po to, aby się podzielić z nimi doświadczeniem. Co myśmy zrobili, żeby stworzyć np. BSK, jak wydawać literaturę i jak tworzyć struktury. I być może „stworzymy” wspólnych delegatów na Światowy Mityng Służb. Nie wszystkich przecież na to stać i może stworzymy taką formę, żeby można było pojechać. A poza tym, zasadne jest, żebyśmy się porozumiewali między sobą, bo mamy jedną fajną rzecz – znamy wszyscy język rosyjski. Już jest jakaś baza, podstawa. Tam się posługują językiem angielskim i hiszpańskim. My mamy zrobić tylko jedną rzecz. DZIELIĆ SIĘ DOŚWIADCZENIEM. Wzbudziło to wielkie zainteresowanie wśród przyjaciół. Powstał już zespół. Dostaliśmy przyzwolenie od Służby Krajowej, ja jestem między innymi w tym zespole i próbujemy to zorganizować.
M – Ale zespół do ...?
F – Zespół ds. przeprowadzenia, zorganizowania takiego mityngu dla krajów Euro-wschodnich. Wstępnie ustaliliśmy datę na jesień 2001 roku. Trwają już nad tym prace i już niedługo będziemy wysyłać listy.
M – Czyli nasze doświadczenia są już postrzegane.
F – O, że postrzegane to mało. Ja myślę sobie, że gdyby tak naprawdę spojrzeć – to wszyscy są zaskoczeni tym co się w Polsce zadziało. Szczególnie są zaskoczeni jedną rzeczą, bardzo ważną. To co się dzieje w naszych więzieniach z AA. Na 240 więzień tak gdzieś „plus minus” , które istnieją w Polsce, w 110 jest AA. W niektórych zanika, zmienia się to jeszcze pulsuje, ale jest. Myślę sobie, że tu jest niesłychana zasługa Kazika, i tutaj ukłony dla Kazika i dla wszystkich przyjaciół, którzy biorą w tym udział. Był taki moment, gdy jeździliśmy do Kalisza i mówiliśmy tym przyszłym „klawiszom” o tym co to jest AA. I to poskutkowało, dało fantastyczny oddźwięk, bo oni dzięki tym rozmowom dowiedzieli się co to jest AA, i, że zajmuje się tylko alkoholizmem i przestali się bać. A poza tym trafili na bardzo wielu przyjaciół, którzy naprawdę nam pomogli.
M – Wspomniałeś o więzieniach. Więziennictwem zajmuje się zespół ds. Zakładów Karnych. Skąd się brała potrzeba tworzenia takich zespołów, działających w regionie. To z czegoś musiało wyniknąć?
F – Tak, dokładnie. Jak były regiony, to na razie nie miały takich zespołów. A jak stworzyliśmy już BSK, osobowość prawną i stworzyliśmy Służbę Krajową i Kartę Konferencji, to w tej Karcie Konferencji powiedzieliśmy, że będą 4 komisje. I te komisje zajmują się całokształtem naszej działalności, czyli jest Zespół Finansowy, Organizacyjny, ds. Informacji z innymi i Literatury. I teraz to samo jest powielone w regionie. Żeby delegat, który przyjeżdża na komisję to on w tej komisji pracował w Regionie. W ten sposób te informacje, przekazuje w obie strony. Jest wtedy czytelny przepływ informacji. Po to abyśmy wiedzieli co się dzieje. Tutaj już zaczynamy iść właściwą drogą. Zaczynamy tworzyć takie struktury, które nam są potrzebne. Być może jeszcze jest przerost tych struktur, ale to zrzućmy na karb naszej niewiedzy, bo jeszcze może nie wiemy jak to wszystko ująć. Ale to właśnie po to jest, po to się spotykamy na komisjach, żeby to usprawniać. I okazuje się, że właśnie ta fundacja, która powstała, ta nasza komórka [BSK AA], która tak naprawdę, ONA ZALEŻY OD NAS, OD AA, a jednocześnie jest dla nas NARZĘDZIEM DO PRACY, bo ktoś musi pilnować tego, żeby tą naszą literaturę AA wydawać zgodnie z prawem. Mało tego, bronić tej literatury. Bronić jej czystości. Bo tak to przecież każdy mógłby ją wydać, bo np. mu się tak podoba. My mamy prawo wtedy zaskarżyć. Bo to jest zastrzeżona literatura, nasza literatura. Ta literatura musi być zatwierdzona przez GSO. Jest to cała procedura pracy nad tą literaturą. To nie jest takie proste. Ale jest bardzo potrzebne. BO ŻEBY AA ISTNIAŁO NA CAŁYM ŚWIECIE TO MY MUSIMY PILNOWAĆ CZYSTOŚCI NASZEJ LITERATURY. I właśnie po to jest ten Światowy Mityng Służb.
c.d.n
LISTY
DO REDAKCJI
Witam.
Mam
na imię
Marek, jestem alkoholikiem i narkomanem. Obecnie przebywam w A.Ś.
Warszawa-Mokotów. Odsiaduję piętnastoletni wyrok za moje
zachowania alkoholowe
i narkotyczne. Co chciałbym
powiedzieć nowemu
przyjacielowi, który przyszedł na swój pierwszy
mityng?
Ja sam
potrzebowałem pomocy, tylko
nie miałem pojęcia do kogo się o nią zwrócić. Na swojej
drodze ku lepszemu
spotkałem kolegę, który dłuższy czas chodził na mityngi i to
on jako pierwszy
przekazał mi, gdzie mogę uzyskać pomoc, której bardzo
potrzebowałem. A było to
ponad 9 lat temu w ZK Białołęka, kiedy poszedłem na swój
pierwszy mityng. Miałem
21 lat i byłem całkowicie rozwalony psychicznie i fizycznie. Myślałem,
że nikt
nie jest w stanie mi pomóc, a jednak udało się. To wszystko
zawdzięczam
przyjaciołom, których poznałem tu w ZK i którzy
przychodzą z wolności na nasze
spotkania Wspólnoty. To dzięki nim mogłem zmienić siebie na
lepsze, oni dali mi
wiarę, siłę i nadzieję na lepsze życie bez alkoholu i
narkotyków.
Początki
były
bardzo ciężkie. Nikt mi nie mówił, że będzie łatwo. Wiele
pokus stało mi na
drodze, bym zboczył i zaczął znów brać narkotyki i pić
alkohol. Ale się nie
poddałem i dziś jestem szczęśliwym facetem, choć przebywam w więzieniu.
Nie
próbuj tego przyjacielu zrozumieć na pierwszym mityngu, bo
tego nie da się
zrozumieć. Na początku będzie ci trudno pogodzić się z tą chorobą, ja
myślałem,
że nie mam problemu z alkoholem, bo alkoholi kojarzył mi się z lumpem,
który
śpi pod mostem i szlaja się po melinach. A ja właśnie takim byłem,
tylko u
siebie tego nie widziałem. Zacząłem słuchać przyjaciół i
małymi kroczkami,
powoli zrywałem kawałek po kawałku swoją maskę tego twardziela. I w
końcu
zrobiłem ten krok i zacząłem opowiadać swoje życie. Nie wiem, jak to
działa,
ale poczułem ulgę, że mogłem zrzucić ten ciężar, który
nosiłem pół życia
mojego, które straciłem tułając się po różnych
placówkach wychowawczych i potem
kryminałach. Wtedy tego nie rozumiałem, dziś wiem, że dużo krzywdy
zrobiłem
rodzinie i najbliższym i dużo czasu upłynie zanim to wszystko naprawię.
Więc
drogi
przyjacielu nie wahaj się, idź na mityng a na pewno nie będziesz tego
żałował.
Warto spróbować. Ja zrobiłem ten krok i jestem szczęśliwym
człowiekiem, mimo,
że jestem za kratami. Kiedyś to minie i opuszczę więzienne mury jako
inny
człowiek. Chciałbym się jeszcze podzielić tym, że podejmując walkę z
moją
chorobą podjąłem w AŚ terapię alkoholową choć w stu procentach
widziałem, że
nic mi to nie pomoże, bo że na terapii maglują tylko głowę –
takie miałem
zdanie. Tak przedtem myślałem, gdy podejmowałem leczenie. Będąc na
terapii,
byłem niedostępny. Po prostu buntownikiem. Mimo, że już pierwsze kroki
podjąłem
i co nieco wiedziałem o mojej chorobie ale nie chciałem być mięczakiem
i to
jeszcze w tym miejscu, gdzie trzeba być twardym i nie okazywać skruchy.
Obecnie podjąłem decyzję o ponownym pójściu na terapię i te osoby, które mi pomogły na samym początku pierwszej terapii widziały we mnie osobę zagubioną i zbuntowaną. Ale tutaj mogę stanowczo powiedzieć, że na moją korzyść dużą rolę odegrał czas. Tak – to czas zmienił moje nastawienie co do mojej choroby. W tym także dużą rolę odegrała moja terapeutka „Duża Gosia” podając pomocną dłoń. Na pewno bez jej pomocy nie dałbym sobie rady, dlatego chciałbym jej bardzo podziękować za wysiłek i wytrwałość, że jestem dziś szczęśliwym człowiekiem. Również chciałbym podziękować bardzo Marzence za rozmowy ze mną w trudnych chwilach zwątpienia. Dużo mi pomagała i wspierała, abym się nie poddał i jestem jej wdzięczny za te rady, które mi przekazała. Także dziękuję wszystkim przyjaciołom, którzy stanęli na mojej drodze, aby odmienić moje życie. Za to jestem bardzo wdzięczny. Do zobaczenia na mityngu. Dziękuję!
Marek alkoholik
i narkoman

„Kierunki i
sposoby działania Zespołu
Informacji Publicznej
i
Współpracy z Profesjonalistami"
Sprawozdanie z warsztatu,
który odbył się w czasie XXXII
Konferencji Służb Regionu AA Warszawa, Rembertów dnia
17.10.2009 r.
(...) swoimi doświadczeniami z
pełnienia służby w
Zespole oraz Komisji Służby Krajowej podzielił się kończący swoją
służbę
Delegat Służby Krajowej, następnie uczestnicy warsztatu dzielili się
swoimi
doświadczeniami w zakresie kontaktów z profesjonalistami, a
także działań jakie
podejmują w toku własnej służby i niesienia posłania.
Jak nazwa
wskazuje głównym kierunkiem działania Zespołu jest kontakt
(informacja) oraz
współpraca z ‘profesjonalistami". Profesjonaliści
- należałoby tutaj
rozumieć osoby, które mają kontakt lub mogą w
sposób bezpośredni lub pośredni
mieć kontakt z alkoholikiem. Są to np. pracownicy Ośrodków
Pomocy Społecznej
przy urzędach gminy, policjanci, strażnicy więzienni, lekarze,
wychowawcy,
nauczyciele, wolontariusze. Realizowane jest to poprzez przygotowanie i
organizację mityngów informacyjnych dla OPS, radnych - np.
Rembertów, Siedlce,
Policji - Sielpia, Miętne, Służby więziennej - Warszawa,
wychowawców młodzieży
- Warszawa, Miętne, Garwolin, ale także dla studentów UM -
Szpital Bródnowski,
na Dolnej, młodzieży, wolontariuszy, szkół - Warszawa,
Garwolin, alumnów
Seminarium Duchownego - Warszawa, Kuratorów sądowych -
Siedlce itp.
Należy
także
do tych działań zaliczyć działania osobiste członków AA,
Komisji, ale także
Regionu w zakresie kontaktu z profesjonalistami w celu przedstawienia
„Oferty" i "Informacji o AA", wypracowanej na Zespole,
która
jest ofertą organizacji mityngów informacyjnych, skierowaną
do profesjonalistów
w celem przybliżenia, zapoznania ich z AA.
Właściwe
funkcjonowanie Zespołu oparte jest także na współpracy z
innymi Zespołami,
grupami, Intergrupami. Tutaj należy podkreślić niezbędną
współpracę z
Kolporterami Regionu, popartą doświadczeniami z organizacji
mityngów
informacyjnych. Potrzebne są również doświadczenia i
informacje z innych
Zespołów np. ZK, finansów, redaktora "Wieści".
Przygotowanie mityngu
informacyjnego odbywa się zazwyczaj w PIK, ale także w trybie roboczym,
kiedy
wpłynęła oferta, a czas na to nie pozwala np. ostatnie mityngi dla
studentów w
szpitalu Bródnowskim i Dolnej. Trzeba było po prostu
zadzwonić do osób, które
miałyby czas, chęci i możliwość przyjechania, ale również
umówić się z
Kolporterem i zabrać niezbędne materiały.
Ważne
jest
ustalenie zasad i przydziału określonych zadań w czasie mityngu.
Organizacja
dojazdu, ewentualnie dojścia i przewozu materiałów, sprzętu
(banery). Działanie
to także przekazywanie ofert, propozycje przeprowadzenia takich
mityngów
informacyjnych. Tak odbył się np. mityng w Rembertowie czy Pułtusku.
W wyniku
stałej współpracy i doświadczeń zdobytych wśród
profesjonalistów, które zostało
ukształtowane przez lata w tych środowiskach, mityngi informacyjne są
realizowane cyklicznie w czasie szkoleń np. Służby Więziennych i to na
najwyższych szczeblach kierownictwa, a także mityngi w czasie zajęć dla
studentów UM.
Jedną z
kolejnych form działania Zespołu to mityngi informacyjne organizowane
na
życzenie, gdzie wnioskują o to profesjonaliści, którzy mieli
już styczność z
tego typu formą informacji o AA, ale i uzyskanej informacji od
członków AA lub
Internetu, telefonu lub literatury. Wystąpienie do
profesjonalistów z
„Ofertą" zawartą na stronach internetowych AA w
„WIEŚCIACH" AA.
Strony internetowe AA w dzisiejszych czasach są naszą
wizytówką, czyli
potrzebna jest przejrzystość, rzetelność i czytelność stron.
Szeroko
rozpowszechniona literatura i działanie Kolporterów,
sprzedaż, dostępność,
wyeksponowanie - to informacja również dla
profesjonalistów. Ważnym elementem w
czasie mityngów informacyjnych jest także korzystanie z
pomocy i doświadczeń
profesjonalistów, powierników klasy A. Mityngi
informacyjne dla
profesjonalistów w obecnych czasach powinien cechować
„profesjonalizm", co
wymaga właściwego jego przygotowania, które
Zespół zyskał przez kolejne lata
swojego istnienia. Doświadczenia te przekazano na Naszym Święcie we
Wrocławiu
gdzie nasz Region przeprowadził przykładowy mityng informacyjny.
Działanie
Zespołu !!!, niestety, to także poszukiwanie chętnych do służby -
niesienia
posłania: nie z baru, ale od nas, spośród
członków AA. Brak jest osób młodych,
kobiet, osób różnych profesji
(zawodów). Doświadczenia wskazuję np. że kobiety
pokazują, że jest to wspólnota mężczyzn i kobiet właśnie, a
ponadto wywierają
wielkie wrażenie i posłuch. Do młodych słuchaczy najlepiej przemawiają
młodzi
ludzie. Do konkretnych zawodowo osób, przemówią
osoby, które znają daną
profesję i „czują" bolączki profesji.
Pomimo
zorganizowanych
warsztatów, apeli na Zespołach w Internecie i na
Intergrupach, nadal nie widać
chętnych do służby w Zespole. Bazuje on od lat na stałych uczestnikach
zespołu.
Daje się zauważyć ogólnie, że służba staje się wartością, a
nie poczuciem wdzięczności
i odpowiedzialności.
Niewątpliwie
chcąc uczestniczyć w mityngach informacyjnych, wskazane jest najpierw
przyjść
na Zespół. Nikt z nas nie ma prawa reprezentować AA, ale na
mityngach
informacyjnych tak jesteśmy postrzegani i tu potrzebny jest w pewnym
sensie
profesjonalizm, który zyskujemy poprzez doświadczenia.
Potrzeba spikerów
mówiących o sobie i AA, poprzez własne doświadczenie.
Potrzebne jest mówienie o
sobie na bazie 12 kroków i 12 tradycji AA.
W czasie
wypowiedzi uczestników przedstawiono formy niesienia
posłania, a także
działalność członków i grup AA w zakresie
współpracy i kontaktów z
profesjonalistami, co wiązało się z odpowiedzią na pytanie z
warsztatów „JAK TY
WIDZISZ SPOSOBY I KIERUNKI DZIAŁANIA W KONTAKCIE Z PROFESJONALISTAMI".
Przekazano
formy w jaki sposób realizowane jest to na terenie grupy,
Intergrupy, Regionu
przez członków Wspólnoty. Przedstawiono plakat
informacyjny AA dostosowany do
wpisu grup w danym rejonie oraz telefon kontaktowy do osoby
odpowiedzialnej za
kontakt. Informację o AA ukazującą się stale w Biuletynie Regionalnym
na
terenie Piastowa. Przedstawiono rolę świadectwa, które
doprowadza do kontaktu z
profesjonalistą (profesjonalistami). Indywidualny kontakt służbowy, w
wyniku
którego z biegiem czasu Kuratorzy chcą uzyskać informację o
AA. Uczestnik
terapii wskazał, że stałe uczestnictwo w „Zjazdach na
terapii" i mówienie
do czego obecnie jest mi potrzebna Wspólnota AA,
doprowadziła do współpracy i
zyskanie dużego uznania wśród prowadzących terapię i
wymogiem uczestnictwa na
terapii jest obecność na mityngach.
Nie
wszędzie
natychmiast przynosi jakieś efekty, czego przykładem była jedna z
wypowiedzi na
temat zakładu wychowawczego. Często przewijały się wypowiedzi o
długotrwałym i
stopniowym rozwijaniu współpracy na szczeblach urzędu,
szpitala, gdzie
zaczynało się to od świadectwa danego w obecności osoby nie związanej
lub w
ogóle nie znającej Wspólnoty AA. Jeden z takich
przykładów pokazywał, że w
wyniku współpracy rozliczanie się za salę następuje poprzez
literaturę dla Urzędu,
który z niej korzysta. Tutaj także wypowiadający wskazał
jednak na potrzebę
mityngu informacyjnego, który w sposób szerszy
przekazałby istotę zdrowienia we
Wspólnocie AA i rozszerzyłby wiadomości na temat AA. W
dyskusji wskazano także
na problemy, do jakich może doprowadzić niewłaściwa
współpraca - do łączenia
się ze Stowarzyszeniami, Urzędami itp. co w efekcie doprowadza do
łamania
tradycji i uzależnienia funkcjonowania grupy od Instytucji lub
osób
postronnych.
W jednej
z
końcowych wypowiedzi zauważono także, aby rozdzielić pojęcia niesienia
posłania
i informację „publiczną". Podstawowym zadaniem Zespołu
informacji obecnie
są głownie mityngi informacyjne dla profesjonalistów.
Przyjazne podejście,
rozwaga, brak nachalności, a także przystępne i rzetelne przekazanie
informacji
o AA, może doprowadzić do akceptacji wspólnoty,
zaciekawienia, współpracy, a
często do potrzeby przeprowadzenia mityngu informacyjnego.
Jakaś
informacja o AA - dla nas oczywista – ale niewłaściwie
przekazana,
niekoniecznie jest rozumiana przez osoby postronne, nie mające kontaktu
ze
Wspólnotą AA. Przykłady wskazują, że może być to odbierane
jako arogancja w
stosunku do nich i trudno jest później zmienić pogląd w
takim przypadku.
Niesienie posłania w efekcie może zainteresować również
profesjonalistów i w
rezultacie spowodować potrzebę rzetelnej i szerokiej informacji o
Wspólnocie
AA.
Zespół Informacji Publicznej i Współpracy z Profesjonalistami zawsze jest gotowy do realizacji głównego kierunku swych działań, wystarczy sygnał od potrzebującej osoby, aby przeprowadzić mityng informacyjny. To zadanie dla każdego członka naszej Wspólnoty, na grupie intergrupie, regionie - bez względu na miejsce (granice) wystarczy zadać sobie pytanie: co ja zrobiłem w tym kierunku? Niestety w toku wypowiedzi, jak wcześniej było napisane, służba we Wspólnocie-Zespole staje się wartością. W związku z krótkim czasem na warsztat wypowiedzi były dość ograniczone. Przed zakończeniem warsztatu ponownie wystąpiono z apelem do wsparcia Zespołu poprzez uczestnictwo w jego pracach.
Arek AA
Zespół
spotyka się w pierwszy czwartek o godzinie 18:00 w PIK na
Brazylijskiej 10
Zapraszamy!.
Jestem
alkoholiczką
Nie
jestem
pisarzem, nie jestem dziennikarzem ani nie miałam nigdy nic
wspólnego z
tworzeniem słowa pisanego. W szkole nie miałam ocen
wyróżniających z języka
polskiego. Zresztą zawsze byłam fanką nauk ścisłych. Taka urodzona
matematyczka. Przez 22 lata pracowałam w zawodach związanych z
liczeniem
cyferek i pieniędzy. Jestem alkoholiczką i dziś nie piję.
Gdy
przestałam pić, chciałam natychmiast wszystko wiedzieć jak to zrobić.
Na
mityngach nikt nie podawał mi na tacy, przepisu na rychłe
wytrzeźwienie.
Zresztą i tak mało rozumiałam, co ludzie mówili.
Skoncentrowana byłam na lęku,
który mnie od nich odgradzał. Zaczęłam gromadzić naszą
literaturę i czytać.
Miałam pierwszy rok abstynencji za sobą, gdy jeden z
przyjaciół poprosił mnie o
pomoc przy redagowaniu MITYNGU. Przepisywałam na komputerze listy
docierające
do redakcji. Potrzebne były też „górki”
– cytaty na szczycie każdej strony
biuletynu. Wyszukiwałam w naszych książkach, spisywałam i przekazywałam
do
redakcji. W ten sposób poznawałam dokładniej literaturę AA.
Powoli
wracała też moja pasja, którą przepiłam. Zaczęłam na nowo
czytać też inne
książki. Książki, które kochałam od dzieciństwa. Po wielu
miesiącach odważyłam
się napisać coś o sobie. Redaktor wydrukował. Czytałam i czytam
archiwalne
numery MITYNGU umieszczone na stronie www.mityng.net . To dla mnie kopalnia wiedzy o
służbach, trzeźwieniu i jedności. Mnóstwo doświadczeń, do
których mogę wracać w
każdej wolnej chwili. Doświadczenia tam spisane, nie uciekają mi z
głowy, tak
jak te zasłyszane na mityngach.
Zaczęłam
chodzić na spotkania Zespołu z ciekawości. Po pierwsze chciałam poznać
ludzi,
którzy zajmują się redagowaniem MITYNGU. A po drugie
chciałam posłuchać o czym
mówią. I znów nic nie rozumiałam. Siedziałam i
słuchałam. A oni rozmawiali,
planowali, dyskutowali. Czułam się jak z innej planety. Ale
przychodziłam.
Ówczesny przewodniczący Zespołu kończył służbę i podjął się
kolejnej – Delegata
do Służb Krajowych. Zbliżała się Konferencja Regionu i czas
wyborów do służb.
Czemu nie ja, skoro dostałam zapewnienie pomocy ze strony Zespołu?
Kandydowałam. Nie miałam konkurencji. Mandatariusze na Konferencji nie
pytali
mnie czy potrafię czytać i pisać, ale zaakceptowali rekomendację
Zespołu i
mojej macierzystej Intergrupy SAWA. Mija powoli moja służba. Na wiosnę
ją
przekażę – (może Tobie?). A co w tym czasie się działo?
Przychodziłam w każdy
drugi czwartek miesiąca do PIK, prowadziłam spotkania. Rozmawialiśmy o
materiałach do MITYNGU, o organizowaniu spotkań warsztatowych. Pracował
cały
Zespół – kolporterzy i redakcja. Staraliśmy się,
by niesienie posłania wciąż
cierpiącym było najistotniejszym elementem naszej służby. Ja uczyłam
się i uczę
jak nie rządzić lecz potrafić współpracować z innymi nie
tylko w Zespole.
Ważna
też była dla mnie współpraca z innymi Zespołami przy naszym
Regionie. Bywałam
na spotkaniach innych Intergrup i poznawałam wdzięcznych
alkoholików przez
służbę. Uczestniczyłam w pracach Rady Regionu, zdawałam relacje i
brałam udział
w podejmowaniu wspólnych decyzji. Przez wiele lat zawodowo
kierowałam ludźmi,
nakazywałam, dyrygowałam, rozliczałam
i
kontrolowałam ich pracę. W naszym Zespole ds. Literatury uczę się
współpracować. Całkiem nowa jakość działania dla dawnej
samotnej wilczycy. W
domu też potrafiłam decydować o wszystkim sama, nie dopuszczałam nigdy
nikogo
do głosu. Gdy piłam tylko czasami udawało mi się wysłuchać innych -
rzadko. Gdy
mi brakowało argumentów do przekonania
domowników, to i tak moje decyzje były
zawsze nieodwołalne. Dziś służba w Zespole jest dla mnie takim
początkiem nauki
bycia z innymi. Nie zawsze z nimi muszę zgadzać się, nie zawsze też to
ja mam
rację. Uczę się słuchać krytyki, szanować zdania innych, bronić
swojego. Bez
agresji, bez obrażania się. Literatura jest dla mnie ważna, ważna w
moim
trzeźwieniu. A skoro ktoś, kiedyś ją dla mnie spisał, to ja chciałam
swoją
wdzięczność przekazać poprzez służbę.
Wracam
do przeczytanych rozdziałów z naszej literatury w trakcie
pracy ze sponsorską i
gdy pracuję z podopiecznymi. Tak jest mi łatwiej – z
literaturą AA - omijam
własne teoretyzowanie, unikam „głuchego telefonu” i
związanych z tą metodą
przekłamań o Programie, Tradycjach, służbach… Wracam, gdy
mam wątpliwości do
źródeł. Do literatury. Literatury AA. Myślę, że po
przekazaniu przeze mnie
służby Przewodniczącej Zespołu, moje umiejętności stukania w klawiaturę
przydadzą się nadal. Że będę mogła przepisywać kolejne listy do
redakcji od
Was. Bo to one mi dają najwięcej nadziei i siły. Dziś nie piję 4,5
roku. Każdy
dzień jest nowym zadziwieniem i nową nadzieją – dzięki Wam i
możliwością
służenia jaką mi daliście. Dziękuję.
Gosiali
Kim
byliśmy,
co się
z nami stało...
/piciorys/
Wychowywałem
się w domu zawodowego oficera
Ludowego Wojska Polskiego. Mój ojciec dużo pił. Mogę śmiało
stwierdzić że jest
alkoholikiem. Kiedy ja sam napiłem się alkoholu po raz pierwszy, nie
pamiętam
dokładnie. Wiem tyle, że było to na urodzinach kolegi. Nie pamiętam ile
wypiłem, wiem, że wróciłem do domu pijany. Na drugi dzień
ojciec powiedział mi,
że dopóki będę mieszkać w jego domu, mam wracać trzeźwy i na
czas. Może właśnie
dlatego dosyć późno zacząłem ponownie pić alkohol. Zawsze
przy kolejnej okazji
picia traciłem świadomość tego czym to dla mnie samego może się
zakończyć.
Próbowałem pić kontrolowanie.
W roku 1996
rozpocząłem pracę w Auchan –
Polska. W tym też roku poznałem moją przyszłą żonę. To był ciekawy
okres w moim
życiu. Bardzo szybko piąłem się po szczeblach do kariery zawodowej.
Pomocna
okazała się znajomość języka francuskiego.
Niestety dosyć szybko
towarzyszem moich poczynań zawodowych stał się alkohol.
Prawie każdego
wracając do domu lądowałem w pubie, Tłumaczyłem się tym, że moja praca
wymaga
takiego stylu bycia. W
roku 1997 wziąłem
ślub i zamieszkałem z żoną i jej rodzicami na warszawskim Ursynowie.
Początkowo
nawet starałem się nie pić, cieszyłem się, że wyrwałem się z surowej
opieki
ojca. W grudniu 1998 roku urodził się mój syn Michał. Byłem
dumny. Wszystkim
mówiłem, że to mój prezent na Boże Narodzenie.
Tak cieszyłem się z urodzin
mojego syna, że znowu coraz częściej zacząłem pić, nawet nie wracałem
do domu
na noc.
Któregoś
dnia żona dała mi do zrozumienia, że chyba mam problem z piciem
alkoholu.
Pamiętam, że ta rozmowa zakończyła się kłótnią oraz wyjściem
z domu. Na drugi
dzień powziąłem decyzję wszycia esperalu. W pracy również
zauważono, że zbyt
często i dużo piję. Zagrożono utratą
pracy. Przez 12
miesięcy nie piłem,
jednak moja kondycje psychiczna była coraz gorsza. Wszystko i wszyscy
mnie
denerwowali. Z byle powodu wybuchałem złością. Zacząłem sobie wmawiać,
że cały
świat sprzymierzył się przeciwko mnie. Zaraz po zakończeniu się terminu
ważności działania esperalu, znowu zacząłem pić. Wtedy już sam idealnie
wymyślałem sobie powody picia. Według mnie wszyscy byli winni tylko nie
ja
sam..
W
lutym tego samego roku zostawiłem moją żonę z małym dzieckiem. Dzisiaj
wiem, że
uciekałem od odpowiedzialności za swoją rodzinę. W sierpniu tego samego
roku
wyjechałem na trzy letni staż do Francji. Wyjeżdżając drugi raz wszyłem
sobie
esperal. Bałem się, że gdy moje picie wyjdzie na jaw mogę stracić dobrą
pracę.
W roku 2004 wróciłem do Polski. Piłem wtedy jakby
kontrolowanie. Jednak
wynikało to raczej z lęku przed utratą pracy i poziomu życia jakie
prowadziłem.
W roku 2004 poznałem swoją przyszłą konkubinę. Miałem wtedy urlop i
upiłem się.
Nie przestraszyło to mojej partnerki. Na drugi dzień
przeprosiłem ją za
moje zachowanie. Po jakimś czasie zamieszkałem wraz z nią u jej mamy.
Początkowo
skrupulatnie ukrywałem swoje picie, jednak nie trwało to długo. Znowu
zacząłem
pić i nie wracać do domu na noc. Początkowo teściowa przymykała oko na
moje
poczynania, jednak jej cierpliwość pękła, kiedy pijany podniosłem rękę
na jej
córkę. Kazała mi się wynieść.
Sam
nie wiem, co we mnie wstąpiło. Czułem się podle z odrazą i obrzydzeniem
do
siebie. Było mi wstyd. Wynająłem mieszkanie, ale kiedyś zadzwoniłem do
byłej
dziewczyny. O dziwo! chciała
ze mną
rozmawiać. Okazało się, że przeprowadziła się do mieszkania na po
swojej
zmarłej babci. Po jakimś czasie, kiedy zobaczyła, że nie piję,
zaproponowała
wspólne zamieszkanie. Nie piłem od siedmiu miesięcy. Jednak
przy pierwszej
ostrej wymianie zdań swoje kroki skierowałem do sklepu monopolowego.
.Znów
wpadłem w ciąg. Znów nie wracałem do domu na noc, a kiedy
wracałem, to
niszczyłem sprzęty
i
wszystko wokół. Popychałem i biłem swoją partnerkę. Wiele
razy nie chodziłem do
pracy załatwiając sobie fałszywe zwolnienie, żeby nadal pić. Jednym
słowem
praca przeszkadzała w piciu. Do tego w dniach, kiedy nie piłem, byłem
jak
wulkan. Bardzo łatwo można było wyprowadzić mnie z równowagi
W
roku 2006 straciłem pracę. Dyrekcja miała dość mego zachowania. Mimo to
zwolniono mnie za porozumieniem stron. Pod koniec roku 2006 zacząłem
chodzić na
mityngi AA. Jednak przez usta nie mogły mi przejść słowa, że jestem
alkoholikiem. Tak
przedstawiłem się
dopiero po czwartym lub piątym mityngu. Dziś wiem, że zupełnie nie
korzystałem
ze spotkań we wspólnocie AA. W efekcie znów
zacząłem pić, co widząc moja
partnerka kazała mi się wyprowadzić z domu.
Wylądowałem
na ulicy. Jednak
zamiast zmienić swoje
życie, poszukać jakiejś normalnej pomocy, znów piłem.
Pracowałem dorywczo i
znowu wszystkie pieniądze przeznaczałem na alkohol. Piłem coraz więcej,
czasem
upijałem się dwa, trzy razy dziennie. Pomieszkiwałem w noclegowniach
dla
bezdomnych. Jednak tam nie można było pić. Zakaz przeszkadzał mi.
Zacząłem spać
na klatkach, żebrać o alkohol. Zdarzały się dni kiedy mój
organizm miał dosyć
alkoholu i na dwa trzy dni przestawałem pić. Takie sytuacje trwały do
lutego
2009 roku, kiedy to pierwszy raz trafiłem na detox na Marywilską. Po
jego
opuszczeniu jakby trochę się opanowałem. Miałem miesiąc abstynencji.
Zacząłem
pracować. Jednak to nie trwało długo. Znowu wróciłem do
picia. Pieniądze
szybko się skończyły. Znów żebranina na alkohol. Zacząłem
pić denaturat,
bo był najtańszy. A ja chciałem zachlać się na śmierć.
Piłem
już nie z chęci, lecz z przymusu. Bałem się dopuszczać do kaca i
białych nocy.
Byłem brudny, śmierdzący. Spałem, gdzie popadnie. Ludzie na
mój widok
uciekali na ulicy. 13 czerwca 2009roku doczołgałem się ponownie na
detox na
Marywilskiej. Sanitariusz, widząc mnie, kazał mi zobaczyć się
w lustrze.
Oniemiałem. Twarz brudna, nieogolona. Wszędzie ropne rany.
Pierwsze
dni detoksu były tragiczne, czułem się bardzo źle. Pod jej koniec
podjąłem
decyzję o przejściu na terapię. Ukończyłem ją 25 września. Dziś cieszę
się z
każdego dnia bez alkoholu. To nie wszystko.
Systematycznie
uczęszczam na mityngi AA. Znalazłem tu grupę ludzi, którzy
kibicują sobie
wzajemnie w trzeźwości. Byłem też na spotkaniu Intergrupy. Życie
nabrało dla
mnie nowego, bardziej przyjaznego
koloru. Może nie jestem całkowicie stracony?.
Muszę się jeszcze
czymś pochwalić. Od dwóch
tygodni jestem prowadzącym mityng. Już od rana czuję się tym
podniecony, czuję
się potrzebny. To mobilizuje do trzeźwości.
Pozdrawiam
B.AA