Wydanie specjalne.
MITYNG
ZK SIEDLCE 04 PAŹDZIERNIK 2002
DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO
W
numerze wykorzystano tłumaczenia z GRAPEVINE July 2002.
Co pewien człowiek miał do zaoferowania
Nieraz słyszałem: Co jeden człowiek może wnieść w życie innego człowieka? W moim
przypadku, drugi człowiek mógł tylko załatwić kolejny kieliszek! Dzięki Bogu, że
jednak pewien funkcjonariusz, tu, w więzieniu Jackson, pomógł mi w końcu załapać
się do AA. Przybyłem do Jackson w 1987, a w końcu, 2 sierpnia 1993 wziąłem sobie
do serca to, co dwa lata wcześniej ten klawisz zauważył u mnie. Spostrzegł, że
byłem często nieco pijany i robił drobne uwagi pod moim adresem. Do tej pory
olewałem je. Wtedy, na początku 1993 napiłem się nieco „złego wina" i
rozchorowałem. Wkrótce jednak zapomniałem i znowu zacząłem pić, a ten sam,
starszy klawisz miał oko na mnie i ponownie ostrzegał. I tak w końcu tego lata
dotarło to jednak do mojej świadomości. Od ponad ośmiu lat nie piję. Wychodzę z
więzienia w 2002 i modlę się, by nauki mojego AA były wciąż ze mną. Powrócę do
Detroit, gdzie mam nadzieję odnaleźć parę mityngów jak i jakieś miejsce do
mieszkania. Modlę się, żeby dzięki AA szybciej polepszyło się moje życie. Kiedy
wyjdę na wolność będę musiał w AA znaleźć grupę macierzystą. Jest to dla mnie
najważniejsze. Z głębi mojego serca dziękuję Bogu, jak Go rozumiem, za to, że AA
są w więzieniu i tacy ludzie jak mój klawisz.
Anonim
W czasie przygotowania tego numeru jeden z przyjaciół zapytał, dlaczego
informacje dotyczą amerykańskich warunków? - Odpowiedź była prosta. Nie mamy
informacji polskich.Czy Ty możesz to zmienić?
Redakcja
Wywiad GRAPEVINE z Allenem Aultem
Allen Ault, dyrektor Krajowego Komitetu Więziennictwa w Departamencie
Sprawiedliwości USA jest powiernikiem klasy A /nie alkoholik/ Anonimowych
Alkoholików.
Od początku istnienia, AA miało nadzwyczajnych przyjaciół w więziennictwie. W
roku 1942, już w 7 lat po spotkaniu Billa z Bobem, Clinton Duffy zaniósł
posłanie AA do San Quentin, największego więzienia w kraju. Trzydzieści lat
później, powiernik – nie alkoholik Jim Estelle, były dyrektor Departamentu
Więziennictwa w Teksasie, zachęcał członków AA w więzieniach by wchodzili w
struktury służb AA i otaczał opieką więzienne AA w całych Stanach Zjednoczonych.
Dziś pałeczkę przejął nowo wybrany powiernik klasy A /nie alkoholik/,
Allen Ault, dyrektor Krajowego Komitetu Więziennictwa w Departamencie
Sprawiedliwości USA. Przed objęciem tej funkcji był on naczelnikiem więzień w
Georgii, Colorado i Misissipi, kierował również Wydziałem Prawa Karnego na
Uniwersytecie Stanu Georgia. Pomimo zadziwiających osiągnięć i imponującego
wzrostu, Ault jest niezwykle skromny, swobodnie żartuje z samego siebie i wydaje
się być w pełni świadomy różnicy pomiędzy tym, czego nie może zmienić, a tym co
może. Ostatnio na swojej pierwszej Konferencji Służb Ogólnych w Nowym Jorku miał
okazję zaprezentować swą wieloletnią pracę z alkoholikami w więzieniach i
powiedzieć o roli AA w ich powrocie do zdrowia.
GRAPEVINE: W jaki sposób pierwszy raz zetknąłeś się z AA ?
Allen Ault : Krótko po obronieniu doktoratu dostałem propozycję od
dyrektora więziennictwa w Georgii by opracować system diagnostyczno-
klasyfikacyjny dla nowego, maksymalnie zabezpieczonego więzienia. W charakterze
zaliczki dostałem pracę więziennego klawisza. Przez mój oddział przewijało się
rocznie około7000 więźniów, poza tym miałem około 135 stałych „pensjonariuszy” i
specjalny blok ze 100 najbardziej niebezpiecznymi przestępcami w Georgii.
Pracowałem z pół roku, gdy odwiedziła mnie grupa AA z prośbą o zorganizowanie
mityngu wewnątrz. AA wystartowało więc w tym więzieniu w okresie mojej pracy.
Nie wiedziałem wtedy o AA dużo, ale ludzie którzy przyszli zrobili na mnie dobre
wrażenie. Wkrótce zostałem oczarowany. Wszyscy skazani tutaj mieli niebłahe
wyroki, ale nawet ci najgrubszego kalibru – mordercy, gwałciciele –
przystępowali do AA. Bardzo mnie to zainteresowało i odkryłem, że wielu z nich w
chwili popełnienia zbrodni było pod wpływem alkoholu. Dowiedziałem się też w
tych pionierskich dniach, a co dziś jest już bezdyskusyjne, że alkohol jest
poważnym problemem w więzieniach i aresztach. Że jest przyczyną obecności tam
wielu ludzi lub co najmniej motorem napędowym wielu przestępstw.
GV : Jaki procent w zakładach karnych stanowią alkoholicy ?
A : Według ostrożnych szacunków ok. 80% ma poważne uzależnienie
chemiczne, z czego większość przypadków to alkoholicy. Mamy ok. 2 miliony ludzi
w więzieniach więc problem jest niebagatelny. W czasie mojej ostatniej kadencji
na stanowisku dyrektora więziennictwa w stanie Georgia zajęliśmy się nim
poważnie. Pewnego razu złożyłem chyba jedno z największych w historii zamówień
na literaturę AA – coś rzędu 28 000 $ . Ale to była kropla w morzu jeśli wziąć
pod uwagę, że miałem 135000 osób na zwolnieniu warunkowym, 35000 osadzonych, a
80% z nich miało poważne uzależnienie.
GV : Jakie wrażenie wywarł na tobie pierwszy kontakt z AA ?
A : Było takie, że członkowie AA wiedzą o niebo więcej niż ja na temat
alkoholizmu i że mają konsekwentny program. Podobało mi się 12 Kroków. Zacząłem
widzieć pozytywne efekty w postawach więźniów, zarówno w więzieniu jak i po
wyjściu. Nie twierdzę, że dotyczyło to wszystkich, ale to była rzeczywiście
wielka pomoc – szczególnie gdy AA dawało więźniom oparcie poza murami. To dla
mnie najważniejsze. Dzisiaj jednym z moich zadań jest pomaganie władzom stanowym
w tworzeniu dobrych programów dla więźniów opuszczających zakłady karne. W tym
roku wyjdzie na wolność 630000 osób. Zbyt często dostają oni po staremu 50$,
komplet ubrania i bilet na drogę. A potrzebują znacznie więcej – to kwestia
chociażby dobrej polityki bezpieczeństwa publicznego. Trzeba robić więcej by
mieć pewność, że nie będzie więcej przemocy i ofiar. Sądzę, że AA może być
naprawdę podstawowym czynnikiem dla wielu więźniów. Gdy byłem strażnikiem w
więzieniu to słyszałem od wielu podopiecznych, że jak wyjdą to wezmą sobie
dziwkę i się upiją. Wtedy wypiska to była: 25$, ciuchy i bilet. Więc te 25$
miały być wydane pierwszego wieczora. Oznaczało to, że znajdą się w położeniu
tak złym, w jakim jeszcze nigdy w życiu nie byli. Niestety, w wielu stanach jest
tak do dziś. Ale w paru miejscach AA gra ważną rolę pomagając w programach
terapeutycznych i treningowych. Oficjalna liczba skazanych, którzy przeszli
terapię osiągnęła 200000 w 1994 roku, lecz po wyborach 1994 roku przestępczość i
więzienia stały się wielkim tematem : położono nacisk na represyjność systemu
karnego, mimo badań, że sama represyjność zwiększa w rzeczywistości recydywizm o
7 %. Większość programów terapeutycznych zlikwidowano, w wielu wypadkach nawet
AA zniknęło z więzień.
GV: 7 % ? To dużo.
A : O tak, tym bardziej, że wiadomo co jest naprawdę skuteczne: dobry
program dla wychodzących na wolność redukuje recydywizm o 35% . Anonimowi
Alkoholicy mogą mieć w tym wielki udział. A na razie obniżyliśmy liczbę więźniów
otrzymujących terapię do 1 na 10 i na dziś mamy tylko 170000 więźniów, którzy
otrzymują pomoc, włączając w to AA. To smutny obraz.
GV : Duża część twojej pracy to edukacja.
A : Jedną z najpoważniejszych przyczyn przestępczości jest dziś
„kryminalne myślenie”. Potwierdzają to wszystkie badania jak i rodziny
przestępców. Poprzez dobrze opracowane programy można nauczyć ludzi
alternatywnych sposobów myślenia i zachowania, dać im lepsze szanse. Można
wzmocnić przekonanie, że lepiej
ułożę sobie życie pozbywszy się „kryminalnego myślenia i działań”. Byłoby
zbytnim uproszczeniem sprowadzić wszystko do świadomych zachowań, lecz dotyczą
one każdej dziedziny życia. Niedawno trenowałem to grając w golfa /śmiech/ . To
jest jedna z rzeczy którymi wydaje się zajmować AA. To bardzo ważny temat.
GV : Czy zauważasz zmiany w sposobie widzenia przez profesjonalistów
alkoholizmu wśród więźniów ?
A : Zwykło się uważać, że póki ktoś jest w więzieniu to nie będzie pił.
Ale, oczywiście można się upić i w więzieniu. Każdorazowo w całym kraju, gdy
robiliśmy wyrywkowe kontrole na zawartość alkoholu w moczu dostawaliśmy
pozytywny wynik u ok. 3,8% badanych więźniów. Dopiero dwa, może trzy lata temu
ktoś zauważył, że ci ludzie wychodzą na wolność a nic dla nich nie zrobiono
wewnątrz. Dostają nawet zwolnienia warunkowe w wielu stanach. To jest
przerażające. Potrzebujemy dobrych i skutecznych programów wewnątrz więzień
działających niezależnie od systemu kary i odpowiedzialności za popełnione już
czyny. Uczyć co robić po wyjściu, jak szukać pracy, zapewnić odpowiednią
edukację. A potem kontynuować programy na wolności. Łącznie z pomocą w
zatrudnieniu i – co jest kluczowe, najważniejsze – utrzymanie trzeźwości.
GV : Co masz nadzieję zrobić jako dyrektor Krajowego Komitetu
Więziennictwa by zrealizować te plany ?
A : W przeszłości mój Komitet zostawił problemy uzależnień innym
instytucjom. Mamy parę organizacji federalnych wykonujących wielką pracę w
dziedzinie uzależnień chemicznych. Jednak niewiele z tego docierało do więzień.
Chcę by Komitet sponsorował programy współpracy dyrektorów instytucji
zajmujących się uzależnieniami z odpowiedzialnymi za więzienną służbę zdrowia.
GV : Co cię skłoniło by zostać powiernikiem AA ?
A : Bardzo wiele dostałem od AA, przez wszystkie lata działalności
zawodowej. Pora by coś oddać. Naprawdę lubię AA – i ludzi z AA. Wiem, że to
wielki obowiązek i traktuję go poważnie. Czasami bywa bardzo obciążający. Ale
nauczyłem się strasznie dużo, choć wciąż pozostaje parę wątpliwości. Wszyscy
których spotykam na Radach Powierników czy Konferencji są bardzo elokwentni i
inteligentni. Tacy byli też obaj założyciele: świetnie wykształceni, sprawnie
rozumujący, nadzwyczaj błyskotliwi. Zastanawiam się czy AA będzie równie
skuteczne wśród więźniów, znacznie gorzej wykształconych i prostych. Jak
dostosuje się do tych ludzi? Czy ich zdoła przyciągnąć?
GV : Co w czasie twojej służby w AA najbardziej cię zaskoczyło ?
A :Najbardziej poruszyli mnie sami Aowcy. W centrum Waszyngtonu nie
brakuje egocentryków Słuchając wypowiedzi na mityngu otwierającym Konferencję
przyszło mi na myśl, że kluczem do sukcesu AA jest właśnie opanowanie ego.
Dzięki temu ludzie pomagają sobie nawzajem. Niewiele jest miejsc gdzie widać to
tak wyraźnie, sami dobrze o tym wiecie. Z uczestnictwa w dużych grupach AA
wyniosłem zupełnie inne wrażenia na temat stosunków między aowcami i ich
uczciwości. Dlatego byłem niezwykle zaskoczony. Naprawdę.
GV : Co twoim zdaniem AA może zrobić by dotrzeć do większej ilości
więźniów ?
A : Grupom, które decydują się wejść do więzienia i tam docierać do
więźniów, zwykle się to udaje. Natomiast ciągle jeszcze AA nie dociera do
obsługi więzień. Część pracowników jest sceptyczna i cyniczna wobec AA. Na
Konferencji Pracowników Więziennictwa AA niknie w zalewie setek sprzedawców
broni, systemów komputerowych i najnowszych elektronicznych cacek. Mam nadzieję,
że wypracujemy metody docierania do personelu z informacją o AA. Bardzo miło
jest słyszeć, że wielu pracowników więzień ma w rodzinie lub wśród przyjaciół
kogoś, komu AA pomogło. Oni wiedzą, że jak dobre jest AA – ale w pojedynczych
przypadkach. Nie wiedza, że również na skalę masową.
GV : Sugerujesz, że muszą zobaczyć liczby zanim uwierzą, że AA działa ?
A : Tak. Są wyszkoleni, by myśleć w taki sposób. Inaczej AA nie zdobędzie
zaufania jakiego potrzebuje.
GV : Czy jest jeszcze coś dotyczącego twojej pracy o czym chciałbyś
powiedzieć członkom AA ?
A : Tak, bardzo egoistycznie. Chciałbym zobaczyć w każdym stanie USA
działający program dla więźniów wychodzących na wolność. A ponieważ alkoholizm
jest tak wielkim problemem, to – znów egoistycznie – chciałbym widzieć, że AA
odgrywa w nim coraz większą rolę. Każdego roku 630000 osób powraca do
społeczeństwa. AA może wiele dla nich zrobić.
BÓL I NIENAWIŚĆ
Pewnego razu spróbowałem zastanowić się, jakie wydarzenie było punktem zwrotnym
mojego trzeźwienia. Myślę, że był to moment, gdy zacząłem poważnie angażować się
w pracę służb a szczególnie, gdy zacząłem chodzić na mityngi w instytucjach.
Pierwszy raz na mityng więzienny zaciągnął mnie i paru przyjaciół z mojej grupy
pewien weteran imieniem Vic. Byłem naprawdę zaskoczony jakością tego mityngu.
Miał klarowny temat, a wszyscy uczestnicy sprawiali wrażenie, że traktują go
bardzo poważnie i że są świetnie zorientowani w programie AA. Bardzo dużo
korzystałem z każdej wypowiedzi. To ja, z dwuletnią abstynencją byłem jednym z
„nowicjuszy” i chyba najsłabszym ogniwem. Większość więźniów w tym miejscu miała
duże wyroki, a że przystępowali do AA zaraz po znalezieniu się tutaj, to spora
grupa uczestników miała 5-10 lat trzeźwości. I okazało się, że zamiast, jak
sądziłem, szkolić biednych więźniów - sam zostałem uczniem. Każdy mityng na
jakim byłem zwiększał mój szacunek do członków grupy. Służby były obsadzone.
Członkowie sponsorowali się wzajemnie w pracy nad krokami. Okazało się również,
że przynależność do AA w więzieniu wcale nie przynosi popularności wśród
współosadzonych. Uważano ich chyba za kapusiów. Gdy próbujesz zmienić swoje
życie i dlatego odmawiasz picia więziennych wynalazków i łykania przemycanych
prochów to inni sądzą, że możesz ich wydać. Tak więc członkowie grupy byli na
spacerniaku omijani. Ale ciągle przychodzili. Nauczyli mnie tak wiele. Ja
próbowałem pokazać, że można być trzeźwy na ulicy. Oni pokazywali jak można
zachować człowieczeństwo w miejscu, gdzie człowiek jest tylko numerem. Zacząłem
częściej uczęszczać na więzienną grupę, towarzysząc Jurkowi, koordynatorowi
regionu. Trwało to dopóki Jurek nie zapadł na ciężką chorobę. Więzienny mityng
zaczął podupadać. Parę miesięcy później Jurek umierał w szpitalu na raka i
cukrzycę. Pamiętam, że jeden z więźniów-aowców pod przysięgą zobowiązał mnie bym
go odwiedził. Nienawidziłem szpitali i tych wszystkich chorób, ale poszedłem.
Znalazłem Jurka na oddziale onkologicznym, z na wpół amputowaną stopą i
perspektywą życia najwyżej miesiąc. Był tam też nasz przyjaciel, jeden z tych,
którzy będąc w więzieniu zakładali grupę, a teraz, po wyjściu bardzo aktywny
uczestnik lokalnego AA. To było dla mnie za dużo. Istny kondukt pogrzebowy!
Jurek poprosił mnie, bym w jego miejsce został koordynatorem więziennego
mityngu. Mówił długo i poruszająco o tym jak mityng ten stał się jego pasją
życia przez ostatnie osiem lat, i że jestem jedynym, kto zna procedury
więzienne, że lżej mu będzie na sercu ze świadomością, że ktoś kontynuuje jego
pracę. Zakręcił mną jak chciał i wpadłem. Zgodziłem się a oni wybuchnęli
śmiechem. Co gorsza, pielęgniarka, na którą wpadłem wychodząc, powiedziała mi,
że Jurek ma gości cały dzień i że to jedyny pacjent, jakiego pamięta na tym
oddziale, który by tak często się śmiał. Jurek w końcu odszedł, śmiejąc się do
samego końca, a mnie przyszło regularnie odwiedzać więzienną grupę. Trwało
trochę zanim wdrożyłem się w nowe obowiązki, ale na mityngi chodziłem z ochotą.
Miałem przede wszystkim jedną korzyść: NIE PIŁEM. Z kilkoma członkami
zaprzyjaźniłem się. Na milę wyczuwałem nowego kandydata do grupy. Jeden z nich,
Garv, przykuł szczególnie mą uwagę. Był to potężnie umięśniony facet wytatuowany
od stóp do głów/ co nie było niczym szczególnym w tym miejscu/ Zachowywał się
bardzo spokojnie, ale wyczuwało się w nim stały podskórny prąd gniewu. Sprawiał
wrażenie, że bardzo serio traktuje program i aktywnie uczestniczył w mityngach.
Z początku nie bardzo potrafił się znaleźć w grupie, ale zaakceptowaliśmy to i z
czasem Garv, czy jak go nazywali niektórzy - facet bólu i nienawiści, gdyż miał
na palcach, poniżej kostek wytatuowane słowa: HATE - nienawiść i PAIN - ból,
stawał się coraz bardziej rzeczywistym członkiem grupy. Po paru latach skończył
się wyrok Garva. Ku naszemu zaskoczeniu zdecydował się osiedlić w okolicy
więzienia, gdzie mieszkało wiele osób przychodzących na więzienne mityngi i
trzymać się raczej nas niż wracać do starych kumpli. W czasie jednej z
przepustek obwiozłem go po okolicznych mityngach. A parę miesięcy później Garv
był na wolności. Pewnego razu poprosił mnie nagle bym został jego sponsorem.
Zgodziłem się czyniąc parę zastrzeżeń. Sponsorowałem wcześniej parę osób ale
nikogo z takim bagażem doświadczeń. Obawiałem się więc, czy znajdziemy
płaszczyznę porozumienia i zasugerowałem, że być może będzie lepszy ktoś, kto
siedział w więzieniu. W końcu ustaliliśmy, że jeśli współpraca nie będzie się
układała, to poszuka takiego człowieka. Od samego początku pobyt Garva na
wolności był dla niego naprawdę ciężki. Codziennie nowi ludzie, z którymi trzeba
było żyć. Jeszcze gorsze były te drobiazgi - prawo jazdy, podatki, czynsz,
podania. Nie sądzę by ktokolwiek z nas wierzył, że Garv przez to przejdzie. Nie
sądziliśmy, że zacznie pić - przypuszczaliśmy, że popełni po prostu jakieś
przestępstwo i da się z powrotem wsadzić za kraty. Takie myśli by uciec od
rzeczywistości istotnie mu się pojawiły w głowie. Powiedziałem mu więc, że
jedyna rzecz, jaka działa gdy chce mi się pić to praca z innymi. Byłem w tym
czasie łącznikiem grupy za szpitalami, instytucjami i znałem wielu ludzi. Garv i
ja zaczęliśmy objeżdżać mityngi na terapiach
i detoksach - i zrobiło się trochę lepiej. Ale nadal było źle. Pewnego dnia
zadzwonił do mnie łącznik zajmujący się domem poprawczym dla nieletnich
przestępców. Powiedział, że brak mu ochotników by prowadzić tam mityng, ponieważ
ostatnim razem prowadzący został obrzucony Wielkimi Księgami. Mówił, że jest
niemożliwością utrzymać tam mityng gdyż dzieciaki są zbyt agresywne i
zaproponował by przerwać działalność na terenie poprawczaka. Odpowiedziałem, że
być może znam kogoś, w kogo prawdopodobnie żaden dzieciak nie odważy się rzucić
Wielką Księgą i że możemy spróbować jeszcze raz. Pojechaliśmy z Garvem do
poprawczaka. Byłem pewien, że nikt nie zadrze z Garvem ale też nie miałem
nadziei, że wywrzemy jakiś wpływ na owych młodzieniaszków. Nie mogłem bardziej
się mylić!!!. Lgnęli do Garva jak pszczoły do miodu. Walczyć z nim nie było
sensu i oni to wiedzieli. Znał wszystkie ich zagrywki i jeszcze wiele innych.
Radził sobie doskonale. Z miejsca rozpracował ich hierarchię i w parę minut
zneutralizował przywódcę. Gdy któryś z nich zaczynał się stawiać Garv
natychmiast osadzał go na miejscu i eliminował jego wpływ na grupę. A dzieciaki
nagle zaczęły czekać na cotygodniowe mityngi AA - bo wtedy miał przyjść Garv.
Połowę z nich zaczął sponsorować. Władze poprawczaka dały mu nawet pozwolenie na
zabieranie wychowanków wieczorem na mityngi, do kina. Garv stał się jedyną
osobą, która naprawdę docierała do tych dzieci i wszyscy chcieli by jak
najwięcej z nimi pracował. Wszystkie te wydarzenia miały kolosalny wpływ na
życie Garva. Już wkrótce zaproponowano mu kierownictwo jednego z większych
ośrodków w mieście. Sam Garv doszedł do wniosku, że pomoc dzieciom i młodzieży
to coś, co chce robić w życiu. Wystąpił więc o stypendium, wziął pożyczkę i
zapisał się na studia. Do tej pory pracował jedynie jako malarz czy dekarz; o
innej pracy nie miał co marzyć ze swoim więziennym życiorysem. Stwierdził, że
nie ma nic do stracenia i podjął stacjonarne, dzienne studia. Zaczął też
odwiedzać mityng na oddziale terapeutycznym w więzieniu dla młodocianych i
efekty znowu były wspaniałe. A dla niego każda grupa chłopaków, z którą
pracował, była darem niebios. Towarzyszyłem mu na tych mityngach dla młodych
przez około osiem miesięcy, a potem nagle przestałem. Po prostu nie miałem
cierpliwości potrzebnej w tego typu pracy. Ale naprawdę z wielką radością
patrzyłem jak radzi sobie Garv. To były jedne z najpiękniejszych chwil mojej
trzeźwości. Po roku studiów Garv dostał ofertę pracy jako wstępny terapeuta w
więzieniu dla młodocianych. Nie minął rok a powstał wakat na stanowisku
kuratora. Problem polegał na tym, że na tym stanowisku wymagano ukończenia
studiów lub równoważnego doświadczenia. Mimo to znalazł się sposób. Złożył
podanie a dzieciaki zrobiły resztę. Wpadły do dyrektora żądając, aby ich
kuratorem został Garv. W ten sposób, po trzech latach od wyjścia z więzienia
Garv miał swój gabinet, komputer a nawet kartę kredytową. Ta karta kredytowa w
wytatuowanym ręku stała się wielką inspiracją dla wielu więźniów z naszej grupy.
Dla tych, którzy jeszcze siedzieli Garv stał się bohaterem i pierwszą rzeczą,
którą chcieli usłyszeć od przychodzących z wolności to były najnowsze wieści o
nim. Większość pamiętała jak wściekle zły był Garv, nawet jak na stosunki
więzienne, nie mówiąc już o porównaniach z „ przyjemniaczkami” z wolności.
Historia o jego karierze zawodowej i sukcesach niosły wiele nadziei. Pozwalały
myśleć, że jest szansa na inne życie na zewnątrz. Mówię wam, ta nadzieja
rozchodziła się jak epidemia. Garv ciągle pracuje jako terapeuta i kurator. Ja
ciągle chodzę na mityngi do różnych instytucji. Uważam, że dziś jest to
najlepsza okazja do czystej pracy Dwunastego Kroku. W dzisiejszych czasach nie
ma już tak wiele okazji do klasycznej informacji o AA, np. przez telefon.
Większość ludzi dowiaduje się o AA na terapiach, w szpitalach czy więzieniach.
Właśnie tam pojawiają się rzadkie okazje by rozmawiać z kimś, kto nic nie wie o
AA a desperacko chce wytrzeźwieć. To wspaniałe uczucie- być tym, który daje
nadzieję na zmianę. Nie piszę tego wszystkiego tylko po to, aby opowiedzieć
piękną historyjkę. Wiemy wszyscy, że nie ma żadnych gwarancji na to, że Garv i
ja pozostaniemy trzeźwi. Obaj przeżywamy zarówno dobre jak i złe chwile. Ale
tych wszystkich wspaniałych przeżyć jakich doświadczyłem stosując program AA nie
odbierze mi nic, nawet zapicie. To rzeczywiście się zdarzyło i nikt mi już nie
wmówi, że ten program nie działa. Żaliłem się kiedyś mojemu sponsorowi, że moi
podopieczni nie robią postępów. Odpowiedział mi, że jedyne co mogę zrobić, to
podzielić się tym, co jest skuteczne w moim życiu. Reszta należy do
sponsorowanego i od Boga. A gdy kiedyś zdarzy się, że ktoś się „załapie”, to
można usiąść w pierwszym rzędzie i obejrzeć sobie cud.
Harold B. Oregon
ARESZTOWANY
Właśnie skończyłem czytanie GRAPEVINE z sierpnia 1999 r / - w Polsce
odpowiednikiem jest ZDRÓJ lub MITYNG w regionie warszawskim - przypis redakcji/.
Kiedy natknąłem się na ten biuletyn tutaj, w więzieniu San Brone, to było tak,
jak znalezienie klejnotu na plaży. Mam Wielką Księgę , „12x12" oraz „Życie w
trzeźwości" i korzystam z nich każdego dnia. Ale wciąż uważam, że ten numer
GRAPEVINE - to wyjątkowa uczta. Wydział szeryfa ma pewien program dla mężczyzn,
którzy chcą „wyzdrowieć" lub są skazani przez sędziego. Nazywa się to „Drogi do
trzeźwości" (Program dla więźniarek ma nazwę „Siostry"). Zgłosiłem się, a
sierżant pomógł mi, bym dotarł tam już w tydzień później. Jestem w więzieniu z
powodu mojego alkoholizmu. Po kilku latach trzeźwości ułomności zdrowia
fizycznego i umysłowego przywiodły mnie do miejsca, gdzie bardziej pragnąłem
zapomnienia aniżeli trzeźwości. Ostatnim wyborem jakiego dokonałem była decyzja
wypicia pierwszego kieliszka. Król Alkohol i Pan Hyde – moja zła część –
dokonali reszty. Popełniłem kilka naprawdę głupich przestępstw i zostałem
aresztowany. Po detoksie w więziennej izolatce, zostałem doprowadzony do celi w
nowopowstałym więzieniu w San Francisco. To było rankiem, w dniu przesilenia
zimowego. Przyszło mi na myśl, że użyłem złej definicji słowa „aresztowany".
Zawsze myślałem, iż oznacza ono: „Uuu , teraz jestem naprawdę przyśrubowany!",
kiedy tak naprawdę oznacza to „powstrzymany". Aresztowanie było ingerencją Boga
w moje życie. Zostałem powstrzymany. Wielu mężczyzn tutaj - a w zasadzie
większość - narzeka na uwięzienie i aresztowanie. Ja za swoje jestem wdzięczny.
Nie byłem w stanie się powstrzymać. Moi przyjaciele obawiali się, że mam zamiar
popełnić samobójstwo. Wcześniej próbowałem. Aresztowanie było olbrzymią
odskocznią od warunków, w których przebywałem. W więzieniu zacząłem prowadzić
łatwe życie – jadłem, spałem i czytałem. Powoli zaczynałem zdrowieć. Kiedy byłem
chłopcem uwielbiałem czytać godzinami. W miarę upływu lat jakoś nie miałem na to
dużo czasu. Teraz znowu mam czas na czytanie. Tak samo było z pisaniem. Już
publikowałem, ale nawrót zabrał to ze wszystkimi pozostałymi dobrymi rzeczami w
moim życiu. Teraz mam dużo czasu na pisanie. Mnóstwo moich przyjaciół z programu
nie może zrozumieć, dlaczego jestem szczęśliwy w więzieniu. To jest naprawdę
bardzo proste. Wolę być raczej trzeźwy w więzieniu, niż pijany poza nim. Mam
nadzieję zbudować solidną podwalinę, by mniej więcej przez rok, który mam
spędzić tutaj, najlepiej skorzystać z oferowanego programu. Dano mi kolejną
szansę by nauczyć się żyć. Jestem najbardziej wdzięcznym człowiekiem na świecie.
Niektórzy z was mogą pomyśleć, że „bujam w różowych obłokach". Mój obłok stracił
swą różowość na długo przed tym, jak miałem nawrót, więc teraz go tylko
odmalowuję. Zanim umieścili mnie w izolatce lub „celi bez klamek", jak jest to
nazywają psychicznie chorzy, usilnie próbowałem powiesić się na sznurowadłach od
butów. Następnego dnia rano, w zimowe przesilenie - kiedy dni zaczynają stawać
się dłuższe i jest więcej blasku – światło ducha przepełniło na nowo serce
pewnego alkoholika, który stracił całą nadzieję. Czy to więzienie czy klasztor?.
Jeśli chodzi o mnie – wszystko zależy od nastawienia.
Jeff B., San Francisco, California
OD REDAKCJI
Wielka Księga na str. 72 wspomina: ...dostrzeżemy, że i z naszego doświadczenia
mogą skorzystać inni. Zniknie uczucie bezużyteczności i pokusa rozczulania się
nad sobą. Przed chwilą przeczytaliśmy historię człowieka, który pobyt w
więzieniu wykorzystuje, aby wzmocnić swą trzeźwość. Czyta naszą literaturę, ale
również pisze. Ma na to dużo czasu. I Ty możesz być pożyteczny. Dla chętnych
mamy ciekawą propozycję. Od pewnego czasu w Polsce, w środowisku AA, jest
prowadzona akcja mająca na celu pozyskanie „piciorysów” obrazujących przebieg
choroby alkoholowej, moment zwrotny i okres trzeźwienia. Najbardziej typowe mają
być wykorzystane w nowej edycji Wielkiej Księgi zawierającej przykłady powrotu
do zdrowia w warunkach polskich. Mają to być historie, które pomogą przyszłym
członkom AA łatwiej się identyfikować. Jest to dziwne, ale do tej pory brak jest
„piciorysów” ze środowiska więziennego, gdy wiemy, że w większości przypadków to
alkohol był przyczyną skazania. Czekamy na Twój piciorys.
Warszawa ul.Berezyńska 17 tel.
616-05-68
Redakcja MITYNGU
GDY KTOKOLWIEK, GDZIEKOLWIEK POTRZEBUJE POMOCY
CHCĘ, ABY NAPOTKAŁ WYCIĄGNIĘTĄ KU NIEMU POMOCNĄ DŁOŃ AA.
I ZA TO JESTEM ODPOWIEDZIALNY.
AA W WIĘZIENIU
Projekt ulotki.
Tę ulotkę przygotowaliśmy dla tych przyjaciół z AA, którzy chcą uczestniczyć w
realizacji Dwunastego Kroku na mityngach odbywających się w Zakładach Karnych.
Przedstawiamy poniżej wskazówki w postaci pytań i odpowiedzi oraz końcowych
zaleceń ogólnych.
Pytanie: Dlaczego mam uczestniczyć w mityngu więziennym? Przecież nigdy
nie siedziałem?
Odpowiedź: Jest to szansa, abyś swym doświadczeniem, siłą i nadzieją
podzielił się z alkoholikami, z których wielu może uczestniczyć tylko w jednym
mityngu tygodniowo. Możesz zawrzeć bliższą znajomość z - być może - przyszłymi
uczestnikami twojej grupy lub którejś z grup sąsiednich. Okazja ta daje ci
nieograniczone wprost możliwości pracy Dwunastego Kroku. W wielu też
przypadkach, będziesz pierwszym AA, który będzie do nich mówił.
Pytanie: Ale jak aresztanci mogą identyfikować się z moją osobą, skoro
osobiście nigdy nie siedziałem w więzieniu?
Odpowiedź: Pozwól po prostu, by twoja aowska historia mówiła za ciebie.
Opowiedz, jak było z tobą i zawsze pamiętaj o tym, że twoi słuchacze są,
bardziej zainteresowani tym, by nauczyć się od ciebie, jak tobie udaje się
pozostać trzeźwym, aniżeli historią twojej pijackiej kariery. Mów o Programie
Zdrowienia i o Dwunastu Krokach. Opowiedz im o twej samotności, beznadziei i
strachu, a oni na pewno będą mogli zidentyfikować się z tobą. Nie
usprawiedliwiaj się za to, że nie siedziałeś. Nie jest to coś, czego należy się
wstydzić.
Pytanie : Czy to prawda, że wielu z aresztantów przychodzi na mityng
jedynie w celu w otrzymania papierosów, lub wyrobienia sobie dobrej opinii u
personelu więziennego?
Odpowiedź: W AA uczymy się nie pytać nikogo o jego motywy. Dlaczego ty
poszedłeś kiedyś na swój pierwszy mityng? Czy na pewno już wtedy pragnąłeś
trzeźwości? Większość aresztantów jest taka sama jak większość nowicjuszy w AA.
Zdecydowana większość nie wierzy w ogóle w to, że są alkoholikami. Wielu z nich
to przecież tylko "upadłe anioły", identycznie jak my na wolności. Niektórzy
nigdy nie pojmą naszego Programu, ale przecie może się zdarzyć. że to właśnie
dzięki tobie niektórzy z nich przyjmą posłanie AA.
Pytanie: Czuję się bardzo nieswojo, kiedy mam rozmawiać z kryminalistami. Unikałem tego nawet wówczas, kiedy jeszcze piłem.
Odpowiedź: Pamiętaj zawsze: "Jestem
odpowiedzialny". Mów do nich, jako do chorych współcierpiących na alkoholizm,
gdyż takimi są. To nic, że nie byłeś w więzieniu. Nie zapominaj , że większość z
nich niepopełniłaby przestępstw, za które odsiaduje wyroki, gdyby nie była
alkoholikami. Kilka zaleceń ogólnych: - Ubieraj się tak samo jak wówczas, kiedy
idziesz na inny mityng.
- AA wzrasta poprzez przyciąganie i przykład.
- Stosuj się do reguł dotyczących palenia.
Jeżeli aresztanci nie mogą, lub też nie wolno im palić, wówczas i odwiedzający
ich AA nie powinni tego robić. (przecież mityng nie trwa znów aż tak długo).
- Stosuj się do reguł i zasad instytucji, którą odwiedzasz. Przychodzimy, aby
rozmawiać między sobą, jedyne co przynosimy, to Posłannictwo! Nie wynosimy
niczego - żadnych listów, kartek, próśb do rodziny o kontakt, itp...
- Jeśli chcesz przynieść papierosy, upewnij się czy wolno. Porozmawiaj z
łącznikiem AA sponsorującym grupę z zewnątrz.
- Jeżeli podczas opowiadania swej historii potrafisz już śmiać się z samego
siebie, uczyń to! Humor dla tych ludzi, którzy na co dzień naprawdę nie mają się
z czego śmiać, jest rzeczą bardzo ważną.
- Nie obiecuj niczego, poza trzeźwością dla tych, którzy jej naprawdę pragną.
Zawsze pamiętaj: niosąc posłanie AA innym, pogłębiasz i utrwalasz własną
trzeźwość.
Projekt przygotowywanej ulotki.