Wydanie specjalne.
MITYNG
RYNIA 3 - 5 maj 2002
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
Czy odwiedzając lekarza mówisz mu, że jesteś
trzeźwiejącym alkoholikiem?
Czy jesteś pewien, że lekarz wie, czym jest AA a czym nie jest?
Czy twój lekarz jest świadomy, że AA to narzędzie dostępne dla jego pacjentów?
LEKARZ I PACJENT - ALKOHOLIK
Takie pytanie stawia list Komisji Informacji i Współpracy z Profesjonalistami z
IX dystryktu na Florydzie, skierowany do mieszkańców okręgu. Broward. Dalej
czytamy: Dwunasty Krok i Piąta Tradycja mówią nam o niesieniu posłania wciąż
cierpiącym alkoholikom. Czyż istnieje lepszy sposób informowania o tym, czym
jest AA, jak uświadamianie wszystkich mających styczność z alkoholikami? To nie
reklama - przeciwnie, nasza komisja służy informacją i wyjaśnia tradycje
wszystkim zainteresowanym spoza AA. Dookoła Wspólnoty narosło i wciąż
funkcjonuje wiele mitów - od postrzegania AA jako sekty religijnej do poglądu,
że jesteśmy zdolni nauczyć ,,pić jak dżentelmen". Jednym z działań Komisji
Informacji, skierowanych do lekarzy był pomysł zaopatrzenia członków komisji w
zestawy informacyjne ,,Czy twój lekarz wie" przeznaczone do rozdawania
zainteresowanym. W skład zestawu wchodzą broszury : " Problemy inne niż
alkohol", ,,Jak współpracują członkowie AA", "Jeżeli jesteś profesjonalistą" i
,,Informator AA". Zawarty jest w nim też list od Komisji, zatytułowany ,,Drogi
Doktorze", który zaczyna się tak ,, Jeden z Twoich pacjentów przekazał ci ten
zestaw informacji. Pacjent ten - członek wspólnoty Anonimowych Alkoholików,
zdrowieje z alkoholizmu - jest poważnie zaangażowany w trzeźwienie i pragnie
przekazać Ci nieco wiedzy o AA". I dalej: ,,Pragniemy zaoferować się Tobie, jako
dodatkowe narzędzie, które mógłbyś wykorzystywać lecząc swych pacjentów. Można
nas znaleźć... Nasza Komisja d/s Współpracy z Profesjonalistami jest gotowa na
każde życzenie dokonać prezentacji w Waszej siedzibie i odpowiedzieć na pytania
dotyczące AA". Michael W., członek CPC, stwierdza, że program ten, działający
już rok, rozwija się dynamicznie: ,,W naszym okręgu rozdano ponad 500 zestawów.
Tylko nieliczne wysłano pocztą, zdecydowana większość została przekazana
lekarzom bezpośrednio przez ich pacjentów - członków AA. Podobnie jak inni
specjaliści, lekarze znajdują się na pierwszej linii opieki nad alkoholikiem -
jeżeli nie mają wiedzy o AA to nie mogą nas polecać. Tak więc przez każdego
lekarza wiedzącego że AA działa możemy docierać z posłaniem do wciąż pijących".
BOX 459
NASZ PAN DOKTOR
Wywiad GRAPEVINE, Maj 2001, str. 34 - 38,
opracowanie redakcji MITYNG
Dr George E. Vaillant został w 1998 roku członkiem Rady Służb Ogólnych jako
powiernik klasy A(niealkoholik). Jest profesorem psychiatrii w Harvard Medical
School jak również dyrektorem i członkiem paru innych instytucji naukowych i
medycznych. Napisał książkę „The Natural History of Alcoholism Revisited”,
będącą zwięzłym studium nad alkoholizmem. George prowadzi wiele wykładów na
temat uzależnień i alkoholizmu i jest jednym z najwybitniejszych badaczy na tym
polu. Pytanie ( GRAPEVINE ) - W artykule na temat alkoholizmu, który
napisałeś dla Harvard Magazine twierdzisz, że 50% trafiających na pogotowie
ratunkowe ze złamaniami, to ofiary alkoholu, ale jego zawartość we krwi nie jest
nigdy badana. Ciekawi mnie, w jaki sposób środowisko medyczne widzi dziś
alkoholizm. Czy możesz coś powiedzieć na ten temat?
Odpowiedź (G.Vaillant ) - To, co się
dzieje na pogotowiach jest w rzeczywistości bardziej dramatyczne. Prawdopodobnie
50% wszystkich ludzi tam trafiających ma we krwi ponad 2,5 promila alkoholu, co
wystarcza, by osobę nieuzależnioną wprowadzić w śpiączkę, w której może ulegać
wypadkom. Ale nawet taki jasny biochemiczny dowód z którym zderza się lekarz nie
pociąga żadnych skutków - nie robi się nic -gdyż w kwestii leczenia alkoholizmu
medycyna czuje się tak bezradna, tak straciła nadzieję. Dla lekarza to
dostateczny powód by schować głowę w piasek.
Pyt. - Jak myślisz, dlaczego taka sytuacja się utrzymuje?
Odp.- Musisz pamiętać, że bardzo niewielu lekarzy widziało uleczonego
alkoholika. Zdrowy alkoholik nie ma żadnych powodów by informować lekarza o swej
przypadłości. Pijący wraca do niego setki razy i na zawsze zapisuje się w jego
pamięci. W konsekwencji lekarze przeceniają ilość porażek i nie wiedzą nic o
sukcesach. Nie rozumieją, że prawdopodobnie 40% wszystkich wyzdrowień dzieje się
dzięki AA.
Pyt. - Co można zrobić by zmienić ten stan?
Odp. - Dwie najprostsze rzeczy o jakich wiem, leżą w mocy Wspólnoty.
Pierwsza, to zapraszać lekarzy na otwarte mityngi, na których sami mogą zobaczyć
owych dobrze ubranych ludzi, wyglądających jak wszyscy inni, a trzeźwiejących od
lat. Było to dla mnie strasznie ważne by uczestniczyć w otwartych mityngach i
widzieć trzeźwych alkoholików, mieli oni na mnie potężny wpływ. Rzecz druga to
objąć lekarza dwunastym krokiem. Nie po to, aby go uczyć o AA czy alkoholu, lecz
żeby dać mu listę osób, do których skierowani przez niego pacjenci mogą
zadzwonić. Szukanie AA nie jest częścią praktyki lekarskiej, dlatego więc
trzeźwiejący alkoholik musi albo samemu wyrazić gotowość rozmawiania z
pacjentami albo zostawić namiar na innych. To, czego potrzebuje lekarz, to
krótkiej i zwięzłej listy i paru sukcesów z jej pomocą. Wtedy jego bezradność
zmieni się w nadzieję.
Pyt. - Jak ty, niealkoholik dowiedziałeś się o AA?
Odp. - Pracowałem w klinice dla alkoholików, w której warunkiem
utrzymania posady było uczestnictwo w mityngu raz w miesiącu. Dodatkowo,
alkoholicy stanowili połowę personelu. To byli jedyni ludzie jakich spotykałem
na Harvardzie przez 10 lat, którzy coś wiedzieli o chorobie.
Pyt. - Czy są podejmowane jakieś działania, by podobne warunki
obowiązywały dziś studentów medycyny?
Odp. - W ciągu ostatnich 10 lat od studentów wiele szkół medycznych
wymagano udziału w jednym lub dwóch mityngach. Stało się tak w dużej dzięki
aktywności komisji CPC( odpowiednikiem jest zespół informacji i współpracy z
profesjonalistami - przypis redakcji). Jednak problem polega na tym, że na
pierwszych dwóch mityngach zbyt dużo nowego dzieje się, by uczestnik przekonał
się, że ludzie rzeczywiście tu zdrowieją. łatwiej dowie się jak okropna jest
choroba alkoholowa niż uświadomi sobie fakt, że ludzie na mityngu to ci sami
połamańcy z pogotowia. Powoli, bardzo powoli ludzie zaczynają rozumieć, że można
uczyć studentów każdej szlachetnej i dobrej dla człowieka rzeczy, i oni opanują
ją na egzamin, jednak lekarzami uczą się naprawdę być w szpitalach i
pogotowiach, pracując z pacjentami. Właśnie jako praktykanci mają bardzo poważne
powody by z pasją znienawidzieć czynnych alkoholików. Program edukacyjny nt.
alkoholizmu powinien więc zostać powtórzony po praktykach. To jest coś, co
alkoholicy mogą zrobić dla swych lekarzy - nie uczyć o AA, lecz opowiedzieć
swoją historię, co im dało 12 Kroków i jak mówiłem, dać im swój telefon na
wypadek, gdyby sufit walił się na głowę.
Pyt. - Powiedziałeś, że 40%
alkoholików trzeźwieje w AA. A co z pozostałymi 60%? Czy AA może się na nich
otworzyć, by im być pomocną?
ODP. - Tak. Nic w tym złego, że w grze o wysoką stawkę nie zgarnia się
całej puli. Myślę, że jest już dobro w tym, że AA znają odpowiedź na
ekstremalnie skomplikowany problem. Nie zrani to GSO gdy zrozumie i z pokorą
przyzna, że 60% trzeźwieje poza AA. Jest bowiem również prawdą, że większość z
owych 60% robi to za pomocą narzędzi AA. - Ich duchowość nie pochodzi z AA, ich
grupa wsparcia to nie AA; to co nazywam” uzależnieniem zastępczym” również nie
pochodzi z AA. Mimo to używają oni do trzeźwienia tych samych składników, jakich
używają AA. Nie myślę też, żeby owe 60% robiło cokolwiek czego AA potrzebowaliby
się nauczyć, poza zasadą „ jeśli coś nie jest zepsute, to nie naprawiaj”. Gdy
spotykasz kogoś, kto nie pije ponad trzy lata i jest zadowolony i dumny, że
osiągnął to bez AA, to podziękuj Sile Wyższej za kolejne zdrowie. Ty wiesz, że
to mało być „suchy” i, że trzeźwość jest przez duże „T”, daje pokorę i
świadomość, że nie jest się pępkiem świata. Więc jeśli ktoś coś robi bez twojej
pomocy - też dobrze.
Pyt. - Co odkryłeś w AA w czasie, gdy jesteś powiernikiem? Lub, jak sam
mówisz, czy było coś, co zmusiło cię do powiedzenia „Acha”?
Odp. - Nigdy wcześniej nie widziałem Poradnika Służb. Dla mnie, jako
niealkoholika, jest to wielkie dzieło światowej literatury, porównywalne z
Konstytucją USA i znaczący wkład w myśl ogólnoludzką. Nauczyłem się również
czegoś o duchowości. W każdy weekend, w którym odbywa się Rada, wyjeżdżam na nią
z myślą: „ O Boże, kolejny weekend z dala od rodziny!” A potem przez dwa dni
pływam w miłości i akceptacji, którą dają ludzie niespecjalnie mi bliscy.
Poznałem więc nową definicję duchowości: każdy z nas to fala mająca zaraz rozbić
się o brzeg i powtarzająca: „Takie jest życie, tak będzie na zawsze” a potem
jakiś głos z zewnątrz mówi: ” Nie jesteś falą, jesteś częścią oceanu”.
Pyt. - Trwa nieustannie wielka debata o roli innych uzależnień w AA.
Jakie jest twoje stanowisko w tej sprawie.
Odp. - To niezwykle ważna kwestia. Członkowie AA powinni koncentrować się
na alkoholiźmie. To nie podlega dyskusji. Mają wystarczająco wiele do zrobienia,
wciąż jest dość alkoholików na całym świecie i nie trzeba się bać wyczerpania
podstawowego celu AA. Jednocześnie wokół nas jest mnóstwo ludzi z mieszanymi
uzależnieniami. Dlatego ważne jest, by te grupy, które mogą ich przyjąć, były
dla nich maksymalnie otwarte i tolerancyjne. Jest parę takich grup, do których
należą jedynie biali mężczyźni w średnim wieku, wyznania protestanckiego. Niech
będą. Powinny być, nawet jeśli reszta AA uważa je za beznadziejne mamuty, w
dodatku politycznie podejrzane. Ale są też grupy tolerujące ludzi mówiących zbyt
długo o tym jak wydali 5 milionów dolarów na swój nałóg kokainowy, a zbyt krótko
o swoim alkoholiźmie. To jest fala przyszłości. Liczba czystych alkoholików
coraz szybciej opada. Więc niektóre grupy będą musiały się zmienić.
Pyt. - Jakie inne wyzwania czekają AA?
Odp. - Sądzę, że naprawdę to dwa. Pierwsze, to dojście do porozumienia z
tymi, którzy obawiają się, że AA jest religią. Włączenie ich z całą odrębnością
i z uszanowaniem ich tradycji będzie wymagało pracy i wzrostu od AA. Służy temu
praktyka szokująca niektóre grupy, polegająca na ochronie podstawowej części
Wielkiej Księgi autorstwa Bila W. przy jednoczesnym włączaniu współczesnych
życiorysów. Drugie wyzwanie - być może ważniejsze dla mnie jako powiernika klasy
A - i to nie przez swą zdolność leczenia alkoholików, ale dzięki możliwości
uświadomienia świata, że jesteśmy jedną rodziną. Jako przykład niech posłużą
grupy, od których można coś oczekiwać, że wiedzą coś o człowieczeństwie i
pokoju: kościoły chrześcijańskie, ruchy psychoanalityczne czy pacyfistyczny.
Nieustannie dzielą się one na odłamy skłócone ze sobą nawzajem. Natomiast AA po
60 latach utrzymuje w działaniu dla wspólnego dobra ponad 2 miliony bardzo
zróżnicowanych indywidualności o przeszłości znacznie mniej pokojowej niż
chrześcijanie, psychoanalitycy czy obrońcy pokoju. Nie jestem pewien, czy jest
to wyzwanie dla samej wspólnoty i czy jest niezbędnym warunkiem utrzymywania
trzeźwości. Po prostu jest to wyzwanie dla mnie: sprawić by ludzie docenili
głębię tego posłania, zawartą może bardziej w Tradycjach i Koncepcjach niż w
Krokach.
Pyt. - Gdy mówisz o sceptykach religijnych czy o tych, co boją się , że
AA jest religią, czy myślisz wtedy o profesjonalistach związanych z alkoholizmem
czy o samych alkoholikach?
Odp. - O jednych i drugich. Alkoholicy, z powodu wstydu, są nadmiernie
czuli na odrzucenie. Niektórzy, gdy słyszą słowa -”jeśli chcesz tego co my mamy,
musisz uwierzyć w Siłę Wyższą i rozwijać duchowość albo przynajmniej udawać,
póki nie możesz” - czują się boleśnie zranieni. Są oni ciągle zainteresowani
tylko sobą, a zależność od Siły Większej niż oni sami to coś, co muszą się
jeszcze nauczyć. Można to przedstawić tak. Rodzice wierzą w wiele rzeczy jak
wartość ciężkiej pracy czy wykształcenie, które dla osiemnastolatka nie mają
znaczenia. Dla niektórych alkoholików duchowość to jedna z tych rzeczy, którą
będą zajmować się na starość. AA muszą sobie nieustannie powtarzać, że ludzi
trzeba spotykać tam, gdzie oni są. Można to robić tylko przez sugestie płynące z
miłości. Bill W. wypowiedział się bardzo jasno, że AA nie są religią. Podkreślał
też, że nie powinno być nic w AA co wyklucza jakiegokolwiek cierpiącego
alkoholika. Istnieje ciągle problem, jak człowiek wzrastający w jednej tradycji
może zrozumieć obraz świata człowieka wyrosłego w innej. Uniwersalność jest
trudnym zadaniem. AA nieustannie muszą rozwijać się w swych wysiłkach utrzymania
światowej jedności. Nie jest to kwestia zmiany lecz proces wzrostu.
Kilka refleksji na różne tematy
Chyba zawsze w historii ludzkości byli ludzie , którzy cierpieli na skutek swych
wad i ci, którzy im pomagali. Trudno więc się dziwić, że gdy w 1935 roku
pojawiła się informacja o tym, jak dwaj beznadziejni alkoholicy znaleźli sposób
na własny alkoholizm, spotkała się ona z życzliwym poparciem środowiska
profesjonalistów. Od ponad 25 lat w Polsce, a szczególnie w ostatnich latach w
Warszawie, program zdrowienia proponowany przez AA stał się dodatkowym - często
skutecznym - sposobem pomocy zalecanym i propagowanym przez osoby zawodowo
zajmujące się pomocą dla alkoholików. Mam tu na myśli środowisko medyczne,
duchownych, pracowników pomocy socjalnej czy resocjalizacyjnej. Przychylny
rozgłos był głównym środkiem ściągającym alkoholików do naszej Wspólnoty. Wiele
życzliwości doświadczyliśmy od środowiska dziennikarzy, których informacje o
wspólnocie AA spowodowały, że wielu naszych cierpiących przyjaciół odnalazło
drogę do nowego życia. Zasada - nie niszczyć co pomaga - przyniosła rozkwit
wspólnocie AA i to nawet niespodziewanie wielki. Ale szybki rozwój przyniósł
również pewne kłopotliwe zjawiska. Okazało się, że nie jesteśmy przygotowani,
nie wiemy jak sobie radzić z problemem napływu tak wielu nowych, którzy
przynoszą na nasze mityngi zupełnie obce idee, brak poszanowania wartości
zawartych w Wielkiej Księdze czy „12x12”. Spotykałem uczestników naszych
mityngów, którzy po kilku latach obecności we wspólnocie nawet nie słyszało o
tej lekturze i to nie był odosobniony przypadek. Prawdą jest, że nasza Trzecia
Tradycja stwarza zachętę do zdrowienia dla każdego potrzebującego pomocy
alkoholika, właściwie nie stawia żadnych przeszkód, każdy może zapoznać się z
naszym programem zdrowienia. W MITYNGU nr 01/43/2001 str 9 mogliśmy przeczytać
żartobliwą historyjkę człowieka, który zorientował się, że nikt na mityngu nie
jest zainteresowany wspólnotą AA, jej programem. Tam pewnie słowa „nasze wspólne
dobro” są czystą abstrakcją, ewentualnie traktowane jako element czytanego
rytuału. Prawdą jest też, że zbyt niewielu zostaje w naszej wspólnocie by po
odbytej terapii kontynuować tak owocnie rozpoczęte trzeźwienie. Jasne, że nie
każdy musi korzystać ze wspólnoty AA i jej programu, ale gdy się patrzy na
cierpienie powracających po zapiciu, naturalne chyba, że powstaje chęć
zatrzymania wszystkich takich we wspólnocie. Inną niepokojącą sprawą jest fakt,
że coraz częściej nasze mityngi stają się miejscem rekrutacji członków do innych
społeczności / !!! /, gdy aktywność w życiu wspólnoty AA, a z tym i zdrowienie,
szybko odchodzą na plan dalszy. Choć wiem, że to jest tylko moja opinia to wiem
również jak bardzo pragnę się tu mylić. AA nie posiada funduszy, jej zasady nie
pozwalają nawet na „obronę jej interesów”, jest taką Sierotką Marysią wśród
innych programów, które robią wokół siebie szum informacyjno - propagandowy i
sprawiają, że zapraszani alkoholicy tracą orientację jakimi wartościami mają się
kierować. Szczególnie dotyczy to anonimowości, samowystarczalności, poszanowania
Tradycji AA, stosunku do służb. Niektórzy potrafią podszywać się pod działalność
wspólnoty korzystając z jej imienia, publikując własne numery telefonów jako
wspólnoty AA. Byłem też kiedyś na spotkaniu ze znanym lekarzem, który wśród
wielu ciepłych słów o wspólnocie AA powiedział coś mniej więcej takiego, że
alkoholik lepiej trzeźwieje jeśli niesie posłanie AA i że zanim zacznie nieść
posłanie, dobrze by było, aby się czegoś nauczył. Święte słowa i jak to często z
alkoholikami bywa, również subtelny kłopot. Zamiast na mityngach AA zapoznawać
się ze skutecznymi, sprawdzonymi sposobami życia w trzeźwości, przez służbę
weryfikować wyobrażenia o sobie, odchodzą - i jakoś do tej pory trudno spotykać
takich, którzy pogłębili swe wiadomości i czegoś się nauczyli. Jeśli już uda się
którego spotkać, to okazuje się zbyt zajęty by uczestniczyć w życiu AA. Dobrze,
jeśli jawnie nie okazuje pobłażliwej wyniosłości wobec członków AA i jej
Programu. Zrozumiałe jest, że wyliczanie niepowodzeń, nawet najbardziej
skrupulatne, samo w sobie w niczym AA nie pomoże, ale może nadchodzi czas, aby
ponownie zwrócić się o pomoc do profesjonalistów. Spróbujmy zapraszać na nasze
spotkania tych, których pomoc może być przydatna. Przestańmy ich edukować, bo
pewnie tego nie potrzebują. Wyznajmy nasze bolączki a wierzę, że chętnych do
pomocy szybko znajdziemy. Chyba jak nigdy potrzeba nam rozwagi profesjonalistów,
ich umiejętności dyskusji bez charakterystycznego dla alkoholików szaleństwa.
Mam nadzieję, że już niedługo znajdziemy sposób dla współpracy, tym bardziej, że
cel mamy jeden. Pomóc cierpiącemu.
Barmin
Współpraca pomiędzy AA i innymi programami
leczenia alkoholików
Charles A.Aharon, dyrektor regionalny Fundacji na rzecz badań nad alkoholizmem i
uzależnieniami od leków. Region Jezioro Erie London, Ontario Kanada GV kwiecień
71 r. W styczniu 1971 roku minęło 20 lat od mojego pierwszego kontaktu z AA.
Patrząc wstecz uświadamiam sobie dziś, że było to jedno z najważniejszych
wydarzeń mojego życia. Tak jak wielu innych, mogę dziś po prostu stwierdzić
fakt, że to doświadczenie zmieniło moje życie, nadało mi nowy kształt i
kierunek. Poznanie Wspólnoty było punktem startowym pracy całego mojego życia. W
tym czasie byłem na studiach podyplomowych. Kontakt z AA sprawił, że
zafascynowałem się problemami alkoholizmu w naszym społeczeństwie oraz siłę
terapeutyczną Wspólnoty, co sprawiło, że w tym kierunku zwróciłem swą pracę
naukową. Szczęśliwym trafem, dwa i pół roku później zaproponowano mi utworzenie
pierwszego centrum leczenia odwykowego w London ( Ontario, Kanada ). Chcę
powiedzieć, że to AA ukształtowało moje poglądy na temat programów
terapeutycznych, a trzeźwi dzięki AA przyjaciele, którzy dzielili się ze mną
doświadczeniem i opiniami, ukierunkowali moje stanowisko na temat alkoholizmu i
alkoholików. Przygotowując się do tego artykułu rozwinąłem parę własnych
pomysłów, żywiąc nadzieję, że przynajmniej niektóre z nich będą wartościowe i
oryginalne. Na szczęście przyszło mi do głowy, by przejrzeć ostatnie roczniki
GRAPEVINE , by być zorientowany na bieżąco, co się w AA dzieje. Przerzuciłem
więc wszystkie z 12 numerów z 1969 roku odkładając na bok te, w których było
cokolwiek związanego z moimi „odkryciami”. Wyobraźcie sobie moją konsternację,
gdy okazało się , że w ośmiu z dwunastu numerów nie tylko że poruszane były
tematy, ale zawarte były w całości moje „oryginalne” pomysły plus wiele innych,
które nie przyszły mi do głowy. W ten sposób pozbyłem się fantazji, że powiem
coś oryginalnego. Uspokaja mnie fakt, że większość odkryć i nowych idei
związanych z relacjami międzyludzkimi, to w rzeczywistości odkrycia powtórne.
Ale mają one wartość, gdyż pokazują, że ludzie o różnych osobowościach mogą
dochodzić własnymi drogami do pewnej wspólnej prawdy. Słyszałem nawet kiedyś, że
sama AA jest powrotem starej idei - wiekowym przesłaniem miłości - wyrażonym w
nowym, współczesnym języku i przystosowanym do potrzeb szczególnej grupy ludzi.
Jestem przyzwyczajony do występowania przed profesjonalistami i mówienie im o AA.
Poświęcam wtedy wiele czasu niektórym postawom moich kolegów po fachu, które jak
sądzę, uniemożliwiają im współpracę z AA. Dziś zamierzam zaryzykować i opisać
parę postaw trzeźwych alkoholików, które według mnie szkodzą tej współpracy z
drugiej strony. Ale zanim wkroczę na te pole minowe, nieco się zabezpieczę:
pozwólcie mi wyrazić głęboką wiarę, że filozofia AA jest nie do podważenia. Chcę
się zmierzyć jedynie z indywidualnymi poglądami i działaniami, które jednak
występuje na tyle często, że przez słabo poinformowanych mogą zostać odebrane
jako wyraz stanowiska całego AA. Pierwszym warunkiem udanej współpracy pomiędzy
AA i terapią jest duch dobrej woli rodzący się ze wspólnoty celu: być pomocnym
cierpiącym alkoholikom. Układ najbardziej korzystny powstaje wtedy, gdy obie
strony uzupełniają się nawzajem, a nie walczą ze sobą. Aby utrzymać ducha
współpracy, na pierwszym miejscu musimy stawiać bezpieczeństwo alkoholika,
któremu pomagamy: od początku musimy dbać o jakość naszych związków. Wydaje mi
się, że zbyt często próby współpracy przekształcają się w pole walki, na którym
każda strona próbuje udowodnić wyższość swych metod. Gdy tak się dzieje, to
ofiarą bitwy pada alkoholik. Można wymienić wiele cech osobistych korzystnie
wpływających na współpracę, ale sądzę, że najważniejszą z nich jest pokora.
Każda strona musi mieć świadomość własnych ograniczeń, zaufanie do uczciwości
partnera i dopuszczać możliwość, że można się od niego czegoś nauczyć. Osobiście
nie wierzę, że trzeźwy alkoholik musi być ekspertem w sprawach alkoholizmu, choć
tak się czasem zdarza. Uważam, że członek AA jest ekspertem w dziedzinie
własnego doświadczenia i sposobu pracy nad programem. Gdy idzie dalej,
wygłaszając opinie na temat alkoholizmu w ogóle czy roli alkoholu w
społeczeństwie, gdy angażuje się w programy edukacyjne lub profilaktyczne itp.,
to ryzykuję utratę wiarygodności i zaufania w oczach profesjonalistów. Znacznie
bardziej jestem skłonny uznać członka AA jako eksperta od programu zdrowienia. W
tej dziedzinie posiada on dużą wiedzę, umie pomagać - i to jest miejsce na
współpracę. To, że w AA wyrażane są opinie na temat alkoholizmu jest całkiem
zrozumiałe, ale opinie te nie mają najczęściej żadnego znaczenia dla współpracy
przy niesieniu pomocy. Przeciwnie, teoretyczne dysputy stanowią często powód jej
zerwania. Obie strony, próbując działać wspólnie, muszą pamiętać o aowskiej
zasadzie otwartości umysłu. Kolejny pogląd, na tyle częsty by o nim powiedzieć,
to tendencje wielu członków AA by uważać alkoholików za specjalny gatunek,
wymagający specjalnego traktowania i uwagi. Z takiej postawy rodzi się często
powtarzana opinia, że tylko alkoholik jest w stanie zrozumieć innego alkoholika
i pomóc mu. Zgadzam się, że alkoholicy mają na tym polu znaczną przewagę, ale
sądzę też, że ani nie gwarantuje im to samo w sobie sukcesu, ani nie jest
dowodem na to, że tylko alkoholik może nawiązać kontakt a alkoholikiem. Jestem
pewien, że wielu z was może przypomnieć sobie wielu alkoholików, których nie
mogliście zrozumieć i trudno było im pomóc. Zauważyłem, że niektórzy w AA,
widząc ten problem, próbują go tłumaczyć mówiąc: ”On nie jest gotów” lub „nie
osiągnął jeszcze dna”. Ale gdy z podobnym problemem ma do czynienia
profesjonalista, to wyjaśniają „ a czego się spodziewaliście? on nie jest
alkoholikiem”. Stykając się z takim stanowiskiem często odpowiadam: „ to prawda,
że nie wiem jak to jest być alkoholikiem, ale nie wmówicie mi, że nie wiem co to
jest strach, poczucie winy, wstyd, zło, niepewność, rozpacz. Takie uczucie
przeżywa każdy człowiek” Dalej mówię, że mamy chyba więcej wspólnego niż
myślimy. Jesteśmy braćmi w naszych słabościach. Wielkość AA jest pewna i nie
potrzebuje wzmocnienia przez wypominanie niepowodzeń innym. Z tej samej półki
pochodzi następny problem, dlaczego tak łatwo wierzymy w to, co mówią pewne
osoby i grupy? Jakie potrzeby zaspokajamy przyjmując bezkrytycznie wypowiedzi
innych? Alkoholicy często uważają się za artystów od przekonywania innych i
powinni wiedzieć, że jednym z najlepszych sposobów na to jest mówienie innym
tego, co chcą usłyszeć. Pijący alkoholik próbuje często zwrócić uwagę i
zainteresowanie przyjaciół z AA opowiadając im o nieudanych próbach uzyskania
pomocy na terapii, jeżeli tylko wyczuje podatny grunt.( Oczywiście na terapii
będzie opowiadał tę samą historię, jak to AA nie potrafiło mu pomóc.) Jestem
przekonany, że powinniśmy - po obu stronach - weryfikować takie opowieści przed
wydaniem sądów. Zdarzają mi się pacjenci, którzy próbują racjonalizować swoje
osobiste niepowodzenia dyskredytując AA. A ja , dzięki temu, że wiem więcej o AA
od nich, mogę odpowiedzieć, że to czysty absurd. Chciałbym teraz przedstawić
parę sugestii dla tych, którzy mają okazję współpracować z programami
terapeutycznymi. Jeżeli to tylko możliwe, starajcie się poznać założenia
programu i sposoby realizacji. Być może korzystne będzie zorganizowanie
spotkania z przedstawicielami personelu, by wymienić poglądy na temat terapii. W
ten sposób będziecie mieli szansę odpowiedzieć na pytanie: czy program terapii
jest do zaakceptowania z punktu widzenia AA. Jeżeli nie i nie ma szans na jego
zmianę - to być może będzie lepiej powiedzieć: „ Z przyjemnością pomożemy waszym
pacjentom na ile będziemy w stanie - ale jak skończą terapię” Uważam, że taka
postawa jest o niebo lepsza niż próby równoległej pracy z przekonaniem, że
terapia jest zła. Zniszczenia wynikające z takiej wojny nie spadną na
zamieszanego w nią cierpiącego alkoholika. Miałem kiedyś okazję być na mityngu
AA, na którym spiker mówił między innymi, że Anticolu nie stosuje nikt poważny i
że mój ośrodek terapeutyczny jest bezużyteczny. Oczywiście spiker ma prawo do
własnych poglądów i pewnie też do przedstawiania ich. Ale co mogę zrobić poza
przeżuwaniem żalu, jeżeli obok mnie siedzi mój pacjent-alkoholik, mający
zaufanie do mnie i moich kompetencji, a którego długo namawiałem by poszedł do
AA i w końcu zgodził się mi towarzyszyć na pierwszym mityngu? Nic, być może poza
podkreśleniem wolności w AA i odwoływaniem się do otwartości umysłu, jako
ważnego zalecenia AA. Jeszcze krótko o dwóch sprawach dotyczących współpracy.
Pierwsza to problem trzeźwych alkoholików ze Wspólnoty zatrudnionych jako
terapeuci. Będąc w takiej pozycji muszą nauczyć się godzić ze sobą parę spraw.
Chyba najtrudniejszą jest poradzenie sobie z pokusą bycia znawcą i rzecznikiem
AA na terapii, i odwrotnie. Wierzę, że alkoholicy-terapeuci będą na tyle mądrzy
by chodzić na mityngi dla własnej trzeźwości a nie w czyimś imieniu. Zresztą nie
potrafię wymyślić innej przyczyny chodzenia na mityngi. Sprawa druga: z moich
obserwacji wynika, że niektórzy członkowie AA traktują terapię jako łatwe pole
do robienia Dwunastego Kroku, jako śmietnik do którego można ewentualnie wrzucić
podopiecznego. Nie odmawiam nikomu pomocy w ośrodku, ale gdy trafia do mnie taki
pacjent to czuję, że nie otrzymał należytego sponsorowania w AA. Na koniec
chciałbym podzielić się paroma uwagami odbiegającymi od głównego tematu:
sprawami o których napiszę, jestem osobiście zainteresowany i chętnie
usłyszałbym co o nich sądzą inni. Sądzę, że nie tylko ja mam trudności z
nadążaniem za zmianami technicznymi i społecznymi jakie zaszły w ciągu lat
istnienia AA. Społeczeństwo, w którym AA się narodziło różniło się znacznie od
dzisiejszego. To , że Wspólnota nadąża za zmianami jest świadectwem, że w chwili
powstania bardzo wyprzedzała swoje czasy. Ale tempo zmian w świecie współczesnym
ciągle wzrasta i coraz trudniej jest nie zostać w tyle. Zasady AA są
ponadczasowe i niezmienne, ale mogą zmieniać się znaczenia słów i sposoby
działania. AA byli pionierami rozwoju nowego podejścia do ludzkich problemów i
historycy w przyszłości opiszą ich wpływ na dziedziny życia związane z
pomaganiem innym. Zastanawiam się ostatnio, czy istnieje sposób, by AA włączyło
do swojego repertuaru działań niektóre techniki i psychologię - nawet jeśli te
techniki powstały poza AA. Chodzi mi o nowe metody pracy w grupie. Myślę, że
jedną z najsilniejszych stron AA jest zdolność przekonywania o konieczność i
podporządkowania życia pewnym podstawowym zasadom. Myślę też, że Wspólnota
mogłaby wzbogacić swój zasób środków. AA mówią co trzeba zrobić, ale osobiście
uważam, że mogliby o wiele więcej powiedzieć jak to zrobić. Dotyczy to
szczególnie radzenia sobie z kłopotliwymi uczuciami, przeszkadzającymi w
kontaktach międzyludzkich i osobistym rozwoju. Mam wrażenie, że dla sporej
liczby członków AA długość abstynencji jest o wiele ważniejsza od jakości
trzeźwości, dla której nie wystarcza samo zaprzestanie picia. Zapytać się siebie
„jaki jestem” to dużo trudniejsze niż wiara, że gdy zachowujemy abstynencję to
wojna jest już wygrana. Oczywiście program 12 Kroków stawia nieustannie na
jakość trzeźwości równoznaczną z jakością życia, ale nie znajduje to pokrycia w
postawach sporej grupy alkoholików i co za tym idzie, w atmosferze niektórych
mityngów. W każdej grupie ludzi istnieje pewien sposób bycia, który ułatwia
utożsamianie. W AA jest specyficzny język i styl. Niektóre grupy mają własne,
niepisane tradycje. Są grupy, w których jest źle widziane mówienie o lęku przed
ludźmi, niezdolności do pracy czy nawet zrozumieniem niektórych części programu,
bycie smutnym, nieszczęśliwym, źle się poczuć- nawet jeśli to prawda. Albo
opowiadasz o wielkich sukcesach albo nie odzywasz się w ogóle. Przychodzi do
mnie wielu członków AA - zarówno nowych jak i weteranów - zaniepokojonych, że
coś jest z nimi nie tak. Mówią, że lubią i potrzebują AA, ale program nie działa
w ich życiu tak, jak u innych. Są często nieszczęśliwi, co powoduje nerwowość na
mityngach, strach, że będą musieli coś przeczytać lub powiedzieć. W rezultacie
wychodzą zmęczeni i zniechęceni. Myślę, że są inni, gdyż rzadko słyszą, że ktoś
swobodnie przyznaje się do takich uczuć. Czują się winni, lub co gorsza,
dochodzą do przekonania, że całe gadanie o szczęściu i zadowolenie to puste
słowa. Trudne uczucie i brak odwagi to typowe doświadczenie przychodzących do AA.
Apatia, zanik entuzjazmu i okresowe zwątpienie to nierzadkie przypadki wśród
starszych stażem. Można sobie z nimi poradzić, jeżeli tylko przyznamy się do
nich i podzielimy z innymi. Możliwość by to zrobić zależy od otwartości grupy.
Według mnie, sukces w AA to nie wyeliminowanie trudnych momentów z życia, ale
rosnąca ufność, że w miarę stosowania w życiu programu, będzie wzrastać zdolność
radzenia sobie z nimi, nie absolutne usunięcie bólu, ale poczucie, że można go
przeżyć. Tolerancja dla problemów związanych z używaniem alkoholu jest w AA
zwykle wysoka, ale nie zawsze obejmuje ona inne problemy życiowe. Ale przez
otwarte dzielenie się prawdę, członkowie AA mogą otwierać się na przyjmowanie
pomocy i jednocześnie pomagać innym czującym to samo. W ostatnich latach nauki
społeczne dokonały znacznego postępu w dziedzinie stosunków międzyludzkich.
Rozwinięto proste i efektywne metody pomagające być bardziej otwartym w
relacjach z innymi. Taki trening byłby z pewnością pomocny wielu AA. Ukończenie
go nie daje żadnych specjalnych przywilejów i nie czyni nikogo profesjonalistą -
to tylko osobiste doświadczenie, choć może być ważne i wartościowe. Może uwolnić
nas od trzymania się sloganów tylko dlatego, że są często pożyteczne. Może
skłonić do zauważenia i przyznania do problemów emocjonalnych, zaowocuje to
większą wrażliwością na problemy innych. Członkowie AA z takimi doświadczeniami
mogą wznieść nowe wymiary do pracy swych grup i co najważniejsze, pogłębić
poznanie samych siebie i lepiej stosować program. Na sam koniec jeszcze o
współpracy: bazą dla niej jest świadomość, że prawdziwa miłość i tolerancja nie
zna wyjątków. Nie może być ograniczona do członków jednej grupy. Musi obejmować
każdego człowieka.
Bądźmy przyjaźni dla naszych
przyjaciół
Poczułem się zażenowany, gdy z ośrodka leczenia uzależnień kolega przyniósł
wiadomość o tym, jak terapeuta wyrażał zdziwienie postawą aowców. On w swojej
pracy, w najlepszej wierze kieruje pacjentów do AA, a tam pacjenci dowiadywali
się, że terapia nie działa i dobre jest tylko AA. Te z domieszką goryczy słowa
pochodziły od terapeuty, którego kwalifikacje, sposób pracy, postawę, bardzo
sobie cenię. Dodatkowo przykro mi się zrobiło, że stosunkowo niedawno sam
wypowiadałem na mityngach podobne herezje. Powstały konflikt, o ile w ogóle
można mówić o konflikcie, jest, jak sądzę, wynikiem pewnego nieporozumienia.
Wielu alkoholików tak bardzo zaangażowało się w życie AA, że nie dostrzega
innych sposobów uzyskiwania trzeźwości. Zupełnie zapomina, że zdecydowanie
największa grupa trzeźwiejących alkoholików rozpoczęła swoje nowe życie na
terapii. W wielu przypadkach to właśnie oni, po terapii tworzyli grupy, w
których obecnie sam trzeźwieję. Mam nadzieję, że powstały na mityngach afekt
jest zrozumiały przez profesjonalistów, że z życzliwą pobłażliwością przyglądają
się kolejnym fazom naszego trzeźwienia. Tylko tak potrafię wytłumaczyć sobie
własne postępowanie. Nieporadny entuzjazm, z jakim uczestnicy AA wypowiadają się
o korzyściach ze stosowania programu AA sprawia wrażenie, że są przeciwni innym
formom zdrowienia, że powstają napięcia na linii AA - terapia. Nic bardziej
mylnego. Coraz częściej uświadamiamy sobie, że alkoholicy kończący terapię mają
do dyspozycji kilka możliwości kontynuacji trzeźwego życia, i to do nich należy
wybór, którą drogą chcą podążać. AA i jej zasady są tylko jedną z możliwych
dróg. Alkoholik może kontynuować trzeźwość jako uczestnik na przykład
duszpasterstwa trzeźwości. Już pobieżne spojrzenie pokazuje jak wielu przyjaciół
właśnie w postawie religijnej znajduje rozwiązanie na swoje życie. Drugą drogę
wskazują różne kluby, stowarzyszenia, fundacje. Przez wspólne wycieczki, obozy
terapeutyczne, korzystając w swym działaniu również z funduszy zewnętrznych,
preferują budowanie postaw abstynenckich. Ich działalność jest stale omawiana w
środkach masowego przekazu, nagłaśniana przez różne festyny. Oczywiście nie
możemy przeoczyć działalności ośrodków pomocy społecznej, gdzie AA jest częścią
programu wychodzenia z bezdomności czy skrajnej nędzy. Sądzę, że bez tej pomocy,
wielu obecnych przyjaciół, nie miałoby cienia szansy na podźwignięcie się do
nowego życia. Chyba ten dosyć pobieżny przegląd wykazuje jak wiele podziękowań
kieruję do wszystkich pomagającym alkoholikom. Mam pełną świadomość, że ośrodki
te wypełniają tę część pomocy, której AA nie podejmuje, a które dla wielu są
niezbędne. Błędem moim i moich kolegów było to, że chciałem przypisać innym
stosowanie zasad, których sam jeszcze nie potrafiłem stosować. Dzisiaj, gdy
rozmawiam z młodymi w trzeźwieniu przyjaciółmi, zawsze podkreślam, że nie ma
konfliktu AA - terapia, a jeśli rozmówca aktualnie uczestniczy w terapii, to
niech uczestniczy w niej jak najlepiej. Dopiero później, ze sponsorem, gdy
zapragnie tego co w AA posiadamy , będzie miał okazję poznawać i stosować
zasady AA do końca życia. Dziękując Bogu za możliwość spotkania z programem AA
muszę jednocześnie sobie przypomnieć, że jakoś do tej pory nie słyszałem na
mityngu takiej wypowiedzi: Byłem na terapii i to mi zaszkodziło. Raczej wielu
sobie chwaliło uzyskaną wiedzę. Przy okazji chcę wspomnieć o innym przypadku.
Niedawno miałem okazję uczestniczyć w spotkaniu AA w sąsiednim Regionie. Na to
spotkanie zawiózł mnie zaprzyjaźniony ksiądz. Jakie było moje zdziwienie, gdy
podczas dyskusji wysłuchałem mnóstwa ataków wobec duchowieństwa. Właściwie każdy
z mówców wykazywał tak wojowniczą postawę, że nie mogło być mowy o porozumieniu,
a sprawa , dodając pikanterii dotyczyła 11 Tradycji AA oraz spotkania
opłatkowego. W drodze powrotnej przypomniały mi się słowa Billa W. będące
tytułem yklu artykułów w książce "Język serca" a publikowanych kiedyś w MITYNGU
nr 16/17: Bądźmy przyjaźni dla naszych przyjaciół.
Barmin
„ADOPTUJ DOKTORA”
Program współpracy AA ze środowiskiem medycznym
(BOX 4-5-9, wyd. bożonarodzeniowe 2000)
W gęsto zaludnionych rejonach można znaleźć tysiące lekarzy i innych osób z
personelu medycznego. Oni to najczęściej mają okazję dać pierwszą informację
cierpiącemu alkoholikowi. Mając tego świadomość, Komisja ds. Współpracy z
Profesjonalistami Południowo-Wschodniego Nowego Jorku poszukuje coraz
skuteczniejszych środków, by przekazać informacje o AA środowiskom medycznym.
Początkowy pomysł Komisja zaczerpnęła z doświadczeń grup z Florydy (opisanych w
bożonarodzeniowym BOX 4-5-9 z 1998 r.– patrz artykuł wstępny): po krótkich
poszukiwaniach okazało się że w wielu miejscach w Ameryce działają, równie
skutecznie, podobne programy. ,Po zapoznaniu się z nimi stworzyliśmy własny.
Nazwaliśmy go 'Adoptuj doktora'. Kładzie on przede wszystkim nacisk na
informację o AA ale zawiera też zaproszenie na otwarty mityng, gdzie można
bezpośrednio usłyszeć trzeźwych alkoholików. Ponieważ jednak lekarze są zwykle
bardzo zajęci i rzadko mogą uczestniczyć w mityngach czy warsztatach, które dla
nich organizujemy, opracowaliśmy krótki pakiet, zawierający tylko trzy pozycje:
broszurę 'Jeżeli jesteś profesjonalistą', jednostronicową ulotkę 'Informacja o
AA' i list, zaadresowany: 'Drogi Opiekunie naszego zdrowia', objaśniający cel
programu AA i nasze pragnienie współpracy (bez przyłączania się) z
profesjonalistami. Na zewnątrz pakietu umieszczamy list do członka AA,
zatytułowany: ,Czy Twój lekarz wie?'. Sugeruje on wręczenie pakietu naszemu
osobistemu lekarzowi w trakcie wizyty." Prawie natychmiast narodziły się dwie
wątpliwości: pierwsza, czy program nie łamie Jedenastej Tradycji, promując AA
zamiast polegać na sile przyciągania, i druga, czy można żądać łamania
anonimowości w kontakcie z ludźmi spoza Wspólnoty. Na pierwszą odpowiada Dave
Q., członek Komisji: , Szybko się zgodziliśmy, że nie próbujemy w ten sposób
promować programu AA, a raczej wyjaśniamy w cztery oczy co dało nam trzeźwość".
W drugiej kwestii: pakiet może zostać wysłany anonimowo (bez adresu zwrotnego)
lub zostawiony w portierni. Pierwsze zdanie listu do lekarza brzmi: , Otrzymuje
Pan te informacje przez jednego z Pańskich pacjentów, który jest jednocześnie
członkiem AA, trzeźwieje z alkoholizmu. Chcemy w ten sposób dać Panu sposobność
dowiedzieć się, kim jesteśmy". Ale problem anonimowości jest dużo bardziej
złożony. Dave Q. podaje przykład: ,Słyszeliśmy o takim przypadku: alkoholik
poinformował lekarza o swojej przypadłości, ten zapisał tą informację w karcie
pacjenta. Stąd informacja trafiła do towarzystwa ubezpieczeniowego, które
podwyższyło składki z powodu alkoholizmu. Nauczyliśmy się z tej historii, że
każda informacja o pacjencie zapisana przez lekarza może stać się okazją do
zarobku dla ubezpieczeń. Dlatego nie zachęcamy nikogo, by informował lekarza o
swoim alkoholizmie - jest to sprawa indywidualnej decyzji". W 2000 roku
Uniwersytet Kolumbii w Nowym Jorku przeprowadził badania wśród lekarzy z całych
Stanów Zjednoczonych, z których wynika, że 9 na 10 z nich nie potrafi
zdiagnozować alkoholizmu we wczesnych fazach choroby. 86% badanych lekarzy
wierzyło w wyleczalność nadciśnienia, 69% było przekonanych o wyleczalności
cukrzycy. Tylko 4% wierzyło w skuteczność leczenia alkoholizmu. My, członkowie
AA wierzymy, że mamy efektywną metodę na alkoholizm, a opisany program stanowi
mały krok w kierunku, by przekonać o tym lekarzy.
LEKARZ I TERAPEUTA NIEWĄTPLIWIE ZNAJĄ
CHOROBĘ ALKOHOLOWĄ,
NATOMIAST SPONSOR W AA ZNA ŻYCIE WE WSPÓLNOCIE.