MITYNG 01/151/2010
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
Drodzy
Przyjaciele,
bezwarunkowa
kapitulacja była konieczna, aby podjąć pierwsze kroki w kierunku
wyzwolenia i
odzyskania siły. Przyznanie się do bezsilności okazało się solidnym
fundamentem, na którym można budować szczęśliwe i
wartościowe życie. Takimi
słowy książka „12 Kroków i 12 Tradycji”
wita nas na swoich pierwszych stronach.
Pierwsze
dni Nowego Roku otwórzmy razem, życząc sobie pogody ducha!
Oto
tematy jakie
zaplanowaliśmy na ten rok:
Luty
Sumienie
grupy - zbiorowa mądrość
Marzec
Konferencja
Regionu: Anonimowi, ale nie niewidoczni
Kwiecień
Spotkanie
służb głosem jedności
Maj
Sponsorowanie
w służbie
Czerwiec
Bądźmy
wdzięczni przyjaciołom AA
Lipiec
Sposoby na
trzeźwe wakacje
Sierpień
Samozadowolenie.
Jestem trzeźwy i co dalej?
Wrzesień
Nasza
literatura pomocą w trzeźwości?
Październik
Służba jako
wdzięczność w działaniu
Listopad Niesiemy
posłanie AA, nie swoje „własne”!
Grudzień
Swoje
doświadczenia przekazujemy dalej
Styczeń
2011 Jacy jesteśmy obecnie? Kim byliśmy,
co się z nami stało...
Są to oczywiście propozycje
tematów wiodących..
Pokornie zachęcamy wszystkich nie tylko do czytania biuletynu, ale
również do
pisania, szczególnie przyjaciół,
którzy od wielu lat uczestniczą bądź
uczestniczyli w życiu Regionu, bądź w służbie krajowej, światowej...
Od Ostrołęki po
Grójec, od Skierniewic po Siedlce,
poprzez wszystkie dzielnice Warszawy - bądźmy razem.
Pamiętając, że AA nie ma
początku ani końca.
Redakcja
Gdybym
był bogatszy…
A
tak
się może stać, bo w AA wszystko jest możliwe. Tylko trzeba chcieć a
potrzeba
otworzy nam drzwi do radosnego trzeźwienia i wielu zmian na lepsze. Witajmy więc ten Nowy 2010 Rok w
nastroju nadziei i miłości.
Są wśród nas już tacy, którzy doświadczyli tych
zmian i chcą się podzielić
swoim własnym doświadczeniem, siła i nadzieją.
Pierwsze
święta Bożego Narodzenia przeżywałem w ZK Włocławek. Nie były one już
tragiczne, ale do radosnych nie należały. Następne były już radosne
wśród
przyjaciół w AA. Mimo obczyzny nie czułem się obcym. Miałem
już poczucie bezpieczeństwa
a Nowy rok spędzaliśmy na balu sylwestrowym w Gorzycach na wspaniałej
Sali w
parafii. Nie umiałem się jeszcze bawić na trzeźwo, miałem wiele
kompleksów i
zahamowań wewnętrznych, brak poczucia pewności. Następne dwa bale
ułatwiły mi
odnalezienie się w społeczeństwie. Bawiłem się świetnie i czułem się
bezpiecznie w nowej rzeczywistości. Trzeźwienie stało się radosne mimo
wielu
nieporozumień. Liczyło się to co
było najważniejsze!
Nie chciało mi się pić.
Zapraszam
wszystkich do korzystania
z uczestnictwa w życiu bez alkoholu. Jest
radosne i ciągle się
coś zmienia. W AA odnalazłem bezpieczną drogę do trzeźwości i każdemu
życzę
wytrwałości i zaprzestania walczenia z wszystkim i wszystkimi a
odnalezienie
szczęście wewnętrzne.
W
tym Nowym 2010 Roku będzie jeszcze lepiej.
Andrzej
„AA
to coś więcej niż tylko zbiór zasad – to
wspólnota alkoholików w działaniu.”
(„Jak
to widzi Bill’)
Po co mi potrzebna
służba?
Przestałam
pić. Na mityngach dowiaduję się, co
mam robić, by nie wrócić do picia. Dowiaduję się
również od innych, co się ze
mną stanie, gdy przestanę utrzymywać abstynencję. To na mityngach
poznaję
Program poprzez wymianę doświadczeń w jego realizowaniu. Tam czuję się
bezpiecznie, gdy zachowywane są zasady AA. Mogłabym powiedzieć: robię
dla
siebie wszystko, by być trzeźwą. Ale służba? Po co mi potrzebna służba?
Przecież nie piję. Żyję. Jednak moje życie to nie tylko AA, chociaż to
właśnie
dzięki Wspólnocie do niego wróciłam. AA nie może
zabierać mnie mojej rodzinie,
przyjaciołom tak jak kiedyś zabierał alkohol. Nie może i nie powinno
zastępować
mi świata. Przecież tak niedawno wróciłam do tego świata z
pijanych zakątków
mojej nieświadomości.
A
na służbę potrzeba czasu. Włożyć odrobinę
wysiłku. Poznać jej zasady, realizować. Po co mi więc
ta
służba? Pisałam
o bezpieczeństwie i zachowywanych zasadach. Czyż nie o to dbają
służebni mojej
grupy? Poświęcają swój czas, by zapoznać się z Tradycjami,
zasadami służby.
Realizują 3 Legat. Dzięki temu ja mam gdzie przyjść na mityng i dzięki
nim
odważyłam się myć szklanki a potem podejmować kolejne służby. To służba
w Intergrupie, w
Regionie, pokazała mi wielkość AA i troskę o
jedność Wspólnoty. Tu okazało się, że jestem jednym z
ziarenek piasku, jednym
maleńkim trybikiem z wielu. W służbie nauczyłam się, że nie mogę dalej
funkcjonować w chaosie, tak jak robiłam to do tej pory. Są jakieś
zasady, które
przekazują mi inni i ja powinnam je przestrzegać, by czuć się
bezpiecznie i by
inni czuli się bezpiecznie przy mnie. Moja sponsorka pokazuje mi drogę
przez 12
Kroków, ale również przy okazji omawianiu
Kroków, mamy okazję wiele razy
rozmawiać o sposobie pełnienia służb. To dzięki niej i jej wsparciu
nauczyłam
się odpowiedzialności za to, czego się podejmuję. Korzystam z jej
doświadczenia. Moje własne pomysły często prowadziły mnie krętą drogą,
powodując strach, niepewność, chaos. Wiele swoich zamierzeń w
przeszłości nie
dokończyłam. Porzucałam swoje marzenia. A odpowiedzialność w służbie i
podpowiedzi sponsorski uczą mnie wytrwałości w dochodzeniu do celu.
Wiele
razy pisałam i mówiłam o tym jak alkohol stawiał
mnie na marginesie życia. Marginesie świata. A skoro nie chcę być w tym
samym
miejscu, podejmuję właśnie służbę. To służba uczy mnie działania w
zespole i
pozwala pozbywać się egoizmu i egocentryzmu. To ona pozwoliła mi poczuć
swoją
przynależność najpierw do Wspólnoty AA a zaraz potem (może
przede wszystkim) poczułam, że
jestem człowiekiem – przynależę do całej wspólnoty
ludzkiej. Wciąż mogę w niej
być i nie odgradzać się alkoholem.
To dzięki
służbie drugiemu alkoholikowi czuję się potrzebna. To dzięki służbie
uczę się
akceptacji i zrozumienia. Nauczyłam się życzliwości, która
spotęgowana wraca do
mnie. Nie szkoda już mi żadnej chwili poświęconej służbie, nie żal mi
wysiłku.
Okazuje się, że zawsze mogę wybrać taki zakres działania w AA,
który pozwoli mi
nie tylko na pracę nad sobą ale
też być użyteczną dla
mojej rodziny, znajomych. To dzięki służbie w AA nauczyłam się
podejmowania
nowych wyzwań, które przynoszą mi niezmierną radość i
satysfakcję. Nie jestem
już pijanym trutniem społeczeństwa. Mogę siebie dawać innym a w zamian
dostaję
uśmiech, wdzięczność i również pomoc, o którą tak
niedawno było mi trudno
poprosić a jeszcze trudniej ją przyjmować.
Przychodząc
do AA, chciałam tylko zachować życie i nie
pić. Okazało się, że mogę również to życie upiększyć
radością z przebywania z
ludźmi i własnym rozwojem. Okazało się, że dostałam o wiele więcej.
Wystarczyło
przestać zastanawiać się
„po co mi ta służba?”, lecz ją podjąć i działać. Na
koniec tego roku, chcę Wam
wszystkim podziękować za wsparcie, jakie dostaję. Za cierpliwość, za
miłość mi
okazywaną, za dobre słowo. W nadchodzącym – życzę wszystkim i
sobie radości z
trzeźwego życia. Życzę takiej radości, która zaraża i ubogaca
tych, z którymi przebywamy.
Pozdrawiam
noworocznie i do zobaczenia na szlaku – Gosiali.
Alkoholizmu zaklinanie
Dzięki
znakomitej organizacji przyjaciela z…
Wielkopolski, w ciągu dwóch dni miałem okazję wystąpić jako
spiker na jedynej chyba w Polsce grupie, której wszystkie
spotkania zawierają
jakąś „spikerkę”, w wieczorze autorskim, w nagraniu
audycji radiowej oraz w
kilku innych, równie ważnych spotkaniach i rozmowach. Na
temat swojego życia,
picia, alkoholu, alkoholizmu, leczenia odwykowego, programu zdrowienia
Wspólnoty
AA i tego, jak go rozumiem i stosuję, nagadałem się więcej niż
normalnie przez
pół roku. Prawdopodobnie tylko dzięki temu rzuciło mi się w
uszy coś
szczególnego – wszystkie pytania, jakie zadawali
mi alkoholicy (i nie tylko!), a
było ich naprawdę wiele, dotyczyły w zasadzie tylko trzech
zagadnień: mityngów AA, sponsorowania oraz, w niewielkim
stopniu, anonimowości.
Skłoniło mnie to do pewnych przemyśleń. A oto garść
wniosków, jakie z nich
wyciągnąłem.
W
Polsce sponsorowanie we Wspólnocie AA
właściwie nie istnieje. Wyjątków jest tyle, co kot napłakał,
więc jedynie
potwierdzają one regułę. I tak jest w zasadzie od samego początku, to
jest od
chwili, gdy psychologowie, lekarze i terapeuci założyli w naszym kraju
Wspólnotę AA. Czemu
przywieźli tu i przeszczepili na
nasz grunt ideę mityngów, pomijając kwestię sponsorowania?
Nie wiem. Dziś można
już tylko zgadywać. Może nie wydawała się im potrzebna, może o niej nie
wiedzieli, lub jej nie rozumieli, może nie chcieli niewolniczo
naśladować
„zgniłego zachodu” (warto pamiętać
w jakich czasach
się to działo), może wreszcie rolę sponsorów automatycznie i
w sposób naturalny
przydzielili sobie zakładając, że w naszych warunkach sami powinni ją
pełnić. W
każdym razie sponsorowanie u nas leży i ten stan rzeczy przez ostatnie
trzydzieści pięć lat zmienił się w stopniu minimalnym. Jednak za to, że
dzieje
się tak nadal, stale i wciąż, odpowiadamy już my sami, nikt inny. Oni w
najlepszej wierze zrobili, co mogli i chwała im za to.
Czasem
odnoszę wrażenie, że w chwili obecnej
Wspólnota AA w Polsce traktowana jest i rozumiana, jak
umiarkowanie ważny
dodatek do psychoterapii odwykowej. Alkoholik może się ewentualnie
mityngami
Wspólnoty AA zainteresować w jakiejś wolnej chwili, ale
właściwie to wcale nie
musi.
W
początkowym okresie zdrowienia alkoholika,
nowego członka Wspólnoty AA, zasada anonimowości interesuje
tylko o tyle, o ile
pomaga mu ukrywać to, że jest… alkoholikiem. Jakby całe jego
otoczenie nie
zdawało sobie z tego sprawy od dawna, wcześniej i lepiej od niego. Co
gorsze,
tak szczątkowo czy wręcz egoistycznie rozumiana idea anonimowości
wydaje się
całkowicie wystarczać bardzo wielu uzależnionym na całą resztę ich
życia,
poświęconą zresztą często bliżej nieokreślonemu „trzeźwieniu”.
Program
zdrowienia proponowany przez Wspólnotę
AA, mimo że czytany na każdym pewnie mityngu w kraju, w praktyce jest
prawie
nieznany, a jeszcze rzadziej realizowany.
W
tej sytuacji powiedziałbym, że może nawet 95%
wysiłku, sił, środków, czasu, zainteresowania,
zaangażowania, skierowana jest
tylko i wyłącznie na udział w mityngach. W Polsce Program zdrowienia
Wspólnoty
AA, Kroki, Tradycje, Koncepcje, praca ze sponsorem, służby, wszystko to
razem
wydaje się mieć mniejszą wagę niż chodzenie na mityngi.
Dzięki
propozycji Wspólnoty AA mogę wytrzeźwieć.
Właśnie tak, wytrzeźwieć! Nie wyleczyć się z choroby alkoholowej, bo
Anonimowi
Alkoholicy nie dysponują żadnym programem medycznym i nie zajmują się
leczeniem
alkoholizmu, który notabene uważam za chorobę trwałą.
Wytrzeźwieć. W procesie
zdrowienia (emocjonalnego, duchowego, psychicznego, umysłowego) mogę
wybrać
drogę trudną, lub drogę łatwą. Doktor Bob twierdził, że droga trudna
polega na
samym tylko chodzeniu na mityngi*.
Ja
wybrałem tę łatwiejszą drogę i postanowiłem
skorzystać z pełnej propozycji Wspólnoty, która
opiera się na trzech
elementach. Trzech, a nie jednym! Na jednej nodze, jak wiadomo, nie
jest łatwo
utrzymać równowagę. Te trzy elementy, o które
chodzi to:
1)
praca ze sponsorem „na Programie” i
realizacja tego Programu we własnym życiu,
2)
służba podejmowana na różnych szczeblach we
Wspólnocie Anonimowych Alkoholików,
3)
mityngi, podczas których dzielę się
doświadczeniami zdobytymi przy realizacji dwóch powyższych.
Niestety,
tę łatwiejszą drogę wybrałem nie od
razu. Przez ponad dwa lata Wspólnota AA oznaczała dla mnie
właściwie tylko i
wyłącznie chodzenie na mityngi i tylko to (poza terapią odwykową) dla
swojego
zdrowienia wtedy robiłem. Chodziłem na mityngi. Punktów 1 i
2 nie realizowałem,
a więc nie mogłem się z nikim podzielić żadnymi doświadczeniami w tym
zakresie.
Słuchałem innych alkoholików, owszem, i niektórzy
z nich (niewielu) faktycznie
mówiło o jakichś Krokach i służbach, ale z samego słuchania
mnie doświadczeń i
umiejętności przecież nie przybywało. Ignorowałem stare aowskie
powiedzenie, które mówi, że ten Program działa,
kiedy ja działam. A może przez
„działanie” rozumiałem wtedy chadzanie na mityngi?
Już nie pamiętam.
Utrzymywałem
abstynencję, chodziłem na mityngi
AA i… zaklinałem swój alkoholizm. Nie rozumiałem
i nie starałem się zrozumieć,
o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. Nie pracowałem, nie czytałem,
nie
realizowałem, nie pełniłem służb, nie… Nie robiłem bardzo
wielu rzeczy, ale –
zaklinałem. Uczyłem się zaklęć i zaklinałem swój alkoholizm.
Jakich zaklęć? Na
przykład: „trzeźwienie”,
„pokora”, „pogoda ducha”,
„daj czas czasowi”, „AA jest
jak mafia” i wielu innych, jakie w naszym środowisku można
usłyszeć.
Do
czego służą zaklęcia? Dzięki nim można
osiągnąć coś upragnionego, pożądanego, szybko, bez pracy i wysiłku,
właśnie…
samym tylko zaklęciem. Dokładnie tak, jak w przypadku:
„stoliczku nakryj się!”.
„Trzeźwienie”
w moim wykonaniu polegało na
niepiciu i chadzaniu na mityngi. „Pokory” miałem
pełną gębę, ale próbami zrozumienia
czym jest postawa pokory i wprowadzeniem jej w
życie, jakoś się bliżej nie zainteresowałem. „Pogodę
ducha” rozumiałem
jako stan spokoju, samozadowolenia i błogości,
który w pewnym momencie
miał na mnie spłynąć niejako samoistnie, w efekcie chodzenia na
mityngi.
Wreszcie „daj czas czasowi” pozwalało mi stale i
wciąż wybierać „trzeźwienie”
zamiast realnej pracy i konkretnych działań podejmowanych w kierunku
zdrowienia. Szamańskie zaklęcia…
Od
lat powtarzam do znudzenia, przy każdej
okazji i bez okazji, że Program AA nie jest programem magicznym i żadne
„hokus-pokus” choćby wypowiadane tysiące razy nie zmienią
jakości mojego życia, nie pomogą odnaleźć w nim sensu, nie
uzupełnią
ewidentnego niedoboru podstawowych umiejętności społecznych, nie
naprawią
relacji z innymi ludźmi.
Obserwuję
od lat, jak alkoholicy tacy sami jak
ja, wybierają trudniejszą drogę. Jeśli robią to świadomie, po głębokim
namyśle
i po trzeźwym rozważeniu wszystkich „za” i
„przeciw” – nic mi do tego, mają
prawo, wolno im. Natomiast serce mnie boli wtedy, kiedy widzę, jak
podejmują
taką decyzję nie zdając sobie sprawy, że w ogóle jest jakiś
wybór. Ale
co ja mogę na to poradzić? Chyba tylko
mówić, mówić, mówić. Opowiadać o sobie
i swoim wyborze. O zmarnowanych dwóch
latach. O tym, co osiągnąłem w swoim życiu wybierając trzy elementy
zdrowienia
zamiast jednego. Mogę też na ten temat, ten i wiele innych, napisać
kolejną
książkę. Nawet tytuł już mam gotowy. To będzie: „12
KROKÓW OD DNA”.
Meszuge (28 X 2009)
*
„Doktor Bob i dobrzy weterani”, strona 206.
Pragnienie
zaprzestania picia!
Byłem
wówczas około jednego
roku trzeźwy, kiedy w Warszawie podszedł do mnie przyjaciel i zapytał
czy
mieszkam w małym podwarszawskim miasteczku Y. Przyznałem, że to prawda.
Z kolei
zapytał czy zechciałbym przyjść na mityng w naszym miasteczku?
Wcześniej
ze wstydu jeździłem
najdalej jak mogłem od domu. Pokonałem wstyd. Ten alkoholik wciągnął
mnie potem
do pierwszej służby. Wówczas przy formującym się BSK było
bardzo wiele do zrobienia.
Mało mieliśmy doświadczeń i niewiele wiedzieliśmy jak.
Toczyły
się baaaardzo
intensywne dyskusje i prace nad skompletowaniem
różnych wolnych tłumaczeń fragmentów literatury
AA latających po Polsce. Ja nie
miałem o tym nawet blado-zielonego pojęcia. Ale od razu mnie ta praca
wciągnęła. A raczej wessała. Latałem po tłumaczach, korektorach,
drukarniach i
za wieloma innymi sprawami
które wskazywał mi mój
starszy kolega alkoholik. Nie zastanawiałem się wówczas nad
zwrotem za paliwo,
czy za poniesione koszty. Robiłem to z serca i chęci wniesienia swojego
udziału. Poza tym nie piłem. Nie było wówczas zwyczaju
odbierania nakładów
własnych. Czułem się przy tym ważny i potrzebny. Może nawet zbyt ważny!
Do tej
służby wtedy nie byłem gotowy. Ale stało się.
Wówczas
komputer był mało
spotykanym narzędziem. Moje dzieci go miały. Podjąłem się przepisywania
na
komputerze ręcznych tłumaczeń. Potem obrabiali to korektorzy zawodowi,
i
należało ich poprawki nanieść na tekst zapisany elektronicznie. Bardzo
chciałem
pomóc, ale potrafiłem jedynie włączyć komputer. Nie bardzo
wiedziałem, co to
jest Word. Pierwsze zdanie pisałem chyba z pół godziny.
Przepisanie jednej
strony zajmowało mi, jednym palcem, całe popołudnie, kończyłem około 2
w nocy.
Nie znałem skrótów ani rozmieszczenia klawiszy. Sam w
to nie wierzę, że pisałem. Po kilku miesiącach nabrałem wprawy.
Nauczyłem się
fachowych nazw znaków i symboli interpunkcyjnych. Poznałem
też proces produkcji
w drukarni. Żeby spróbować jak może wyglądać po wydruku
pierwsze polskie wydanie
„Życie w Trzeźwości” zrobiłem skład na pirackim,
anglojęzycznym programie „Page
Maker”
całkowicie bez polskich poleceń. Dla waszej
uciechy powiem, że nie znam języka angielskiego ni w ząb. Bardziej
chyba
intuicyjnie, może nawet paranormalnie wykonałem całkiem niezły skład,
czyli
złamanie tekstu, tak aby
wyglądał jak z drukarni. Nie
macie pojęcia jaki byłem
z siebie dumny. Wiele pomagał
mi mój syn, wówczas 13 latek. Wspominam ten czas
jak miły sen o lampie Alladyna
lub ewentualnie o głównej wygranej w totolotka.
Robiłem
wówczas rzeczy dla
mnie nie możliwe. A przy tym nie piłem. Te umiejętności do dziś
przydają mi się na co
dzień. Kiedyś nawet myślałem że
poligrafia to jest to, co chciałbym robić do końca życia. Miałem ochotę
zająć
się tą branżą.
Mimo
to po kilkunastu
miesiącach zniechęciłem się i coraz dalej odsuwałem się od AA.
Przestałem
chodzić na mityngi.
Tak
po trzech, może 4 latach
wróciłem do picia. Odpadłem. Szkoda. Przez rok może
półtora, od czasu do czasu
zapijałem. Wiele zdarzyło się jeszcze złych rzeczy w skutek
konsekwencji mojego
picia.
W
pewien piękny wrześniowy
dzień, na moje szczęście, spotkałem przypadkiem koleżankę
z AA.
Namówiła mnie jakimś cudem na mityngi. Może dlatego,
że jest bardzo atrakcyjną i mądrą kobietą? Udało mi się. Jakoś
załapałem. W
2002 ponownie rozpocząłem życie w trzeźwości. To moja druga
próba. Zacząłem od
aktywnego uczestnictwa. Bardzo chciałem być mandatariuszem, ale jedna z
grup
odrzuciła moją kandydaturę. Ciężko to przeżyłem. Moja duma ucierpiała.
Bardzo
wówczas potrzebowałem służby, bo czułem, że mnie przytrzyma
przy AA. Spotykając
starych znajomych na mityngach, wstydziłem się przyznać, kiedy pytali mnie co się ze mną działo? Do
dziś nie obchodzę rocznic żeby
nie zapeszyć. Coraz bardziej jednak podoba mi się ten zwyczaj.
Marek zwany
„walizką”, wciągnął mnie
do zespołu literatury. Wyciągnął ku mnie pomocną dłoń. Dobrze
że na niego trafiłem, bo dziś by mnie tu nie było. Nie wiem komu być bardziej wdzięczny,
czy Markowi czy temu
DRUGIEMU że mi go dał. Czasem myślę, że Walizka otrzymał dar
trzeźwości, żebym
ja dzięki niemu nie wrócił do picia. HAHAHAHAHA Dobre? Ma się
to ego?
W grupie AA
odbyłem służbę skarbnika,
mandatariusza, trochę myłem szklanki na mityngu, po trzech latach
dostałem
fuchę przy redagowaniu naszego MITYNGU. Przysięgam, że o większości
tych służb
nie miałem bladziusieńkiego
pojęcia. Podejmowałem się
nowych zadań.
Nie potrafiłem
notować - więc kupiłem
sobie dyktafon i w domu odsłuchiwałem jeszcze kilkanaście razy przebieg
warsztatów w PIK, żeby wynotować do MITYNGU to, co
najważniejsze. Nauczyłem się
słuchać i notować! Nie miałem czasu myśleć o picu. Zaangażowałem się w
warsztaty w PIK-u, przyniosły one wiele cennych doświadczeń, nie tylko
mnie,
jak mi się wydaje. Regularnie spotykałem się ze sponsorem. Omawialiśmy
zdania,
które sam podkreśliłem w książce „Anonimowi
Alkoholicy”. Cała jest pokreślona.
Zwłaszcza te zdania, które mnie dotyczyły. Pomógł
mi zrozumieć istotę programu
AA oraz „odróżniać jedno od drugiego”.
Wstydziłem się
swojego głosu i nie
rozumiałem sensu czytanego tekstu. Żeby to zmienić czytałem nasze aowskie książki na głos, gdy
nikogo w domu nie było.
Początkowo dukałem. Pokazywałem sobie ołówkiem
co
czytam. Nieraz nagrywałem się na taśmę żeby się osłuchać. Zacząć
akceptować
swój głos. Pomagało. Poprawiała mi się dykcja i nie
denerwuję się przy czytaniu
publicznie. Kilka razy dałem mityng spikerski przed większą
publicznością. W
tym dwa razy przy obcych (spoza AA), na mityngu informacyjnym. Pierwszy
raz
bardzo się plątałem. Ale przełamałem strach. Zaczynam panować nad nim.
Byłem na
kilku mityngach w ZK, też się bałem. Zawsze pudła się bałem. Strach
popychał
mnie do picia. Powodów do obaw jest coraz mniej.
Najczęściej
przy obejmowaniu służb
roznosiły mnie ambicje osobiste, i poczucie bycia lepszym. Znacie to z
książki „…a
w głębi duszy czuliśmy, że górujemy nad szarą
masą”- ja
też tak miałem.
Wówczas
nie rozpoznawałem pychy. Dziś
to widzę, kiedy spoglądam wstecz, lub widzę nowych w służbach. Tak!
Przypominają
mi mnie samego. Mam dla nich więcej tolerancji. Prawie każdy musi przez
to
przejść.
Tak naprawdę
motywacja nie ma
znaczenia. „Po
owocach go
poznacie”
Służba
wypłukuje zbędną „szlakę”.
Wyłuskała to, co we mnie najcenniejsze. Teraz podjąłem się kolejnej i
też się
jej boję. Bo co?
Przecież
służba wzmacnia, a gorzała
zabija! Nie odwrotnie!
Jeszcze nie
słyszałem o alkoholiku,
który z powodu służby w AA wylądował na detoxie!
Rozpocząłem 8
rok mojej trzeźwości i
aby przełamać swój lęk przed rocznicami postanowiłem o tym
napisać. Może za rok
zaproszę Was na tort.
A może po
prostu zgłoszę się na jakąś
spikerkę zamiast wysłuchiwać „kadzenia” przez 2
godziny, opowiem
co robiłem żeby nie wrócić do picia. Może komuś
dodam odwagi?
Nie umiem
przyjmować pochwał. Wydają
mi się takie próżne!
Po za tym, czy
to coś nadzwyczajnego,
że dziś nie piję? Przecież to norma, tak powinno zawsze być!
Taki
powinienem zawsze być. Wydaje mi
się, że ledwo doszedłem do linii ZERO. Cóż w tym niezwykłego
że facet około 50-tki nie pije? Ojciec, mąż, kolega?
Co dalej
– zobaczymy!
Póki żyjemy wszystko jest możliwe!
lechu02
Warsztaty:
„SPONSOROWANIE W SŁUŻBIE”
Punkt Informacyjno -
Kontaktowy,
Brazylijska
10, Warszawa dn.
12.12. 2009 r. godz..15.00
Drogi
Przyjacielu z AA.
Nie
mogłeś być dziś z nami, ale chcesz wiedzieć, „do czego ta
służba jest Ci potrzebna”. Chcesz się jej podjąć, a brakuje
Ci odwagi. Ja też
tak miałam – czułam lęk, który mnie powstrzymywał.
Lęk, który rodził się z
mojej niewiedzy. Bałam się pytać. Na warsztaty przyszło wielu
przyjaciół,
którzy otwarcie i szczerze mówili o swoim
doświadczeniu w służbie. Podzielili
się tym, co sami dostali. Zapisali swoje spostrzeżenia a przez biuletyn
MITYNG,
mogą Ci je przekazać. Odwagi w służbie – Gosiali.
Fragmenty
wypowiedzi przyjaciół:
„AA
to coś więcej niż tylko zbiór zasad – to
wspólnota alkoholików
w działaniu.”
(„Jak
to widzi Bill”)
„Niczego
w AA nie robi się samotnie”; „Zawsze powinniśmy
pozostawić
lepszą służbę dla przyszłości, niż taką
jaką
zastaliśmy”;
„Nie
krytykujemy, jeżeli były błędy lub pominięcia. Możemy
przychylnie zasugerować, jak mogłoby być lepiej”.
(20
Światowy Mityng Służb 2008).
Czy obejmując
służbę chciałem/am
korzystać z doświadczeń moich
poprzedników?
-
Korzystałem i korzystam z
doświadczeń służb światowych. Czytając Raporty ze Światowego i
Europejskiego
Mityngu Służb, mam możliwość przenieść coś do Wspólnoty w
Polsce. Praca Intergrupy,
Regionu, Zespołów dała i daje mi dużo
doświadczeń tych, którzy dzielą się tym, co najważniejsze.
Istotą jest uważne
słuchanie i wyciąganie wniosków.
-
Jestem prowadzącym. Uczyłem
się jak dziecko – obserwując. Nie zadałem ani jednego
pytania. Konsultuję się w
sprawach bieżących. Służba prowadzącego „rodzi się”
w kontakcie z ludźmi na
mityngach w zetknięciu z ich słowami i postawami. To trudno
przewidzieć.
Doświadczenia chyba trzeba w znacznej mierze zdobywać samemu.
-
Sponsorowanie w służbie, to
druga forma sponsorowania, pierwsza to wprowadzenie.
-
Chciałem, ale musiałem dać
jasny komunikat, że potrzebuję tych doświadczeń, że nie chcę wyłamywać
otwartych drzwi. Tak samo jest we wszystkich sytuacjach, gdy sobie nie
radzę z
czymś. Muszę o tym jasno powiedzieć: nikt nie ma obowiązku domyślać
się, że z
jakimiś rzeczami sobie nie radzę.
-
Nie miałam tego szczęścia
obejmując służby, a przeszłam wszystkie – od grupy, regionu
do „krajówki”.
-
Tak. Zawsze to robiłem i
teraz to robię. Nie mam trudności z proszeniem o pomoc.
-
Przy każdej służbie, jaką
obejmowałem, chciałem usłyszeć od poprzedników, jak tę
służbę się pełni. Ale
chciałem usłyszeć ich doświadczenia i wskazówki a nie nakazy
i wytyczne.
Dzielenie się doświadczeniem jest podstawą służb.
-
Przed objęciem służby na
każdym szczeblu jej pełnienia przychodziłem na dyżur telefoniczny,
spotkania Intergrupy i
zespołów. Przypatrywałem się przyjaciołom,
którzy służyli Wspólnocie. Na początku bałem się,
że nie dam rady, nie podołam,
nie jestem gotowy. Te spotkania zakorzeniły mnie we
Wspólnocie i pomogły w
podjęciu decyzji o podjęciu służby bez lęku, bez uprzedzeń.
-
Gotowość do pełnienia służby
długo się we mnie rozwijała. Opornie. Jak już byłem gotów
– wsłuchiwałem się w
to, co mówili. Postarałem
się o sponsora w Programie.
To on stał się sponsorem w służbie. Wcześniej w służbie pomagała mi,
wskazywała
mi co mam czynić grupa,
którą obrałem za macierzystą.
-
Musiałem korzystać, bo
praktycznie nie miałem pojęcia
„z czym to się je”.
-
Po przełamaniu pierwszych
barier, lęków wewnętrznych – rozpoczyna się
korzystanie. Nauka oparta na
doświadczeniach moich poprzedników.
Skąd
mogę czerpać wiedzę na temat pełnienia danej
służby?
-
Od sponsora. Od tego, który
pełni służbę i szuka cienia. Są także warsztaty tematyczne, na
których służebni
chętnie dzielą się swoim doświadczeniem. Pomaga także moja gotowość i
chęć do
rozwoju wewnętrznego. Czytanie literatury światowej i naszej polskiej:
Mityng,
Warta, Zdrój.
-
Od osoby, która ją pełni,
bądź pełniła. Ponadto uczęszczając na spotkania, odbywające się w
ramach
konkretnej służby. Na szczęście AA daje też duże pole, aby proponować
własne
rozwiązania.
-
Od poprzedników. Warsztaty.
Literatura.
-
Oprócz mojego poprzednika,
który czasem z westchnieniem ulgi przekazuje służbę i od tej
chwili trzyma się
od niej i ode mnie z daleka. Są inni członkowie naszej
Wspólnoty, którzy kiedyś
tę służbę pełnili i chętnie się swoimi doświadczeniami podzielą. Muszę
ich
poszukać i pytać o to, co sprawia mi trudność.
-
Z „poradnika” służb a w ogóle
z literatury.
-
Od swoich poprzedników, z
literatury, przyglądania się będąc na konferencjach i spotkaniach
zespołów.
-
Literatura, Raporty EMS i
ŚMS, udział w zespołach, warsztatach, Konferencji Regionalnej (na
pierwszą
przyjechałem ze zwykłej ciekawości…)
-
Doświadczeni przyjaciele z
AA, literatura AA, biuletyny, warsztaty takie jak ten.
-
Od aowców
– służebnych, z literatury.
-
Właśnie od osób pełniących
wcześniej służbę i oczywiście od sponsora – osoby z większym
doświadczeniem w
AA.
Co
mi pomaga w pełnieniu służb?
-
Pomaga mi dobrze
zorganizowana Wspólnota AA, moja odpowiedzialność i gotowość
do współpracy.
Dobrze zorganizowane warsztaty są bardzo pomocne do dzielenia się
wiedzą w
służbach – mówienie na temat.
-
W mojej służbie pomaga mi
dystans. Do roli, jaką pełnię, do ludzi, jakich spotykam na mityngach,
ale
przede wszystkim do siebie. To pozwala spokojnie spojrzeć na służbę i
dostrzec
sprawy wymagające zmiany. Jak wszędzie – trzeba słuchać.
-
Wiara w to, co robię. Że jest
słuszne.
-
Chęć bycia służebną.
-
Pokora i chęć pomocy innym.
Niesienie posłania, możliwość spotykania się z przyjaciółmi.
-
Przyjaciele, którzy Wspólnotę
mają w sercu – „AA jest dla tych, którzy
pragną z całego serca.”.
-
No właśnie gotowość i
doświadczenie innych. Słabo znam Koncepcje AA, to mi chyba nie
pomogą…
-
Wiara w drugiego człowieka.
-
Wsparcie przyjaciół z AA i
świadomość, że mogę liczyć właśnie na ich pomoc w przypadku, gdybym sam
nie dał
rady.
-
Na pewno moja
odpowiedzialność, chęci, zaangażowanie. Mam dużo przyjaciół,
którzy pomagają.
Odpowiedzialność
i gotowość – Czy kończąc służbę jestem
gotowy/a podzielić się swoim doświadczeniem? Co robię?
-
Robię to, co dostałem od
poprzedników, dzielę się się
wszystkim ze wszystkimi
chętnymi słuchać. Umiem brać, ale uczę się dawać dzięki spotkaniom w
służbie.
PS. Dziękuję za zorganizowanie warsztatów na temat
„Sponsorowanie w służbie” i
warto to robić częściej. Pogody Ducha.
-
Na razie sam zdobywam
doświadczenie. Jednak gdyby ktoś zapytał mnie o zdanie – mogę
pomóc. Na razie
bardziej intuicyjnie i na podstawie skromnego jeszcze doświadczenia.
Sądzę, że
Tradycje i pamięć o tym, do czego służy mityng są kolosalną i
podstawową
pomocą. Sam jeszcze „tworzę” swoją służbę na własny
użytek.
-
W każdej chwili. Jestem
głęboko przekonany.
-
Jestem gotowy i to nie tylko
w momencie przekazania służby, lecz również w dalszej
przyszłości.
-
Swoich następców w służbach
zawsze starałam się sponsorować i nadal sponsoruje w służbie.
-
W moim przekonaniu,
odpowiedzialność i gotowość jest podstawą w przyjmowaniu służb i
dlatego
sponsorowanie w służbie jest nieodzowne. Dzięki służbom mogę w pełni
funkcjonować.
-
Klucze „gotowość i
odpowiedzialność”, to filary każdej trzeźwej, świadomej
decyzji o podjęciu
służby. Staram się być odpowiedzialnym za pomoc nowicjuszowi w służbie.
Na
grupie, której kiedyś byłem mandatariuszem, starałem się być
obecny
co tydzień bez służby ale z „głosem
doradczym” – to taka wyciągnięta
pomocna dłoń AA. Tak wyobrażam sobie moją „służbę po
służbie”. Mam sponsora w
służbie i chyba dla niektórych jestem sponsorem w służbie.
-
Jeśli rzetelnie
pełniłem służbę, słuchałem
sumienia grupy, sponsora – odpowiedzialność przychodzi sama.
Gotowość do
przekazywania doświadczeń jest jej konsekwencją.
-
Nie, ale powinienem.
-
Zawsze pamiętając, iż dając
sam biorę. Dzięki dzieleniu się doświadczeniem, zbliżam się i jestem
„w
prawdzie”.
-
Dzielę się doświadczeniem,
przekazując ustnie. Ale wiem, że powinienem to przenieść na papier.
Na
zakończenie:
-
Adam – mimo alkoholizmu w
czepku urodzony. Poprzez służbę zdrowieję. Dzisiejsze warsztaty są
formą
sponsorowania i to ja w działaniu.
-
Przy sprawozdaniu chciałbym
podziękować wszystkim uczestnikom warsztatów. Dzięki nim
widzę, że temat
„Sponsorowanie w służbie” był tematem potrzebnym.
-
Moje służby a trzeźwienie –
każda służba jest okazją do uczenia się, zawierania bliższych
znajomości i
trzeźwienia.
Z wdzięcznością za
udział i wypowiedzi – Zespół ds. Literatury
Drodzy przyjaciele,
Punkt
Informacyjno Kontaktowy Regionu AA Warszawa pozostaje
na kolejny okres w tym samym miejscu
czyli pod adresem
Warszawa ul. Brazylijska 10.
Nasze
dyżury,
te telefoniczne i te internetowe są bardzo ważne. Dzięki temu wiele
osób, które
są bezradne wobec swojego picia czy picia swoich bliskich znajduje
pomoc,
wsparcie i światło nadziei.
Żeby PIK
i
dyżury mogły funkcjonować potrzeba zarówno zaangażowania i
odpowiedzialności
osób na dyżurach, pomocy w utrzymaniu tego obiektu w sensie
dbania o estetykę i
porządek (działamy na zasadzie przyciągania, a nie reklamowania) oraz
bardzo
przyziemnej rzeczy czyli
pieniędzy. Udało nam się
uzyskać przedłużenie umowy na kolejne kilka lat
lecz
związane jest to z większymi kosztami utrzymania.
Opłaty z
tytułu czynszu wynikające z samej powierzchni lokalu wzrosną o 50%.
Pozostałe
opłaty, które na pewno nie zmaleją dokładnie będą znane po
podpisaniu umowy
najmu.
Oprócz
czynszu
i innych opłat dochodzą koszty materiałów potrzebnych do
utrzymania PIK
(czystość, higiena, informacja)
W
najbliższym
okresie dojdą jeszcze do tego niezbędne remonty i modernizacje
NASZ PIK
TO
NASZE WSPÓLNE DOBRO czyli
coś co jest ściśle związane
z tradycja pierwszą. Pamiętajmy przy tym, że nie korzystamy z dotacji
tylko
zgodnie z tradycja siódma utrzymujemy się z własnych
dobrowolnych datków.
Jeśli na
Waszej grupie są pieniądze, na zagospodarowanie
których
grupa nie ma pomysłu, jeśli macie taka możliwość, by ograniczyć swoje
wydatki
jako grupy i możecie te pieniądze przekazać przez intergrupy
na utrzymanie PIK będzie to bardzo pomocne i ogromnie ułatwi zadania
związane z
utrzymaniem tego punktu.
Jednocześnie
dziękuje za dotychczasowe wsparcie, dobrowolne datki
poszczególnych AA do
"kapelusza" PIK. Tradycja piąta naszej wspólnoty
mówi mi, że nie utrzymam
swojej trzeźwości bez dzielenia się nią z innymi. Ja w to wierzę i nie
chcę
wracać do picia, do poprzedniego życia. Nasz PIK to świetne i zarazem
bezpieczne miejsce do realizacji tej tradycji. Życzę wszystkim
powodzenia na
dyżurach!
Czekam
też na
Wasze uwagi co do mojego
„zarządzania” Punktem
Informacyjno Kontaktowym naszego regionu i funkcjonowania tego miejsca.
Mariusz koordynator PIK, +48780521410
Która to Tereska?
Przyjaciele,
kilka razy dzieliłam się z Wami moimi doświadczeniami w pełnieniu
służby
skarbnika – na grupie, intergrupie,
Regionie. Tym
razem parę słów o służbie skarbnika intergrupy.
Kiedy
Jackowi skończyła się służba skarbnika, nie było chętnych.
Nic
nowego. Ja też ani nie byłam chętna, ani nie miałam
ochoty, ani odwagi. Bo to
zbyt odpowiedzialne – tak sobie tłumaczyłam. A na intergrupie
byłam jako mandatariusz
no i ktoś mnie zaproponował.
Ktoś powiedział, że Tereska się zgodziła i usłyszałam brawa. Nawet nie
wiedziałam, która to Tereska, bo zapomniałam jak mam na
imię. Śmiechu było co
niemiara!!!
Więc
podjęłam się tej służby. Czułam się odpowiedzialna za nasze finanse.
Chodziłam
na warsztaty, zapoznałam się z broszurkami, słuchałam
poprzedników. Zrozumiałam
po co są wpłacane pieniądze z grup i na co są
przeznaczane. Posłanie do Zakładów Karnych, na detoks, a
następnie do Regionu,
bo przecież trzeba utrzymać Punkt Informacyjno Kontaktowy. Niesiemy
przecież
posłanie przy telefonie i na dyżurach internetowych. No i Biuro Służby
Krajowej
– biuro drukuje książki AA, ulotki i też działa przy
telefonie w godzinach
8-16.
Dzięki tej służbie nauczyłam się uczciwości i wiary, że dzięki służbie AA nauczę się rozwijać duchowo, być potrzebna drugiemu alkoholikowi. A przy okazji nauczyłam się zarządzać swoimi skromnymi zasobami. Dzięki służbom, których już teraz podejmuję się chętnie, mam wielu przyjaciół, na których się nie zawiodłam. Warto podejmować służby, zawsze z pogodą ducha. Nawet w takich trochę śmiesznych okolicznościach.
Rudzielec
Dziękuję Wam za wszystko
Drodzy
Przyjaciele, kończy się rok 2009 a wraz z nim kończy się mój
pobyt w ZK na
Mokotowie. Czas, który tu spędziłem lub też jak kto
woli - karę, którą tu odsiedziałem, uważam za
„kolejna szansę na Życie”, którą
dostałem od tego, który przez cały czas nade mną czuwa,
czyli od Boga, choć nie
do końca Go pojmuję. 10 grudnia kończę wyrok 6 lat i 7 miesięcy
z czego 2 lata i 11 miesięcy należy do
Wspólnoty AA.
Tak,
to
jedyna jak do tej pory rozsądna i świadoma decyzja, którą
podjąłem w moim
życiu. Dzień 3 stycznia 2007 roku to dzień, który będę
pamiętał do końca
swojego życia. W tym właśnie dniu Wspólnota AA przyjęła mnie
w swoje szeregi,
szeregi ludzi, których celem jest wszakże trwać w trzeźwości
i pomagać innym
alkoholikom w jej osiągnięciu. 2 lata
i 11 miesięcy
jestem Trzeźwy, dzięki temu moje życie stało się wartościowe i godne a
to
wszystko dzięki Wam, no i sobie.
Korzystając z okazji, że zbliżają się Święta Bożego
Narodzenia, a to
dobra okazja do życzeń, pragnę Serdecznie i Gorąco podziękować
wszystkim, którzy
pomogli mi trzeźwość osiągnąć. Wdzięczny jestem całemu gronu moich
przyjaciół
oraz wielu, wielu innym , których
nie wymieniłem.
Życzę Pogody Ducha, Tomaszek AA,
Literatura AA w pracy ze sponsorem
-
sprawozdanie z warsztatu zorganizowanego
podczas XXXII Konferencji Służb Regionu AA Warszawa, dn. 30.09.2009.
Spotkanie
rozpoczęliśmy tekstem "Jestem
odpowiedzialny". Wspólnie odczytaliśmy 12 tradycji. Warsztat
poprowadził
Maciek z Intergrupy
Sawa, uczestniczyło w nim 49 osób
Pierwszy zabrał głos Maciek, mówiąc, że sponsorowanie jest
według niego
nierozerwalnie związane z literaturą AA. Maciek odczytał V rozdział
Wielkiej
Księgi „Jak to działa”. Zauważył, że literatury AA
jest dużo, jest z czego
czerpać. Jest także broszura AA na temat
sponsorowania: „Sponsorowanie - pytania i
odpowiedzi”.
Następnie
Sławek podzielił się swoim
doświadczeniem odnośnie relacji sponsor - sponsorowany. Przytoczył
radykalne
stwierdzenie „Nie masz sponsora, to nie zacząłeś
trzeźwieć”. Sławek przez
pierwsze 2-3 lata niepicia nie miał sponsora i był w AA „turystycznie”,
nic nie robił. Było mu źle, jednak
wciąż odwlekał podejmowanie decyzji, by to zmienić. Kiedy w końcu
poprosił o
sponsorowanie, zaczęła się dla niego prawdziwa przygoda w AA. Sponsor
stał się
dla niego bardzo ważną osobą. Wskazał
mu Wielką
Księgę, polecił zaznaczać ważne dla niego fragmenty i dzielić się
swoimi
refleksjami. Sponsor zaczął go wdrażać w służby, dawać sugestie, bo
zamiast
opowiadać, lepiej robić, działać. Sponsorowanie także jest służbą.
Oddawaniem tego,
co samemu się otrzymało.
Janusz Tradycja powiedział, że
„12 Kroków i 12
Tradycji” oraz Wielka Księga to sposób, przepis na
życie bez gorzały.
Ta literatura ma magiczną moc. Według niego sponsor to nie przyjaciel
do
pogaduszek. To sponsor decyduje o tym
na co i kiedy
jest się gotowym, a nie sam sponsorowany. Miarą trzeźwienia jest nie
liczenie
lat niepicia, ale to jak się dana osoba zmienia i w jakich relacjach
żyje w
domu.
Andrzej
- w AA dużo trzeba „musieć”, by być trzeźwym.
W literaturze wciąż występuje w różnych odmianach słowo
„muszę”. A praca ze
sponsorem nauczyła go uważnego czytania literatury AA, dyscypliny i
analizy.
Literatura jest dla niego niezbędna w drodze trzeźwienia. Jest to
program na
życie, na kłopoty, na radzenie sobie z nimi.
Ewa
powiedziała, że tylko kiedy
było jej źle, myślała o znalezieniu sponsorki. Ktoś zwrócił
jej uwagę, żeby
przestała opowiadać, a zaczęła działać. Widziała, że ci co
mieli sponsora, zmieniali się na lepsze. Też tak chciała. W sponsorce
spodobało
jej się to, jak żyje, co robi, jak się zmieniła. Dzięki pracy ze
sponsorką jest
dziś w tym miejscu, w którym jest. Objęła służbę. Jej życie
odmieniło
się.
Andrzej
stwierdził, że wszystko ma swój czas i swoje
miejsce. W danym momencie udało mu się znaleźć człowieka,
któremu zaufał.
Wybranie sponsora to ryzyko. A on powiedział sobie, że albo chce żyć i
zaryzykować albo dalej kombinować po swojemu. Potrzebował człowieka,
któremu
mógłby powiedzieć o sobie całą prawdę.
Grażyna,
w szukaniu sponsorki kierowała się tym, by mieć
choć nić sympatii do takiej osoby. Zaczęła chodzić na
te same mityngi co
upatrzona przez nią potencjalna
sponsorka i słuchać jej. Tym czego
szukała, była
uczciwość.
Reasumując
liczne wypowiedzi uczestników warsztatu,
sponsorowanie powinno opierać się na konkretnych zasadach:
-
czytanie i omawianie „12 Kroków i 12
Tradycji” oraz
Wielkiej Księgi, wspomagane własnym doświadczeniem
-
powinno posiadać stały rytm, ściśle ustalone dni i
godziny spotkań spotkania,
- to
praca nad programem, a nie tylko przegadywanie
swoich „ważnych” tematów
-
czysty układ, umówienie się na to, że w każdej
chwili można zrezygnować,
-
anonimowość i zaufanie,
najlepiej by nie było powszechnie wiadomo, kto komu
sponsoruje, a przede
wszystkim by nie wynosić z takich spotkań informacji o drugiej osobie,
-
czystość Tradycji AA, przestrzeganie ich nie tylko
na mityngu, spotkaniach ze sponsorem, ale i w życiu
na co
dzień,
-
sponsorowany musi mieć jakąś służbę, a od 4 Kroku
sam powinien mieć już sponsorowanego,
-
mężczyzna nie powinien sponsorować kobiecie i
odwrotnie (relacje damsko-męskie przeszkadzają w sponsorowaniu, można
zrobić
tzw. 13 krok)
-
uczestnictwo w mityngach, nie rzadziej niż 2-3 razy
w tygodniu,
- nie
można brać odpowiedzialności za to, że komuś się
nie udało i zapił.
Warsztat
uważam za bardzo pomocny. Zebranie
doświadczeń wielu osób na temat sponsorowania pokazało, że
sponsorowanie to
praca oparta przede wszystkim na literaturze AA. Usłyszałam wiele
cennych
wskazówek, jak uczciwe sponsorowanie powinno wyglądać i czym
należy kierować
się wybierając sponsora, bądź jak postępować, samemu nim będąc.
Pożegnaliśmy
się modlitwą "O Pogodę ducha" .
Agnieszka
- Intergrupa
Wschód
Ciąg
dalszy długiej rozmowy z archiwum MITYNGU:
M
– Co z dowolnością wyboru
tekstów, które czytamy np. Desiderata. Jako
Zespół Literatury próbujemy korzystać z
naszych tekstów.
F
– Ja myślę sobie, że tutaj też jest przechył.
Niedobry przechył. Każdy kraj ma wolność. My mamy
się pilnować literatury AA. Mamy zapewnić by ta literatura była wydana.
Ale są
rzeczy, które są nam bardzo przydatne i potrzebne. Np. w
Stanach czytają na
zakończenie Desideratę.
Dlaczego? Dlatego, że jest to
bardzo piękny tekst, mądry i pożyteczny. My nie możemy tej Desideraty
kupić, bo nie ma nawet od kogo.
M –
Co
to znaczy?
F
– Ona nie jest z AA w sensie takim. Bo tak jak
„Ojcze
nasz” nie można kupić i tutaj nie ma możliwości, żeby
ktokolwiek nam nakazał
lub zakazał. My mylimy pewne rzeczy. My
jako AA,
polskie AA, jesteśmy zobowiązani, żeby wydawać literaturę li tylko AA.
Wydawać,
a możemy rozpowszechniać literaturę inną. U nas jest jakby zakaz
rozpowszechniania tej literatury. To jest ze szkodą dla
alkoholików. Dlaczego?
Dlatego, że my musimy sugerować się POTRZEBĄ. Niech alkoholik sam
wybierze. My
mamy tylko zapewnić literaturę AA. A jak chcesz kupować coś innego to
sobie
kupuj. Wielu alkoholikom bardzo by się przydał poradnik do IV kroku,
medytacje.
Przecież tak naprawdę medytacje „Day by day” –
„Dzień
po dniu” to wielu alkoholików amerykańskich się na
tym wychowało, do dzisiaj to
trzyma i na każdym mityngu je spotkasz. A ponieważ była duża trudność w
wyborze, czy wybrać 24 godziny czy „Day by day” jako aowski i zatwierdzić i poprosić
aby nam dano prawa
autorskie do tego, to stworzono taki zespół,
który stworzył własne medytacje
czyli „Refleksje na każdy dzień”.
M
– Ale one są jeszcze oficjalnie nie
wydane.
F
– U nas tak, ale oficjalnie jest już zatwierdzone. To
była by głupota gdybyśmy odrzucali „Day by day” albo
„24 godziny”. Przecież na tym żeśmy się wychowali.
Nie można tak tego odrzucać.
Człowieku, patrz na to co
jest przydatne do
trzeźwienia. Tu nie chodzi o jakieś ambicje i ambicyjki, TU CHODZI O
ŻYCIE.
Jeżeli „Day by day”
ci naprawdę pomaga, a pomaga
tysiącom alkoholików i na całym świecie na każdym mityngu to
kupisz, to nie
bądź mądrzejszy od papieża. Daj to alkoholikowi, jak mu nie będzie
pasowało to to odrzuci.
Mało tego, my możemy jako
zespół literatury robić jedną rzecz, podsuwać rzeczy,
które by się przydały,
które by były w obiegu AA, w sprzedaży. Ty możesz kupić,
możesz nie kupić. Nie
bójmy się takich rzeczy. Tutaj kupisz jedną książkę a
będziesz musiał dwa
stoiska iść dalej bo
ktoś zakazał. I tutaj mówię, my
mamy obowiązek i będziemy tylko wydawać literaturę AA, a sprzedawać
jako BSK możemy wszystko co zespół literatury
uzna za przydatne. I to
jest sens. I tak było na początku powiedziane, tylko ktoś to wypaczył i
poszedł
przechył na drugą stronę. Mało tego, wspaniałe i genialne jest to, że
każda
grupa jest samodzielna, jeżeli sobie grupa życzy to może czytać i Desideratę.
M
– Jak widzisz to AA w przeciągu XX lat
w którym jesteś, w którym się
rozwijasz, te początki i to co teraz?
F
– Jestem szczęśliwy, że byłem na początku i widziałem
ten rozwój. Ale widziałem też takie momenty bardzo trudne,
przykre, że ja
ubliżałem ludziom i inni ubliżali mnie nawzajem. Ale ciągle chcieliśmy
jednego
dobrego i widzę jak KRZEPNIE to AA, i powiem ci jak przedtem te służby
nie
bardzo wiedziały co
robią to teraz coraz więcej wiedzą
co mają robić.
M
– To znaczy.
F
– To znaczy, że zaczynają robić to
co do nich należy. Już nie próbują zrobić
takiego szumu koło siebie a
rzetelną robotę. Tak jak patrzę dzisiaj na Radę Powierników,
jak patrzę na
Komisję Służby Krajowej, na to co
się dzieje w
Regionach. Jak to wszystko zaczyna powoli tak naprawdę krzepnąć.
Tylko pilnujmy jednej rzeczy. BĄDŹMY UCZCIWI! Uczciwi w
tym, że jeżeli
coś jest nieprzydatne – nie robić tego. Bo jeżeli nie jest
przydatne to
wtenczas staje się śmieszne. Na Światowym Mityngu, teraz będę drugi raz
tam jechał – jeżeli
zagonimy się to wstaje jeden i mówi: „BARDZO
WAS PRZEPRASZAM, jesteśmy tutaj tylko po to, żeby nieść posłanie innym
alkoholikom”. Myśl tak, żeby do alkoholika to dotarło i nic
więcej. Tu nie ma
żadnych ambicyjek. Mamy
dotrzeć do alkoholika, który wciąż jeszcze cierpi. A często ten
alkoholik siedzi przy tobie na mityngu.
M
– Dokładnie, tylko trzeba go zobaczyć, chcieć go
zobaczyć.
F
– Tak, chcieć go zobaczyć. I to
co
się dzieje. Jak w Polsce tworzyliśmy Forum.
Stwierdziliśmy,
że bardzo mało AA zna i rozumie sens Tradycji. I stworzyliśmy to Forum.
Właśnie
po to aby się można
spotkać i podyskutować o Tradycjach,
jak to tak naprawdę jest.
M
– Potrzeba tych tradycji.
F
– Tak. Spotkaliśmy się najpierw w kinie KADR. To była
taka formuła, którą zacząłem prowadzić. Potrzeba
dyskutowania o tym. Na mityngu
nie ma miejsca na dyskutowanie. Ogłosiłem, że są takie spotkania. I
potem
spostrzegliśmy, że dyskutujemy, a tu brak jednej rzeczy. Brak
wiadomości o
Tradycjach. Urządziliśmy więc
takie spotkanie, ja 4
pierwsze, na temat tradycji.
Jest
nadzieja
Dzisiaj
mam 26 lat. Jestem alkoholikiem.
Pierwszy raz piłem alkohol w wieku 12 lat. Ze znajomymi ze szkoły
podstawowej
postanowiliśmy się napić. Kupiliśmy sobie po dwie butelki piwa i
poszliśmy na
łąkę, za pobliskie działki. Wypiłem półtora butelki piwa i w
tamtym momencie
spodobał mi się ten stan. Czułem
uznanie, spełnienie, ożywienie, poczucie mocy. Już po pierwszym piciu
alkohol
przypadł mi do gustu. Kiedy przyszedłem do domu jeszcze pijany, nie
miałem za
to żadnych konsekwencji. Mój
ojciec pił a matka nie
żyła od dwóch lat. Początkowo piłem raz na dwa tygodnie,
potem częściej, ale
już w szóstej klasie piłem wino, wódkę, piwo.
Piłem raz na tydzień a nawet dwa
razy w tygodniu.
Kiedy
miałem 15 lat zmarł mój ojciec i siostra
przejęła opiekę prawną. Mieszkała
5 kilometrów dalej,
miała już własną rodzinę, a ja ze starszym bratem mieszkałem w domu
rodzinnym.
Poczułem wolność. Robiłem, co mi się żywnie podobało, nikogo nie
słuchałem.
Tylko ja miałem rację. Zacząłem kraść, robić napady na ludzi. Alkohol
stał się
chlebem powszechnym. Piłem, jak nie codziennie to
co
drugi dzień. Zdarzały się też ciągi picia po nawet miesięczne.
Zaczęły
się problemy z tolerancją na alkohol,
pierwsze konflikty z prawem, z rodziną. Nie wiem
jakim
cudem skończyłem podstawówkę nie powtarzając żadnej klasy.
Ale się udało. Z
zawodówki wyrzucono mnie. Najpierw za nieobecności a potem,
kiedy dostałem się
na kierunek stolarski też ponownie zostałem usunięty za nieobecności
dyrektor
nie chciał mnie przyjąć do szkoły. Pojechałem do ciotki do innego
miasta i tam
dostałem się do szkoły na kierunek kucharza. Już siostra wielokrotnie
mówiła
mi, że jak się nie uspokoję, to pójdę do zakładu
wychowawczego. Ale ja sobie
nic z tego nie robiłem. Szybko znalazłem kompanów do picia i
kradzieży. Po
wypiciu około 0,5 litra
wódki wpadliśmy z kumplem na
pomysł, żeby okraść szkołę. Niestety,
wszystko się wydało. Miałem sprawę w sądzie i wyrok w zawieszeniu.
Oczywiście
musiałem wrócić do domu rodzinnego, a tam byli na mnie źli
za zachowanie.
Czułem
wtedy poczucie odrzucenia, zakłopotanie,
złość, rozdarcie, wstyd, osamotnienie, wrogość, poczucie winy.
Zostałem
bez szkoły, ale jak to jest takie
przysłowie, które mówi, że głupi ma szczęście.
Moja siostra była nauczycielką w
szkole
obok
zawodówki i jakoś mi załatwiła, że dyrektor mnie znowu
przyjął. To była moja
ostatnia szansa. Uczyłem się zawodu technologa robót
wykończeniowych.
Uspokoiłem się trochę bo
chciałem tą szkołę skończyć,
jednak nadal piłem. Próbowałem też ograniczyć się do picia
raz w tygodniu w
weekendy. Przez cały tydzień myślałem aby wytrzymać do piątku, aby w
piątek,
sobotę, i niedzielę pić
do nieprzytomności. Czasem piłem w tygodniu,
ale tak, aby w miarę
funkcjonować. W wieku 17 lat, w dniu moich urodzin zmarł brat. Miał
wtedy 26
lat, był narkomanem. Dwa tygodnie przed moimi urodzinami przestał brać
i jak to
lekarze stwierdzili, miał zespół odstawienny.
Serce
nie wytrzymało kolejnej dawki alkoholu. Piliśmy wtedy z bratem i dwoma
znajomymi kolegami. Ja sam wtedy wypiłem ok 1 litra wódki.
Urwał mi się film
pamiętam. tak że dopiero
rano znalazłem brata martwego.
Po
tym zdarzeniu zamknąłem się w sobie, zacząłem na
wszystko bardziej agresywnie reagować. Obwiniałem wszystko i
wszystkich, ale
nie widziałem w tym swojego picia.
Codziennie
czułem osamotnienie, tęsknotę,
trwogę i żal. W sercu nosiłem zawiść, rozpacz.
Obwiniałem się zadając sobie pytanie, czemu to nie ja
umarłem? Pojawiły
mi się myśli samobójcze.
Siostra
zawiozła mnie na oddział
psychiatryczny, gdzie
stwierdzono depresję. W szpitalu przeżywałem
straszne głody
alkoholowe. Po dwóch miesiącach opuściłem szpital od razu
kierując się do
sklepu z gorzałą. Choć
wiedziałem, że nie mogę pić
jednak kupiłem dwie nalewki po 0,75
litra. Jedną
wypiłem od razu a kiedy w domu wypiłem
drugą, to pierwszy raz chciałem popełnić samobójstwo. W szpitalu zbierałem w tym
celu leki. Jednak
znowu coś
czuwało nade mną. Zjadłem leki, ale nic mi się nie stało. Pamiętam
tylko, że
było mi ciężko oddychać. Rano obudziłem się na ciężkim kacu z poczuciem
winy i
wstydem w rozchwianym stanie emocjonalnym. Chciało mi się wymiotować. A
potem
nadal codziennie piłem. Nie skończyłem zawodówki.
Siostra
zaproponowała mi, żebym poszedł na
terapię, bo mam poważne problemy z alkoholem. Moja chora duma nie
pozwoliła
tego przyjąć, mimo, że siostrze powiedziałem, że się zastanowię.
Powiedziałem sobie,
że jeśli
wytrzymam
tydzień bez picia, to znaczy, że nie mam żadnego problemu. Po
dwóch dniach
napiłem się tak, że ledwo przyszedłem do domu o własnych siłach, Nie
pamiętam,
ile wtedy wypiłem. Po dwóch dniach zadzwoniłem do siostry
zgadzając się na terapię.
Czułem
zobojętnienie, myślałem sobie niech się dzieje
co chce, już gorzej być nie może. Trafiłem najpierw
na detoks potem na terapię na 6 tygodni. Na terapii przyznałem się że jestem alkoholikiem i tak
w wieku 18 lat zostałem
świadomym alkoholikiem w zaawansowanym stanie chronicznym. Ale wtedy
tego
jeszcze nie rozumiałem na czym
polega trzeźwienie. Nie
piłem prawie 6 miesięcy i miałem swój sposób na
trzeźwienie.
O
mityngach AA w ogóle nie chciałem słyszeć.
Nie rozumiałem tego. Dla mnie byli to dziwni starsi o de mnie ludzie,
którzy
mówili o głupotach, które mnie nie interesowały.
Coś jakby sekta, tylko w innym
opakowaniu.
Zacząłem
pić chodząc do klubu, w którym
spotykałem się ze znajomymi. Początkowo piłem colę i dobrze się
bawiłem, potem trafiło się piwo.
Wracałem do domu myśląc,
że chyba ja nie mam problemu i że tylko na
terapii zrobili mi
kisiel z mózgu. Później piłem 3 piwa i wracałem
do domu sam nie wiedząc, kiedy
traciłem kontrolę. Po dwóch tygodniach piłem
wódkę, piwo, wino. A zapomniałem dodać,
że będąc na terapii dostałem szansę, żeby poprawić oceny i skończyć
szkołę.
Oczywiście to zrobiłem i choć z trudem
ale skończyłem
szkołę. Miałem zawód. Wracając do tematu,
wróciłem do picia ciągami i
kradzieży. Alkohol znowu był na pierwszym miejscu. Pamiętam, że kiedy
zabrakło
mi pieniędzy na dalsze picie, napadłem człowieka, żeby zdobyć pieniądze
na
picie. Za 30 złoty zostałem skazany przez Sąd na trzy lata pozbawienia
wolności. Świat mi się zawalił.
Czułem
bezradność, bezsilność, bunt, ale
również dyskomfort, gniew, lęk, smutek, żal, złość, wrogość,
zawiść, tęsknotę.
Wtedy jeszcze do mnie nie docierało, że to przez moje picie. Widziałem
siebie
pokrzywdzonego przez Sąd. Wszyscy
byli
winni, tylko nie ja.
W
Zakładzie Karnym odbyłem jeszcze jedną
terapię alkoholową. Buntowałem się strasznie, po co mi terapia, ale w
końcu ją
ukończyłem i wyszedłem z więzienia. Tam rozumiałem, że mityngi AA nie
są wcale
złe, że jest w nich coś dobrego. Niestety dosyć szybko zapomniałem o
swoim
trzeźwieniu i postanowieniach. Chore myślenie wzięło górę i
znowu powróciłem do
picia. Piłem codziennie mniej lub więcej, ale były też przerwy jedno,
dwudniowe. Dostałem propozycję pracy w Warszawie.
Postanowiłem, że sprzedam mieszkanie po
rodzicach i wyprowadziłem się. Zrobiłem prawo jazdy na samochody
ciężarowe,
chciałem założyć firmę itd., itp. Tylko zapomniałem w tym planie
uwzględnić
swojego alkoholizmu.
W
konsekwencji przeprowadzki do Warszawy
przepiłem pieniądze za
mieszkanie. Plany legły w gruzach. Moje życie dalej potoczyło się
dawnym
trybem. Picie alkoholu, częste zmiany pracy,
picie ciągami. Jak
miałem 24 lata zaszyłem sobie esperal. Nie piłem 7 miesięcy. Jednak
na Nowy Rok wypiłem kieliszek
szampana i kiedy zobaczyłem, że nic mi nie jest sięgnąłem po
wódkę. Wypiłem
butelkę a potem już piłem od nowa. Trafił mi się wyjazd do Francji do
pracy na
budowie. Po miesiącu zostałem zwolniony za picie i robienie awantur po
alkoholu.
Kiedy
zacząłem się zastanawiać nad swoim życiem
i swoim alkoholizmem, chciałem powrócić do ludzi
trzeźwiejących w grupie AA.
Picie już mnie zmęczyło. Ale
znów znalazłem pracę i
szybko zapomniałem o Anonimowych Alkoholikach.
Pracowałem po 12, 13 godzin. Taki miałem przymus na swoje
nie picie.
Praca, dom, pieniądze. Oczywiście jak miałem wolny dzień, to piłem i
tak mi się
życie dzień po dniu toczyło. W międzyczasie zrobiłem uprawnienia
obsługi żurawi
widłowych, zacząłem coś myśleć o własnej działalności gospodarczej. Zwłaszcza, że moja
dziewczyna była w ciąży.
Urodziła mi się córeczka co
ja oczywiście oblewałem
przez trzy dni. Potem wydarzenia pobiegły bardzo szybko. Nie wyszła mi
samodzielna działalność. Dziecko trafiło do szpitala, a ja poszedłem
pić.
Właściciel wymówił mi mieszkanie. Wziąłem pieniądze i piłem
kasacyjnie.
Chciałem się zachlać i zagłodzić na śmierć. Nie zależało mi na życiu,
za które
obwiniałem cały świat.
Za
namową dziewczyny trafiłem w styczniu 2008
na detoks. 4 miesiące
nie piłem, ale moje myśli i postępowanie było takie samo jak piłem.
Przyjmowałem leki na depresję , mieszkałem
w ośrodku
dla bezdomnych i dalej siebie biczowałem myślami. Nie brałem pod uwagę
swojego
alkoholizmu. Znowu zacząłem pić. Chciałem kolejny raz skończyć
ze sobą, aż trafiłem na
detoks. I wtedy coś mnie tknęło, żeby jeszcze raz spróbować
terapii, ostatni
raz. I tak zostałem tylko z tą myślą
bo piłem
dalej. Kupiłem
namiot, rozbiłem go w
lesie i nic nie jadłem. Potem nawet odmówiłem sobie wody,
tylko piłem i
rozmyślałem o swoim straconym życiu, jaki ja jestem biedny żuczek, jaki
świat
jest niesprawiedliwy. Po tygodniowym ciągu coś do mnie dotarło, nie wiem co, ale pomogło, To chyba
była moja Siła Wyższa.
Obecnie
jestem na terapii i widzę w niej sens.
Wiem, że nie miałem żadnej depresji, to tylko były moje chore złe
myśli, które
kazały mi pić alkohol. W końcu wiem
do czego są mi
potrzebne mityngi AA. Czemu dla mnie ważny jest drugi alkoholik i
szczera
rozmowa. Na
mityngach mówimy o sobie, o
swoim życiu. W końcu wiem, co to jest słowo trzeźwość. Teraz jak patrzę
na swój
piciorys ogarnia mnie
żal i smutek. Teraz już wiem,
co mi mówił mój terapeuta,
tez alkoholik z pierwszej terapii. Każdy
alkoholik, żeby przestał
pić, musi dotknąć dna. Ja już swojego dna sięgnąłem. Teraz muszę się
podnieść choć
wiem, że przede
mną długa droga. Warto być trzeźwym. Jest takie przysłowie,
które mówi, że nie
ma tego złego co by na
dobre nie wyszło. Dobre jest
tylko to, że mam dopiero 26 lat. Rozpocząłem drogę życiową
ale tym razem w innym kierunku. Trzeźwość zaczyna mi się
coraz bardziej
podobać. Grupa AA, w której uczestniczę obdarowała mnie
zaufaniem powierzając
służbę mandatariusza.
Nie
chcę stracić tego zaufania.
S.