MITYNG 03/153/2010
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
Kolejna
konferencja ...
…
tuż,
tuż, w kwietniu. Zbliża się więc
wiosenna konferencja
Regionu, jest to kolejna konferencja, na której będę jako
pełniący służbę. Z
moich doświadczeń jakie
zdobyłem przez ten okres mogę
powiedzieć, że było to tak jak z moim pierwszym mityngiem. Wiem, że
byłem, ale o czym
mówiono i co robiono to już nie do końca.
I
tak
było z moją pierwszą konferencją: ktoś coś mówił, coś
głosowali, kogoś
wybierali, ale kogo i po co – mogę szczerze wyznać
– tak do końca to nie
wiedziałem. Dziś wiem, że jadąc na konferencję służb Regionu powiniennem zapoznać się z materiałami
jakie są przygotowywane na taką konferencję, bym wiedział
o czym będą
mówić służby Regionu, jakie będą służby wybierane i co jest
sugerowane dla
kandydatów do tych służb. Będąc uczestnikiem takiej
konferencji jestem
służebnym swojej grupy, czy intergrupy,
czy grup
regionu i dla własnego dobra, jako członka AA, mam pełnić tę służbę
uczciwie z
pełnym zaangażowaniem. Jako kandydat do służby w Regionie starałem się
być w
miarę rzeczywistym cieniem swego poprzednika, poprzez uczestnictwo w
zespołach,
warsztatach, radach regionu, itp., bym mógł zaobserwować na
czym ta służba ma polegać i jak dobrze ją pełnić, co nie
jest wcale
takie proste jak mi się zdawało.
Ale
uważam także, że Konferencja Regionu jest takim małym świętem, dlatego
że mogę
spotkać tam wielu przyjaciół z całego Regionu, porozmawiać,
usłyszeć nowe
doświadczenia. Nasza wiosenna konferencja ma bardzo ciekawy temat
„Anonimowi,
ale nie niewidoczni”. Myślę, że zachowanie mojej
anonimowości, a w moim
rozumieniu prywatności w życiu rodzinnym i zawodowym jest dla mnie
bardzo ważne
a dla wspólnoty bezpieczne. Ale bym mógł nieść
posłanie alkoholikowi, który
jeszcze cierpi muszę wyjść na zewnątrz, do ludzi. Myślę, że pamiętając
zawsze o
12 Tradycji
i biorąc
przykład ze wspólnot z innych krajów, możemy
skorzystać z dobrodziejstw
cywilizacji, jakimi są wszelkie media, by ludzie wiedzieli czym i dla
kogo jest
Wspólnota AA.
Maciek
AA
Anonimowi, ale nie
niewidoczni
Temat
wiosennej XXXIII Konferencji Służb
Regionu (17 kwietnia 2010) brzmi: „Anonimowi,
ale nie niewidoczni”. No i
bardzo dobrze. Myślę, że w Polsce problem zrozumienia
różnicy pomiędzy
tajnością, a anonimowością jest nadal istotny, a może nawet palący
– coraz
częściej odnoszę wrażenie, że Wspólnotę AA i jej Program
traktuje się w naszym
kraju, jako niezbyt ważny dodatek do terapii odwykowej, a posłanie AA
niosą
raczej terapeuci w poradniach i telenowele, niż sami alkoholicy.
Pewne
problemy z anonimowością mieli chyba
także Anonimowi Alkoholicy w Ameryce. Wiele lat temu. Pozostaje mieć
nadzieję,
że się z tym dawno uporali, a więc można będzie od nich czerpać
przykłady i
korzystać z ich doświadczeń. W każdym razie Bill W. pisał
kiedyś tak: „W
niektórych grupach AA zasada anonimowości jest doprowadzona
do absurdu.
Członkowie tak kiepsko się ze sobą komunikują, że nie znają nawet
swoich
nazwisk ani nie wiedzą, gdzie kto
mieszka. Przypomina
to komórkę konspiracyjną”*.
A
Doktor Bob: „Ponieważ
nasza Tradycja dotycząca anonimowości wyraźnie wytycza poziom
graniczny, dla
każdego kto zna angielski, musi być oczywiste, że zachowywanie
anonimowości na
jakimkolwiek innym poziomie jest pogwałceniem tej Tradycji. Uczestnik
AA, który
ukrywa swoją tożsamość przed innym uczestnikiem Wspólnoty,
podając jedynie swoje
imię, łamie tę Tradycję tak samo, jak ten uczestnik
Wspólnoty, który pozwala,
aby jego nazwisko ukazało się w prasie w powiązaniu ze sprawami
odnoszącymi się
do AA. Ten pierwszy zachowuje swoją anonimowość powyżej poziomu prasy,
radia i
filmu; ten drugi zachowuje swoją anonimowość poniżej poziomu prasy,
radia i filmu – podczas gdy
Tradycja ta postuluje, abyśmy
zachowywali anonimowość na poziomie kontaktów z prasą,
radiem i filmem”**.
Wydaje
mi się, że ewolucja Wspólnoty przebiega
podobnie, jak zdrowienie (tzw. trzeźwienie) i rozwój
osobisty alkoholika –
sukcesywnie, stopniowo, etapami. Pamiętam, jak na początku, oczarowany
i
zachwycony, chciałem opowiadać o AA i o swoim udziale w mityngach,
znajomej
sprzedawczyni w warzywniaku, a nawet obcym ludziom na przystanku
autobusowym.
Ależ byłem wtedy szczęśliwy!
Później
usłyszałem coś tam o anonimowości i… zszedłem
do podziemia. Nagle wszystko stało się tajne, ale jednocześnie tak
wspaniale
tajemnicze. Zastanawiałem się wtedy na przykład, czy wolno mi skinąć
głową na
przywitanie koledze z mityngów, którego mijałem
na ulicy. Bo może – zgodnie z
zasadą anonimowości – lepiej udawać, że go nie znam, nie
poznaję, nie widzę?
Tak…
dawne dzieje… ciekawe czasy…
Tak
sobie rozmyślam, jak to wygląda u mnie dzisiaj?
Jak obecnie, po wszystkich tych zawirowaniach, błędach i wypaczeniach,
realizuję w swoim własnym życiu sugestię: anonimowy, ale nie
niewidoczny?
Otóż
wykombinowałem dla siebie w związku z tym pewną
zasadę. Może się to wydawać niepoważne, w końcu to prosta sprawa i po
cóż tu
jakieś zasady, ale do rozwiązań typu „jakoś to
będzie” mam z dawnych czasów
pewien uraz, więc przyjąłem do codziennej realizacji prostą zasadę,
regułę,
która składa się z dwóch tylko punktów:
1. O
AA mówić, gdy pytają.
2.
Żyć tak, żeby pytali.
A
uczestnikom XXXIII Konferencji (i wszystkich
następnych) życzę owocnej służby w duchu jedności i obiecuję, że będę
się
starał wcielać w życie to wszystko, co razem opracują, dla naszego
– to jest
uczestników mityngów AA, jak i tych,
którzy wciąż jeszcze cierpią –
wspólnego
dobra.
Meszuge (Luty 2010)
*
„Jak to widzi Bill”, str. 241.
**
„Doktor Bob i dobrzy weterani”, str. 281-82.
Co mi dała służba łącznika z ZK
Wracam
właśnie z Warszawy pociągiem, ze
spotkania zespołu do spraw zakładów karnych,
które się nie odbyło, ponieważ
wszystkie spotkania są poprzekładane na inny termin, być może było to
ogłoszenie w Internecie ale
o tym nie wiedziałem.
Kiedyś przyjechałem o tydzień za późno, ponieważ spotkania
odbywają się w 4
czwartek miesiąca a nie ostatni.
Będzie
to nauczką dla mnie, aby następnym razem
upewnić się telefonicznie.
Wyjazd
do Warszawy, 100 kilometrowa odległość
to wyprawa na cały dzień, czasami koliduje mi to z pracą zawodowa,
staram się w
miarę możliwości bywać na spotkaniach, czasem proszę o konkretną
poradę, cieszę
się, kiedy mogę podzielić się własnym doświadczeniem. Poznałem nowych
przyjaciół w zespole - w jedności siła. Podziwiają mnie za
wytrwałość - nasze
wspólne dobro jest najważniejsze!
Nie
mam żalu, że nie zostałem powiadomiony,
zobowiązałem się napisać artykuł na temat mojej służby. Sięgam pamięcią
jak się
to wszystko zaczęło.
Na
początku 2009r. dowiedziałem się, iż grupa
„Szansa” przechodzi kryzys, potrzebny jest nowy
łącznik. Zastanawiałem się nad
zgłoszeniem swojej kandydatury, mam przecież wystarczającą wiedzę, a
sama
wiedza bez uczynków jest martwa. Nigdy nie byłem jeszcze na
mityngu za murami
zakładu karnego. Są tam tacy sami ludzie jak ja, którzy się
troszeczkę
pogubili. Pomoże mi to przełamać lęk i strach przed załatwieniem spraw
w
urzędzie, nabrać pewności siebie. „Byłem w więzieniu a
odwiedziliście mnie”.
Zgłosiłem się do służby. Na spotkania przychodziło około 18 osadzonych,
zdawało
mi się że nie bardzo
zainteresowanych programem, na
mityngu 2 lub 3 osoby zabierały głos, byli to AA-owcy z dłuższym
stażem,
większość dopiero co po terapii, lub też czekali na wyjazd na terapię.
Woleli
raczej słuchać niż mówić. Bardziej zależałoby im aby
więcej osób dzieliło się swoim doświadczeniem z wolności. Z
wolności
przychodziło nas kilku, albo tylko ja sam.
Ciężko
jest nieść posłanie, być spikerem przez
2h na każdy temat. Zgłaszałem problem na Intergrupie,
apelowałem o wsparcie, a nawet straszyłem usunięciem z listy. Kiedy
dostałem
wezwanie do pracy, musiałem wykonać kilka telefonów zanim
kogoś znalazłem, kto
będzie mógł przyjść na mityng.
Uczyłem się tolerancji,
cierpliwości, szanować zdanie innych, bez obrażania się i agresji.
Michał
poprosił mnie, bo chciał mieć codzienne refleksje, podarowałem mu swoje
własne,
kiedy został przeniesiony do innego więzienia cieszyłem się, że
literatura
pojechała razem z nim.
Aby
bardziej przybliżyć program AA zacząłem
zabiegać o wsparcie w literaturę. Kupowałem ją poprzez Intergrupę.
Szukałem osób i grup, które w ramach niesienia
posłania chciałby taką
literaturę zakupić dla ZK. Serdecznie chciałbym podziękować koleżance,
która
dała mi 20zł., abym kupił to co
mi najbardziej
potrzeba.
Postanowiliśmy
z Heniem, Zbyszkiem i Włodkiem
zorganizować warsztaty kroków w zakładzie karnym. Otrzymałem
zgodę od
dyrektora. Będziemy mogli raz w miesiącu przeprowadzić warsztat w
godzinach
porannych w niedziele. Warsztaty były już organizowane kiedyś przed
laty.
Zrobiliśmy
3 warsztaty kroków, następnie
warsztat o sponsorze i sponsorowaniu przełamywania bariery
mówienia o sobie w
zakładzie karnym. Mam w pamięci spotkanie, które to jako
zespół zorganizowaliśmy na ulicy Wiśniowej w inspektoracie
służb więziennych,
aby przybliżyć, jakie są problemy z którymi się borykamy,
nie tylko my ale
również inne zakłady karne i wspólnie znaleźć
rozwiązanie tego problemu.
Szczególnie utkwiła mi w głowie rozmowa, swobodnie
przeprowadzona, z
kierownikiem działu ochrony Siedleckiego więzienia. Jesteśmy traktowani
troszeczkę ulgowo, nie nadużywamy zaufania, szczegółowo nas
nie kontrolują, a
trudności wynikają raczej z braku personelu lub innych ważnych zadań
służbowych.
„Każdy
dzień jest nowym zadziwieniem, nową
nadzieją a one dodają mi siły”
Nie
będzie dzisiaj prowadzącego, usłyszałem
głos za plecami, odwróciłem się i do najbliżej stojącego
powiedziałem „Ty
Mietek będziesz dziś prowadził”. A on na to „Nie,
ja nie umiem, nigdy nie
prowadziłem.” To dobrze, my Ci pomożemy, po to tutaj
jesteśmy. Zgodził się na 2
miesiące przed wyjściem na wolność prowadził swój pierwszy
mityng.
Zrozumiałem,
że musimy zachęcać, nakłaniać,
uczyć prowadzenia i przygotowywać do pełnienia służby
„aby
zachować własną trzeźwość musimy nieść posłanie innemu alkoholikowi,
będziemy
studiować wielką księgę linijka po linijce, rozdział za
rozdziałem”.
Artykuł
ten napisany został przed 25.04.2010 - będziemy
wówczas świętować 23 rocznicę powstania naszej grupy. Myślę,
że w tym artykule
każdy odnajdzie cząstkę siebie.
„Uważamy,
że wyeliminowanie picia jest tylko
początkiem pracy nad sobą. Znacznie ważniejsze jest demonstrowanie
przez nas
nowych zasad w życiu rodzinnym i zawodowym i różnych
sytuacjach życiowych”.
Pozwolę
sobie zakończyć modlitwą św. Franciszka
„Panie, uczyń ze mnie narzędzie Twego pokoju (...). Stanisław
Warsztaty „XII
Krok”
(„sponsor pierwszego kontaktu”) 06.02.10 r.
PIK Warszawa ul. Brazylijska 10
„AA to coś więcej niż
tylko zbiór zasad – to wspólnota
alkoholików w działaniu.”
(„Jak
to widzi
Bill”)
Po przywitaniu tekstem
„Jestem odpowiedzialny”
wspólnie ustaliśmy plan spotkania i tematy, o
których chcielibyśmy porozmawiać:
- Jak
działają Grupy XII Kroku w Wielkiej Brytanii?
- Sponsor
tymczasowy jako efekt uczestnictwa w Grupie
XII Kroku;
- Moje
doświadczenia w uczestnictwie Grupy XII Kroku;
- W
jaki sposób koordynujemy działania Grupy XII Kroku?
- Uwagi
do dyżurów internetowych i telefonicznych.
Prowadzący zaproponował
wybór sekretarza. Uczestnicy
zaakceptowali moją chęć robienia notatek i sporządzenia
krótkiej relacji ze
spotkania.
Z wypowiedzi
uczestników:
- W
Wielkiej Brytanii dyżurny posiada listę kontaktów
do osób, które są gotowe w ramach XII Kroku zająć
się osobą zgłaszającą się
poprzez telefon czy e-mail do Wspólnoty AA. Dyżurny jest
jakby „pośrednikiem”
pomiędzy kandydatem do AA a osobą, która może przybliżyć mu
Wspólnotę AA i
towarzyszyć mu na jego pierwszym mityngu.
Wykaz
z numerami telefonów jest uaktualniany a dyżurny
pełni służbę rotacyjnie.
- W
ramach sponsorowania tymczasowego dobrze jest, gdy
z nowicjuszem osoba, która była jakby „pierwszym
kontaktem” z AA, spotkała się
jeszcze kilkakrotnie – 2/3 razy. Może też próbować
zmotywować go do znalezienia sponsora
do pracy nad Programem lub nawet udzielić pomocy w znalezieniu
sponsora. Jeśli
akurat i nowicjusz, i osoba z Grupy XII Kroku będą mogli spotykać się w
ramach
dalszego sponsoringu, jest to efekt niesienia posłania naszym zdaniem
zgodny z
duchem AA. W ten sposób Grupa XII Kroku może przyczynić się
do odbudowy lub
rozwinięcia sponsoringu AA na terenie naszego Regionu.
- W
myśl cytatu „Niczego
w AA nie robi się samotnie.” (20
Światowy Mityng Służb 2008)
tak też i niesienie posłania w zgodzie z XII
krokiem nie powinno być niesione samotnie. Jeśli pełnimy dyżur w PIK,
to w
kilka osób. Jeśli zaistnieje taka sytuacja, że potrzebujący
będzie chciał się
spotkać poza PIK, poza mityngiem, gdzieś być może w swoim miejscu
zamieszkania
czy pobytu, to warto by poszły do niego dwie osoby. Takie postępowanie
zwiększy
bezpieczeństwo niosących posłanie jak i również ochroni
przed „jednoosobowym
gwiazdorstwem”. Przekazanie informacji o AA może być
wzajemnie uzupełniane i
staje się pełniejsze. Usłyszane przez nowicjusza dwa piciorysy
zwiększają szansę pełniejszej identyfikacji.
-
Zasada, że dla mężczyzny sponsorem powinien być
mężczyzna a dla kobiety kobieta sprawdza się również w
niesieniu posłania. Oczywistym
jest w takim razie, że idąc z posłaniem
do kobiety w „dwójce” powinna być przede
wszystkim kobieta. Daje to możliwość
pokonania przez kandydatkę do AA wstydu, zażenowania. Pozwala pełniej
zidentyfikować się jak również kobieta-trzeźwiejąca
alkoholiczka pokazuje swoją
osobą, że AA jest również dla kobiet i daje nadzieję na
zatrzymanie choroby.
Kobiety często są krzywdzone fizycznie przez mężczyzn, piją samotnie w
poczuciu
olbrzymiego społecznego potępienia. Spotkanie z drugą kobietą daje
większą
szansę na zaufanie. Zachowując tę zasadę możemy również
ustrzec się przed
seksualnymi pokusami czy innymi romansowymi manipulacjami.
-
Przed spotkaniem w celu pójścia na pierwszy mityng
(lub rozmowy), warto wykonać telefon do osoby zgłaszającej taką
potrzebę. Nie w
celu „kontrolowania”, lecz upewnienia się, że ta
osoba jest trzeźwa i
podtrzymuje chęć uczestnictwa w mityngu bądź w rozmowie. Daje nam to
szansę na
to, że nasz czas i chęć pomocy nie zostaną zmarnowane jak
również, że nie
narazimy się na spotkanie z pijaną osobą. Rozmowa z osobą po alkoholu
może nie
przynieść efektu a i w ten sposób sami narażamy się na
niepotrzebne emocje.
-
Lista z numerami telefonów do osób gotowych nieść
posłanie w ramach XII Kroku, znajdująca się w PIK wydaje nam się
pomysłem
niezbyt trafionym. Warto wymieniać się numerami telefonów w
celu stworzenia
„pajęczyny kontaktów” przy okazji służb,
dyżurów telefonicznych, internetowych,
warsztatów i ewentualnych spotkań Grupy XII Kroku. W ten
sposób dyżurny będzie
znał osobę, do której kieruje nowicjusza/nowicjuszkę. Jeśli
nie osobiście, to
poprzez kontakt z inną osobą. Jest to ważne, byśmy starali się
„oddawać pod
opiekę” nowicjusza nie przypadkowym osobom
lecz osobom
nam znanym, odpowiedzialnym, pracującym na Programie ze sponsorem. W
ten sposób
możemy zadbać o Jedność Wspólnoty AA i nasze Tradycje.
-
Dyżur telefoniczny w PIK AA nie powinien być
traktowany jak telefon zaufania czy telefoniczna terapia. Dyżurny
rozmawiający
z osobą zgłaszającą się powinien pamiętać, że jest to miejsce i telefon
finansowany przez Wspólnotę AA a dyżur pełnią Anonimowi
Alkoholicy (VII
Tradycja). Możemy dzielić się tylko własnym doświadczeniem i tym jak
Wspólnota
AA pomaga nam w trzeźwieniu. Odpowiedzialność dyżurnego powinna być
ukierunkowana na zasady i Tradycje AA – nie łączymy się z
innymi, nie zwalczamy
również innych poglądów. Mówimy o
Programie AA, nie dajemy rad i nie „terapeutyzujemy”.
Ani nie „podsyłamy” pacjentów do
Ośrodków
Terapeutycznych, ani nie „odciągamy” od nich,
pamiętając, że każdy alkoholik ma
swoją drogę do trzeźwości, którą sam wybiera.
- W
trakcie dyżuru starać się nie angażować
emocjonalnie, nie brać na siebie (w naszym mniemaniu) ewentualnej
porażki, gdy
nowicjusz nie skorzysta z naszej oferty, czy być może nadal pije.
-
Warto też przed pełnieniem dyżuru telefonicznego czy
internetowego przygotować sobie kilka zdań o sobie
– „kim
byłem, co się ze mną stało i jaki jestem obecnie”.
O swojej drodze
w
AA i co AA mi dało.
Króciutka, przygotowana, przemyślana wcześniej wypowiedź
może uchronić przed
popełnianiem błędu a nawet przed zniechęceniem osoby szukającej pomocy.
(można sobie
również taką wypowiedź zapisać i mieć przy
sobie– to nie zaszkodzi, a może pomóc.)
W wypowiedziach
uczestników, którzy dzielili się swoim
doświadczeniem
odnajdywałam wielką troskę o nowicjuszy i odpowiedzialność w niesieniu
posłania. Ważne było przede wszystkim to, by posłanie było niesione w
zgodzie z
Tradycjami i zasadami AA. Na warsztatach byli obecni przyjaciele z poza
Regionu
Warszawa, którzy opowiedzieli nam, że w
niektórych Regionach AA Grupy XII Kroku
działają i doskonale sprawdzają się. Warto
więc
czerpać z doświadczeń innych.
Padła
propozycja, by każdy z uczestników zachęcił przynajmniej
jedną osobę
do uczestnictwa w Grupie XII Kroku i przyszedł z nią na kolejne
warsztaty, co
niniejszym z całego serca czynię, Drodzy
Przyjaciele.
Jak bardzo
takie warsztaty są potrzebne i jak bardzo ważne jest utworzenie
„pajęczyny kontaktów” dla dyżurnych w
ramach Grupy XII Kroku, może pokazać
dzisiejsza historia. Chcę
również podzielić się z Wami
tą radością. Tym większą, że mogłam w tym zdarzeniu uczestniczyć:
Kilka dni temu,
gdy dyżur internetowy on-line
pełnił przyjaciel z Radomia, zgłosiła się do niego kobieta z prośbą o
pomoc.
Kobieta była w Warszawie, dyżurny w Radomiu. Dzięki służbom i takim
właśnie
warsztatom nasz dyżurny miał kontakt telefoniczny z
przyjaciółmi z naszego
Regionu. Wymienił się telefonem z potrzebującą, przekazał informację…i
łańcuszek w poszukiwaniu kobiety-trzeźwiejącej alkoholiczki z Warszawy
ruszył…
Potrzebująca pomocy dotarła na swój pierwszy mityng. A co
bardzo radosnego w
tej historii? A to, że w trakcie warsztatu przyszła do PIK i
… no właśnie…
mogła poznać osobę z Radomia, która ułatwiła jej kontakt ze
Wspólnotą i
zobaczyć również innych trzeźwiejących, radosnych,
współpracujących ze sobą
alkoholików. To efekt działania Grupy XII Kroku i
„pajęczyny kontaktów”. Naszej
nowicjuszce i każdemu z Was z całego serca życzę trzeźwości i kolejnych
spotkań
w służbach.
Notatki z warsztatu przekazała Gosiali.
„Anonimowi,
ale nie niewidoczni”
Gdy
ktokolwiek, gdziekolwiek potrzebuje pomocy, chcę by napotkał
wyciągniętą ku niemu pomocną dłoń AA. I za to jestem odpowiedzialny.
(deklaracja
przyjęta w 1965 roku z okazji 30-lecia istnienia wspólnoty AA) JWB
str. 332
Temat -
anonimowość - rysuje mi się w
kilku płaszczyznach.
W sferze osobistej:
kiedy nie ujawniam przynależności
uczestników AA poza AA, zasłyszanych osobistych historii
innych uczestników,
własnych tytułów naukowych, przynależności politycznej czy
religijnej choćby na
mityngu. Oraz nie wypowiadam się o AA stawiając się w roli autorytetu,
szczególnie poza AA. Jestem mimo to rozpoznawany, jako dawny
pijak i tak już
będzie do końca. Przyglądają mi się szczególnie uważnie ci,
którzy sami mają
problem lub ich rodziny. Wiadomymi kanałami, dowiedzieli się, że
„chodzę do
alkoholików” - ujawnienia trudno uniknąć. Nie
jestem w klubie „niewidzialnej
ręki” tej z dawnego Teleranka. Chodzę po ulicach tych samych,
co dawniej i od
lat mieszkam w jednym mieście. Nie noszę kominiarki.
Jak
mówi jedna z naszych Tradycji „nie
reklamujemy się a przyciągamy” własną postawą. Czasem, aby zachęcić
musowo powiedzieć:
„przyjdź na mityng AA”. Tym samym pryska moja
anonimowość. W obrębie służb AA,
nawet w grupie nie znamy swoich nazwisk, i nie chodzi mi o
przedstawianie się nazwiskiem lecz identyfikowanie
osób „który to Piotrek”?
Czasem trudno jest dogadać się za pomocą przezwisk, o kogo chodzi.
Anonimowość
alkoholika we własnej
rodzinie. Porozkładane w mieszkaniu aowskie
książki
zdradzają jego przynależność. Wiele razy opowiadał jeden z naszych
przyjaciół
historię o weselu własnego syna, gdy ten prosił go, aby ojciec nie
wdawał się w
umoralniające rozmowy z gośćmi. To opowiadanie ujawniło mi, że uzyskana
trzeźwość ojca alkoholika jest radosną ulgą dla rodziny, ale
niekoniecznie musi
być znana kolegom syna, na przykład w rodzinie
narzeczonej czy jego
szkole. Choć ten ojciec wcale nie jest duchem, jest bardzo widzialny,
to jednak
był proszony o nie ujawnianie się.
Tak dalece
jesteśmy
anonimowi, że z łatwością pod naszą nazwę „AA”
podszywa się wiele pokrewnych
organizacji. Trudno zobaczyć oryginał dla porównania.
Mówią to ludzie „spoza
branży”
Rzadko widuję
plakat AA informujący o
miejscu spotkań grup, na tablicach ogłoszeń np. w komisariacie Policji.
„Jak
Was znaleźć?” Pytają ludzie podczas mityngów
informacyjnych.
Czasem
rozmawiam z aowcami,
którzy sami przekonani są, że są kluby aowskie
prowadzone przez AA, że byli na pielgrzymce aowskiej,
że byli w aowskim
Licheniu, że salę sponsoruje nam
ksiądz bo on wspiera AA, że symbolem AA jest wielbłąd choć po okresie
niepicia
musi się napić, że podstawową książką jest „24-godziny
wydawane przez Sp.
Z o.o.”
bo nikomu to nie szkodzi
a
program AA jest niewidoczny. Jedynie krążąca, ofoliowana
Tabliczka z 12 Krokami i 12 Tradycjami coś tu psuje, odstaje wyglądem.
Na
niektórych Grupach AA wchodząc na
sale nie uświadczysz żadnego plakatu ani znaku AA (Trójkąta
wpisanego w Okrąg).
Jesteśmy tak anonimowi, że nowy nie wie na pewno czy trafił do AA, sami
mamy z
tym chwilami trudność.
Sądzę, że w
zadanym temacie
Konferencji Krajowej ukryty jest głęboki sens uaktywnienia naszych
starań o
odróżnianie AA od instytucji o podobnej specyfice
przeciwdziałania
alkoholizmowi. Nie użyczania nazwy AA. Ułatwieniu dotarcia do Nas tym,
którzy
pragną powrotu do zdrowia.
Aby tego
dokonać organizujemy wiele
spotkań informacyjnych, warsztatów. To wszystko mało! Można
o nich czytać na
naszej stronie www.aa.org.pl,
w tym biuletynie
„Mityng”, w Skrytce 2/4/3 wydawanej przez BSK,
uczestnicząc w zespole
Informacji Publicznej. Są to od lat podejmowane działania AA, z naszych
skromnych własnych środków. Przez 15 lat od wydania
polskiego „Anonimowi
Alkoholicy” udało nam się w znaczącej części wprowadzić ją do
grup AA. Literaturę
własną. Choć czasem leży głęboko w szufladzie i jest niewidoczna.
Tydzień temu
podczas Inwentury Grupy
AA, głosowano czy ma ona pracować na literaturze AA. Nie dla wszystkich
jest to
oczywiste! Sporo pracy przed nami!
Jestem za to
odpowiedzialny!
Od niedawna w
witrynie okiennej
naszego Regionalnego Punktu Informacyjnego umieściliśmy prostą informację
„Kim są
Anonimowi Alkoholicy”, wykaz spotkań Grup AA na terenie
Warszawy oraz wszelkie
adresy mediów prowadzące do AA. W naszym Regionie zaczęliśmy
od siebie. Może
umieścimy też plakat mówiący o ofercie Literatury AA? Nie do
końca jestem
przekonany czy ta forma jest właściwa. Wchodzimy tam, stoimy przed
wejściem,
ulica jest ruchliwa, obserwujących przechodniów jest wielu.
I dobrze i źle
jednocześnie. W jaki sposób być „nie
niewidocznym”.
Ares
WARSZTATY 12 TRADYCJI AA (Tradycja I-III)
Punkt Informacyjno-Kontaktowy
Warszawa ul. Brazylijska
10. dn. 20.02.2010 r.
„Tak wygląda
dziedzictwo odpowiedzialności za służbę
światową, którą my, odchodzący pionierzy, pozostawiamy wam
– obecnym i
przyszłym uczestnikom AA. Wiemy, ze będziecie strzec tego światowego
dziedzictwa – największej zbiorowej odpowiedzialności AA, że
będziecie je
wspierać i kultywować.
Z wyrazami ufności i
przywiązania – Bill” („Jak to widzi
Bill.”)
Rozpoczęliśmy cykl 4
warsztatów dotyczących 12
Tradycji, zaproponowany przez Zespół Organizacyjny. JEDNOŚĆ
– to jeden z Trzech
Legatów
Programu
AA. Sugestie zawarte w 12 Tradycjach pozwalają nam tę jedność utrzymać.
Niektórzy Anonimowi Alkoholicy mówią, że strzegą
Wspólnotę AA przede mną samą.
Często z nimi zgadzam się.
Do PIK z chęcią podzielenia się
doświadczeniem i
wysłuchania innych przybyło 35 osób.
Przywitaliśmy się deklaracją z
międzynarodowego
zjazdu, który odbył się w roku 1965, w trzydziestolecie
istnienia Wspólnoty AA:
„Gdy ktokolwiek, gdziekolwiek
potrzebuje pomocy, chcę by
napotkał wyciągniętą ku niego pomocną dłoń AA. I za to jestem
odpowiedzialny.
(„Jak to widzi Bill”)
Prowadzący przekazał materiały
oraz poinformował nas o
tym, że przeznaczymy 50 min na omówienie jednej Tradycji a
każdą część
warsztatu będzie oddzielała 10 minutowa przerwa. W sumie na warsztaty
przeznaczone miały być 3 godziny.
Tradycja Pierwsza:
Nasze wspólne dobro Powinno być najważniejsze;
wyzdrowienie każdego z nas zależy
bowiem od jedności
Anonimowych Alkoholików.
-
Czym
jest dla mnie „wspólne dobro”
Wspólnoty AA?
- Jak się ma
„wspólne dobro” Wspólnoty AA
do mojego dobra jako
jednostki?
- Czy muszę podporządkować się
zasadom i regułom
Wspólnoty i co w tym sprawia mi najwięcej trudności?
-
Dlaczego
Wspólnocie AA potrzebne są tradycje i zasady?
- Czy próbuję stosować
zasady AA z konieczności, czy
też znajduję w programie swój sposób na życie?
-W
jaki
sposób stosuję Tradycję Pierwszą w moich
poczynaniach? – przykłady
Z wypowiedzi
uczestników:
- Uczęszczam na
mityngi, pełnię służby na grupie. Tak jak potrzebny jest mi drugi
alkoholik,
abym utrzymał trzeźwość tak i ja jestem komuś potrzebny w chorobie.
Powinienem
podporządkować się zasadom i regułom Wspólnoty. Najbardziej
przeszkadza mi w
tym mój egocentryzm, tendencja do samowoli.
Wspólnocie AA potrzebne są Tradycje
i zasady, aby ta wielka rodzina nie zaginęła.
-
Wszelkie pomysły i inicjatywy dla poprawy
funkcjonowania grupy AA powinny być konsultowane nie tylko w sumieniu grupy ale także na forum Intergrupy.
Konsultacja to prośba o radę wynikającą z doświadczenia, a nie
dyrektywy. Dobro
Wspólnoty jest również moim dobrem, tylko moje
dobro nie zawsze służy
Wspólnocie. Bezwarunkowe trzymanie się zasad i Tradycji
pozwala na jasność w
postępowaniu wszystkim członkom Wspólnoty. Tworzenie nowych
grup powinno być
uwarunkowane potrzebami Wspólnoty w danym rejonie, a nie
wynikać z chorych
ambicji inicjatora. Taka inicjatywa również powinna być
konsultowana
przynajmniej z sumieniem Intergrupy.
-
Wszyscy mamy ten sam problem, więc dbamy o wspólne
dobro. Nie muszę podporządkować się zasadom i regułom, ale chcę,
chociaż nie
raz mam swoje zdanie. Wspólnocie AA potrzebne są Tradycje,
aby był porządek i
żeby grupa mogła istnieć.
- Ta
Tradycja mi podpowiada, co ja mam robić i jak żyć
w trzeźwości. Mam się stosować do sumienia grupy,
współpracować. To znaczy
podejmować się służb i pokornie przyjmować, że nie jestem żadnym
autorytetem i
że w AA nie ma autorytetów.
- Dla
mnie jedność, to wspólne dobro – wyzdrowienie z
alkoholizmu. Dzięki Pierwszej Tradycji możemy wszyscy podać sobie ręce.
To
właśnie wtedy czuję jedność.
-
Pierwsza Tradycja pozwala mi odejść od swoich
ambicji. Mam wybrać nasze wspólne dobro, nasz
główny cel. Dla mnie głównym
celem jest osiągnięcie jedności z innymi ludźmi, umieć z nimi
porozumieć się.
Jedność burzy mi niejednolita literatura czytana na mityngach
– jedni czytają
24 Godziny , inni
Refleksje. Gdy przychodzę na mityng
AA, to mówię o tym co
mi dał Program AA, abym dziś się
nie napił. A na terapii mówię, co mi dała terapia. Jeśli
mieszam te dwa
sposoby, to wprowadzam w błąd nowoprzybyłych do AA, burzę JEDNOŚĆ.
-
Rozumienie Tradycji przyszło do mnie później.
Najpierw liczyło się tylko moje dobro. Potem zobaczyłem, że tam gdzie
są
przestrzegane nasze Tradycje, czuję się u siebie. Czuję się
bezpiecznie. Moim
zdaniem Kroki to cegły a Tradycje – zaprawa. Bez zaprawy
cegły nie utrzymają
się w solidnym murze.
-
Słuchałem innych alkoholików, którzy byli za
granicą. Mówili, że tam na mityngach czuli się tak samo jak
w kraju. Czuli
jedność. Trafiałem również w miejsca, gdzie mityngi były
okazją do zarabiania
pieniędzy na alkoholikach. Słyszałem również o jakiś
prywatnych mityngach czy
na przykład tylko dla jakieś grupy zawodowej. Nie mam na to zgody.
-
Mieszkam teraz w nowym mieście. Chodzę tam na
mityngi. Poczułem, że trafiłem do innego AA. Byłem przyzwyczajony do
pracy na
Programie a tam były tylko „smutki i radości”.
-
Uległem „niebezpieczeństwu pomieszania” terapii z
AA. Terapia dała mi wiedzę profesjonalną, medyczną. W AA odnajdywałem
duchowość. Chodziłem na wiele grup i to mi mieszało. Na każdej grupie
czytano
inne lektury.
-
Przyjechałem na warsztaty, bo nie ma we mnie zgody
na łamanie Tradycji. Ja też na początku ich nie znałem i ta niewiedza
przeszkadzała mi trzeźwieć. Tu uczę się działać wg zasad. Dla mnie jest
ważne
by byłą jedność na mityngach.
Tradycja Druga:
Jedynym i najwyższym autorytetem
w naszej wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek
może się on wyrażać w
sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko naszymi sługami, oni
nami nie
rządzą.
-
Kto
to jest „zaufany sługa”?
-
Czym
jest dla mnie „sumienie Grupy AA” i jakie jest moje
stanowisko wobec zbiorowej decyzji Grupy?
- Skąd AA czerpie wskazania do
swojego działania?
-
Jakie
są moje doświadczenia w służbie?
- Czy ktoś we
Wspólnocie jest dla
mnie autorytetem?
-
W jaki
sposób stosuję Tradycję Drugą w moich poczynaniach?
Przykłady.
Z wypowiedzi
uczestników:
-
Myślałem, że na warsztatach
będziemy mówić o duchowym aspekcie Tradycji. Ja mogę
mówić tylko o Tradycjach a
nie krytykować grupy, gdzie te się je łamie. Tam gdzie nie czyta się
literatury
AA, gdzie nie pracuje się na Programie ze sponsorem, tam łamie się
Tradycje. To
przyszło do mnie po latach, gdy otworzyłem się na drugiego człowieka.
Nie ma w
AA autorytetów. Ale musi być ktoś, kto może powiedzieć
nowoprzybyłym o
programie, o tradycjach.
-
Moje sumienie jest częścią
grupowego sumienia. Bóg wyraża się w sumieniu grupy. Ja nie
chcę być
autorytetem, chociaż nie piję 27 lat. Nie chcę dorabiać się na
alkoholikach, na
moich przyjaciołach. Kiedyś miałem we Wspólnocie
„autorytet, ale potem on
zapił. I już autorytetu nie miałem.
-
Sumienie grupy AA, to wszyscy
alkoholicy obecni na mityngu. Druga Tradycja oznacza dla mnie uczciwość
grupy
wobec Programu AA.
-
Wskazania do swego działania AA
czerpie z doświadczenia Założycieli Wspólnoty oraz z
literatury AA, z
doświadczenia innych alkoholików na mityngach i warsztatach
tradycji.
-
„Zaufany sługa” przedkłada
dobro Wspólnoty przed interes własny. Nigdy nie odmawia
pomocy potrzebującemu.
Sumienie grupy, to cała jej społeczność. Decyzja wynikająca z
głosowania
powinna jednak bazować na zdaniu, które prezentują służby
danej grupy wraz z
osobami związanymi z grupą poprzez stałe w niej uczestnictwo. Słuszne
wydaje mi
się zbieranie doświadczeń poprzez pełnienie służby na grupie kolejno od
herbatkowego do
prowadzącego. Ja tak czyniłem. Moim
autorytetem jest tylko Bóg, we Wspólnocie mam
tylko wzorce godne zaufania i
naśladowania. Nigdy bezwarunkowo nie narzucam swojego zdania. Zawsze
staram się
wysłuchać i podzielić się swoim doświadczeniem.
-
Pełnię służby, ale dlatego
głównie, że nie było innych kandydatów. Sumienia
grupy uczę się w służbie
prowadzącego (czasami chcę sam coś uzgodnić poza grupą) AA czerpie
wskazania z
doświadczenia alkoholików. Czy ktoś jest dla mnie
autorytetem? – Mam kilka
osób. Drugiej Tradycji do tej pory nie stosowałem w moich
poczynaniach.
-
Zaufany sługa to ten, którego
grupa obdarzy zaufaniem w pełnieniu służby. „Sumienie
grupy” jest zbiorowym
głosem jedności. AA czerpie wskazania z wypowiedzi innych dłużej
trzeźwiejących. Służba sprawia mi satysfakcję, mogąc służyć innym.
- Dla
mnie zaufani to są ci,
którzy działają i pomagają. Nie na pokaz tylko gdzieś w
cieniu. Pomagają nie
tylko na grupie ale
jeszcze wciąż cierpiącemu. Ja
przeszłam wszystkie służby. Starałam się i staram przekazywać swoje
doświadczenia (sponsorować) tym, którzy podejmują służby i
chętnie oferuję
swoją pomoc.
Tradycja Trzecia:
Jedynym warunkiem przynależności
do AA jest chęć zaprzestania picia.
- Czy spełniłem warunek zawarty w
III Tradycji i czy
wyraziłem chęć zaprzestania picia?
-
Co
to znaczy, że „…każdy alkoholik zostaje członkiem
Wspólnoty wtedy, gdy sam to
zadeklaruje…”?
-
Jaki
jest mój stosunek do alkoholików mających inne
uzależnienia?
-
Co
to znaczy dla mnie osobista niezależność i czy wynika
ona z III Tradycji?
-
Co
myślę o chęci zaprzestania picia jako warunku
przystąpienia do Wspólnoty?
-
W jaki
sposób stosuję Tradycję Trzecią w moich poczynaniach?
– przykłady.
Z wypowiedzi
uczestników:
-
Warunek zawarty w III Tradycji oczywiście spełniłem,
to podstawa. Osobiste, świadome zadeklarowanie przynależności
gwarantuje
poważne podejście do tematu i daje nadzieję na pracę nad swoim
trzeźwieniem
oraz na pomoc innym potrzebującym we Wspólnocie. Ja sam
jestem uzależniony
krzyżowo i wiem, że więcej jest takich osób. Mityngi AA są
dla wszystkich,
nawet dla nieuzależnionych (otwarte – przyp. red.) natomiast
wypowiedzi powinny
dotyczyć opcji mityngu. Osobista niezależność to możliwość, ale nie
przymus
mówienia o mojej chorobie poza AA, ale też obowiązek
przedstawiania się jako
„trzeźwiejący alkoholik” w ramach
Wspólnoty. Staram
się spełniać warunki: - sam nie piję. Nikomu nie kupuję ani nikogo nie
częstuję
alkoholem. Nie uczestniczę w wydarzeniach, gdzie pojawia się alkohol. W
momencie trudnym, chęci napicia się idę na mityng lub porozmawiam z
drugim
alkoholikiem.
-
Wstępując do Wspólnoty nie piłem 2 miesiące i
pytanie o pragnienie zaprzestania picia było czymś niezrozumiałym, ale
przytaknąłem. Sądziłem, że tak trzeba. Gdy nie zadeklaruję, to nie mam
szans.
Nie mam negatywnego stosunku do innych uzależnień. Nie pomagam na siłę
osobom
pijącym.
-
Długo mi to zajęło, ale teraz myślę, że tak. Że
wyraziłem chęć zaprzestania picia. Jeżeli mam chęć zaprzestania picia i
sam to
zadeklaruję staję się członkiem AA. Sam mam inne uzależnienia. Osobista
niezależność jest ważna, gdyż deklaruje przynależność każdemu
alkoholikowi.
Chęć nie przymus – to jest bardzo ważne.
-
Tradycja III jest podstawą do zaprzestania picia.
Tylko pragnienie zaprzestania picia otwiera drogę do trzeźwości.
Wstępując do
AA nie znamy Kroków I i
II, nie musimy a najczęściej
nie chcemy uznać swojej bezsilności i uwierzyć, że jakakolwiek Siła
Wyższa
zechce nam pomóc.
- III
Tradycja uratowała mnie od dalszego upodlania
się przez alkohol. Postanowiłam trzeźwieć dla siebie. Do AA wpadłam na
chwilę i
zostałam, bo uwierzyłam w sugestie naszej literatury i drugiego
alkoholika.
Podjęłam się służb. I teraz wiem, że dla mnie jest ważne dziś trzeźwe.
Inne
uzależnienia są mi obojętne.
-
Dobrze, że chęć a nie przymus. U mnie to nawet tej
chęci nie było. Chciałem „uzdrowić’ koleżankę,
która piła a sam zapomniałem o
sobie. Zacząłem pić. Trzecia Tradycja pozwoliła mi wrócić do
Wspólnoty.
- Na
mojej grupie odbyła się inwentura. Jest zapis w
zasadach grupy, ze na mityngu nie ma prawa przebywać osoba pod wpływem
alkoholu. Jestem zdezorientowany. Czy na mojej grupie łamie się
Tradycje, skoro
„jedynym warunkiem przynależności do AA jest chęć
zaprzestania picia”? Tu grupa
stawia warunek – ma być trzeźwy. A może na innych grupach
jest taki warunek, że
ma być kobietą, mężczyzną, aktorem, gejem…? Przyszedłem na
Warsztaty, bo chcę
wiedzieć.
-
Myślałem, że dla mnie zasada nie bycia po alkoholu
innych na mityngu jest dla mnie bezpieczna i dobra. Dziś to widzę
inaczej. Mam
dać szansę każdemu.
- Jeśli gospodarz sali (poradnia
uzależnień, szpital czy
proboszcz) stawia taki warunek, by na mityng nie przychodziły osoby
pijane, my
dla dobra większości (by ten mityng mógł się odbywać w tym
miejscu) możemy
zrobić takie odstępstwo i przyjąć taką zasadę.
- Na
długo przed przyjściem do Wspólnoty miałam
olbrzymie pragnienie zaprzestania picia. Samej mi się nie udawało, więc
wyrażenie tego na moim pierwszym mityngu było tylko formalnością z
mojej
strony. Zostałam uczestnikiem Wspólnoty i nikt mnie z niej
nie ma prawa
wykluczyć. Na żadnym mityngu AA w kraju czy zagranicą jestem u siebie.
Niezależnie od tego, czy bywam na mityngach jednej grupy regularnie czy
chodzę
na różne grupy. W Regionie Warszawa mam ich do wyboru ponad
200. To prawie
przez cały rok mogę móc być na innej grupie a wszędzie mam
prawo czuć się u
siebie. To mi gwarantuje III Tradycja. Na mityngu AA mówimy
o doświadczeniach
osobistych wynikających z Programu AA a dotyczących utrzymania
abstynencji od
alkoholu. Nie „segreguję”
uzależnień – dla mnie osoby z innym
uzależnieniem są tak samo
chore jak ja. Jeśli nie są uzależnieni dodatkowo od alkoholu, mogą
przebywać na
mityngach AA ale
otwartych. Osoby tylko z innymi
uzależnieniami (nie będące
alkoholikami), współuzależnione
czy sympatycy nie
powinni podejmować się służb na mityngach AA i wrzucać do kapelusza
(uważam, że
byłaby to dotacja z zewnątrz). III Tradycja pozwala mi zachować zasadę,
że AA
nie śledzi swoich członków. Ja zajmuję się swoim
trzeźwieniem a nie sprawdzam
czy ktoś po przystąpieniu do AA łamie abstynencję. Z radością też
potrafię
przywitać osobę, która kolejny raz potknęła się,
wróciła do picia a jednak
odnalazła z powrotem drogę do AA. Wiem, że powrót do
Wspólnoty często ratuje
takiej osobie życie. Dzięki III Tradycji odnajduję w sobie tolerancję,
akceptację i pokorę wobec mojej choroby. Pomogła mi ona szybciej
zaakceptować
fakt, że alkohol nie zniknie z powierzchni ziemi a ja mam z nim nie
walczyć. Ja
nie mam angażować się w prohibicję. Przestałam uciekać w panice przed
osobami
pijanym dzięki pracy ze sponsorską na Programie. Dziś potrafię sobie
radzić z
emocjami, gdy ktoś obok jest pijany. Odchodzę i nie dyskutuję z osobą
pijaną,
ale jej nie piętnuję.
Mimo, że warsztaty przedłużyły
się, to nie starczyło
czasu na wypowiedzi wszystkich chętnych. Przedstawiłam tu w wielkim
skrócie
wypowiedzi uczestników. Usłyszałam wiele bardzo cennych doświadczeń
i kolejny raz wróciłam z
warsztatów
bogatsza.
Terminy
kolejnych warsztatów,
prowadzonych przez Zespół Organizacyjny Regionu Warszawa,
dotyczących Tradycji AA w 2010 roku:
Tradycja IV-VI - 19 czerwca.
Tradycja VII-IX - 21 sierpnia
Tradycja X-XII - 18 grudnia.
Oczywiście w PIKu na
Brazylijskiej 10
Krótką
relację z warsztatów spisała – Alkoholiczka
LISTY DO REDAKCJI
Moje nowe
dwa tygodnie
Na
imię mam
Krzysiek. Jestem alkoholikiem, narkomanem i hazardzistą. Zbliżałem się
do
trzeciej rocznicy swojej abstynencji i nic nie zapowiadało, że zapiję,
zabrakło
mi parę dni. W życiu prywatnym związałem się z czynną alkoholiczką, ot
po
prostu zakochałem się. Tu był problem – ona często upijała
się, a ja
tłumaczyłem jej co robię
by nie pić. Z tego powodu
często dochodziło między nami do kłótni, aż nastał dzień 27
stycznia.
Pokłóciliśmy się, na domiar złego oblałem wewnętrzny egzamin
na prawo jazdy,
zrobiło mi się bardzo smutno, życie straciło sens i bezmyślnie
poszedłem do
sklepu i kupiłem dwie setki. Wypiłem może 50 – 60 gram,
resztę zabrała mi ona,
a ja wtedy uświadomiłem sobie co
zrobiłem – straciłem
abstynencję i zaufanie do samego siebie.
Przypomniałem
sobie jak wiele razy zapijałem będąc już we wspólnocie AA i
że znów będzie tak
samo, jak kiedyś – utrata pracy, długi i wstyd. Nie wiem czy
miałbym tyle odwagi,
ażeby odejść
na dłużej pić a później znów wrócić.
Pomimo, że chciało mi się bardzo pić, przetrzymałem
na tzw. d…ścisku.
Pamiętam jak byłem w Sikorzu na
dniach skupienia i wszyscy mówili mi, ęe nie sztuką
jest upaść, ale sztuką jest podnieść się i nie popełniać tych samych
błędów, ja
w to uwierzyłem.
Pisząc
to mam
dwa tygodnie abstynencji. Dziś dziękuje Bogu i ludziom ze
wspólnoty AA.
Z pozdrowieniami Krzyś
Co
mnie przywiodło do AA?
Mam
na
imię Wanda, jestem alkoholiczką. Pierwszy kontakt z alkoholem miałam w
wieku 12
lat, napiłam się czerwonego wina. Było to dla mnie wielkie wydarzenie,
że
pozwolono mi się napić alkoholu. I tak przy jakiś okazjach wypijałam
kieliszek
lub dwa. Już jako
dziecko miałam kłopoty emocjonalne,
w szkole byłam wybitnie nieśmiała. Odzywałam się, gdy musiałam, np.
przy
sprawdzaniu listy obecności. Wszyscy mnie gnębili a ja tylko płakałam.
Kiedy
poszłam do szkoły średniej, już było lepiej, ludzie mnie akceptowali a
ja
zaczęłam pokazywać własne ja. W
grudniu 2005 roku po
raz pierwszy zauważyłam, że alkohol zaczyna mi załatwiać pewne
problemy, np.
uspokaja, ośmiela. I tak coraz częściej zaczęłam szukać okazji do
picia. W 2006
roku upiłam się na wigilii w klasie maturalnej, nie potrafiłam
zapanować nad
sobą. Pojawiło się we mnie pierwsze poczucie winy, ale nie trwało
długo,
ponieważ wracałam do picia i powtarzały się te same zachowania. Tak te
kilka
lat bujałam się pomiędzy piciem a przerwami.
Próbowałam
przestać sama, ale nie dotrzymywałam słowa. 26 sierpnia
2008 roku udałam się do poradni uzależnień, ale byłam pod wpływem
alkoholu i
nie chciano ze mną rozmawiać. Wieczorem udałam się na swój
pierwszy mityng,
gdzie wyraziłam chęć zaprzestania picia. Myślałam, że
pójdzie gładko, ale
okazało się, że się pomyliłam. Miałam parę zapić. Obecnie nie pije 6
miesięcy.
Na
pierwszy rzut oka mogłabym nic ze sobą nie robić, bo na przykład nie
siedziałam
w więzieniu, nie miałam padaczki, itd.
Ale jak tak
przyjrzeć się mojemu podejściu do picia, to wychodzi na to, że wcale
nie
potrafię go kontrolować. Wiem jaka
jest potęga
alkoholu. Wiem co to
poczucie winy, kac fizyczny,
klinowanie, urwane filmy, w tak krótkim czasie tego
wszystkiego doświadczyłam,
a jeszcze wszystko przede mną. Przekonałam się, że alkohol jest nie dla
mnie i
że sama nie jestem sama trwać w trzeźwości bez pomocy drugiego
człowieka.
Dlatego jestem w AA. Chodzę na mityngi, nie pije
24h i
cieszę się z tego wyboru, choć czasem są chwile zwątpienia, ale ja się
nie
poddaję. Mogę chociaż
trochę oszczędzić tej młodości.
Mam 22 lata, dużo jeszcze przede mną. Pozdrawiam serdecznie i życzę
pogody
ducha oraz 24 godzin,
Wanda
AA.
Historia o PIK-u, krokach,
tradycjach i pogodzie ducha
Całkiem
niedawno temu, pod koniec lutego 2010r,
przydarzyła mi się historia, która chcę się z Wami podzielić.
Na
telefon warszawskiego PIK zadzwoniła
kobieta. W jej głosie słychać był rozpacz, w jakiej się znajduje. Przez
łzy
mówiła, ze już od długiego czasu nie miała jednego dnia,
bez alkoholu. Opowiadała
o obietnicach składanych samej sobie i o tym jak nie była w stanie ich
dotrzymać. Mówiła o tym jak bardzo chciałaby przestać pić,
ale również o tym
jak bardzo boi się pójść na pierwsze spotkanie Anonimowych
Alkoholików.
Wszystko
to było mi doskonale znane i całym
sercem przeżywałem jej tragedię.
Pomyślałem,
a byłem wtedy na dyżurze z
koleżanką ze wspólnoty, żeby zaprosić tę osobę
do PIK na spotkanie lub
namówić koleżankę na kontakt z tą kobietą. Okazało się
jednak, że nie jest
to zbyt realne, gdyż osoba ta była aż z Rudy Śląskiej. I co tak
naprawdę mogę
zrobić. Nie znałem wtedy, żadnego Anonimowego Alkoholika ze Śląska.
Wziąłem
jednak telefon kontaktowy od dzwoniącej kobiety i postanowiłem, że
muszę kogoś
ze Śląska znaleźć, kto się nią zaopiekuje.
Telefon
do jednego, drugiego, trzeciego
znajomego tu w Warszawie, telefon do kogoś
ze wspólnoty w innym rejonie
Polski i okazało się, że w niedługim czasie dostałem kilka
kontaktów do
Anonimowych Alkoholików ze Śląska, a nawet jeden telefon od
osoby z tamtych
stron. Zrelacjonowałem sprawę i powiedziałem, że potrzebna jest
kobieta, która
zaopiekowałaby się osobą potrzebującą pomocy.
Tempo
przerosło moje najśmielsze oczekiwania.
Swojej
rozmówczyni obiecałem, że za dwa, trzy
dni ktoś się do niej odezwie, a tu dwie, trzy godziny po rozmowie z nią
miałem
już konkretną osobę gotową do podjęcia niesienia posłania tam w Rudzie
Śląskiej. Przekazałem informację i mojej respondentce z dyżuru,
i osobie,
która zaoferowała się wziąć nowicjuszkę w opiekę.
Jeszcze
tego samego wieczoru przyszedł SMS
następującej treści:
Dziękuję
bardzo. Ta pani do mnie zadzwoniła,
umówiłam się z nią na jutro. I podpis imieniem.
Następnego
dnia wieczorem kolejny SMS z uśmiechniętą
buźką, podziękowaniem i informacją, że moja wczorajsza
respondentka ma dziś
swój
pierwszy trzeźwy dzień,
a następnego idzie na swój pierwszy mityng.
Nie
jestem w stanie opisać swoich uczuć, które wtedy
czułem. Radość? Szczęście? Jakby mi ktoś miód wlał na serce
i dużo, dużo
wzruszenia.
Ja
doskonale wiem, bo pamiętam cały czas swoje
ostatnie picie, że tu nie chodzi o to, czy ja, albo ktoś inny napije
się. W tym
wszystkim chodzi o ludzkie życie. Jest to gra o przetrwanie. I żeby
przetrwać,
żeby swoją trzeźwość zachować, muszę się tą trzeźwością dzielić
z innymi.
Po to, żeby ciągle przypominać sobie swój ból
istnienia, swoją rozpacz
i beznadziejność sytuacji. Po to, żeby przezywać podobną
radość i również
po to, żeby oderwać się od swoich problemów i bolączek,
których mam nie mało.
Nagroda
przeogromna, a zasługi tak nie wiele – tyle
co ogniwa w łańcuchu.
Chcę
się z wami podzielić tą radością, tą nagrodą,
którą otrzymałem.
Podziękowania
należą się wszystkim dyżurnym, którzy
każdego powszedniego dnia poświęcają swój czas na dyżur przy
telefonie, czy internecie.
Jest to zasługa każdego AA wrzucającego
symboliczną złotówkę do kapelusza, zasługa każdej grupy,
skarbnika tej grupy,
który tymi pieniędzmi się opiekował, przedstawiciela tej grupy
który poprzez intergrupę,
poprzez jej służby
przekazał te pieniądze do naszego Regionu. Bo dzięki temu nasz Punkt
Informacyjno – Kontaktowy może być utrzymywany, pomimo
rosnących kosztów, może
być opłacany telefon i ogólnopolska infolinia.
Zasługa tych wszystkich
osób ze Śląska, które poruszyły swoje znajomości
i AA zadziało jak
najsprawniejsza maszyna, dając komuś szansę na Nowe Życie.
Kończąc
tę opowieść chcę się jeszcze podzielić kilkoma
własnymi refleksjami.
Pierwsza,
to moje postanowienie, że już nigdy nie będę
żartował z aowskiego
tempa.
Druga,
to pytanie do siebie samego: Czy ja
wystarczająco dużo wrzucam do kapelusza, żeby PIK mógł być
utrzymywany?
Trzecia,
to konieczność powstania bazy danych
telefonów kontaktowych kobiet i mężczyzn, którzy
przejęliby takiego nowicjusza,
którzy gotowi byliby zaopiekować się nowym i zabrać
go na jego pierwszy
mityng.
Jeśli
ktoś z Was czytających tę opowieść jest chętny
do tworzenia takiej bazy danych, jest chętny do zaopiekowania się
nowicjuszem,
lub ma jakieś inne pomysły związane z moją trzecią refleksją to
zapraszam do kontaktu.
Mariusz
AA, Cowboy, Tel: +48507410889
Panie
zapraszam do kontaktu z moją koleżanką, rzeczniczką intergrupy
Mokotów – Alunią. Telefon
kontaktowy do Ali to : +48501626878
Zmiany
Usłyszałam
na początku: jeśli
chcesz przestać pić i nie wrócić do tego co było, musisz
swoje życie zmienić o
180 stopni. Hmmm... jakże
wydało mi się to proste. Wystarczyło przecież poprzestawiać -
pozmieniać -
pozamieniać ludzi i sprzęty wokół mnie i gotowe!
Nie,
nie...Nie tak do końca, wszystkiego to ja
zmieniania nie będę - myślałam sobie
: "stary"
mąż niech zostanie, nie będę go przecież teraz wymieniała na "nowszy
model"... tyle lat ze
sobą, po co szukać innego?
Niech będzie ten. Ale...mógłby
zmienić swoje
przyzwyczajenia, zachowania... Powinien się ON zmienić! Dzieci też nie
chciałam
wymieniać na nowe - przecież te kocham, są moje. Więc gdyby tak ONE
zechciały
teraz, gdy mama nie pije być takie ciutkę
lepsze,
grzeczniejsze, wyrozumialsze no i najlepiej by było, by nie sprawiały
mi
kłopotów, nie przysparzały mi zmartwień - bo ja trzeźwieję
przecież, nie piję,
należy mi się. No to zabrałam się ochoczo do pracy. Nad rodziną.
A
tu...słyszę
„nie!”.
A tu… bunt na pokładzie, awantury - dziwni jacyś
tacy….
Oni
zmieniać się nie mają zamiaru. Ech losie...i
jak tu zmieniać swoje życie???
Potem
usłyszałam o mechanizmach mojej choroby.
Szczególnie o tym jak ochoczo w swoim obłędzie alkoholowym
zakładałam maski.
Maski na każdą okazję. W pewnym momencie - a stało się to
jakby poza mną,
poza moją wolą - zapragnęłam dokopać się do swojej prawdziwej twarzy.
Zadawałam
sobie bezustannie pytania: kim
jestem? jaka jestem
naprawdę? Co czuję a co mi się tylko wydaje, że
czuję? Rozbudziłam w sobie najpierw ciekawość.
I
tak zaczęłam baczniej przyglądać się sobie.
Najpierw tylko przyglądać
- pojawiały się lęki - bałam
się zobaczyć siebie prawdziwą, mimo chęci. Bałam się, że pod tymi
maskami
znajdę jakąś maszkarę albo co
gorsza - nie zobaczę nic
- bezbarwną, rozmazaną plamę.
Chęć
i ciekawość jednak zwyciężyły. Zaczęłam
pracę ze sponsorską. Przyznałam się do bezsilności i do nie kierowania
własnym
życiem. Zaczęłam wierzyć i powierzać się - nie od razu i nie w całości.
I teraz
też czasami chcę chwytać kierownicę. Zaczęłam zdejmować swoje maski -
nie
umarłam z przerażenia w IV i V Kroku. Potem poznałam istotę swoich
błędów i
swoje wady. Nie wszystkie jeszcze chcę oddać...Ale zmieniać się chcę
nadal.
Powierzanie swojej woli i mojego życia opiece Boga bardzo mi ułatwia
każde
działanie, które przybliża mnie do zmian w sobie. Radość,
która pojawia się we
mnie, gdy sama zauważam te zmiany, gdy moje dzieci mi o tym
mówią, gdy mówią mi
o tym inni - jest niesamowita.
Na
pierwszą i najcudowniejszą zmianę nie
czekałam długo. Prawie wcale.
Na
wiecznie poważnej albo wykrzywionej mojej
twarzy zaczął pojawiać się uśmiech. Uśmiech, który daje mnie
samej radość.
Jeśli jest jeszcze ktoś komu
jest on przydatny -
proszę bardzo. Przesyłam go tą drogą – bierzcie J
Gosiali
Archiwista
zaprasza
Cześć,
mam na imię Mirek, pełnię służbę archiwisty Regionu AA Warszawa.
Chciałbym
podzielić się z Wami kilkoma spostrzeżeniami. Przeglądając kolejne
segregatory
naszego Regionu, natknąłem się na bardzo ciekawe materiały,
które mogą być
przydatne Grupie AA, jak również poszczególnym Intergrupom,
czyli
nam
wszystkim.
W
segregatorze pt. ,,12 Tradycji” znaleźć można materiały
pomocnicze do ich omawiania
i prowadzenia warsztatów . Jesteśmy w posiadaniu materiałów
na temat anonimowości
Wspólnoty AA i wielu tekstów naszych
przyjaciół, którzy podzielili się z nami
swoim doświadczeniem. Jeżeli informacje te okażą się przydatne do
niesienia
posłania w myśl naszego tekstu ,,Jestem
odpowiedzialny …” proszę o
kontakt pod wskazanymi adresami poczty elektronicznej: archiwum@aa.org.pl albo mirwasyl@wp.pl ,
informując o temacie materiałów
jakich poszukujecie, wskazując Grupę AA i Intergrupę
Regionu Warszawa, lub Zespół,
w
którym pełnicie
służbę.
Pogody Ducha - Mirek Alkoholik.
Miejsce
na udoskonalanie
Uwierzyliśmy, że
Tradycje AA i Kroki programu
zdrowienia AA są najbliższe prawdom, które służą nam i
naszemu konkretnemu
celowi.
Str 86 z książki Jak to Widzi Bill.
Wiele
mówimy o Bogu, głębokiej wierze w Siłę
Wyższą, powierzaniu i temu podobne. Mnie zastanowił powyższy cytat.
Odszukałem go bo
sprowokowała mnie wizyta w grupie nazywającej siebie aowską. Ów mityng AA
odbywa się w samym centrum Warszawy, a
będąc na nim trudno mi było zorientować się, że dobrze trafiłem. Po tym
mityngu
długo się zastanawiałem, co mi nie pasowało. Przypomniałem sobie, jaki
byłem
kilka lat temu. Co wiedziałem o AA, czego oczekiwałem a co dostałem.
Nie
zamierzam krytykować, ani wytyczać, kto
jest lub nie jest AA, lecz… powiem o sobie
bo
zauważyłem pewne podobieństwa do siebie.
Uczęszczałem
na terapię, równolegle „chaadzaałem”
na mityngi, a po kilku tygodniach sądziłem, że
już wiem wszystko. Nie miałem sponsora. Twierdziłem, że całe AA jest
moim
najlepszym sponsorem, nie czytałem literatury, tej aprobowanej przez
Konferencję, za to chętnie kupowałem i czytałem wszelkie książki pseudo–aa i
terapeutyczne napakowane wiedzą akademicką.
Potrafiłem nazwać wszelkie mechanizmy nałogu, i zastanawiałem się czy
nie
zostać terapeutą. Wewnętrznie czułem się lepszy, wydawało mi się „góruję nad
szarą masą”.
(to cytat z
„Anonimowi Alkoholicy”). Generalnie
wiedziałem wszystko, lecz nic nie działało. Sądziłem, że jeśli wezmę od
każdego
jakąś dobrą cechę i poskładam to się zmienię w Robocopa.
Mimo to w moim życiu nadal trwał chaos wzlotów i
upadków. Daleko było mi do
prawdziwego AA, Trzech Legatów (wykładni programu AA).
Nosiłem dumnie w klapie marynarki wpiętego wielbłąda i
sądziłem wówczas,
że jestem wyjątkowy, nieco godniejszy, półbogiem bo nie
piję. Moim
powiedzeniem, było: że ja nic nie
muszę.
Miałem tylko
prawa
i byłem
asertywny,
waląc ludziom w oczy oceny i chamstwo.
Mityng
AA, traktowałem jak śmietnik, na który można WYRZUCIĆ
wszystko.
Wiele razy brałem udział w tak
zwanej rundzie,
gdzie każdy
po kolei mówił jak
mu zleciał tydzień
– bez wniosków z tego płynących. Taka terapia bez terapeuty. Oddział
otwarty dla ludzi poplątanych. Mimo to czułem ulgę po takim wyrzucaniu
z siebie
i byłem pewien, że „doładowałem
akumulatory” i że jestem w AA. Zachęcano do takiego
„wyrzucania”
roztaczając nadzieję na ulgę. Takie było moje przekonanie. Wszystko, co
się
kojarzyło z alkoholem było nawrotem i trzeba było szybko pędzić do psychologa – mam
nawrót. Jak
go nie
miałem to byłem pewien, że lada chwila będę miał.
Mimo
że nie piłem utrzymywano mnie w obsesyjnym strachu przed alkoholem.
Mówiłem
czasem, że go nie mam, że nie wiem co
to. Patrzyli wówczas
na mnie jak bym już był pijany. Kilku cwaniaków zamieściło
wówczas ogłoszenie w
prasie: AAAAAaby:
pomagam w wyjściu z
nawrotu- cena 500zł. Chyba
nawet zazdrościłem im dobrego pomysłu. Moimi Guru były znane osoby z
dziedziny
przeciwdziałania alkoholizmowi. Autorytety w propagowaniu psycho
teorii analitycznej. Szukałem wiary w Zakroczmiu
i
Częstochowie, w Licheniu, w Gietrzwałdzie. Większość osób
przeżywała tam
cudowne olśnienia, ja jakoś nie bardzo, ale udawałem, że coś, ja też.
Czułem
się inny, może niegodny? Byłem pewien, że mnie nie poraził piorun
wiary.
Wytrwałem około 4,5 roku.
Piłem
potem ze 2 lata tak po troszku!!!
Tak
czy siak „to
sam alkohol nakłonił mnie do prawdziwego AA”.
Kiedy pojawiły się
ponownie myśli samobójcze, wreszcie i ja uwierzyłem w
program 12x12. Tak
normalnie bez błysku. Bo musiałem!
Nie dlatego, że pragnąłem –
dlatego, że za mną była już tylko
ściana, lub przepaść.
Musiałem
poprosić o sponsorowanie – konkretną osobę –
wykonać w praktyce 1 Krok.
Musiałem
z zapałem na jaki
było mnie stać, czytać literaturę i omawiać ją ze sponsorem. Mimo woli
poznałem
znaczną część ulotek i książek aowskich.
Odnalazłem w
nich swoje podobieństwa i recepty na własne szczęście. Ciągle z nich
korzystam.
Właśnie rozważam jedną z nich.
Dowiedziałem
się po kilku latach
jaki mamy symbol AA. Co on oznacza, że zawiera 3 legaty.
Poczułem, jak
ważne jest praktykowanie Tradycji w służbie. Odnalazłem cenne
przyjaźnie w
trakcie jej pełnienia. Opuścił mnie strach i samotność.
Przestałem
latać po całej Warszawie za trzeźwością.
Znalazłem grupę macierzystą. Zainteresowały mnie, Konferencje, Region, Intergrupy, Służby w zespołach
tematycznych AA. Kilka razy
byłem na mityngu w Z.K. Kilka razy udzieliłem się w mityngu
informacyjnym dla
ludzi spoza AA. Coraz bliższe stają mi się sprawy Regionu, PIK-u, mojej
grupy.
Ciągle poznaję nowe struktury służb. O nawrotach przy tym zapomniałem.
Może
zacząłem wspierać, zamiast wsparcia szukać? Daj Boże, oby tak było.
Przekonała
mnie maksyma:
Jeśli
jestem w AA, propaguję program AA. Jakie to oczywiste!
Program
zaczął działać. Przestałem „przerabiać Kroki”.
Bardziej zaczęło mi odpowiadać życie według nich. Nie od razu tak się
stało, na
pewno nie przez miesiąc, rok. Pojmowałem wolniutko.
Poznałem
istotę mojego problemu. Spostrzegłem, że nie
można dostać Pogody Ducha w prezencie, lecz muszę na nią cierpliwie
zapracować.
Nie zawsze ją mam, ale przychodzi
jeśli się
angażuję. Czy wiem
jaki jest konkretny cel? Czy uwierzyłem w program AA?
Teraz sądzę, że
TAK! Przez ten czas zdobyłem dużo cennych doświadczeń a moje zdanie o
AA uległo
odwróceniu. Jak mam je przekazać dalej – do
centrum Warszawy? Jak powiedzieć,
nie mówiąc: nie
całe AA jest takie. Jak
nieść posłanie
wewnątrz AA? Czy każdy „Nowy” musi tak samo błądzić
i umierać ponownie jak ja?
alkoholik