MITYNG
- Numer Specjalny / 100 / A - Październik 2005
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
Drodzy
Przyjaciele!!!
Dziękujemy serdecznie za
ciepłe zainteresowanie, z jakim zostało przyjęte specjalne wydanie MITYNGU
przygotowane z okazji 25-lecia AA w Warszawie. Obok kalendarza zdarzeń z
historii AA zawierało obszerną wypowiedź na temat Tradycji AA. Tym razem chcemy
podzielić się z naszymi czytelnikami historią 30 letniej trzeźwości
opowiedzianą prawie 40 lat temu. Dzięki zapisowi na taśmie została ona spisana
i opublikowana pierwotnie w angielskim biuletynie SHARE. Jest to duży zapis i w
normalnym wydaniu biuletynu nie mógł znaleźć miejsca. Skorzystaliśmy więc z
pretekstu aby z okazji 13 lecia MITYNGU oraz wydania
numeru 100 zaproponować dodatkowy numer i w nim umieścić tłumaczenie tej
historii. Mamy nadzieję, że inicjatywa spotka się przychylnością czytelników.
Równocześnie pragniemy serdecznie podziękować rzeszy bezimiennych, anonimowych
współpracowników, tłumaczy; tych
wszystkich, którzy sprawiają, że MITYNG może się ukazywać. Mamy dla nich wiele
szacunku i uznania. A wszystkim dziękujemy za 13 lat przyjaźni.
Redakcja
MITYNG
Prawie 30 lat trzeźwych…
prawie 40 lat temu
Tekst ten powstał na podstawie tłumaczenia z zapisów z
kaset nagrywanych na Konwencji Północnej Kaliforni w
październiku 1966roku, zamieszczonych w SHARE 1998 r
Na nasz
dzisiejszy wieczór zaprosiliśmy Clarence`a S. jednego z najstarszych członków AA. W lutym obchodził
29 lat ciągłej trzeźwości. Był pierwszym członkiem AA w Cleveland, Ohio... właściwie przyczynił się do powstania i rozwoju pierwszych
grup AA. Odłączając się od grup oxfordzkich, zostali zwiastunem AA
rozpoczynając żywot jako pierwsza grupa AA.
Jako jeden z pierwszych 40 członków AA, ma swój wkład w powstanie
Wielkiej Księgi.
Cała
przyjemność po mojej stronie przedstawić jednego z wielkich mistrzów naszego
cudownego programu, - Clarence S (aplauz).
Dziękuję, dziękuję bardzo. Jestem bardzo zmieszany
tym, co ten facet powiedział (śmiech). Ale przede
wszystkim chciałbym podziękować organizatorom za zaproszenie. Nigdy nie byłem w
Północnej Kaliforni.. a
spotkałem się tu z gorącym przyjęciem. Poznałem cudownych nowych przyjaciół ale i spotkałem starych. Jest taka jedna rzecz w
AA, że gdziekolwiek się udajesz, obojętnie, daleko czy blisko ciągle będziesz
napotykał kogoś, kto ciebie zna. Nie unikniesz kary za złe
postępowanie! (śmiech).
Usłyszeliście, nazywam się Clarence Snyder, pochodzę z St Petersburg (" cześć, Clarence")...
Trudno mi być anonimowy..! nigdy nie byłem w stanie
coś schować, tak czy owak, nie mam niczego, co by warto przed wami ukryć. ...
Bardzo przeżywam pewną historię. Kiedy tak patrzę na wasz tłum jak ten, kiedy
wszyscy są porządnie ubrani, wystrojeni, gdy wyglądacie wspaniale, przypominam
sobie pewną historyjkę o jednym zwykłym pijaczku. To
zawsze wywołuje we mnie dreszcz.
W końcu przyszedł dzień
kiedy Jerry wyciągnął nogi i umarł. Wszystkich
nas to czeka. Ale w mieście powstał pewien problem. Trzeba było zorganizować
jego pogrzeb. Ktoś musiał przyjąć za to odpowiedzialność i ktoś to zrobił.
Rozpoczęto wędrówkę. Wiejski fryzjer zaoferował się ogolić go i doprowadzić do
kultury. Jeden z krawców dopasował garnitur, ktoś dał koszulę i krawat, tak, że
wszystko zostało przygotowane, łącznie z fryzurą. Miejscowy właściciel zakładu
pogrzebowego zaoferował się dokonać pochówku. Pozostało tylko znaleźć kaznodzieję aby wygłosił kazanie pogrzebowe, ale i to też
zostało załatwione.
Ja zawsze mówię o cudzie AA.. jak usłyszeliście ... przyszedłem do wspólnoty zanim została znana jako AA. Nie
było żadnego AA ... a szanse, że dzisiaj będę tutaj są tak niewiarygodne, że
nawet nie potrafię sobie ich wyobrazić. .. Chcę powiedzieć wam o tym jak
znalazłem się tutaj...Zamierzam pierwszą godzinę mówić o sobie, a potem przez godzinę będę mówił o
Programie AA{ śmiech }..no dobrze, zaczynamy.
-------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------------
...... Wyobraźcie sobie. Byłem setki mil od domu, nie miałem żadnego przyjaciela. ... ani jednej osoby na tym świecie, który by
się zatroszczyła o to, czy żyję. Nie miałem ani centa, żadnego ubrania, nic i
nie wiedziałem, gdzie pójść.
Dobrze, włóczyłem się po Nowym York`u przez
długi czas. Jak długo, nie mogę powiedzieć, zmieniały się pory roku, a pogoda
była znów nędzna.
.... Ale zdarzyła się rzecz, o której nie miałem pojęcia. Tuż po mojej wizycie u Virginii, w Yonkers, w sprawie jednego z dzieci odwiedził szwagierkę
lekarz rodzinny. Przypuszczam, że doszło do rozmów o piciu. Zresztą to wydaje
się być ulubionym tematem większości społeczeństw. I opowiedziała doktorowi o
pijanym szwagrze, który był kiedyś takim elegancki facetem
a teraz pijany włóczy się.
A doktor zauważył: "Wiesz, to jest niesamowite, ja też miałem
stale pijanego szwagra, ale coś go spotkało, że teraz robi wszystko próbując
otrzeźwić pijaków - i to pozwala jemu samemu utrzymać się w trzeźwości!"
Później dodał: "Wiesz, w Akron Ohio jest doktor
medycyny, który poświęcił się otrzeźwianiu pijaków i, jeśli twój szwagier
kiedykolwiek dotrze do Akron, być może ten doktor
pomoże mu." Tak się zdarza, że ludzie coś robią za naszymi plecami
(śmiech).
..... Powiedziała mi o tym doktorze w Akron i
spytała mnie, czy chciałbym spotkać jego. Dobrze, nie miałem nic do stracenia
spotykając doktora, który pomagał pijakom, więc powiedziałem jej, że się
cieszę. Miała dobrą duszę. Zaprowadziła mnie na przystanek autobusowy, kupiła
jednostronny bilet do Akron i umieściła w autobusie.
I tak spotkałem swojego sponsora, dr Boba.
... W
końcu, Doc położył mnie w miejskim szpitalu w Akron, Ohio i tak zetknąłem się ze wspólnotą. Oczywiście, w
tamtym czasie AA nie było jeszcze znane, było to spotkanie Ruchu Oxfordzkiego.
... Dostałem się do Akron
rano, jak obiecałem, szedłem z przystanku autobusowego do miejskiego szpitala a
była to prawdziwa lutowa pogoda. Kiedy pokonałem schody i dostałem się do holu
szpitala - zemdlałem.
... Znalazłem się w pokoju. Wokół dużo zamieszania, ludzie bardzo zajęci.
Wydawałem się być przedmiotem ciekawości. Byli tam najróżniejsi ludzie. Pielęgniarki
i inni - nie znałem nikogo. Ale wiecie jaką pierwszą
rzecz zobaczyłem w środku? Gdzieś na parapecie stała butelka.
... Osiągnąłem dno, przyszedłem by przestać pić, byłem przerażony.
Zobaczyłem facetów, którzy pili jak ja i kilku z nich
umarło; nie chciałem tego. Nadeszła pielęgniarka, miała tacę z dwoma rzeczami:
kieliszek alkoholu i coś jeszcze, jakiś proszek. I mówi: " Mr Snyder - Możesz wypić
whisky a potem dostaniesz proszek." Nogi ugięły się pode mną. Odbyłem
długą podróż, doznałem wszelkich poniżeń, zapragnąłem przestać pić nie po to by
pić jakiś alkohol. (Cały czas spoglądałem na butelkę na parapecie). Nigdy nie
zdarzyło mi się pić.... aby od tego trzeźwieć - nie
wziąłem tych nokautujących kropli i nigdy od tego dnia nie napiłem się. Nigdy już nie sięgałem po
alkohol. No i co się ze mną stało? Dlaczego facet,
albo jakaś osoba, przez lata pijana, opętana obsesją picia nagle rezygnuje?
Dlaczego tak jest?
Czy kiedykolwiek zadawałeś sobie te pytania? Dlaczego w grupie - życie
pełne rozpusty i opilstwa, hańby, bólu i ran - to wszystko zmienia się?
Dlaczego?
Jest ku temu powód. To na pewno nie to, że zrozumieliśmy Program albo
wchłonęliśmy go. Nie sądzę, że w ogóle jest to możliwe. Ale o tym później.
... Stało się. Jestem w szpitalu przez tydzień. Codziennie odwiedzają mnie
faceci, którzy poprzednio prowadzili mój sposób życia.
Wszyscy alkoholicy. ...
To byli głównie ludzie, którzy próbowali nauczyć się żyć według
zasad chrześcijańskich. Alkoholicy byli przez nich tolerowani i otaczani
troską. Ludzie w grupach oxfordzkich przyjęli alkoholików jako wyzwanie.
Myśleli, że mogą pomóc nam.
... Zgodziłem
się na ich odwiedziny i ci faceci przychodzili i
mówili o sobie. Byłem tam tydzień. Rozmawiali z mną mówiąc, że mają odpowiedź
na mój problem picia, ale żaden z ich nie dał mi tej odpowiedzi, nie powiedział
mi, co to było. Oczekiwałem jakiegoś rodzaju operacji albo czegoś innego. Byłem
w szpitalu pod troską doktora medycyny, to było logiczne.
Więc jestem tam tydzień i jeszcze nic nie zjadłem. Mogę to zapamiętać,
ponieważ ostatniego dnia przyszedł Paul Stanley. Paul już nie żyje; wszyscy ci faceci już odeszli. I Paul mówił. - Myślisz, że zobaczyłeś
nawiedzonych facetów.- Przyszedł w porze śniadaniu - i
zjadł śniadanie przeznaczone dla mnie (śmiech). A potem zjadł mój obiad, a
potem jeszcze gadaliśmy około czterech, pięciu godzin po południu. I przyszedł Doc , Doc Smith, Dr Bob dla was. Doc
był każdego dnia i tego dnia też przyszedł i usiadł na skraju mojego łóżka.
Każdy z was, kto kiedykolwiek miał przyjemność spotkania mojego sponsora
pamięta go jako bardzo wysokiego, kanciastego faceta.
Spojrzał i przysięgnę, że tym wzrokiem mógłby przedziurawić was. Mógł to
zrobić, miał tak przenikające spojrzenie. Byłem przestraszony tym facetem. Tak czy owak usiadł na skraju łóżka, przyjął
najbardziej nieprofesjonalną postawę, popatrzał na mnie kilka minut i
powiedział - pamiętam to dobrze:
"Dobrze, młody drwalu, co myślisz robić teraz?"
On nazywał mnie" młodym drwalem" cały czas, nigdy nie słyszałem
nic oprócz " młodego drwala". ..Więc mówi: "O czym myślisz teraz?"
Mówię: "Myślę, że jest cudownie. Wszyscy ci faceci
przychodzą do mnie, poznali mnie, mówią swoje historie, i wiem, że oni są
posłańcami, ale wszyscy powtarzają mi jedną rzecz, Doktorze. Jestem
zaintrygowany. Oni mówią, że mają rozwiązanie mojego problemu, ale nikt nie
mówi mi, co to jest. Co muszę zrobić? Co mi będą robić
”.
On popatrzał na mnie i mówi: "Dobrze, młody
drwalu, nie wiemy wiele o tobie, nie jesteśmy ciebie zbyt pewni (śmiech). Ty
jesteś dość młody, nie wiemy, czy ty już jesteś gotowy."
Nie gotowy jeszcze!
Tyle przeżyłem ...../ zaczęła się wyliczanka wszelkich
upokorzeń - przypis redakcji/... i Doc mówi mi, że oni nie wiedzą, czy jestem już gotowy? (śmiech).
Nie sądziłem, że w ogóle dojdzie do tej umowy. Cóż musiałem zrobić, by
osiągnąć gotowość? (śmiech). Wtedy opowiedział mi
wszystko o młodych facetach, którzy tu leżeli przede
mną. Miałem wtedy 35 lat (teraz wyobraźcie sobie, że w grudniu będę miał 64) -
ci młodzi faceci byli skończeni, z nimi nie można było już nic zrobić, tylko dać schronienie. Więc
podobnie nie byli zbyt pewni mnie.
Chciałem ich przekonać, że można coś zrobić... i
przekonałem.
Doktor powiedział: "W porządku, młody drwalu, dam ci
rozwiązanie".. Mówi: "Stań poza łóżkiem!" Pytam: "Aaa..a...le - po co?" "Uklęknij!"
"Dlaczego mam klękać?" "Będziesz się modlił." "Co
pomodlić się?" "Tak. Będziesz modlił się." Ale nie znam się na
modleniu." " Nie przypuszczam, że potrafisz, ale gdy ja będę się
modlił, będziesz mógł powtarzać po mnie i to na ten raz wystarczy” Tak... przy
łóżku, moje kości na podłodze, w tym szpitalu (śmiech). Czułem się jak głupiec.
Ale to nie zabiło mnie, ponieważ jak możecie widzieć, nadal jestem tutaj. Odmówił modlitwę. Nie wiem co to było. Nie mógłbym powtórzyć wam, ale powtórzyłem
po nim, i gdy zakończył, potrząsnął mi ręce i powiedział: "Młody drwalu,
będzie w porządku." Słyszycie? Zaprowadził mnie tej nocy na spotkanie
i to było spotkanie Grupy Oxford. Nadal pamiętam trochę szczegółów pierwszego
spotkania. To było coś całkowicie innego niż jest dzisiaj. To było w domu... T.
Henry Williamsa, a większość ludzi nie była
alkoholikami. To piękny dom, orientalne pledy na
podłodze, fortepian i dużo bibelotów, jakieś antyki wokoło, piękne rzeczy. Mogę
przypominać to sobie, ponieważ zrobiłem notatki trochę mniejszych rzeczy
(śmiechu). Tak czy owak, nie wziąłem niczego. No nie to, że nie myślałem o tym.
Wziąłem udział w spotkaniu i przestraszyłem się. Byli tam faceci,
którzy odwiedzali mnie w szpitalu, ale była również paczka kobiet. Bałem się.
Oni są ciągle czymś zajęci. Jednak przezwyciężyłem swoje obawy, zostałem.... i to jest błogosławieństwem AA (śmiech).
Każdy opowiadał coś; niektóre opowieści były sentymentalne, ktoś inny przeżywał wypowiedzi
dość emocjonalnie. Ale o ile wiedziałem co robili ci
faceci, to zupełnie nie mogłem zrozumieć co te kobiety tam robiły.(śmiech).
...Ale to było moje pierwszy spotkanie i każdego środowego wieczoru w Akron, Ohio, przez piętnaście miesięcy wracałem tam. Gdy z
powodu pogody nie mogłem się udać – tęskniłem. Spędzałem z nimi wszystkie
weekendy, byli jedynymi przyjaciółmi, których miałem. Po wszystkich latach
picia zgubiłem każdego przyjaciela, jakiego miałem. Nikt nie dbał o mnie, to
byli pierwszy ludzie.. którzy mnie kiedykolwiek.. kochali mnie (długa przerwa). Nie potrafię trzymać się z
daleka od nich. Sporo lat spędziliśmy razem i nadal nie oddalam się. Spodziewam
się, że to nigdy nie nastąpi.
Jedna rzecz, która wkurza mnie, to to, kiedy
ktoś przyjdzie do naszej wspólnoty, otrzyma błogosławieństwa,
....i wtedy idzie daleko i zostawia ją. To jest coś, co warto by
rozważyć. Nigdy nie odchodziłem. W AA przebyłem wiele różnych szkoleń i myślę,
że ci, którzy weszli od razu mają nadal wiele entuzjazmu dla wspólnoty. Nadal
we wspólnocie jestem amatorem, nigdy nie używam argumentu za profesjonalizmem i
jako amator zastrzegam sobie prawo, by skrytykować trochę krwawe diakoństwo, które pojawia się w AA. I robię to.. (śmiech).
Wspólnota AA jest inna niż dawniej. I musi być różna, tak sądzę. Nie
mówię, że wszystkie różnice są dobre. Trochę śmierdzi, ale jest wiele dobrego.
Myślę, że alkohol nadal zabija ludzi a to jest bardzo głupia rzecz. A cud AA ...dlaczego?
Zapytałeś się kiedyś, dlaczego jesteś tutaj? Dlaczego zostałeś wybrany, by być
tutaj? Dlaczego ja zostałem wybrany, by być tutaj, kiedy jak pamięć sięga przez
tysiące lat historii istniał alkoholizm? Rzecz o tym. Alkoholizm... przeczytaliście o tym w Biblii. Przeczytaliście o tym w
pierwszej księdze Biblii, w Księdze Rodzaju. Historia Noego...
... W Biblii znajdziemy wspaniałe ale i dziwne
historie, a ja kocham mówić o nich, o wrażeniach jakie zrobiły na mnie. Dawniej
nie mieliśmy Wielkiej Księgi, a teraz mamy, nie mieliśmy literatury, nie
mieliśmy miejsc spotkań, nie mieliśmy wszystkiego to, co mamy dzisiaj. Więc
musieliśmy oprzeć nasz program na czytaniu tych rzeczy w Biblii. Przeczytałem
te opowieści i one na nowo zaczęły żyć we mnie.
Pamiętacie opowieść o dobrym Samarytaninie. Wysłuchajcie. To tylko minuta.
Pewien człowiek, został pobity, poraniony i obrabowany. Zabrali nawet jego
ubranie, wszystko. Był pijany. Skąd wiem, że był pijany? Wyczuwam. Nadchodzi
duchowny, zobaczył pijanego, odwrócił się i przeszedł na drugą stronę drogi. To
nie jest jego sprawa. Jakiś pijak został potłuczony. No i co z to? Nie powinien
pić w pierwszy lepszym miejscu. Więc zignorował faceta..
Nadchodzi Lewita i robi podobnie. A biedak sztywnieje wykrwawiając się od ran..
.......Dalej nadchodzi inny facet, Samarytanin.
Wiecie, kim on był? Był komiwojażerem (ze śmiechem). Był pierwszym członkiem AA
i powiem wam, dlaczego tak mówię. Ten człowiek nadchodzi i widzi leżącego
biedaka, i co robi? Podchodzi, podwiązuje rany, czyści je trochę i przewozi do
pobliskiego zajazdu.
Teraz wiem, że ten facet niósł posłanie. ... Zawozi
nieszczęśnika do zajazdu i mówi do właściciela: "Oto pieniądze!!" Nie
daje pieniędzy pijakowi, daje je właścicielowi zajazdu (śmiech). Mówi:
"Troszcz się o tego faceta. Wiesz, że jestem
komiwojażerem”. I dodaje: "Jeśli potrzeba,
dostaniesz więcej, kiedy będę wracał."
To jest typowa rozmowa AA, świetna historia.
..... Mówiłem o alkoholizmie. Spotkaliśmy go w starożytnej historii, w
mitologii, na wielu drogach upadku. Jednak tyle tysięcy z nas otrzymało
przywilej przynależności do naszej wspólnoty i to jest powód, dlaczego mam być
bardzo wdzięczny. Nic nie osiągniesz jeśli nie zdołasz
być wdzięczny. Pamięć o wdzięczności sprawia, że więcej ludzi wraca do życia
niż dawniej. Teraz, ten nasz Program jest całkowicie niezawodny. Jeśli
przyjmiemy Program jako swój i zaczniemy stosować, okazuje się zupełnie łatwy.
A jeśli ten Program nie jest łatwy dla ciebie, weź do serca moje słowa, -
robisz go źle.
Czy to brzmi wystarczająco niepokojąco dla ciebie?
Teraz powiem wam dlaczego. Usłyszeliście wiele
rozpraw o tym Programie i choć co wieczór czytamy Program Dwunastu Kroków
zupełnie zapominamy co było recytowane. Każda osoba
wydaje się mieć dzisiaj w AA swój własny pomysł na to jak ten Program powinien
zostać wprowadzany. Dobrze, uwierzcie mi, im więcej macie pomysłów, tym gorzej
dla was. Jest tylko jedna droga, by doprowadzić tego Program. Chciałbym
przekazać wam mój pogląd czym jest Program, dlaczego
został napisany w ten sposób, aby mógł być propozycją dla każdego i każdy mógł
z niego skorzystać.
Robię to stwierdzenie jako osoba, która uczestniczyła w powstaniu Programu
Dwunastu Kroków. Być może to wiele albo niewiele znaczy lecz
pomogłem pisać ten Program. Teraz nie oczekuję żadnych fanfar. Uczestniczyłem w wielu z tych
historycznych spraw tylko dlatego, że zdarzyło mi się
być we właściwym miejscu w odpowiednim czasie.
200 starannie dobranych słów
Wystąpienie
Clarence S. na Konwencji Karoliny Północnej,
październik 1966 r.
Wg SHARE, maj 1998
Następnie zrobiliśmy
gruntowny i odważny obrachunek moralny. Nie sądzę, by alkoholik godny tej nazwy
był w stanie wykonać ten krok samodzielnie. Myślę, że potrzebuje on do tego
pomocy sponsora lub kogoś, kto zna program.
Krok następny podpowiada, że jest ktoś obok nas, kto nam pomaga. Krok ten
brzmi: „Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych
błędów”. Nie chodzi o to, byśmy stanęli przed publicznością i obnażali
się przed każdym, a o zupełnie coś innego. Nasze wyznanie dotyczy jedynie Boga,
samego siebie i drugiego człowieka.
I krok następny. Mówi on o całkowitej gotowości. Całkowitej – nie
gotowości w pewnym sensie, nie prawie gotowości. Alkoholik jest całkowicie we
wszystkim, co robi (śmiech). Być całkowicie gotowy, by Bóg usunął wszystkie
nasze wady. Wszystkie... wszystkie... Mam parę takich
wad, które chciałbym sobie zatrzymać. Są bardzo interesujące... (śmiech). Program na to nie pozwala. Wielu ludzi potyka się
na tym. Zaczynają tworzyć swój własny program. Ale program AA nie pozwala na
żadne odstępstwo w tym kroku.
Dalej mówi on, by w pokorze prosić Boga o usunięcie tych wad. Prosimy w
pokorze. Nie targujemy się. Nie mówimy: „Boże, jak zrobisz to, to ja
zrobię tamto”, tak jak za pijackich czasów. Nie, prosimy z pokorą.
Dobrze... przechodzimy do drugiego etapu: zgody i
poddania. Poddaliśmy naszą wolę i życie opiece Boga. Zrobiliśmy to naprawdę.
Jesteśmy w następnym etapie. Chcemy żyć nowym życiem ale
nie będziemy w stanie, póki nie posprzątamy paru rzeczy z przeszłości. Jak mówi
Dobra Nowina, nie wlewa się nowego wina do starych bukłaków, do starych butelek. Musimy teraz dokonać naprawy: „Zrobiliśmy
listę osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im
wszystkim”. Ważna jest wola, by chcieć zadośćuczynić wszystkim. Zwykle
nie będziemy mogli tego zrobić. Nie znamy wszystkich osób, które
skrzywdziliśmy, niektórych nie spotkamy już nigdy – będziemy
więc musieli zostawić to Bogu.
Następny krok mówi: „Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec
których było to możliwe, z wyjątkiem przypadków, gdy zraniłoby to ich lub
innych”. W ten sposób dokonujemy naprawy.
Chciałbym tu wtrącić jedną rzecz i proszę, byście wysłuchali tego bardzo
uważnie. Powiedziałem to kiedyś na grupie i wywołałem burzę. Doświadczyliśmy
wtedy tej jedności, o której tyle było gadania na mityngach (śmiech). Gdy
zrobimy te dziewięć kroków, możemy o nich zapomnieć. Są zrobione. Już nigdy nie
będziesz się nimi zajmował, z wyjątkiem dwóch przypadków. Jeżeli odejdziesz z
AA a potem wrócisz, będziesz musiał jeszcze raz przedzierać się przez nie
wszystkie (śmiech). Drugi przypadek, to gdy spróbujesz
wytłumaczyć ten program nowicjuszowi – musisz przecież wiedzieć, po co są
kroki. Dla własnego użytku nie musisz już do nich wracać, chyba, że zapijesz
lub odejdziesz z AA. Zapamiętajcie to sobie.
Lecz najpierw te dziewięć kroków trzeba zrobić. I gdy tego dokonacie, coś
się zdarzy. Nie pomożecie sobie ale zmienicie się:
przyznacie, że nie możecie nic uczynić samemu i zaczniecie prosić Boga, by
pomógł wam przezwyciężyć wasze problemy. Jak mówi Dobra Nowina: „I
otrzymacie wszystko, o co na modlitwie z wiarą prosić będziecie”.
Jeżeli macie taką wiarę, to picie nie jest już waszym problemem.
Skończyliście z nim. Ale najpierw musicie zrobić te dziewięć kroków.
To, co powiedziałem, powinno wyjaśnić wiele kwestii, dotyczących... Ludzie
często pytają, jak robić kroki. Nie bez powodu są one ustawione w pewnej
kolejności. Istnieją przyczyny, że następują one po sobie w taki właśnie sposób
i usiłowałem to możliwie najkrócej wytłumaczyć.
Tak więc... zrobiliśmy
dziewięć kroków. Co dzieje się dalej? Ostatni etap programu to faza budowania.
W trzech ostatnich krokach tworzymy życie, żyjemy tymi krokami.
Krok dziesiąty brzmi: „Kontynuowaliśmy obrachunek moralny, z miejsca
przyznając się do popełnionych błędów”. Wyobraźcie sobie alkoholika,
który nie wytrzeźwiał, przyznającego się do czegokolwiek. Nie jest zdolny nawet
przyznać że pada deszcz: mogło by to być wykorzystane
przeciw niemu (śmiech).
Opowiem wam zabawną historię. Nikt z was pewnie nigdy nie był w sądzie
(śmiech). Jest waszym obywatelskim obowiązkiem wybrać się tam w wolnym czasie i
zobaczyć, co się tam dzieje, na co idą wasze podatki. Zobaczycie faceta, którego tam dostawiono, gdyż pijany prowadził,
uderzył w parę innych samochodów, przejechał przez wystawę sklepową i zatrzymał
się na pojemnikach z mlekiem. Potem próbował pobić policjantów i wylądował w
areszcie. Teraz stoi przed sądem, odczytano mu zarzuty. Sędzia spogląda na
niego i pyta:
Był pan pijany?
Jaaa?
Skądże!
Pił pan!
Nigdy w życiu!
W końcu, pod naciskiem przyzna, że wypił parę piw (śmiech). Wiecie co, nikt nigdy nie wpadł w kłopoty przez picie wódki,
natomiast ci, co wypijają parę piw zawsze narobią piekielnego zamętu (śmiech).
Więc nigdy nie przyznawaj się do niczego... może
to zostać wykorzystane przeciwko tobie. A zatem – kontynuowaliśmy
obrachunek moralny. To jest nasza codzienność, to bardzo ważne. Może powiem
wam, jak ja to codziennie robię, być może będzie to komuś pomocne.
Ostatnią rzeczą, którą robię codziennie wieczorem przed położeniem się do
łóżka, jest krótka modlitwa. Rozmyślam o mijającym dniu, o tym, co zrobiłem
dzisiaj. Czasem nie mam powodów do dumy ale czasem
mam. Jeśli jestem zadowolony z czegoś, chwalę sam siebie: „byłeś
grzecznym chłopcem, to było dobre”. Gdy było coś, za co powinienem kogoś
przeprosić, postanawiam zrobić to najszybciej jak to będzie możliwe. Oto co oznacza dla mnie krok dziesiąty. Pozwala mi on
porządkować drobiazgi zanim urosną w wielkie problemy. To drobiazgi – nie
wielkie problemy – zabijają nas. Ważne sprawy nie przytrafiają się nam
zbyt często, za to codziennie stykamy się z licznymi drobnymi problemami, z
którymi musimy się borykać i one naprawdę powalają nas. Krok dziesiąty pozwala
mieć świadomość jak działamy każdego dnia i prostować nasze sprawy na bieżąco.
W ten sposób problemy nie narastają. Daje to wielkie bezpieczeństwo, to świetny
sposób na życie. Naprawdę. Pewnie o tym wiecie, większość z was. Ale niektórzy
prawdopodobnie nie.
Idźmy więc dalej, do kroku jedenastego. O czym on
mówi? To bardzo ważny krok. Brzmi on „Dążyliśmy przez modlitwę i
medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy,
prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas i o siłę do jej
spełnienia”. Co to jest modlitwa i medytacja? Modlitwa to mówienie do
Boga, medytacja – słuchanie Go. Mamy mówić i słuchać. Dobry Bóg dał nam
dwoje uszu i jedne usta – czy to coś wam mówi? (śmiech).
Tak sądziłem...
Co chcemy osiągnąć przez modlitwę i medytację? „Ścisłą więź z
Bogiem”. Co to znaczy?
Chcę czuć, że On jest tutaj i że mogę doświadczyć Jego obecności. Mogę Go
dotknąć. Mogę mówić do Niego i być z Nim w jedności. W bezpośrednim kontakcie.
Dokładnie tak, jak z każdym z was – mogę podejść, dotknąć, objąć
ramieniem...
Tak chcę to czuć. Nie chcę Boga ponad gwiazdami, którego nie mogę
osiągnąć. Kroki mówią co innego – że mam mieć z
Bogiem bezpośredni kontakt. Ale jest coś jeszcze. Tam napisano, że mam się
modlić o coś. O co? – tylko o poznanie
Jego woli i siłę do jej spełnienia. Ten krok nie mówi nic o tym, że masz się
modlić o trzeźwość. Dostałeś już ją – Bóg dał ci ją w pierwszych
dziewięciu krokach.
Nie modlisz się więc o nową pracę, nowy jacht,
nową żonę czy męża, nowy dom ani o nic takiego.
Modlimy się tylko o poznanie woli bożej. Co Bóg chce, bym czynił? A ja chcę
tylko siły, by to wykonać. Dobra Nowina mówi, że On nigdy nie nakłada ciężarów,
nie dając siły do ich udźwignięcia. Czy wierzysz w to? Jeżeli masz wiarę, to
tak. To właśnie krok jedenasty. On wprowadza nas w życie modlitwą. Jak już
żyjemy takim życiem, to będziemy mieli wiele rzeczy do zrobienia, ale najpierw
musimy zacząć. Potrzebujemy tego – a więc jest
to proste, dla takich ludzi jak ty i ja, którzy tego potrzebują. Owe 200
starannie dobranych słów, które składają się na kroki zawiera głębokie treści.
Ale proste. Kłopot w tym, że większość z nas próbuje je komplikować.
Krok ostatni... to coś dla ciebie! Ludzie z którymi rozmawiam przychodzą i pytają „kiedy
należy zacząć dwunasty krok?”. Na Boga! Przeczytajcie kroki, a się
dowiecie. Tam jest napisane, kiedy należy go robić. „Przebudzeni duchowo
w rezultacie tych kroków staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i
stosować te zasady we wszystkich poczynaniach”. Wielu ludzi kręci się
nieustannie robiąc coś, co nazywają dwunastym krokiem, a powinni się zająć
robieniem na drutach (śmiech). Mają za dużo wolnego czasu i próbują nieść
posłanie, którego sami nie mają (oklaski).
Program to wspaniały dar dla ciebie i dla mnie. Dar Boga. Lepiej róbmy to,
co on wskazuje i sugeruje. Nakłada on na nas odpowiedzialność. Dziś po południu
wysłuchałem tego psychiatry, który tu występował. Słyszałem wielu takich przez
ostatnie 29 lat. Zasiadałem z nimi przez lata w różnych komisjach. Osobiście
nie mam nic przeciwko ludziom, którzy chcą coś zrobić. Ale oni ciągle śpiewają
tą samą śpiewkę, jaką słyszałem 29 lat temu – robić coś! (śmiech).Bijcie w dzwony, będziemy działać! Słyszymy mnóstwo
takiego gadania – i sami przestajemy działać. Także w AA słyszymy rzeczy,
które... rzucają nam kłody pod nogi. Zaczynamy czasem
polegać na innych, że wykonają naszą pracę. Zaczynamy polegać na jakichś
zewnętrznych przedsięwzięciach czy organizacjach, że zrobią to, co należy do
mnie i do ciebie. Rozmawiałem o tym dzisiaj z Dewym.
Pamięta on, że gdy przyszedł do AA wiele lat temu, to wtedy przeszkolono go
prawidłowo. Dla niektórych z was może on być kimś w rodzaju dinozaura, ale nie
zdołacie oszukać go w sprawach dotyczących AA: przeszedł twardą szkołę i miał
dobrych mistrzów. Ma z tego korzyść; on sam jak i wielu innych.
W ten sposób działa wspólnota i będzie lepiej, gdy to szybko dostrzeżemy.
Skoro uważamy się za takich bystrzaków, to chrońmy
to, co mamy. Nasza skuteczność spada bowiem na
niektórych polach: tam, gdzie zaczynamy liczyć, że ktoś inny wykona pracę
należącą do nas.
Alkoholik to specjalny typ.
c. d. SHARE, czerwiec
1998
W AA nie ma substytutu,
zdolnego zastąpić pracę i bezpośredni kontakt między dwoma alkoholikami. Każdy,
kto trafia do Wspólnoty, wymaga indywidualnej uwagi. Alkoholicy są inni od
reszty ludzi. Nie dajcie się oszukać, że nie. Słyszę, jak ludzie mówią „Och,
jesteśmy tacy, jak wszyscy, nie chcę słuchać, że jesteśmy inni”.
Uwierzcie mi, jesteśmy inni. Zaraz wam powiem, dlaczego.
Znam prawdopodobnie więcej alkoholików niż jakikolwiek inny żyjący
człowiek, w całym kraju i poza jego granicami. Niektórych z nich znam bardzo
blisko, wielu z nich. I zauważyłem w nich coś – nie przeczytałem tego w
żadnej książce, nauczyłem się tego, stykając się z ludźmi osobiście. Alkoholik
to specjalny typ.
Powiem wam coś więcej. Nie każdy może zostać alkoholikiem. Wielu ludzi ma
do tego za mało rozumu (śmiech). Nieważne ile piją, pewni ludzie nigdy nie
zostaną alkoholikami. Nie mogą i nieważne dlaczego.
Żeby zostać alkoholikiem trzeba być zbudowany, skonstruowany w pewien sposób,
może wybrany do czegoś.
Tak więc... można jasno
scharakteryzować alkoholika. Nie mówię o zwykłych pijakach. Wielu ludzi pije,
jest też wielu alkoholików. Każdy alkoholik jest pijakiem ale
nie każdy pijak jest alkoholikiem. Gdy byłem bezdomny spotykałem wielu pijaków,
którzy nie byli alkoholikami. Także w WPA*. Pili tyle, co ja, ale nie byli
alkoholikami. Byli inni.
Pamiętam taki przypadek, który może być przykładem. W czasach WPA piłem z
pewną grupą ludzi. Nie widziałem ich potem wiele lat. Zniknąłem, dosięgnąłem dna, wróciłem, trafiłem do AA i trzeźwiałem
parę lat. Było to około 15 – 16 lat temu. Zapadłem na ciężką chorobę i
przeszedłem serię pięciu operacji gardła w różnych klinikach onkologicznych.
Między tymi operacjami pojechałem do Lakefront
obejrzeć mecz. Chciałem zobaczyć Jankesów i Joe Di Maggio... W drodze na stadion wpadłem na pięciu z tych
typów, z którymi piłem w czasach WPA. Kiedyś aresztowano nas razem i
siedzieliśmy skazani za kradzież nowiutkiego radiowozu (śmiech). Tak było... tworzyliśmy rodzaj gangu, oszukiwaliśmy, kradliśmy, nic nie
było nam obce. Ci faceci pili tyle samo, co ja. Nie
widziałem ich wiele lat, wiele lat byłem też już trzeźwy. Jeden z nich
przywitał mnie „Snyder, stary draniu,
myśleliśmy, że dawno umarłeś”. „No nie, jeszcze żyję”.
„No to chodź na drinka”.
Weszliśmy do jednego z tych barów na Superior Street,
po drodze na stadion. Obserwowałem ich. Pierwsza rzecz, która mnie uderzyła:
wszyscy byli porządnie ubrani, w sportowe koszulki, buty, dresy, jedwabne
kurtki i co tam jeszcze chcecie. Każdy miał w kieszeni bilet z rezerwacją na
siedzące miejsce. Wyobrażacie to sobie? Za trzy dolce od miejsca! Weszli do
baru i przywitano ich z otwartymi ramionami, tak jak 15 lat wcześniej, gdy ja
pijałem z nimi.
Oglądałem dalej ten spektakl. Wyszli z baru i radośnie ruszyli na mecz.
Przyglądałem się im. Może myślicie, że byli alkoholikami? Gdyby tak... gdybym ja pił z nimi... po
pierwsze, nie miałbym takiej jedwabnej kurtki, po drugie nigdy nie wydałbym
trzech czy czterech baksów na miejscówkę. Ci faceci, po tych wszystkich latach, ciągle mogli strzelić
sobie drinka i pracować, zarabiać pieniądze, funkcjonować w społeczeństwie. Ja,
od czau naszego rozstania, przeżyłem kompletny
upadek, straciłem wszystko i zacząłem zupełnie nowe życie... Tyle lat... A
przecież wystarczyło, bym wypił z tymi kolesiami
jednego drinka... Oni by żyli dalej tak samo a ja znów bym był na dnie. Po
prostu. Oni nie byli alkoholikami.
Nigdy nie spotkałem alkoholika, który by nie był skrajną indywidualnością.
Nigdy też nie spotkałem takiego, który by nie był błyskotliwy. Ale nie
znajdziecie alkoholika zdolnego do głębokich przemyśleń. Z tego powodu
alkoholik rzadko pali fajkę (śmiech). Owszem, znajdziecie dziwaków w AA, którzy
palą fajkę, ale dziwacy są wszędzie. Alkoholicy pożerają swoje papierosy. Nie
zdając sobie sprawy palą po trzy naraz (śmiech).
Jestem handlowcem. Gdy wchodzę do klienta, a on pali fajkę, robię w tył
zwrot i wychodzę (śmiech). Umarłbym z niecierpliwości, zanim taki facet zmobilizuje się, by coś zrobić (śmiech i oklaski). A
nałogowiec... na pewno coś wykona. Można mieć pewność.
Cokolwiek robi, jest on najbardziej zapracowanym człowiekiem na świecie.
Alkoholik to bardzo wrażliwa dusza. Zawsze krąży i szuka kogoś, czyje uczucia
może zranić (śmiech). Jest ekstremistą. Nigdy nie robi nic po części. Albo
wszystko, albo nic. Jest idealistą... jest wspaniały.
Ma głębokie uczucia. Wiecie, dlaczego nam, a nie tym uczonym udaje się z
alkoholikami? To proste, ale uczeni nigdy tego nie zrozumieją i się nie nauczą.
Rozmawiałem z setkami psychiatrów, psychologów, pracowników socjalnych i z kim
chcecie z kręgu ludzi zajmujących się alkoholizmem. Próbuję im to tłumaczyć a
oni patrzą na mnie jak na ufoludka.
Cały ten chaos można było zobaczyć na Florydzie. Stworzyliśmy program
zdolny oszołomić każdego na świecie. Stworzono tam piękny ośrodek dla
alkoholików. Spędzają w nim 28 dni jak na wczasach. Jest wspaniale. Znam jednak
tylko dwóch ludzi, którzy wyszli stamtąd przez te wszystkie lata i pozostali
trzeźwi. A przewinęły się tysiące.
Dlaczego? Daje się im książki. Mogą obejrzeć na filmie, co się dzieje z
ich wątrobą (śmiech), żołądkiem. Przestrzega się ich, że jeżeli nie przestaną
pić, to stracą pracę (śmiech). Przestrzega się ich, że stracą rodzinę i wiele
innych rzeczy. I jest to prawda, przepowiedziano mi to wiele lat temu i wszystko
się spełniło (śmiech). Apeluje się do nich z całą logiką i odwołaniem do
zdrowego rozsądku. Daje się im coś o nazwie „terapia”... „terapia grupowa”... zbiera
się gromadę nieudaczników, którzy nigdy nie trzeźwieli, a oni mówią sobie
nawzajem, jak powinni żyć (śmiech), Świetnie...
Sami dostrzegacie, co różni naszą wspólnotę od tych programów
rehabilitacyjnych, tworzonych przez ekspertów. Oni tego nie widzą i nie ma
sposobu, by im to uświadomić. Alkoholik nie działa logicznie, nie kieruje się
zdrowym rozsądkiem. Alkoholik działa emocjonalnie. Dopóki czuje w pewien
sposób, nic z nim nie da się zrobić. On działa według swych uczuć. Jest osobą
emocjonalną. Póki nie zaczniemy pracować z nim poprzez jego uczucia, nie ma
szansy, by go poruszyć.
Dlatego też w Grupach Oksfordzkich mawiano: „skrajność człowieka
jest szansą dla Boga”. W AA mówimy o twardym dnie:
„gdy czujesz się skończony, jesteś gotowy”. Jeżeli nie ma w
tobie pewnych uczuć, to nigdy nie zrobisz trzeciego kroku, nie poddasz woli i
życia Bogu – póki nie zostaniesz naprawdę pokonany. Dopiero, gdy
poczujesz, że pragniesz czegoś naprawdę mocno – dopiero wtedy to
dostaniesz.
Dlaczego amatorzy odnoszą sukces, spotykając alkoholika? Co robią takiego,
gdy dzwonią do jakiegoś zdesperowanego faceta? Co
takiego mam zrobić, gdy rozmawiam z kimś w ramach dwunastego kroku? Przede
wszystkim muszę sprawić, by uwierzył we mnie. On musi zbliżyć się do mnie. A ja
muszę sprawić, by zapragnął tego, co ja już mam.
Całe te dyskusje wokół reklamowania i przyciągania
– kto je wymyślił? Dwunasty krok to najprawdziwsza w świecie
kampania reklamowa. Lepiej w to uwierzcie. Kogo przyciągnie banda pijaków?
Zawracanie głowy!
Przyciąganie zaczyna się później, gdy się spotkamy i jesteśmy razem. Ale
żadnego pijanego nie przyciągnie do nas bo przeczyta w
gazecie albo mu ktoś powie, żeby spotkał się z gromadą niepijących meneli. Nie
przyjdzie! (śmiech).
To jest praca akwizytora. Mogę to powiedzieć bez lęku przed krytyką, gdyż,
bracia i siostry, gdy ja zacząłem to robić, musiałem działać jak akwizytor.
Gdybym tak nie robił nie byłoby nas tutaj. Nie mielibyśmy żadnej grupy w
Cleveland. Jest tu paru chłopaków z Cleveland i oni wam to potwierdzą. Znają
mnie i wiedzą, jak było. Zawracałem głowę każdemu. Zaczepiałem stałych bywalców
w barach, wyciągałem ludzi z knajp. By zdobyć
pierwszego pijaka robiłem wszystko! (śmiech). A póki
nie zasponsorowałem pierwszemu z nich, nie czułem
naprawdę przynależności do wspólnoty. Trwało to bardzo, bardzo długo, zanim
znalazłem tego pierwszego. Ale gdy już się to stało, zdołałem go przekonać,
gdyż miałem dla niego posłanie. Dlatego mi się udało. Zajęło to siedem długich
miesięcy bezowocnych wysiłków i niepowodzeń. Siedem miesięcy... w czasie których rozmawiałem z setkami ludzi.
Co takiego się dzieje, w jaki sposób mogę działać, gdy wychodzę na zewnątrz. Ja czuję alkoholika. Nie jestem zawodowcem –
mogę mieć uczucia do faceta czy babki z którą pracuję.
Czuję do niego coś innego, niż do wszystkich pozostałych ludzi. Nie obchodzi mnie kim jest, w jakim jest stanie, jaką drogą trafił do
mnie. Te rzeczy nic nie znaczą. On jest alkoholikiem i to tworzy więź między
nami. Rozmawialiśmy o tym wczoraj. Jestem zapraszany do różnych miejsc, by
mówić – tak jak tutaj. Mogę podać parę przykładów tylko z tego lata.
Jechałem do Moose Jaw w Kanadzie. Ktoś z was słyszał
o tej dziurze? (śmiech). Lecisz czterema samolotami z
Tampa, by wylądować w Regina. To koniec świata. Dalej tylko psie zaprzęgi...
Nie znałem nikogo ani w Regina, ani w Moose Jaw,
ani nigdzie w tamtej okolicy, ale zaprosili, to pojechałem. Wysiadłem z
samolotu w piątek wieczorem, razem z 60 – 70 innymi facetami,
komiwojażerami wracającymi do domu. Samolot był pełny. Przeszedłem do
terminalu, a tych 70 facetów szło ze mną. Aowcy już na mnie czekali. Czemu nie podeszli do żadnego z
tych 70? Od razu krzyknęli „ to on!” (śmiech).
Rozpoznali mnie – a ja nie miałem żadnej róży w butonierce (śmiech). Oni
mnie znali od stworzenia świata!
Tak samo było w Kansas City. Usłyszałem ich wrzeszczących gdzieś z tyłu
„to on! to on!”.
W jaki sposób oni mnie rozpoznają? Czemu, gdy idziecie ulicą, to żebrak
przepuszcza 15 osób i – bingo! – łapie was
za rękaw (śmiech). Nie powiecie mi, że nie ma czegoś między nami, czego inni
ludzie nie doświadczają. Wiem to lepiej od was, ciągle mnie to spotyka od wielu
lat. Wy jesteście tacy sami. To jest nasza wielka tajemnica, to uczucie, jakie
mamy wobec siebie. Ta miłość, przyjaźń, życzliwość – one nie przemijają.
Mój sponsor i ludzie, którzy ze mną pracowali dobrze mnie wyszkolili.
Zostałem nauczony, że moim podstawowym obowiązkiem i jedyną rzeczą ważną w
życiu jest pomagać innym... w moim przypadku innym
alkoholikom. Powiedziano mi, że mam do tego talent i uwierzyłem w to.
Powiedziano mi też, bym dla swojego dobra ćwiczył ten talent. Usłyszałem
przypowieść o talentach i wyjaśniono mi, co się stanie, gdy przestanę mojego
talentu używać – stracę go.
Jak na razie staram się robić z niego ja najlepszy użytek.
Jak dotąd doznaję dzięki temu wiele dobra w moim życiu.
Mam nadzieję, że tak będzie dalej.
AA to najwspanialsza wspólnota na świecie. Nic jej nie dorównuje. Ta
wspólnota nie opiera się na obietnicach, na przyrzeczeniach, które trzeba by
składać, nie jest zbudowana według zdrowego rozsądku czy czegoś takiego.
Wszystko w AA jest odwrotnością zdrowego rozsądku (śmiech), mówię wam. Jest
parę osób, co próbują urządzić AA według zdrowego rozsądku, strzeżcie się ich!
(śmiech i oklaski).
Rzecz, która zawsze porusza mnie w AA to „jedność”. Pamiętam
pierwszą „jedność”, która mnie dotyczyła. To było wtedy, gdy
odłączaliśmy się od Grup Oksfordzkich. Ludzie, to była draka!
(śmiech). Następna jedność, którą przeżyłem, to był
nasz pierwszy podział w Cleveland. Nie rozpadliśmy się na dwie grupy, a od razu
na trzy. To była prawdziwa jedność! Na koniec, parę osób się zjednoczyło, gdyż
sądzili, że potrafią założyć grupę lepszą od innych, i bum, znowu jedność. W
ten sposób mamy tysiące grup.
Te wszystkie rzeczy, o których czytamy, czasem myślimy, a czasem widzimy,
że są dla nas groźne, wypływają stąd, że ktoś próbuje nami sterować. A ten
program jest prosty. Próbowałem przedstawić go dziś, nasz program dwunastu
kroków, powiedzieć co one znaczą, co mogą uczynić dla
nas, dla każdego z was osobiście. Wszystko, czego trzeba, to przyjąć je,
przepracować, żyć nimi – i być szczęśliwy.
Jak już mówiłem wcześniej: jeżeli jest to ciężkie, to nie robicie tego właściwie.
To prosty program. Musi być prosty, gdyż nikt z nas, gdy tu trafiliśmy,
nie był zdolny zmierzyć się z czymś trudnym. Byliśmy wypaleni i potrzeba nam
było czegoś łatwego. A to bardzo proste: oddać wszystko Bogu, robić swoje i
coraz pełniej żyć razem.
Dziękuję bardzo za uwagę.
*WPA
– Program pomocy realizowany w USA w połowie lat 30-tych,
po Wielkim Kryzysie.
SŁUŻBY
W GRUPIE ANONIMOWYCH ALKOHOLIKÓW
RZECZNIK GRUPY
Jedną z
podstawowych funkcji rzecznika grupy AA jest reprezentowanie jej na zewnątrz: w
kontaktach z gospodarzem lokalu (to właśnie rzecznik jest odpowiedzialny za
utrzymanie z nim dobrych stosunków, dbanie o dokonywanie opłat za salę,
respektowanie Tradycji AA), miejscowymi lekarzami, pracownikami opieki
społecznej, duchownymi, czy innymi osobami, które mają styczność z
alkoholikami.
Najprościej mówiąc – rzecznik jest osobą
reprezentującą grupę AA na zewnątrz Wspólnoty, i będącą takim
„ogniwem” pomiędzy grupą, a osobami i instytucjami z zewnątrz.
Jednocześnie też rzecznik grupy pełni swoją służbę
wewnątrz grupy, w czasie mityngów, będąc kimś na kształt „strażnika
Tradycji”, osoby roztaczającej swojego rodzaju opiekę nad grupą. To
właśnie rzecznik, osoba o ustabilizowanej trzeźwości, znająca Tradycje i
rozumiejąca ich przesłanie, (mające na celu prawidłowe funkcjonowanie Grupy AA)
dba o ich przestrzeganie w czasie mityngów i w kwestiach związanych z
funkcjonowaniem grupy. Sumienie grupy obdarza rzecznika zaufaniem, przekazując
mu funkcję niezwykle odpowiedzialną – to Rzecznik może ingerować w
przebieg mityngu, po to by przebiegał on w zgodzie z Tradycjami naszej
Wspólnoty. Dochodzi do tego dbałość o prawidłowe działanie służb, realizację
Siódmej Tradycji, czy organizacja i poprowadzenie mityngów organizacyjnych,
bądź tzw. „inwentur”, a także troska o odpowiednie przywitanie na
mityngu nowoprzybyłych i roztoczenie nad nimi opieki.
Sumienie grupy powinno na rzecznika wybierać osobę o
długim stażu trzeźwości (co najmniej kilkuletnim),
doświadczoną w służbach, opanowaną i cieszącą się szacunkiem i zaufaniem grupy.
Służba rzecznika może trwać w grupie nawet 2-3 lata (oczywiście w zależności od
ustaleń sumienia grupy i pamiętając o potrzebie rotacji w służbach).
MANDATARIUSZ
Tak, jak
rzecznik jest ogniwem pomiędzy grupą AA, a światem zewnętrznym, tak funkcja
takiego wewnętrznego „ogniwa” we Wspólnocie Anonimowych Alkoholików
jest przypisana do służby mandatariusza. To poprzez służbę mandatariusza i jego
udział w spotkaniach Intergrupy każda grupa AA
funkcjonuje w „krwioobiegu” AA, jako integralna część Wspólnoty. A
zatem jako pierwszoplanową funkcję służby mandatariusza możemy uznać tę
związaną z praktyczną realizacją legatu Jedności i Tradycji Pierwszej
uzależniającej wyzdrowienie każdego z nas od jedności Anonimowych Alkoholików.
To poprzez służbę mandatariusza grupa może realizować swoje główne cele –
nieść posłanie tym alkoholikom, którzy wciąż jeszcze cierpią (na przykład
poprzez przekazywanie części datków zbieranych „do kapelusza” do
kasy Intergrupy – skąd te środki są
rozdysponowywane na potrzeby niesienia posłania, a w tym druk ulotek
informacyjnych, utrzymanie PIK-u, telefonu informacyjnego, drukowanie
literatury AA przez BSK i inne, zgodnie z ustaleniami Intergrupy).
To poprzez mandatariusza grupa AA ma realny wpływ na decyzje podejmowane przez Intergrupę, a co za tym idzie dalej – przez Regiony,
czy Konferencję Krajową. Bo to właśnie mandatariusz jest wyrazicielem opinii
grupy na Intergrupie – to on przekazuje pytania
i prośby, bądź przedstawia stanowisko swojej grupy w rozstrzyganych sprawach.
Ten przepływ informacji, zapewniony przez mandatariusza, działa zresztą w dwie
strony: z jednej jest on wyrazicielem głosu sumienia swojej grupy na Intergrupie (a może być on dalej nawet delegatem na
Konferencję), a z drugiej przekazuje on wszelkie informacje uzyskane na Intergrupie swojej grupie w czasie mityngu, w trakcie
omawiania spraw organizacyjnych. To mandatariusz zatem
poinformuje grupę o organizowanych przez Wspólnotę Zlotach, czy warsztatach. To
on zaprosi w imieniu innych grup na rocznice. To on przekaże ważne ogłoszenia,
zada pytania do przemyślenia, opowie o problemach poruszanych na Intergrupie, przedstawi stan kasy, czy podjętych decyzji
finansowych. Mandatariusz przyniesie na grupę przekazane mu na Intergrupie materiały – np.
biuletynY ZDRÓJ, MITYNG, czy książeczki ze spisem
mityngów.
To on również zadba o to, by skarbnik przekazał mu,
ustaloną przez grupę kwotę, którą potem przekaże na Intergrupie,
jako wkład w niesienie posłania przez Wspólnotę.
Reasumując: to służba mandatariusza stanowi o żywym
kontakcie grupy ze Wspólnotą. Wymaga znajomości Tradycji, umiejętności
stawiania zasad przed osobistymi ambicjami, brania pod uwagę dobra AA, jako
całości, oraz umiejętności przekazywania informacji nie pod kątem osobistym,
ale bycia przedstawicielem opinii grupy. Dlatego też służba ta, związana z dużą
odpowiedzialnością powinna być powierzana osobom o ustabilizowanej trzeźwości i
stażu abstynencji co najmniej dwuletnim, a sugerowana
kadencja tej służby w grupie, dla zachowania ciągłości, winna sięgać okresu
dwóch lat.
SKARBNIK
Wymyślony
przez Rockeffelera w początkach naszej Wspólnoty
system samofinansowania się, zawarty w słowach Tradycji Siódmej, mówiącej o
tym, iż utrzymujemy się sami, z własnych dobrowolnych datków, ma swojego
opiekuna w każdej grupie AA. Tym opiekunem jest skarbnik. To on czuwa nad
praktyczną realizacją Siódmej Tradycji, przypomina o „kapeluszu”,
prowadzi skrupulatnie zapiski dotyczące wydatków i zlicza datki zbierane przez
uczestników grupy. Wieloletnie doświadczenie Wspólnoty pokazało, że tam gdzie
pojawiają się pieniądze, tam może być źródło konfliktów, emocji i rozczarowań. To dlatego uważamy Tradycję Siódmą za niezmiernie ważną i
zabezpieczającą nas przed finansowymi kłótniami. I dlatego też dbamy o wybór
odpowiedniej osoby do służby skarbnika. Osoby zrównoważonej, o ustabilizowanej
trzeźwości (i minimum rocznej abstynencji) i przychodzącej regularnie na
mityngi. Skarbnik przechowuje pieniądze grupy, prowadzi zapiski, rodzaj
księgowości grupy, gdzie zapisuje „przychody” i „rozchody”
zbieranych datków, przekazuje odpowiednie kwoty rzecznikowi, aby rozliczył się
z właścicielem lokalu z umówionego czynszu oraz mandatariuszowi, aby ten
przekazał odpowiednią kwotę na Intergrupie. Przyjęło
się, że najlepszy, sugerowany, podział funduszy to 60%/40% - gdzie 60% oznacza
część kwoty zebranej w miesiącu do kapelusza przeznaczoną do wykorzystania
przez samą grupę, a 40% to kwota przekazywana do Intergrupy
przez mandatariusza. Niektóre grupy ustalają kwotę przekazywaną na Intergrupę, jako kwotę stałą co
miesiąc. Należy pamiętać, iż datki przekazywane przez mandatariusza do Intergrupy są wykorzystane do niesienia posłania i w tym
również zawiera się aktywność grupy, jeśli chodzi o realizację Tradycji Piątej,
mówiącej o niesieniu posłania tym alkoholikom, którzy wciąż jeszcze cierpią. To
z funduszy zbieranych na Intergrupie od mandatariuszy
grup jest finansowana taka działalność naszej Wspólnoty, jak druk ulotek i
broszur (dostarczanych potem do szpitali, ośrodków odwykowych, czy więzień),
jak działanie Punktu Informacyjno Kontaktowego (a zatem i telefonu
informacyjnego), wydawanie literatury, czy działalność BSK. Skarbnik powinien
na bieżąco informować grupę (w trakcie części mityngu poświęconej sprawom
organizacyjnym) o stanie kasy i skrupulatnie rozliczać się z wszelkich wydatków.
Poza byciem „księgowym” grupy, skarbnik piastuje też niejako
funkcję „intendenta” – to znaczy, iż dokonuje niezbędnych
zakupów (kawa, herbata, paluszki, środki czystości), w uzgodnieniu z
pozostałymi osobami pełniącymi służbę w grupie (prowadzącym, rzecznikiem,
mandatariuszem). Skarbnik, jako „strażnik Tradycji Siódmej”, winien
przestrzegać jej brzmienia i przyjmować datki jedynie od Anonimowych
Alkoholików, a także przypominać grupie o niezbędnych wydatkach.
Ta bardzo odpowiedzialna służba stanowi często o
stabilności i dobrej „kondycji” grupy, dlatego jej pełnienie to
wielka odpowiedzialność, ale i jednocześnie wspaniały dar.
KOLPORTER
Aby grupa AA
mogła rzeczywiście nieść posłanie alkoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi,
powinna posiadać przynajmniej podstawowy zestaw naszej literatury: książkę
„Anonimowi Alkoholicy” (Wielką Księgę), poradnik do pracy nad
Programem AA „12 Kroków i 12 Tradycji”, „Życie w
trzeźwości” i „Codzienne refleksje”. Osoba zajmująca się
kolportażem powinna dbać u prezentację posiadanych przez grupę książek i
broszur w czasie mityngu (bądź w trakcie przerwy), umieć wyjaśnić pytającym, co
dane pozycje zawierają i w jaki sposób mogą pomóc im w zachowaniu trzeźwości.
Kolporter w porozumieniu ze skarbnikiem (dokonując z nim niezbędnych rozliczeń)
dokonuje zakupów o kolportera Intergrupy. To
kolporter winien zadbać również o dostępność broszur, książeczek adresowych
(spisów mityngów), czy wydawnictw periodycznych (takich jak biuletyn MITYNG,
czy ZDRÓJ), a trakcie spraw organizacyjnych prezentować grupie nowe tytuły.
Czytanie literatury AA to ważny składnik zachowania trzeźwości – stąd
istotna funkcja kolportera, osoby dbającej o dotarcie przesłania Wspólnoty do
wszystkich potrzebujących. Być może to kolporter namówi uczestników grupy do
aktywnego włączenia się w tworzenie naszych wydawnictw, napisanie listu do
biuletynu, albo włączenie się do prac Zespołu d/s Literatury.
PROWADZĄCY
MITYNG
Mityng może
poprowadzić każdy z jego uczestników, jeśli uzyska aprobatę grupy. Do zadań
Prowadzącego należy czuwanie nad przebiegiem mityngu, począwszy od jego
punktualnego rozpoczęcia (Prowadzący powinien pojawić się wcześniej, by razem z
innymi AA przygotować salę), przez odczytanie przewidzianych przez scenariusz
(wybierany przez sumienie grupy) tekstów, takich, jak np.
Preambuła Wspólnoty AA, fragment z rozdziału „Jak to działa?” z książki Anonimowi Alkoholicy, czy fragmentu refleksji na
dany dzień, zadbanie o odczytanie Kroków i Tradycji, zaproponowanie tematu do
wypowiedzi i udzielanie głosu osobom zgłaszającym się do wypowiedzi, aż do
przypilnowania punktualnego zakończenia. Jeśli sumienie grupy ustaliło, iż
wypowiedź ma być ograniczona czasowo, Prowadzący ma prawo przerwać mówiącemu o
ile ten mówi zbyt długo. Również w wypadkach, gdy wypowiedź rażąco odbiega od
tematu, Prowadzący ma prawo (tak jak rzecznik grupy) przerwać wypowiedź, o ile
jest to zgodne z ustaleniami sumienia grupy.
Prowadzący winien
przestrzegać zasad przed osobistymi ambicjami, dbać o przestrzeganie
Tradycji i czuwać nad całością mityngu.
W odpowiedniej, przewidzianej przez ustalenia grupy
chwili, powinien zaprosić uczestników mityngu na przerwę, a gdy przyjdzie na to
czas, poprowadzić również część organizacyjną. Od prowadzącego zależy w
wielkiej mierze atmosfera panująca na mityngu – dobrze
więc, by była to osoba zrównoważona, potrafiąca jednocześnie zachęcić do
zabrania głosu, szczególnie tych, którzy mają problem z wypowiadaniem się.
Można to zrobić przez np. poproszenie takich osób o
odczytanie refleksji będących potem kanwą do tematu wypowiedzi.
Kadencja służby prowadzącego zależy od ustaleń sumienia
grupy – może to być zarówno rok, jak i miesiąc. Należy jednak pamiętać,
że im większa rotacja, tym więcej osób może skorzystać z tego pięknego daru,
jakim jest służba.
Prowadzący to osoba, jakiej trudno nie zauważyć na mityngu – tym bardziej więc powinna cechować go pokora, rozwaga, takt i umiejętność prawdziwego służenia grupie, a nie przewodzenia jej.